Struktura wyszlifowanego metalu

pismefedro

Gdzie wiedźma szepcze: kukłami jesteście – każdy w swojej mierze i każdemu swoje, kukły w sobie pokonują tylko żołnierze na wojnie z bogami.

Mefuedron kupa na dłuższą metę. To nawóz dla choroby duszy, trutka i broń wroga. Hoffmany, sativa, grzyby. Rzeczy zdrowe i terapeutyczne dla świadomości. A nie te wpierdalacze. Amen 93.
Zdj. i fotomanipulacja (?) – Polska w dużych dawkach / efekty graficzne: Not

Za rządów Pława i Spławiedliwości, w imię wzmocnienia ostracyzacji społecznej uzależnionych i kulturowego upupienia godności człowieka znającego zmienione stany świadomości, rozkwitła plaga dopalaczy. Naiwne nastolatki się tym truły, a psychonauci ze stałym – ciekłym paliwem w głowie odpowiedzialnie korzystali z perełek wśród research chemicals. Rozporządzenie do ustawy, jeżeli w dowolny sposób nie doprowadzi do podniesienia tematu legalizacji konopii, będzie oznaczało, że hipokryzja władzy zakrawa na obesrany szalet miejski.

the-war-in-Ukraine-is-back-Spillwords

BUTLE GAZOWE NA SZMULOWĄ GŁOWĘ

Ogólnopolska akcja niszczenia alkoholu weszła w życie poprzez propagację wywrotowej idei oraz trening 30 osób na miasto. Skończyła się 639 uczestnikami w kolejce do pozszywania na Sorach. Nikt się chyba jednak nie wykrwawił.
Transmisja live TV (w metalowych beczkach płoną ogniska od których 2 typów podpala koktajle mołotowa i ciska o witrynę sklepu alkoholowego):
– jazda bez trzymanki – mówi Gustlik w kominiarce, z podróbką beretu specnazu na dymiącym czole
– Reporterze, mam pytanko. Czy kiedyś ktoś ci rozjebał szampana na głowie?
traccchhhh
— iiii jeszcze raz!
ghhhszt
-teraz pij SWOJĄ krew, ty tłusta burżuświnio!
Kamerzysta też obrywa w czapę. Z nieba wraz z deszczem spadają wielkie czarne ślimaki bez skorup i dorównujące im rozmiarem pareczniki. Tłum się rozbiega z wrzaskiem, inni próbują deptać butami nosicieli inwazji. Spustoszenie rodzi opustoszenie. Zostaje raptem paru rannych, którzy nie ruszyli się z ziemi, bo za mocno wyrwali butelką jedynego słusznego narkotyku polski. Ich szybko czyszczą do kości tłuste, żarłoczne ślimaki z asystą skolopendrów.
– Tfuuu, kurrruuuaaa famfara, ślimaki! I robactwo! – ryczy jak byk imperator rex mundi, odbierając transmisję w swojej podniebnej kabinie w XXIII gwiazdkowym kurorcie, bo ma akurat urlop.

Obyście kutwy mieli sto pałaców, w każdym pałacu sto pięter, na każdym piętrze sto pokojów, w każdym pokoju sto łóżek, i żeby cholera was ciskała z jednego na drugie, żebyście wyzionąć duszka nie mogli. Tak nas przeklinaliście i tak przeklęci bądźcie sami.

struktura

Klatkę ego pociąłem kątówką bez osłony tak, że wyskoczyłem parę razy, ale dalej mnie tam maszkaron stagnacji ciągnął za kark. W międzyczasie klatka została sprasowana przez ścisk metalowych płyt grubych na 99 mm. Pocięte pręty szczerzą się tu i ówdzie do mojego ciała ostrymi rogami, ale śmieję im się w ich ślepe pojedyncze oczy. Niekiedy odbijają blask światła, także nie mogą sprawić, bym poniósł sromotną porażkę. Innym razem rozsuwają się w różnej objętości ciemnicę i mogę chodzić w całkowitym mroku pierwotnej świadomości. Nadmienię też, że parokrotnie nadziałem się na pręty, werżnęły mi się nawet ostatnio w oczy, ale zniosłem to ze spokojem. Dociera do mnie Głos ścieżki, która może (Xep-r-Xep-era-Xep-eru) doprowadzi mnie do erugacji rdzenia tego, co we mnie błędne. Wierzę, że wygram tą inkarnację. Z pomocą przyczynienia się do inkarnacji tyfonicznego ducha.

Od czwartku wyglądaj wizyty posłańca władcy ropuch – rzekła stara baba, która jakoby uzdrawiała ludzi liżąc im gałki oczne.

– Siemaneczko! – Jak żywopłot, drzewożyw przekroczny? – zawołał człowiek przebrany za dwupoziomowy znak drogowy. – Trzymamy się w kupie, a demiurg chcąc nas wygrzebać gmera palcem w dupie, co?… Ten, co dopatrzy się, gdzie prowadzi trajektoria plam na każdym życiorysie. Ale czy nie wstępuje już z głębin ten, który uczyni go totalnie hipotetycznym?

 

<|vV / not

Advertisements

Ram Dass – Pułapka doświadczeń haju

“Raj jest więzieniem mędrca tak, jak świat jest więźniem wierzącego”
– Yahja b. Mu’adh al-Razi

Dla wielu z nas, którzy dotarli do medytacji poprzez psychodeliki, przyjętym modelem do zmiany świadomości zostało wejście w haj. Odepchnęliśmy nasz normalny stan przebudzenia w celu objęcia stanu euforii, harmonii, błogości, pokoju, lub ekstazy. Wielu z nas spędziło długie przedziały czasu wchodząc w i schodząc z haju. Było to jak biblijna przypowieść o gościu weselnym, który przybył na wesele bez stosownego odzienia, więc został wyrzucony. Mój guru, mówiąc o psychodelikach, rzekł “Te leki pozwolą Ci przyjść i odwiedzić Chrystusa, ale możesz zostać tam tylko na dwie godziny. Wtedy musisz znów wrócić. Lepiej stać się Chrystusem, niż go odwiedzić – ale nawet odwiedzenie świętego jest użyteczne.” Wtedy dodał, “lecz najpotężniejszym lekiem jest miłość.” Bo miłość powoli przemienia w to, czego psychodeliki dają tylko przebłysk.

Kiedy reflektowałem w świetle jego słów na swoje tripy z LSD i innymi psychodelikami, ujrzałem, że po przebłysku możliwości transcendencji, kontyuowałem tripowanie tylko aby się upewnić, że możliwość wciąż tam jest. Dostrzeganie możliwości jest zaiste inne niż bycie nią. Wcześniej lub później musisz oczyścić i przerobić swój umysł, serce i ciało, tak, by wszystko, co ściąga cię w dół z twoich doświadczeń straciło nad tobą władzę.
Psychodeliki mogły dokonać chemicznego nadpisania (zastąpienia) wzorców myślowych w twoim mózgu, tak że jesteś otwarty na chwilę, ale gdy substancja traci swą siłę stare wzorce nawyków przejmują znów władzę. Wraz z nimi nadchodzi subtelna rozpacz, jakobyś bez substancji był więźniem swoich myśli.
Pułapka doświadczeń haju, jakkolwiek zachodzą, polega na tym, że stajesz się przywiązany do ich wspomnienia i próbujesz je odtworzyć. Te wspomnienia nakłaniają cię do próby odtworzenia haju.

Ostatecznie łapią cię w pułapkę, gdyż zgrzytają z twoim doświadczeniem chwili obecnej. W medytacji musisz być tu i teraz, odpuszczając wszystkich porównań i wspomnień. Jeśli haj był zbyt silny w porównaniu do reszty twojego życia, zastępuje on teraźniejszość i utrzymuje cię w skupieniu nad przeszłością. Paradoksem jest oczywiście to, że gdybyś miał odpuścić się przeszłości jak szczebla drabiny, odnalazłbyś w chwili teraźniejszej tą samą jakość, jaką kiedyś poznałeś. Bo starając się powtórzyć przeszłość tracisz teraźniejszość.

Jak wiele razy czułeś moment doskonałości – tylko aby rozdarłby on następny moment świadomością przemijalności?

Ile razy będziesz próbował wejść w haj z nadzieją, że to tym razem to nie nastąpi – aż już będziesz wiedział, że skoro zaczynasz iść w górę, to będziesz musiał zejść w dół? Dół jest częścią haju. Kiedy w medytacji kusi cię kolejny smak miodu, twoje wspomnienie skończoności tych momentów kiełzna twoje pragnienie. Więcej błogości, więcej zachwytu, więcej ekstazy – to tylko kawałki przemijającego show. Chwila teraźniejsza w swojej pełni zawiera zarówno górę, jak i dół, jak również jest poza nimi obydwoma.

– Ram Dass

źródło wersji anglojęzycznej: ramdass.org / tłum. zredaktur not

Prąd – Lot

prond

Słuchaj Prądu. Niekoniecznie szumu tranzystorni ani burczenia łuku elektrycznego. Prąd jest dobry bo pod prąd. Praca naszych robotników zasila elektrownie. Jebać prądem tłustych burżujów, a nie broń Boże dzieci! – JP XXIII

Jednym się skojarzy z Siekierą, inni napomkną o Wieżach Fabryk, ale transinwertyczności Prądu trudno pomylić z czymkolwiek innym. Wynika to bodaj z tego, że muzykami nie są żadne punki, ale psychonauci. Takiego grania jeszcze w coście-uczynili-skurwysyny krainą nad Wisłą nie było. Nie tak joy-divisionowe jak Siekiera, i nie tak przebojowe jak WF, Prąd to wyprawa we własnym kierunku i ku niezbadanym horozontom. Bo Prąd sprądzony jest psycho-stonerująco, za rozdzielnię służy znakomity, jakby opowiadający słuchaczowi sekrety (runy?) wokal.

“że niezbędny może być wstrząs /…/ a ja jej powiem mnie tam nie było, nie było nigdy, nie było tak wcale. a ja jej powiem to się ziemia otwiera, się we mnie patrzy, tak – we mnie zasypia. ” – fragment liryki w/w

Prąd jest fajny, bezpretensjonalny, bo bez tego kompleksu “chcemy być fajni jak znane zespoły z usa”, który ma większość tych dopethrone’ów, belzebongów tutaj itp., które- poza dobrym opanowaniem zasad takiego grania – nie sądze, żeby cokolwiek wnosiły. A tak jest w tym przypadku. Wyrazista transgresyjna muza mocno pod koncerty.

Album niezmiernie, choć nierównomiernie pochłaniający, co w moim odbiorze warunkowane jest manierą wokalną (krzyk/śpiew). Songi Wstrząs i Elektro są tyleż treściwsze od zlokalizowanych między nimi Sojuzem i Próżnią. Ale już A7 Terra-Luna zachowuje ciągłość i spoistość. Prąd to muzyka ludzi świadomych i bez lęku patrzących w gwiazdy. Szukanie jakichś odwołań do Lema czy innego Zajdla byłoby tu tak zajadle infantylne, że skompromitowałoby pismo. Ciekawe czy ktoś wpadnie w tą studnię kanalizacyjną. No i wreszcież, co łączy Jurija Gagarina z Albertem Hoffmanem? Czyżby połączył ich Prąd? Odpowiedź jest out there. Wydane 23 czerwca.

33 twarze Adama Kadmona

4

Do Tego, Który Wręcza Klucz do Bramy Wiedzy.

^#^
paź królowej, ropucha i jaszczurka nabite
na kolce żelaznej korony cierniowej
krzak gorejący to przesłona do windy
windy, która zwozi 9 mil w dół, do ziemi
czym jesteś
skoro wracasz?

</Vv 04.VIII

3

I nie będziesz musiał pukać, Synu Mój – takie to posłanie niósł Czarny Filip z Lasu albo -Otwierający Drogę Łuk Elektryczny  XXIII.

2Drobiny kryształu w klepsydrze zegarmistrza można przestrzelić z wiatrówki.

6Kościół Mariażu Słońca z Księżycem 33^

7Pismo chmur na pergaminie nieboskłonu skrywa swoje sekrety.

8Chrząszczu, 23 życzenia aby nie wypalił cię żaden zajączek.

11Są miejsca proszące się o ofiarę.

13Świeć nam Łasko Boska i Grzybowe Światło 🙂

15Hułabuła Katolicki Strach na Wrony Chlubą Rzeczy Pospolitej, o niechaj kukle kichają waszemu bydłu, robdacy, albo: uważaj czy nie masz gzów na mózgu! Daawaj, pijcież tą odtrutkę na obcego wirusa kulturowego i pasożyta sumienia, w imię Szczęścia i rewolucji. Toast ku chwili obecnej, mającej w sobie ziarno lepszych dni!

15

Co lśniło w niebiosach teraz lśni na Ziemi.
Najjaśniejsza gwiazda wiedzie ku temu, co utracone.

Wschodzi w nocy, wschodzi dla wszystkich.
Strzegliśmy ogni i otwartych dróg.

Wzywamy Cię teraz, Adamie wróć do domu.
Dom stoi w płomieniach, Twoje dzieci płoną.

Wzywamy Cię teraz, Adamie wróć do domu.
Nasze imię, nasz jeden duchu.

Rozbij kłamstwa świata, który przegrywa.
Wkrocz w płomienie, wyłania się świat nowy.

Jak złodziej pośród nocy czynimy znak.
Jak owca staje się lwem i owce zagryza.

Powietrzna Broń – 36 twarzy Adama Qadmona

zdjęcia: GvS (instagram)

podpisy: <|\/v

23ssssss

33

Nie lękaj się. Pan nie żądli.

Loptr

^ : / ? 23 ? \ : ^

23 zwrotki chorału niedzielnego
wieżę kościoła chce zwalić porywisty wiatr
nie mieli ojców o Woli, której
możnaby złorzeczyć na tej Ziemi,
która ich objęła i w nich zasnęła.
Chcieli norować lisy
i rzucać łańcuchy na instynkty

i nawet jeśli nie rzucona jest klątwa
aby mróz pogryzł im kości
to i tak możesz pić jak z kielicha
ich boleści

Wybacz sobie, wchłoń ból
komenda: doświadczenie wewnętrzne
ekstatyczne i bolesne

 

mem.jpg

 

^ ? / : 93 : \ ? ^

pewien starzec dożył 77 lat
górski kloszard, za młodu alpinista
robił konfitury grzybowe i makowe
oraz składał hołd Niepokalanej Marysi
nie wiem gdzie jest teraz
w tym kraju są miejsca plugawe

Polsko, zluzuj krawat
bo się poddusisz przy następnym
hamerykańskim geszefcie

Polsko, płaciłem Ci już krwią i niewolą
ale czy Ty nie uraczysz mnie gazem musztardowym?
założyłbym przyłbicę i dał kluczem po mordzie

Wybacz mi, Ojczyzno
Xeper Xepera Xeperu Alleluja

 

modlitwa33

^ v.2,33 : \ ? ^ Modlitwa Dziękczynna ^ ? / v.2,33 ^

Badź Prawdziwa wola Twoja
o Niestworzony ojcze świadomości
I wiem, że nie Pragniesz
Procesji psychicznych kuternóg
i chromatych po mszy o pięknym świcie

Ktoś przenicowany mógłby pomyśleć
że zmrok zasnuwa szarugę jak szkwałowe chmury
W których majaczą kształty widmowych
złych, cierpiących twarzy
Puf! Czarny Ogień Jaźni nigdy nie zgaśnie

Bądź Pochwalona Prawdziwa Wola Twoja

13 freitag/16 lipca 2018 ayps

 

<|vv

 

 

Trepaneringsritualen (T × R × P) – Kainskult

kainsk
Tesco Organisation 2017

Mamy tu rytualny industrial transcendujący pretensjonalność death industrialu, korzystając z jego możliwości brzmieniowych, tworzony przez Thomasa Martina Ekelunda vel ᚦᛟᚦ XIX, jednego z wybitniejszych skandynawskich artystów eksperymentalnych. Nie o człowieka jednak chodzi w tej muzyce. Kainskult to okultystyczna transgresja Diagnose: Lebensgefahr. Ktoś mógly paplać o inspiracji Genoicde Organ, w takim wpadku być może powinień ten organ się nim zająć xD To audialny hołd ojcu ludzkiej świadomości i jej poszerzenia, kowalowi czarnego ognia jaźni, Kainowi, ojcowi Tubala-Kaina, będącemu pierwszym mistrzem kowalskim i okultystą 33 stopnia oraz tym, który prowadzi do wszelkich rewolucji i – co wynika z tego – wojen, ale to tylko jeden z aspektów jego pokrewieństwa z Setem-Tyfonem, boskim motorem ewolucji ludzkiej świadomości i wchłonięcia Chaosu niosącego rozwój, a nie dekonstrukcję, czyli równie dobrze ewolucję neurologiczną.

ekerl
ᚦᛟᚦ ⅩⅠⅩ

Ta muzyka jest królewsko ponura. I są to kolory ciemej purpury i czerni. Brzmienie jest tak chtoniczne, że przypomina mi o moich psychonautycznych wizytach w grotach we wnętrzu ziemi, gdzie byłem namaszczany przez tego, który jest potężny. Najdojrzalsze dzieło Ekerlunda jak do tej pory i coś, co prosi się o wykorzystanie do celów pracy wewnętrznej, medytacji, wizualizacji i pracy rytualnej. Wokale są dostarczane w rytmiczny i rytualny sposób głębokim ciemnym głosem, który niesie w sobie poznawczą głębię.

Death Ecstasy to jak psalm z gnostyczej mszy Chaosu. Z wszystkiego, co słyszałem, porównywalne z tym jest “Son of Cain” Haus Arafna. Śpiew Ekerlunda jest tu magiczny. “Bracie (z ciała, a nie z ducha – dop.) ja poprowadzę cię, poprowadzę Cię do Twej śmierci. Spustoszcie mnie, o śmierci i ekstazo.” Obok utworów o takim potencjale są jednak i niewypały (Untitled I), choć wciąż ciekawe próby otworzenia klapy w ciemnej piwnicy percepcji słuchacza. To muzyka cholernie wymagająca i selektywna ku znalezieniu słuchaczy wśród ludzi o określonej częstotliwości tunelu świadomości. Wielu nie odbierze na tych falach.

All Flesh has Corrupted mówi o trymufie Czarnego Ognia Jaźni nad ciałem, któremu immanentne jest zepsucie. Ten kawałek mnie rwie za serce. W An Immaculate Body of Water na pierwszy plan wychodzi oddziaływanie aktywującego fale theta poprzez bębenki uszu odbiorcy syntezatora, stanowiącego tu zbalansowaną i głęboko ciemną krystalizację potencjału środków dźwiękowych industrialu.
Ta muzyka przekazuje to, co w przekazie black metalu powinno być prawdziwie ezoteryczne, inicjacyjne i okultystyczne – to jest tego, co powinno prowadzić do poznawczego przyswojenia Cienia, usłuchania archetypowych głosów pod-i-nadświadomości – totalnie innymi środkami i o zgrozo w skuteczniejszy sposób. Kainskult pokonuje niemal rytualny black metal. Komitet niesmaku składa kondolencje, że w ogóle o tym tutaj wspominam.

Serpent Seed dowodzi kainitycznego rodowodu świadomości muzyka. Ekerlund krzyczy o wężowym ziarnie, będącym duchem i płomieniem. Jestem człowiekiem nawiedzającym twoją głowę /głosem gnozy – dop./. Jestem człowiekiem, który odkupi ludzi.” A kim tak naprawdę był Jezus Chrystus? Mógłbym tu długo snuć nieproszone rozważania, a tu wpierw wypada stać się w tej kwestii nie tyle autorytetem, co przynajmniej adeptem. Zmilczę więc. Posłuchaj!

trp.png

<|vv

Elwira Wołodyjovski: Jesteśmy narodem ćpunów. Kuncerny wszczepiają nam choroby i faszerują chemią

po-powrocie-do-kraju-zrodlo-rok-1968-srodek-peerelu-warszawa-2008

Przemysł farmaceutyczny bardzo chętnie usidla ludzi, wciskając im tabletki na zjebogłowie. Faszerują nas chemią, wmawiają, że za talary ozdrowiejemy – mówi doktor Elwira Wołodyjovski, psycholog Elwira Wołodyjovski: Zła pogoda czasem powoduje humor minoga, ale łatwo można sobie z nim poradzić. Jesień w pełni, zima za pasem, a nam coraz trudniej zwlec się z łachów pościeli i ruszyć w drogę do kieratu. Czy to rzeczywiście kwestia sytuacji społeczno-politycznej, czy raczej naszego lenistwa? Na pewno nie jest to kwestia lenistwa. Ludzie bardzo reagują na proszki, chemię, światło, przekazy podprogowe i ciśnienie. Jest wiele osób, które silnie odczuwają działanie tych zewnętrznych bodźców. Musimy być na to przygotowani. Przecież wiemy, że w naszej sferze geopolitycznej poranki niosą ze sobą swąd spalonej świni i jak już zwleczemy się z wyra idziemy jak brodząc przez galaretę z konserwy mięsnej.

W tym okresie osoby, które reagują obniżonym nastrojem, powinny zwiększyć częstotliwość lewatyw oraz natężenie ruchu ulicznego. Niekoniecznie gdzieś w kurorcie pod Gruszkami na Wierzbie czy nad ciepłymi wodami, tylko zamiast podróży do posągu Jona Powła na kolanach powinny wybrać rower. Mając taką świadomość, można doskonale zapobiegać zapaściom nastroju, pneumokokom i wodogłowiu. Jeśli ktoś o tym wie, a tego nie robi, to mamy do czynienia ze zwykłym zaprzaństwem. Poza tym uważam, że bardzo wiele zmienia autosugestia. Jeśli ludzie sobie wmówią, że jesienne miesiące oznaczają dupa siad motywacji, to już samo mówienie bardzo często sprawia, że zupełnie podświadomie pracujemy na doły i wrzody. Nie spotykamy się ze znajomymi, nie wychodzimy potańczyć, nie wychodzimy zajarać lolka, nie wychodzimy pobiegać, nie sprzątamy kupy po psie, lub niekulturalnie traktujemy jehowych. Po prostu zasiadamy na kanapie, faszerujemy się tłustą baraniną czy kotletami schabowymi. To wszystko jest tak ociężałe, że człowiek się robi zglątwiony, więc nic dziwnego, że suma takiego trybu życia często przekłada się na nastrój krokodyla po usypiającej strzałce. Czyli wiele zależy od naszego nastawienia do rzeczywistości i od charakteru? Nie od charakteru, ale od poznania. Oczywiście są pewne nawyki, ale mając świadomość, jak wiele możemy zdziałać sami, zamiast zjeżdżać windą do piekieł, powinniśmy wchodzić po drabinie do niebios. Nie potrzeba do tego pieniędzy, żadnego spa ani wyjazdów do ciepłych krajów. W Polsce taki klimat mentalny był przecież od XIX w. Znajdujemy się na tej samej kuli ziemskiej, na której zostali pogrzebani i ulegli rozkładowi nasi pradziadowie. I oni na żadne depresje nie cierpieli. Rżnęli się z kuzynami po wioskach, orali pola – mieli różne prace do wykonania, a jak było troszkę mniej roboty, to siadali, pili eter, śpiewali, poili dzieci makiwarą, wychodzili na pole i patrzyli na wschody słońca. Tutaj nie ma żadnych tajemnic. Na rynku pojawia się coraz szersza oferta psychotropów… Przemysł farmaceutyczny bardzo chętnie usidla ludzi, wciskając im jakieś tabletki na depresję. Faszerują nas chemią, wmawiają nam, że jesteśmy chorzy albo że cierpimy z powodu freudowskich smrodów. I to niestety jest groźne. Jeśli ktoś dał się tym omamić, to niestety przegrał życie.

Czyli ten wysoki odsetek chorych na depresję to sprawka mediów i reklam? To bujda na resorach. Na zjebogłowie zawsze chorowało i choruje 23, maksymalnie 36 proc. społeczeństwa. Depresja to choroba mózgu. Mózg chorych na zjebogłowie osób nie produkuje endorfin, ma niedobory serotoniny, połączenia neurologiczne są poprzepalane, płat czołowy przysmażony. Kropka. To trochę tak, jak z autyzmem. Czy co drugie dziecko jest autystyczne? Nie! Ale teraz lekarze, głównie psychiatrzy, napędzają przemysł farmaceutyczny, nabijając kabzy światowym szmulom. Na przykład jeśli w rodzinie ktoś umrze, mówi się bliskim zmarłego, żeby poszli do psychiatry po tabletkę. Jeśli dziecko się słabo uczy i rodzice się martwią, zaleca się im wizytę u psychiatry i wykupienie recepty na leki. Podobnie jest z bezrobociem. A ludzie na to pozwalają. Zwłaszcza Polacy. Przecież jesteśmy jedynym krajem w Europie, który ma reklamy leków. Czy pani o tym wie? Jesteśmy narodem ćpunów. Naprawdę? Tak. To, co dzieje się u nas, to po prostu plaga. To wynika ze straszliwej bezmyślności naszych ustawodawców. Pozwolenie na wyświetlanie reklam leków było zbrodnią!

Już ustaliliśmy, że zbyt często zaleca się nam wizytę u psychologa lub u psychiatry. Niekiedy wręcz gonią nas tam z nahajem, czy to opieka społeczna, czy troskliwa, kochająca rodzinka. A kiedy tak naprawdę powinniśmy zasięgnąć porady specjalisty? Najwyższy czas na wizytę u psychiatry jest wtedy, gdy człowiek nie może już normalnie funkcjonować. Jeżeli przez dwa tygodnie cierpi na anhedonię, czyli nic go nie cieszy, nie staje mu kutanga, nie odczuwa przyjemności, jest zajebany mułem, to wtedy trzeba pójść do lekarza pierwszego kontaktu lub do psychiatry. Nie miejmy jednak wielkich nadziei, że trafimy do kompetentnego lekarza, który zapyta, co się dzieje w naszym życiu. Bo jeśli nie zapyta, tylko od razu zapisze środki przeciwdepresyjne, to produktem tej wizyty będzie kolejny uzależniony, a więc kolejna porażka czyt. tryumf systemu polskiej służby patologii.

W dzisiejszych czasach psychiatrzy prawie w ogóle nie zajmują się rozmową czy psychoterapią. Traktują pacjentów jak trzodę z taśmy. Pac – recepta, pac – pieczątka. Żreć 2x dziennie, na wieczór tritykko. Wypisują cokolwiek i mówią: “Do widzenia, następny!”. To jest zamknięte koło. Trzeba żyć z depresją, ale nie w zjebogłowiu. W ciągu całego

54843a95b3bed_o,size,250x400,q,71,h,0104bf
Elwira Wołodyjovski

życia człowiek setki razy ma gorsze dni, ale to nie znaczy, że wszyscy jesteśmy zjebami, ludzie! Jeśli ktoś chce, ze wszystkiego można zrobić sobie biznes – producenci leków zarabiają właśnie na urojonej depresji. A my dajemy się na to nabrać… 5/6 tych tabletek to kostka fiksata. Wcale nie działają. To zawracanie głowy! To parchate placebo. Jedyne, co ma organicznie skuteczne działanie antydepresyjne, poza szergiem ziółek i papierami Alberta, to 5-htp, suplement niedostępny w obrocie farmaceutyczym! Niedawno miałam pasożyt gardła i poszłam do laryngologa. Pani doktor wypisała mi 7 czy 8 środków, a mogła kurwia wyciągnąć pincetą bo głowę dało się dojrzeć w krtani. Stoję w aptece przy ladzie i proszę o jeden lek, inny i jeszcze następny. Pytam farmaceutkę, czy może mi powiedzieć, czy te wszystkie specyfiki pomogą mi na robaka w gardle. “Wie pani, nie zaszkodzi”. Miałyśmy rozmawiać o depresji, a ja tu robię propagandę antyfarmaceutyczną. Kondolencje, na propagadę antypsychiatryczną nie wystarcza mi lotności yntelektu. Ale to wszystko się łączy. Czyli nie powinniśmy obarczać enefzetu winą za depresję? Jak jest ponuro, to trzeba mieć fajne towarzystwo, zbączyć parę buszków albo zarzucić piksę. Trzeba częściej spotykać się z naturą, wychodzić, iść potańczyć, pobawić się, pograć w palanta albo zapolować na bażanta. Właśnie dlatego, że mamy predyspozycje do lenistwa. A na swoje lenistwo sami musimy opracować remedium, werfluchte!

źródło pierwowzoru: polskatimes.pl

na potrzeby ulvhel nontimes spaczył katastrof vvrzyvąż

 

Aborcja Chimery

Liberalizm zawiódł – nie dlatego, że nie sprostał samemu sobie, lecz dlatego, że był prawdziwy wobec siebie. Zawiódł, ponieważ odniósł sukces. W miarę jak liberalizm “stał się pełniej sobą”, jak jego wewnętrzna logika stała się bardziej ewidentna, a jego wewnętrzne sprzeczności się zamanifestowały, wygenerował patologie, które są jednocześnie deformacjami jego twierdzeń, a jednak realizacją ideologii liberalnej. Filozofia polityczna, uruchomiona aby sprzyjać większej sprawiedliwości, chronić pluralistyczną tkaninę różnych kultur i wierzeń, chronić ludzką godność i – rzecz jasna – poszerzać wolność, w praktyce generuje tytaniczną nierówność, wdraża uniformizm i homogeniczność, sprzyja materialnej i duchowej degradacji i podminowuje wolność. Jego sukces może być mierzony osiągnięciem przeciwieństwa tego, w co wierzył, że uzyska. Prędzej niż widzieć kumulującą się katastrofę jako dowód naszej porażki w życiu zgodnie z ideałami liberalizmu, powinniśmy raczej dostrzec, że ruiny, które wytworzył są oznakami jego zwycięstwa.
– Patrick J. Deneen, Why Liberalism Failed

NIE KONWENCJE, ALE IDEOLOGIE IMMANENTNIE ZAWODZĄ.

IDEOLOGIE SĄ WIRUSEM KULTUROWYM.

blzbb

Istoty przyciągane przez smród czasami wpadają w sieci okoliczności, w których ich wola nie może zostać zrealizowana, bo zostaje skrępowana. Takie sieci plącze Tubal Kain, pan czarnego Ognia Jaźni i kowalstwa. Jego językiem są pioruny nad morzem przy czerwonych pustyniach i ich burzowy wiatr, trzask ognia, pomarańczowy blask Syriusza, a jego oczami wnętrza wulkanów, zaś płucami wnętrza gór. Z jego kuźni pochodzi mój duszek. On tworzy i karmi moją wiarę i Wolę.
Od dzisiaj mogę polegać tylko na sobie. Tylko mogąc polegać na sobie będę mógł polegać na Innych.

jazda

Smród smaru i czarnego pyłu ze szlifierni, drażniącego nozdrza, rozstrojone radio nadaje: rypsz sztyk sztyk! Bezdomny grzebie śrubokrętem w chlebie i na wierzch sypią się trociny oraz pył i wypadają sproszkowane czarne stonogi i zasuszone martwe gzy, tj. Belzebubsztycze. A! Makiety karykatur ludzkich wcielone. Furgonetka ciągnie na przyczepie reklamę: Konstanty Woroniecki. Oficer i szmugler zamordowany przez nkwd. W postaci kartki w sepii skserowanej z kopii na drukarce tuszowej powielonej na formacie billboardu. Tyfon Elo Set Him

Śmierdzący olejem silnikowym maszynista przekłada wajchę podświadomości. Na wierzch wypływają – niby rzeka szczurów z wybitej studzienki kanalizacyjnej – ponadosobowe chimery. Widzę ich poruszające się cienie. Jest wrogi obserwator, który jednak nie może podjąć żadnej akcji, bo jest ślepy, nie ma kontaktu na planie fizycznym. Jest też zgarbiona chuderlawa starucha włażąca po niskich schodach. Porusza się groteskowo jak w narkoleptycznym przyspieszeniu. Zza zamykających się drzwi świta przekształcenie zetlałych popiołów na gruzach ego. Pociąg nie odpalany od upadku Satelit Radzieckich rusza ze zgrzytem, a tory rzężą. Gdy nabiera prędkości osrywają go gawrony, a w tranzystorze iskrzy prąd.

35435960_1805900016136808_746390128347316224_o

Morze i gwiaździste noce zabierają to, co zapomnieliśmy i to, co zamierzaliśmy powiedzieć. Morze wciąga w swój kołyszący szum, a noc otula rezonacją międzygwiezdnych przestrzeni – wszystko to, czego zaniechaliśmy powiedzieć i dokonać.

Serdecznie mnie pierdoli cały brud złuszczonych skorup ego, powielany jak listki w papierze do dupy. Ludzka morda to coś, co nakładasz jak wstajesz? Zespół nudy zdeptanych nawyków i orkiestra dęta. Bo jeśli to się nakłada, to można to też zmiętolić jak szmatę. Aby być czystym wobec siebie trzeba przebrnąć rzekę goryczy. Twoje – moje – cioci od gwoździ “ja” nijak się ma do tego, czym jest Jaźń. Te wszystkie kłody na drodze do samorealizacji prawdziwej Woli, huk! Zawołać zda się orkan, niech Pan, bóg dzikości wydmuchnie powietrzną trąbę. Puff!

Judeochrześcijańskie brzemię sumienia potrafi dopaść nawet ludzi innego chowu, choć w swojej indoeuropejskiej powłoce. Wątpliwe, czy to brzemię to coś więcej niż więzy, jakie narzuca na nas demiurg – moc ziemskiej stagnacji. Ma to na celu zatrzymanie zarodka przemiany, która się dokonuje głęboko wewnątrz. To jak perspektywa zmiany kursu przez las życia. Kto jest kusicielem? Nie ten, którego słowami są Xeper Xepera Xeperu. Przybywając istnienie uczyniono, że przybywanie w istnienie zaistniało. To ten, który budzi.

36002843_2093681027569481_4856218615625547776_n

Wstąp w nasze szeregi – Partii Wzmożonego Nadzoru. Zadawałeś sobie kiedyś pytanie, co mają wspólnego ludzkie dusze i fabryka serów homogenizowanych? Dołącz do nas jeśli chciałbyś razem z nami ludzi wodzić za uzdy przewleczone przez haki wbite w kąciki ust! A głosuj na nas nie tylko jeśli chciałbyś być tak poprowadzony przez życie. Szarpanie sznurkami na jakie nawleczona jest świadomość społeczna dokonuje się w półcieniu luksusowych gabinetów, wchodzisz po rozpadających się schodach jak do cygańskiego pałacu. Z wnętrza holu dobiega bryza zjełczałego kawioru, ślepookie ryby pływają w unoszących się w powietrzu bańkach wodnych, a skórzane fotele obrasta pleśń. To centrum, gdzie kanalizacja jest rozprowadzana podziemnymi tunelami jelit.

Polska Służba Patologii. Ministerstwo fetuje sukces powrotu ze śpiączki Adama Knotmona, znakomitego chirurga i ekonoma. Powodem do radości jest również zwycięstwo w zaprowadzeniu bajecznie urągających warunków funkcjonowania służby patologii. Nie dopuśćmy do jej prywatyzacji. Niech kulawi staną się chromatymi. A zdrowi niech zaczną się u świtania naszej ery zapisywać w kolejki do operacji refundowanej lobotomii.

IMG_20180620_180339

Mądry, choć dziki człowiek, Hunter S. Thompson, napisał: “Nadzieja powstaje, a marzenia migoczą i gasną. Miłość robi plany na jutro, a samotność rozmyśla nad wczoraj. Życie jest piękne, a bycie żywym to ból.”

Życie bywa jadowite w sposób bardziej bolesny, niż ten, w jaki potrafi być piękne. To się trochę cholera nie kalkuluje. Jak ilość talarów, jaka żywi Judaszy świadomości. Dziadunio Tubal-Kain prowadzi jednak ognistym szlakiem. Wiedzeni przez niego i wiedzący o nim w sobie niekoniecznie mają dane odkalibrować ze swojego żywota skłonność do przyswojenia Cienia i zgłębiania wielości doświadczeń wewnętrznych.

K/VV

 

Matt Hollywood & the Bad Feelings – s/t

a0603454368_10
8.V 2018

Białasy, ekscentrycy, wykolejeńcy, autsajderzy, ćpaki, snoby i ziemniaki – oto moja płyta roku. Urocze, harmonijne, swobodne, więcej niż ciut psychodeliczne granie, gdzieś z pogranicza alt-country i eksperymentalnego oraz psychodelicznego rocka. Płyta jest przy tym tak czysta i bogata brzmieniowo, że nie/zwyczajnie zachwyca.

Otwierający song „Carl Sagan” zbudowany jest z lotnego kobiecego zaśpiewu troszkę jak z Goat i męskiej deklamacji, przypominającej manierę Boyda Rice’a w Scorpion Wind.  Wśród swych inspiracji Matt wylicza Cohena, Hazlewooda, Morricone, Gainsbourga, oraz klasyczne country i bluesa. Nawet jeśli jest tu cokolwiek na rzeczy to wszystkie te wpływy zostały transfigurowane w unikalny styl, nie do pomylenia z żadną inną kapelą, choć noszący subtelne podobieństwa do paru. Lepsze to nawet od The Brain Jonestown Massacre, macierzystego zespołu Matta. W zasadzie żaden długograj tegoż nie ma po równi wysokiego poziomu, co najwyżej dorównujące rzeczonemu momenty. No i chyba nawet lepsze, niż ostatnie The Black Angels, choć może odrobinę mniej kwasiarskie. Zachodzi też nie byle pokrewieństwo ze środkowym okresem Swans, choć tu mamy inny koloryt i większy kołys fali.

22793629_2046782152234349_2113576294242320384_n

„Nobody’s hurt” to początek stylu dominującego na płycie. W tym wypadku mocno psychodeliczna ballada z kojącym śpiewem Matta. Na „My Love will find You” w refrenie pojawia się już uroczy głos wokalistki.  Me and that Man, nad którym spuszczałem się tu dłuższy czas temu, wymięka przy tym na całej linii.  Ozdobą płyty jest zamykające tracklistę „Evening Star”, dorównujące „Star Chaser” The Angels of Light M. Gira. Drugi mój faworyt to przepiękne i mogące wzruszyć co wrażliwszych słuchaczy „Mosquito Coast”. Liryki są znakomite, choć nie idzie ich się doszukać po internetach.

Ten album koi skołatane nerwy, relaksuje, uzwniośla myśli i podnosi człowieka na duchu. Jest to również, wypaczta werflukte pompatyczność, opowieść o o ekstatycznej miłości podług własnej Prawdziwej Woli.