Wulkanaz – Paralys

wulka3.jpg
wyd. Helter Skelter 2017

Intro jest zbudowane z przesterowanego basu, który brzmi jak trąby zapowiadające dzień sądu i proto-perkusji. Ten pierwszy niekiedy rezonuje akustyką jak po ścianach opuszczonego klasztoru. Zaratustra czy jakiś mniej godzien szacunku prawdziwy rytualny kloszard rzekłby, że to cokolwiek Urfaustowskie, a i z bożkiem Panem ma 23 grosze wspólnego.

Nazad już mamy szturm proto-germańskiego blek metle, z niezwykłą w porównaniu do poprzednich materiałów dynamiką i perfekcyjnym, acz nie klarownym – jak kazanie twojego księdza brzmieniem. Hof I kojarzy mi się z ewokacją burzy i tumanów ciemnych chmur przeprowadzoną ze szczytu góry.
Tempel zaczyna się okrzykiem kojarzącym się z co smaczniejszymi akcentami Woods of Infinity – zespołu, który zszedł na psy, ale swego czasu był najlepszym co obok Wulkanaz wyrosło jak te czerwone kapelutki w Sverige. I tu jest jeszcze mocniej i sięrmiężniej, to black metal do którego chciałoby się rozbijać czaszki niższych plemion toporami. Ale w połowie kawałka wchodzi refleksyjny riff, który dopełnia tego wszystkiego wyższym znaczeniem. Vikernes, shame on you!

Hof II charakteryzuje nadzwyczaj chłodne jak na Wulkanaz brzmienie, no i te riffy, w których czuć barbarzyńskiego ducha wyznawców Loptra-Lokiego. Dynamika nowego nagrania Wulkanaz uzyskała płynność, której wcześniej jej brakowało i teraz osławione Arckanum znalazło konkretnego konkurenta, o ile o czymś takim jak konkurencja może być mowa na polu garstki poszukujących korzeni wiary północy wykluczeńców.
Upphören to najszybszy numer na płycie, bębny dudnią jak na pochodzie bynajmniej nie pielgrzymkowym, bliżej hufców kroczących z pochodniami w stronę Watykanu – ale to brednie, bo już nie ma czego spalać, wypaliło się samo, choć Polska ostoją Szanownego Karol-Josefo-Wojtyłowego Koleżko-Jezusie ideogramu.
Blodskrud jest wprost cudowne za sprawą wirtuozerskich zgrzytów na strunach i berserkerskiego gniewu. Myrkraverk zwei. Gdybym był w stanie pojąć pisane w staro-nordyckim liryki, z pewnością napisałbym na temat tej płyty znacznie więcej, ale tak, cóż.

wulka4.jpg

Hägrans Sköte zaczyna się parusekundową spokojną melodią, która przechodzi w kołyszący jak sztorm i równie agresywny i rasowo czysty konglomerat zajebistych gitar z bębnami, które zaliczyłbym do najlepiej zagranych w tym gatunku od paru lat.
I Hvilogravens Mörker nie przynosi boge a prawdo nic nowego, tego numeru mogłoby tu nie być, ale lepiej 2 minuty 6 sekund Wulkanazowskiego wulkanu niż mniej.
Du Timliga Groning rozkręca się ok. 23 sekundy i tu prym wiodą wokale, o których do tej pory omyłkowo nie wspomniałem, a które są unikalne i bezpretensjonalne. Mniej więcej w połowie kawałka pojawia się riff zasługujący na Antypapieską Tiarę.
Outro to szamański ryt, muscymolowe trąby i perkusja, zapowiadające erupcję Chaosu, brzask Nowego Eonu i co tam Panie Nasz Kryste Secie-Tyfonie Waruno Tubalu-Kainie chcesz jeszcze, jakkolwiek szkoda, że nie rozwija się bardziej.
Podsumuscymulowując, Wulkanaz z nowym atakiem przeciw światu nie rozczarowuje ani grama, ale też nie odkręca żarówki oświecającej zapluty kosmos.

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s