.:. A B R A H A D A B R A .:.

ro1

Rodney Orpheus “Abrahadabra

Wprowadzenie do Magiji Thelemy Aleistera Crowleya / recenzja

Jak to jest, że przeciętna książka cofa mnie do wspomnień z młodości? Przypominam sobie czasy kiedy przeczytałem “Magiję w teorii i w praktyce” Aleistera Crowleya i nic z niej kompletnie nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że studiuję kolejne wypociny i usilne próby podzielenia włosa na czworo w kwestii, w której jako eklektyczny wiccanin miałem swoje zdanie i nie widziałem sensu utrudniania sobie życia. Może dobrze, może źle? Diabli wiedzą. Przez wiele lat thelema była dla mnie niejasną ścieżką, na szczęście kilka wykładów Krzysztofa Azarewicza, kilka spotkań z jej przedstawicielami pozwoliły mi odnaleźć drogę we mgle. Przynajmniej poznałem główny sekret, co się z czym je!

I teraz nie wiem – zostać przy starym zdaniu czy przy nowym? Czuję, że przestudiowany materiał wprowadza mnie do filozoficznej świątyni dumania. Chyba literatura działa na mnie mocniej niż się tego spodziewałem.

“Abrahadabra. Wprowadzenie do magiji thelemy Aleistera Crowleya” Rodneya Orpheusa to doskonały GPS dla zagubionych dusz, starających się przynajmniej zrozumieć sens praktyk i nauk wspomnianego proroka Nowego Eonu. Wreszcie kawa na ławę – teologia, filozofia, praktyka. Wszystko jak trzeba. Po kolei.

Z pewnymi naukami zawartymi w tej pracy muszę przyznać – już się kiedyś spotkałem. Kiedy wiccoeklektyzowałem swoją potępioną przez Kościół duszę (w sumie chyba każdy Kościół mnie potępi może za wyjątkiem tego Liberalnego Katolickiego) czytałem co w rękę wpadło. Opisany thelemiczny system otarł mi się już o wzrok. Pewne nauki z tej szkoły włączyłem do swojego ówczesnego sposobu widzenia świata. Niestety jak to bywało w tego typu podręcznikach magii – pewne sprawy opisywano ze szczegółami, ale nie wyjaśniano skąd konkretnie pochodzą, co powodowało totalny chaos. Podobnie jak z wieloma praktykami i źródłami przedstawionymi przez Orpheusa spotkałem się będąc na drodze wicca tradycyjnej. Jakież to wszystko znajome? Jaki ten świat jest mały? To, że wicca sięga pewnymi gałęziami thelemy nie od dziś wiadomo. Ale, że aż tak mocno? …

Opisy rytuałów, medytacji, praktyk magicznych (może powinno się to napisać “magijnych”?). Jest to bardzo dobre wprowadzenie do tematu i zdecydowanie jedno z przystępniejszych. Dopiero po przeczytaniu tej publikacji należałoby się zabrać za klasykę gatunku jaką są prace Crowleya. W każdym razie nie spotkałem lepszej introdukcji. Literaturę o tym systemie i jego przedstawicielach miałem okazję kilka razy przewertować, ale nawet w biografii Lona Milo duQuette’a nie jest to wszystko aż tak precyzyjnie zaserwowane.

Kultowa praca, której nie powinno zabraknąć sympatykom tematu magii (no dobrze, magiji) z wyższej półki.

93!

Silinez @ Przenikanie światów

Dop.red. – liznąłem zaledwie tej lektury, ale odczucia entuzajstyczne. To działa! (po psychoanutycznej weryfikacji).

kup via Lashtal Press

magija chaosu – teoria i praktyka – studium

Paweł Zaborowski “Teoria i praktyka magii chaosu. Studia kulturowerecenzja

okladka-magia-chaosuFormat A5, 286 stron, oprawa miękka, klejona.

Nie ukrywam, że było mi dane w życiu poznać kilku zadeklarowanych “magów chaosu”. Niestety owi przedstawiciele nie zrobili na mnie najlepszego wrażenia – zapamiętałem ich jako skończonych idiotów, którym się wydawało, że posiedli wiedzę o wszechświecie, a przy okazji myśleli, że są nieźle wyluzowani… Ale mniejsza z tym.

Natrafiłem na rzetelne opracowanie tematu, które wyszło z rąk religioznawcy Pawła Zaborowskiego. “Teoria i praktyka magii chaosu. Studia kulturowe” to kolejne dzieło, którego możliwość podziwiania zawdzięczamy wydawnictwu Black Antlers. Zaczyna się klasycznym syndromem prac XXI w., autor omawia wszystkie możliwe definicje znanych terminów. Potem przechodzi do kwintesencji tematu; przedstawia szczegółowo historię, doktrynę magii chaosu, strukturę organizacyjną Zakonu Iluminatów Thanaterosa i rytualne praktyki. W końcu główny temat przemielony zostaje przez kwestie, które umownie zaliczyć należy do obszaru badań socjologii religii. Tutaj przeplata się m.in. wątek New Age, nowej duchowości, scjentyzacji nauki etc.

W moim odczuciu Zaborowski rozpracował cały problem od każdej możliwej strony; wyczerpująca ilość zagadnień, definicji, nazwisk nie pozostawia żadnych złudzeń; od psychologii po dominującą w rzeczonej pracy socjologię. Praca pisana jest przystępnym językiem, wszystko co trzeba punkt po punkcie. Dokładne przedstawienie założeń magii chaosu sprawia, że temat ten wydaje się bardzo czytelny.

W zasadzie książka mogłaby być swoistego rodzaju podręcznikiem dla adeptów. Przedstawiając pewne kluczowe aspekty tego systemu w świetle badań religioznawczych wiele zarówno “tajemnic” jak i zagadnień czy praktyk staje się jasnych nawet dla osób niewtajemniczonych. Choć nie jest to żadna “Liber Al …” mniemam, że dla studiującego temat magii i okultyzmu czarownika znającego tylko podstawy magii chaosu jest to dobre kompendium rozwijające wiedzę w tym zakresie także o dodatkowe ciekawostki.

Pozycja wyczerpująca i wiele wyjaśniająca, jak można ją podsumować. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Gorąco polecam!

Autor: Siliniez

black – antlers . com

Do psów i ich panów

urfyrfosCCC

Processed with VSCO with p5 preset

Pieśń budzącego się u16A6ursa na nakrapianym szlaku

Świat jest piękny! świat jest podły

świat jest wielki! świat jest zły!

hej ho, poszlibyśmy czynić zło

tu, gdzie kulawi mówią co jest dobro

gdzie ślepi przybijają młotkami drogowskazy

Jednak nie dla tych co są nie bez skazy

Nie dla tych namaszczonych na spaczoną

Ścieżkę pradawnymi runami wyżłobioną gryfią dłonią

wężowym szlakiem języka gadziego płomienia trzask

bo to, co zmienia to niekończący się purpurowy chaosu blask

gdzie na przekór pazurom koła wozu dziejów
ugrzęzły w bagnie, w unieruchomieniu butwieją

Ale ja Poznałem Pana, tego kto zasiał czarny płomień 

w mojej ledwo żywej zygocie, Ziarno
pochodzące sprzed kosmosu
i czasu, uzurpacji kontroli
przez stagnację pochodzącą tam, skąd bezsennie
ciemny duch rozpuszcza zakończone mackami ogony i łowi nimi
dusze zmarłych, do swej inkarnacyjnej pułapki
Miecz Surtra je odrąbie i Oceany spłyną fioletową krwią
nie pochodzące stamtąd, skąd zerkają krzywo wilcze ognie

gdzie z człowieka radośnie drwi burza i ogień
gdzie na czerwonym piasku nocnej pustyni
zygakowate ścieżki węży, znaki Gnozy

psyraus
Processed with VSCO with c1 preset
amaniten

etniczna odtrudka na jad globalizmu

23 życzenia zmiany, wtajemniczeń i metamorfoz

katastrof

Kristur Vincit! Chaos wiekuisty

kolaz933kolaz72737 .:.

wschodzi purpurowe słońce

i oblewa wszystko rudym blaskiem
wtem zaczyna wiać płomienisty wiatr
i nadchodzi burza
fale zawijają grzywy w spirale

zbłąkany żołnierz Tyfona-Seta na wojnie
przeciwko bogom
stoi na pustkowiu przy strachu na wróble
złożonym z ukrzyżowanego kościeja
który ma zatkniętą w oku ciemno czerwoną
różę, do której wędruje
dziób kruka

,#,#,

– boli mnie głowa

  • jak mnie bolał ząb to go wyrwałem

Jak Ciebie słucham to mi ziemniaki rozkwitają w piwnicy. Musisz leczyć zęby, bo na głowę już za późno.

.:.

Bogini Miłość zrodziła 3 owoce. Pierwszy to smutek. Drugi to ból. Trzeci z nich to nowa radość. Tyleż co i nowy ból, co wraz z nią przychodzi.

Wyuzdane wirusy psychiczne pod postacią dwudziestu trzech czarnych zjaw wędrują wśród nocy i złorzeczą światu i człowiekowi. Mówią ze wstrętem o Życiu.

Lecz posłany został na nie Łowca.


Gnostyk epoki “narkomanii”: William S. Burroughs + 7 technik miażdżenia rzeczywistości

William Seward Burroughs, zapytany pewnego nieistotnego dnia o orientację religijną, bez wahania odparł: gnostyk, manichejczyk. Taka deklaracja na swój sposób ośmiesza całe zmonopolizowane pojęcie „orientacji religijnej”. Antyteza dogmatyzmu i odmowa asymilacji nowomowy, która w takiej czy innej postaci zawsze jest wtłaczana ludzkiej trzodzie, jakkolwiek wzdłuż procesu historii intensywność przeinaczenia wzrasta…

Żeby się jednak nie zapędzać, punkty wyjściowe to świat stworzony i homo sap, dysponujący jakoby – za sprawą ewolucji czy bożej łaski – zdolnością do odróżniania prawdy od źródłowego braku takowej. W gnostyckim ujęciu to ostatnie – wybrakowanie – jest bodaj podstawową charakterystyką Stworzenia; miejsca zakotwiczenia dla duchów nawykłych do nieskrępowanej żeglugi, jak również tych odnajdujących harmonię w bezrefleksyjnym trwaniu… Co jednak jeśli cała ta przereklamowana Prawda nie istnieje i jest wiele światów i wymiarów?

Prędzej niż na takich „kulturowych wytworach”, jak orientacja religijna, czy światopogląd, gnoza bazuje na zasadniczym instynkcie umysłowym. Gnostyk w każdym gnostyku tkwi od – a raczej sprzed – narodzin; gnostycy różnią się ciałami, naczyniami, fakturą powierzchni, innymi słowy – uciążliwością wpisanych w ich dany konstrukt przeszkód, które stoją na drodze wykiełkowaniu wewnętrznej zasadzie; pozaświatowej iskrze¹.

wsb23
kolaż aut. Eda Constantine, Panthermodern23 @ tumblr

WSB jako 4-letni dzieciak, w zrobionym przez siebie domku-zabawce po wczesnej pobudce ujrzał małego szarego człowieka: Nie poczułem strachu, jedynie spokój i zdumienie. Burroughs nie uważał tego rodzaju doświadczeń za halucynacje, lecz przesunięcie wizji, tj. znalezienie się percepcji w miejscu pozwalającym na ich dostrzeżenie. Konstrukt ludzki w dużej mierze polega na zamknięciu się – czy wręcz obwarowaniu wobec tego typu postrzegania. Odbywa się to biernie, bo wystarczy zaakceptować tzw. rzeczywistość, pierwotne poręczenie o Porządku rzeczy.

W kontraście do tego, gnoza tj. poznanie nadchodzące „spoza” – z zewnątrz psychiki, świata, czy materii, to głos mogący przybierać dowolną postać, przy czym dla jego recepcji specyficzne jest poczucie obcości, czy zakłócenia w bezrefleksyjności bytu. I tak np. WSB pisał o przekonaniu, że ludzkość jest regularnie infekowana przez wrogie inteligencje:
„Kiedy zagłębiam się w swojej psychice, w pewnym momencie napotykam bardzo wrogą i mocną siłę. (…) Gdy tylko zbliżasz się do czegoś ważnego, właśnie wtedy odczuwasz inwazję i w ten sposób wiesz, że coś jest na rzeczy.

Poczułem się jak owieczka idąca na rzeź. To nie ja byłem u steru (…) Są nieskończone stopnie opętania. To dzieje się bez przerwy. Musisz stawić temu czoła. A to możesz uczynić tylko, gdy wymieciesz słowa. Nie kłócisz się (…) Musisz pozwolić temu przepłynąć. To trudne, szalenie trudne; ale powiem wam jedno: Zamiast prób oporu odrywasz się i pozwalasz temu przepłynąć.” (z: A Report From the Bunker).

Prawdziwie, stanowiąco ludzkie jest więc stawienie czoła temu, co stanowi wewnętrzne zanieczyszczenie i zmierzanie do oczyszczenia postrzegania (w hermetyzmie przy pomocy nous – „umysłu” – cząstki boskiego intelektu).

Studio Rzeczywistość, ten zakamuflowany, opaczny labirynt kłamstwa, przez współczesnych Burroughsowi myślicieli i pisarzy – częściej przywoływanych, bo mniej niebezpiecznych – jak np. George’a Orwella czy Aldousa Huxleya, nie został zdekamuflowany tak źródłowo i dogłębnie. Wizje Orwella i Huxleya były zakrojonymi na szeroką skalę utopiami, roszczącymi sobie jednak pretensje do rzetelności naukowej. Tymczasem WSB nie potrzebował uciekać się do tworzenia zwartych struktur i usystematyzowanych opracowań. Zamiast tego, z pomocą irracjonalnego chaosu swej eksperymentalnej prozy, podmywał fundamenty wiary w odgórnie narzucaną wersję światowego „porządku”.

wsbchaos
Chaos Triumphant, ręcznie wyk. kolaż aut. Eda Constantine – tumblr

 

Władza, Kontrola; Burroughs zawsze miał ją na oku, nie nabierając się na jej kamuflaż, preparowany coraz bardziej pokrętnymi środkami, stosownie do intensywności zamroczenia postrzegania jej “podopiecznych”. Z metodyką i precyzją wykwalifikowanego medyka, przeprowadzał metafizyczną sekcję politycznego Frankensteina nowoczesności. Poprzez organy ku tkankom, nie pomijając prawideł metabolizmu tego tworu; któżby jednak chciał znać wyniki intelektualnej autopsji, skoro uczciwe zastosowanie się do takowych implikowałoby odstępstwo od wszelkich rzucanych przez Kontrolę ochłapów?

Prace WSB o specyfice utopijnej (The Wild Boys, 1971 i Cities of the Red Night, 1981) wykluczają szanse powodzenia realizacji utopijnego ładu w formie innej niż odizolowana oaza, co Hakim Bay nazwałby “tymczasową strefą autonomiczną”. Kolonia Libertacja – znana z ostatniej książki autora – Cienia szansy – odseparowana zona, której mieszkańcy są wolni od ingerencyjnego nadzoru struktur społecznych, obrazuje libertariańską „moralność” WSB, opartą na przysposobionym przez niego za młodu charakterologicznym pojęciu Johnsona (zawartym w autobiografii Jacka Blacka pt. You Can’t Win, 1926). Tak oto skrótowo opisywał ten typ człowieka:

Dobry wałkoń i złodziejaszek (jako sposób bycia); wypełnia swoje zobowiązania, jego świat jest dobry, a on jest solidnym partnerem w interesach. Pilnuje własnego interesu. Nie należy od ludzi węszących, samowładnych i problematycznych. Udzieli pomocy, kiedy takowa jest potrzebna.

Czy na indywiduach tego rodzaju Burroughs oparłby swą tymczasową strefę autonomiczną? Gnostyczne praźródło autonomii, suwerenności samej w sobie to „pneuma” tj. tkwiąca w człowieku iskra nieskończoności. W zależności od jej stężenia, gnostyk koncentruje się na duchowym postępie, nie odrzucając możliwości zewnętrznej pomocy, ale nie zdając się wyłącznie na łaskę odgórnego zbawcy.

Zjawisko gnostycyzmu, oparte na esencjonalnym stosunku do egzystencji, przybierało przeróżne formy, wśród których doniosłością historyczną i naciskiem na dualizm² wyróżnił się manicheizm. Nawet jeśli nie mylić dualizmu z moralnością, jak go pogodzić z takimi aspektami życia Burroughsa, jak (przypadkowe) zastrzelenie żony, jego politoksykomania (z naciskiem na opiaty), homoseksualizm, eksperymenty z yage, czy fascynacją nieortodoksyjnymi teoriami Wilhelma Reicha nt. energii orgonu?

Wszystkie te „tegesy” są często redukcjonistycznie stosowane do kwestionowania znaczenia twórczości WSB. Działa tu ta sama, intelektualnie niemęska zasada, poprzez którą np. niektórzy deprecjonują myśl Fryderyka Nietzschego, przywołując co pikantniejsze szczegóły z przebiegu jego choroby psychicznej.

Dopatrywanie się jakiejkolwiek niekonsekwencji w diagnozie gnostycyzmu myśli Burroughsa to zajęcie godne płytkich moralizatorskich umysłów. Fakt, że gnostycyzm w pewnym sensie uległ żydowskiej transmutacji w chrześcijaństwo w żaden sposób nie przemawia bowiem za judeochrześcijańską naturą jego wskazań moralnych (a o ile o takowych w przypadku gnostycyzmu może być mowa, to tylko w warstwie egzoterycznej, która najsilniej uobecniła się wraz z ekspansją manicheizmu).

wsbkolarz1
kolaż WSB z Brionem Gysinem

Dobro i Zło / Światło i Ciemność w gnostycyzmie nie znajdują prostych definicji, ani przekładni na hierarchię sposobów „prowadzenia się”. Wszystkie aspekty życia Burroughsa, podpadające pod kategorie odstępstwa i „grzechu”, gryzą się ze światopoglądem ludzi nie mających pojęciach o ezoterycznej gnozie, rzeczona bowiem popiera wszelkie rodzaje aktywności duszy, ciała i umysłu, które prowadzą do poznawania własnej natury.

Tożsamość gnostyka przekracza pojęcie i granice jednostkowej osobowości, zupełnie jak przekracza całą późniejszą myśl chrześcijańską, jak i wszelkie pokraczne budowle wyrosłe na jej gruncie, który wszak stał się fundamentem Kontroli. I tak centralną osnową wszystkich noweli Burroughsa nigdy nie jest określona osobowość, lecz właśnie nieustanna wojna pomiędzy Wolnością, a Kontrolą; Chaosem, a stagnacją materii – i dopiero tu można dopatrywać się analogów „dobra i zła”.

Manichejczyk wierzy w faktyczną walkę dobra ze złem, która to utarczka nie jest wieczna, jako że jedna ze stron prędzej czy później na tym szczególnym obszarze zwycięży. Wraz z chrześcijanami oczywiście nastąpiła potworna inwersja wartości, gdzie najobrzydliwsi z ludzi są wypychani jako wzór cnoty do naśladowania przez każdego… (wypowiedź WSB z wywiadu przeprowadzonego przez Gregory’ego Corso)

Manichejska koncepcja świata jako ofiary poniesionej podczas prekosmicznego kataklizmu, posiadającej funkcję alchemicznego tygla, w którym następuje proces oddzielania dwóch przeciwstawnych esencji (notabene na przekór terminologii opracowań naukowych, Materia i Chaos wydają się tu znacznie ściślejszymi terminami niż Zło <> Dobro, jednak to już podejście okultystyczne, a nie akademickie), akcentując aspekt kotła i przemieszania, znajduje doskonałe odzwierciedlenie w sposobie ukazywania świata w twórczości WSB. Zło udaje dobro i vice versa.

W gestalcie burroughsowskiej prozy armię Archontów – zarządców kosmicznego więzenia – tworzą monoteiści i ich politykierzy. Tymczasem gnostycy to błąkające się bandy przestępców i złodziejów. Wizjonerzy, ci, którzy osiągnęli pierwotną gnozę, potrafią przejrzeć iluzje utkane przez Kontrolę, rozpoznać twarz wroga i dążyć do prawdziwej wolności. Notorycznie stosują nieortodoksyjne i pozornie obłąkane metody zrzucania hipnotycznych kajdan kontroli.

Wśród metod, czy narzędzi przydatnych w osiągnięciu tego celu, można wymienić: zmianę stanu świadomości poprzez środki psychoaktywne, energię orgonu, analityczną i rekonfiguratywną metodę cut-up, i wreszcie magię. Magia to najstarsza technika transcendowania przyczynowo-skutkowej szarej maszynowni; to nader problematyczny termin, zwłaszcza w czasach… w czasach.

Tytułem dookreślenia, pasuje w tym miejscu zwrot magia hermetyczna, tyleż samo jednak, co jej nowożytna transmutacja, czyli magia chaosu. Oto niektóre z narzędzi gnostyka dwudziestego wieku. Za ich pośrednictwem można dążyć do ustanowienia autonomicznej strefy, czerpiąc frajdę z „bystrzenia znaków”, parafrazując kluczową sentencję trzeciego rozdziału Nova Express: I możesz dojrzeć bystrzejące znaki (the marks wising up), gromadzące się w ponurych grupkach, których szemranie narasta.

Archonci uobecniają się na Ziemi pod postacią zainfekowanych przez pasożyty świrów kontroli, których Burroughs trafnie nazywa „shitsami”: “Twierdzę, że zło całkiem dosłownie jest wirusowym pasożytem zajmującym pewien obszar mózgu, który możemy nazwać PRAWYM centrum. Oznaką typowego shitsa jest to, że musi mieć rację (prawo).”
Shitsowie mają obsesję na punkcie wtryniania się w cudze sprawy. To typ społeczniaka – księdza, prawnika; niezdolni do obrania honorowej ścieżki jadem das seine. Wszelkimi środkami dążą do zapobiegnięcia próbom „rozbudzenia znaków”.

I tak oto w Nova Express Operacja Totalnej Ekspozycji jest próbą odsłonięcia iluzorycznej kurtyny, która zapobiega obnażeniu zainfekowanego pasożytami Studia Rzeczywistości. W pierwszym rozdziale inspektor J. Lee przemawia do ludu: Co was tak wystraszyło, że wpadliście w czas? W ciało? W gówno? Powiem wam: “słowo”. Obce Słowo “ten” (“the”). Słowo Obcego Wroga, “ten” zniewala was (“thee”) w Czasie. W Ciele. W Gównie. Więźniu, wyjdź. Wielkie niebiosa stoją otworem.

Wprawne oko Burroughsa dualistycznie cyzeluje jeszcze jedno diametralne rozróżnienie w naturze ludzkiej – coś tak banalnego jak podział na płci (wg gnostyków będący następstwem upadku pierwotnego nadludzkiego androgyna) również sprzyja knowaniom Archontów:
Burroughs przypisuje polaryzacji energii reprodukcyjnej strukturę binarnej opozycji, która prowadzi dwie niekompatybilne płci do ciągłego konfliktu, który z kolei przekłada się na wsiąkanie energii twórczej w ślepy zaułek pasożytniczej ekonomii opartej na władzy i własności. (Lydenberg – Literary Form and Theory in the Radical Writings of William S. Burroughs)

Człowiek jest zaiste produktem finalnym. Nie dlatego, że homo sap stanowi apogeum perfekcji, przed którym sam Bóg sapie z trwogą – „Nie mogę zrobić nic więcej!” – lecz dlatego, że Człowiek jest nieudanym eksperymentem, który utkwił w ślepym biologicznym zaułku i nieubłaganie zmierza do wymarcia” (Zachodnia kraina – przekł. wł.)

WSB podzielał również gnostycką wiarę w reinkarnację oraz przeświadczenie, że narodziny to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić; coś, czemu należałoby zapobiec.
Drzwi zamykają się za tobą i zaczynasz sobie uświadamiać, gdzie jesteś. Ta planeta jest Obozem Śmierci… Drugiej i Ostatecznej Śmierci. (Zachodnia kraina, j/w) Czy są drogi wyjścia z tej fatalnej sytuacji, gdzie nawet Apokalipsa wydaje się niekulturalnie spóźniać? Prace WSB są przede wszystkim wołaniem o przebudzenie.

Rozdział drugi Nova Express: Więźniowe, wyjdźcie, jest otwartym listem do „ziemian”, podpisanym przez inspektora Lee. Z waszą pomocą możemy przejąć Studio Rzeczywistość, a więc ich uniwersum Strachu, Śmierci i Monopolu. Jedyną drogą ucieczki dla ludzkości ma być biologiczna mutacja, ewolucyjny skok w nieznane. Problem nie może zostać rozwiązany swoimi własnymi środkami. Ludzki problem nie może zostać rozwiązany ludzkimi środkami. (Zachodnia kraina)

wsb2014_31
WSB i Brion Gysin w trakcie odprawiania rytuału w Maroku

W Third Mind – kolaboracji z Brionem Gysinem, Burroughs opisuje demiurgiczną postać Mr Bradly’ego – Mr Martina, przewodzącą Nova Mob (czyli shitsowej tłuszczy przeciwstawnej johnsonowej Nova Police), przydając jej otwarcie gnostyczną charakterystykę: W mojej mitologii jest to Bóg, który zawiódł, Bóg dwuczęściowego konfliktu, stworzonego, aby utrzymać na scenie stary, zużyty show, Bóg Arbitralnej Władzy i Ograniczenia, Zniewolenia i Presji; potrzebujący poddanych, potrzebujący tych, których określa „swoimi ludzkimi psami”, traktując ich z pogardą oszusta wobec swojej ofiary – Jednak pomnij, że oszust potrzebuje Znaku, zaś Znak nie potrzebuje oszusta – Mr Bradly-Mr Martin potrzebuje swoich „psów”, „chłopców na wysyłki”, swoich „ludzkich zwierząt” – potrzebuje ich, bo jest literalnie ślepy. Oni natomiast go nie potrzebują. W moim systemie mitologicznym Mr Bradly-Mr Martin zostaje obalony poprzez rewolucję swoich „psów”.”

W Zachodniej krainie z łatwością natrafiamy na kolejny dowód gnostycznego rdzenia prac Burroughsa, w tym przypadku (zupełnie jw.) wyraźnej implementacji idei demiurga, będący wyrazem skrajnego odrzucenia starotestamentowego boga (określanego przez gnostyków mianem Ialdaboath): “Weźmy pod uwagę Jednego Boga – Wszechświat (One God Universe: OGU). (…) Wszechmocny i wszechwiedzący, może zrobić wszystko, więc nie może zrobić nic, jako że akt działania wymaga opozycji. On wie wszystko, więc nie pozostało Mu nic do poznania. Nigdzie nie może podążyć, jako że jest kurewsko wszędzie, niczym krowie gówno w Kalkucie.

OGU jest nagraniem wszechświata, którego On jest nagrywającym. To płaskie, termodynamiczne uniwersum, jako że z definicji nie ma w nim żadnego tarcia. Wytwarza ona zatem takowe: konflikt, ból, strach, choroby, wojny, starość i Śmierć.”

W kontraście do powyższego, Burroughs zarysowuje wizję Magicznego Uniwersum – Uniwersum wielu bogów, często tkwiących w konflikcie. Paradoks wszechmocnego, wszechwiedzącego Boga, który dopuszcza obecność cierpienia, zła i śmierci, nie ma tu miejsca (My Purpose Is to Write for the Space Age, str. 268)

Zupełnie jak gnostycy, Burroughs postuluje, że poprzez wejście w kontakt z tym magicznym uniwersum, można oswobodzić się od OGU / Kontroli; zaś poprzez praktyki odwirusowania jaźni, można przygotować się do wysiłków mających na celu samoprzebóstwienie (notabene najwyższy cel praktykantów LHP – Ścieżki Lewej Ręki).

Jednakże wstąpienie do gnostyckiego Królestwa (Pleromy), w żadnej mierze nie jest gwarantem – wiedzie ku temu najbardziej niebezpieczna ze wszystkich podróży. Bogowie zatrzymali wszystkie klucze i dopuszczają tylko faworyzowanych śmiertelników (The Place of Dead Roads, str. 171) – zupełnie jak w egipskim systemie Księgi Umarłych. Metaforyczny klucz nie otwiera wrót do jednego li tylko objawienia. Jak tylko znajdziesz klucz, przed tobą będzie nie jeden ogród, lecz wiele ogrodów, ich nieskończoność.

Kto jednak w ogóle natrafi na trop tej ścieżki, dopóki nie wywalczy sobie choć osobistej autonomii od zatęchłego lochu Kontroli? Inspektor Lee przez całe „Nova Express” ostrzega przed najbardziej zdradliwymi narzędziami Motłochu: Ich narkotyki są trucizną zaprojektowaną by transmitować ku Orgazmicznej Śmierci i Piecom Nova – Trzymajcie się z dala Ogrodu Rozkoszy – To ludożerna pułapka, przetwarzająca na zieloną maź – Odrzućcie ich ersatzową Nieśmiertelność – Rozpadnie się zanim wydostaniecie się z Wielkiej Składnicy – Przepłukiwanie się ich narkotykiem spycha do rynsztoka – Zatruwają i monopolizują halucynogeny – nauczcie się je robić bez żadnego chemicznego ziarna – Jedyne, co oferują, to ekran przesłaniający drogę ucieczki z kolonii, którą tak haniebnie zarządzają.

EPSON MFP image
The Universe wants to play, ręcznie wyk. kolaż, aut. Ed Constantine – tumblr

Rola substancji psychoaktywnych jest tu trudna do przecenienia. Należy mimo to zwrócić uwagę na jej dwojaki charakter; nałóg – zwłaszcza opiatowy (choć doniosłość owego w życiu Burroughsa już jest uzależniona od specyfiki narkomanii panującej za czasów jego największej aktywności, jak również predyspozycji charakterologicznych) – jest potencjalną pułapką, pochłaniającą co prawda w różnym tempie – ale i możliwą do przezwyciężenia przy ogromnym wysiłku siły woli.

Nie przypadkiem takie rewolucyjne – z uwagi na skuteczność – formy terapii uzależnienia od opiatów/opioidów – jak chociażby zachwalana przez Burroughsa terapia apomorfinowa, są przemilczane i tłamszone. Dzieje się to za sprawą tych samych politycznych nacisków, które zapobiegły zrewolucjonizowaniu całej psychiatrii, wykluczając (na przekór ich udokumentowanej naukowo skuteczności terapeutycznej) wykorzystanie takich środków, jak DMT, LSD-25, czy MDMA; podobnie jak z ibogainą, stanowiącą najprawdopodobniej najskuteczniejszy dostępny obecnie środek leczący z uzależnień.

Jedną z najperwotniejszych gnostycznych metafor jest ta mówiąca, że diament nie może ulec zanieczyszczeniu poprzez błoto. Ze wstępu do Nagiego lunchu: Nie kąpałem się od roku, nie zmieniałem odzieży, ani nie zdejmowałem jej, chyba żeby wbić igłę w szare, drewniane, włókniste ciało, co powtarzało się co godzina. Nigdy nie porządkowałem ani nie odkurzałem pokoju. Puste pudełka po ampułkach i śmieci sięgały aż do sufitu.

Totalna degrengolada? Dorobek twórczy WSB z wglądem w jego życiorys wskazują, że – choćby i zanieczyszczony – pokarm bogów znalazł jednak godnego adresata, a dawka trucizny nie okazała się zbyt wielka. Inspektor Lee bowiem, podobnie jak chociażby Aleister Crowley, posiadał niesamowitą duchową żywotność; być może to jakiś paradoksalny atawizm androgynicznej nieśmiertelności: trucizny nie infekowały rdzenia, a jaźń nomen omen wzbogacała się podczas chemicznie napędzanych wypraw poza granice ludzkiego postrzegania.

Mimo że „(opiatowy – dop. n.) narkoman żyje w krainie, gdzie nie ma bólu, seksu ani czasu” (List Mistrza Narkomanii) narkotyki jako takie nie niosą gnozy per se. Jak czytamy w „10 głównych zasadach gnostycznego objawienia” Philipa K. Dicka: Każdy z nas ma nieupadły boski odpowiednik, który może wyciągnąć ku nam dłoń, aby nas obudzić.

Prawdopodobieństwo nawiązania tego kontaktu wzrasta po pierwsze poprzez „odczucie” tego wołania, a dopiero po któreś-tam, via narkotyki – z naciskiem na halucynogeny. Na horyzoncie zdarzeń jest ujrzenie przebłysku Pleromy, Chaosu, innych światów i wymiarów, dalej – wysnucie wniosków, pozyskanie inspiracji, przekonfigurowanie postrzegania itd. Reprogramowaniu świadomości obok halucynogenów sprzyjają techniki szamanistyczne.

Padło odniesienie do tekstu P. K. Dicka, a że w przypadku obu pisarzy na podstawie ich książek można powziąć przeświadczenie, że byli zapalonymi praktykantami halucynogennych tripów, warto wspomnieć, że Philip raptem parokrotnie zażył LSD, a jego przedmiotem jego głównego psychoaktywnego romansu była amfetamina; zaś WSB egzystował głównie w opiatowo-haszyszowej krainie, a jego halucynogenne wyprawy pozostawały na dalszym planie, przynajmniej w sensie ilościowym.

Choć „dyktator o żelaznej woli to archaizm”, nie jesteśmy po prostu ofiarami demokratycznej tyranii; świat współczesny jest konstruktem nastawionym na wyeksterminowanie wolności myśli. Mylenie starego typu władzy z obecnym obłąkaniem Kontroli to jak poczytywanie eksplodującego nowotworu za zanikającą narośl.

W poniższym fragmencie zarysowuje się paradoksalny konserwatyzm Burroughsa, jego ponadczasowa, esencjonalna, metapolityczna – nazwijmy to… duchowość, transcendująca ideologie ogółem, czy ich poszczególne aspekty, jak np. prymitywny rasizm i inne tego typu operatywy współczesnej pseudoprawicy (co jest notabene kolejnym wskaźnikiem na stopień przemieszania w manichejskim tyglu świata stworzonego, o czym ciekawie pisał inny nowożytny gnostyk, a przy okazji tzw. narodowy bolszewik – Aleksander Dugin³).

Podstawowy mechanizm novy jest bardzo prosty: zawsze wytwarzać tak wiele nierozwiązywalnych konfliktów, jak to tylko możliwe i zawsze wzmagać istniejące już konflikty – Odbywa się to poprzez składowanie na tej samej planecie form życiowych o niekompatybilnych warunkach bytowych – Oczywiście nie ma nic „niewłaściwego” w jakiejkolwiek dowolnej formie życia, jako że „niewłaściwość” znajduje odniesienie tylko do konfliktów z innymi formami życia – Sęk w tym, że te formy nie powinny przebywać na tej samej planecie – Ich warunki życia w obecnej postaci czasowej są zasadniczo niekompatybilne, zaś robota Motłochu Novy polega dokładnie na tym, aby utrzymać ten stan rzeczy, tworzyć i rozjątrzać konflikty, które prowadzą do eksplozji planety (…)

– W dowolnym danym czasie aparatura nagraniowa przerabia naturę absolutnej potrzeby i dyktuje stosowanie broni totalnych – Takich jak ta: Wziąć dwie przeciwstawne grupy nacisku – Nagrać najbardziej brutalne i odgrażające się stanowiska jednej grupy względem drugiej i odtworzyć to tej ostatniej – Nagrać odpowiedź i dostarczyć ją z powrotem pierwszej grupie – W tył i naprzód pomiędzy przeciwstawnymi grupami nacisku – Ten proces jest znany jako „feedback” – Możesz dostrzec jego działanie w każdej zadymiastej spelunie – a ściślej rzecz biorąc w każdym konflikcie – (…) W całym moim doświadczeniu oficera policyjnego na żadnej planecie nie widziałem tak totalnego strachu i degradacji – Zamierzamy aresztować tych kryminalistów i przekazać ich Wydziałowi Biologicznemu do wskazanych przeróbek.

EPSON MFP image
Choronzon, ręcznie wyk. kolaż aut. Ed Constantine, tumblr

W powyższych treściach można z powodzeniem upatrywać wartości satyrycznych, metaforycznych, czy literackich, w swej istocie kryją one jednak kod, pod którym kryje się nie jakaś tam ostygła prawda, ale samo poznanie (gnosis) jako trajektoria promienia przeszywającego kłamstwa „rzeczywistości”. Czy jest zatem coś mniej fikcyjnego w swych metafizycznych wskazówkach, niż „eksperymentalne science fiction” Burroughsa?

Pomimo sukcesywnego intoksykowania swojej psyche wysokimi dawkami środków otwierających wrota do zmienionych stanów świadomości, jak również pomimo jego wieloletniej zażyłości z opiatami, która każdego z takich nieszczęśników prędzej czy później prowadzi poprzez rozpadliny własnego ja, umysł WSB pozostał czysty, przenikliwy i nade wszystko twórczy aż do późnej starości. Nałóg opiatowy jest najlepszym testem na jakość człowieczeństwa i WSB go zdał na medal (tymczasem autor tego tekstu wziął rozbrat z rzeczonymi procederami, od kiedy kapnął się, że ma dla kogo żyć i się zmieniać).

Zatem odczytywanie prac WSB w takim czy innym kontekście: jako nowatorskiej literatury, spaczonego science fiction, czy nawet interpretowanie ich na tym samym, powierzchownym poziomie, ale przy innym kolorycie wartościującym, udowadnia zwyczajnie niedostatki przenikliwości interpretatora. Twórczość Williama Sewarda Burroughsa to bowiem XX-wieczny analog gnostyckich apokryfów.

nichtig / wyklucznik / katastrof / panoramix / levvyatan

Przypisy:

1/ „(..)to, czym naprawdę jesteśmy, poza naszym dowodem tożsamości, nawet poza naszym własnym obrazem samego siebie  – jest małym, ognistym fragmentem naszego prawdziwego Wyższego Ducha.” (Proces inicjacji, Oryginał angielski © 2000 Romero Lorenço da Cunha, źródło: http://franzbardon.pl/procesinicjacji.php)
2/ Zauważmy tu – chociażby za Krzysztofem Matysem – iż w przypadku gnostycyzmu może być mowa – w przeciwieństwie do religii o korzeniach semickich – tylko o dualiźmie antykosmicznym. „Gnostycki Bóg przeciwstawiony został światu. Jego natura jest inna niż natura kosmosu. Bóg nie odpowiada za powstanie świata i nie sprawuje nad nim zwierzchnictwa. Świat materii jest dziełem bytów niższych (Archontów). W kosmosie to one dzierżą władze. Bóg gnostyków jest pozaświatowy, jest oddzielony i ukryty.” – za: Gnostycyzm. Próba definicji – K. Matys, gnoza.pl 2006
3/ Np. esej „Gnostyk” (http://www.legitymizm.org/mlodziez_imperium/MI006/zasoby/32.html), czy „Od świętej geografii do geopolityki” – tłum. z ang. KS – Reakcjonista nr IV (tradycjonalizm.net) – zwł. podrozdziały „Ludzie Północy” i „Ludzie Południa”. Niespecjalnie zapowiada się na to, aby prędko ukazał się polski przekład jakiejkolwiek książkowej publikacji Dugina, choć ostatnio dało się zauważyć taki paradoks, jak obecność fragmentu jego wykładu nt. przyszłości geopolitycznej Ukrainy w „Angorze”.

Bibliografia:

Eseje:
1/ William S. Burroughs: 20th Century Gnostic Visionary – Robert Guffey – New Dawn Magazine No.99 (XI/XII 2006) – http://www.newdawnmagazine.com/articles/william-s-burroughs-20th-century-gnostic-visionary
2/ Burroughs-ian Gnosticism: In His Own Words – Sven Davisson – Ashé Journal, Vol 4, Issue 3, s.469-483, 2005 – http://ashejournal.com/index.php?id=32

WSB:
Nova Express
The Western Lands (Zachodnia Kraina, pol. Przekład P. Lipszyc, wyd. Świat Książki 2009)
The Place of Dead Roads (Miejsce Martwych Dróg, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy)
Third Mind (wyraz z Brionem Gysinem)
The Wild Boys (1971) (Dzicy chłopcy, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy
Cities of the Red Night (1981) (Miasta czerwonej nocy, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy)

wsBURROUGHS-PHOTO-1-facebook

! .:. BONUS .:. !

7 okultystycznych technik WSB miażdżących rzeczywistość

Technika #1 – Rób łatwo

Najbardziej wypróbowaną techniką Burroughsa była praktyka “Robienia łatwo”, to jest, przetrenowania twojego mózgu to wykonywania wszystkiego w najmniejszej liczbie kroków. Jak to ujął Burroughs, “[robienie łatwo] zwyczajnie oznacza robienie cokolwiek robisz w najłatwiejszy, najbardziej zrelaksowany sposób, jaki możesz uzyskać, będący zarazem najszybszym i najbardziej wydajnym sposobem.

Dla najprostszego sposobu przyswojenia tego istotnego okultystycznego konceptu, sprawdź krótki film Gusa Van Santa wyjaśniający dyscyplinę Czynienia Łatwo, poniżej. Może Ci to zaoszczędzić lat życia!

Technika #2 – Kontrola Snów

Burroughs napisał dziesiątki powieści, a wszystkie z nich są przepełnione niesamowitymi, halucynacyjnymi obrazami, która wystawia większość mainstreamowych pisarzy science fiction na wstyd.

Część jego symboliki była najpewniej zaczerpnięta z eksperymentów narkotycznych, zwłaszcza z Ayahuaską. Ale wiele z niej było zaczerpnięte z jego snów – Burroughs wiernie prowadził dziennik snów i wykorzystywał materiał z niego jako benzynę pisarską.

W filmie powyżej William wyjaśnia sztukę kontroli snów.

Technika #3 – Cut-up

Czymś kluczowym dla życia Williama S. Burroughsa, jego magii i światopoglądu był cut-up, technika stworzona przez jego przyjaciela i współpracownika Briona Gysina.
Cut-upy są sztuką cięcia tekstu i obrazów, a wtedy przestawiania ich aby stworzyć nowe, niespodziewane układy. Robiąc tak, Burroughs czuł, że może zdestabilizować język i dotrzeć bliżej prawdy. Ta technika magiji chaosu pozwalała Burroughsowi i Gysinowi patrzeć w kod źródłowy rzeczywistości, co przez wieki było wyzwaniem magików i alchemików. Technika ta została zaadaptowana później przez ludzi takich jak David Bowie, Iggy Pop i pisarz William Gibson – po prawdzie, cut-up był wykorzystywany przez niezliczonych artystów wszelkich profesji, aby obudzić masywną kreatywność, gdy bili głową o ścianę.

Obadaj niesamowity film Burroughsa i Gysina z 1966 roku – Cut-upy, który dosłownie demonstruje rzecz /powyżej.

Technika #4 – Maszyna snów

Kolejnym wynalazkiem Gysina, który został zaadaptowany i opanowany do mistrzostwa przez Burroughsa była Maszyna Snów, obracający się cylinder światła, który może indukować niesamowite wizje.
Burroughs często pisał o Maszynie Snów w swoich praca i używał jej efektów, aby wygenerować większość ejdetycznej symboliki, która wypełnia jego powieści. Brion Gysin miał nadzieję na wypromowanie swojego wynalazku w hipermarketach i umieszczenie go w każdym amerykańskim domu zamiast telewizora. Szlachetny pomysł, ale nigdy nie wypalił (koniec końców nie da się nadawać reklam w Maszynie Snów) – jednakże w następnych latach i dekadach, Maszyna Snów pozyskała kult wyznawców. Nawet Kurt Cobain się do nich zaliczał.

Za niewielką kwotę pieniędzy możesz zbudować własną Maszynę, działającą zupełnie tak, jak profesjonalnie wykonany model. Sprawdź nasz >poradnik< jak taką zbudować.

Technika #5 – akumulacja energii orgonowej

Kolejną z fascynacji Williama była energia orgonowa Wilhelma Reicha i jej akumulatory. Reich, student-renegat Zygmunta Freuda, wierzył, że odkrył jak kontrolować i zaprzęgać energię seksualną, lub „orgonową”, która stanowiła cząstki energii seksualnej nazwane „bionami”.
Reicha prześladowano w latach pięćdziesiątych, jego laboratorium zostało zniszczone przez rząd USA i ostatecznie został wtrącony do puchy (gdzie zszedł). Burroughs później odkrył i opanował pracę Reicha, wybudowując nawet własne pudło akumulatorowe – w którym spędzał wiele czasu, siedząc i paląc kif, lub skrystalizowane THC, pisząc. Burroughs zaprzysiągł orgonowi i wykorzystywał go w swoich powieściach jako metaforę przełamywania antyseksualnych kontrolerskich mocy społeczeństwa.

Technika #6 – Totalne Skupienie na Zdestabilizowaniu Kontroli

Burroughs łączył wszystkie swoje eksperymenty w imię centralnego zadania: destabilizacji i zniszczeniu kontroli.
Jak Gnostycy, Burroughs postrzegał świat jako zasadniczo mechanizm kontroli, lub pułapkę. Widział swój cel, jako kompletne złamanie i zniszczenie tego systemu kontroli. Poprzez kontrolę, Burroughs miał na myśli naturę rzeczywistości samą w sobie, i razem ze swym współpracownikiem Gysinem, nie zaakceptowaliby nic poza jej kompletną destabilizacją i zniszczeniem. Poprzez to jest jednym z jawnych dziadków magiji chaosu.

Wideo powyżej zawiera utwór z albumu DJ’a Spooky’ego Rhythm Science, z uczestnictwem Scannera, znanego też jako Robin Rimbaud. Sampluje Williama opisującego swoje pięć kroków do zmiażdzenia rzeczywistości. Są to:
1. Ogłoś nową erę i rozpocznij nowy kalendarz.
2. Zamień obcy język.
3. Zniszcz lub zneutralizuj obcych bogów.
4. Zniszcz obcą maszynerię kontroli rządowej.
5. Odbij dobra i ziemie od poszczególnych obcych.

Technika #7 – Magija Chaosu

Burroughs był nie tylko jednym z przodków magiji chaosu, ale także poważnie praktykował jej dyscypliny w latach osiemdziesiątych, zagłębiając się w prace Petera Carrolla, dołączając do jego zakonu Illuminatów Thanaterosa (Burroughs został pochowany z pierścieniem z gwiazdą chaosu otrzymanym od zakonu), oraz robiąc regularne i zdyscyplinowane eksperymenty z technikami Carrolla. Poruszył te eksperymenty w swoich późniejszych powieściach, zwłaszcza w swojej ostatecznej trylogii, złożonej z Miejsca Martwych Dróg, Miast Czerwonej Nocy i Zachodniej Krainy.
Fascynacja WSB magiją chaosu wzięła się z jego uprzednich eksperymentów z Gysinem w Tangierze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz jego zainteresowaniu wykorzystaniem technik buddystycznej medytacji, których nauczył się od tybetańskiego nauczyciela Chögyama Trungpa w latach siedemdziesiątych. W latach osiemdziesiątych Burroughs odkrył magiję chaosu i odkrył w niej wymodelowaną dyscyplinę, która połączyła jego poprzednie eksperymenty.

Za: Ultraculture

tłum. katastrof

004-william-burroughs-theredlist

złovvieści

tumblr_ogxtmao40d1tm5ooho1_1280

Wkrótce przekład eseju Edwarda Limonowa “Ediczki Zboczucha” pt. Wyrzutki – nt. prawdziwego charakteru osób, które pokierowały rewolucją Rosyjską i wciąż mogą się przyczynić do nadchodzącej. W dalszej kolejności przewiduję przekład eseju Crowleya pt. Obowiązek – notatek co do głównych reguł natury praktycznej do wglądu tych, którzy przyjmują Prawo Thelemy. Gdzieś w międzyczasie zapewne zjawią się też prze-prze-poetyczne chimeliryki. Redaktor naczelny dał sobie zainstalować naltrekson i trwa proces przeprowadzki w inny rejon tej jakże smętnej (coście skurvvysyny uczynili z tą) krainy. Trvva fajt! Heilige Leben, Heilige Tod, Kot, Sierp i Młot!

Na Skrzyżowaniu Wszelkich Ścieżek
Gdzie Przeznaczeni Ludzie wyznaczyli swój Los,
Pawi Anioł i Wąż,
Z Jadem, moje własne namaszczają czoło.
Rzucają moje ciało na stos,
i odchodzą wewnątrz Ognia.
Kto podąża – odnalazł Ścieżkę ..
… zagubieni w Pustym Punkcie Zdążają tym Momentem Qutub:
Bądźże Błyskawicą Szansy;
Pomiędzy Bramą Tego i Tamtego –
Jako Absencja, w Twej obecności, zatańcz.
Weźże Świat za Swą Kochankę
I weź siebie samego i uczyń Innym.
W to – Kłamstwo – wątpiąc obróć Los.
– Andrew Chumbley, Qutub (1995), 72.

tumblr_nrcho92czy1tdd45ho2_r1_540

Ikona Przeciwnika – aut. Andrew D. Chumbleya (z: Qutub)

Wizje upadłych

WIZJE ONEGO:

Hotelowe mieszkanie artysty malarza.  Nad kominkiem wisi wizerunek istoty będącej skrzyżowaniem Abraxasa i Seta-Tyfona, ściany w tym pokoju są żółte.
Otwarta łupina ogromnego owocu w którym roi się od dużych owoców niby gadzich jaj.
Kat zbijający szafot.
Żółty nóż.
Wśród chmur widzę czaszkę, prawy oczodół jest pusty i duży a lewe oko zakryte bielmem. Przy późniejszych podaniach widywałem czaszkę ciasno powleczoną zieloną skórą, bez warg, skrytą w cieniu, ze spiralą w jednym oczodole.

Równoramienny krzyż w okręgu na tle fioletowo-zielonych kulistych plam.

Jaszczurza twarz Seta (?/ reptilianina) widziana w mroku splątanym trasami obrysów łusek. Później w migoczącym świetle jak w kalejdoskopie, albo na krześle elektrycznym błyskają twarze wszystkich, którzy go ujrzeli. Krzesło sędziego. Na podziemnej ścianie płaskorzeźba pentagramu w okręgu z cierniowych gałązek. Przydałaby się pochodnia Niosącego Światło, aby oświetlić tą jaskinię, jednak ten skrył się w cieniach.
Rury grzewcze powyginane jak robale albo węże. Przeświadczenie znajdowania się w podziemnej pieczarze kanalizacji.

Jaśniejące halo tęczowej źrenicy.
Orzeł trzymający w dziobie sztylet.
Dłoń o długich palcach powtórzona kilkudziesięciokrotnie, jakby w ruchu rozbitym na klatki.

Wciągający tunel utworzony z zawiniętej, fosforyzującej psychodelicznie szachownicy. Bursztynowe oczy sowy. Grobowiec, którego ściana jest pokryta wyżłobionymi krzyżami w okręgach. Spiralnie utkana pajęczyna.

Zielone obłoki, z których na zielonej wypustce zwisa zielony skrzat.
Czarna dłoń machająca przez czerwoną przesłonę.
Spiralne słoje asfaltu.
Podczas pocałunku: spirale i kwiaty.

Strażnica na szczycie góry z czerwoną chorągwią.
Człowiek o zielonej skórze i czaszce ciasno powleczonej skórą, bez warg; ma niebiesko-fioletowe oczy, kryje się w mroku.

2roseiii
Czarny ołtarz na którym leżą zaplecione w okrąg róże. Na ścianie wisi obraz w złoconej ramie, przedstawia Kapłana stojącego na pustyni w nocy w czarnej szacie, ma władzę nad wężami, piorunami i wulkanami, a w dłoni trzyma jarzące się na purpurowo serce.
Dłoń G. pokryta bliznami od okaleczeń, na palcu ma pierścień zaręczynowy.
Ciemne burzowe chmury nad dębami.
Zielony człowiek, z zębów cieknie mu krew. Stąpa w świątyni po posadzce ułożonej na kształt łusek, widać jego oko z ciemnozieloną podłużną źrenicą i fioletową tęczówką.
Mysz upolowana przez kota, odgryza jej głowę, a z truchła ciągnie się rdzeń kręgowy.
Czerwona makówka z kwiatami układającymi się w koronę.
Ogromne podziemne hale przemysłowe, na środku jest wejście do windy ale tak naprawdę to grobowiec, wszedłem do środka, zjeżdżam w dół i wysiadam w oceanie gwiazd.

Kapłan o twarzy żaby, w kapturze, z ogonem, stoi nad stawem i trzyma pochodnię. Wtem z daleka nadpływają okręty egipskie. Sterują nimi ludzie odziani w maski zwierząt. Kapłan przechadza się po ich okręcie z odurzającym kadzidłem. On nauczył ich połowu ryb i wykuwania metali.
Widzę ścianę świątyni pomalowaną we freski przedstawiające walczących indiańskich wojowników, pantery i krokodyle. Wódz Indian jest odziany w tygrysie futro. Bramę świątyni u szczytu zdobi wyszczerzona twarz demona.

twarzdemona

Wewnątrz płonie Wieczny Ogień. Po bokach wejścia stoją gryfy z halabardami i żółto-niebieskimi chorągwiami.
Piwnica pełna starego wina. Jest w niej ciemno, roi się od pajęczyn a okna są zakratowane.

Starowiktoriański kredens z zegarem i stół na 7 osób z purpurowym obrusem. Gospodarz nosi czarny kapelusz z czerwoną wstążką. Pamięta dinozaury.

Kot z frędzlowatymi uszami, który leży na grubym dywanie przed ścianą ozdobioną symetryczną, okrągłą, niebiesko-czerwoną głową z sardonicznym uśmiechem, czerwonymi oczami, długimi zębami, rozdwojonym językiem i włosami układającymi się płomieniście wokół głowy.
Jaskinia z namalowanymi czerwoną farbą zarysami żab, jaszczurek i spirali.
Lecimy razem ze G. samolotem, trzymam ją za dłoń i czuję, że nic nie stanie na przeszkodzie w wykonaniu naszej Prawdziwej Woli.
Tańczący szkielet w kukiełkowym teatrze, do kości ma przywiązane sznurki. Na scenie rośnie kwiecisty trawnik. Z traw wynurza się zając trzymający w zębach jeszcze bijące, ludzkie serce. Ludzie na widowni zaczynają się szaleńczo śmiać, a następnie rzucają krzesłami, rozbierają się i realizują orgię. Wtem wpada specnaz / brygada antyterrorystyczna i wytruwa ich fentanylem.

Pięknie zdobiony, pokryty żelaznymi ornamentami czerwony lichtarz, coś mi mówi, że stoi on nieopodal naszego grobu. Jest słoneczny dzień, powietrze jest rześkie i śpiewają ptaki. Na cmentarzu lis wykopał sobie norę. Wielobarwne opadłe liście zaścielają nasz nagrobek. Po bokach schodów doń wiodących rosną drzewa o kwadratowych pniach i ciemnoczerwonej korze. Na gałęzi tego po lewej owinął się wąż, a na tym po prawej siedzi sroka. Kute, metalowe, rzeźbione drzwi do kaplicy. Przedstawiają groźną postać stróża z przetrąconymi skrzydłami. Gdy zapada zmrok, wrony i gawrony gęsto obsiadają ramiona krzyża. Nasz syn przynosi nam kadzidła i polewa ziemię przed nagrobkiem absyntem.

Stroboskop.
Czaszka z różą w zębach, jeden oczodół pusty, w drugim jest kwiat róży.
Wąż zawinięty w ósemkę.

tumblr_ogulduyoud1tm5ooho1_400
Zamknięte drzwi z drewna, mają rudy kolor i dobrze widać poszczególne słoje. W drzwiach jest wizjer, jak pukam to przez ten wizjer widzę kompletnie czarne oko.
Widzę jak wózkiem ręcznym wypakowują ogromną przyczepę.
Niebieski okrąg który się skurczył i zamienił w owada.
Żółte, gadzie oko z czarną źrenicą i otoczone bladoszarymi łuskami.
Widzę reklamę dopalaczy, jest to plakat zawieszony na tablicy i napis głosi: MAMY CIĘ!
Żelazny, pomalowany na zielono płot, za nim rosną sosny i zasłaniają kompletnie czarny dom.
Na tle fioletowej ściany widzę odwrócony krzyż a w kadzielnicy jest krew.

Ciemna powierzchnia przetykana siatką lub czerwonymi liniami, na nią zachodzą fioletowo-granatowe chmury od których odcina się czarny cień Obcego.
W kompletnej ciemności widzę zielonkawą plamę, która na moment się rozjaśnia i przeradza w upiorną twarz, wykrzywioną w sardonicznym uśmiechu.

Fraktale.
Widzę czarne okręgi wypełnione fioletem które się oddalają.
Krzewy bzu.
Przystanek przy cmentarzu Rakowickim. Na cmentarzu rosną ogromne dęby, a czarnej, żelaznej bramy strzeże Lucyfer z pochodnią nasączoną smołą. Ma zaprzęg huskich i dwa bicze.
Puste niebieskie krzesła na widowni kina, ekran jest przesłonięty czarną kotarą, po bokach rosną paprocie a za krzakiem dzikiej róży czai się lis.
Obskurne polskie blokowisko z zadrapanymi ścianami budynków.
Przez chwilę zdawało mi się, że byliśmy na cmentarzu Rakowickim na działkach i że G. kazała mi sobie założyć buty i nie mogłem ich znaleźć.
Poszliśmy grzać w krzaki ale nie mieliśmy papieru ani wacików i zapytałem przechodzącą panią z zakupami która bardzo chętnie mi je dała.

Zielone baraki otoczone drutem kolczastym.
Labirynt z czerwonymi ścianami.
Wiata z fioletowo-żółtej blachy.
Wspinam się na wieżę ciśnieniową aby oglądać upadek systemu, sam się do niego przyłączam.

Widzę coś nie do opisania. W ciemności widzę okno zakryte czarną zasłoną w kratkę przesłaniającą odrobinę światła.
Bezdomny z żółtą gitarą.
Idziemy peronem wśród liści. Schodzimy na trawę i docieramy do studni.
Przepływające chmury na tle nieba złożonego z łusek. Chmury są fioletowe.
W fioletowo-zielonym mroku błyskają diamentowe oczy smoka.
Cień obrysu twarzy Lokiego.
Skrzyżowanie kota ze szczurem.
Blade dłonie o bardzo długich palcach i długich paznokciach czynią magiczne znaki nad płonącym w kulistym zbiorniku ogniem.

v6b
herr K., fot. Gertruda

Widzę nasz płód i wiem, że jeżeli nie zawiodę, będzie to człowiek o ogromnym przeznaczeniu.
Spiczasta broda zawinięta jak półksiężyc, ciemnofioletowe usta i duże, kompletnie czarne oczy.
Nieświęte serce obraca się wśród fioletowych chmur.
Szczęki humanoidalnego jaszczura spomiędzy których wystaje rozdwojony język. Czarne oko o obrzeżonej srebrnie szaro-zielonej gadziej źrenicy.
Wśród ciemnej przestrzeni wypełnionej łuskami wyłania się półprzezroczysta twarz. Wygląda jak zza drugiej strony lustra.
Wśród fioletowych chmur cień małego człowieczka, myślę, że to nasze dziecko.

Widzę jakbym leżał w grobowcu i patrzył na niskie, popękane sklepienie.
Fioletowe chmury układają się w kształt złączonych dłoni.
W prześwicie ciemności widzę diamenty.
Fioletowy zarys postaci z rogami.
Demoniczna trupia blada twarz i jasnoszare tęczówki oczu.
Widzę wielkie kocie oko. U góry tańczy fioletowa mgła. Układa się w rozwartą paszczę jakiegoś mitycznego potwora.
Fioletowe chmury się rozwiewają, odsłaniają zieloną powierzchnię pokrytą ciemnymi plamami, jakby rdzy.
Plama przez którą przepływają kolory od czarnego, przez zielono-szary, po fioletowy. Jak jest zielona, wygląda jak stary, okopcony sufit.
W fioletowej chmurze robi się dziura a w niej widać ciemnozielone wieko grobu.
Teraz wszystko zaczyna stroboskopowo mrugać.
Szaro-fioletowy dym który się rozwiewa, przyjmuje różne kształty i zostaje zasłoniony cieniem.
Ornament płatków śniegu wśród których widać zastygłe w krzyku ludzkie twarze.

v3b

Groteskowa twarz kosmity z ogromnymi oczami. Jego czaszka jest najszersza u góry a u dołu wąska, ma fioletowe usta.
Jezus stojący z pochyloną głową świecący się fioletowo-czerwoną poświatą. Aura jego włosów ma kolor niebieski.
Sroka przez sekundę. Twoja twarz odbija się w lustrze, którego większość wypełnia powierzchnia przetkana bardzo gęstą siatką koncentrycznie otaczającą okrąg.
Ornament na czerwonym tle na którym są jasnożółte zdobienia jakby naniesione gwiazdkami lodu.
Zamyślone, zasępione brodate twarze.

Zielony lewitujący eliptyczny kształt porównywalny do waginy.
Puste fiolki po krysztale.
Drzewo wyrastające ze studni, jest to jesion albo dąb.
Skrzat który wystaje z wiadra.
Strzykawki i zakrwawione waciki.
Aptekarska butelka z brązowego szkła. Płyn w niej ma strukturę łusek.
Gruba liturgiczna świeca wokół której jest owinięty cienki wąż, jego język jest płomieniem.
Kryształowy kielich pełen ciemnej krwi. Stoi na ołtarzu przybranym na niebiesko.
Czerwono-różowy kształt obok którego jest szaro-zielona hala.
Właz prowadzący z piwnicy na górę albo na dach.
Znowu czerwono-różowy kształt układający się jak witraż. Zrobił się szaro-niebiesko-zielony. Coś mi podpowiada, że to jest Nieświęte Serce.
Teraz widzę inną istotę (rysunek wkrótce).

Różowe serce na tle obrazu namalowanego przez lód zastygły na szybie.
Kwiaty i gwiazdy.
Zielony okrąg – w nim wąż ouroboros.
Kwiat róży lub kropla krwi.
Twarz olbrzyma złożona z dużej liczby kamieni na tle nocnej puszczy.
Jasność pełna fraktali i kwiatowych ornamentów.
Cztery diamenty w koronie Lucyfera.
Czerwone okno do innego wymiaru.
Czerwone chmury na nocnym niebie i wędrowiec w niebieskim płaszczu. Chodzi z kosturem wśród wysokich grabów i brzóz. Las rośnie na pofałdowanym terenie. Na mchu leży obrazek święty Jezusa z sercem otoczonym cierniami. Na polanie rośnie gigantyczny grzyb, wyższy od posążku jakiejś świętej. Kostur wędrowca jest ozdobiony u góry nazistowskim orłem. W mchu zauważam leżące wśród jagód butelki po lekach, brązowe z żółtymi etykietami. Wtem wędrowiec dociera do rodzaju kamiennego amfiteatru. W jego centrum stoi kamienny ołtarz splamiony krwią.
Przez otwarte drzwi górskiej chaty widzę zamglone szczyty. U wejścia wiszą wachlarze z biało-szaro-brązowych piór. Wewnątrz roi się od ziół i przetworów z maku i konopii. Nie wiedzie tam żadna droga.
Teraz patrzę jak żuki chodzą po uschniętych kwiatach.

luski7v
próba ilustracji dominującej podczas wizji tekstury

WIZJE ONEJ:

Migawki z Fromborka (hotel i Zalew Wiślany).
Ołtarz na którym stoi złoty kielich z którego unosi się czarny dym.
Kotara którą ktoś od drugiej strony rozcina nożem.
Płomień (złoto-biały) unoszący się w przestrzeni.
Ktoś strzelający z bicza a bicz okazuje się być wężem.
Grób M.
Tunel drzew prowadzący do jakiegoś grobowca, na grobowcu wyryto runy i najrozmaitsze święte i magiczne znaki.
Patrząc na K. stojącego ze świecą w dłoni mam wrażenie, że widzę jego aurę i widzę płomień w nim.
Smok o trzech szyjach i pyskach węży.
Wchodzę do ciemnej świątyni gdzie za srebrno-szarą kotarą siedzą bogowie, kotara jednak nie odsuwa się, mam jedynie świadomość ich obecności, pole widzenia trochę jakby z góry.
K. szczęśliwy, tulący w rękach dziecko.
Czerwono-złote błyskawice będące wszędzie.
Drewniany domek w lesie, przeświadczenie, że jest nasz.
Zasłona ciemności rozdziera się ukazując pustkę, ziejącą wielką kosmiczną czerń.
Dwa rysie pod ogromnymi drzewami sosen.
Pada deszcz i wydaje mi się, że nie słyszę go, a widzę, migotaniem tysięcy srebrno-złotych kropel. Widziałam piorun za oknem, wydał mi się kulisty i niebieski. Za oknem dalej pioruny, są piękne, chciałabym, żeby świat zawsze był oświetlony ich światłem.
Deszcz zdaje mi się płakać nad nami.
Teraz gdy zamykam oczy mam pod powiekami tylko jego.

Widzę naszą trójkę (K., nasze dziecko i ja) jak idziemy trzymając się za ręce przez las.
Rośliny do których mówię i rosną.
Noc poślubna we Fromborku.
Widok ze szczytu górskiego na inne ośnieżone szczyty pokryte mgłą a na dole pośród skał jezioro.
Świeca na łóżku promieniuje światłem i blaskiem i mam wrażenie, że tak samo promieniuje moje serce.
K. z zabandażowanymi rękoma (? vide sen o tym, jak sobie uszkodził dłoń – sprzed paru tygodni).
Policja zabezpieczająca teren po tym jak dostałam zapaści oddechowej i umarłam.
K. piszący dla mnie wiersz.
Diabelska szopka; coś jak szopki krakowskie na Boże Narodzenie tylko z samymi sprośnościami i diabłami.
Jaskinia pełna stalaktytów i stalagmitów (pośrodku jezioro).
Czyjeś nogi stojące na posadzce skąpanej we krwi.
Dwójka przerażonych dzieci będąca ofiarami porwania do tego świata (K. i ja).
Robię zdjęcie buteleczki piwa które ma lisa na etykiecie.
Czytam jakiś list z więzienia.
Ręce ponad powierzchnią spienionej wody wykonujące jakiś zmysłowy taniec, pod wodą jest syrena.
Jak Alicja w Krainie Czarów, otoczona “dziwnością” świata i nie rozumiejąca jego reguł.
Dolina otoczona wzniesieniami, skarpami, urwiskami, wysoko rosną drzewa, wszystko w intensywnej zieleni.
W płomieniu świecy, w drganiach jej światła wyczuwam rytm bicia serca K., jego serce jest Wiecznym Płomieniem.
Kłębowisko węży i żmij; zielono-czarne łuski i połyskujące czerwono-żółto oczy.
Rozlatujący się mały kościółek który chcę odnowić i w nim zamieszkać, zostawić ołtarz do sobie znanych celów.
Pęknięcia na ścianach, pełzające larwy.
Stroboskopowe światła.
Szatan który się do mnie uśmiecha co poczytywać mam za znak, iż “jestem na dobrej drodze” by wywiązać się z tego, co podpisałam w cyrografie…
Morze rozbijające się o ogromne przybrzeżne skały – kolor wody holograficzny – od zieleni, przez niebieski, po fiolet.

morze
Zaspy skrzącego śniegu.

Dłoń z której wyrastają gałęzie.
Tunel pod ziemią prowadzący do ścieków.
Las z powalonymi przez burzę drzewami.
Stoję na szczycie górskim w środku zimy, wszystko skąpane w śniegu.
Krzesła w poczekalni; ta poczekalnia to Czyściec.
Podczas pocałunku widzę ciemnogranatowe burzowe niebo.
Trzciny poruszające się na wietrze.
Kot pijący wodę ze strumienia, po wypiciu zaczyna sobie myć futerko.
Świątynia, coś jak bazylika watykańska, rozświetlona tysiącem świec, przy ołtarzu trony na których siedzą Abraxas i Set-Tyfon.

Kościół w którym ludzie rzucają kwiaty obchodząc jakąś ceremonię, ja i K. trzymamy się za ręce.
Wchodzę z K. do pustego kościoła i znów kochamy się w konfesjonale.
Dziewczynka bawiąca się truchłem psa, m.in. dźga go patykami, otwiera mu oczy itp.
Wyszczerzona twarz szefa, który mówi: “trzeba umieć rozdzielać obowiązki osobiste od zawodowych!”.
Cmentarz w R., na którym pierwszy raz długo rozmawiałam telefonicznie z K., ołtarz polowy przybrany jest na czerwień i złoto. Nie ma mszy, ale stoją na nim wszystkie liturgiczne parafernalia i chcę je wziąć do domu i się nimi bawić.
Kruki wokół grobu mojego dziadka, wyglądają jakby trzymały straż.
Podpalam przydrożną kapliczkę z figurką Matki Boskiej.
Moje niedoskonałe ciało którego mi wstyd i któremu chętnie bym wyrządziła krzywdę.
Kąpiel i zastrzyk morfiny w wannie, tak jak to praktykowałam przez parę lat.
Występuję w programie dla dzieci, wychodzę z trumny i mam udzielać odpowiedzi na pytania dotyczące życia pozagrobowego.
Rozbity termometr, rtęć w małych kuleczkach które zbieram celowo ażeby się otruć.
K. jest Aniołem i każde piórko które spotykam na swej drodze jest jego zgubą, należy do niego; myślę o tym w ten sposób, że przemierza jako Stróż wszystkie moje ścieżki; gdzie on, tam ja.

1wrzes033
Czuję jakby moje serce miało formę kwiatu który rozkwita tylko przy nim, w pozostałych przypadkach jest zwinięte w pączek i nikt nie ma doń dostępu.
Świątynia pełna postaci w czarnych płaszczach i kapturach; niosą płonące lichtarze, cienie liżą ściany na których widnieją czerwono-czarno-złote freski.

Krew na palcu, na którym nosiłam pierścionek zaręczynowy.
Ciasna komórka z zakratowanymi oknami, jakieś 2,5×2,5 m, łóżko, stolik i nic ponad tym. Mam w tej celi spędzić 10 lat.
Syriusz który obiecuje mi być moim kosmicznym przewodnikiem.

K. w czarne cętki, jak tygrys.
Ścieżka wśród drzew, pośrodku stoi zakapturzona postać.
Opustoszała świątynia, podchodzę do ołtarza i rozpoczynam po swojemu nabożeństwo.
Niedźwiedzica i małe niedźwiedziątka na leśnej polanie.
Powalone w czasie burzy drzewo, które utworzyło kładkę nad rwącym górskim potokiem.
K. siedzący samotnie w lesie na ściętym pniu drzewa, jest młodszy niż w rzeczywistości, wydaje mi się, że rozważa samobójstwo.
Dwa pochłaniające się wzajemnie języki ognia, czerwony i żółty.
Schody prowadzące do wejścia do świątyni w stylu greckim, oprócz dwóch kolumn przy wejściu nie ma żadnych architektonicznych ozdób, cała jest z litego szarego kamienia.
Tygrys w obręczy splecionej z róż.
Algiz i Thurisaz wyryte na dziobie drewnianej łodzi.
Znajduję w lesie ludzkie szczątki, jest to dobrze zachowany szkielet z uniesionymi ku czaszce rękami, wygląda, jakby krzyczał.

Kamienna brama wyglądająca jak Łuk Triumfalny – wejście do ruin świątyni w sercu lasu.
Wiatr rozsypujący płatki kwiatów na wietrze, najwięcej róż.
Wiewiórka, która przemknęła po konarze olbrzymiego drzewa jak podczas naszego ostatniego spaceru, skacze z drzewa na drzewo i w ten sposób pokazuje nam, byśmy za nią tym szlakiem poszli.
Ogromna cisza na pustej plaży tuż przed tym, jak ma nadejść sztorm.
Papierki po dopalaczach i rozbite butelki leżące na terenie Szpitala Babińskiego.
K. zrywający mi do wiązanki ślubnej róże i polne kwiaty.
Barwy z obrazu autorstwa Tomasza Babierackiego, który wisi nad naszym łóżkiem, zdają się spływać kaskadami, być w nieustannym ruchu.
Naga kobieta z tatuażami (Babalon): wieńcem z róż opasującym biodra i podbrzusze, księżycem i słońcem na dekolcie, ptasimi piórami na ramionach i plecach i dwoma pucharami z których wychylają głowy węże na udach, strzeże bramy prowadzącej do sekretnego zakonu, obok wejścia stoją dyby i studnia a kobieta trzyma w ręku łańcuch z kluczami do nich.

Czarno-biały film wyświetlany z podniszczonej kliszy, duże ziarno, szumy. Ciężko rozróżnić jakieś kształty.
Tor wyścigów konnych, wszystkie konie są białe, tylko jeden czarny.
Leśna polana skąpana w świetle księżyca i gwiazd. Na powalonym pniu drzewa siedzi starzec z długą siwą brodą, trzyma lampion w jednej ręce a pięknie rzeźbiony kostur w drugiej.
Muzeum archeologiczne i niebiesko podświetlone krypty.
Jagniątko ssące mleko owcy.
Mieniący się granatowo-zielono (jak pawie pióro) język ognia.

vsss
herr K., fot. Gertruda

Drabina naszpikowana odłamkami szkła. Wychodzenie z dna boli.
Wierzby płaczące w polach za domem rodzinnym w W. Zwieszają gałązki nad płytkim polnym strumieniem. Witki nurzają się w wodzie powodując powstawanie małych wirów, spiralnie uformowanych błyszczących na srebrno tuneli.
Drewniana chatka w lesie, nad kominkiem wisi strzelba, w kuchni na stole leży niewypatroszona dzika zwierzyna.
Pole maków, rośliny zamiast makówek zakończone są głowami węży.
Vril nad krajobrazem skutym lodem, w zorzy polarnej.

Zielone wagoniki karuzeli.
Domek na klifie morskim. U dołu z hukiem woda rozbryzguje się o skały.
My jako dzieci, huśtamy się na huśtawce.
Siatka żył na ciele K., jakby stał pod czymś w rodzaju rentgena.
Tarot, na wierzchu karta z Wisielcem.
Złoty lichtarz z płonącą świecą. Ołtarz przybrany na czerwono.
Koty bawiące się z wężami.
Trzy nagie boginie o jaskraworudych włosach.
Zawieja śnieżna, wszystko błyszczy w świetle ulicznych lamp. Widzę powroty do domu na Dobczycką z K.

Wzburzone ciemne morze, statek płynący nocą wśród gwiazd.
Las i koszyk pełen muchomorów.
Cmentarz w Święto Zmarłych, wszędzie mnóstwo zniczy.
Zastygła w bezruchu na leśnej polanie sarna wlepiająca we mnie wzrok.
Stada mew w porcie rybackim.
K. zrywający dla mnie róże i kaleczący sobie dłonie.

Tęczowy most zrobiony jakby z kwarcu. Łączy ze sobą dwie podobne Ziemi planety.
Lisica w legowisku z młodymi. Jej zęby błyskają czerwono a oczy szmaragdowo.
Betonowy bunkier. Wejście / właz do niego jest gdzieś ukryte.
Morze wyrzucające na brzeg ciało topielca. Jest ciemne i wzburzone a niebo szare jakby zapowiadało się na sztorm. Na piasku jest mnóstwo piór, wyrzuconych wodorostów, muszli i meduz.
Zakapturzona postać siedząca w pieczarze w górach. Na ścianach suszą się rośliny i grzyby, wszędzie są szkielety i kości rozmaitych leśnych zwierząt, pośrodku palenisko z buchającym na pomarańczowo-czerwono-złoto ogniem.

v16
skromne palenisko ze spaloną różą, fot. Gertruda

Diamentowo migocząca powierzchnia na tle której wirują róże.
Porośnięte mchem skały w górach, tworzące labirynty / szlaki jak w Górach Stołowych. Zapada zmierzch, nadlatują sowy. Czysta górska woda wycieka spomiędzy skał, w mroku wygląda jak mieniąca się, gęsta, pryzmatycznie rozszczepiająca światło smoła.
Polana w lesie skąpana w porannym słońcu. W koronach drzew szumi czysty, łagodny wiatr. Na horyzoncie na linii drzew widać słup dymu.
Szkarłatna kotara za którą stoi szklana gablota skrywająca serce zatopione w bursztynie. W innym bursztynie jaszczurka i węże jaja.

v15b-copy
rozkuwanie kłódki psyche

Opuszczony cmentarz i zrujnowana kaplica do której wiatr przywiał liści. Na belkach pod sklepieniem siedzą uśpione ptaki. Kładziemy się z K. pod samym ołtarzem i przyglądamy się wyblakłemu malowidłu na suficie. Kontury i kolory zatarte przez czas, ale chyba przedstawia walkę aniołów ze zbuntowanymi aniołami.
Wnętrze grobowca do którego wpadają smużki światła – zielone, fioletowe blaski kładą się po ścianach wnętrza. Chciałabym już stamtąd nie wychodzić.
Moje włosy mokre od roztapiającego się śniegu. Stoję na tle pomnika z krzyżem w lesie i wycinam sobie nożem jakiś skomplikowany symbol na nadgarstku – wiem, że jest jak płatek śniegu, nie ma drugiego takiego samego.
Feniks płonący pryzmatycznie rozszczepionymi barwami, najwięcej lśnią jego pióra zielenią, fioletem i czernią, sprawiają wrażenie jakby były z diamentów.

Herr Katastrof i Frau Gertruda

VVspólnota

Błogosławiona klątwa nakazująca przekraczać
Zapach poznany nozdrzami
totemiczych nam zwierząt
kotów, lisów, węży
Dwa pragnienia:
Miłość podług Woli
i jak spłatać siedem psot śmierci
W ryku co z serca przychodzi i prowadzi wskroś ciała
z rozlanej wspólnie krwi
Zawsze pielęgnuj, rozżarzaj tę ranę
w którą wlali nas by splątać
i polegli
bo skruszymy naczynie
i zjednoczymy się z Otchłanią

___

Gertruda und Jurgen

 

***

kocham cię w poniewierce igieł
które spoglądają oczami bandytów
wskroś twego czystego wzroku

nie plam już więcej
swoich spojrzeń na mnie
w moje źrenice

szlachetne od bólu

___

Gertruda