.:. A B R A H A D A B R A .:.

ro1

Rodney Orpheus “Abrahadabra

Wprowadzenie do Magiji Thelemy Aleistera Crowleya / recenzja

Jak to jest, że przeciętna książka cofa mnie do wspomnień z młodości? Przypominam sobie czasy kiedy przeczytałem “Magiję w teorii i w praktyce” Aleistera Crowleya i nic z niej kompletnie nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że studiuję kolejne wypociny i usilne próby podzielenia włosa na czworo w kwestii, w której jako eklektyczny wiccanin miałem swoje zdanie i nie widziałem sensu utrudniania sobie życia. Może dobrze, może źle? Diabli wiedzą. Przez wiele lat thelema była dla mnie niejasną ścieżką, na szczęście kilka wykładów Krzysztofa Azarewicza, kilka spotkań z jej przedstawicielami pozwoliły mi odnaleźć drogę we mgle. Przynajmniej poznałem główny sekret, co się z czym je!

I teraz nie wiem – zostać przy starym zdaniu czy przy nowym? Czuję, że przestudiowany materiał wprowadza mnie do filozoficznej świątyni dumania. Chyba literatura działa na mnie mocniej niż się tego spodziewałem.

“Abrahadabra. Wprowadzenie do magiji thelemy Aleistera Crowleya” Rodneya Orpheusa to doskonały GPS dla zagubionych dusz, starających się przynajmniej zrozumieć sens praktyk i nauk wspomnianego proroka Nowego Eonu. Wreszcie kawa na ławę – teologia, filozofia, praktyka. Wszystko jak trzeba. Po kolei.

Z pewnymi naukami zawartymi w tej pracy muszę przyznać – już się kiedyś spotkałem. Kiedy wiccoeklektyzowałem swoją potępioną przez Kościół duszę (w sumie chyba każdy Kościół mnie potępi może za wyjątkiem tego Liberalnego Katolickiego) czytałem co w rękę wpadło. Opisany thelemiczny system otarł mi się już o wzrok. Pewne nauki z tej szkoły włączyłem do swojego ówczesnego sposobu widzenia świata. Niestety jak to bywało w tego typu podręcznikach magii – pewne sprawy opisywano ze szczegółami, ale nie wyjaśniano skąd konkretnie pochodzą, co powodowało totalny chaos. Podobnie jak z wieloma praktykami i źródłami przedstawionymi przez Orpheusa spotkałem się będąc na drodze wicca tradycyjnej. Jakież to wszystko znajome? Jaki ten świat jest mały? To, że wicca sięga pewnymi gałęziami thelemy nie od dziś wiadomo. Ale, że aż tak mocno? …

Opisy rytuałów, medytacji, praktyk magicznych (może powinno się to napisać “magijnych”?). Jest to bardzo dobre wprowadzenie do tematu i zdecydowanie jedno z przystępniejszych. Dopiero po przeczytaniu tej publikacji należałoby się zabrać za klasykę gatunku jaką są prace Crowleya. W każdym razie nie spotkałem lepszej introdukcji. Literaturę o tym systemie i jego przedstawicielach miałem okazję kilka razy przewertować, ale nawet w biografii Lona Milo duQuette’a nie jest to wszystko aż tak precyzyjnie zaserwowane.

Kultowa praca, której nie powinno zabraknąć sympatykom tematu magii (no dobrze, magiji) z wyższej półki.

93!

Silinez @ Przenikanie światów

Dop.red. – liznąłem zaledwie tej lektury, ale odczucia entuzajstyczne. To działa! (po psychoanutycznej weryfikacji).

kup via Lashtal Press

złovvieści

tumblr_ogxtmao40d1tm5ooho1_1280

Wkrótce przekład eseju Edwarda Limonowa “Ediczki Zboczucha” pt. Wyrzutki – nt. prawdziwego charakteru osób, które pokierowały rewolucją Rosyjską i wciąż mogą się przyczynić do nadchodzącej. W dalszej kolejności przewiduję przekład eseju Crowleya pt. Obowiązek – notatek co do głównych reguł natury praktycznej do wglądu tych, którzy przyjmują Prawo Thelemy. Gdzieś w międzyczasie zapewne zjawią się też prze-prze-poetyczne chimeliryki. Redaktor naczelny dał sobie zainstalować naltrekson i trwa proces przeprowadzki w inny rejon tej jakże smętnej (coście skurvvysyny uczynili z tą) krainy. Trvva fajt! Heilige Leben, Heilige Tod, Kot, Sierp i Młot!

Na Skrzyżowaniu Wszelkich Ścieżek
Gdzie Przeznaczeni Ludzie wyznaczyli swój Los,
Pawi Anioł i Wąż,
Z Jadem, moje własne namaszczają czoło.
Rzucają moje ciało na stos,
i odchodzą wewnątrz Ognia.
Kto podąża – odnalazł Ścieżkę ..
… zagubieni w Pustym Punkcie Zdążają tym Momentem Qutub:
Bądźże Błyskawicą Szansy;
Pomiędzy Bramą Tego i Tamtego –
Jako Absencja, w Twej obecności, zatańcz.
Weźże Świat za Swą Kochankę
I weź siebie samego i uczyń Innym.
W to – Kłamstwo – wątpiąc obróć Los.
– Andrew Chumbley, Qutub (1995), 72.

tumblr_nrcho92czy1tdd45ho2_r1_540

Ikona Przeciwnika – aut. Andrew D. Chumbleya (z: Qutub)

Psałterz Kaina I

W wygnaniu odwracam się obsesyjnie wewnątrz,
ku Pustce Samopoznania:
Wędruję poza granice ludzkiego królestwa
Aby ogarnąć unieważnienie Jaźni.

psalterz233933Czwarta z dziewięciu ścieżek,
Pięć cnót więcej do ogarnięcia,
Niech latarnia Starego Kaina
Oświeci naszą Spaczoną Ścieżkę.

Piąta z dziewięciu ścieżek,
Cztery cnoty ponadto do uchwycenia,
Niechaj Wiedźmia Krew Kaina
Nakarmi naszą Spaczoną Ścieżkę.

Szósta z dziewięciu ścieżek,
Cztery cnoty więcej do ogarnięcia,
Niech Oddech Starego Kaina
Zawładnie naszą Spaczoną Ścieżką.

Siódma z dziewięciu ścieżek
Trzy cnoty więcej do zdobycia
Niechaj język Starego Kaina
Zaklnie naszą Spaczoną Ścieżkę.

Ósma z dziewięciu ścieżek,
Dwie cnoty więcej do zdobycia,
Niech Znak Starego Kaina
Pochowa naszą Spaczoną Ścieżkę.

Dziewiąta spośród dziewięciu ścieżek,
Tajemnica niemal spalona!
Kiedy po trzykroć trzy wynosi dziewięć
Ja ku Kainowi będę niczym Jedno!

Psałterz Kaina

PSALTER OF CAIN – XOANON PUBL.

 reptileqayetan

Ogień Jaszczurki

Gdy wieże otworzą Ogień
Gdy rozwinie się Stary Wąż
Skłąb rannych chmur
Czy będziesz przy mnie, ukochana?
Czy Twoja Miłość przerośnie Zazdrość?
Moja przerasta
Mą strudzoną głowę, która żarzy się
Czerwienią, bo przejęło nad nią Władzę
Serce i Prawem podług Serca
Xeper – I – Set!

Babalon!
Czy Twoja Miłość przerośnie Zazdrość?
Twój radosny śmiech w moich uszach
Jak zdrowa krew ożywionej
Wiecznie Odwracającej

– Jaszczurce, Qayetan – pełni 23.04.2016

jaszczureczken

~~~~~~~~~/~~~~

Stary Tubalu Kainie!
Wzywamy Cię
O Tokarzu wiecznego młyna Nieba
Abyś karmił nas wiecznie
Ziarnem prawdy
Niech twój głos będzie jak przyzywający dzwon
gdy wybija Północ!

Aleister i Muchomory

Angielski okultysta Aleister Crowley był znany ze swoich kpiarskich zakazanych aktów. Od dyskutowania magiji seksualnej w kwestii diabolicznej ofiary z dziecka do potencjalnego dyskutowania nad zastosowaniem psychodelików pod płaszczem magiji seksualnej, Crowley był mistrzem sztuki obscurum per obscurius; „tłumaczenia obskurnego bardziej obskurnym” (1). Choć wiemy z jego dzienników, że z pewnością nie chciał angażować się w magię seksualnego zróżnicowania, podejrzewamy, że przynajmniej w pewnych wypadkach, gdy Crowley wykładał na zewnątrz magiję seksualną w swoich książkach, mógł równie dobrze rozważać okultystyczne zastosowanie Muchomora czerwonego (2).

Magija seksualna to rodzaj Zachodniej Tantry, gdzie praktykanci wierzą, że dostępują wyższych stanów świadomości lub pozyskują moc poprzez różne akty seksualne, włączając w to, ale nie ograniczone doń – rytualną konsumpcję spermy i krwi menstruacyjnej. Ta ostatnia metoda odgrywa kluczową rolę w Liber XV, znanym lepiej jako Msza Gnostyczna, „jedyny prawdziwie Oficjalny Rytuał” (3) Ecclesiae Gnosticae Catholicae, eklezjastycznej gałęzi crowley’owskiego Ordo Templi Orientis. Crowley nie był pierwszym samozwańczym Gnostykiem angażującym się w tego rodzaju zachowanie. Św. Augustyn oskarżał nawet Maniego i Manichejczyków o jedzenie opłatków pokrytych miesiączką i opryskanych nasieniem. Jednakże ta symbolika nie jest unikalna dla różności sekt Gnostycznych. Zaiste, zgodnie z Kagyu Lama Mike Crowley, system tantryczny znany jako Buddyzm Vajrayana używał tego symbolizmu przez wieki, w dodatku tak, aby tajemnie podawać wtajemniczanym grzyba Muchomora czerwonego. Miesiączka rzekomo nawiązuje do olśniewającego czerwonego kapelusza, a rozpryskane nasienie do białych pozostałości pierwotnego klosza, który zakrywa szczyt. I jak Ruck, Hoffman i Celdran wskazują w swojej książce „Grzyby, Mit, Mitra, Mani i Manichejczycy byli również oskarżani o wysławianie pewnego „czerwonego grzyba”.

majowa rozpacz

Geist ist Teufel!

W dodatku do seksu, Crowley był znany z włączania do swej magiji szeregu metod, spośród których główną było zastosowanie narkotyków. Dla przykładu, Liber CMXXXIV vel Kaktus stanowi zapis szeregu eksperymentów magicznych przeprowadzonych przez Crowleya z meskaliną, z wykorzystaniem bogatego w meskalinę kaktusa Lophophora wilamsii, znanego również jako pejotl. Jednakże, poza zobrazowaniem jednego okazu w jego obrazie Majowa Rozpacz, nie udało nam się odnaleźć żadnego odniesienia, jakie by osobiście poczynił do Muchomora czerwonego. To dziw, jako że podobnie do Lewisa Carolla przed nim, Crowley bez wątpienia był obeznany z książką Mordecai’a Cooke’a „Siedem Sióstr Snu” z 1860 roku. Ksiązka Cooke’a wymienia szczegółowo siedem najbardziej popularnych roślin narkotycznych ery wiktoriańskiej. Jak należałoby się spodziewać po perfekcjoniście takim jak Crowley, wszystkie narkotyki wymienione przez Cooke’a zostały starannie wyemitowane do kolumny crowleyowego Liber 777 o Narkotykach Roślinnych – wszystkie poza jednym: grzybem Muchomora czerwonego. Innym dziwem jest ciekawy przypis Eliksiru Vitae do pierwszej ścieżki kolumny Narkotyków Roślinnych. Większość akolitów Crowleya jest skłonna  odczytywać Elixir Vitae jako zakamuflowaną aluzję do wydzielin płciowych. Lecz te są jakiekolwiek poza roślinnymi w charakterze. Z uwagi na wszelką jej schludność, beztroskie przypisanie wydzielin płciowych do kolumny zatytułowanej Narkotyki Roślinne wydawałoby się nam zgoła niespójne dla tekstu tak symetrycznego i okrągłego jak jego Liver 777 (6).

Ponadto, Amanita muscaria jest wspomniana co najmniej dwukrotnie przez Rabelaisa jako “dobry Muchomor” (7), Rabelaisa będącego ostatecznym źródłem Prawa Thelemy Aleistera Crowleya: „Czyń swą Wolę niechaj będzie całym Prawem” (8). Jest zatem wysoce nieprawdopodobne, aby ten grzyb mógł umknąć uwadze Crowleya. Interesujący jest również zapis Anthony’ego Stansfelda Jonesa, adoptowanego syna Charlesa Stansfelda Jonesa, znanego również jako Frater Achach, „magiczny syn” Crowleya, odnośnie obsesyjnego zajęcia się Fratera Achada „trującym” grzybem, w poszukiwaniach którego spędził nieznane godziny, przeszukując lesistą okolicę za swoim domem (9). Czy Achad szukał Muchomora czerwonego?

W roku 1995, w swojej książce “Dziwny owoc”, Clark Heinrich spekulował, że osławiony Eliksir Vitae alchemików był Soma-podobnym sokiem psychoaktywnym wyciskanym z dojrzałych, suszonych i wygotowanych kapeluszy Muchomora czerwonego. Jeśli Heinrich ma rację, wystarcza to za powód, z uwagi na który wiedza o enteogenicznych właściwościach Muchomorów czerwonych mogła dobrze przetrwać do czasów Crowleya. Czy mógł być ich świadomy? Czy jakiekolwiek odniesienia Crowleya do płynów seksualnych niosły sugestie fungalne? Obecnie jest prawie niemożliwe powiedzieć coś na ten temat. Lecz, zanim nie przeczytamy w pracy Mike’a Crowleya, że odniesienia do nasienia i krwi menstruacyjnej są powszechnie stosowane w tantrycznych plenipotencjach jako aluzje do grzyba Muchomora czerwonego, nigdy byśmy nie zakwestionowali crowleyańskiego zastosowania tej samej symboliki w kontekście jego własnej Zachodniej Tantry.

Dlaczego Crowley miałby trzymać w tajemnicy potężny i szeroko znany narkotyk psychoaktywny, zwłaszcza po mówieniu tak otwarcie i szeroko na temat wielu innych, tj. haszyszu, pejotlu, belladonny, kokainy, opium, etc., etc., to następne pytanie. Być może było to u uwagi na przysięgę tajemnicy. Być może jesteśmy kompletnie zwodzeni ze śladu. Jedyne, co możemy powiedzieć, to że obligacje sekretu nigdy wcześniej nie powstrzymały Crowleya przed pisaniem.

Przypisy końcowe

  1. Merriam-Webster Dictionary
  2. Patrz nasz dokument Masoński Templariusz III: Zawartość Kielicha, który odnosi Muchomora czerwonego do Świętego Graala tradycji arturiańskiej. 3. Sabazius (lib.oto-usa.org/wp/essays/sabazius-x/)
  3. Patrz jego książka Sekretne Narkotyki Buddyzmu.

4.Pewni, że nie ma żadnej wzmianki mianem betel nut w 777. Jednakże, bete nut mogło być przypisane do zapisu o “wszelkich cerebralnych pobudzaczach” rzutowanego przez ścieżkę dwunastą.

5. Crowley rzutował wedyjską Somę na ścieżkę trzecią. Ale, jako że Soma nie została zidentyfikowana jako A. muscaria do dekady przed śmiercią Crowleya, kiedy amatorski mykolog R. Gordon Wasson opublikował swój słynny alkohol w majowym wydaniu Life Magazine z 1957, jesteśmy niechętni do odczytania crowleyowskiego użytku słowa Soma jako potencjalnego wskazania na Muchomora czerwonego. Jakkolwiek, nie należy tego wykluczać.

  1. Bennett
  2. “Nie ma Prawa ponad czyń swą Wolę.” — Liber AL vel Legis, 3:60

9. Thelema Coast

amaniten

Odnośniki:

Bennett, Chris Cannabis: the Philosopher’s Stone

Crowley, Aleister 777

Crowley, Aleister Liber AL vel Legis

Crowley, Aleister The Equinox III:1<

Crowley, Mike Secret Drugs of Buddhism

Heinrich, Clark Strange Fruit

http://library.hrmtc.com/tag/tony-stansfeld-jones/

Lib.oto-usa.org

LIFE Magazine, May 1957

Merriam-Webster Dictionary

Newman, Phillip D. Masonic Templary III: the Contents of the Cup

Ruck, Carl A.P. Mushrooms, Myth, and Mithras

Wasson, R. Gordon Soma: Divine Mushroom of Immortality

źródło: disinfo.com – everything you know is wrong / przekładnia – katastrof

Aleksandr Dugin: Absolutny Początek (David Bowie)

David Bowie – wtajemniczony

David Bowie znany jest jako muzyk i aktor, niewiele osób wie jednak o jego zainteresowaniu doktrynami inicjacyjnymi, w tym zasadami Ścieżki Lewej Ręki i thelemizmu. Wobec nich, nie zaskakuje, że jego piosenki, teledyski i projekty estetyczne posiadają wymiar okultystyczny.

Dobrym przykładem takiego wielopoziomowego przesłania jest utwór „Absolute Beginners”, gdzie estetyka emocjonalna i psychologiczna skrywają ezoteryczny rdzeń.

2. Oszustwo

„Absolute Beginners” – dosłownie “absolutnie zaczynający”, to fraza całkowicie sprzeczna wewnętrznie pod względem logiki. To, co absolutnie, nie „zaczyna się” jako prawdziwy absolut, nie ma początku ani końca, nie powstaje i nie znika. I vice versa: to, co się zaczyna – z zasady nie jest absolutne, lecz raczej względne. Oto aspekt filozoficzny.

Na czysto codziennym poziomie pojawia się pewna kontrowersja: próba „zaczęcia od nowa” podejmowana przez naszych współczesnych jako słaby protest przeciwko własnej degeneracji, upodleniu, starzeniu się w realiach upadającej cywilizacji, którą rządzi entropia nie napotykająca choćby prób sprzeciwu. Jest to próba wysoce wątpliwa. Dzieci, jak Hezjod, przychodzą dziś na świat z siwą skronią i od kołyski chcą myć auta i otwierać konta w banku. Wszystko to znaki schyłku wieku żelaznego. Zbliża się „nowy początek”, wręcz absolutnie nowy.

Sam Bowie, mimo pomysłowości i talentu, nie może dostarczyć nam poważnej alternatywy. Fascynuje właśnie poprzez dekadencję, głębię niepokojącego narcyzmu, perwersyjność anglosaskiego ekscentryka, lecz nie jest bohaterem czy nosicielem nowego. Nie ma „Absolutu” czy „startu”, lecz raczej oszałamiający, egzotyczny zapach rozkładającego się ciała opakowany w globalistyczne gadżety.

Absolutny Początek – to koncepcja wzięta przez Davida Bowie z głęboko gnostyckich doktryn. To ona stoi za dobrą piosenką i dziwnym teledyskiem.

3. Doktryna gwiazd

Absolutny Początek, którego nie ma i być nie może, jest jednak osią zakazanego, heroiczną wiedzą przekazywaną przez łańcuch tajemnicy. W statycznym obrazie metafizyki – ze zmiennym i względnym dnem i absolutnym, stałym szczytem – niektórzy dostrzegą ekscytujące perspektywy w paradoksach związanych z rzekomym ryzykiem życia. Jest coś, co przecina dualizm logiczny i religijny – to Wieczny Początek, tajemniczy promień, który jest jednocześnie zamknięty i otwarty. Wobec niego wszystkie wielkie proporcje i trzy światy tracą znaczenie. Dno i szczyt odwracają się, dokonując niemożliwych i niewiarygodnych zaślubin nieba i piekła, o których pisał genialny Blake.

Oto „doktryna gwiazd”.

Thelemici, zwolennicy Francuza Rebelais’a i Anglika Crowleya wierzą, że „każdy mężczyzna i kobieta jest gwiazdą”. W przedstawicielu naszego przegrywającego gatunku kończącego swoją historię pod ciężarem banalności Banku Światowego i wolnego rynku, biologicznej imitacji istoty dumnej i anielskiej thelemita dostrzega gwiazdę niosącą lśniący promień lodu. Przez bałagan pokrywający duszę przebija dziwne, niemożliwe, oszałamiające światło.

To światło jest absolutnym początkiem, który być nie może.

4. Czarne promienie

Ziemia usuwa się nam spod nóg. Wartości i tradycje zostały tak zdegradowane i sprofanowane, że nie są już w stanie stawiać oporu pełzającemu nihilizmowi. Konserwatyzm i postęp –oto dwa oblicza tego samego procesu degeneracji. Z niegdysiejszej burzliwej historii pozostały jedynie głód, żądza i policja. Wszystkie znaki wskazują, że jesteśmy bardzo daleko od początku, zarówno starego jak i nowego. Pasjonarność uległa wyczerpaniu.

Co mają na myśli thelemici, których niepokojące idee są tak odległe od optymizmu New Age i niegdysiejszej teozofii, kiedy mówią, że każda z „gwiazd” ma paradoksalną możliwość „nowego początku”? Oczywiście nie chodzi im o prostackie „oświecenie”, „odszukanie prawdy” czy „przebudzenie.” Spójrzcie na wszystkich „konwertytów” każdej religii i sekty – nawiedzone spojrzenia, błyski błogiej głupoty, dziwaczne gesty wyraźnie dowodzące wewnętrznej choroby ciała… Odchodzą posykując w konwulsjach, nie osiągając niczego.

Światło Czarnej Gwiazdy thelemy wędruje inną trajektorią. Nie dąży na zewnątrz, nie stosuje zwyczajnych środków. Rozmyślnie przeraża i odrzuca, przywdziewa prowokacyjne szaty antynomii. Szybko opuszcza poszukujących inspiracji dla przemienienia systemu. Nie może zostać zinstytucjonalizowane. Ale istnieje zawsze i absolutnie migocząc poprzez eony, wbrew woli cyklów i skoncentrowanych mas ciemnych epok. Wybiera kształty i przejawy ciała, dąży do braku znaczenia i bezużyteczności, jego wybór jest arbitralny, nie patrzy na zasługi i cnoty działając niezależnie od „moralności” i sukcesów w ćwiczeniach oddechowych.

Absolutny Początek, bez płci, wieku, zawodu, stanowiska. Zasłonę atomów rozdziera brzytwa kryształowego przebudzenia.

bappppppppp

5. Sprzedana alternatywa

Przywołajmy kluczowe słowa. No future – to nie chwytliwe hasło groteskowego ruchu młodzieżowego, który dawno już stracił cały impet. Teza Fukuyamy o „końcu historii” jest tym samym, lecz w łagodnej i optymistycznej tonacji. Wyczerpanie – oto główna cecha ponowoczesności. Triumf symulakry – radość ze śmieci. Okrutne elektryczne kłamstwa przebiegłych drapieżców przeszły od poziomu manipulacji społeczeństwem do kampanii szalonych maszyn. Cała literatura fantastyczna XIX w. stała się w następnym stuleciu codziennością, tego samego możemy oczekiwać po wieku XXI.

Żaden wizjoner czy futurolog nie przewiduje “nowego początku”. Prognozy są przerażające, im dalej w przyszłość, tym gorzej. A człowiek rzuca się we wszystko, od narcyzmu przez patchwork motywujących i kojących sloganów. Tymczasem kolorowe sępy kołują nad zapadającymi się bankami i telewizjami. Zaklinacze trupów. Uwierzyć thelemitom to zostać głupcem. Nie uwierzyć to oszaleć z samotności (wszyscy inni uwierzyli). No star in sight – żadnej gwiazdy w polu widzenia.

System sowiecki w sposób niezwykle chłodny zareagował na rozpaczliwe próby “nowej lewicy” próbującej stworzyć alternatywę ideologiczną dla porządku burżuazyjnego poprzez uaktualnienie i rewizję tradycyjnych doktryn antykapitalistycznych. Leniwi aparatczycy zignorowali działania nonkonformistów mających nadzieję na projekt pozytywny. Wtedy, „nowa lewica” widzącą nieunikniony upadek sowdepii zwróciła się ku ezoteryzmowi, gnozie i innym nieortodoksyjnym (dla lewicy) polom poszukiwań.

Podobnie my rozwijamy “nowe zasady” odrzucając złogi szowinizmu, ksenofobii i wiary w wolny rynek charakterystyczne dla „starej prawicy” odkrywając wartości rewolucji i socjalizmu. Ale wszystkich „nowych” z prawa i lewa – sowieccy partiokraci (dziś „demokraci” i „reformatorzy”) oskarżyli o nihilizm, pogrążając kraj w bagnie „reform” i zdrady narodowej. Znowu, jak tysiące razy w historii, prawdziwi nihiliści oskarżali o nihilizm tych, którzy chcieli go przezwyciężyć.

Efekt był smutny. Bez pomocy Moskwy, mądrzy i uczciwi, lecz bezsilni “nowi” zostali zmiażdżeni przez system. Debord popełnił samobójstwo, Foucault i Deleuze zmarli w zapomnieniu. Reszta zdegenerowała się do roli „policji myśli” (Bernard Henry Levy, Glucksmann, Habermas i inna swołocz). Bez bolesnego ognistego ducha rebelii sama Moskwa wpadła w sidła rządu światowego.

Nie ma najmniejszych szans na nowy początek. Inteligentni pesymiści mają jedynie nadzieję, że katastrofa przebiegnie łagodnie, jak przy eutanazji. Co właściwie mają wszyscy „patrioci” i „demokraci” przeciwko „człowiekowi jednowymiarowemu” Marcusego? Jako „ludzie ostatni” z Zaratustry Nietzschego, wszystkie sektory naszego społeczeństwa z radością powitałyby „człowieka jednowymiarowego” na czele rządzącej koalicji.

Tymczasem piosenek Bowiego słuchają niegdysiejsi młodzi ludzie (dziś już sporo po trzydziestce) popijając piwo Heineken.

6. Koniec iluzji

Alternatywy i Nowego Początku nie będzie. Nie ma „zewnątrz” (krąg jest fałszywy). Nie ma „wewnątrz” (siła duszy osłabła). Tym niemniej, dojrzewają grona gniewu, tkana jest sieć spisku – światowego sprzysiężenia przeciwko znienawidzonej teraźniejszości.

To spisek Gwiazd. W każdej epoce, w każdym miejscu, w każdych warunkach, w każdym czasie, w każdej sytuacji, w każdym położeniu „każdy mężczyzna i każda kobieta” mogą zacząć, otworzyć absolutny początek, przebić się Czarnym Promieniem bez końca, przechodzącym przez cykle i wieki wbrew każdej logice, każdemu czynnikowi zewnętrznemu, każdemu splotowi przyczyn i skutków. Każdy impuls życiowy, impuls pasji nagle może popchnąć nas poza krawędź, jeśli wykorzystamy nieograniczony nadmiar znaczeń. Chciwość i szczodrość, asceza i rozwiązłość, zazdrość i wierność, okrucieństwo i czułość – choroba sytości może stać się absolutnym początkiem, straszliwym grzmiącym akordem nowej rewolucji, jednej i niepodzielnej, prawej i lewej, zewnętrznej i wewnętrznej.

Nie można pozwolić, by po osiągnięciu szczytu nadszedł nowy upadek. Intensywność może tylko rosnąć. Po kulminacji winna nastąpić kolejna, jeszcze większa. Płonąca jednostka musi rozniecić w świecie zewnętrznym płomień buntu – buntu który (zdaniem Sartre’a) jest jedyną siłą mogącą ocalić człowieka przed samotnością.

Absolutny Początek jest niezależny od obiektywności, nie zna pojęć „wcześnie” i „późno”, „tutaj” i „tam”. To znacznie lepsze niż „nothing much to offer, nothing much to take”…

Jak pisał Guenon, koniec cyklu jest ostatecznie końcem iluzji.

Utworom Bowiego towarzyszy lektura “Księgi Prawa”, gorycz absyntu, który Crowley nazwał jedyną substancja inicjacyjną wśród alkoholi, piękny i bolesny fanatyzm politycznego ekstremizmu, padający niespodziewanie cień, podobny do krzyża celtyckiego…

Absolutny Początek jest na wyciągnięcie (lewej) ręki.

„Templariusze Proletariatu” część VI, rozdział II.

źródło przekładu: Xportal (http://xportal.pl/?p=24189)