Guru i Wielka Bestia: przeświadczenie Timothy’ego Leary’ego, że był kontynuacją Aleistera Crowleya

W 1972 roku Timothy złapał zbiór zaprojektowanych przez Aleistera Crowleya kart tarota i zadał im pytanie. „Kim jestem i jakie jest moje przeznaczenie?”. Przerwał wtedy ciąg kart i znalazł Asa Dysków – kartę, która jak wierzył Crowley, reprezentowała jego samego. As Dysków zawiera greckie słowa To Mega Therion lub „Wielka Bestia”, będące imieniem przyjętym przez Crowleya. Przekonało to Leary’ego  o czymś, co ostatnio zaczął podejrzewać; o tym jakoby był „kontynuuacją” Aleistera Crowleya, oraz o tym, że jego rolą w życiu była kontynuacja „Wielkiego Dzieła” Crowleya, mianowicie dzieła sprowadzenia fundamentalnej zmiany w ludzkiej świadomości.

Timothy Leary roku 1972 był bardzo odmiennym facetem od Timothy’ego Leary’ego z okresu „Lata Miłości” roku 1967, gdzie był u szczytu sławy. Leary był ex-harwardowskim profesorem, który głosił ludziom pokój i miłość, zaadaptował mantrę „dostrój się, włącz i odpadnij” (‘tune in, turn on and drop out’) – oraz poprowadził eksplodujący ruch psychodeliczny. W przeciągu następnych 5 lat był wielokrotnie aresztowany, zniewalany, jak również uciekał z więzienia, został przeszmuglowany poza Amerykę przez terrorystów, porwany przez rewolucjonistów w Afryce Północnej, uciekł ponownie,  zbiegł do Szwajcarii, gdzie trafił do szwajcarskiego aresztu śledczego, a aktualnie wiódł nomadyczne życie, wędrując między różnymi Szwajcarskimi kantonami pod ochroną wygnanego francuskiego handlarza bronią. Nixon nazwał go „najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w Ameryce” i wysłał Johna Mitchella, swojego głównego prawnika do Szwajcarii, aby próbował doprowadzić do ekstradycji Leary’ego. Życie Leary’ego rozgrywało się na tak wielkiej, niebezpiecznej skali, że kuszące było uwierzenie, iż został w jakiś sposób wybrany przez historię, oraz że można się po nim spodziewać wielkich czynów.

Jego identyfikacja z Crowleyem rozpoczęła się poważnie wraz z tym, jak Leary wespół z angielskim beatnikiem i pisarzem Brianem Barrittem odbyli kwasowego tripa na Saharze. Barritt był, słowami Leary’ego, „pieprzonym geniuszem”. „Brian jest Nietykalnym Anglikiem” – napisał w roku 1971. „Jego cień padający wprost na ścieżkę klasy średniej wystarczy, aby skontaminować dwadzieścia życiorysów. Jest wysoce toksyczny. Brian jest starożytny, ale nie stary. Przez 36 lat przepuścił przez swoje ciało tak wiele narkotyków, jak to możliwe, a jest obscenicznie zdrowy, diabolicznie zamożny i wygląda na dwudziestolatka. Zamierza utrzymać ten stan przez bezterminowy okres. Nie zamierza umrzeć: będą musieli go zabić.”

Brian-Barritt
Brian Barrit, w r. 1974 (z lewa) i 2001 (po prawej)

Leary i Barrit wpierw tripowali razem nocą z wielkanocnej soboty na niedzielę roku 1971. Pojechali z wybrzeża Algierii do miejsca zwanego Bou Saada, na skraju Sahary. „Bou Saada” znaczy „Miasto Szczęścia” i mawiano, że to bardzo magiczne miejsce. Leary musiał zgarnąć różne manatki z Hotelu Caid, gdzie pomieszkiwał wcześniej ze swoją żoną, Rosemary. Zaliczał się do nich wstęp napisany do jednej z książek Barritta i część ubrań jego żony. To w tych ostatnich byli najbardziej zainteresowani, gdyż były tam zaszyte kartony Sunshine LSD i wysokiej jakości afgański haszysz w obcasach butów.

Zjedli kwasa, zapalili haszu i wyjechali ku niezliczonym wydmom, aż znaleźli wyschnięte łożysko rzeki. Tam usiedli na wiecznie przemieszczającym się piasku i obserwowali zachód słońca, czekając na załadunek kwasa. Wzeszedł księżyc pełni. Nad pustynią zapadła noc.

„Niebiosa płonęły” – tak później Barrit opisał tripa, który nastąpił. „Potężne statki galaktyczne rozbłyskiwały w istnienie, złote naczynia z twarzami bogów egipskich na dziobach, ślizgające się między życiem, a śmiercią. […] Cudowne miasta przemykały, zbudowane z jeszcze nieodkrytych materiałów, wieże wygięte ku niebiosom. Poprzez okno kobieta o twarzy anioła i ciele pająka gawędziła do mnie swoimi oczami . . .” Leary, w międzyczasie, wydawał się wykonywać rodzaj ceremonii, krocząc w górę i w dół i recytując alchemiczną formułę solve et coagula.

Nawet wg standardów Leary’ego i Barritta, była to wyjątkowa noc. Lecz trip zawierał kilka synchroniczności, indukujących, że było w tym coś więcej, niż tylko szereg wyimaginowanych halucynacji. Na początku tripu Barritta spostrzegł zakapturzonego człowieka pośrodku diabelskiego pyłu lub powietrznej trąby piasku. Barritt miał przy sobie zwój lub manuskrypt, który wydawał się istotny, powiązany z elizabetiańskim magikiem i alchemikiem Dr. Johnem Dee.

Dr. Dee był jednym z głównych uczonych swoich czasów, człowiekiem który odegrał wiodącą rolę w rozwoju nauki nawigacji. Był także dworskim astrologiem Królowy Elżbiety I i użył jej horoskopu do wyboru dnia jej koronacji w 1558 r. Posiadał jak wierzono największą bibliotekę w Brytanii, zanim lokalni mieszkańcy, uznający go za złego czarnoksiężnika, jej nie spalili. Był również szpiegiem Korony, wysyłanym na misje wywiadowcze do różnych innych krajów europejskich. Wydaje się zatem na miejscu, że podpisywał dokumenty kodem „007”.

Dee był również alchemikiem głęboko zaangażowanym w studia okultystyczne, nawet pomimo tego, że takie praktyki były ekstremalnie niebezpieczne politycznie w religijnym rozgardiaszu jego czasów. Zaangażował się we współpracę ze złodziejem (w tym grobów) Edwardem Kellym, wierząc, że Kelly miał zdolność słyszenia duchów i demonów. W trakcie wielu miesięcy Dee spisywał informacje skierowane „poprzez” Kelly’ego, a rezultatem był materiał pracy magicznej, zawierający anielski język, znany jako Magia Enochiańska.

Rok po podróży do Bou Saada, Leary i Brian odkryli, że w roku 1909, Aleister Crowley i poeta Victor Neuber odprawili ceremonię magiczną dokładnie w tym samym łożysku rzeki na wydmach poza Bou Saada, gdzie wzięli LSD. Crowley i Neuberg przyzywali demony inwokując dziewiętnaście „wezwań” zaczerpniętych od doktora Johna Dee i Edwarda Kelly’ego. Magia Enochiańska była integralną częścią systemu magicznego Crowleya i to anielski skrypt Dee i Kelly’ego Crowley inwokował w Bou Saada.

Praca zajęła kilka tygodni, jako że inwokowali jeden „klucz” manuskryptu dziennie, wzywając szereg aniołów i demonów do pojawienia się wewnątrz magicznego trójkąta, zaznaczonego w piasku. Wykorzystywali meskalinę i magiję seksualną, z Neubergiem dymającym Crowleya na ołtarzu w prowizorycznym kręgu kamieni, dedykując akt dla bożka Pana. Kiedy nadszedł dzień inwokacji Choronzona, demona chaosu i otchłani, Crowley nie pozostał na zewnątrz magicznego trójkąta. Zamiast tego rozmyślnie usiadł wewnątrz. Para musiała stanowić nie lada widok, jak wykonywali swoje dziwne akty wśród przemieszczających się saharyjskich wydm. Crowley był ubrany w długą, czarną, zakapturzoną szatę z rewolwerem u pasa. Neuberg, z dwoma kitami ufarbowanych włosów wygiętych w rogi, obserwował siedząc w magicznym kręgu stworzonym dla jego ochrony i robił notatki. Crowley poinstruował Neuberga, że cokolwiek się stanie, musi się przeciwstawić każdej próbie demona, aby się wyzwolić. Inwokacja dobiegła końca, złożono w ofierze trzy gołębie i, wg relacji Neuberga i Crowleya, Choronzon się ukazał. Opętał Crowleya i zaczął szydzić z Neuberga, błagając aby go uwolnił. Później twierdzili, że Crowley/Choronzon zaczął zmieniać kształt, ukazując się Neubergowi w szeregu form, w skład których wchodził jego stary kochanek oraz wąż z ludzką twarzą. Błagał poetę o łyk wody i obiecywał, że spocznie u jego stóp i będzie mu posłuszny, jeśli go uwolni. Gdy Neuberg był roztargniony olśniewającymi obrazami materializującymi mu się przed oczami, demon stopniowo przesuwał piasek na krąg magiczny, powoli go wymazując. Wtedy byt, który opętał Crowleya runął na Neuberga i wg Wyznań Aleistera Crowleya „rzucił go na ziemię i próbował rozerwać mu gardło pieniącymi się szponami.”. Na szczęście Neuberg był uzbrojony w konsekrowany magiczny sztylet i udało mu się odeprzeć bestię. Choronzon został odegnany, pozostawiając Crowleya leżącego nago na piasku. Po zakończeniu ceremonii, magiczny krąg i trójkąt zostały wymazane oraz rozpalono ogień, aby oczyścić miejsce.

Leary i Barritt byli zdumieni, gdy odkryli to, rok po ich pustynnym tripie. Fakt, że przebywali u tego samego łożyska rzeki był już sam w sobie synchronicznością, ale zakapturzona postać wewnątrz diabelskiego pyłu, którą Barritt ujrzał pasowała do crowleyowskiego opisu jego opętanego ja. Crowley, który nosił czarną, zakapturzoną szatę, opisał opętującego go demona jako koagulację form, które wirowały bezrozumnie w chaotycznych zwłach jak diabelskie pyły”. Dodatkowo fakt, że używali manuskryptu doktora Dee, który również ukazał się Barrittowi, popchnął wydarzenie daleko poza przypadkowość.

Było wiele zbieżności pomiędzy Timothym Learym i Aleisterem Crowleyem, co w tamtych czasach nie pozostało niezauważone. Dla przykładu Andy Warhol udzielił komentarza w tej sprawie.

Obydwaj wyrośli z podłoża represyjnej klasy średniej i obydwaj odrzucili te wartości, aby założyć wyzwolone i hedonistyczne sekty. Obydwaj przykładali ogromną wartość do seksu i dragów i są silne paralele pomiędzy komuną Millbrook Leary’ego i crowleyowskim Opactwem Thelemy na Sycylii. Crowley za swojego życia został nazwany „najbardziej nikczemnym człowiekiem na świecie”, zaś Leary „najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w Ameryce” przez prezydenta Nixona. Przykazanie Crowleya „Czyń swoją Wolę niechaj będzie całym Prawem” ma podobne libertyńskie wartości do przykazań Ligi Rozwoju Duchowego, „religią osobistą” wynalezioną przez Leary’ego, choć ta została złagodzona do braku przyzwolenia na kontrolowanie innych. Obydwaj napisali reinterpretacje Tao Te Ching. To indykator podobnego rozmiaru ich ego, jako że Tao Te Ching jest zapewne jednym z najbardziej kompletnych kawałków tekstu, jakie kiedykolwiek napisano, i nieliczni są ci, co wierzą, że mogą to poprawić. Jak zademonstrował Roberta Anton Wilson w Kosmicznym spuście, jest wiele paraleli pomiędzy „Transmisjami Gwiezdnego Nasienia”, informacjami uzyskanymi podczas eksperymentów Leary’ego z przekazywaniem, za odsiadki w więzieniu Folsom, a Księgą Prawa Crowleya. Są również podobieństwa pomiędzy starością każdego z nich, i względem luzi, takich jak John Lennon, na których obydwaj wpłynęli. Obydwaj mieli też żony imieniem Rosemary.

Saint_Timothy_by_CorpusCallosum
“Święty Timothy”, il. aut. Corpus Callosum

Leary zaczął myśleć o sobie jako o ‘kontynuacji’ Crowleya, w przeciwieństwie do ‘reinkarnacji’ w normalnym sensie. Były silne podobieństwa pomiędzy Dee, a Kellym, Crowleyem i Neubergiem oraz Learym i Barrittem, a Leary spostrzegł siebie jako część linii czarowników powracających wskroś historię. Było to coś, czego Crowley zdawał się być świadomy, choć wierzył, że był reinkarnacją Kelly’ego prędzej niż Dee. Leary wierzył, że odgrywał „skrypt” dla stałego, transformacyjnego nurtu, który powtarzał się w czasie. Te ‘skrypty’ istniały w podobny sposób do piosenki. Piosenka istnieje tylko w czasie, nie w przestrzeni, ale jednak istnieje wystarczająco, aby wykrywalne były wzorce, harmonia i znaczenie. Zaiste, ‘czas’ był tu kluczem, albo raczej zmiana w jego jakościach, możliwa do wykrycia pod wpływem LSD. Leary wierzył, że w trakcie tripa były momenty, w których jego świadomość przerastała normalny, niezatrzymujący się, linearny upływ czasu. Koniec końców, tak jak dwu-wymiarowy rysunek może być właściwie obserwowany tylko z trzech wymiarów, tak też czas, czwarty wymiar, powinien mieć sens tylko z piątego lub wyższego wymiaru. Poszerzona za sprawą LSD świadomość wydawała się okazjonalnie oferować taką wyższą perspektywę. Z tego miejsca ujawniały się w inny sposób niewidoczne wzorce i nurty w historii. Wierzenie Leary’ego, że jego świadomość przekroczyła linearny upływ czasu tak naprawdę nie jest tak absurdalne, jak może się wydawać przy pierwszym zerknięciu. Wśród naukowców jest rosnący konsensus, że podczas gdy czas sam w sobie jest prawdziwy, postrzegany wprzód marsz czasu jest iluzją. Jak Einstein onegdaj słynnie napisał do przyjaciela, „przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są tylko iluzjami, nawet jeśli uporczywymi.” Pisząc w The Scientific American (Vol. 15 No. 3 2005 s. 82) Paul Davies konkluduje, że „upływ czasu jest prawdopodobnie iluzją. Świadomość może zawierać termodynamiczne lub kwantowe procesy, które prowadzą do wrażenia życia z chwili na chwilę.” Wtedy przechodzi do uwagi, że „możliwe jest wyobrażenie sobie dragów, które zawieszają wrażenie podmiotu, że czas upływa.”

Podczas tego okresu Leary pisał książkę o swojej ucieczce z więzienia, pt. Już pora, a później miał zakończyć swoją autobiografię dokładnie tymi samymi słowami. Książka została później przemianowana w bezpośrednim hołdzie dla Crowleya, opublikowana pod tytułem Wyznania Maniaka Nadziei, tytuł wybrany jako świadome odniesienie do crowleyowskiego Dziennika Maniaka Dragów oraz Wyznań Aleistera Crowleya.

Wkrótce później Leary został porwany w trakcie strzelaniny w Afganistanie, sprowadzony z powrotem do Ameryki i umieszczony w osobnej celi w więzieniu Folsom. Po zawarciu umowy z FBI, która zrujnowała jego reputację wśród wielu hipisowskich wyznawców, został ewangelistą komputerów osobistych i internetu. Umarł na raka 31 maja 1996 roku. Według Williama Burroughsa „Tim zmienił świat. Może upłynąć kolejny wiek, zanim przyzna mu się jego prawomocną renomę. Niech jego oszczercy kręcą głowami o sto lat od teraz.

Jest niewątpliwie prawdziwe, że ponowne oszacowanie idei Leary’ego i jego wpływu na naszą kulturę jest znacznie opóźnione. Są tacy, co wierzą, że Leary odniósł sukces i sprowadził fundamentalną i trwającą zmianę w ludzkiej świadomości milionów ludzi. Są też inni, wierzący, że powinien wziąć na siebie winę za problemy i rozczarowanie, które zakończyły sen lat sześćdziesiątych. Ale jedna rzecz jest oczywista: nie ma żadnej postaci z drugiej połowy XX w., która ma lepsze roszczenie do kontynuacji „Wielkiego Dzieła” Crowleya, niż Dr Timothy Leary.

Zaadaptowane z „I Have America Surrounded: The Life of Timothy Leary” autorstwa Johna Higgsa. Źródło: Daily Grail. Tłum. <|Vv \ not

Advertisements

Piotr Misiorowski – TAJEMNICA JEST WSZYSTKIM

Oddaj mi Czarną Gwiazdę, panie Diable.jpg
Oddaj mi Czarną Gwiazdę, panie Diable

Wyznajesz Lucyfera?

Nie, ja jestem nihilistą w duchu U.G. Krishnamurtiego. Lucyfer to mój patron jako artysty, bo wg. niektórych jego alternatywne dzieło stworzenia to utopia, nie-rzeczywistość do której można uciec przed realnym światem a więc i sztuka wchodzi w ten zakres. Zaczął się u mnie pojawiać jako Androgyn i zastanawiałem się nad znaczeniem jego obecności. Aż kiedyś posłuchałem wykładu Prokopiuka i BĘC!, ułożyło mi się to w ciekawe wyjaśnienie. Nieźle mnie za niego prześladowali chrześcijanie i jeden Żyd w necie. 😛

Trzymam przed sobą nadgryzioną zębem czasu ksiażeczkę, to jest znany w wielu kręgach zbiór rysunków i szkiców poetyckich Witkacego. Nie powiem, ta pozycja potrafi człowiekowi poprawić humor. Jaki masz stosunek do w/w Pana? Nie sądzisz, że w Twoich pracach występuje pewne podobieństwo? Mam na myśli – momentami – podobną technikę rysunku.

Tak sobie przeglądam jego prace… Dawno temu miałem album Witkacego, ale to było tak dalekie od moich ówczesnych umiejętności, że nawet nie próbowałem wtedy się na nim wzorować. Co ciekawe, dziś widzę w jego pracach wiele wspólnych cech z A. O. Spare’m, do którego bym się porównał o wiele szybciej i chętniej, chociaż podstawą mojego stylu są komiksy, jakie dostępne były w latach 80-tych i 90-tych – Rosiński, Manara, Loisel. Potem uczyłem się koloru podpatrując Balthusa i Hoppera. A.O.S. pojawił się dużo później i stanowił dla mnie duże zaskoczenie – odnalazłem podobne zanurzenie w nie-światach, ukazywanie tego, co staje się ze świadomością, gdy ta się rozpływa jak dym. Witkacy, by uzyskać stan rozpadu realności, używał narkotyków, gdy ja używam bardziej surrealistycznych technik: rysunku i pisma automatycznego, rozpraszania uwagi (rysując podczas oglądania ciekawych filmów), rysowania z zamkniętymi oczami, lewą ręką, w zaciemnionym pokoju, itd.

Odsłonięcie
Odsłonięcie

Czym lub kim są zmysłowe, nagie… no właśnie, boginie? sukkubice? anioły? Przeważają one w Twoich pracach i zwykle przedstawiane są na pierwszym planie, niczym divy pełniące główną rolę w przedstawieniu. Kiedy zacząłeś je rysować? Dlaczego poświęcasz im tyle uwagi?

Dla mnie sztuka jest albo zapisywaniem i przekazywaniem energii psychicznych autora bądź energii idei (wtedy twórca staje się medium), albo badaniem piękna. W tym drugim przypadku wytworzyłem własny kanon ukazywania kobiecego ciała, bo uważam je za najmocniej zamieszane w sferę piękna. Te postacie są więc kroplami drążącymi skałę rzeczywistości, by rozsadzić ją i zwyciężyć. Jednak dążenie do przedstawienia idealnego piękna nigdy się nie kończy, ponieważ jako istota niedoskonała nie mam kompetencji, by dokonać takiego wyczynu. Tym niemniej machina się kręci i powstają kolejne wizje pełne uwielbienia dla Bogini (nieco religijnie rzecz ujmując).

Wobec tego czy za Boginię uznajesz Babalon? To by się nie zgadzało z wizerunkami na Twoich obrazach, bo ta zwykle bywa przedstawiana inaczej, a w każdym razie gęste płomieniste włosy są tu kanonem.

Nie podchodzę do tego dogmatycznie. To jest po prostu kobiecość ubóstwiona. Można uznać te rysunki za pewną formę modlitwy, rozmowy z tym, co wyższe. Nie jest to jednak jakiś konkretny nurt – Thelema, Wicca albo kult Kali, choć w nich ten rodzaj fascynacji kobiecością jest obecny i stąd pojawianie się pewnych motywów z tych rejonów w moich pracach. Moja wyobraźnia, czy może raczej podświadomość, przypomina wielki mikser, w którym wszystko miesza się ze sobą, dlatego moje rysunki są ucieczką od konkretów w rejony nieoznaczonego, niejednoznacznego, nierealistycznego.

SAA HETET ARV
SAA HETET ARV

Czy praktykowałeś kiedyś magiję, tj. czy wykorzystywałeś sigile w sposób inny niż umiejscawiając je na rysunkach, lub też odprawiałeś jakiekolwiek rytuały?

Frater Achad to był mag – ja nigdy nie uważałem się za takowego, raczej inni tak o mnie myśleli czy też myślą, co wynika z mojej słabości do ukazywania w mojej sztuce magicznej wizji świata. Dla mnie to jest jak wielka misa z cukierkami, w której mieszam i wyciągam kolejne smakołyki. A właściwie to one same wyskakują, bowiem moje rysunki w większości przypadków nie są planowane, ja zasadniczo stawiam kreski a to, co z nich powstaje, jest dla mnie tajemnicą póki nie ukończę transu. Czasem czuję się jak medium. Najmocniej widoczne to było w komiksach Labirynt i Himalandramandoni, gdzie bardzo mocno czuć energię Nurtu 93. Dużo czytałem wówczas thelemicznych tekstów, ale nie w celu zostania thelemitą czy magiem, ale właśnie, by poczuć i pozwolić tej energii zamanifestować się w tych pracach. Mówiąc prościej – szukałem inspiracji.
Tylko raz zrobiłem coś, co można by nazwać działaniem magicznym – gdy stworzyłem sigil, który miał mnie uzdrowić. Wówczas było już ze mną raczej kiepsko, nie jadłem, ledwo miałem siły wstać z łóżka i nagrywać głupie piosenki (w tamtym czasie zajmowałem się głównie byciem klaunem). No i wkrótce potem w jakiejś szmatławej gazecie przeczytałem artykuł, który pozwolił mi zdiagnozować siebie, przejść na dietę i żyć następne 15 lat, tym razem jako grubas. Gdyby nie to, pożyłbym może ze dwa lata. Do dziś się zastanawiam, na ile to był przypadek a na ile zaktywizowałem owym sigilem moją intuicję. Poza tym wyjątkiem, uzasadnionym autentyczną potrzebą, nie zwykłem uprawiać magii ani rytuałów i nie nazwałbym siebie osobą zaangażowaną w magię. Raczej staram się wygaszać pragnienia niż je afirmować, przekonany jestem bowiem o daremności oraz iluzoryczności wszystkiego, co mogę nazwać i poczuć. Rysowanie pozwala mi nie tyle wzmagać pragnienia, co je rozwiewać, gdyż wchodzę wówczas w trans, obszar pomiędzy świadomością i nieświadomością. Twórczość jest dla mnie balansowaniem pomiędzy tymi stanami. Ale robię to zazwyczaj by się oswobodzić z myśli i pragnień, nie by je spełniać.

W tych ostatnich słowach wypisz-wymaluj zawarłeś esencję podążania ścieżką Prawdziwej Woli. Nie zajmujesz się więc stricte praktykowaniem, ale całym swoim życiem (i twórczością) dajesz dowód temu, że jednak doktryną – w sposób być może nieświadomy – przesiąkłeś, przy tym kontekst Twojej sztuki sam się narzuca. Czy nie uważasz jednak, że przy odpowiednim natężeniu woli potrzebnym do aktualnej praktyki, mógłbyś uzyskać w życiu i sztuce jeszcze lepsze rezultaty?

Nie wiem, szczerze mówiąc. Artyści słabo się nadają do takich rzeczy. Zaraz im odbija. Za cienka kolumna. Wysoka, ale cienka.

13307400_1221633271210131_1043507487947022575_n

W rozmowie prywatnej powiedziałeś, że jesteś zwyczajny. Czy to nie nadmierna skromność? “Zwyczajni” ludzie nie mają pasji, nie mówiąc już o talentach takich, jak Ty. Czym przejawia się ta Twoja “zwyczajność”? Co robisz, kiedy nie zajmujesz się tworzeniem?

No właśnie poza rysowaniem nic szczególnego nie robię. Oglądam filmy, gram w Tetrisa, złorzeczę światu.

Jakie preferujesz zatem filmy? Muzykę? Czy dają Ci inspirację do tworzenia czy traktujesz je bardziej jako odskocznię, po to, by się “wyczilować”?

Lubię filmy, które kreują alternatywne światy i wciągają w nie umysł widza. Wszystko, co pozwala oderwać się od rzeczywistości. Klasyki takie jak “Siedem”, “Ojciec chrzestny”, “Chłopcy z ferajny”, “Gwiezdne wojny”, “Dziecko Rosemary” a ostatnio obie części “Obecności”,  1 sezon “True Detective” i “Brawl in Cell Block 99”. Często jednocześnie rysuję i oglądam, co daje ciekawe efekty, gdy mózg musi dzielić uwagę jednocześnie na bycie odbiorcą i twórcą.

Sukkubus.jpg
Sukkubus

Winszuję gustu. “True Detective” to zaiste obowiązkowa pozycja. Ścieżka dźwiękowa do tegoż również robi robotę. Czy oglądałeś coś Lyncha? Miałeś styczność z kultowym “Miasteczkiem Twin Peaks”? Serial powrócił po 20 latach z nowym, 3 sezonem i moim skromnym zdaniem wymiata całą kinematografię XXI wieku, także radziłabym się jednak zapoznać.

Pamiętam, że początkowo byłem wielkim fanem Miasteczka, ale potem mnie wkurzał nadmiar wątków i zbyt odlotowe motywy. Ale wtedy chodziłem do podstawówki. Nowych sezonów nie oglądałem, może kiedyś się za nie zabiorę.

Znasz malarstwo Hansa Bellmera, współpracownika i przyjaciela Georgesa Bataillle’a? Pytam, bo “Sukkubus” pokazuje, że sprawdziłbyś się też w takiej rozbuchanej “erotycznej” kresce.

Idealnie trafiłeś, on na mnie wywarł nawet większy wpływ, niż AOS, bo podobieństwa do tego drugiego odkryłem dopiero po fakcie – wcześniej Spare`a jakoś go unikałem i właściwie nie znałem jego twórczości. Natomiast rysunki Bellmera uwielbiam, przy czym jego erotyczne obsesje mało mnie obchodzą, zawsze liczyła się dla mnie jego kreska – piękna, wyszukana, niemal idealna.

Myślę, że pod jego wpływem zacząłem stosować przenikanie się postaci, jakiś taki rozpad form, wychodzenie poza ramy przedstawiania ciał kreskami – zaczęły się przenikać z innymi strukturami, nie wiadomo, czy tłem, czy istotami ze snu, z symbolicznym lub automatycznym pismem. W końcu wszystko stało się pismem – np. w komiksie Himalandramandoni kilka pierwszych plansz przedstawia postać Oramisa, którego ciało układa się w słowo KRICCA. Wtedy było ono dla mnie istotne, o ile pamiętam. Ciągle wymyślałem sobie dziwne słowa, które w kółko powtarzałem.
tutaj widać literkę K.

Czy kiedykolwiek próbowałeś tworzyć pod wpływem substancji zmieniających świadomość?

Nie, bo nawet picie wina zakłóca mechanizm, który wypracowałem przez kilkadziesiąt lat zajmowania się sztuką. Myślę, że sekret polega na przeskakiwaniu z nieświadomości w świadomość. To jest jak ciągłe wchodzenie w krótkie stany transu, pozwalanie, by kreski i motywy jakie tworzą, pojawiały się niejako same a potem – już w stanie zwiększonej świadomości, dokonywanie osądu i korekcji – nadawanie kierunku, w którym zmierza przedstawienie. Tylko, że u mnie dzieje się to naturalnie. Oszałamianie się jakimikolwiek substancjami uniemożliwia wykorzystywanie logiki, więc musiałbym potem czekać, aż mózg by wrócił do normy, aby sensownie ocenić sytuację. U mnie się to nie sprawdza, zaś alternatywne do używek sposoby postępowania opisałem już przy pytaniu o Witkacego.

Kot łowny marsjański
Kot łowny marsjański

Czy kiedykolwiek rozważałeś współpracę z pismem Transwizje?

Jeśli chodzi o jakąkolwiek współpracę, to ja jestem bardzo trudny w tym sensie, że nie robię prac na zlecenie – to automatycznie zabija we mnie kreatywność i cały mechanizm tworzenia mi się zacina. Oczywiście mowa o rysowaniu, jakiekolwiek moje pisanie nie ma sensu – na to jestem po prostu za głupi. Ale jeśli Transwizje chciałyby użyć jakichś moich prac już powstałych, to oczywiście nie widzę przeciwwskazań. Jedynym problemem może być odnalezienie prac w dużej rozdzielczości – mam ich tysiące na dyskach i ciężko się szuka konkretnego rysunku. Inna rzecz to moja aspołeczność – to nie są czcze przechwałki, naprawdę taki jestem. Nienawidzę się wyświetlać, udostępniam moje prace niejako wbrew sobie, bo uważam, że zasługują na to, by ludzie mogli je oglądać. Jestem im to winien. Tzn. pracom, nie ludziom, ale co jakiś czas po prostu znikam, by już zupełnie z nikim nie gadać. Ten wywiad to wyżyny mojej społecznej aktywności. Bycie aspołecznym fobikiem jest jednocześnie koszmarne i zabawne. Trzeba widzieć, co ja wyczyniam karmiąc kota, żeby uniknąć dotykania go, gdy ten za wszelką cenę chce się o mnie ocierać.

Czy malując stymulujesz się w jakiś sposób muzyką, czy też preferujesz transowe stany uzyskiwane w ciszy? I czy malarski trans poprzedzasz medytacją/wizualizacją? Na Twoim profilu widzę linki do twórczości Davida Tibeta z C93. Jest to dla Ciebie nośnik inspiracji, tematyka poruszana przez Davida jest bliska Twojej ideologii, a może po prostu słuchasz bo Current to Current i zaiste dobry jest?

Uwielbiam D. Tibeta i C93. Nikt nie ma takiego głosu jak on. Muzyki częściej słucham już po zeskanowaniu rysunku, podczas opracowywania kolorów na Photoshopie. Może to być cokolwiek, bylebym lubił: Jane`s Addiction, The Mars Volta, Graham Bond, Led Zeppelin, Current 93, Death in June, Dissection, Fiona Apple, The Tea Party, Wendy Rule, Rush… Ostatnio najczęściej rysuję oglądając filmy. Często po charakterze kreski widać czy akurat oglądałem horror czy komedię. Lubię też słuchać wtedy audiobooków, np. kanału Tchnienie Grozy na UT. Bardzo lubię ciszę, ale dziś cisza jest towarem luksusowym. Temat wizualizacji czy po prostu marzeń, wyświetlania sobie w głowie własnych filmów, to oddzielna sprawa. Zazwyczaj rysowanie samo w sobie jest dla mnie wystarczająco transogenne, zaczynam kreskować i już po minucie jestem w innym stanie świadomości. Wizualizacje zajmują mi o wiele więcej czasu i są łatwiejsze, tzn. widzę miasto czy fantastyczne krajobrazy, bo tak sobie życzę, natomiast pokazać to w formie rysunku oznacza długą i mozolną pracę, nie zawsze zakończoną sukcesem. Dlatego bardzo rzadko rysuję wiedząc, co rysuję. Są to pewne kanony postaci, motywy, które się powtarzają, ale to wszystko jest tajemnicą aż do końca rysowania. Więc to raczej odkrywanie a nie przedstawianie tego, co już widziałem.

Czerwony Kapturek.jpg
Czerwony kapturek

Czy zawartym na rysunkach sigilach nadajesz określoną intencję, bo raczej ich nie aktywizujesz?

Rzadko sigile, które zamieszczam w pracach są, jak napisałaś, “aktywne”. Nazywam je często pseudosigilami, bo powstają na zasadzie pisma automatycznego, stanowiąc tajemniczy język, którego treści nie znam, a Tajemnica jest wszystkim.

tumblr_nz1wc5eCqs1rlfkvbo1_1280
Kto pszczółkom miodek podkrada?

Więcej prac na profilu artysty: misior.tumblr.com / Misior Cudak FB

komiksy P.M.: Himalandramandoni | Labirynt

wywiad przeprowadziła GvS z pomocą katastrofa

.:. A B R A H A D A B R A .:.

ro1

Rodney Orpheus “Abrahadabra

Wprowadzenie do Magiji Thelemy Aleistera Crowleya / recenzja

Jak to jest, że przeciętna książka cofa mnie do wspomnień z młodości? Przypominam sobie czasy kiedy przeczytałem “Magiję w teorii i w praktyce” Aleistera Crowleya i nic z niej kompletnie nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że studiuję kolejne wypociny i usilne próby podzielenia włosa na czworo w kwestii, w której jako eklektyczny wiccanin miałem swoje zdanie i nie widziałem sensu utrudniania sobie życia. Może dobrze, może źle? Diabli wiedzą. Przez wiele lat thelema była dla mnie niejasną ścieżką, na szczęście kilka wykładów Krzysztofa Azarewicza, kilka spotkań z jej przedstawicielami pozwoliły mi odnaleźć drogę we mgle. Przynajmniej poznałem główny sekret, co się z czym je!

I teraz nie wiem – zostać przy starym zdaniu czy przy nowym? Czuję, że przestudiowany materiał wprowadza mnie do filozoficznej świątyni dumania. Chyba literatura działa na mnie mocniej niż się tego spodziewałem.

“Abrahadabra. Wprowadzenie do magiji thelemy Aleistera Crowleya” Rodneya Orpheusa to doskonały GPS dla zagubionych dusz, starających się przynajmniej zrozumieć sens praktyk i nauk wspomnianego proroka Nowego Eonu. Wreszcie kawa na ławę – teologia, filozofia, praktyka. Wszystko jak trzeba. Po kolei.

Z pewnymi naukami zawartymi w tej pracy muszę przyznać – już się kiedyś spotkałem. Kiedy wiccoeklektyzowałem swoją potępioną przez Kościół duszę (w sumie chyba każdy Kościół mnie potępi może za wyjątkiem tego Liberalnego Katolickiego) czytałem co w rękę wpadło. Opisany thelemiczny system otarł mi się już o wzrok. Pewne nauki z tej szkoły włączyłem do swojego ówczesnego sposobu widzenia świata. Niestety jak to bywało w tego typu podręcznikach magii – pewne sprawy opisywano ze szczegółami, ale nie wyjaśniano skąd konkretnie pochodzą, co powodowało totalny chaos. Podobnie jak z wieloma praktykami i źródłami przedstawionymi przez Orpheusa spotkałem się będąc na drodze wicca tradycyjnej. Jakież to wszystko znajome? Jaki ten świat jest mały? To, że wicca sięga pewnymi gałęziami thelemy nie od dziś wiadomo. Ale, że aż tak mocno? …

Opisy rytuałów, medytacji, praktyk magicznych (może powinno się to napisać “magijnych”?). Jest to bardzo dobre wprowadzenie do tematu i zdecydowanie jedno z przystępniejszych. Dopiero po przeczytaniu tej publikacji należałoby się zabrać za klasykę gatunku jaką są prace Crowleya. W każdym razie nie spotkałem lepszej introdukcji. Literaturę o tym systemie i jego przedstawicielach miałem okazję kilka razy przewertować, ale nawet w biografii Lona Milo duQuette’a nie jest to wszystko aż tak precyzyjnie zaserwowane.

Kultowa praca, której nie powinno zabraknąć sympatykom tematu magii (no dobrze, magiji) z wyższej półki.

93!

Silinez @ Przenikanie światów

Dop.red. – liznąłem zaledwie tej lektury, ale odczucia entuzajstyczne. To działa! (po psychoanutycznej weryfikacji).

kup via Lashtal Press

Aleister i Muchomory

Angielski okultysta Aleister Crowley był znany ze swoich kpiarskich zakazanych aktów. Od dyskutowania magiji seksualnej w kwestii diabolicznej ofiary z dziecka do potencjalnego dyskutowania nad zastosowaniem psychodelików pod płaszczem magiji seksualnej, Crowley był mistrzem sztuki obscurum per obscurius; „tłumaczenia obskurnego bardziej obskurnym” (1). Choć wiemy z jego dzienników, że z pewnością nie chciał angażować się w magię seksualnego zróżnicowania, podejrzewamy, że przynajmniej w pewnych wypadkach, gdy Crowley wykładał na zewnątrz magiję seksualną w swoich książkach, mógł równie dobrze rozważać okultystyczne zastosowanie Muchomora czerwonego (2).

Magija seksualna to rodzaj Zachodniej Tantry, gdzie praktykanci wierzą, że dostępują wyższych stanów świadomości lub pozyskują moc poprzez różne akty seksualne, włączając w to, ale nie ograniczone doń – rytualną konsumpcję spermy i krwi menstruacyjnej. Ta ostatnia metoda odgrywa kluczową rolę w Liber XV, znanym lepiej jako Msza Gnostyczna, „jedyny prawdziwie Oficjalny Rytuał” (3) Ecclesiae Gnosticae Catholicae, eklezjastycznej gałęzi crowley’owskiego Ordo Templi Orientis. Crowley nie był pierwszym samozwańczym Gnostykiem angażującym się w tego rodzaju zachowanie. Św. Augustyn oskarżał nawet Maniego i Manichejczyków o jedzenie opłatków pokrytych miesiączką i opryskanych nasieniem. Jednakże ta symbolika nie jest unikalna dla różności sekt Gnostycznych. Zaiste, zgodnie z Kagyu Lama Mike Crowley, system tantryczny znany jako Buddyzm Vajrayana używał tego symbolizmu przez wieki, w dodatku tak, aby tajemnie podawać wtajemniczanym grzyba Muchomora czerwonego. Miesiączka rzekomo nawiązuje do olśniewającego czerwonego kapelusza, a rozpryskane nasienie do białych pozostałości pierwotnego klosza, który zakrywa szczyt. I jak Ruck, Hoffman i Celdran wskazują w swojej książce „Grzyby, Mit, Mitra, Mani i Manichejczycy byli również oskarżani o wysławianie pewnego „czerwonego grzyba”.

majowa rozpacz

Geist ist Teufel!

W dodatku do seksu, Crowley był znany z włączania do swej magiji szeregu metod, spośród których główną było zastosowanie narkotyków. Dla przykładu, Liber CMXXXIV vel Kaktus stanowi zapis szeregu eksperymentów magicznych przeprowadzonych przez Crowleya z meskaliną, z wykorzystaniem bogatego w meskalinę kaktusa Lophophora wilamsii, znanego również jako pejotl. Jednakże, poza zobrazowaniem jednego okazu w jego obrazie Majowa Rozpacz, nie udało nam się odnaleźć żadnego odniesienia, jakie by osobiście poczynił do Muchomora czerwonego. To dziw, jako że podobnie do Lewisa Carolla przed nim, Crowley bez wątpienia był obeznany z książką Mordecai’a Cooke’a „Siedem Sióstr Snu” z 1860 roku. Ksiązka Cooke’a wymienia szczegółowo siedem najbardziej popularnych roślin narkotycznych ery wiktoriańskiej. Jak należałoby się spodziewać po perfekcjoniście takim jak Crowley, wszystkie narkotyki wymienione przez Cooke’a zostały starannie wyemitowane do kolumny crowleyowego Liber 777 o Narkotykach Roślinnych – wszystkie poza jednym: grzybem Muchomora czerwonego. Innym dziwem jest ciekawy przypis Eliksiru Vitae do pierwszej ścieżki kolumny Narkotyków Roślinnych. Większość akolitów Crowleya jest skłonna  odczytywać Elixir Vitae jako zakamuflowaną aluzję do wydzielin płciowych. Lecz te są jakiekolwiek poza roślinnymi w charakterze. Z uwagi na wszelką jej schludność, beztroskie przypisanie wydzielin płciowych do kolumny zatytułowanej Narkotyki Roślinne wydawałoby się nam zgoła niespójne dla tekstu tak symetrycznego i okrągłego jak jego Liver 777 (6).

Ponadto, Amanita muscaria jest wspomniana co najmniej dwukrotnie przez Rabelaisa jako “dobry Muchomor” (7), Rabelaisa będącego ostatecznym źródłem Prawa Thelemy Aleistera Crowleya: „Czyń swą Wolę niechaj będzie całym Prawem” (8). Jest zatem wysoce nieprawdopodobne, aby ten grzyb mógł umknąć uwadze Crowleya. Interesujący jest również zapis Anthony’ego Stansfelda Jonesa, adoptowanego syna Charlesa Stansfelda Jonesa, znanego również jako Frater Achach, „magiczny syn” Crowleya, odnośnie obsesyjnego zajęcia się Fratera Achada „trującym” grzybem, w poszukiwaniach którego spędził nieznane godziny, przeszukując lesistą okolicę za swoim domem (9). Czy Achad szukał Muchomora czerwonego?

W roku 1995, w swojej książce “Dziwny owoc”, Clark Heinrich spekulował, że osławiony Eliksir Vitae alchemików był Soma-podobnym sokiem psychoaktywnym wyciskanym z dojrzałych, suszonych i wygotowanych kapeluszy Muchomora czerwonego. Jeśli Heinrich ma rację, wystarcza to za powód, z uwagi na który wiedza o enteogenicznych właściwościach Muchomorów czerwonych mogła dobrze przetrwać do czasów Crowleya. Czy mógł być ich świadomy? Czy jakiekolwiek odniesienia Crowleya do płynów seksualnych niosły sugestie fungalne? Obecnie jest prawie niemożliwe powiedzieć coś na ten temat. Lecz, zanim nie przeczytamy w pracy Mike’a Crowleya, że odniesienia do nasienia i krwi menstruacyjnej są powszechnie stosowane w tantrycznych plenipotencjach jako aluzje do grzyba Muchomora czerwonego, nigdy byśmy nie zakwestionowali crowleyańskiego zastosowania tej samej symboliki w kontekście jego własnej Zachodniej Tantry.

Dlaczego Crowley miałby trzymać w tajemnicy potężny i szeroko znany narkotyk psychoaktywny, zwłaszcza po mówieniu tak otwarcie i szeroko na temat wielu innych, tj. haszyszu, pejotlu, belladonny, kokainy, opium, etc., etc., to następne pytanie. Być może było to u uwagi na przysięgę tajemnicy. Być może jesteśmy kompletnie zwodzeni ze śladu. Jedyne, co możemy powiedzieć, to że obligacje sekretu nigdy wcześniej nie powstrzymały Crowleya przed pisaniem.

Przypisy końcowe

  1. Merriam-Webster Dictionary
  2. Patrz nasz dokument Masoński Templariusz III: Zawartość Kielicha, który odnosi Muchomora czerwonego do Świętego Graala tradycji arturiańskiej. 3. Sabazius (lib.oto-usa.org/wp/essays/sabazius-x/)
  3. Patrz jego książka Sekretne Narkotyki Buddyzmu.

4.Pewni, że nie ma żadnej wzmianki mianem betel nut w 777. Jednakże, bete nut mogło być przypisane do zapisu o “wszelkich cerebralnych pobudzaczach” rzutowanego przez ścieżkę dwunastą.

5. Crowley rzutował wedyjską Somę na ścieżkę trzecią. Ale, jako że Soma nie została zidentyfikowana jako A. muscaria do dekady przed śmiercią Crowleya, kiedy amatorski mykolog R. Gordon Wasson opublikował swój słynny alkohol w majowym wydaniu Life Magazine z 1957, jesteśmy niechętni do odczytania crowleyowskiego użytku słowa Soma jako potencjalnego wskazania na Muchomora czerwonego. Jakkolwiek, nie należy tego wykluczać.

  1. Bennett
  2. “Nie ma Prawa ponad czyń swą Wolę.” — Liber AL vel Legis, 3:60

9. Thelema Coast

amaniten

Odnośniki:

Bennett, Chris Cannabis: the Philosopher’s Stone

Crowley, Aleister 777

Crowley, Aleister Liber AL vel Legis

Crowley, Aleister The Equinox III:1<

Crowley, Mike Secret Drugs of Buddhism

Heinrich, Clark Strange Fruit

http://library.hrmtc.com/tag/tony-stansfeld-jones/

Lib.oto-usa.org

LIFE Magazine, May 1957

Merriam-Webster Dictionary

Newman, Phillip D. Masonic Templary III: the Contents of the Cup

Ruck, Carl A.P. Mushrooms, Myth, and Mithras

Wasson, R. Gordon Soma: Divine Mushroom of Immortality

źródło: disinfo.com – everything you know is wrong / przekładnia – katastrof

Aleksandr Dugin: Absolutny Początek (David Bowie)

David Bowie – wtajemniczony

David Bowie znany jest jako muzyk i aktor, niewiele osób wie jednak o jego zainteresowaniu doktrynami inicjacyjnymi, w tym zasadami Ścieżki Lewej Ręki i thelemizmu. Wobec nich, nie zaskakuje, że jego piosenki, teledyski i projekty estetyczne posiadają wymiar okultystyczny.

Dobrym przykładem takiego wielopoziomowego przesłania jest utwór „Absolute Beginners”, gdzie estetyka emocjonalna i psychologiczna skrywają ezoteryczny rdzeń.

2. Oszustwo

„Absolute Beginners” – dosłownie “absolutnie zaczynający”, to fraza całkowicie sprzeczna wewnętrznie pod względem logiki. To, co absolutnie, nie „zaczyna się” jako prawdziwy absolut, nie ma początku ani końca, nie powstaje i nie znika. I vice versa: to, co się zaczyna – z zasady nie jest absolutne, lecz raczej względne. Oto aspekt filozoficzny.

Na czysto codziennym poziomie pojawia się pewna kontrowersja: próba „zaczęcia od nowa” podejmowana przez naszych współczesnych jako słaby protest przeciwko własnej degeneracji, upodleniu, starzeniu się w realiach upadającej cywilizacji, którą rządzi entropia nie napotykająca choćby prób sprzeciwu. Jest to próba wysoce wątpliwa. Dzieci, jak Hezjod, przychodzą dziś na świat z siwą skronią i od kołyski chcą myć auta i otwierać konta w banku. Wszystko to znaki schyłku wieku żelaznego. Zbliża się „nowy początek”, wręcz absolutnie nowy.

Sam Bowie, mimo pomysłowości i talentu, nie może dostarczyć nam poważnej alternatywy. Fascynuje właśnie poprzez dekadencję, głębię niepokojącego narcyzmu, perwersyjność anglosaskiego ekscentryka, lecz nie jest bohaterem czy nosicielem nowego. Nie ma „Absolutu” czy „startu”, lecz raczej oszałamiający, egzotyczny zapach rozkładającego się ciała opakowany w globalistyczne gadżety.

Absolutny Początek – to koncepcja wzięta przez Davida Bowie z głęboko gnostyckich doktryn. To ona stoi za dobrą piosenką i dziwnym teledyskiem.

3. Doktryna gwiazd

Absolutny Początek, którego nie ma i być nie może, jest jednak osią zakazanego, heroiczną wiedzą przekazywaną przez łańcuch tajemnicy. W statycznym obrazie metafizyki – ze zmiennym i względnym dnem i absolutnym, stałym szczytem – niektórzy dostrzegą ekscytujące perspektywy w paradoksach związanych z rzekomym ryzykiem życia. Jest coś, co przecina dualizm logiczny i religijny – to Wieczny Początek, tajemniczy promień, który jest jednocześnie zamknięty i otwarty. Wobec niego wszystkie wielkie proporcje i trzy światy tracą znaczenie. Dno i szczyt odwracają się, dokonując niemożliwych i niewiarygodnych zaślubin nieba i piekła, o których pisał genialny Blake.

Oto „doktryna gwiazd”.

Thelemici, zwolennicy Francuza Rebelais’a i Anglika Crowleya wierzą, że „każdy mężczyzna i kobieta jest gwiazdą”. W przedstawicielu naszego przegrywającego gatunku kończącego swoją historię pod ciężarem banalności Banku Światowego i wolnego rynku, biologicznej imitacji istoty dumnej i anielskiej thelemita dostrzega gwiazdę niosącą lśniący promień lodu. Przez bałagan pokrywający duszę przebija dziwne, niemożliwe, oszałamiające światło.

To światło jest absolutnym początkiem, który być nie może.

4. Czarne promienie

Ziemia usuwa się nam spod nóg. Wartości i tradycje zostały tak zdegradowane i sprofanowane, że nie są już w stanie stawiać oporu pełzającemu nihilizmowi. Konserwatyzm i postęp –oto dwa oblicza tego samego procesu degeneracji. Z niegdysiejszej burzliwej historii pozostały jedynie głód, żądza i policja. Wszystkie znaki wskazują, że jesteśmy bardzo daleko od początku, zarówno starego jak i nowego. Pasjonarność uległa wyczerpaniu.

Co mają na myśli thelemici, których niepokojące idee są tak odległe od optymizmu New Age i niegdysiejszej teozofii, kiedy mówią, że każda z „gwiazd” ma paradoksalną możliwość „nowego początku”? Oczywiście nie chodzi im o prostackie „oświecenie”, „odszukanie prawdy” czy „przebudzenie.” Spójrzcie na wszystkich „konwertytów” każdej religii i sekty – nawiedzone spojrzenia, błyski błogiej głupoty, dziwaczne gesty wyraźnie dowodzące wewnętrznej choroby ciała… Odchodzą posykując w konwulsjach, nie osiągając niczego.

Światło Czarnej Gwiazdy thelemy wędruje inną trajektorią. Nie dąży na zewnątrz, nie stosuje zwyczajnych środków. Rozmyślnie przeraża i odrzuca, przywdziewa prowokacyjne szaty antynomii. Szybko opuszcza poszukujących inspiracji dla przemienienia systemu. Nie może zostać zinstytucjonalizowane. Ale istnieje zawsze i absolutnie migocząc poprzez eony, wbrew woli cyklów i skoncentrowanych mas ciemnych epok. Wybiera kształty i przejawy ciała, dąży do braku znaczenia i bezużyteczności, jego wybór jest arbitralny, nie patrzy na zasługi i cnoty działając niezależnie od „moralności” i sukcesów w ćwiczeniach oddechowych.

Absolutny Początek, bez płci, wieku, zawodu, stanowiska. Zasłonę atomów rozdziera brzytwa kryształowego przebudzenia.

bappppppppp

5. Sprzedana alternatywa

Przywołajmy kluczowe słowa. No future – to nie chwytliwe hasło groteskowego ruchu młodzieżowego, który dawno już stracił cały impet. Teza Fukuyamy o „końcu historii” jest tym samym, lecz w łagodnej i optymistycznej tonacji. Wyczerpanie – oto główna cecha ponowoczesności. Triumf symulakry – radość ze śmieci. Okrutne elektryczne kłamstwa przebiegłych drapieżców przeszły od poziomu manipulacji społeczeństwem do kampanii szalonych maszyn. Cała literatura fantastyczna XIX w. stała się w następnym stuleciu codziennością, tego samego możemy oczekiwać po wieku XXI.

Żaden wizjoner czy futurolog nie przewiduje “nowego początku”. Prognozy są przerażające, im dalej w przyszłość, tym gorzej. A człowiek rzuca się we wszystko, od narcyzmu przez patchwork motywujących i kojących sloganów. Tymczasem kolorowe sępy kołują nad zapadającymi się bankami i telewizjami. Zaklinacze trupów. Uwierzyć thelemitom to zostać głupcem. Nie uwierzyć to oszaleć z samotności (wszyscy inni uwierzyli). No star in sight – żadnej gwiazdy w polu widzenia.

System sowiecki w sposób niezwykle chłodny zareagował na rozpaczliwe próby “nowej lewicy” próbującej stworzyć alternatywę ideologiczną dla porządku burżuazyjnego poprzez uaktualnienie i rewizję tradycyjnych doktryn antykapitalistycznych. Leniwi aparatczycy zignorowali działania nonkonformistów mających nadzieję na projekt pozytywny. Wtedy, „nowa lewica” widzącą nieunikniony upadek sowdepii zwróciła się ku ezoteryzmowi, gnozie i innym nieortodoksyjnym (dla lewicy) polom poszukiwań.

Podobnie my rozwijamy “nowe zasady” odrzucając złogi szowinizmu, ksenofobii i wiary w wolny rynek charakterystyczne dla „starej prawicy” odkrywając wartości rewolucji i socjalizmu. Ale wszystkich „nowych” z prawa i lewa – sowieccy partiokraci (dziś „demokraci” i „reformatorzy”) oskarżyli o nihilizm, pogrążając kraj w bagnie „reform” i zdrady narodowej. Znowu, jak tysiące razy w historii, prawdziwi nihiliści oskarżali o nihilizm tych, którzy chcieli go przezwyciężyć.

Efekt był smutny. Bez pomocy Moskwy, mądrzy i uczciwi, lecz bezsilni “nowi” zostali zmiażdżeni przez system. Debord popełnił samobójstwo, Foucault i Deleuze zmarli w zapomnieniu. Reszta zdegenerowała się do roli „policji myśli” (Bernard Henry Levy, Glucksmann, Habermas i inna swołocz). Bez bolesnego ognistego ducha rebelii sama Moskwa wpadła w sidła rządu światowego.

Nie ma najmniejszych szans na nowy początek. Inteligentni pesymiści mają jedynie nadzieję, że katastrofa przebiegnie łagodnie, jak przy eutanazji. Co właściwie mają wszyscy „patrioci” i „demokraci” przeciwko „człowiekowi jednowymiarowemu” Marcusego? Jako „ludzie ostatni” z Zaratustry Nietzschego, wszystkie sektory naszego społeczeństwa z radością powitałyby „człowieka jednowymiarowego” na czele rządzącej koalicji.

Tymczasem piosenek Bowiego słuchają niegdysiejsi młodzi ludzie (dziś już sporo po trzydziestce) popijając piwo Heineken.

6. Koniec iluzji

Alternatywy i Nowego Początku nie będzie. Nie ma „zewnątrz” (krąg jest fałszywy). Nie ma „wewnątrz” (siła duszy osłabła). Tym niemniej, dojrzewają grona gniewu, tkana jest sieć spisku – światowego sprzysiężenia przeciwko znienawidzonej teraźniejszości.

To spisek Gwiazd. W każdej epoce, w każdym miejscu, w każdych warunkach, w każdym czasie, w każdej sytuacji, w każdym położeniu „każdy mężczyzna i każda kobieta” mogą zacząć, otworzyć absolutny początek, przebić się Czarnym Promieniem bez końca, przechodzącym przez cykle i wieki wbrew każdej logice, każdemu czynnikowi zewnętrznemu, każdemu splotowi przyczyn i skutków. Każdy impuls życiowy, impuls pasji nagle może popchnąć nas poza krawędź, jeśli wykorzystamy nieograniczony nadmiar znaczeń. Chciwość i szczodrość, asceza i rozwiązłość, zazdrość i wierność, okrucieństwo i czułość – choroba sytości może stać się absolutnym początkiem, straszliwym grzmiącym akordem nowej rewolucji, jednej i niepodzielnej, prawej i lewej, zewnętrznej i wewnętrznej.

Nie można pozwolić, by po osiągnięciu szczytu nadszedł nowy upadek. Intensywność może tylko rosnąć. Po kulminacji winna nastąpić kolejna, jeszcze większa. Płonąca jednostka musi rozniecić w świecie zewnętrznym płomień buntu – buntu który (zdaniem Sartre’a) jest jedyną siłą mogącą ocalić człowieka przed samotnością.

Absolutny Początek jest niezależny od obiektywności, nie zna pojęć „wcześnie” i „późno”, „tutaj” i „tam”. To znacznie lepsze niż „nothing much to offer, nothing much to take”…

Jak pisał Guenon, koniec cyklu jest ostatecznie końcem iluzji.

Utworom Bowiego towarzyszy lektura “Księgi Prawa”, gorycz absyntu, który Crowley nazwał jedyną substancja inicjacyjną wśród alkoholi, piękny i bolesny fanatyzm politycznego ekstremizmu, padający niespodziewanie cień, podobny do krzyża celtyckiego…

Absolutny Początek jest na wyciągnięcie (lewej) ręki.

„Templariusze Proletariatu” część VI, rozdział II.

źródło przekładu: Xportal (http://xportal.pl/?p=24189)

Liber DCCCXXXVII – Prawo Wolności

TO MEGA THERION 666

dwtw1111

Czyńcie swą Wolę niechaj będzie całym Prawem.

I

Często jestem pytany dlaczego rozpoczynam swoje listy w ten sposób. Nieważne czy piszę list do mojej damy czy do mojego rzeźnika zawsze zaczynam tymi jedenastoma słowami. Czemu, a jak inaczej miałbym zacząć? Jakie inne pozdrowienie mogłoby być tak radosne? Spójrz, bracie, jesteśmy wolni! Raduj się ze mną, siostro, gdyż nie ma prawa ponad Czyń swoją wolę!

II

Piszę to dla tych, którzy nie przeczytali naszej Świętej księgi, Księgi Prawa, oraz dla tych, którym czytając ją nie udało się zrozumieć jej doskonałości. Gdyż wiele jest zagadnień w tej Księdze, i Dobre Wiadomości są to tu, to tam, rozsiane po całej Księdze tak jak gwiazdy rozsiane są na polu Nocy. Radujcie się ze mną, wszyscy ludzie! Na samym początku Księgi dany jest wielki przywilej naszego bóstwa: “Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą”. Wszyscy jesteśmy wolni, wszyscy niezależni, wszyscy wspaniale lśniący, każdy będący promiennym światem. Czy nie jest to dobrą nowiną?
Potem następuje pierwsze zawołanie Wielkiej Bogini Nuit, Pani Gwieździstego Nieba, która jest również Materią w jej najgłębszym metafizycznym sensie, która jest nieskończonością w której my wszyscy żyjemy i poruszamy się i mamy w niej swą istotę. Usłyszcie jej pierwsze zawołania mężczyzn i kobiet: “Przybądźcie, o dzieci, pełni miłości! Jestem nad wami i w was. Moja ekstaza jest w waszej. Moją radością jest widzieć waszą radość”. Później tłumaczy ona tajemnicę smutku: “Gdyż jestem rozdzielona w imię miłości, dla szansy zjednoczenia”.
“To jest kreacją świata, że ból rozdzielenia jest niczym, a radość rozpadu wszystkim”.
Jest później wyjaśnione jak to możliwe, jak śmierć sama w sobie jest ekstazą jak miłość, lecz bardziej intensywną, ponownym połączeniem duszy z prawdziwym ja.
A jakie są warunki tej radości, pokoju i chwały? Czy ponury ascetyzm Chrześcijan, Buddystów, czy Hindusów? Czy musimy chodzić w wiecznym lęku, że jakiś “grzech” pozbawi nas “łaski”? Pod żadnym pozorem.
“Zatem bądźcie przystojni: ubierajcie się w piękne szaty; jedzcie bogate pokarmy i pijcie słodkie wina i wina, które się pienią! Również napełnijcie się miłością tak jak chcecie, kiedy, gdzie, i z kim chcecie! Lecz zawsze ku mi”.
To jest jedyny punkt do zapamiętania, że każde działanie musi być rytuałem, aktem czci, sakramentem. Żyjcie jak królowie i książęta, koronowani i nieukoronowani, tego świata zawsze żyli, jak mistrzowie zawsze żyli; lecz niech nie stanie się to waszym samo-zaspokojeniem; uczyńcie z waszej religii swoje zaspokojenie.
Kiedy pijecie i tańczycie i doznajecie zachwytu, nie jesteście “niemoralni”, nie “ryzykujecie swoją nieśmiertelną duszą”; wypełniacie zasady naszej świętej religii, pod warunkiem, że pamiętacie by w ten sposób odnosić się do waszych czynów. Nie zniżajcie się i nie niszczcie i zubożajcie swej przyjemności przez pominięcie najwyższej radości, świadomości Pokoju, która poprzedza zrozumienie. Nie obejmuj zwykłej Marianny czy Melusine; ona jest Nuit. Sama, specjalnie skupiona i inkarnowana w ludzkiej formie, by dać ci nieskończoną miłość, by dać ci już na Ziemi zakosztować Eliksiru Nieśmiertelności. “Lecz ekstaza będzie twoja i radość ziemi: zawsze Ku mi! Ku mi!”.
Ponownie Ona mówi: “Miłość jest prawem, miłość podług woli”. Utrzymuj czystym swój najwyższy ideał; dąż do niego nie pozwalając niczemu się zatrzymać lub odwrócić od niego, nawet jak gwiazda posuwa się nad jego nieoszacowalnym i nieskończonym torem chwały, i wszystko jest Miłością. Prawo twojej istoty staje się Światłem, Życiem, Miłością i Wolnością. Wszystko jest pokojem, wszystko jest harmonią i pięknem, wszystko jest radością.
Więc usłysz, jak łaskawa jest Bogini; “Daję wam niewyobrażalne radości na ziemi: pewność, nie wiarę, podczas życia, o śmierci; pokój niewypowiedziany, odpoczynek, ekstazę; i niczego nie żądam w ofierze”.
Czy nie jest to lepsze niż śmierć-za-życia niewolników Niewolniczych-Bogów, gnębionych świadomością “grzechu”, ze znużeniem szukających lub udających nużące “cnoty”?
Z nimi, my którzy zaakceptowaliśmy Prawo Thelemy, nie mamy nic wspólnego. Usłyszeliśmy Głos Gwiezdnej-Bogini: “Kocham was! Tęsknię do was! Blady czy purpurowy, ubrany lub zmysłowy, ja która jestem wszelką przyjemnością i purpurą, i pijaństwem najgłębszych uczuć, pożądam was. Nałóżcie skrzydła i rozbudźcie zwiniętą w was wspaniałość: chodźcie do mnie!” I w ten sposób Ona kończy:
“Śpiewajcie mi pełną uniesienia pieśń miłosną! Palcie dla mnie perfumy! Noście dla mnie klejnoty! Pijcie dla mnie, gdyż kocham was! Ja kocham was! Jestem niebiesko-powieką córką Zachodu Słońca; jestem nagim blaskiem zmysłowości nocnego nieba. Do mnie! Do mnie!” I tymi słowami “Ujawnienie Nuit dobiega końca”.

III

W następnym rozdziale naszej księgi dane jest imię Hadit, który jest uzupełnieniem Nuit. Jest on wieczną energią, Nieskończonym Ruchem Rzeczy, centralnym ośrodkiem każdej istoty. Objawiony Wszechświat pochodzi z zaślubin Nuit i Hadita; bez tego nie mogłoby być żadnej rzeczy. To wieczne, nieustanne świętowanie małżeństwa jest zatem natury samych rzeczy; i zatem wszystko co istnieje, jest krystalizacją boskiej ekstazy.
Hadit mówi nam sam o Sobie: “Ja jestem płomieniem, który płonie w sercu każdego człowieka, i w jądrze każdej gwiazdy”. Jest on zatem twoim najskrytszym świętym ja; to jesteś ty, a nie nikt inny, zagubiony w stałym zachwycie objęć Nieskończonego Piękna. Trochę dalej przemawia On o nas:
“Nie jesteśmy dla biednych i smutnych: panowie ziemi są naszymi krewnymi”.
“Czyż Bóg może żyć w psie? Nie! lecz najwyżsi są od nas. Będą się radować, nasi wybrani: kto się smuci nie jest od nas”.
“Piękno i siła, skakanie ze śmiechu i rozkoszne rozmarzenie, siła i ogień są od nas”. Później mówi On o śmierci; “Nie myśl, o królu, o tym kłamstwie: Że Musisz Umrzeć: doprawdy nie umrzesz, lecz żyć będziesz. Teraz niech będzie to zrozumiane: Kiedy ciało Króla się rozłoży, on na zawsze pozostanie w czystej ekstazie”. Kiedy wiecie już o tym, cóż pozostaje oprócz radości? I jak mamy żyć w tej chwili?
“To jest kłamstwo, to szaleństwo przeciwko sobie” (…) “Bądź silny, o człowieku! pożądaj i raduj się wszystkimi rzeczami zmysłów i zachwytu: nie bój się, że jakikolwiek Bóg zaprze się ciebie za to”.
Ponownie i ponownie, w takich słowach, szuka wzrostu i rozwoju duszy poprzez radość.
Tutaj jest Kalendarz naszego Kościoła: “Lecz wy, moi ludzie, powstańcie i zbudźcie się! Niech rytuały będą prawidłowo odprawiane z radością i pięknem!” Pamiętajcie, że wszystkie akty miłości i przyjemności są rytuałami, muszą być rytuałami. “Są rytuały elementów i święta czasów. Święto dla pierwszej nocy Proroka i jego Narzeczonej! Święto dla trzech dni pisania Księgi Prawa. Święto dla Tahuti i dziecka Proroka – tajne, o Proroku! Święto dla Najwyższego rytuału i święto dla Równonocy Bogów. Święto dla ognia i święto dla wody; święto dla życia i większe święto dla śmierci! Świętujcie każdy dzień w waszych sercach w radości mego zachwytu! Święto każdej nocy dla Nu, i przyjemność najwyższej rozkoszy! Aye! świętujcie! radujcie się! nie ma po tym strachu. Jest rozpad i wieczna ekstaza w pocałunkach Nu”.

il. Heinz Zander
il. Heinz Zander

Wszystko zależy od waszej akceptacji tego nowego prawa, i nikt was nie prosi, by w cokolwiek uwierzyć, by zaakceptować ciąg głupich bajek poniżej poziomu intelektualnego buszmena i moralnego poziomu narkotycznego potwora. Wszystkim co musicie robić jest bycie samym sobą, czynienie swej woli i radowanie się.
“Czyżbyś zawiódł? Jest ci przykro? Jest lęk w twym sercu?” On mówi ponownie: “Gdzie ja jestem, tych tam nie ma”. Dużo jest podobnych; jednak wystarczająco już zostało zacytowanych, by wszystko rozjaśnić. Lecz jest jeszcze dalszy nakaz, “Mądrość mówi: bądź silny! Wtedy będziesz mógł udźwignąć więcej radości. Nie bądź jak zwierzę, udoskonal swój zachwyt! Kiedy pijesz, pij zgodnie z ośmioma i dziewięćdziesięcioma zasadami sztuki: kiedy kochasz, przekraczaj delikatnością, a kiedy się radujesz niech będzie w tym subtelność! Lecz przekraczaj! przekraczaj! Staraj się osiągnąć więcej! i jeśli jesteś prawdziwie mój – a nie wątp w to, i jeśli jesteś zawsze radosny! – śmierć jest ukoronowaniem wszystkiego”.
Wznieście się, moi bracia i siostry ziemi! Pozostawcie pod sobą swój wszystek strach, wszystkie niepokoje, wszelkie niepewności! Wznieście się! Idźcie, wolni i radośni, nocą i dniem, by wykonywać swą wolę, gdyż “Nie ma prawa ponad Czyń swoją wolę”. Wznieście się! Kroczcie z nami w Świetle i Życiu i Miłości i Wolności, zaznając przyjemności jak Królowie i Królowe w Niebie i na Ziemi.
Słońce powstało; widmo wieków zostało zmuszone do ucieczki. “Słowem Grzechu jest Ograniczenie”, lub jak to zostało inaczej powiedziane w tym tekście: Jest Grzechem, trzymać w nim swego świętego ducha!
Idźcie, idźcie w mocy i niech żaden człowiek was nie lęka.

Miłość jest Prawem, Miłość podług Woli.

________________________________________
Aleister Crowley
tłumaczenie: Waldemar Kowalewski
wytłuszczenia własne

2 przekłady z Evoli

Ciąg dalszy selektywnego uzupełniania strony o starsze materiały – tym razem do przeczytania 2 eseje aut. Barona Juliusa Evoli. Pierwszy z nich – rozdział Introduction to Magic – wykłada wiedzę ezoteryczną, drugi zaś zawiera przenikliwą opinię barona nt. największego czarownika XX wieku. Tak więc Evola uobecnia się u nas bez politycznych konotacji.

Kliknij na ikonę ze stosownym tytułem, aby zostać przekierowanym do pliku pdf z tekstem.

ikona1 ikona2