VViersze Psychiatryczne Zvvei

Ikona

marionetkowy ruch w korytarzu
naprzód marsz
bezwzględnie naprzód
i ani się waż zatrzymywać
w wytyczonej drodze ku życiu
pulchna figurka pielęgniarki
przypomina widziany gdzieś dawno
obraz Matki Boskiej
ale to nie matka
nie bolesna i nie litościwa
siostrą też trudno nazwać
nie pochyloną w nieustającej pomocy nad męką
rozpiął jej się fartuch i pierś spokojnie faluje
lecz nie ma takiej matki
– zagryzam szczęki –
ani takiego mleka
którym nakarmiłaby wariata

Processed with VSCOcam with c1 preset

Rywalizacja /7.11.15/

długo leżałeś nieprzytomny
i kiedy tak współistniałeś
zależny od jej cierpienia i pracy paru maszyn
kiedy śniłeś to swoje życie cudownie nieruchome
milczące nie znaczące nic ponad jasny zapis
pulsu oddechu ciśnienia i innych funkcji co świadczy
że tak skorupa leżąca na szpitalnym łóżku
szerokim sterylnym i oznaczonym dokładnie
– na OIOMie starają się
starają bardziej niż my razem wzięci się staraliśmy;
jest jeszcze obecna
przytrzymywana w jej łzach i dłoniach
śni o palcach – zdrętwiałych – dotykających symbolu w architramie śmierci
a sen bolesny bo ona nie wyobraża sobie że nie boli
i długi jak letarg przed ciemnym poczęciem
ten ziemski sen
co ani przybliża ani oddala
więc jak długo leżałeś nieprzytomny
tak nieprzerwanie fanatycznie pielęgnowała
twoje rany w głowie
z postanowieniem że
nie obudzisz się
bardziej chory od niej

 

 

S

Nigdy nie bałaś się ciemności

przykryjcie mnie zielonym prześcieradłem
wykonujcie wolno i starannie swoje procedury
nie zrobię już kawy by wróżyć z fusów
nie pouskarżam się na pokłute pośladki
ani bóle głowy zawroty jak na karuzeli
nie poproszę o zmianę leków
o opatrzenie i zabandażowanie ręki
nie pójdę pod prysznic z szamponem z darowizny
nie pożyczę papierosa na wieczne nieoddanie
i wiem że tomik wierszy w moim wykonaniu byłby absurdem

przykryjcie mnie tylko zielonym prześcieradłem
choć zasługuję na traktowanie gorsze
od trupa

obnażona ofelio wśród zieleni
twoje powieki nie podnoszą się
naprzeciw światłu
schorowanych lamp

śmiertelne
zmęczenie

 

30
Zimowe widmo

Nie mam Cię
substytutem Twój sweter
chcę wrócić do fromborkowych czasów
dalej tam jestem
jesteś

 

Psychiatryczny IV

zawiązano uprząż
na ciele młodej kobiety

wianuszek majtek
zsunięty do łydek

grymas na twarzy
spocone łono
i jeszcze walczy
nie rozumiejąc że
dogorywa w niej
klacz

S
S

Wisząca

śliskie, sztywne jak ozimina pośladki
ręce pionowo wzdłuż ciała
choć walczyły chwilę jak ptaki w uwięzi
szron we włosach
co rozczulił
na dole rynsztok
przez to cofnęli się wszyscy
personel z obawą, że znowu za późno
a wisząca jak wykrzyknik
dla niej to dobry czas
siwe od szronu
włosy na nogach i pod pachami
oglądali dokładnie
zdjęli z delikatnością
równą zdejmowaniu mesjasza z krzyża
przyglądali się
ile śmierci w denatce
ile życia w chorobie
czy to właściwe o niej pisać

Lisia Czapa von Sroka

Advertisements

Raport z odwyku

Miejsce: Oddział Leczenia Zaburzeń Abstynencyjnych, Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Mit o OLZA IPiN jako najlepszym ośrodku odwykowym od benzodiazepin w Polsce w rzeczywistości znajduje oparcie wyłącznie na bezpieczeństwie i tempie ichniej metody zerowania z benzodiazepin (w moim przypadku 15 dni – schodziłem z 26 mg clonazepamu / dobę), opartej na algorytmie substytucji stosowanej przez pacjenta benzodiazepiny relanium lub tranxenem, monitorowaniu poziomu bda we krwi za pomocą częstych badań (w pierwszym tygodniu wyglądałem na gorzej pokłutego niż w niejednym ciągu opiatowym) i stopniowym (tj. dla większości nagłym i drastycznym) zmniejszaniu dawek w/w przy jednoczesnym wprowadzaniu narastających dawek przeciwdrgawkowych stabilizatorów nastroju (Convulex / Finlepsin).

Pełen czas trwania tego „najlepszego” z odwyków przewidziany jest jednak na 6 do 8 tygodni. Aby zaprawić pacjenta do życia bez bda 4-6 tygodniami zwarzywnienia wśród żółtych ścian, pod wpływem neuroleptyków? Czy aby nabić sobie kabzę, przyjmując za osobo-dobę ok. 250 zł?

Na oddziale nie ma żadnej formy psychoterapii, chyba że w odniesieniu do pacjentów „z branży” tj. alkoholików, którzy stanowią trzodę werbunkową do tutejszego Ośrodka Terapii Uzależnień, tzw. „Białego Domku”, gdzie w cokolwiek sekciarskiej atmosferze odbywają się mityngi AA.

W świetle tych wszystkich okoliczności, biorąc pod uwagę, że na zapchanym po brzegi oddziale kierownictwo zarabia ok. 10 tys. zł dziennie, kolega z sali zaczął układać biznesplan na hycla na podżabkowych pijaczków, którym w razie chęci wypisu wdrażany byłby haloperidol i postępowanie z paragrafu 23 zarazem, a łapani by byli w siatki na motyle lub węże. „I jakbym dzwonił do NFZ-tu to tylko bym śpiewał: „syp, syp, syp talary do kieszeni”.

Rozkład zajęć – 8:00 – śniadanie, 3 plastry najlichszej z „wędlin” lub jajko na twardo i kompot z bromem. Leki, po 13-tej obiad – gromada pacjentów pcha się jak owce do paszy. Leki, 17-ta – kolacja i 20 ta leki, ostatnia dawka „warzywek” z możliwością odłożenia sobie najmocniejszych na 22-gą. Obchody w tygodniu ok. godz. 10-tej. Jak się pan czuje? Jak pan spał? Następny. Z urozmaiceniami w przypadku pacjentów starających się o wypis, których czeka obcesowe zrównanie z ziemią i pogróżki, lub też w postaci węszenia woni tytoniu i zadawaniu pytania „kto na tej sali pali?” z wytrzeszczonym gestapowskim wzrokiem wędrującym po gębach. Być może jednak zbyt surowo oceniam p. ordynator, a jej oschłość granicząca z brakiem szacunku do bliźnich jest po prostu elementem jej zawodowego trybu działania, nakierowanego na poddanie szeregu organizmów określonej procedurze medycznej, a nie na wczuwaniu się w problemy pijaków i lekomanów. Faktem jest jednak, że i reszta personelu z reguły na prośby reaguje z wielką łaską, jeśli w ogóle, a lekarze „nie mają czasu”.

Z zaobserwowanych absurdów: faszerowanie pacjentów alkoholowych Triticco, które właściwie zaczyna działać po miesiącu stosowania, a że pobyt pijaków jest przewidziany na 10-11 dni, podaje się ten lek w celu oddziaływania jego skutkiem ubocznym tj. sennością, która potrafi zwalić z nóg. Inny: przetrzymywanie na siłę 80-letniej kobiety z demencją – za poparciem jej rodziny – oddział pełnił dla niej funkcję domu starców, aż w następstwie problematycznych zachowań jak próba zapalenia papierosa w gabinecie socjalnym, albo bicie sanitariusza butelką po głowie, w trakcie oczekiwania pod drzwiami wyjściowymi z bagażem na wypuszczenie – została mocno zwarzywniona, do tego stopnia, że zagrażało to jej życiu i ostatecznie została wywieziona z butlą tlenową przez pogotowie.

W pamięć mi też zapadła dytyramba p. ordynator wobec kolegi wnioskującego o wypis 15-tego dnia pobytu, włącznie ze wmawianiem mu, że jego kobieta jest na utrzymaniu jego rodziców, która to informacja została przez nią wymyślona, niemniej musiała go zbesztać jak uczniaka, aby podbudować swój wizerunek, ale i – chcąc nie chcąc – udzielić wypisu.

Mając w zamiarze skończyć odwyk przedplanowo, zastanawiałem się, czy przy odrzuceniu prośby o to również będzie mi zakutopalczo wmawiane, że „przerwany” w 5-tym tygodniu detoks jest w równym stopniu zmarnowanym czasem, co detoks przerwany przed wyzerowaniem, 15-tego dnia pobytu. Okazało się jednak, że z okazjonalną pomocą odrobiny sativy byłem zdolny przebyć prawie pełne 6 tygodni i zostałem zwolniony bez żadnych przeszkód, a wręcz z opinią, jakobym miał duże szanse na nie powracanie do nałogu, powściągniętą z przebiegu zerowania, w trakcie którego nie zgłaszałem żadnych skarg na samopoczucie. Zdaniem p. doktor to zasługa uspokajającego działania Convulexu, ja śmiem twierdzić że również hartu psychicznego nabytego poprzez wielokrotne nagłe odstawienia bda i ekspozycji na paranoidalne wtręty. Takowych w trakcie pobytu w szpitalu prawie nie uświadczyłem, poza wrażeniem dostępowania jakiegoś przedsionku do telepatii, a raczej spostrzegania w ludzkiej mimice, gestykulaturze i słowach jakichś kluczy umożliwiających wstęp do świata wewnętrznego danej osoby (cannabis).

Na oddziale występuje „całkowity ZAKAZ palenia tytoniu”, co znajduje podbudowę w wywieszonej na tablicy bzdurze głoszącej, że dwa nałogi rzuca się nie trudniej niż jeden. Personel (poza frau ordynator) przymyka jednak oko na woń tytoniu, świadomy że to walka z wiatrakami, skoro większa część pensjonariuszy i tak kurzy.

Przejawy zdrowego, młodzieńczego wigoru traktuje się tu jako nadpobudliwość, czy oznaki wskazujące na jakieś wydumane (jak borderline i chad, przypisywane durnie jednemu z pacjentów) odchyły psychiczne; pacjent taki podlega farmakologicznemu zwarzywnieniu.

– Gumą go. Gumą go! No tak, na dzień dobry.

– To przechodzimy na Ayurvedę, rzucam dzisiaj garami na peronkę i wołam o kroplówkę usuwająca z organizmu wszystkie metale ciężkie.

Nerwicowiec: – To dobrze, że cię widzę, bo jak cię widzę, to widzę, że jest dobrze.

– I ten wasz wielki biały orzeł, co w niczym nie pomoże, gdy w ruch pójdą w końcu zamiast słów pięści i noże (A.J.KS.)

O 6-tej obudziła mnie pielęgniarka na pobranie krwi. Zasypiając pomyślałem, że mogę mieć wysmarkane, bo benzodiazepin nie tykam i taaak – 0 jednostek, a wczoraj świeciłem im przekrwionymi oczami, gdzieś między stymulacją, a otępieniem. Tak czy inaczej to jedyna forma terapii, jaką dane mi było skończyć. Klefedron i klonazepam bye bye.

– Stojakiem do kroplówek jak włócznią Longinusa!

Nowe badania naukowe dowodzą skuteczności i bezpieczeństwa stosowania psylocybiny w terapii lekoodpornych postaci depresji

W ciągu ostatnich kilku lat prowadzono wiele badań naukowych ukierunkowanych na zastanowienie się nad celowością oceny potencjału terapeutycznego psylocybiny – substancji będącej agonistą receptorów serotoninowych – występującej w naturze, w wielu gatunkach grzybów. Badacze prześledzili skuteczność psylocybiny w leczeniu różnych stanów, takich jak: uzależnienia, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, lęk przed śmiercią i podobnych.
Nowe badania, opublikowane ostatnio w Lancet Psychiatry Journal, przeprowadzone były przez naukowców z Imperial College London. Badacze dążyli do sprawdzenia możliwości, bezpieczeństwa i skuteczności leczniczego oddziaływania psylocybiny w przypadku osób dotkniętych jednobiegunową depresją lekoodporną.
W badaniach tych brali udział wolontariusze – 12 pacjentów u których zdiagnozowano jednobiegunową lekoodporną postać depresji (od umiarkowanych postaci choroby po ostre) – 6 kobiet i 6 mężczyzn. Otrzymali oni dwie dawki ustne Psylocybiny – jedną 10 mg, kolejną 25 mg w przeciągu 7 dni.
Pacjenci podczas badań byli dokładnie monitorowani pod kątem niekorzystnych reakcji na Psylocybinę, aby osiągnąć porównywalne analizy pomiędzy intensywnością sesji a skutecznością leczenia.

grzybole
W kolejnych badaniach kontrolnych objawy depresji były oceniane – od 1 tygodnia do 3 miesięcy po ukończeniu terapii przy użyciu 16-poziomowej skali QIDS (Szybka Ewidencja Objawów Depresji).
Podczas tych sesji silne efekty działania Psylocybiny zwykle miały początek ok. 30-60 min po przyjęciu dawki, szczyt działania następował między 2 a 3 godziną od przyjęcia. Efekty zaczynały ustępować co najmniej 6 godzin po podaniu Psylocybiny.
Wszyscy pacjenci zareagowali na Psylocybinę bardzo dobrze, bez poważnych czy niespodziewanych zdarzeń. Podczas sesji badacze odnotowali delikatne działania niepożądane – przejściowy lęk podczas rozpoczęcia sesji (u wszystkich pacjentów), przemijające zagubienie, zaburzenia myślenia (9 pacjentów), lekkie przejściowe mdłości (4 pacjentów), oraz przejściowy ból głowy (4 pacjentów).
W późniejszych badaniach naukowcy zaobserwowali wyraźne zmniejszenie objawów depresji w obu przypadkach (1 tydzień i 3 miesiące po leczeniu) wysokodawkowej terapii, tak samo zmniejszenie anhedonii po zakończeniu terapii.

Podsumowując, badania te dają solidny grunt do dalszych badań możliwości, bezpieczeństwa i skuteczności Psylocybiny w leczeniu psychiatrycznym. Obiecujące rezultaty tych i im podobnych naturalnych enteogenów przybliżają nas do punktu, w którym nie tylko zrozumiemy badane stany psychiczne, ale zdobędziemy możliwość zapobiegania im.

psylo2

za: Timewheel.net

sfuszerowała Lisia Czapa

Felieton socjopatyczny lub dlaczego plwam na Polskę

“Odzyskaj swój umysł i wyrwij go z łap inżynierów społecznych, którzy usiłują zamienić cię we na wpół-usmażonego idiotę konsumującego cały ten śmieć, który zostaje wyprodukowany z kości umierającego świata.”

– Terence McKenna

W życiu (a)społecznego wykluczeńca, a żaden profil osobowościowy jak socjopatia / zespół aspergera i schizotypowe oraz psychotyczne zaburzenia osobowości (już nie daj boże pogłębione politoksykomanią), nie predysponują w takiej mierze do zostania punktem ogniskowym represyjności polskiego zaplutego – na poły materialistycznego, a na poły skatoliczonego społeczeństfa – zdarzają się sytuacje niezwykłe, dające wgląd w coś co określiłbym jako całościowy obraz tegoż społeczeństfa z naciskiem na aspekty nietolerancji, nieufności i lęku. Tak oto postanowiliśmy zilustrować obraz, jaki się wyłania z szeregu zebranych przez nas doświadczeń.

N. i G. od około 2 miesięcy utrzymują się z drobnych kradzieży produktów spożywczych, sprzedawanych następnie po połowie ceny. Na początku bywało bardziej drastycznie, gdyż N. po przyjeździe do grodu spotkał starego kamrata – złodzieja, który pokazał mu dostęp do kryształu – narkotyku o potencjale uzależniającym większym od heroiny, wsysającym w okamgnieniu i odbierającym resztki zdrowego rozsądku. W sytuacji, gdy G. zadzwoniła z pracy do N. z informacją, żeby nie pokazywał jej się na oczy bez następnej działki, N. zachował się tyleż brawurowo co idiotycznie, bo podał sobie ten cały rzekomy mefedron (Abraxas raczy wiedzieć co naprawdę wchodzi w skład tego specyfiku, w każdym razie zawiera składnik halucynogenny, który podziałał na N. jak robal na diabelskiej wędce), usiłował skraść jednego dnia alkohol na wartość ok. 1000 zł, niestety został wychwycony na monitoringu i skończyło się trzepaniem na komendzie. Od tamtej pory N. zwiedził zdecydowaną większość lokalnych komend. Przy czym pragnąłby zwrócić uwagę na skuteczność tzw. resocjalizacji w odniesieniu do osób z podwójną diagnozą (uzależnienie psychoaktywne ze współwystępującymi zaburzeniami / chorobami psychicznymi, a są to zaburzenia wczesnodziecięce i uprzednie względem nałogu), ale nie tylko. Po wyjściu na obrożę po pół roku na oddziale terapii od środków psychoaktywnych w Rawiczu N. poczynił pierwsze kroki na drodze, która przywiodła go do zostania złodziejem – i w tamtych okolicznościach alkoholikiem zarazem. Dalsze 4 miesiące odsiadki nie przyniosły żadnej korzyści, bo jaką korzyść można wyciągnąć z izolacji w warunkach uwłaczających godności ludzkiej i przebywania z patologicznym elementem społecznego marginesu.

Po opuszczeniu ZK w Hajnouce 27 marca b.r. próbował ze wszystkich sił uzyskać uczciwe źródło zatrudnienia, jednak z każdego miejsca zostawał przepędzony po kilku dniach (firmy zajmujące się zakładaniem ogrodów, stolarnia) i to obiektywnie rzecz biorąc nie z powodu niskiej wydajności w pracy, lecz z powodów osobistych, a ściśle rzecz biorąc niezrozumienia i wrogości wobec człowieka z wysokofunkcjonującym autyzmem. Do zostania złodziejem doprowadziły N. 3 czynniki: nałóg, wrogość ze strony społeczeństwa i marginalizacja z jego strony, brak wsparcia ze strony rodziny. Nie przeceniałbym tu wagi żadnego z poszczególnych czynników.

Niedawno N. podjął się pracy na magazynie odzieżowym, już na rozmowie kwalifikacyjnej informując szefa, że jest pacjentem programu suboxonowego, w zw. z czym nie może pracować w standardowych godzinach – od 7 do 17- musi bowiem codziennie od 7.15 do 16 pojawić się celem pobrania leku hamującego głód narkotyczny. Szef mimo to zdecydował się na zatrudnienie go. N. był rozradowany widząc, że spokojnie wyrabia się z wykonywaniem powierzonych obowiązków, i pod wpływem farmakologii na tyle rozluźniony, że wśród młodych współpracowników popełnił karygodny błąd zdradzenia na swój temat paru faktów, które powinien zachować w sferze tabu. W rezultacie narobiło się szumu wokół nowego pracownika i na drugi dzień szefuńcio podziękował mu; na pytanie, czy tu czasem nie chodzi o względy osobiste odpowiadając, że nie może udzielić odpowiedzi. N. wobec tego poczuł się potraktowany przez rzycie kolejny raz butem po twarzy, bowiem mocno zależało mu na tej pracy, zwłaszcza że z partnerką spodziewa się potkomka. Poczuł się jakby wśród ludzkiej / polskiej trzody, gdziekolwiek nie postara się o pozyskanie środków na życie, zawsze ale to zawsze znalazł się jakiś dupek – konfident, uniemożliwiający mu to; wypustka nadzorczego systemu. Odreagował to z kryształem, kalecząc się niby z przypadku. Rana okazała się na tyle szeroka, że jucha buchnęła na całą dłoń. Wymazał sobie runę Thurisaz na czole i rozebrany do pasa wszedł do kościoła, gdzie narysował odwrócony fyrfos pod czaszką ze skrzyżowanymi piszczelami i zaznaczył to plamą swojej krwi, podobnie czyniąc z ołtarzem. Być może w ten sposób ściągnął na siebie uwagę zarządcy porządku tego śfjata, gdyż wkrótce potem N. uległ szeregowi nieszczęsnych przypadków.

Otóż N. i G. stali się ofiarami perfidnej co się zowie kradzieży. Siedząc na schodkach przy placówce Monaru zostali zaczepieni przez siwego ekscentryka z bródką, który zapytał, czy może chmurę. W odpowiedzi posłyszawszy, że palimy tytoń, a nie sensi, zapytał czy chcemy zapalić trawy. N. na to naiwnie odparł tak. Przeszliśmy parę przecznic. Typ poprosił o 30 zł i po chwili wrócił z pakietem czegoś, co nie przyjrzawszy się z bliska mogło uchodzić za naturalne palenie. Usiedli na ławce przy ul. Dietla, lucyferyczny gość, który po drodze sprawiał wrażenie zachwyconego poznaniem ciekawych osobników – anarchistów nowego pokolenia i przedstawił się jako Szymon z Zespołu Dauna oraz zapraszał do siebie celem spalenia się i posłuchania dobrej muzyki, wymieszał zawartość pakietu ze sporą ilością tytoniu, co już powinno wzbudzić podejrzliwość N. Ten jednak, standardowo lekkomyślny, przyjął nabitą lufkę, nie przyglądając się zawartości i wziął głębokiego bucha, oddając lufę swojej połowicy. N. pluje sobie w brodę za tą czystą głupotę, bowiem palenie okazało się amnezyjnym dupalaczem, po którym mieli dziurę w pamięci i wrócili do domu bez plecaka z dokumentami, telefonu i pieniędzy. N. ma tylko pojedynczą kliszę w pamięci, jak typ macha mu na pożegnanie okręcając się diabelsko na nóżce. Być może zaprosił ich do siebie i być może wyszli po coś, w międzyczasie zapominając kompletnie wszystko, ale bardziej prawdopodobne, że była to celowa zagrywka i N. nie mieści się w głowie podłość tego człowieczka, jak również podłość producentów jarania z dupalaczy, które najwyraźniej faktycznie jest podlewane muchozolem czy innym ścierwem, bo żaden syntetyczny kannabinoid sam w sobie nie wywołuje takich efektów.

13096138_1756912694542615_3830790110774388302_n

Innym razem N. i G. wyczerpały się leki przyjmowane na diagnozę wspomnianą na wstępie, mianowicie alprazolam. Mimo, że doktor wg. etykiety na drzwiach przyjmuje do 19-tej, tego dnia z powodu braku pacjentów poszedł wcześniej do domu, a było lekko po 18-tej.
Skserowali dokumentację leczenia i za radą sekretarki podążyli na SOR, gdzie skierowano ich do całodobowej opieki lekarskiej z twierdzeniem, że lekarz pierwszego kontaktu ma obowiązek w takiej sytuacji wypisać receptę na jedno opakowanie, zwł. że nagłe odstawienie w/w leków prowadzi do zespołu abstynencyjnego, objawiającego się socjofobią, w porywach do objawów schizofrenii paranoidalnej. Lekarki rodzinne odmówiły wypisania recepty, uzasadniając to tym, że “zespół Aspergera jest chorobą przewlekłą”, na co N. je zrugał, mówiąc że pluje na “pani katolicką moralność, odmawiającą chorym i uzależnionym prawa do ulgi”. Jakiś miesiąc wcześniej przytrafiła się im podobna sytuacja – dyżurna psychiatra odmówiła wypisania recepty, twierdząc, że się spieszy do swojego bachora na komunię śfjętą. Na to usłyszała od G., że i tak jej córka zostanie służebnicą Diabła.

Tak pokątnie nadmienię, że N. za gówniarza był pełen naiwnego instynktu prawackiego. Gorąco pragnął zidentyfikowania z ponadosobową tożsamością narodową, czy etniczną. Wyleczyło go z tego skrajne sparzenie się postawą rodaków-robaków w UK, w wyniku którego mało co nie stracił oka i został bezdomny, a znalazł sobie akurat tuż przedtem dobrą fuchę. Te całe wykolejenie uniemożliwiło mu pozyskanie zawodu leśnika. W rezultacie wielostronnego wykolejenia stał się tym, co praworządny obywatel określa mianem degenerata.

W następstwie odeagowania frustracji i agresji wezbranej w N. w skutek zwolnienia z pracy, rozpoczął się *ostatni* 40-h ciąg na krysztale. W rezultacie tegoż, zmoknięcia na deszczu w środku nocy, jak również być może wieloletniej narkomanii, zwł. N. doprowadził do rozjebania sobie systemu immunologicznego i w wyniku nie zaleczenia zakażonego skaleczenia dostał infekcji ropnej, objawiającej się pojawianiem wrzodów ropnych na twarzy i nabieganiem nawet starych, zagojonych ran ropą, po wypłynięciu której zostały otwarte rany. W międzyczasie G. nabawiła się z winy N. stanu zapalnego dłoni po iniekcji, w trakcie której cienka żyła uległa przebiciu i wobec krwi wciąż pojawiającej się w kontrolce zastrzyk z zolpidemu został podany w całości. Obydwie przypadłości doprowadziły ich na SOR, gdzie N. usłyszał od lekarza, że “usiłował pan doprowadzić swój organizm do końca, ale się nie udało – kolejna szansa od Boga”. Przed opuszczeniem szpitala N. i G. stali się świadkami groteskowej sytuacji – na SOR został bowiem przewieziony starszy mężczyzna brutalnie pobity przez policję, który zadzwonił z policji na policję, zgłaszając uszkodzenie nosa, klatki piersiowej i czort raczy wiedzieć jeszcze czego. Siedział w kajdankach z zakrwawioną twarzą, pilnowany przez dwóch milicjantów.

tumblr_oadgkdtlzi1tm5ooho1_500

W następstwie odreagowania frustracji i agresji wezbranej w N. w skutek zwolnienia z pracy, rozpoczął się *ostatni* 40-h ciąg na krysztale. W rezultacie tegoż, zmoknięcia na deszczu w środku nocy, jak również być może wieloletniej narkomanii, zwł. N. doprowadził do rozjebania sobie systemu immunologicznego i w wyniku nie zaleczenia zakażonego skaleczenia dostał infekcji ropnej, objawiającej się pojawianiem wrzodów ropnych na twarzy i nabieganiem nawet starych, zagojonych ran ropą, po wypłynięciu której zostały otwarte rany. W międzyczasie G. nabawiła się z winy N. stanu zapalnego dłoni po iniekcji, w trakcie której cienka żyła uległa przebiciu i wobec krwi wciąż pojawiającej się w kontrolce zastrzyk z zolpidemu został podany w całości. Obydwie przypadłości doprowadziły ich na SOR, gdzie N. usłyszał od lekarza, że “usiłował pan doprowadzić swój organizm do końca, ale się nie udało – kolejna szansa od Boga”. Przed opuszczeniem szpitala N. i G. stali się świadkami groteskowej sytuacji – na SOR został bowiem przewieziony starszy mężczyzna brutalnie pobity przez policję, który zadzwonił z policji na policję, zgłaszając uszkodzenie nosa, klatki piersiowej i czort raczy wiedzieć jeszcze czego. Siedział w kajdankach z zakrwawioną twarzą, pilnowany przez dwóch milicjantów.

tumblr_mv9jtxmnaw1qe31lco1_500
Esencja polskosci einz

N. i G. wyszli stamtąd o 4-tej nad ranem z receptami na antybiotyki, których nie byliby w stanie wykupić, gdyby minionego wieczoru nie żebrali pod kościołem przy ul. św. Anny, gdzie zapoznali się z kolejnym charakterystycznym zjawiskiem dającym wgląd w obraz współczesnego społeczeństwa polskiego, mianowicie hierarchią sępów kościelnych. Okazuje się, że niektóre parafie przydzielają swego rodzaju licencje na żebranie, a wszystkie inne hieny są bezlitośnie przeganiane. Choć zaczepiła ich chytra babuszka, dopytując o to i owo i życząc powodzenia w zebraniu kasy; jednak gdy zobaczyła, że gromadzą znaczną część plonu, szczuła na nich żebraczą kuternogę, aby ich przegonił; “nie wiesz jak – kulą w łeb i po sprawie”. Za zgromadzone pieniądze udało im się wykupić antybiotyki, a za skrojone nazajutrz kawy dokonać kupna telefonu, paru tabletek i 2 centów metadonu na nieznośny ból dłoni G. Przed kupnem telefonu usiłowali kulturalnie i uprzejmie wyprosić przechodniów o pozwolenie na skorzystanie z telefonu na 2 minuty, celem umówienia się po realizację dogadanego geszeftu. Każdy po kolei im odmawiał, a było tych osób ok. 10 – N. zaczął się zastanawiać, czy swoim wyglądem wzbudza strach, w każdym razie jedyne uzasadnienia jakie uzyskali głosiły, że “nie ufamy ludziom i boimy się, że nie odzyskamy tego telefonu”. Na koniec N. zapytał brodacza siedzącego naprzeciw w tramwaju, po odmownej odpowiedzi pytając dlaczego? – Po prostu, proszę spytać kogoś innego. – Kiedy pytałem już 10 osób i każdy jak leci mi odmawia, czy ja mam wypisane jakieś zło na twarzy? – nie dam panu telefonu – jest pan tchórzem; po tym responsie jegomość nawet nie odważył spojrzeć mu się w oczy i siedział cicho jak myszka do końca podróży. N. naszedł pomysł, aby wyrwać mu jego cennego smartfonika z łap i wypierdolić go przez otwarte okno tramwaju, ale mogłoby to mieć nieciekawe konsekwencje, a N. ma już wystarczająco na pieńku z pokurwionym prawem tego państfa. G. siedząc przy tym tchórzu rzuciła głośno komentarz, że to są jebani materialiści i życzy im – a to nie jest złe życzenie – aby zaznali kiedyś biedy w życiu, bo to ich czegoś nauczy.

tumblr_o5f64nfmdx1tm5ooho1_1280
Esencja polskosci zwei, fot. Gertruda von Sroka

Gdzieś w tych dniach N. wracał samopas z Ronda Mogilskiego, gdzie udał się po odbiór gieta czystego palenia. W tramwaju standardowo próbował narysować taga, na co przypruł się do niego młody indyczek. N. wyprowadzony z równowagi groźbami wezwania policji powiedział, że nie spuści mu wpierdol tylko dlatego, że jest zjarany, na co ten odparł: “masz coś przy sobie? – możesz szybko skończyć na komendzie”. N. pokazał mu wydruk swojej grafiki, mówiąc: “szczujesz człowieka, który jest w stanie ujrzeć i zobrazować takie rzeczy” – “nie obchodzi mnie to” – “pozostawiam cię zatem w twoim okrojonym postrzeganiu, w którym dostrzegasz tylko wątły ułamek prawdziwej rzeczywistości” i wykonawszy gest strzelania palcem pożegnał się z wysiadającą parą. Zdążając z placu centralnego w kierunku swojego osiedla zauważył 4-osobową grupę dresów, wśród których dostrzegł złodzieja, z którym nawiązał znajomość nocą z 2 tyg. temu, gdy malował finezyjnego taga na trzech kontenerach. Zapytał go wtedy, czy nie ma mu się dorzucić do piwa. Typ wyjął otwartą kosę, gmerał w portfelu, z trzęsących się ze strachu dłoni wypadł mu nóż, zapalniczka i pięć złoty – nie zabieraj mi, to moja ostatnia piątka! Ostatecznie dorzucił się 84 grosze do piwa i chciał sprzedać N. swój telefon za 50 zł, choć warty więcej. Umówili się na następny wieczór, jednak pizda stchórzyła i się nie pojawiła. Widząc go z grupą znajomych N. zawołał za nim: “hej, czemu nie przyszedłeś, kupiłbym od ciebie ten telefon” – “a masz pięć dych” – nie – “no to o czym tu rozmowa”. Zaciągnęli go za sobą pod budynek szkoły, gdzie gadka-szmatka, N. powiedział, otwierając zapalniczką piwo, że za każdym razem podczas tej czynności krzywi się z bólu, po tym jak się skaleczył i wymazał sobie krwią twarz, przestraszywszy parę osób. Na to jeden z trepów się obruszył i z przestrachem i potępieniem zarazem wyzwał N. od psychopatów. Drugi wręczył mu 20 zł i wysłał do sklepu po papierosy. Jakie? – “najlepsze, viceroye 100tki”. Wróciwszy z czerwonymi wickami został rozpoznany jako nielokalny, bowiem kibole wisły (?) palą niebieskie viceroye. Wskutek tego rozległy się jakieś spruty w jego kierunku, wobec czego postanowił opuścić towarzystwo. Znajoma pizda pobiegła za nim i wyrwała mu plecak; zaczął się z nim szarpać – “nie będziesz mnie tu kroił kurwiu” – “chcesz to rozpierdolę ci batonem ryja, nie żartuję” – rzekł, wyciągając z tylnej kieszeni dżinsów pałkę teleskopową lub długą kosę sprężynową. N. mógł go wtedy zaatakować, a jego ziomale ujrzawszy, jak sprowadza go na chodnik i napierdala po kłach, mogliby stchórzyć, jednak po raz kolejny się nie przełamał, z obawy że tamtych trzech – stojących 10 m dalej przybiegnie i go przekopie. Cwel wyrwał mu hajs, z czego N. zdołał zachować 10 zł a tamten biegiem wrócił do swoich panów. Na odchodne zawołał, aby N. więcej nie pojawiał się w tej okolicy. Ma jednak inne plany, poszuka go i jak tylko dopadnie samego, nawet nóż czy pałka teleskopowa nie przeszkodzą mu w złojeniu mu jego psiej mordy.

1454745_1582832611950625_6504261095095061889_n

N. i G. nie mogą liczyć na żadne finansowe wsparcie ze strony rodziny, poza opłaceniem czynszu za pokój, pod warunkiem że w przeciągu niecałych 2 tygodni obydwoje znajdą pracę. N. przejadł się polskością, tym całym skatoliczałym-materialistycznym smrodem i brakiem poszanowania dla odmienności osób z zaburzeniami psychicznymi, ciężko doświadczonych przez życie. Jak tylko podpisze jakąkolwiek umowę, bierze chwilówkę na maksymalną kwotę i robią wypad – poprzez agencję pracy zagranicznej lub nie – do Norge, czy też ścieku multikulti – GB, aby tam wyuczyć się norweskiego. I tyle tu ich widzieli, bo w Polsce nie Europa, tylko żopa. o robacy – polacy. Na pohybel!

Katastrof, korekta i wtręty Gertrudy von Sroki

Powolną Falą Oparu Kamfory

Przedstawiamy wybór grafik wprost z Krainy Grzybów – vaporwave i hauntologia co się patrzy po trzy. Wyobraźcie sobie, że dzieci powiedziały wam w szkole, że dzisiaj zostaniecie zabrani do krainy, z której wrócić jest ciut-ciut gorzej i zanurzcie swoje czytniki oczne w zgliczowanych obrazkach poniżej. Prawdziwa Agatka już dawno nie może się skupić na próbach wyrżnięcia pestki z jabłka, jak ty na próbach odnalezienia sensu życia i w końcu wpierdalasz je w całości, z ogonkiem. Wyobraźnię wytrenować w sobie można, traktując ją falami dźwiękowymi miłymi dla ucha i w literaturze się zagłębiając. Nie potrzeba medytacyj ani z duchami przodków kontaktu, by na wskroś sięgając przez wszechświat swej duszy dotknąć .

Zmień swój umysł!

123456789101112

wskroś: http://falaoparu.tumblr.com/

wiersze psychiatryczne

***

drzewa wokół

są odzwierciedleniem pacjentów

szpitala psychiatrycznego

poprzecinane i puste w środku

 

PSYCHIATRYCZNY I

dajcie zapałkę

a stworzę śmiertelne zagrożenie

– serduszko bo jeszcze nic nie przeżyłaś w życiu

a buk tysiąc razy będzie Cię doświadczać

-pomódlmy się razem

dajcie zapałkę

pora poprzestawiać akty

w tym pomylonym przedstawieniu

moja kukła

idzie na pierwszy ogień

 

PSYCHIATRYKOWY III

marionetkowy ruch w korytarzu

naprzód marsz

bezwzględnie naprzód

i ani się waż zatrzymać

w wytyczonej drodze ku życiu

pulchna figurka pielęgniarki

przypomina widziany gdzieś dawno

-nie w tym wcieleniu

obraz matki boskiej

ale to nie matka

nie bolesna nie litościowa

siostrą też trudno nazwać
niepochyloną w nieustającej pomocy nad męką

rozpiął jej się fartuch i pierś spokojnie faluje

lecz nie ma takiej matki

-zagryzam szczęki

 

PSYCHIATRYCZNY II

wmyślam Cię w swój głód i niezaspokojenie

wpijam w bezcielesny brak i pragnienie

wyświadczam sobie łaskę

której Ty odmawiasz

prześladujesz mnie

zapięta w pasy

krzyczę w noc

dlaczego

choć serce nie kłamie

może zostać oszukane

 

Lisia Czapa

Wywiad z designerem metoksetaminy

Zdjęcie-0003

ODROBACZANIE MÓZGU CHAOSEM Z MXE

Istnieją medyczni chemicy pracujący po niewidocznej stronie przemysłu farmaceutycznego. Tak jak ich prawnie zatwierdzeni odpowiednicy, syntetyzują leki z nadzieją na wytworzenie efektów terapeutycznych. Nie mają jednak pokaźnego budżetu, ani agencji reklamowych. Tworzenie tych substancji wymaga niezwykłej interdyscyplinarności; częstokroć wszyscy – farmakolog, chemik, posolog, toksykolog i zwierzę laboratoryjne – mieszczą się w jednej istocie ludzkiej. W ten właśnie sposób dokonywał się farmaceutyczny postęp od początku historii medycyny – i dopiero w ostatnich czasach praktyka samo-eksperymentowania uległa stygmatyzacji, wobec czego eksperymentatorzy, jak M, muszą pozostać okryci tajemnicą.  M jest jednym z najbardziej szanowanych chemików na tym podziemnym polu. W pojedynkę spopularyzował i odkrył szereg nowoczesnych dragów na potrzeby szarorynkowej dystrybucji. Jego ostatnie badania nad ketaminą i jej chemicznymi wariacjami zaowocowały syntezą nowego dysocjatywnego anestetyka – metoksetaminy. Niedawno znalazła ona drogę do ust, nozdrzy i anusów (a w przypadku bardziej zaciętych zawodników, mięśni lub żył – dop.red.) mnóstwa eksperymentatorów na całym świecie. Poniżej możecie się zapoznać z bioetycznymi dylematami podziemnego chemika.

W jaki sposób zainteresowałeś się chemią dysocjantów?

M.: Cóż, gdy byłem młodym chłopakiem, lat 13, zostałem mocno poszkodowany w wyniku bombardowania IRA w Londynie. Po eksplozji moja lewa ręka musiała zostać amputowana i wiem, że przetrwałem stres psychologiczny, którego większość ludzi nie mogłaby nawet sobie wyobrazić. Zdecydowanie powiedziałbym, że właśnie to wywołało moje zainteresowanie odmiennymi stanami świadomości. Kiedy tracisz kończynę jest znacząca szansa, że w następstwie tego będziesz cierpiał na kończynę fantomową.

Tak, leczenie kończyny fantomowej jest jedną z największych zagadek neurobiologii. Czy próbowałeś terapii lustrzanej Ramachandrana?

O tak, przeczytałem Fantomy w Mózgu i próbowałem okropnej liczby metod. Ta przypadłość w leczeniu jest zupełnym skurwielem. Bóg raczy wiedzieć ile wypisywano mi leków. Antydepresanty, leki przeciwpadaczkowe, czy rozluźniające mięśnie – żadne z nich tak naprawdę nie działały. Największe ekscesy bólu kończyny fantomowej pozostają poza zasięgiem tradycyjnych środków przeciwbólowych, jak opiaty. Równie dobrze można się nimi nie kłopotać. Przepisano mi wysokie dawki petydyny (znanej również jako Demerol), lecz zwróciłem buteleczkę doktorowi, jako że lek nie przynosił mi żadnego pożytku. Lekarz zareagował z przejęciem. Powiedział, “nikt nie zwraca petydyny!” Ból może być tak nieznośny, że skutecznie odcina umysł od konsensusu z rzeczywistością. Bez adekwatnego znieczulenia skończyłem wyglądając jak pacjent psychiatryka, kołyszący się w przód i w tył, niezdolny do zrobienia czegokolwiek, co czasem trwało dłużej niż cały dzień. Biorąc to wszystko pod uwagę, cokolwiek działa na te dolegliwości jest prawdziwym darem bożym.

 Co zaś działa?

Dawno temu odkryłem, że ketamina i kannabinoidy pomagają na moją kończynę fantomową. Jestem całkiem przekonany, że działają poprzez na tyle surowe zniekształcenie obrazu ciała, że odcinasz się od wyzwalaczy bólu. Po domięśniowej iniekcji PCP doświadczyłem głębokich proprioceptywnych zniekształceń, jak gdyby całe moje ciało było proporcjonalnym modelem obdarzonego zmysłami homunkulusa. Ale w pewnym sensie to, co czuję nie jest halucynacją ani zniekształceniem – właściwie odbieram dysocjanty jako korekcyjne, tzn. sprawiające, że fantom znika. Nie jest to z mojej strony idiosynkretyczna odpowiedź; istnieją co najmniej trzy opublikowane artykuły nt. skuteczności ketaminy w leczeniu bólu kończyny fantomowej. Ketamina jest serwowana przez brytyjskie kliniki leczenia bólu wyłącznie na potrzeby leczenia tej przypadłości, jednak w formie wywołującego mdłości syropu. Szkoda gadać, sporo tego przyjmuję poprzez wlew do tyłka, byle ominąć kubki smakowe, ale nawet to ma swoje wady… jak lepkie, ocukrzone pośladki!

Fascynujące. Nigdy nie brałem pod uwagę możliwości, że efekt terapeutyczny ketaminy na kończynę fantomową jest psychogenno-podobny, jak proprioceptywna antyhalucynacja. Ostatnio przeprowadzono eksperyment z ketaminą i złudzeniem gumowej ręki. Badani pow wpływem ketaminy byli w stanie poczuć rytmiczne dotknięcia motoryzowanego pędzla na gumowej ręce w ich polu widzenia, tak jakby gumowa ręka była ich prawdziwą. Więc ketamina może zarówno usuwać i ucieleśniać iluzoryczny dodatek. Masz doświadczenie w farmakologii głównego nurtu, badałeś analogi fenmetrazyny, czy to się zgadza?

Tak, po otrzymaniu stopnia naukowego w biochemii pracowałem nad magistrem w neurofarmakologii. Zsyntezowałem szereg analogów fenmetrazyny i szacowałem ich potencjał jako anorektyki. Ale w celu wykonania tych eksperymentów musisz zabijać szczury. Szkolą ciebie abyś używał zacnych słów, jak ofiara, ale tak po prawdzie zlecają tylko technikowi laboratoryjnemu, aby rozwalił mózg szczura, albo przekroił go na pół parą nożyc. Moje sumienie nie mogło tego zhackować. Tak więc zostałem nauczycielem.

Co robiłeś?

Uczyłem neurobiologii w ramach mojego doktoratu. Ale wtedy przeszedłem z uniwersytetu w rodzaj niezależnych badań, które prowadzę obecnie.

Byłeś pierwszą osobą, która zrelacjonowała efekty syntetycznych kannabinoidów w rodzaju JWH-018, na długo przed Spice Gold, oraz pierwszym, kto skomentował desoxypipradrol, 1-ethynylcyclohexanol, 5-APB oraz metoksetaminę. Przyłożyłeś palec do wielu ciastek… że tak się wyrażę.

Po otrzymaniu stopnia naukowego po prostu rozmawiałem z ludźmi o podobnych zainteresowaniach i poznałem wiele osób posiadających ekspertyzę organiczno-chemiczną. Niejednokrotnie poszukiwali kogoś z wykształceniem farmakologicznym, aby zasugerował obiecujące leki i tak to się wszystko zaczęło. Co do moich syntez chemicznych, już dawno temu odstawiłem kondenser Leibiga w związku z wizytami policyjnymi i galopującą paranoją, ale – co najważniejsze – obiecałem mojej byłej partnerce, że pozostawię to życie za sobą, zanim się do nas przywalą. Jest toksykologiem klinicznym, więc aż za dobrze zdaje sobie sprawę z tego jakie szkody mogą wywołać takie lekkomyślne zachowania.

8hex

Definitywnie istnieje zapotrzebowanie na farmakologów, którzy mogą zasugerować nowoczesne struktury. Niektóre vendory research chemicals trzymają grupę doktorów farmakologii pod ręką, jako doradców w wyborze i syntezie nowych dragów.

Cóż, prowadziłem prace badawcze nad związkami i sugerowałem te, które byłyby prawdopodobnie interesujące do syntezy dla określonej kompanii. Uczestniczyłem w dochodzeniu nad związkami aktywności struktur całego szeregu arylcykloheksamin, na ten sam sposób co grupa badawcza Alexandra Shulgina – i wszystko szło płynnie. Koncentrowałem myśli nad arylowymi i aminowymi zamiennikami PCP i ketamino-podobnych dysocjantów, spośród których część jest bardzo, bardzo obiecująca.

Które dokładnie?

3-MeO-PCP i 3-MeO-PCE są po prostu niesamowitymi substancjami. Mają prawdziwą zdolność leczenia, jako że grupa 3-methoxy wykazuje powinowactwo do receptora µ-opioidowego1 i usuwa maniakalne ciśnienie myśli, które może uczynić z PCP dosyć niepokojący i nieprzyjemny narkotyk. Z 3-methoxy jest niewiarygodny śmiech i nieograniczona energia seksualna. 3-MeO-PCP wytwarza wewnętrzy spokój, jakby całe gderanie podświadomości zostało zupełnie zagłuszone. Przy 15mg poczułem, że 3-MeO-PCP jest być może najbardziej zdumiewającym dragiem, jaki kiedykolwiek zażyłem, a 3-MeO-PCE wydawało się mieć pełen potencjał do zostania następcą LSD. To beczka śmiechu, bez chaotycznego słaniania się ketaminy. Czułem się jakbym był Peterem Sellersem jako Inspektor Clouseau w świecie desperacko zmagających się Charlie’ch Chaplinów. Śmiałem się, aż łzy potoczyły mi się ku udom! Arylcykloheksaminy mają ogromny potencjał terapeutyczny, ale również potencjał do nadużywania.

Tak, wydawałoby się, że metoksetamina została już powitana z otwartymi ramionami.

 Molekuła metoksetaminy to coś, co chodziło mi po głowie przez około 3 lata. Po prostu wiedziałem, że musi być czymś fantastycznym; zawiera każdą konieczną grupę funkcyjną, aby stworzyć doskonały dysocjant. Czułem, że będzie niczym wolna od stresu wersja ketaminy. Ostatecznie znalazłem kogoś, kto był zainteresowany i zrobiłem małą porcję, a gdy ją przetestowałem… zmiotło mnie. Bez wątpienia ma wielki potencjał jako antydepresant. Wendor się zainteresował i zsyntezował porcję do dystrybucji publicznej, która prędko się zeszła. Obecnie w sprzedaży są wszelkiego rodzaju fałszywe wariacje, analogi tiletaminy2 i co jeszcze. Popularność nie była zaskoczeniem, lecz zaskoczyła mnie chęć syntezowania tego przez chińskie laboratoria. Kilka lat temu chińskie laboratoria nie wytwarzałyby arylcykloheksamin pod żadnym warunkiem. W Chinach podejrzani o handel dużymi ilościami ketaminy są egzekutowani.

W Singapurze dilerzy ketaminy muszą znieść 15 razów wymierzonych nasączonymi solanką trzcinami ratanu na gołe pośladki… zapewne przed egzekucją. Ryzykowny biznes. Kiedy pracowałeś nad tymi rzeczami miałeś jakiegoś rodzaju epizod psychotyczny – co dokładnie się stało?

 Czułem, że moim obowiązkiem jest przetestowanie tych chemikaliów pod kątem toksyczności w dużej rozpiętości dawkowej. Wręczenie innym ludziom nieprzetestowanych dragów jest po prostu nieetyczne – to ekwiwalent wrzucania nieznanej substancji w testy klinicznej IV fazy. Byłem zupełnie świadomy, że te arylcykloheksaminy miały potencjał stania się skrajnie popularnymi. Przez pewien okres używałem też metoksetaminy codziennie na swój ból kończyny fantomowej, co zamgliło mój osąd. Wreszcie, byłem w ciężkim miejscu, jako że mój ukochany kot, Nesbitt, chowaniec, którego miałem przez całe dorosłe życie, właśnie umarł. Miał 22 lata i wiedziałem, że to się zbliża, jednak wpłynęło na mnie naprawdę źle. Angażowałem się w wiele samodestrukcyjnych zachowań bez zdawania sobie z tego sprawy, więc przetestowałem 50 mg 3-MeO-PCP domięśniowo, i cóż, skończyłem w czymś, co jak mi powiedziano było stanem katatonicznym.

Śmierć ukochanego zwierzaka jest zawsze bardzo trudna.

Moja partnerka wróciła do domu i mnie znalazła, a przynajmniej mój umysł gdzieś za Alfą Centauri. Pierwszą rzeczą, którą pamiętam jest jazda karetką i przepytywanie przez sanitariuszy, co to było i jak wiele zażyłem. W ich opinii byłem cymbałem. Jak później odkryłem myśleli też, że próbowałem popełnić samobójstwo – kierowali się przy tym znaleziskiem pewnych wydrukowanych stron, pełnych zjadliwych tyrad, które leżały w szufladzie przy moim komputerze. Potrwało cholerne wieki, zanim uwierzyli, że te deklamacje zostały napisane lata temu jako forma terapii, w której pisząc wyrzucasz z siebie uczucia, aby je odgonić. Dopiero po trzech tygodniach przekonałem ich, że nie jestem suicydalnym maniakiem, ale raczej farmakologiem badającym związki między strukturami chemicznymi, a aktywnością arylcykloheksamin… To było coś czego wcześniej nie słyszeli.

Więc dlaczego trzymali cię na oddziale przez pełne trzy tygodnie?

Na początku byłem troszkę, cóż, niezbyt obecny z powodu efektów ubocznych. Myślę, że spojrzeli też na raporty medyczne, zobaczyli PCP i pomyśleli “o mój Boże!” Ale podczas leczenia zaczęli zauważać, że nie zachowuję się jak reszta pacjentów i w końcu doszli do wniosku, że może nie jest ze mną aż tak źle. Czułem się trochę jak Randle McMurphy. Pozwól mi sobie powiedzieć, że jeśli kiedykolwiek zaczniesz myśleć, że zaczynasz szaleć, spróbuj spędzić 2 tygodnie na zamkniętym oddziale psychiatrycznym! Napotkałem tam prawdziwych wariatów, w porównaniu z którymi jestem tylko berbeciowatym ekscentrykiem.

I co się stało gdy cię wypuścili?

Dla mojej partnetki było to kroplą przepełniającą kielich. Powiedziała, że nie będzie daremnie siedzieć obok i obserwować mojej samodestrukcji. Gdy wróciłem do domu jej już nie było, Nesbitt wciąż był martwy, a całość arylcykloheksamin, nad którymi pracowałem, została skonfiskowana i zniszczona.

To naprawdę okropne. Alexander Shulgin zawsze czuł, że dysocjanty nie znajdą zastosowania jako leki psychoterapeutyczne, a John Lilly odkrył, że nawet gdy myślisz, że działanie ketaminy ustąpiło, wciąż utrzymuje się podkład dysocjacji, który zapobiega  powrotowi do stanu sprzed.

Pomimo faktu, że wiedziałem o tym wszystkim, wciąż ingnorowałem to, co powinno wskazywać, że się mylę. Arylcykloheksaminy zapalają zbyt wiele systemów nagrody w mózgu, jako inhibitory zwrotnego wychwytu dopaminy, antagonizmem NMDA i powinowactwem do µ-opioidowego receptora. Skłaniają do nadużycia i ucieczki w fantazję. Zwykłem odnajdywać się majaczącego o chemikaliach, których spróbowałem zaledwie raz lub dwa, mówiąc że są huxleyowską somą lub mokshą, albo Nepenthe Polidammy. Zdałem sobie sprawę z tego, że dysocjanty mają w sobie naprawdę mroczną stronę, której nie posiadają klasyczne serotoninonergiczne psychodeliki.

Jak radziłbyś podążać ludziom eksperymentującym z metoksetaminą?

Gdyby ludzie mieli odpowiedzialność, to by wystarczało, ale niektórzy po prostu nie znają znaczenia słowa odpowiedzialny i można zauważyć, że stłuczki pociągów zdarzają się nieustannie. Były już hospitalizacje ludzi, którzy przedawkowali metoksetaminę, ale też dziewczyna, która poszła do bloku swojego chłopa, wzięła pakiet z nienzanym proszkiem i zdecydowała się zabić z jego pomocą, nie wiedząc że to metoksetamina. Nie poniosła trwałej szkody, ale sprawa wylądowała w gazetach. I wiesz co, całkiem niedawno widziałem, że w Szwecji ktoś dożylnie wstrzyknął sobie metoksetaminą z MDAI i umarł.

Moment, co to było?

Ktoś w Szwecji zrobił sobie zastrzyk ze 100 mg metoksetaminy i 400 mg MDAI.

I ta osoba umarła?

Ta, były problemy sercowe i osoba zmarła. Wiedząc, że gdyby nie moje zaangażowanie, metoksetamina nigdy nie weszła by na rynek… pozostawia to coś więcej niż przykry smak w ustach. Niewiele da się zrobić, żeby nie pomyśleć „po pierwsze gdybym nie otworzył ust, to nigdy by się nie stało.” Ale ludzie kontaktowali się ze mną, żeby podziękować, ponieważ metoksetamina im pomogła. Wiem, że niektórzy znaleźli w niej ulgę od depresji, której nic wcześniej nie zaoferowało.

Przeciwdepresyjny efekt metoksetaminy jest natychmiastowy i diabelnie długotrwały. Mogłaby wygnać z ludzkich żyć uwiąd emocjonalny i ma wystarczająco niską dawkę, aby nie uszkodzić pęcherza moczowego jak ketamina. Ma silną stronę pozytywną, lecz gdy wydarzy się coś negatywnego, jak przedawkowanie, w kontekście całej rzeczy trudno nie poczuć się jak kupa.

Zapytałem chemika Davida Nicholsa jak się poczuł wobec śmierci i amputacji powiązanych z 4-MTA i Bromo-Dragonfly, na co odpowiedział, że był “głęboko wstrząśnięty.”

Musisz być wstrząśnięty, chyba że masz jakiś rys psychotyczny w swojej osobowości. Zwyczajnie wiem, że to spowodowałem: jestem odpowiedzialny za ludzką śmierć. Na swój sposób jest to ciężar do taszczenia przez każdego, kto wprowadza lek na rynek. W sensie, pomyśl o talidomidzie. Wciąż bywa używany do leczenia trądu, czy też choroby Hansena, jak to się chyba obecnie nazywa. Założę się, że jeśli chemik Wilhelm Kunz wciąż żyje, do tej pory ma koszmary o wszystkich defektach porodów, które nastąpiły w latach 60-tych, niezależnie od tego ile dobrego ten lek przyniósł trędowatym. To rzeczy, które karmią koszmary.

Nigdy nie wiesz. Chemik Louis Fieser nie odczuwał żadnej winy z tytułu wynalezienia napalmu.

Ta, ale wtedy z kolei jeden procent populacji ma psychotyczne zaburzenia osobowości – nie odczuwają empatii, ani winy i mogą robić takie rzeczy. Tak jak powiedziałem względem badań policencjackich, zabijanie zwierząt było ponad moje siły.

Nie powinieneś się obwiniać; wszystkie innowacje technologiczne posiadają zdolność krzywdzenia ludzi.

Cóż, to moja dobra katolicka wina. Możesz wyrwać chłopaka z katolicyzmu, ale nie możesz wyrwać katolicyzmu z chłopaka, a ja czasami po prostu szukam powodów do poczucia winy. Możesz wyrwać chłopaka z 3-metoksylowanych-arylcykloheksamin, ale nie możesz wyrwać 3-metoksylowanych arylcykloheksamin z chłopaka, powiadają… Aj, miejmy nadzieję, że to nieprawda.

Przypisy:

  1. Receptor µ-opioidowy uważa się za wywołujący euforyczne, pokrzepiające efekty heroiny i pokrewnych. Niedawne opracowanie autorstwa J.V. Wallacha nt. farmakologii 3-MeO-PCP wykazało, że substancja ta ma właściwie nieznaczne powinowactwo do µ-opidowego receptora, co sugerowałoby, że metoksetamina również jest nieznacznym opioidem. Nie żeby nie była uzależniająca czy niosąca przyjemność, po prostu najpewniej produkuje rzeczone efekty poprzez inny mechanizm farmakologiczny.
  2. Tiletamina jest głównym składnikiem Telazolu, weterenyrajnego środka uspokajającego, który jest używany do znieczulania niedźwiedzi polarnych, łosi i morsów. Jej efekty są często opisywane jako “zimne i kliniczne”, co jednak nie powstrzymało wielu weterynarzy od stosowania jej na sobie bez żadnego umiaru.

przekład z Vice