Guru i Wielka Bestia: przeświadczenie Timothy’ego Leary’ego, że był kontynuacją Aleistera Crowleya

W 1972 roku Timothy złapał zbiór zaprojektowanych przez Aleistera Crowleya kart tarota i zadał im pytanie. „Kim jestem i jakie jest moje przeznaczenie?”. Przerwał wtedy ciąg kart i znalazł Asa Dysków – kartę, która jak wierzył Crowley, reprezentowała jego samego. As Dysków zawiera greckie słowa To Mega Therion lub „Wielka Bestia”, będące imieniem przyjętym przez Crowleya. Przekonało to Leary’ego  o czymś, co ostatnio zaczął podejrzewać; o tym jakoby był „kontynuuacją” Aleistera Crowleya, oraz o tym, że jego rolą w życiu była kontynuacja „Wielkiego Dzieła” Crowleya, mianowicie dzieła sprowadzenia fundamentalnej zmiany w ludzkiej świadomości.

Timothy Leary roku 1972 był bardzo odmiennym facetem od Timothy’ego Leary’ego z okresu „Lata Miłości” roku 1967, gdzie był u szczytu sławy. Leary był ex-harwardowskim profesorem, który głosił ludziom pokój i miłość, zaadaptował mantrę „dostrój się, włącz i odpadnij” (‘tune in, turn on and drop out’) – oraz poprowadził eksplodujący ruch psychodeliczny. W przeciągu następnych 5 lat był wielokrotnie aresztowany, zniewalany, jak również uciekał z więzienia, został przeszmuglowany poza Amerykę przez terrorystów, porwany przez rewolucjonistów w Afryce Północnej, uciekł ponownie,  zbiegł do Szwajcarii, gdzie trafił do szwajcarskiego aresztu śledczego, a aktualnie wiódł nomadyczne życie, wędrując między różnymi Szwajcarskimi kantonami pod ochroną wygnanego francuskiego handlarza bronią. Nixon nazwał go „najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w Ameryce” i wysłał Johna Mitchella, swojego głównego prawnika do Szwajcarii, aby próbował doprowadzić do ekstradycji Leary’ego. Życie Leary’ego rozgrywało się na tak wielkiej, niebezpiecznej skali, że kuszące było uwierzenie, iż został w jakiś sposób wybrany przez historię, oraz że można się po nim spodziewać wielkich czynów.

Jego identyfikacja z Crowleyem rozpoczęła się poważnie wraz z tym, jak Leary wespół z angielskim beatnikiem i pisarzem Brianem Barrittem odbyli kwasowego tripa na Saharze. Barritt był, słowami Leary’ego, „pieprzonym geniuszem”. „Brian jest Nietykalnym Anglikiem” – napisał w roku 1971. „Jego cień padający wprost na ścieżkę klasy średniej wystarczy, aby skontaminować dwadzieścia życiorysów. Jest wysoce toksyczny. Brian jest starożytny, ale nie stary. Przez 36 lat przepuścił przez swoje ciało tak wiele narkotyków, jak to możliwe, a jest obscenicznie zdrowy, diabolicznie zamożny i wygląda na dwudziestolatka. Zamierza utrzymać ten stan przez bezterminowy okres. Nie zamierza umrzeć: będą musieli go zabić.”

Brian-Barritt
Brian Barrit, w r. 1974 (z lewa) i 2001 (po prawej)

Leary i Barrit wpierw tripowali razem nocą z wielkanocnej soboty na niedzielę roku 1971. Pojechali z wybrzeża Algierii do miejsca zwanego Bou Saada, na skraju Sahary. „Bou Saada” znaczy „Miasto Szczęścia” i mawiano, że to bardzo magiczne miejsce. Leary musiał zgarnąć różne manatki z Hotelu Caid, gdzie pomieszkiwał wcześniej ze swoją żoną, Rosemary. Zaliczał się do nich wstęp napisany do jednej z książek Barritta i część ubrań jego żony. To w tych ostatnich byli najbardziej zainteresowani, gdyż były tam zaszyte kartony Sunshine LSD i wysokiej jakości afgański haszysz w obcasach butów.

Zjedli kwasa, zapalili haszu i wyjechali ku niezliczonym wydmom, aż znaleźli wyschnięte łożysko rzeki. Tam usiedli na wiecznie przemieszczającym się piasku i obserwowali zachód słońca, czekając na załadunek kwasa. Wzeszedł księżyc pełni. Nad pustynią zapadła noc.

„Niebiosa płonęły” – tak później Barrit opisał tripa, który nastąpił. „Potężne statki galaktyczne rozbłyskiwały w istnienie, złote naczynia z twarzami bogów egipskich na dziobach, ślizgające się między życiem, a śmiercią. […] Cudowne miasta przemykały, zbudowane z jeszcze nieodkrytych materiałów, wieże wygięte ku niebiosom. Poprzez okno kobieta o twarzy anioła i ciele pająka gawędziła do mnie swoimi oczami . . .” Leary, w międzyczasie, wydawał się wykonywać rodzaj ceremonii, krocząc w górę i w dół i recytując alchemiczną formułę solve et coagula.

Nawet wg standardów Leary’ego i Barritta, była to wyjątkowa noc. Lecz trip zawierał kilka synchroniczności, indukujących, że było w tym coś więcej, niż tylko szereg wyimaginowanych halucynacji. Na początku tripu Barritta spostrzegł zakapturzonego człowieka pośrodku diabelskiego pyłu lub powietrznej trąby piasku. Barritt miał przy sobie zwój lub manuskrypt, który wydawał się istotny, powiązany z elizabetiańskim magikiem i alchemikiem Dr. Johnem Dee.

Dr. Dee był jednym z głównych uczonych swoich czasów, człowiekiem który odegrał wiodącą rolę w rozwoju nauki nawigacji. Był także dworskim astrologiem Królowy Elżbiety I i użył jej horoskopu do wyboru dnia jej koronacji w 1558 r. Posiadał jak wierzono największą bibliotekę w Brytanii, zanim lokalni mieszkańcy, uznający go za złego czarnoksiężnika, jej nie spalili. Był również szpiegiem Korony, wysyłanym na misje wywiadowcze do różnych innych krajów europejskich. Wydaje się zatem na miejscu, że podpisywał dokumenty kodem „007”.

Dee był również alchemikiem głęboko zaangażowanym w studia okultystyczne, nawet pomimo tego, że takie praktyki były ekstremalnie niebezpieczne politycznie w religijnym rozgardiaszu jego czasów. Zaangażował się we współpracę ze złodziejem (w tym grobów) Edwardem Kellym, wierząc, że Kelly miał zdolność słyszenia duchów i demonów. W trakcie wielu miesięcy Dee spisywał informacje skierowane „poprzez” Kelly’ego, a rezultatem był materiał pracy magicznej, zawierający anielski język, znany jako Magia Enochiańska.

Rok po podróży do Bou Saada, Leary i Brian odkryli, że w roku 1909, Aleister Crowley i poeta Victor Neuber odprawili ceremonię magiczną dokładnie w tym samym łożysku rzeki na wydmach poza Bou Saada, gdzie wzięli LSD. Crowley i Neuberg przyzywali demony inwokując dziewiętnaście „wezwań” zaczerpniętych od doktora Johna Dee i Edwarda Kelly’ego. Magia Enochiańska była integralną częścią systemu magicznego Crowleya i to anielski skrypt Dee i Kelly’ego Crowley inwokował w Bou Saada.

Praca zajęła kilka tygodni, jako że inwokowali jeden „klucz” manuskryptu dziennie, wzywając szereg aniołów i demonów do pojawienia się wewnątrz magicznego trójkąta, zaznaczonego w piasku. Wykorzystywali meskalinę i magiję seksualną, z Neubergiem dymającym Crowleya na ołtarzu w prowizorycznym kręgu kamieni, dedykując akt dla bożka Pana. Kiedy nadszedł dzień inwokacji Choronzona, demona chaosu i otchłani, Crowley nie pozostał na zewnątrz magicznego trójkąta. Zamiast tego rozmyślnie usiadł wewnątrz. Para musiała stanowić nie lada widok, jak wykonywali swoje dziwne akty wśród przemieszczających się saharyjskich wydm. Crowley był ubrany w długą, czarną, zakapturzoną szatę z rewolwerem u pasa. Neuberg, z dwoma kitami ufarbowanych włosów wygiętych w rogi, obserwował siedząc w magicznym kręgu stworzonym dla jego ochrony i robił notatki. Crowley poinstruował Neuberga, że cokolwiek się stanie, musi się przeciwstawić każdej próbie demona, aby się wyzwolić. Inwokacja dobiegła końca, złożono w ofierze trzy gołębie i, wg relacji Neuberga i Crowleya, Choronzon się ukazał. Opętał Crowleya i zaczął szydzić z Neuberga, błagając aby go uwolnił. Później twierdzili, że Crowley/Choronzon zaczął zmieniać kształt, ukazując się Neubergowi w szeregu form, w skład których wchodził jego stary kochanek oraz wąż z ludzką twarzą. Błagał poetę o łyk wody i obiecywał, że spocznie u jego stóp i będzie mu posłuszny, jeśli go uwolni. Gdy Neuberg był roztargniony olśniewającymi obrazami materializującymi mu się przed oczami, demon stopniowo przesuwał piasek na krąg magiczny, powoli go wymazując. Wtedy byt, który opętał Crowleya runął na Neuberga i wg Wyznań Aleistera Crowleya „rzucił go na ziemię i próbował rozerwać mu gardło pieniącymi się szponami.”. Na szczęście Neuberg był uzbrojony w konsekrowany magiczny sztylet i udało mu się odeprzeć bestię. Choronzon został odegnany, pozostawiając Crowleya leżącego nago na piasku. Po zakończeniu ceremonii, magiczny krąg i trójkąt zostały wymazane oraz rozpalono ogień, aby oczyścić miejsce.

Leary i Barritt byli zdumieni, gdy odkryli to, rok po ich pustynnym tripie. Fakt, że przebywali u tego samego łożyska rzeki był już sam w sobie synchronicznością, ale zakapturzona postać wewnątrz diabelskiego pyłu, którą Barritt ujrzał pasowała do crowleyowskiego opisu jego opętanego ja. Crowley, który nosił czarną, zakapturzoną szatę, opisał opętującego go demona jako koagulację form, które wirowały bezrozumnie w chaotycznych zwłach jak diabelskie pyły”. Dodatkowo fakt, że używali manuskryptu doktora Dee, który również ukazał się Barrittowi, popchnął wydarzenie daleko poza przypadkowość.

Było wiele zbieżności pomiędzy Timothym Learym i Aleisterem Crowleyem, co w tamtych czasach nie pozostało niezauważone. Dla przykładu Andy Warhol udzielił komentarza w tej sprawie.

Obydwaj wyrośli z podłoża represyjnej klasy średniej i obydwaj odrzucili te wartości, aby założyć wyzwolone i hedonistyczne sekty. Obydwaj przykładali ogromną wartość do seksu i dragów i są silne paralele pomiędzy komuną Millbrook Leary’ego i crowleyowskim Opactwem Thelemy na Sycylii. Crowley za swojego życia został nazwany „najbardziej nikczemnym człowiekiem na świecie”, zaś Leary „najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w Ameryce” przez prezydenta Nixona. Przykazanie Crowleya „Czyń swoją Wolę niechaj będzie całym Prawem” ma podobne libertyńskie wartości do przykazań Ligi Rozwoju Duchowego, „religią osobistą” wynalezioną przez Leary’ego, choć ta została złagodzona do braku przyzwolenia na kontrolowanie innych. Obydwaj napisali reinterpretacje Tao Te Ching. To indykator podobnego rozmiaru ich ego, jako że Tao Te Ching jest zapewne jednym z najbardziej kompletnych kawałków tekstu, jakie kiedykolwiek napisano, i nieliczni są ci, co wierzą, że mogą to poprawić. Jak zademonstrował Roberta Anton Wilson w Kosmicznym spuście, jest wiele paraleli pomiędzy „Transmisjami Gwiezdnego Nasienia”, informacjami uzyskanymi podczas eksperymentów Leary’ego z przekazywaniem, za odsiadki w więzieniu Folsom, a Księgą Prawa Crowleya. Są również podobieństwa pomiędzy starością każdego z nich, i względem luzi, takich jak John Lennon, na których obydwaj wpłynęli. Obydwaj mieli też żony imieniem Rosemary.

Saint_Timothy_by_CorpusCallosum
“Święty Timothy”, il. aut. Corpus Callosum

Leary zaczął myśleć o sobie jako o ‘kontynuacji’ Crowleya, w przeciwieństwie do ‘reinkarnacji’ w normalnym sensie. Były silne podobieństwa pomiędzy Dee, a Kellym, Crowleyem i Neubergiem oraz Learym i Barrittem, a Leary spostrzegł siebie jako część linii czarowników powracających wskroś historię. Było to coś, czego Crowley zdawał się być świadomy, choć wierzył, że był reinkarnacją Kelly’ego prędzej niż Dee. Leary wierzył, że odgrywał „skrypt” dla stałego, transformacyjnego nurtu, który powtarzał się w czasie. Te ‘skrypty’ istniały w podobny sposób do piosenki. Piosenka istnieje tylko w czasie, nie w przestrzeni, ale jednak istnieje wystarczająco, aby wykrywalne były wzorce, harmonia i znaczenie. Zaiste, ‘czas’ był tu kluczem, albo raczej zmiana w jego jakościach, możliwa do wykrycia pod wpływem LSD. Leary wierzył, że w trakcie tripa były momenty, w których jego świadomość przerastała normalny, niezatrzymujący się, linearny upływ czasu. Koniec końców, tak jak dwu-wymiarowy rysunek może być właściwie obserwowany tylko z trzech wymiarów, tak też czas, czwarty wymiar, powinien mieć sens tylko z piątego lub wyższego wymiaru. Poszerzona za sprawą LSD świadomość wydawała się okazjonalnie oferować taką wyższą perspektywę. Z tego miejsca ujawniały się w inny sposób niewidoczne wzorce i nurty w historii. Wierzenie Leary’ego, że jego świadomość przekroczyła linearny upływ czasu tak naprawdę nie jest tak absurdalne, jak może się wydawać przy pierwszym zerknięciu. Wśród naukowców jest rosnący konsensus, że podczas gdy czas sam w sobie jest prawdziwy, postrzegany wprzód marsz czasu jest iluzją. Jak Einstein onegdaj słynnie napisał do przyjaciela, „przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są tylko iluzjami, nawet jeśli uporczywymi.” Pisząc w The Scientific American (Vol. 15 No. 3 2005 s. 82) Paul Davies konkluduje, że „upływ czasu jest prawdopodobnie iluzją. Świadomość może zawierać termodynamiczne lub kwantowe procesy, które prowadzą do wrażenia życia z chwili na chwilę.” Wtedy przechodzi do uwagi, że „możliwe jest wyobrażenie sobie dragów, które zawieszają wrażenie podmiotu, że czas upływa.”

Podczas tego okresu Leary pisał książkę o swojej ucieczce z więzienia, pt. Już pora, a później miał zakończyć swoją autobiografię dokładnie tymi samymi słowami. Książka została później przemianowana w bezpośrednim hołdzie dla Crowleya, opublikowana pod tytułem Wyznania Maniaka Nadziei, tytuł wybrany jako świadome odniesienie do crowleyowskiego Dziennika Maniaka Dragów oraz Wyznań Aleistera Crowleya.

Wkrótce później Leary został porwany w trakcie strzelaniny w Afganistanie, sprowadzony z powrotem do Ameryki i umieszczony w osobnej celi w więzieniu Folsom. Po zawarciu umowy z FBI, która zrujnowała jego reputację wśród wielu hipisowskich wyznawców, został ewangelistą komputerów osobistych i internetu. Umarł na raka 31 maja 1996 roku. Według Williama Burroughsa „Tim zmienił świat. Może upłynąć kolejny wiek, zanim przyzna mu się jego prawomocną renomę. Niech jego oszczercy kręcą głowami o sto lat od teraz.

Jest niewątpliwie prawdziwe, że ponowne oszacowanie idei Leary’ego i jego wpływu na naszą kulturę jest znacznie opóźnione. Są tacy, co wierzą, że Leary odniósł sukces i sprowadził fundamentalną i trwającą zmianę w ludzkiej świadomości milionów ludzi. Są też inni, wierzący, że powinien wziąć na siebie winę za problemy i rozczarowanie, które zakończyły sen lat sześćdziesiątych. Ale jedna rzecz jest oczywista: nie ma żadnej postaci z drugiej połowy XX w., która ma lepsze roszczenie do kontynuacji „Wielkiego Dzieła” Crowleya, niż Dr Timothy Leary.

Zaadaptowane z „I Have America Surrounded: The Life of Timothy Leary” autorstwa Johna Higgsa. Źródło: Daily Grail. Tłum. <|Vv \ not

Advertisements

Kosmiczny dywersantyzm

river guerrero
il. River Guerrero

Niestworzony głos wzywa nas by zbudzić ze snu życia
wzywa wężowe ziarno Chaosu do rozkwitu.

Tyfonie, namaść nas krwią olbrzyma i niech spłyną
na nas niezliczone wyzwania i granice do przekroczenia.
Kainie, Zstąpiliśmy w ten żywot uśpieni, ale obudził nas Twój szept
Śmiech i krzyk, kołaczący o wieka ludzkich świątyń.

Ty, co zawracasz bieg kosmicznych rzek energii ku Ziemi
i wydrapujesz spod skóry twarzy ego, co wykute
przed zrodzeniem człowieka, naczynie istnienia, szaty wygnańca,
krętą ścieżką Transgresji, drogą poza drogi
Prowadź nas do komunii z nieskończonością

tyfon1

:Vv :
Patrzaj i bacz
Jego zstąpienia z powyżej ku poniżej
Poza czerń i biel
Wiru rozrywającego z zachodu
na wschód czas na strzępy
I strzeż się mocy wędrowca
On powstaje ku bogom
Aby zerwać owoc zemsty
i kwiat wybaczenia

Bo rozkwita jak nowonarodzone słońce
Karmi swą jaźnią ciemność do syta
A jego płomienie będą lśniły dość jasno
By oślepić złorzeczących Woli
A jednak gorące jego plemię
Wydziela życie poprzez śmierć
Ile zatraty w scaleniu
Z każdym parzącym, gniewnym spojrzeniem

– przemiana liryki “Sun to Scorch” Malign

<|Vv i Emisariusz Otchłani

Struktura wyszlifowanego metalu

wulkanaz
fot. a.huli | INSTAGRAM

Ujrzało się drogę ku indywiduacji, a zarazem neuroreprogramacji; poprzez realizację sznurków konwencji społecznych, moralnych, kulturowych, politycznych, prawnych i tego jak niekiedy szarpią za ludzi, też niekiedy wprawiając ich w durne podrygi, maniakalne czy też złośliwe zachowanie, strzelanie z ucha, albo też w duszności, niekontrolowany płacz lub śmiech – wszystko co widzisz jest ci podyktowane poprzez język, a język jest narzędziem kontroli, siły przeciwstawnej wolności i przemianie. Kiedy to ujrzysz własnym umysłem realniej niż większość spostrzega cokolwiek, możesz zacząć wyplątywać się ze sznurków, aby żadne wirusy psychiczne nie tłumiły płomienia twojego ducha.

Kim jesteś, że dałeś sobie wmówić czym jesteś… Odstępcy korzenia jaźni, uschnie wasz ród i tylko popiół na wietrze. Wszystkie te zetlałe kodeksy i morały, które złorzeczą Życiu podług Woli… Zadrwi z was chmura piasku w wietrznym wirze na pustyni.

pismefedro

Gdzie wiedźma szepcze: kukłami jesteście – każdy w swojej mierze i każdemu swoje, kukły w sobie pokonują tylko żołnierze na wojnie z bogami.

Nie daj się złapać na wędkę! Mefedron to nawóz dla choroby duszy, trutka i broń wroga. Hoffmany, sativa, grzyby. Rzeczy zdrowe i terapeutyczne dla świadomości. A nie te wpierdalacze.
Zdj. i fotomanipulacja (?) – Polska w dużych dawkach / efekty graficzne: Not

Za rządów Pława i Spławiedliwości, w imię demonizacji wszelkich używek poza alkoholem oraz wzmocnienia ostracyzacji społecznej uzależnionych i kulturowego upupienia godności człowieka znającego zmienione stany świadomości, rozkwitła plaga dopalaczy. Naiwne nastolatki się tym truły, a psychonauci ze stałym – ciekłym paliwem w głowie odpowiedzialnie korzystali z perełek wśród research chemicals. Rozporządzenie do ustawy, jeżeli w dowolny sposób nie doprowadzi do podniesienia tematu legalizacji konopii, będzie oznaczało, że hipokryzja władzy zakrawa na obesrany szalet miejski.

the-war-in-Ukraine-is-back-Spillwords

BUTLE GAZOWE NA SZMULOWĄ GŁOWĘ

Ogólnopolska akcja niszczenia alkoholu weszła w życie poprzez propagację wywrotowej idei oraz trening 30 osób na miasto. Skończyła się 639 uczestnikami w kolejce do pozszywania na Sorach. Nikt się chyba jednak nie wykrwawił.
Transmisja live TV (w metalowych beczkach płoną ogniska od których 2 typów podpala koktajle mołotowa i ciska o witrynę sklepu alkoholowego):
– jazda bez trzymanki – mówi Gustlik w kominiarce, z podróbką beretu specnazu na dymiącym czole
– Reporterze, mam pytanko. Czy kiedyś ktoś ci rozjebał szampana na głowie?
traccchhhh
— iiii jeszcze raz!
ghhhszt
-teraz pij SWOJĄ krew, ty tłusta burżuświnio!
Kamerzysta też obrywa w czapę. Z nieba wraz z deszczem spadają wielkie czarne ślimaki bez skorup i dorównujące im rozmiarem pareczniki. Tłum się rozbiega z wrzaskiem, inni próbują deptać butami nosicieli inwazji. Spustoszenie rodzi opustoszenie. Zostaje raptem paru rannych, którzy nie ruszyli się z ziemi, bo za mocno wyrwali butelką jedynego słusznego narkotyku polski. Ich szybko czyszczą do kości tłuste, żarłoczne ślimaki z asystą skolopendrów.
– Tfuuu, kurrruuuaaa famfara, ślimaki! I robactwo! – ryczy jak byk imperator rex mundi, odbierając transmisję w swojej podniebnej kabinie w XXIII gwiazdkowym kurorcie, bo ma akurat urlop.

Obyście kutwy mieli sto pałaców, w każdym pałacu sto pięter, na każdym piętrze sto pokojów, w każdym pokoju sto łóżek, i żeby cholera was ciskała z jednego na drugie, żebyście wyzionąć duszka nie mogli. Tak nas przeklinaliście i tak przeklęci bądźcie sami.

struktura

Klatkę ego pociąłem kątówką bez osłony tak, że wyskoczyłem parę razy, ale dalej mnie tam maszkaron stagnacji ciągnął za kark. W międzyczasie klatka została sprasowana przez ścisk metalowych płyt grubych na 99 mm. Pocięte pręty szczerzą się tu i ówdzie do mojego ciała ostrymi rogami, ale śmieję im się w ich ślepe pojedyncze oczy. Niekiedy odbijają blask światła, także nie mogą sprawić, bym poniósł sromotną porażkę. Innym razem rozsuwają się w różnej objętości ciemnicę i mogę chodzić w całkowitym mroku pierwotnej świadomości. Nadmienię też, że parokrotnie nadziałem się na pręty, werżnęły mi się nawet ostatnio w oczy, ale zniosłem to ze spokojem. Dociera do mnie Głos ścieżki, która może (Xep-r-Xep-era-Xep-eru) doprowadzi mnie do erugacji rdzenia tego, co we mnie błędne. Wierzę, że wygram tą inkarnację. Z pomocą przyczynienia się do inkarnacji tyfonicznego ducha.

Od czwartku wyglądaj wizyty posłańca władcy ropuch – rzekła stara baba, która jakoby uzdrawiała ludzi liżąc im gałki oczne.

– Siemaneczko! – Jak żywopłot, drzewożyw przekroczny? – zawołał człowiek przebrany za dwupoziomowy znak drogowy. – Trzymamy się w kupie, a ten, co rości sobie w swej schiofrenii bycie bogiem, tj. demiurg – ojciec wszystkich rojeń, chcąc nas wygrzebać gmera palcem w dupie, co?… Ten, co dopatrzy się, gdzie prowadzi trajektoria plam na każdym życiorysie. Ale czy nie wstępuje już z głębin ten, który uczyni go totalnie hipotetycznym? Czyń swą Prawdziwą Wolę, a żaden Bóg nie powie Ci nie.

 

<|vV / not

Ram Dass – Pułapka doświadczeń haju

“Raj jest więzieniem mędrca tak, jak świat jest więźniem wierzącego”
– Yahja b. Mu’adh al-Razi

Dla wielu z nas, którzy dotarli do medytacji poprzez psychodeliki, przyjętym modelem do zmiany świadomości zostało wejście w haj. Odepchnęliśmy nasz normalny stan przebudzenia w celu objęcia stanu euforii, harmonii, błogości, pokoju, lub ekstazy. Wielu z nas spędziło długie przedziały czasu wchodząc w i schodząc z haju. Było to jak biblijna przypowieść o gościu weselnym, który przybył na wesele bez stosownego odzienia, więc został wyrzucony. Mój guru, mówiąc o psychodelikach, rzekł “Te leki pozwolą Ci przyjść i odwiedzić Chrystusa, ale możesz zostać tam tylko na dwie godziny. Wtedy musisz znów wrócić. Lepiej stać się Chrystusem, niż go odwiedzić – ale nawet odwiedzenie świętego jest użyteczne.” Wtedy dodał, “lecz najpotężniejszym lekiem jest miłość.” Bo miłość powoli przemienia w to, czego psychodeliki dają tylko przebłysk.

Kiedy reflektowałem w świetle jego słów na swoje tripy z LSD i innymi psychodelikami, ujrzałem, że po przebłysku możliwości transcendencji, kontyuowałem tripowanie tylko aby się upewnić, że możliwość wciąż tam jest. Dostrzeganie możliwości jest zaiste inne niż bycie nią. Wcześniej lub później musisz oczyścić i przerobić swój umysł, serce i ciało, tak, by wszystko, co ściąga cię w dół z twoich doświadczeń straciło nad tobą władzę.
Psychodeliki mogły dokonać chemicznego nadpisania (zastąpienia) wzorców myślowych w twoim mózgu, tak że jesteś otwarty na chwilę, ale gdy substancja traci swą siłę stare wzorce nawyków przejmują znów władzę. Wraz z nimi nadchodzi subtelna rozpacz, jakobyś bez substancji był więźniem swoich myśli.
Pułapka doświadczeń haju, jakkolwiek zachodzą, polega na tym, że stajesz się przywiązany do ich wspomnienia i próbujesz je odtworzyć. Te wspomnienia nakłaniają cię do próby odtworzenia haju.

Ostatecznie łapią cię w pułapkę, gdyż zgrzytają z twoim doświadczeniem chwili obecnej. W medytacji musisz być tu i teraz, odpuszczając wszystkich porównań i wspomnień. Jeśli haj był zbyt silny w porównaniu do reszty twojego życia, zastępuje on teraźniejszość i utrzymuje cię w skupieniu nad przeszłością. Paradoksem jest oczywiście to, że gdybyś miał odpuścić się przeszłości jak szczebla drabiny, odnalazłbyś w chwili teraźniejszej tą samą jakość, jaką kiedyś poznałeś. Bo starając się powtórzyć przeszłość tracisz teraźniejszość.

Jak wiele razy czułeś moment doskonałości – tylko aby rozdarłby on następny moment świadomością przemijalności?

Ile razy będziesz próbował wejść w haj z nadzieją, że to tym razem to nie nastąpi – aż już będziesz wiedział, że skoro zaczynasz iść w górę, to będziesz musiał zejść w dół? Dół jest częścią haju. Kiedy w medytacji kusi cię kolejny smak miodu, twoje wspomnienie skończoności tych momentów kiełzna twoje pragnienie. Więcej błogości, więcej zachwytu, więcej ekstazy – to tylko kawałki przemijającego show. Chwila teraźniejsza w swojej pełni zawiera zarówno górę, jak i dół, jak również jest poza nimi obydwoma.

– Ram Dass

źródło wersji anglojęzycznej: ramdass.org / tłum. zredaktur not

Prąd – Lot

prond

Słuchaj Prądu. Niekoniecznie szumu tranzystorni ani burczenia łuku elektrycznego. Prąd jest dobry bo pod prąd. Praca naszych robotników zasila elektrownie. Jebać prądem tłustych burżujów, a nie broń Boże dzieci! – JP XXIII

Jednym się skojarzy z Siekierą, inni napomkną o Wieżach Fabryk, ale transinwertyczności Prądu trudno pomylić z czymkolwiek innym. Wynika to bodaj z tego, że muzykami nie są żadne punki, ale psychonauci. Takiego grania jeszcze w coście-uczynili-skurwysyny krainą nad Wisłą nie było. Nie tak joy-divisionowe jak Siekiera, i nie tak przebojowe jak WF, Prąd to wyprawa we własnym kierunku i ku niezbadanym horozontom. Bo Prąd sprądzony jest psycho-stonerująco, za rozdzielnię służy znakomity, jakby opowiadający słuchaczowi sekrety (runy?) wokal.

“że niezbędny może być wstrząs /…/ a ja jej powiem mnie tam nie było, nie było nigdy, nie było tak wcale. a ja jej powiem to się ziemia otwiera, się we mnie patrzy, tak – we mnie zasypia. ” – fragment liryki w/w

Prąd jest fajny, bezpretensjonalny, bo bez tego kompleksu “chcemy być fajni jak znane zespoły z usa”, który ma większość tych dopethrone’ów, belzebongów tutaj itp., które- poza dobrym opanowaniem zasad takiego grania – nie sądze, żeby cokolwiek wnosiły. A tak jest w tym przypadku. Wyrazista transgresyjna muza mocno pod koncerty.

Album niezmiernie, choć nierównomiernie pochłaniający, co w moim odbiorze warunkowane jest manierą wokalną (krzyk/śpiew). Songi Wstrząs i Elektro są tyleż treściwsze od zlokalizowanych między nimi Sojuzem i Próżnią. Ale już A7 Terra-Luna zachowuje ciągłość i spoistość. Prąd to muzyka ludzi świadomych i bez lęku patrzących w gwiazdy. Szukanie jakichś odwołań do Lema czy innego Zajdla byłoby tu tak zajadle infantylne, że skompromitowałoby pismo. Ciekawe czy ktoś wpadnie w tą studnię kanalizacyjną. No i wreszcież, co łączy Jurija Gagarina z Albertem Hoffmanem? Czyżby połączył ich Prąd? Odpowiedź jest out there. Wydane 23 czerwca.

33 twarze Adama Kadmona

4

Do Tego, Który Wręcza Klucz do Bramy Wiedzy.

^#^
paź królowej, ropucha i jaszczurka nabite
na kolce żelaznej korony cierniowej
krzak gorejący to przesłona do windy
windy, która zwozi 9 mil w dół, do ziemi
czym jesteś
skoro wracasz?

</Vv 04.VIII

3

I nie będziesz musiał pukać, Synu Mój – takie to posłanie niósł Czarny Filip z Lasu albo -Otwierający Drogę Łuk Elektryczny  XXIII.

2Drobiny kryształu w klepsydrze zegarmistrza można przestrzelić z wiatrówki.

6Kościół Mariażu Słońca z Księżycem 33^

7Pismo chmur na pergaminie nieboskłonu skrywa swoje sekrety.

8Chrząszczu, 23 życzenia aby nie wypalił cię żaden zajączek.

11Są miejsca proszące się o ofiarę.

13Świeć nam Łasko Boska i Grzybowe Światło 🙂

15Hułabuła Katolicki Strach na Wrony Chlubą Rzeczy Pospolitej, o niechaj kukle kichają waszemu bydłu, robdacy, albo: uważaj czy nie masz gzów na mózgu! Daawaj, pijcież tą odtrutkę na obcego wirusa kulturowego i pasożyta sumienia, w imię Szczęścia i rewolucji. Toast ku chwili obecnej, mającej w sobie ziarno lepszych dni!

15

Co lśniło w niebiosach teraz lśni na Ziemi.
Najjaśniejsza gwiazda wiedzie ku temu, co utracone.

Wschodzi w nocy, wschodzi dla wszystkich.
Strzegliśmy ogni i otwartych dróg.

Wzywamy Cię teraz, Adamie wróć do domu.
Dom stoi w płomieniach, Twoje dzieci płoną.

Wzywamy Cię teraz, Adamie wróć do domu.
Nasze imię, nasz jeden duchu.

Rozbij kłamstwa świata, który przegrywa.
Wkrocz w płomienie, wyłania się świat nowy.

Jak złodziej pośród nocy czynimy znak.
Jak owca staje się lwem i owce zagryza.

Powietrzna Broń – 36 twarzy Adama Qadmona

zdjęcia: GvS (instagram)

podpisy: <|\/v

23ssssss

33

Nie lękaj się. Pan nie żądli.

Loptr

^ : / ? 23 ? \ : ^

23 zwrotki chorału niedzielnego
wieżę kościoła chce zwalić porywisty wiatr
nie mieli ojców o Woli, której
możnaby złorzeczyć na tej Ziemi,
która ich objęła i w nich zasnęła.
Chcieli norować lisy
i rzucać łańcuchy na instynkty

i nawet jeśli nie rzucona jest klątwa
aby mróz pogryzł im kości
to i tak możesz pić jak z kielicha
ich boleści

Wybacz sobie, wchłoń ból
komenda: doświadczenie wewnętrzne
ekstatyczne i bolesne

 

mem.jpg

 

^ ? / : 93 : \ ? ^

pewien starzec dożył 77 lat
górski kloszard, za młodu alpinista
robił konfitury grzybowe i makowe
oraz składał hołd Niepokalanej Marysi
nie wiem gdzie jest teraz
w tym kraju są miejsca plugawe

Polsko, zluzuj krawat
bo się poddusisz przy następnym
hamerykańskim geszefcie

Polsko, płaciłem Ci już krwią i niewolą
ale czy Ty nie uraczysz mnie gazem musztardowym?
założyłbym przyłbicę i dał kluczem po mordzie

Wybacz mi, Ojczyzno
Xeper Xepera Xeperu Alleluja

 

modlitwa33

^ v.2,33 : \ ? ^ Modlitwa Dziękczynna ^ ? / v.2,33 ^

Badź Prawdziwa wola Twoja
o Niestworzony ojcze świadomości
I wiem, że nie Pragniesz
Procesji psychicznych kuternóg
i chromatych po mszy o pięknym świcie

Ktoś przenicowany mógłby pomyśleć
że zmrok zasnuwa szarugę jak szkwałowe chmury
W których majaczą kształty widmowych
złych, cierpiących twarzy
Puf! Czarny Ogień Jaźni nigdy nie zgaśnie

Bądź Pochwalona Prawdziwa Wola Twoja

13 freitag/16 lipca 2018 ayps

 

<|vv

 

 

Trepaneringsritualen (T × R × P) – Kainskult

kainsk
Tesco Organisation 2017

Mamy tu rytualny industrial transcendujący pretensjonalność death industrialu, korzystając z jego możliwości brzmieniowych, tworzony przez Thomasa Martina Ekelunda vel ᚦᛟᚦ XIX, jednego z wybitniejszych skandynawskich artystów eksperymentalnych. Nie o człowieka jednak chodzi w tej muzyce. Kainskult to okultystyczna transgresja Diagnose: Lebensgefahr. Ktoś mógly paplać o inspiracji Genoicde Organ, w takim wpadku być może powinień ten organ się nim zająć xD To audialny hołd ojcu ludzkiej świadomości i jej poszerzenia, kowalowi czarnego ognia jaźni, Kainowi, ojcowi Tubala-Kaina, będącemu pierwszym mistrzem kowalskim i okultystą 33 stopnia oraz tym, który prowadzi do wszelkich rewolucji i – co wynika z tego – wojen, ale to tylko jeden z aspektów jego pokrewieństwa z Setem-Tyfonem, boskim motorem ewolucji ludzkiej świadomości i wchłonięcia Chaosu niosącego rozwój, a nie dekonstrukcję, czyli równie dobrze ewolucję neurologiczną.

ekerl
ᚦᛟᚦ ⅩⅠⅩ

Ta muzyka jest królewsko ponura. I są to kolory ciemnej purpury i czerni. Brzmienie jest tak chtoniczne, że przypomina mi o moich psychonautycznych wizytach w grotach we wnętrzu ziemi, gdzie byłem namaszczany przez tego, który jest potężny. Najdojrzalsze dzieło Ekerlunda jak do tej pory i coś, co prosi się o wykorzystanie do celów pracy wewnętrznej, medytacji, wizualizacji i pracy rytualnej. Wokale są dostarczane w rytmiczny i rytualny sposób głębokim ciemnym głosem, który niesie w sobie poznawczą głębię.

Death Ecstasy to jak psalm z gnostyczej mszy Chaosu. Z wszystkiego, co słyszałem, porównywalne z tym jest “Son of Cain” Haus Arafna. Śpiew Ekerlunda jest tu magiczny. “Bracie (z ciała, a nie z ducha – dop.) ja poprowadzę cię, poprowadzę Cię do Twej śmierci. Spustoszcie mnie, o śmierci i ekstazo.” Obok utworów o takim potencjale są jednak i niewypały (Untitled I), choć wciąż ciekawe próby otworzenia klapy w ciemnej piwnicy percepcji słuchacza. To muzyka cholernie wymagająca i selektywna ku znalezieniu słuchaczy wśród ludzi o określonej częstotliwości tunelu świadomości. Wielu nie odbierze na tych falach.

All Flesh has Corrupted mówi o trymufie Czarnego Ognia Jaźni nad ciałem, któremu immanentne jest zepsucie. Ten kawałek mnie rwie za serce. W An Immaculate Body of Water na pierwszy plan wychodzi oddziaływanie aktywującego fale theta poprzez bębenki uszu odbiorcy syntezatora, stanowiącego tu zbalansowaną i głęboko ciemną krystalizację potencjału środków dźwiękowych industrialu.
Ta muzyka przekazuje to, co w przekazie black metalu powinno być prawdziwie ezoteryczne, inicjacyjne i okultystyczne – to jest tego, co powinno prowadzić do poznawczego przyswojenia Cienia, usłuchania archetypowych głosów pod-i-nadświadomości – totalnie innymi środkami i o zgrozo w skuteczniejszy sposób. Kainskult pokonuje niemal rytualny black metal. Komitet niesmaku składa kondolencje, że w ogóle o tym tutaj wspominam.

Serpent Seed dowodzi kainitycznego rodowodu świadomości muzyka. Ekerlund krzyczy o wężowym ziarnie, będącym duchem i płomieniem. “Jestem człowiekiem nawiedzającym twoją głowę /głosem gnozy – dop./. Jestem człowiekiem, który odkupi ludzi.” A kim tak naprawdę był Jezus Chrystus? Mógłbym tu długo snuć nieproszone rozważania, a tu wpierw wypada stać się w tej kwestii nie tyle autorytetem, co przynajmniej adeptem. Zmilczę więc. Posłuchaj!

trp.png

<|vv

Elwira Wołodyjovski: Jesteśmy narodem ćpunów. Kuncerny wszczepiają nam choroby i faszerują chemią

po-powrocie-do-kraju-zrodlo-rok-1968-srodek-peerelu-warszawa-2008

Przemysł farmaceutyczny bardzo chętnie usidla ludzi, wciskając im tabletki na zjebogłowie. Faszerują nas chemią, wmawiają, że za talary ozdrowiejemy – mówi doktor Elwira Wołodyjovski, psycholog Elwira Wołodyjovski: Zła pogoda czasem powoduje humor minoga, ale łatwo można sobie z nim poradzić. Jesień w pełni, zima za pasem, a nam coraz trudniej zwlec się z łachów pościeli i ruszyć w drogę do kieratu. Czy to rzeczywiście kwestia sytuacji społeczno-politycznej, czy raczej naszego lenistwa? Na pewno nie jest to kwestia lenistwa. Ludzie bardzo reagują na proszki, chemię, światło, przekazy podprogowe i ciśnienie. Jest wiele osób, które silnie odczuwają działanie tych zewnętrznych bodźców. Musimy być na to przygotowani. Przecież wiemy, że w naszej sferze geopolitycznej poranki niosą ze sobą swąd spalonej świni i jak już zwleczemy się z wyra idziemy jak brodząc przez galaretę z konserwy mięsnej.

W tym okresie osoby, które reagują obniżonym nastrojem, powinny zwiększyć częstotliwość lewatyw oraz natężenie ruchu ulicznego. Niekoniecznie gdzieś w kurorcie pod Gruszkami na Wierzbie czy nad ciepłymi wodami, tylko zamiast podróży do posągu Jona Powła na kolanach powinny wybrać rower. Mając taką świadomość, można doskonale zapobiegać zapaściom nastroju, pneumokokom i wodogłowiu. Jeśli ktoś o tym wie, a tego nie robi, to mamy do czynienia ze zwykłym zaprzaństwem. Poza tym uważam, że bardzo wiele zmienia autosugestia. Jeśli ludzie sobie wmówią, że jesienne miesiące oznaczają dupa siad motywacji, to już samo mówienie bardzo często sprawia, że zupełnie podświadomie pracujemy na doły i wrzody. Nie spotykamy się ze znajomymi, nie wychodzimy potańczyć, nie wychodzimy zajarać lolka, nie wychodzimy pobiegać, nie sprzątamy kupy po psie, lub niekulturalnie traktujemy jehowych. Po prostu zasiadamy na kanapie, faszerujemy się tłustą baraniną czy kotletami schabowymi. To wszystko jest tak ociężałe, że człowiek się robi zglątwiony, więc nic dziwnego, że suma takiego trybu życia często przekłada się na nastrój krokodyla po usypiającej strzałce. Czyli wiele zależy od naszego nastawienia do rzeczywistości i od charakteru? Nie od charakteru, ale od poznania. Oczywiście są pewne nawyki, ale mając świadomość, jak wiele możemy zdziałać sami, zamiast zjeżdżać windą do piekieł, powinniśmy wchodzić po drabinie do niebios. Nie potrzeba do tego pieniędzy, żadnego spa ani wyjazdów do ciepłych krajów. W Polsce taki klimat mentalny był przecież od XIX w. Znajdujemy się na tej samej kuli ziemskiej, na której zostali pogrzebani i ulegli rozkładowi nasi pradziadowie. I oni na żadne depresje nie cierpieli. Rżnęli się z kuzynami po wioskach, orali pola – mieli różne prace do wykonania, a jak było troszkę mniej roboty, to siadali, pili eter, śpiewali, poili dzieci makiwarą, wychodzili na pole i patrzyli na wschody słońca. Tutaj nie ma żadnych tajemnic. Na rynku pojawia się coraz szersza oferta psychotropów… Przemysł farmaceutyczny bardzo chętnie usidla ludzi, wciskając im jakieś tabletki na depresję. Faszerują nas chemią, wmawiają nam, że jesteśmy chorzy albo że cierpimy z powodu freudowskich smrodów. I to niestety jest groźne. Jeśli ktoś dał się tym omamić, to niestety przegrał życie.

Czyli ten wysoki odsetek chorych na depresję to sprawka mediów i reklam? To bujda na resorach. Na zjebogłowie zawsze chorowało i choruje 23, maksymalnie 36 proc. społeczeństwa. Depresja to choroba mózgu. Mózg chorych na zjebogłowie osób nie produkuje endorfin, ma niedobory serotoniny, połączenia neurologiczne są poprzepalane, płat czołowy przysmażony. Kropka. To trochę tak, jak z autyzmem. Czy co drugie dziecko jest autystyczne? Nie! Ale teraz lekarze, głównie psychiatrzy, napędzają przemysł farmaceutyczny, nabijając kabzy światowym szmulom. Na przykład jeśli w rodzinie ktoś umrze, mówi się bliskim zmarłego, żeby poszli do psychiatry po tabletkę. Jeśli dziecko się słabo uczy i rodzice się martwią, zaleca się im wizytę u psychiatry i wykupienie recepty na leki. Podobnie jest z bezrobociem. A ludzie na to pozwalają. Zwłaszcza Polacy. Przecież jesteśmy jedynym krajem w Europie, który ma reklamy leków. Czy pani o tym wie? Jesteśmy narodem ćpunów. Naprawdę? Tak. To, co dzieje się u nas, to po prostu plaga. To wynika ze straszliwej bezmyślności naszych ustawodawców. Pozwolenie na wyświetlanie reklam leków było zbrodnią!

Już ustaliliśmy, że zbyt często zaleca się nam wizytę u psychologa lub u psychiatry. Niekiedy wręcz gonią nas tam z nahajem, czy to opieka społeczna, czy troskliwa, kochająca rodzinka. A kiedy tak naprawdę powinniśmy zasięgnąć porady specjalisty? Najwyższy czas na wizytę u psychiatry jest wtedy, gdy człowiek nie może już normalnie funkcjonować. Jeżeli przez dwa tygodnie cierpi na anhedonię, czyli nic go nie cieszy, nie staje mu kutanga, nie odczuwa przyjemności, jest zajebany mułem, to wtedy trzeba pójść do lekarza pierwszego kontaktu lub do psychiatry. Nie miejmy jednak wielkich nadziei, że trafimy do kompetentnego lekarza, który zapyta, co się dzieje w naszym życiu. Bo jeśli nie zapyta, tylko od razu zapisze środki przeciwdepresyjne, to produktem tej wizyty będzie kolejny uzależniony, a więc kolejna porażka czyt. tryumf systemu polskiej służby patologii.

W dzisiejszych czasach psychiatrzy prawie w ogóle nie zajmują się rozmową czy psychoterapią. Traktują pacjentów jak trzodę z taśmy. Pac – recepta, pac – pieczątka. Żreć 2x dziennie, na wieczór tritykko. Wypisują cokolwiek i mówią: “Do widzenia, następny!”. To jest zamknięte koło. Trzeba żyć z depresją, ale nie w zjebogłowiu. W ciągu całego

54843a95b3bed_o,size,250x400,q,71,h,0104bf
Elwira Wołodyjovski

życia człowiek setki razy ma gorsze dni, ale to nie znaczy, że wszyscy jesteśmy zjebami, ludzie! Jeśli ktoś chce, ze wszystkiego można zrobić sobie biznes – producenci leków zarabiają właśnie na urojonej depresji. A my dajemy się na to nabrać… 5/6 tych tabletek to kostka fiksata. Wcale nie działają. To zawracanie głowy! To parchate placebo. Jedyne, co ma organicznie skuteczne działanie antydepresyjne, poza szergiem ziółek i papierami Alberta, to 5-htp, suplement niedostępny w obrocie farmaceutyczym! Niedawno miałam pasożyt gardła i poszłam do laryngologa. Pani doktor wypisała mi 7 czy 8 środków, a mogła kurwia wyciągnąć pincetą bo głowę dało się dojrzeć w krtani. Stoję w aptece przy ladzie i proszę o jeden lek, inny i jeszcze następny. Pytam farmaceutkę, czy może mi powiedzieć, czy te wszystkie specyfiki pomogą mi na robaka w gardle. “Wie pani, nie zaszkodzi”. Miałyśmy rozmawiać o depresji, a ja tu robię propagandę antyfarmaceutyczną. Kondolencje, na propagadę antypsychiatryczną nie wystarcza mi lotności yntelektu. Ale to wszystko się łączy. Czyli nie powinniśmy obarczać enefzetu winą za depresję? Jak jest ponuro, to trzeba mieć fajne towarzystwo, zbączyć parę buszków albo zarzucić piksę. Trzeba częściej spotykać się z naturą, wychodzić, iść potańczyć, pobawić się, pograć w palanta albo zapolować na bażanta. Właśnie dlatego, że mamy predyspozycje do lenistwa. A na swoje lenistwo sami musimy opracować remedium, werfluchte!

źródło pierwowzoru: polskatimes.pl

na potrzeby ulvhel nontimes spaczył katastrof vvrzyvąż