Licho – Podnoszenie Czarów

logo_lho
okładka

Nie przyłożyłem uwagi do reakcji na Lichowski “Pogrzeb w karczmie”, ale z tego, co wiem wzbudził ten album sporo kontrowersji. Dziki, nieokrzesany i -dla niektórych- zanadto źródło-polski, “grotowski” black metal. Gdyby nie fakt, że chcąc nie chcąc i mi się zdarzyło robić zamachy w nihilizmie z alkoholem i polską butą, rzekłbym, że ten element “Pogrzebu” zasługuje na zapomnienie. Zapomnienie to być może nadchodzi z nowym uderzeniem Licha. Otóż hola psubraty, Licho zerwało z romantyzmem wódczano-afirmującym negację, a miast tego afirmuje element ludzki, co jest zdolny znieść życie i stratę. Dzielna to bowiem i męska w swoim charakterze muzyka.ksPoczątkowe riffy tuż po intrze są na tyle odczytywalnie tożsame z falą twórczą Licha, że pierwszym, co zapala iskierkę w głowie jest zmiana wokalu. I z uwagi na to w moim odczuciu najmocniejszym fragmentem “Podnosienia Czarów” jest utwór “Z wycia” z wyrazistą liryką, również i za sprawą kompozycji, bez których te byłyby pozbawione nośnika. “na wylot pójdź z nami / nieś rydel i łopatę/ na wylot idź z nami / znieś życie i stratę /w dół / w którym śmierć / rozdarła” – i taka właśnie jest poetyka Lichowska, czy jak ktoś woli – grotowska. Wyrazista i mężna. Drugim wyindywiduowanym fragmentem jest gitarowy początek “Siania”, który może się skojarzyć z udźwiękowieniem odczucia procesu uwalniania się dopaminy. Trzecim zaś – “Drang!”, który ujawnia wieloobliczowość Licha wraz z zalatującym transgresją wokalem Szturpaka, ale też z zapadającą w pamięć frazą: “kogo biją dzwony? boga biją w słabe!”, która mogłaby paść w “Doświadczeniu wewnętrznym” Bataille’a. Brzmienie jest bardzo organiczne i intuicyjne, na tyle na ile może być w black metalu. Perkusja brzmi pierwszoklasowo. Licho jednak stoi wciąż w znacznej mierze na gitarach i niech tak tymczasem pozostanie.

Wraz z “Podnoszeniem czarów” Licho doznało transgresji ku odzwierciedlaniu czy opowieści o większej pełni ludzkiego doświadczenia i świadomości.

http://sklep.malignantvoices.com

https://grotowskibm.bandcamp.com

Sny w ultrafiolecie

Wniosek z ostatniej psychozy. Psychotyczne zaburzenie osobowości to albo coś, co się realizuje / przekształca w schizofrenię, albo rezultuje poniesieniem śmierci w wyniku nie przeciwstawienia się ryzyka, albo też coś, z czego się wyrasta.

Na psychozę złożył się dobrze już poznany czynnik indukowalny, a do ponownej jego indukcji na pewno nie prowadził żaden proces racjonalny, poza lekkomyślnym przyzwoleniem na zagłuszenie głodu psychicznego lubej, nie wchodziło tu też raczej w grę – przynajmniej do momentu przed samą indukcją – świadome zaigranie z ogniem / niebezpieczeństwem, celem penetracji potencjalności szaleństwa. Szaleństwo to wcale jednak nie pachnie zniesieniem ograniczeń, a wręcz przeciwnie, narzuceniem jednego nader obelżywego, a gdy już jego podszepty zaczynają milknąć nie niesie ze sobą nic poza struciem, samo-obrzydzeniem i totalnym wypłukaniem mózgu z serotoniny i jako takie przypieczętowuje kres przygód autorów z /oh niestety/ 4-cmc. W międzyczasie przekonują się, że 3-cmc jest o piekło lepsze i że lęk o stratę wszystkiego, na czym w życiu im zależy, może zostać paranoicznie wyprojektowany aż do postaci urojeń wizualnych i uobecnić się w skowycie dobywającym się z rozwartej klapy w umyśle, poprzez którą jazgoczą w głowie myśli jak najgorsze, złośliwie ucieleśniające największe zarzuty wobec siebie, jakie byliby sobie w stanie postawić. Strudzony tym wszystkim do upadłego, zdołałem jednak następnej nocy odnotować następujący sen…

radosc

Przyszłość – wycieczka krajoznawcza emerytów z Niemiec przez Podlasie. Jadą rowerami przez pole przecinające rozległe lasy za miastem, w stronę obwodnicy wiodącej do jednego z hipermarketów. Tam jedna z babć będzie usiłowała przemycić przez kasę alkohol przelany do butelki po wodzie z cytryną. Obok na taśmie zapiszczy islamistyczna ulotka, na co kasjer – eunuch zwróci uwagę ochroniarzowi – eunuchowi, a ten – sam ciapaty – odpowie, że to do cholery nie jest żaden produkt, ani próba dywersji, ani nawet orzeczenie o niepełnosprawności, które – w dni takie jak ten – pozwoliłoby dotrzeć do jakiejkolwiek poszczególnej osoby (bowiem w dniach tych przewalać się miało przez podlaskie hipermarkety już od zajebania islamistów). Następnie ochroniarz wyciąga zapalniczkę i podpala ulotkę, na co robi zbliżenie białym narzędziem kamerzysta z tefałenu.

Wtem przeskok w dwa miejsca jednocześnie, połączone wspólną akcją i osobami, acz nie wszystkimi – operator od kamery, czarnoskórzy siwoocy fakirowie – mistrzowie tantry i farmakolog – etnobotanik – religioznawca, zarazem w oświetlonej zimnym blaskiem ognisk czarno-skalistej jaskini, jak i w wypełnionym niczym kontener śmierciami po brzegi wnętrzu sklepu ze sprzętem elektronicznym, po kolei: operator – kręci dokument, czarni fakirzy – medytują śpiewając gardłowe mantry, wydmuchują odurzający dym i spalają sobie krzaczaste, siwe włosy na brwiach i sutkach, zaś etnobotanik-farmakolog spożywa rytualnie, w towarzystwie współwystępującego z tą naroślą dziwacznego stworzenia – gdzieś między pająkiem, skorpionem, a wężem – nowo odkryty halucynogen w postaci wywaru z kępek fosforyzującego mchu lub grzybni.

Pod wpływem tegoż zapada w długi, wizyjny trans, zbliżony niemal do jaskiniowej hibernacji, w trakcie której objawia mu się, że jest kim innym i bierze udział w tajnym rządowym projekcie badawczym, podczas którego wchodzi w kontakt z kosmiczną istotą, sprawującą władzę nad prądem i ogniem, ukazującą mu się jako umaszczony czarno, wężoskóry, ponad 3-metrowy białowłosy i lodowato-niebieskooki anioł, który w trakcie spotkania ukazuje mu sekret zmiennokształtności i wygina prądem w indukcji elektrycznej ciało człowieka tak, że nad głową zastyga mu twarda niczym z metalu, półokrągła obręcz. Po wybudzeniu naukowiec doznaje rozdwojenia jaźni i wydaje mu się, że jego alter-ego ze snu usiłuje wykraść mu jego odkrycia.

GNOD – Just Say No to the Psycho Right-Wing Capitalist Fascist Industrial Death Machine

tumblr_ono3bytqz31qfucnro1_1280
Rocket Recordings 2017

Mało kogo stać na tak dosadną deklarację jak psychoanutów z Gnod, czy to w kwestii tytułu, czy też w odniesieniu do konstytuującej go muzyki – ostrej, ciętej, rewolucyjonistycznej i częszącej neurony. Just Say No to akt rebelii.

Od strony dronowo-psychodeliczno-rockowych improwizacji panowie podążyli tu ku bardziej zwartemu wykwitowi, łączącemu hałaśliwy punk rock z domieszką psychodelii, nabuzowanego agresją i protestatycyjnymi lirykami, eksplorującymi pewne aspekty prawdziwego, twardego życia, w opozycji do trzody zahipnotyzowanej zachodnią propagandą. Sonic Youth nigdy nie zbliżyło się nawet do nagrania czegoś równie bezprawnego, a jakichkolwiek koneksji dopatruję się z wczesnym Swans (tzw. No Wave), z okresu Filth / Cop / Greed – choć również można dopatrzeć się pokrewieństwa z co bardziej prymitywnymi, agresywnymi partiami nowszych płyt Giry i spółki, czy może też (momentami) wczesnym Godflesh. Niekiedy brzmi to wręcz troszkę pod Skullflower wykonujący covery anarchomanckich hymnów. Song pt. People składa się z oczyszczającej chaosem ścieżki gitar i podłożonego sampla rozmawiających mężczyzn, a przy tym można spróbować telepatycznie wychwycić, co oni mówią, na przykład przy zastosowaniu konopii, i to, co jest powiedziane kontrastuje z wymazującym to piorunem gitar.

Ta muzyka może pomóc w reprogramacji mózgu, demaskując wirusy psychiczne dominujące nad aktualną sytuacją społeczno-polityczną, a w każdym razie przyczynić się do zdarcia choć kilku składających się na nie zasłon kłamstw. A jeśli nie, to stanowi kawał nonkonformistycznego, kontentującego, dynamicznego i dosadnego łomotu i to bodaj najskromniejsze zdanie, jakie można napisać nt. tego materiału Gnod. Poglądy muzyków są zdecydowanie antyglobalistyczne i antysystemowe, ale w jakiej mierze lewackie? „Wydaje się, że wkraczamy w jeszcze bardziej nieprzyjazne czasy, niż te, w które już wkraczamy. Rok 2016 stanowi początek czegoś, co postrzegam jako systematyczne zniszczenie ze strony establiszmentu liberalizmu i równości, w reakcji na ogólną utratę wiary ludu w ich system”. Jeśli kogoś interesują tu tego typu niuanse ideologiczne, ja tam do nich nie należę. Wiem, że rad bym szedł i niszczył, gdy wybije czas. I to przede wszystkim ten instynkt, a nie (zapewne w mniejszej lub większej mierze skażona humanitaryzmem) ideologia napędza ten materiał – bojówkarsko nieustępliwa żarliwość. Spora to rewolucja nawet jak na specyfikę GNOD, nigdy nie pomieszkującego w jednolitej stylistyce zbyt długo.

katastrof

 > BANDCAMP <

> TUMBLR <

 

.:. A B R A H A D A B R A .:.

ro1

Rodney Orpheus “Abrahadabra

Wprowadzenie do Magiji Thelemy Aleistera Crowleya / recenzja

Jak to jest, że przeciętna książka cofa mnie do wspomnień z młodości? Przypominam sobie czasy kiedy przeczytałem “Magiję w teorii i w praktyce” Aleistera Crowleya i nic z niej kompletnie nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że studiuję kolejne wypociny i usilne próby podzielenia włosa na czworo w kwestii, w której jako eklektyczny wiccanin miałem swoje zdanie i nie widziałem sensu utrudniania sobie życia. Może dobrze, może źle? Diabli wiedzą. Przez wiele lat thelema była dla mnie niejasną ścieżką, na szczęście kilka wykładów Krzysztofa Azarewicza, kilka spotkań z jej przedstawicielami pozwoliły mi odnaleźć drogę we mgle. Przynajmniej poznałem główny sekret, co się z czym je!

I teraz nie wiem – zostać przy starym zdaniu czy przy nowym? Czuję, że przestudiowany materiał wprowadza mnie do filozoficznej świątyni dumania. Chyba literatura działa na mnie mocniej niż się tego spodziewałem.

“Abrahadabra. Wprowadzenie do magiji thelemy Aleistera Crowleya” Rodneya Orpheusa to doskonały GPS dla zagubionych dusz, starających się przynajmniej zrozumieć sens praktyk i nauk wspomnianego proroka Nowego Eonu. Wreszcie kawa na ławę – teologia, filozofia, praktyka. Wszystko jak trzeba. Po kolei.

Z pewnymi naukami zawartymi w tej pracy muszę przyznać – już się kiedyś spotkałem. Kiedy wiccoeklektyzowałem swoją potępioną przez Kościół duszę (w sumie chyba każdy Kościół mnie potępi może za wyjątkiem tego Liberalnego Katolickiego) czytałem co w rękę wpadło. Opisany thelemiczny system otarł mi się już o wzrok. Pewne nauki z tej szkoły włączyłem do swojego ówczesnego sposobu widzenia świata. Niestety jak to bywało w tego typu podręcznikach magii – pewne sprawy opisywano ze szczegółami, ale nie wyjaśniano skąd konkretnie pochodzą, co powodowało totalny chaos. Podobnie jak z wieloma praktykami i źródłami przedstawionymi przez Orpheusa spotkałem się będąc na drodze wicca tradycyjnej. Jakież to wszystko znajome? Jaki ten świat jest mały? To, że wicca sięga pewnymi gałęziami thelemy nie od dziś wiadomo. Ale, że aż tak mocno? …

Opisy rytuałów, medytacji, praktyk magicznych (może powinno się to napisać “magijnych”?). Jest to bardzo dobre wprowadzenie do tematu i zdecydowanie jedno z przystępniejszych. Dopiero po przeczytaniu tej publikacji należałoby się zabrać za klasykę gatunku jaką są prace Crowleya. W każdym razie nie spotkałem lepszej introdukcji. Literaturę o tym systemie i jego przedstawicielach miałem okazję kilka razy przewertować, ale nawet w biografii Lona Milo duQuette’a nie jest to wszystko aż tak precyzyjnie zaserwowane.

Kultowa praca, której nie powinno zabraknąć sympatykom tematu magii (no dobrze, magiji) z wyższej półki.

93!

Silinez @ Przenikanie światów

Dop.red. – liznąłem zaledwie tej lektury, ale odczucia entuzajstyczne. To działa! (po psychoanutycznej weryfikacji).

kup via Lashtal Press

magija chaosu – teoria i praktyka – studium

Paweł Zaborowski “Teoria i praktyka magii chaosu. Studia kulturowerecenzja

okladka-magia-chaosuFormat A5, 286 stron, oprawa miękka, klejona.

Nie ukrywam, że było mi dane w życiu poznać kilku zadeklarowanych “magów chaosu”. Niestety owi przedstawiciele nie zrobili na mnie najlepszego wrażenia – zapamiętałem ich jako skończonych idiotów, którym się wydawało, że posiedli wiedzę o wszechświecie, a przy okazji myśleli, że są nieźle wyluzowani… Ale mniejsza z tym.

Natrafiłem na rzetelne opracowanie tematu, które wyszło z rąk religioznawcy Pawła Zaborowskiego. “Teoria i praktyka magii chaosu. Studia kulturowe” to kolejne dzieło, którego możliwość podziwiania zawdzięczamy wydawnictwu Black Antlers. Zaczyna się klasycznym syndromem prac XXI w., autor omawia wszystkie możliwe definicje znanych terminów. Potem przechodzi do kwintesencji tematu; przedstawia szczegółowo historię, doktrynę magii chaosu, strukturę organizacyjną Zakonu Iluminatów Thanaterosa i rytualne praktyki. W końcu główny temat przemielony zostaje przez kwestie, które umownie zaliczyć należy do obszaru badań socjologii religii. Tutaj przeplata się m.in. wątek New Age, nowej duchowości, scjentyzacji nauki etc.

W moim odczuciu Zaborowski rozpracował cały problem od każdej możliwej strony; wyczerpująca ilość zagadnień, definicji, nazwisk nie pozostawia żadnych złudzeń; od psychologii po dominującą w rzeczonej pracy socjologię. Praca pisana jest przystępnym językiem, wszystko co trzeba punkt po punkcie. Dokładne przedstawienie założeń magii chaosu sprawia, że temat ten wydaje się bardzo czytelny.

W zasadzie książka mogłaby być swoistego rodzaju podręcznikiem dla adeptów. Przedstawiając pewne kluczowe aspekty tego systemu w świetle badań religioznawczych wiele zarówno “tajemnic” jak i zagadnień czy praktyk staje się jasnych nawet dla osób niewtajemniczonych. Choć nie jest to żadna “Liber Al …” mniemam, że dla studiującego temat magii i okultyzmu czarownika znającego tylko podstawy magii chaosu jest to dobre kompendium rozwijające wiedzę w tym zakresie także o dodatkowe ciekawostki.

Pozycja wyczerpująca i wiele wyjaśniająca, jak można ją podsumować. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Gorąco polecam!

Autor: Siliniez

black – antlers . com

Do psów i ich panów

urfyrfosCCC

Processed with VSCO with p5 preset

Pieśń budzącego się u16A6ursa na nakrapianym szlaku

Świat jest piękny! świat jest podły

świat jest wielki! świat jest zły!

hej ho, poszlibyśmy czynić zło

tu, gdzie kulawi mówią co jest dobro

gdzie ślepi przybijają młotkami drogowskazy

Jednak nie dla tych co są nie bez skazy

Nie dla tych namaszczonych na spaczoną

Ścieżkę pradawnymi runami wyżłobioną gryfią dłonią

wężowym szlakiem języka gadziego płomienia trzask

bo to, co zmienia to niekończący się purpurowy chaosu blask

gdzie na przekór pazurom koła wozu dziejów
ugrzęzły w bagnie, w unieruchomieniu butwieją

Ale ja Poznałem Pana, tego kto zasiał czarny płomień 

w mojej ledwo żywej zygocie, Ziarno
pochodzące sprzed kosmosu
i czasu, uzurpacji kontroli
przez stagnację pochodzącą tam, skąd bezsennie
ciemny duch rozpuszcza zakończone mackami ogony i łowi nimi
dusze zmarłych, do swej inkarnacyjnej pułapki
Miecz Surtra je odrąbie i Oceany spłyną fioletową krwią
nie pochodzące stamtąd, skąd zerkają krzywo wilcze ognie

gdzie z człowieka radośnie drwi burza i ogień
gdzie na czerwonym piasku nocnej pustyni
zygakowate ścieżki węży, znaki Gnozy

psyraus
Processed with VSCO with c1 preset
amaniten

etniczna odtrudka na jad globalizmu

23 życzenia zmiany, wtajemniczeń i metamorfoz

katastrof

vyviad z Krvavym

krv avatar.png
Logo – aut. Krvavy

1. Niewątpliwie jesteś poszukiwaczem Poznania. Czy znasz heretyckie, gnostyczne lub magiczne doktryny (jak Thelema czy Temple of Set), ktore odwołują sie do konkretnych dawców Poznania? W razie co chętnie podziele się lekturą.

Zdecydowanie wątpliwie, bo niczego pewny nie jestem. I z tym Poznaniem to ciężko, bo w zasadzie to nigdy w nim nie byłem- ale skoro wiem, gdzie leży na mapie, to cóż by to były za poszukiwania? Poszukiwacz-oszukiwacz, a ja tu bardziej ten wędrowiec-tułacz (ewentualnie tamłacz, bo tam jest tu i tak).

Nie znam żadnych doktryn, to zupełnie nie moja bajka. Z bajań interesowały mnie zawsze księgi źródła jak Pismo Święte, którego interpretacji uczyli mnie jeszcze liczni ewangeliczni.

Poza tym to miłe, że w Poznaniu jest tylu dawców. Wersja antynatalistyczna: a tak naprawdę to nie.

2. Kiedy posłuchamy całego Tragikosmosu?

Całego to nie wiem, pewnie nigdy, ale moja część będzie gotowa, gdy się spożyje przedpokój. Nadejdzie pora.

3. Jaki jest Twój stosunek do wielkiego Polaka JP2 i katastrofy smoleńskiej?

Umarł. Umarli.

Szkic Kościelnica
rys. Krvavy – Szkic Kościelnica

4. Moim zdaniem Twoje liryki świadczą o tym, że przynajmniej od czasu do czasu poszerzasz sobie świadomość. Nie mylę się aby?

Poszerzam głównie biceps i triceps, bo ciężko bez tego wspinać się na szczyty rozpaczy. Kto nie ma w głowie, ten ma w nogach, więc gonię te wektory. Góra, dół. Szczyt, depresja. Czyt. presja. Nie znam się na alchemii. Kiedy ktoś mówi, ze trzeba w życiu wszystkiego spróbować, myślę raczej o fizyce kwantowej albo pierwszym wejściu na Rysy zimą, nago i z rowerem na plecach.

Otchlań
Otchłań – aut. Krvavy

5. Nie poruszasz – w przeciwieństwie do 303 – takiej tematyki w tekstach, zatem pytanie: Jak zapatrujesz się na kwestie społeczno-polityczne? Czyżbyś też rad ujrzał, jak obecny system trawią płomienie?

Zgadza się, nie poruszam. Czasem w czasie przeszłym.

W kwestiach społecznych często się poszarzam, acz nie radykalizowałbym się, wszak Trzygław. Ale jest to jakiś ważny pierwiastek w osobistej tablicy Mendelejewa.

Co do kwestii politycznych to zapewne bliżej mi do fiordów, choć z chęcią poszedłbym oczyścić umysł i ciało w saunie. A poza tym to państwo polskie istnieje tylko teoretycznie.

6. Zapewne znasz się z 303. Również jestem pod dużym wrażeniem jego szorstkich, socjopatycznych konstatacji. Powiesz coś o nim jako o osobie?

Jego twórczość była dla mnie szczególnie ważna, gdy byłem bardziej biorcą, niż dawcą. Potem zaczęliśmy razem grać koncerty, a co za tym idzie, spędzać wiele czasu na knowaniach przeciwko światu, aż wreszcie proporcje się wyrównały i staliśmy się dla siebie równorzędnymi partnerami w muzyce i rozmowie. Myślę, że ten moment jest widoczny w naszej twórczości, gdy pewne elementy zaczęły się przenikać.

Nie była to często łatwa relacja, ale czego oczekiwać po osobie, która tworzy tak trudną muzykę. Prawdopodobnie wielość negatywnych opinii na jego temat wynika z błędnych, początkowych wyobrażeń i założeń dotyczących jego osoby, tak jakby ludzie nie potrafili wyciągnąć wniosków z muzyki i jego własnych słów.

U mnie bywa podobnie, co bawi i irytuje zarazem- ludzie oczekują łatwości w odbiorze, tak jakby nigdy naprawdę nie słuchali tej muzyki.

To bardzo ciekawy człowiek, który często w życiu się gubił, ale wychodzi na to, że zdołał się już odnaleźć i życzę mu pozostania w takim stanie.

7. W Vyrh muszę się wsłuchać przez słuchawki, ale to mnóstwo interesujący projekt. Planujesz jeszcze jakoś go rozwinąć?

Zależy co masz na myśli, ale projekt ten w różne drogi prowadzi. Majestat był muzyczną ilustracją tragedii górskich, Alpinihilizm nadętą, pełną patosu parodią samego siebie, a przede wszystkim świetną zabawą muzyczną. Przy żadnym projekcie nie spędziłem wcześniej tak wiele czasu, co zaowocowało jabłkiem z drzewa pierworodnego. Zima zaś jest hipnagogiczną opowieścią, wspartą dźwiękowo przez jedno dno z moich największych odkryć, jakim jest ASMR. Każda płyta jest czymś zupełnie innym i nie wiem czy to rozwój, ale na pewno jakieś zakładanie śladu.

Projekt traktuję zupełnie inaczej niż Krvavego, więc mam tutaj tak naprawdę nieco większe pole do nocnych manewrów. Krvavy zaczął sam siebie bardzo ograniczać, a jego idea została mocno wyeksploatowana. Planuję kontynuować to, co działo się w Majestacie, pod roboczym tytułem “Zawał skalny i mięśnia sercowego”.

Baranek Boży Apokalipsa
Baranek Boży Apokalipsa – aut. Krvavy

8. Transgresujesz dalece etos rapu ludzi ulicy. Ale jesteś tego rzecz jasna świadomy, więc żadne to pytanie.

Ciekawie ujęte w sidła znaczeń.

9. Na ile bliska jest Ci myśl Emila Ciorana? Osobiście kiedyś byłem nieomal jej wyznawcą, tymczasem obecnie śmieszy mnie i brzydzi ciut jego skrajne czarnowidztwo.

Zależy która myśl. Trochę ich miał. Jeśli chodzi o ogólną filozofię to tak, jest mi dość bliska, ale oczywiście nie w pełni (w pustni). Tak się nie da i nie ma co popadać w fanatyzm wyznawczy.

10. Czyżbyś był zwolennikiem Straight Edge?

*aplikuje taurynę i melatoninę* co?

Tak jak mówiłem- nie popadajmy w skrajności. Prócz czerni i bieli mamy niezwykle szerokie spektrum szarości. Poza tym- po co od razu wszystko wkładać w pudełko definicji, klasyfikacji.

krvdnogory

11. Czy w jakiejkolwiek mierze inspiruje Cię kino? Jacy są Twoi ulubieni reżyserowie, poza – jak mniemam – Larsem von Trierem (chyba, że to pochopne mniemanie)?

Zależy do czego inspiruje. W tekstach mam wiele odniesień kulturowych, w tym do kinematografii, a więc utwory same odpowiadają na te pytanie. Czy te  odniesienia znajdziesz (znajdziecie), czy też nie- to wasza sprawa.

Ciężko mi mówić o lubieniu całej twórczości danego reżysera, bo niektórzy są dla mnie ‘reżyserami jednego filmu’ jak na przykład Nicolas Winding Refn (Valhalla Rising) lub Antti-Jussi Annila (Sauna). Lars Von Trier broni się Dogmą i wyrobionym, wręcz do przesady, stylem. Yorgos Lanthimos nie zaliczył chyba jak dotąd żadnego słabszego filmu, ale to też kwestia tego, że nie nakręcił ich wiele.  Wtopy zdarzały się nawet mistrzowi Adriejowi Tarkowskiemu (Stalker, Nostalgia, Zwierciadło)- mowa tu oczywiście o Solaris, o który tak wadzili się z Lemem. A skoro jesteśmy już w Polsce to z twórców ojczystych- Krzysztof Zanussi (bo Spirala, bo Constans), Witold Leszczyński (Siekierezada, Konopielka), Jerzy Kawalerowicz (Matka Joanna od Aniołów, Pociąg), Tadeusz Konwicki (Salto), Andrzej Żuławski (Diabeł, Trzecia część nocy), Piotr Szulkin (Golem, Obi-Oba: Koniec cywilizacji, Ga-Ga: Chwała bohaterom). No i Jerzy Surdel (Trylogia Tatrzańska).

12 (?). Co do Refna, to mocna jest też trylogia Pusher. Dzięki za masę tytułów wartych obadania. Diabeł i 3cia część nocy kvlt. Od siebie poleciłbym starsze dzieła Herzoga, filmy Gaspara Noego, “Teoremat” Pasoliniego, kino Jorga Buttgereita, czy “Clean, Shaven”.

Pusher to już nie moje ‘klimaty’. Do Herzoga miałem kilka podejść i mam dużo trudności.

13. Pozwolę sobie zapytać jak się do tego odniesiesz: W chwilach wytrącenia z równowagi jawi mi się, że moja natura w konflikcie z zabierającymi przestrzeń życiową mięsożercami, zgrzyta jak wytrącony pociąg na szynach, albo kosa Exu – bowiem postrzegana jest niby bycie szkodnikiem; tak są zmumifikowani przez katolicką pokutliwość i wiernopoddańczość nakazom moralnym ślepca.

Odniosę talerz do zlewu. I kubek, bo zostały fusy z herbaty na dnie.

https://www.instagram.com/krvavyrh/

http://krvavyrap.8merch.com/

KRVAVY 27.IV.2017 – pyt. katastrof