.:. A B R A H A D A B R A .:.

ro1

Rodney Orpheus “Abrahadabra

Wprowadzenie do Magiji Thelemy Aleistera Crowleya / recenzja

Jak to jest, że przeciętna książka cofa mnie do wspomnień z młodości? Przypominam sobie czasy kiedy przeczytałem “Magiję w teorii i w praktyce” Aleistera Crowleya i nic z niej kompletnie nie zrozumiałem. Miałem wrażenie, że studiuję kolejne wypociny i usilne próby podzielenia włosa na czworo w kwestii, w której jako eklektyczny wiccanin miałem swoje zdanie i nie widziałem sensu utrudniania sobie życia. Może dobrze, może źle? Diabli wiedzą. Przez wiele lat thelema była dla mnie niejasną ścieżką, na szczęście kilka wykładów Krzysztofa Azarewicza, kilka spotkań z jej przedstawicielami pozwoliły mi odnaleźć drogę we mgle. Przynajmniej poznałem główny sekret, co się z czym je!

I teraz nie wiem – zostać przy starym zdaniu czy przy nowym? Czuję, że przestudiowany materiał wprowadza mnie do filozoficznej świątyni dumania. Chyba literatura działa na mnie mocniej niż się tego spodziewałem.

“Abrahadabra. Wprowadzenie do magiji thelemy Aleistera Crowleya” Rodneya Orpheusa to doskonały GPS dla zagubionych dusz, starających się przynajmniej zrozumieć sens praktyk i nauk wspomnianego proroka Nowego Eonu. Wreszcie kawa na ławę – teologia, filozofia, praktyka. Wszystko jak trzeba. Po kolei.

Z pewnymi naukami zawartymi w tej pracy muszę przyznać – już się kiedyś spotkałem. Kiedy wiccoeklektyzowałem swoją potępioną przez Kościół duszę (w sumie chyba każdy Kościół mnie potępi może za wyjątkiem tego Liberalnego Katolickiego) czytałem co w rękę wpadło. Opisany thelemiczny system otarł mi się już o wzrok. Pewne nauki z tej szkoły włączyłem do swojego ówczesnego sposobu widzenia świata. Niestety jak to bywało w tego typu podręcznikach magii – pewne sprawy opisywano ze szczegółami, ale nie wyjaśniano skąd konkretnie pochodzą, co powodowało totalny chaos. Podobnie jak z wieloma praktykami i źródłami przedstawionymi przez Orpheusa spotkałem się będąc na drodze wicca tradycyjnej. Jakież to wszystko znajome? Jaki ten świat jest mały? To, że wicca sięga pewnymi gałęziami thelemy nie od dziś wiadomo. Ale, że aż tak mocno? …

Opisy rytuałów, medytacji, praktyk magicznych (może powinno się to napisać “magijnych”?). Jest to bardzo dobre wprowadzenie do tematu i zdecydowanie jedno z przystępniejszych. Dopiero po przeczytaniu tej publikacji należałoby się zabrać za klasykę gatunku jaką są prace Crowleya. W każdym razie nie spotkałem lepszej introdukcji. Literaturę o tym systemie i jego przedstawicielach miałem okazję kilka razy przewertować, ale nawet w biografii Lona Milo duQuette’a nie jest to wszystko aż tak precyzyjnie zaserwowane.

Kultowa praca, której nie powinno zabraknąć sympatykom tematu magii (no dobrze, magiji) z wyższej półki.

93!

Silinez @ Przenikanie światów

Dop.red. – liznąłem zaledwie tej lektury, ale odczucia entuzajstyczne. To działa! (po psychoanutycznej weryfikacji).

kup via Lashtal Press

magija chaosu – teoria i praktyka – studium

Paweł Zaborowski “Teoria i praktyka magii chaosu. Studia kulturowerecenzja

okladka-magia-chaosuFormat A5, 286 stron, oprawa miękka, klejona.

Nie ukrywam, że było mi dane w życiu poznać kilku zadeklarowanych “magów chaosu”. Niestety owi przedstawiciele nie zrobili na mnie najlepszego wrażenia – zapamiętałem ich jako skończonych idiotów, którym się wydawało, że posiedli wiedzę o wszechświecie, a przy okazji myśleli, że są nieźle wyluzowani… Ale mniejsza z tym.

Natrafiłem na rzetelne opracowanie tematu, które wyszło z rąk religioznawcy Pawła Zaborowskiego. “Teoria i praktyka magii chaosu. Studia kulturowe” to kolejne dzieło, którego możliwość podziwiania zawdzięczamy wydawnictwu Black Antlers. Zaczyna się klasycznym syndromem prac XXI w., autor omawia wszystkie możliwe definicje znanych terminów. Potem przechodzi do kwintesencji tematu; przedstawia szczegółowo historię, doktrynę magii chaosu, strukturę organizacyjną Zakonu Iluminatów Thanaterosa i rytualne praktyki. W końcu główny temat przemielony zostaje przez kwestie, które umownie zaliczyć należy do obszaru badań socjologii religii. Tutaj przeplata się m.in. wątek New Age, nowej duchowości, scjentyzacji nauki etc.

W moim odczuciu Zaborowski rozpracował cały problem od każdej możliwej strony; wyczerpująca ilość zagadnień, definicji, nazwisk nie pozostawia żadnych złudzeń; od psychologii po dominującą w rzeczonej pracy socjologię. Praca pisana jest przystępnym językiem, wszystko co trzeba punkt po punkcie. Dokładne przedstawienie założeń magii chaosu sprawia, że temat ten wydaje się bardzo czytelny.

W zasadzie książka mogłaby być swoistego rodzaju podręcznikiem dla adeptów. Przedstawiając pewne kluczowe aspekty tego systemu w świetle badań religioznawczych wiele zarówno “tajemnic” jak i zagadnień czy praktyk staje się jasnych nawet dla osób niewtajemniczonych. Choć nie jest to żadna “Liber Al …” mniemam, że dla studiującego temat magii i okultyzmu czarownika znającego tylko podstawy magii chaosu jest to dobre kompendium rozwijające wiedzę w tym zakresie także o dodatkowe ciekawostki.

Pozycja wyczerpująca i wiele wyjaśniająca, jak można ją podsumować. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Gorąco polecam!

Autor: Siliniez

black – antlers . com

Xeper, czasownik, oznacza poszerzenie egzystencji na dalszy poziom istnienia

Fraszka pożegnalna

Brunatna heroina
w zanadrzu ręki finał
ale brunatna heroina
to już nie moja dziewczyna
Studnio maku! Nie napiję się
już z ciebie, bo zbyt poznałem siebie
Choćby SzataniAnieli wołali wgłąb topieli
Wykluwam się, minąwszy rozpadliny swego
ja – obliczu Bogów powiem tak! do cna
i Nocy Płomieni, gdy się przejawi
niezmiennie zmienny wąż niemiłosierny
Żegnaj maku! Za pan brat, acz
swoim widmem mnie już nie strasz.

tiamt

Jedwabiste Poznanie

Migający niebieski język płomienia
a wokół niego tęczowe halo

Postulat bycia sobą, procesowania tożsamości
bywa zawirusowany urojeniami
Należy je odsiać jak połów z sieci Diabła

Należy nie tracić skupienia
na ogniskowej zmiany w hierarchii dążeń
I bez litości transcendować granice
zaprzeszłego, schorzałego ja

Miłość podług Woli nie może
zostać zakryta czerwoną kurtyną
Bo to ona świeci wskroś diamentowych
oczu pradawnego Smoka
Dawcy Poznania

fierySnake

Płonięcie

Jest człowiek, który gdy znajduje szczęście
nie przestaje wciąż szukać
bo jest ogień, który nie gaśnie,
gdy się nasyci

Był włóczęga, który poznał ciemność
I dostrzegł czarny płomień w swojej duszy
Nie przestawał szukać i błądzić,
transgresować
tworzyć, niszczyć i deptać
Zadawać cierpienie i dawać jadowitą miłość

Skończył się, gdy przy ognisku
za drutem kolczastym, w leśnych chaszczach
Pod powiekami ujrzał Tyfona-Seta, płomień w kotle Tubal Kaina,
a poczęty wtedy Syn zrodził się z jego Matki

Są ludzie jak puste naczynia, odwieczna trzoda
Im i podług nich są dyktowane prawa
Ale nie ma Prawa ponad czyń swą Prawdziwą Wolę

Gdy na długo przed świtem gasną płomienie
i wilgotna ziemia pragnie nas połknąć
Płoń na naszych czołach, cudowny Wężu!

Przenicowany człowiek – Ch. Hyatt

Zawsze obracamy się pomiędzy nieomal nieskończenie symbolizującymi mocami naszego umysłu, a tyglem naszej faktycznej egzystencji.

Z powiększających się bąbli naszych gnijących płaczów budujemy zamki na niebie, żywiąc nadzieję na zbawienie od naszych kreacji, ale jak powiedział William James, “czaszka uśmiechnie się do bankietu.”
Aby być silniejszym niż samo życie, aby powiedzieć nie wschodzącemu słońcu, by tchnąć życie w życie, jakby jutro miało nie nadejść.

Pierwsze i jedyne przykazanie

Po pierwsze i najważniejsze dąż do własnego dobrobytu – do własnego oświecenia… to jest to!

Większość ludzi nie myśli. Zwyczajnie powtarzają, co im powiedziano. Biorą wiarę za argument, a uprzedzenie za myślenie. Akceptują świat, jaki do nich dociera zamiast żyć życie. Nie akceptuj niczego, co ci ktoś mówi, chyba że można tego dowieść – większość ludzi nie myśli – mają przypadkowe myśli i żyją jak zombie – zagnieżdżając się, trawiąc i tłocząc się bez piękna, ani stylu.

Wszystkie przypuszczenia nieomylnej wiedzy są fałszywe. Twoja własna ciężko zdobyta wiedza jest twoim jedynym przewodnikiem – nie potrzebujesz niczyjego pozwolenia, aby być głupim lub bystrym. Po prawdzie nie ma nikogo, kto dałby tobie pozwolenie – to wielka okropność.

Pierwszym wielkim błędem jest wiara, że jest gdzieś ktoś, kto może ci cokolwiek dać. Nie ma nikogo, aby cię chronił i przestrzegał – zwyczajnie nikogo. I jeśli nie chcesz przestrzegać tego przykazania, nie ma nikogo, kogo by to obchodziło.

Życie jest kompletnie za krótkie kiedy czerpie się z niego zadowolenie; życie jest kompletnie za długie, kiedy jest cierpiane.

Zachowaj na uwadze, że to, co prezentujemy nie jest dla dzielących włosa, co oznacza wykastrowanych naukowców, słabych na umyśle i zakłopotanych moralistów, którzy potrzebują konsultacji wyroczni, zanim mogą wykonać ruch… Tworzymy ludzi czynu, którzy nie potrzebują gwarancji.

STAŃ SIĘ KIM JESTEŚ – NIE MA ŻADNYCH GWARANCJI

Przeżywaj ekstremalne życie

Jesteśmy w epoce, gdzie przeciętność jest standardem.
Starająca się o krzesło elektryczne.
Przeciętność jest popierana w dzieciństwie, u nastolatków i dorosłych.
Pod przebraniem ciągnących się definicji i ładnych obrazków ukrywa się nowotwór.
Edukacja, propaganda – instynkt stadny – zabezpieczają głupotę, przeżywanie życia w zbiorowym transie.
Wkrótce człowiek będzie zbyt stary, za słaby, zbyt martwy, aby się obudzić, wkrótce człowiek nie będzie miał żadnego jutra, aby powiedzieć Tak – kolejnego dnia, kolejnej szansy.
Człowiek jest rozerwany pomiędzy swoim wschodzącym słońcem i nadzieją, że wzejdzie ono następnego dnia.

[Nie ważne jak mocno szukasz samego siebie mając 20 lat, będziesz musiał to robić od początku mając czterdziestkę, a wtedy pięćdziesiątkę i tak dalej. Zatem po co się przejmować zanim nie jest za późno? Zawsze jest za późno – Roshi Chaos]

Sekretne ćwiczenie

Thoreau napisał: “Masa mężczyzn wiodła życie cichej desperacji. Zrób listę swoich cichych desperacji. Jeśli nie dojdziesz do 33, jesteś martwy.

Kim dziś jest Dr. Hyatt?

hyattzwei

Jestem bio-indywidualistycznym filozofem, a nie filozofem społecznym.
Nie pokładam żadnego zainteresowania w społeczeństwie, bo społeczeństwo nie istnieje.
Co istnieje?
Interakcje genów i geografii, co tworzy artefakty, które z kolei obracają genami i geografią… a proces trwa dalej w nieustannym obrocie.
Człowiek jest wykręcony pomiędzy biologią, a asfaltem.

Jak nasz mózg epoki kamiennej zaadaptował się do post-modernistycznego życia? Jak duża zmiana zaszła w naszym mózgu myśliwego-zbieracza w trakcie ostatnich dwustu lat?
Jako pół-świadome istoty jesteśmy życi przez nasze DNA. Innymi słowy, jest tak jakbyśmy byli zarówno następstwem, jak i przewoźnikiem naszej struktury DNA. Nie doświadczamy tego bezpośrednio, I tak jak śmierć ubliża to nam, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, jak bardzo jesteśmy zautomatyzowani.
Miej na uwadze, że to, co ukazuje się na ekranie świadomości było wpierw przeprocesowane przez niezliczone automatyzacje naszego skarbonizowanego, modulującego mózgu.
Pewnego razu te rutyny zostały nazwane instynktami. A instynkty są dużo bardziej złożone, niż ktokolwiek myślał.

W co wierzymy i co mówimy ma niewielkie znaczenie dla DNA, a co się dla niego liczy, to że kontunuuje swą egzystencję.
I nie mam na myśli przetrwania najsilniejszych.To, co przeżywa jest tym, co dostosowało się do szczególnego zespołu okoliczności. Miej na uwadze, że mózg jest zaprojektowany do zagnieżdżania się, trawienia i tłoczenia się.
(Powiedz swoim próbującym wydawać się ważnymi przyjaciołom, że są życi przez swoje DNA.)
Co przeżyło do teraz jest największym rozlewiskiem szlamu koniecznym do zapewnienia najwyższej prawdopodobności DNA Ponad-Duszą… brnące przez kolejny dzień.
Ja na pewno często śmieję się głupio kiedy widzę ludzi zachowujących się, jakby ich małe życia znaczyły cokolwiek więcej niż nośniki możliwości DNA na przyszłość.
Po prostu zapytaj kogokolwiek jak bardzo są unikalni – zgaduję, że ci odpowiedzą…
Jednakże, nasz kamienny mózg zajmuje się przede wszystkim zagnieżdżaniem, trawieniem i tłoczeniem się… nie ważne jak byśmy nie przebrali rzeczy.

Email od Lucyfera:

Używaj tego, co dostępne lub umrzyj
Uwolnij swój Mózg
On ma 10 milionów lat doświadczenia
Zabij etykiety
Zabij wierzenia
Wiedz Nic

Pozbądź się Bestii
Ucieknij od Kamienia

Jesteśmy jedynymi gatunkami na tej planecie, które mogą emancypować się od niektórych programów DNA.
Ten program emancypacji jest motywowany narcyzmem.
Możemy się wykręcić na wolność od naszego Kamiennego Mózgu.
Jesteśmy potworem Frankensteinem DNA, a zagnieżdzeni są przerażeni tymi niskimi, dziwnymi wynikami. Po prostu zobacz przerażenie, które nasi Wodzowie Epoki Kamiennej czują przed mocą komórek macierzystych i innymi zmieniającymi życie technikami.

[Boli mnie słyszeć, że Dr. Hyatt nazywa moją psychologię MetaRzygiem.
– Dr. Carl Jung i jego uczniowie]

Cała nauka jest zagrożeniem dla meta-rzygu, szczególnie kiedy zagraża zmianą naszej “przydanej przez Boga natury.”
Niektórzy z nas zrobią przeskok do samo-programistów, lecz większość pozostanie pionkami paplającego krzaczora. Wszystkie wielkie przejścia są napięte od zagrożenia, zarówna dla jednostki, jak i dla Nad-Duszy.
Stajemy się teraz zdolnymi samo-transformerami ponieważ DNA nie jest głupie – choć czasami się takie wydaje.
Ono wie, że musi zaryzykować, nawet jeśli straci część ze swoich machinalnych jakości i wystąpią błędy, ale DNA prosperuje na błędach, a my większość czasu żyjemy w błędzie. Zerknij tylko na ludzkie wierzenia z początku czasów historycznych. Co za masa błędu, a jednak przetrwaliśmy… ale kres nadchodzi wkrótce.
Pospolity człowiek odpada.
Jakie jest prawdopodobieństwo pudeł w pierwszym rzucie?

[Jeśli gorąc wzrasta, dlaczego w niebie jest zimno? – Albert Einstein]

Horror alarm
Wstrzymaj się ze wszystkim
! Przychodzi kolejny email !
Wiadomość od Lucyfera

Przekaz zaczyna się tutaj:
Wysłane w kodzie CCC+ i przetłumaczone przez IBM 9000.

Cierpienie, nędza, głupota nie są cnotami, są oznakami choroby. Ale ta choroba jest normalna, pospolita, więc musi pozostać nierozpoznana przez chorych. Symbol ukrzyżowanego jako cnota staje się bardziej oczywisty. Kto chciałby czcić coś takiego?
Zbyt wielu ludzi poprzez lenistwo albo trening, lub częściej jeszcze poprzez oprzewodowanie, zachowuje się jakby ich plugawość była oznaką moralnej wyższości. Wielu z nich spogląda przez zadarte nosy na ludzi, którzy prosperują, mają moc i prawdziwy cel w życiu…
Esencją życia jest ewoluować, a nie pozostawać takim samym lub się degenerować.
Celem porażek jest zapewnienie pożywienia dla psyche.
Natura nie jest głupcem, zatem grupa degenerująca jest zaprojektowana jako zjawisko w razie wu: w razie wypadku, gdyby miękkie korzenie i pąki (my typy marginalne) zostały zniszczone przez bieg zdarzeń.
Ci z nas na przywódczym krańcu, ci, którzy są typami marginalnymi, rodzą się na ten świat aby zapewnić generację nowych typów.
Wyrzutki zapewniają różnorodność genetycznej ekspresji…
Umysł, ciało i duch są zdolne do zachowania się w sposób dynamiczny i interaktywny. To zapewnia wysoce złożoną, wykręconą wzajemną zależność.
Ci, którzy zapominają o umyśle i ciele w imię ducha są patologiczni… i to pozostaje prawdą w odniesieniu do któregokolwiek z tych trzech aspektów.
… Znajdziesz niezliczone osoby, wyglądające jak diabli, odżywiające się ubogo, znęcające się nad ciałem – powiedzą ci, że ich celem jest jedność z bogiem… są głupi… powinno się od nich stronić; ci z ciała, którzy stronią od umysłu powinni być traktowani tak samo, identycznie jak ci, którzy gardzą człowieczym duchem, pragnącym nowych i szerszych horyzontów.
Największą radością dla człowieka jest poświęcenie się, ale jeśli jesteś słaby, samorządny, głupi, niedouczony, etc… nie masz nic do poświęcenia, żadnej wiedzy, piękna, żadnej mocy.
….Pustaki świata chcą, abyś do nich dołączył: piękno, mądrość i moc pokazują, jacy oni są naprawdę: ohydni. Zwyczajnie ohydni na ciele, umyśle i duchu… są niczym… i chcą zniszczyć wszystkich, którzy przypominają im, czym są: zubożonymi istotami, czcicielami śmierci, choroby i zgnilizny… a ich celem w życiu jest sprowadzenie wszystkich do najniższego wspólnego mianownika.
Pytasz, dlaczego natura to zrobiła >> [słowa utracone w transmisji] dlaczego natura sprowadza epoki lodowe, powodzie i niezliczone katastrofy >>>> [słowa utracone w transmisji] adaptacja, aby poszerzyć proces możliwości, przypadkowość… każda forma się rozwija… Możesz przezwyciężyć pospolitość w sobie samym…. zamieniając się w dzieło sztuki.

STAŃ SIĘ KIM JESTEŚ – NIE MA ŻADNYCH GWARANCJI

Jeśli ponosisz porażkę w swoim życiu, wtedy jeden z trzech aspektów pozostaje w nierównowadze – zapomniałeś o czymś, lub położyłeś zbyt mocny akcent na czymś innym…
W pewnych aktywnościach – takich jak przygoda – wszystkie trzy aspekty są zaangażowane w uwalnianie swojego dostatku i siły… ale większość rzeczy w życiu nie zachodzi w ten sposób… w obszarze przygody odkrywamy ciało, umysł i duch wyginające się i pulsujące.
Jeśli chcesz żyć, żyć w pełni, rozwinąć się, czuć radość życia, musisz trzymać te myśli w umyśle i odmawiać komukolwiek, kto chciałby cię przekonać, że jest inaczej.

[ Jeśli przeczytałbym tą książkę nie zostałbym przygwożdżony – Ukrzyżowany]

Formuła

0. na początku jest niezróżnicowana moc – cały wszechświat jest utworzony z siły do rozwoju, do wzrostu, do wypełnienia swojej natury, do zostania tym, kim jesteś.
1. następne jest pragnienie.
2. następna jest myśl, która prowadzi do pragnienia, abyś został tym, kim jesteś
3. kolejny jest czyn….
4. następnie jest sekret: ignoruj wszystko i każdego, kto próbuje cię przekonać, że jest inaczej…

Powtórka:
Pierwotna moc, która prowadzi do
pragnienia
myśli
czynu
ignorowania

Miej na uwadze, że ignorowanie nie oznacza zaprzeczenia. Oznacza nie zatrzymywanie się na ewentualnym, pospolitym, normalnym.
Dla przykładu: są ci, którzy rodzą się kalecy, ale kalectwo nie jest esencją życia, a ci kalecy, którzy pozwalają swojemu uwarunkowaniu się zniszczyć, nie dostosowali się do zasad uniwersalnej formuły. Żyj pełnią albo umrzyj; a umrzesz na pewno, więc zacznij żyć.
Trzymaj się z dala ot tak wielu porażek, jak to tylko możliwe… nie otaczaj się przegrywającymi propozycjami… Tak, chcesz znać nowinki, ale nie zatrzymuj się na nich. Tak, musisz jeść, ale nie zatrzymuj się na jedzeniu; nie zatrzymuj się na niczym poza stawaniem się tym, kim jesteś.
Aby zapewnić wielką radość: rozwijaj się.
Aby stać się, kim jesteś, musisz porzucić porażki, przegrańców – w sobie, jak i w innych; będziesz musiał przeciąć więzy, które cię przytrzymują… a do tego zaliczają się ludzie – będziesz musiał pozwolić wielu z nich odejść… możesz być uprzejmy, ale nie możesz dostarczać im rozrywki, nie możesz zatrzymywać się na nich, nie możesz poświęcać się im…. a w to zaliczają się ci, których bezmyślna żądza wydała cię na ten świat.
Zapamiętaj motyw przewodni: Moc jest nieskończenie rozwijająca się i manifestująca… w nieskończonym szyku form… jesteś po prostu jednym eksperymentem, ale czymkolwiek jesteś, Moc wymaga ekspresji tegoż, lub wyginięcia… wielu ludzi po prostu sobie jest – masa testów i błędów, zwyczajnie zaprojektowani jako pożywienie dla planety. Powiedziałem, że około 90% wszystkich ludzi jest zwyczajnie czynnikiem konserwującym dla planetarnego życia… całkiem podobnie jak konieczny jest brud, tak i oni… masz ich ignorować… masz nie próbować ich zmieniać… masz trzymać swoją tajemną wiedzę poza ich zasięgiem; od czasu do czasu ktoś zapyta – bądź otwarty i, jeśli masz samego siebie wystarczająco, poświęć się, a odkryjesz kolejny sekret – staniesz się bardziej – będziesz miał więcej….
Moc życia nie chce dla ciebie niczego poza tym, byś stał się tym, kim jesteś – abyś poświęcił się w trzech aspektach życia – ciałem, umysłem i duchem… i …
[Transmisja ulega nagłemu przerwaniu ]

Hyatt3

Przenicowany człowiek

Nad_____ niekoniecznie należy do jakiejkolwiek grupy, jak Naziści, lub do jakiejkolwiek rasy, jak Kaukaska, ani do jakiegokolwiek wyznania, jak Żydzi, ale raczej do jednostek, które, poprzez swoją naturę i samo-eksploatację wywalczyły bycie – ekstremum.
Kiedy grupa ekstremalnych jednostek łączy swoje siły w imię wzajemnego rozwoju, mamy zwyczajnie grupę ekstremalnych jednostek.
Ekstremalny duch wspiera:
Samo-determinację
Auto-zainteresowanie
Czyn

Motto brzmi:
Stań się kim jesteś – nie ma żadnych gwarancji.
Lub
Złap szansę –
・ przełam swój trans.

Świat MetaRzygu

Hyatt4

Nein, können wir nicht

die-ende

“Pociski odpalone celem ziemi wybawienia
od zarazy co toczy ten parszywy świat przez milenia”

NUKE POLAND!

nieobecny-copy

popioly-boga

kolaże i fotomanipulacja – GvS i ktstrf

rozmowa.jpg
img_20170122_220620
tulacz
kolaże GvS

 Pytanie błazna

Wieczne nieodpocznienie
racz nam dać Panie
Prawdziwy Stwórco Człowieka
Wężu – Szatanie

Gdy odpadła mi siódma klepka i wirusowe
zakłócenia fal odbioru w receptorze
percepcji zwykły brzmieć jak dźwięk dokręcanej
śluzy kochaliśmy się ścieżką Babalon
odważnie. Po
pytasz mnie czy wiem, jak mnie kochasz
wiem – odpowiadam – a Ty wiesz
jak ja Ciebie? – mam nadzieję

Czy czyniąc ze strachu przyjaciela
i wchłaniając swój Cień
czyni się nadzieję swoim przyjacielem?

Secie – Tyfonie – Tubalu – Kainie – Loki
Rozpłomień Ogień!

nawyk

bialyxeper

15400343_1852710834962800_2144286849668542172_n

tototo

img_20170114_0921223

Iluminacje budzących się z Czarnej Nocy Duszy

GvS:

Rzędy gęsto rosnących drzew zamieniających się w trumny, stojące jedna za drugą aż po horyzont. Maleńka trumienka dla niemowlęcia. Uczucie strachu.

Jak mnie całujesz, widzę cały Kosmos.

Fale Bałtyku i nisko nad nimi posztormowe chmury i słońce przebijające się przez nie białymi promieniami.

Jaskółka na żelaznej, ozdobnej w różne wzory bramie.

Jezioro w lesie otoczone sitowiem, na jego brzegu wyrzucone przez wodę ludzkie kości.

Spadające w ciemności gwiazdki śniegu o wyraźnie zarysowanych kształtach; zmieniają kolory niczym zorza polarna.

Opuszczona chata pustelnika w głębokim lesie, podczas śnieżycy. Staram się dobrnąć do niej przez zaspy i rozpalić ogień, trzymam naręcze chrustu, drugą ręką trzymam się za brzuch. W tej chacie przyjdzie mi urodzić. Jest noc i słychać z oddali wycie wilków. Księżyc świeci srebrzysto-białym światłem, nienaturalnie wielki i o nienaturalnej jasności. Drzewa uginają się pod ciężarem śniegu, głównie wielkie świerki. Z trudem otwieram drzwi chaty, w środku panuje ciemność, przez małe okienko wpada pojedynczy promień księżyca. Rozpalam chrust i drewniane meble (stołek, jakąś ławeczkę), kładę się na klepisku i rysuję palcem w brudzie okrąg wokół siebie. Słyszę wycie wilków. W tej chwili rodzę syna.

Człowiek z głową sępa podnosi złotą laskę zakończoną wężowym pyskiem i błogosławi mnie.

Stara świątynia w lesie, katakumby.

Dwie sroki na zamarzniętej tafli jeziora; jedna leży martwa, druga wydaje się, jakby pełniła nad tą martwą straż. Wszystko skąpane w ostrym słońcu, tafla jeziora lśni pokryta lodem i śniegiem, mienią się tęczowo pióra srok.

fraus23
GvS, fotomanipul. aut. ktrstr

Domek na drzewie w lesie, mały chłopiec w czerwonym ubranku wspinający się na drabinkę, wiewiórka wspinająca się równolegle z nim po korze drzewa. Domek ma nad wejściem wymalowaną Gwiazdę Thelemy, chłopiec to mój syn, budował ten domek wspólnie ze swoim ojcem.

Planeta ziemia widziana z kosmosu za xxxx lat, kontynenty poprzesuwały się i połączyły tak, że tworzą wzór trupiej czaszki.

Fioletowo migoczące fraktale na granatowym tle; zmieniają się w płatki śniegu na tle granatowo-fioletowego nieba, widać na nim zarys stojącej bokiem postaci w kapturze.

Gęsty zagajnik, lisia jama wykopana w ziemi.

Rozbłyskujące fraktale.

Antyczny, zarośnięty ogród (lub cmentarz) z kolumnami pokrytymi bluszczem u wejścia do niewielkiej świątyni.

Wybuch bomby atomowej, wszędzie jest oślepiająco biało jakby padał śnieg.

Obraz przy otwartych oczach: droga, śnieg, mróz, pole na niewielkim pagórku na którym rośnie jedno drzewo. Do tego drzewa chcę żeby K. mnie przykuł i żebym […] żywota. […] spala papierosa a potem zbliża się do brzegu, a woda obmywa mi stopy.

Niespokojne, wzburzone morze w nocy w świetle księżyca, wyrzucające na brzeg wrak starego statku, jest drewniany, nie ma masztu i wygląda jak zabaweczka, brzeg jest skalisty i fale na pewno rozbiją go na drobne kawałeczki.

Dróżka w nocy w lesie w śniegu pod świecącym księżycem, po bokach ośnieżone świerki. Idę z dzieckiem w ramionach aż dochodzę do kamiennego ołtarza gdzie je kładę, przewijam i całuję.

Patrzę w górę, ponad czubkami drzew ciemne, rozgwieżdżone niebo.

Gniazdo z wężycą pilnującą swoich jaj.

Piwnica lub lochy w jakimś zamku, wszystkie cele pootwierane i puste, pochodnie płoną na kamiennych ścianach.

Uśpione w wózku niemowlę w czerwonej czapeczce w białe kropki.

Dywan z wyhaftowanym pomarańczowo-czarnym kotem.

Stada motyli frunące na łące za moim rodzinnym domem.

Oko cyklonu z którego zstępują na ziemię w zastępach bogowie i demony (apokalipsa?).Złoty rydwan zaprzężony w hybrydy smoków i lwów, siedzi w nim bóg Chaosu i wskazuje na mnie złotym berłem zakończonym Ouroborosem pośrodku którego płonie serce otoczone cierniami.

K., K., K., K., K., K., K., K., K., K., K., K., jego piękna twarz i oczy wpatrzone we mnie, ujmuje mnie za ręce i skaczemy z wysokiego klifu do morza, cały czas patrzymy sobie w oczy, cały czas trzymamy je otwarte aż do zderzenia z wodą.

Nasz Syn jest moim oczkiem w głowie, chcę mu wynagrodzić to, co przeżył, kiedy był w moim brzuchu.

Obozowisko Wikingów otoczone wysokim murem z drewnianych pali, unosi się zza niego dym.

Różne kształty, takie jak: gołąb, obrączka, serce, obracają się i świecą fluoryzująco w ciemności jak hologramy.

Idziemy z synem na pierwszy spacer do lasu. Jest zafascynowany. Przyklęka przy wielu grzybach i roślinach jakby składał im hołd.

Trzy róże wyrzeźbione w kamiennym łuku nad drzwiami prowadzącymi do świątyni.

Niebo całe w złotych gwiazdach, wygląda jak malowidło, fresk. Stoję na peronie i czekam na K. i na pociąg jadący nad morze. Jest to jakaś maleńka stacyjka na odludziu, nie wiem, skąd się tam wzięliśmy. Mówię do K., że z podróży ze mną się nigdy nie wraca. Uśmiecha się.

Mój, mój, mój, mój, całkiem nagi, jest przykuty łańcuchem w ciemnym lochu, przez niewielkie okienko wpada światło księżyca i widzę, że jego skóra ma lekko fioletowo-siną poświatę i gdzieniegdzie rosną mu łuski. Kiedy otwiera usta na mój widok, widzę język węża. Oczy też ma jak wąż, zmieniają szybko barwę, w tej chwili tęczówki są intensywnie jasnozielone. Pomyślałam, że trzeba go zanieść do terrarium lub inkubatora ale w tej samej chwili on się budzi, wyrywa z kamienia łańcuchy, podchodzi skulony i mnie przytula. „Chodźmy stąd, już nigdy nie będziesz musiała tu być” – mówi i ujmuje moją dłoń. Mówi, że wie, gdzie jest statek (kosmiczny) którym opuścimy ten padół łez. Zaczynam ewoluować podobnie jak on, wyrastają mi łuski, zmieniają się oczy.

Szkielet odziany w szkarłatny płaszcz, trzymający złote berło na którym jest globus, obracająca się planeta Ziemia.

x

Sowa pohukująca w nocy z dzwonnicy kościelnej. Kościół tonie we mgle, otoczony jest wysokimi, srebrzystymi w świetle księżyca drzewami. Wszędzie zdaje się unosić dziwna poświata / aura mijania, rozkładu i śmierci.

Ośnieżony las i widoczne szczyty górskie dookoła. Wyczuwam obecność stworzeń z nordyckich mitologii i baśni.

Mnóstwo powycinanych z gazet oczu, ich krawędzie palą się jaskrawym płomieniem, wszystkie są we mnie wpatrzone.

Śnieżnobiały lis na śniegu, wokół niego okręg ze śladów krwi.

Rozwijające się w przyspieszonym tempie pąki egzotycznych kwiatów o wydłużonych kielichach.

Zarys opalizującej niebiesko czaszki kruka, wygląda jak wyrzeźbiona z lodu.

Orzeł z rozpostartymi skrzydłami i w aureoli niczym duch święty.

Leżę w lesie na mchu, nade mną korony drzew i rozgwieżdżone niebo.

Krople krwi wyciekające z rany.

Właz do podziemnego bunkru.

Inwazja szkodników w ogrodzie pełnym pięknych kwiatów.

Noc, ułożony w lesie z ogromnych białych głazów ołtarz z powykłuwanymi runami, na nim palenisko do składania ofiar, mała rynienka z boku wielkiego blatu z której zapewne ścieka krew ofiar do dołu przypominającego miniaturową studnię, przy której stoi gablotka z kielichami, pucharami i misami, by można było tej krwi zaczerpnąć i w trakcie rytuału zakosztować. Za ołtarzem znajduje się czerwona kotara rozwieszona na pobliskich świerkach. Za nią znajduje się wejście do kamiennej groty, gdzie na ścianach suszą się rośliny psychodeliczne i grzyby a półki skalne zapełnione są zapasami w wielkich słojach lub wysuszonych wiszących warkoczach roślin. Na jednej ze skalnych półek znajdują się też terraria z gatunkami zwierząt wydzielających albo śmiertelny jad (np. skorpiony, węże) albo substancje psychodeliczne (np. żaby). Terraria są jasno oświetlone lampami czerpiącymi prąd z akumulatora w ścianie. Dalej prowadzi wydrążony w skale korytarz, wygląda, jakby kiedyś była tu kopalnia czy coś podobnego. Ze ścian i sufitu wystają ogromne, ostro zakończone lodowe sople. Jaskinia w niektórych miejscach się rozwidla i droga prowadzi do różnych pomieszczeń, np. biblioteki, sypialni, sali obrad, sali modlitewnej, kostnicy i czegoś w rodzaju grobowca, w którym stoją szklane inkubatory – urny podłączone do mocno zaawansowanej aparatury. W owych kapsułach śnią od wielu, wielu lat jacyś ludzie (flashback DXM). Są oni wybrani, ale tam, gdzie przebywają ich śmiertelne ciała i umysły nie zawsze zdają sobie z tego sprawę. Każdy ma misję, drogi niektórych na tamtym świecie się przetną, co będzie komplikować ich życie, ale każdy Uśpiony wróci stamtąd Zwycięzcą. Na ścianie w szklanej gablotce podświetlonej w ciemności wiązką ultrafioletu wiszą czekające na nich medale. Każdy z nich przedstawia orła z rozpostartymi skrzydłami w którego szponach znajduje się skrzyżowany kwiat maku i piszczel. Na szkarłatnej, wyszywanej złotą nicią szarfie, która wisi w gablotce nad orderami widnieją słowa: WIR KAPITULIEREN NIEMALS! Przy każdym z medali doczepiona jest wstążka – od koloru granatowego po jasnoniebieski, kolory te symbolizować mają stopnie trudności poszczególnych misji i ilość poświęceń / osobistego bólu / wysiłku / i zaangażowania by jednak misję ukończyć.

Wulkan u podnóża którego jakieś plemię odprawia magiczny rytuał; ubrani są w skóry zwierząt a w dłoniach mają laski zakończone ludzkimi czaszkami.

Szaroniebieskie oko cyklonu jako przejście do innego wymiaru, obraca się i migocze srebrzystą łuną.

Otoczony fosą zamek, wojska wrogich żołnierzy gromadzą się przed nim ale nie sposób sforsować bramy. Nurkują by sprawdzić, jakiego rodzaju siłą tak stoi. Zamek leży tuż na klifie w bardzo bliskim położeniu morza.

Cały dom od środka porośnięty pnącymi różami i bluszczem. Zasłaniają one okna, panuje półmrok. Wtem nadchodzi sztorm, wiatr wyrywa drzwi i wybija szyby w oknach, woda olbrzymimi falami wlewa się do wnętrza, spieniona i ciemnogranatowo-zielona, zalewając poszczególne pomieszczenia zdaje się jednak przezroczysta. Pnącza róż i bluszczu unoszą się w wodzie jak glony. Lekkie meble, przedmioty codziennego użytku i książki unoszą się na wodzie pod sufit. Fale wypychają z następnego z pomieszczeń białą dziecięcą kołyskę. Nurkuję i zaglądam do tego pokoiku: na ścianach ma wymalowane wysokie pod sufit konwalie, kępki mchu, gałązki krzewów owoców leśnych i skupisko dorodnych muchomorów. Tylko dwie przylegające do siebie ściany są tak pomalowane, dwie pozostałe mają bardzo jasny, rozbielono-zielony kolor. Na ścianie w rameczce ozdobionej glinianymi ptaszkami znajduje się fotografia Naszego Dziecka. Trzyma się na jednym gwoździu i gdy woda zalewa dokładnie pokój, odrywa się od ściany i również płynie w górę.

Na pokład statku wlewają się fale, zapas paliwa w beczkach wybucha i zajmuje go płomieniami. Podpływają krokodyle i rekiny ale nie uważam ich za niebezpieczne.

Będziemy mieć trumienkę wyłożoną czerwonym aksamitem, z rogami i wąskimi żółtymi ślepiami.

023093
fotomanipul. aut. ktstrf

Katastrof:

Pajęczyna utkana w spirale.

Kokpit operacyjny jakiegoś samolotu albo vrila.

Przez chwilę widziałem gościa o kompletnie białej skórze, uśmiechał się, wszystkie jego zęby były ostro zakończone, tęczówki miał czerwone a na głowie koronę.

Widzę jakąś mapę, pokazuje wyspy i morze, spomiędzy fal wyłania się olbrzymi niebieski wąż.

Podziemne laboratorium ze szklanymi gablotami, w jednej z nich zamknięta jest biała sowa. W innych są głównie jaszczurki.

Widzę cylinder wzrostu człowieka zakończony czerwonym spiczastym dachem. Z boku ma panel operacyjny.

Wchodzę do Czerwonej Świątyni, drzwi są metalowe i fioletowe. Trzeba wpisać kod na czarnym domofonie. Wpisuję „2393” i drzwi się uchylają, ale tylko na tyle aby niziutki, starszy, siwiejący mężczyzna zerknął na mnie przenikliwie zza okularów swoimi lazurowymi oczami o gadzich źrenicach. Wpuszcza mnie do środka. Podłoga jest kafelkowana, kafle ułożone są w czarno-białe zygzaki. Na ołtarzu jest księga a po bokach ołtarza ustawione są ogromne metalowe paleniska.

(rys.). Ołtarz obsypany jest różami a za nim na ścianie znajduje się witraż przedstawiający rudowłosego błazna o wężowych łuskach. Ma spiralnie podwinięte końcówki butów i jest zobrazowany w pozycji jakby tańczył, prawa noga uniesiona i obrócona w lewo, odkopuje jajo (złote) wokół którego owinięty jest zielony wąż. W paszczy trzyma purpurowe jabłko (rys.).

Skrzyżowanie smoka z białym orłem w złotej koronie, z otwartą paszczą i wystającym rozdwojonym wężowym czerwono-fioletowym językiem.

Widzę chimerę o gadzich, prostych nogach zakończonych pazurami, w tym pazurem na pięcie. Górna część ciała jest ptasia. Jest upierzony na rudo-biało a na głowie ma jakby pióropusz z płomieniście zakręconych piór. Paszczę ma gadzią, ze skrzydeł wyłaniają się dłonie, jedna trzyma węża a druga puchar, do którego skapuje jego jad. Postać stoi u niewielkiego lecz wysokiego na kilka metrów ogniska przy stromym klifie nad morzem.

Zegarki, okna, budynki, skrzynki pocztowe, kłódki na łańcuchach, lampy uliczne, rury biegnące pod tym wszystkim.

Ciemność utkana haftem zawierającym w sobie kształty kości, kwiatów i sieci.

Platforma wiertnicza gdzieś na dalekim północnym morzu.

Boczna nawa kościoła, po bokach stoją wazony z czerwonymi różami i metalowe rzeźby kotów. Na środku jest obraz przedstawiający fioletową humanoidalną postać. Jego aura jest obrysowana żółtym, czerwonym, zielonym, pomarańczowym i karmazynowym.

Naga kobieta siedząca na złotym tronie do którego wiedzie biały dywan; trzyma w dłoni doskonałe jabłko.

Gość w kominiarce szykuje się na zamach, pakuje broń do walizki, zamyka bagażnik i rusza. O 4:00 nad ranem wdrapuje się na wieżę białego kościoła, czai się tam ze snajperką na wizytę kogoś bardzo ważnego.

Grunt wyłożony ciemnozielonymi grubymi marmurowymi płytami. Jedna z płytek jest uchylona do góry, odsłania okrągłe wyżłobione w odwrócone swastyki zejście po drabince do tunelu – wiodącego w głąb, żłobionego dookoła w swastyczną mozaikę. Z tunelu wychodzę do pomieszczenia: ma szare, piwniczne, nieotynkowane ściany. Zza ściany wystaje wysunięte z szuflady metaliczne łoże. W miejscu gdzie delikwent miałby głowę gdyby położył się nogami do szuflady jest zaczepiony czarny gumowy kabel do duszenia go. Od spodu ten kabel przechodzi przez łóżko i jedna z jego końcówek jest ozdobiona otwartą paszczą węża.

Stojący w jaskini reptilianin w czarnym habicie z purpurową przepaską. Ramiona ma podniesione, zgięte w łokciach pod kątem prostym i w obu dłoniach trzyma pochodnie, z których jedna płonie ciemnofioletowym a druga ciemnozielonym ogniem.

Jaskinia w sklepieniu której jest tunel, z którego zwisa łańcuch i na nim można się wspiąć na szczyt ośnieżonej góry.

Skrzaty w zielonych mundurach z długimi brodami, przepychają szlaban graniczny jak Niemcy na początku II WŚ.

Zielony człowiek, zamiast brwi ma czterolistne koniczyny, z nosa wyrasta mu mech, ma wąsy z fiołków a z ust wystaje mu długi prążkowany rozdwojony język. Na głowie ma finezyjne rogi, na końcówkach zawinięte w spiralę.

Szara powierzchnia jakby skały ale podzielona na siatkę heksagramów, w każdym z nich znajduje się hieroglif przedstawiający jakieś zwierzę, rośliny i bogów.

Posesja jakiegoś szlachcica, która ma kształt trójkąta przy czym na dachu są uskoki. Nad wejściem jest wyrzeźbiona twarz białego człowieka z rogami jelenia. Śmieje się.

Idę najpierw ścieżką wśród mchów i traw przez drewniany mostek nad górskim strumieniem, wspinam się coraz wyżej, wchodzę na zalodzony, zaśnieżony płaskowyż pośrodku którego niby wychodek stoi budka stróża. W środku jest skórzany fotel obity ćwiekami i biurko. Na biurku leży drewniana figurka chłopca z odłamaną głową. Stoi tam również telefon, mały stary telewizor wektry, w którym leci jakaś pokurwiona komedia i muskularny facet w masce z ogromnymi króliczymi uszami podnosi ramiona. Podnoszę słuchawkę i widzę czarno-szarego wilkołaka o fioletowych oczach i fioletowym języku. Z oddali dostrzegam postać majaczącą pod gałęzią samotnego drzewa. On zapewne tutaj rezydował. Schodzę z tego płaskowyżu w dół, w bukowy las, gdzie pojawiają się stare, ciemne świerki i powykręcane dęby. Docieram do półokrągłego muru obronnego twierdzy. Okna dla strzelców na górze mają kształt muchomorów. Całej twierdzy już dawno nie ma, w jej miejscu stoi wiedźmia chata.

Widzę kwiaty, kobierce kwiatów układające się na wzór mozaiki.

Gwiazdozbiory przesłonięte czerwoną łuną wśród której zaczęła się wyłaniać aztecka fraktalna struktura z jaszczuroludzkim demonem w zbroi pośrodku. Stał jakby u wyjścia jakiejś twierdzy.

Szeroka świątynia z białej cegły z zaśniedziałym zieloną rdzą dachem i zaśniedziałymi niebiesko-szaro-zielonymi drzwiami. Nad wejściem jest podtrzymywany przez cztery kolumny okap / sklepienie w kształcie A a na nim w okręgu z przodu jest narysowane kozie oko. Wchodzę do środka. Po boku, po lewej stoi manekin kobiecy i mówi z nagrania przez usta „Gutenmorgen, w czym mogę pomóc?”. W głębi pomieszczenia jest […] a w zasadzie dwa modlitewniki. Przy tym po lewej klęczy dziewczyna o rudych włosach i zielonych oczach. […] w pomieszczeniu jest podparta kolumnami.

Dworek otoczony wysokimi tujami i świerkami, ma osobny ogród.

Pomarańczowo-żółte zwoje grubego kabla zgięte w spiralę.

Gołąb zamknięty w ouroborosie.

Wrażenie jakbym leżał pod wypolerowanym, drewnianym wiekiem.

Wnętrze świątyni o ciemnofioletowych cegłach w kształcie łusek.

Na tle poziomych linii śnieżących i różnobarwnych jak w TV nastawionym na nieistniejący kanał widać cień postaci. Być może jest to mój cień i powinienem go w siebie wchłonąć.

Okrągłe wyjście z kanałów na powierzchnię, stoję we wnętrzu tunelu, którego środkiem płyną ścieki. Przede mną jest wgłębienie w ścianie, z którego zwisa miedziany dzwon.

Postać, która jest złożona z różnobarwnych rombów, jest ciemna, tylko lekko podświetlona jak hologram.

Otwarta paszcza jakby niedźwiedzia o ciemnoniebieskich wargach, pełna okrwawionych kłów. Wokół niej rozrasta się oko o tęczówce złożonej z warstw okularów.

Fabryka z ogromnym metalowym kołem z dźwignią przymocowaną do podłogi i szybem windy, którą w górę jadą szare metalowe szafki, w których śpią Uśpieni.

Niebieski zarys kozła, a następnie kobiety lub figurki kobiety.

Przedramię i dłoń szarego wężowego człowieka. Ma czarne pazury.

Jezus przybity do Algiza, brzuch ma opasany z frontu czaszką ze skrzyżowanymi piszczelami, wygląda jak ta z czapek Huzarów Śmierci.

kristurweb

Tunel w szaro-niebiesko szachownicę, biegnący w dal i wciągający mnie, na jego końcu okrąg czerni o krawędzi jak ostrze piły zębatej, tyle że ostrza mają kształt płomieni, a odeń odcina się postać gnostycznego kapłana w czarnym habicie z kapturem; rękoma wykonuje magiczne gesty.

Czerwony, holograficznie lśniący wizjer w fioletowo – szarym hełmie o skomplikowanej konstrukcji, przypominającej te znane z niektórych prastarych indiańskich płaskorzeźb (rys.)

Ciemno-szare kształty płatków śniegu ułożone ze świerkowych gałązek.

Na zawieszonego Jezusa spogląda z gałęzi płomienno oka sowa.

Ciemno – czerwona, świecąca nieludzko gadzia źrenica otoczona ciemno-niebiesko-zieloną obwódką, a wokół ornament szronu, dębowych liści, kwiatów maku oraz róży.

Obustronny, zakrwawiony topór kata rozebranego do pasa, w czarnej, płóciennej masce. Wokół jego stóp pełzają węże a przed nim stoi pieniek u którego podnóża leży jasnowłosa głowa. W masce ma wycięte tylko dziurki na oczy a pod nią jakiegoś gogle. Na umięśnionym brzuchu ma olbrzymią bliznę w kształcie (rys.).

Fraktale wśród których widzę niebieskie szkielety dwóch leżących na boku, odwróconych twarzami do siebie ludzi.

Fioletowy okrąg z czarną promienistą otoczką, odbija się, leci w górę i zmniejsza.

Teraz mam wrażenie, że Twoje wargi są fioletowe.

Kształt małego dinozaura który dopiero co się wykluł z jaja.

Otoczona tujami biała kolumna na której szczycie w złotym palenisku płonie ogień. Fioletowy dym wzbija się w niebo.

Widzę niebieskie dwuletnie dziecko ze spiczastymi uszami i ostrymi zębami.

Czarownik w czerwonym habicie przewiniętym w pasie kremowym sznurem. Trzyma kostur na którego czubku jest okrągła lampa symbolizująca księżyc. Jednak pali się tylko jej brzeg jak w księżycu w nowiu. Czarownik idzie ziemną drogą przez piękny, zielony, wzgórzysty krajobraz. Zanurza się w las u podnóża góry i podchodzi do drzewa na którym jest umocowany domek dla ptaka. W środku siedzi kruk. Czarownik otwiera domek a kruk wskakuje mu na wyciągniętą rękę i siada na ramieniu. Wspinają się na wzgórze, wtem jakieś 600km stamtąd spada bomba atomowa. Niebo zapala się łuną i uderzenie wiatru łamie drzewa. Grzyb atomowy kształtem przypomina dąb. Czarownik czyni gesty rękoma i wypowiada zaklęcie co powoduje wyczarowanie tarczy, która chroni go przed uderzeniem. Czarownik zbliża się do zielonych drzwi do sejfu z okrągłym pokrętłem, a na ścianie jest duże narzędzie z kodem do wbicia, na górze ma rząd cyfr na czarnych, metalowych kółkach. Kruk zlatuje mu z ramienia i siada na barierce a Czarownik wklepuje kod i odkręca koło. Otwiera drzwi i wchodzi do małej, ciemnej świątyni z posągiem wysokiej postaci w fioletowej koronie na głowie przyozdobionej rubinami w kształcie rombów. Ten posąg przedstawia Setha który w ręku trzyma kostur zakończony głową kobry a lewą ręką przyciska do biodra grubą czerwoną księgę ze złotymi tłoczeniami na okładce. Za posągiem jest właz w podłodze, Czarownik podnosi go i schodzi po drabinie do katakumb, gdzie półki są wypełnione ludzkimi i zwierzęcymi szkieletami.

Teraz jestem pod ziemią na metalowej platformie. Spod spodu zionie ciemność, jakby była tam jakaś przepaść.

Widzę twierdzę z trzema wieżami zakończonymi krużgankami. Na każdej wieży jest maszt z flagą. Jeden przedstawia wygięte w okrąg maki, z których główek wychodzą wężowe języki. Inny przedstawia purpurową różę w białym okręgu na czerwonym tle. W środku róży jest Gwiazda Thelemy. Trzeci przedstawia vrila z odwróconymi runami SS. Na podwórzu między murami twierdzy stoi wysoka drewniana chata z wieżyczką przypominająca kościół. W środku po bokach stoją ławy a na ołtarzu jest posąg pokrytej szaro-żółto-zielonymi łuskami postaci, która zamiast nóg ma dwa węże ogony zawinięte w ósemkę. Ma rude włosy i brodę i gra na flecie a z głowy wyrastają mu niewielkie rogi. Za nim, we wgłębieniu ściany jest obraz przedstawiający zabójstwo Abla przez Kaina. Niebo na nim jest lazurowe a chmury różowe. Jeden z witraży przedstawia Jezusa powieszonego na Algizie, opisanego wcześniej, z tym, że ma przebity bok i kruk wydziobuje mu wnętrzności. Na ramieniu siedzi mu wiewiórka i próbuje podać w łapkach Jezusowi do ust orzech. Obficie krwawi od cierniowej korony. Prawe oko ma zamknięte, a lewe otwarte.

IMG_20161230_130811.jpg
kolaż aut. GvS

Przybita w lochu ogromna tarcza zegara którą przesłania półprzezroczysty hologram głowy płomiennookiej sowy. Gwóźdź na którym zawieszony jest zegar jest czarny i kapie z niego smoła. Wszystkie klatki są puste za wyjątkiem ostatniej, gdzie siedzę ja jako nastolatek, a naprzeciwko ja jako starzec. Wtem wchodzi mój syn, nagi poza czerwoną przepaską na biodrach, z pękiem kluczy. Starzec siedzi w pozycji jogina i medytuje a ja jako nastolatek siedzę pod ścianą z podkulonymi kolanami. Mój syn otwiera klatkę, w której siedzi młodzieniec, podnosi go za dłoń i wymierza mu siarczystego liścia w twarz. Nastolatek spluwa krwią i zaczyna się śmiać. Klęka przed synem i całuje mu stopę. Wtedy ten kładzie mu rękę na głowie, rozchyla usta i wlewa do gardła zawartość fiolki, którą miał zatkniętą za pasem. Sztyletem przecina więzy, którymi młodzieniec ma skrępowane ręce i nogi, narzuca na niego habit i daje świecę, każąc iść za sobą. W stróżówce siedzi prawdziwy potwór. Ma długi pysk, prążkowane, czarne wargi, czarne oczy, uszy osła i krzywe rogi na głowie. Mój syn wrzuca do naczynia przed nim kilka monet i wyprowadza mnie jako młodzieńca dalej. Bierze pochodnię ze ściany i wchodzimy schodami na górę. Młodzieniec podąża za nim gęsiego, trzymając świecę w dłoniach. Otwieramy drzwi i trafiamy do sali głównej zamku. Na sali jest ustawiony olbrzymi stół na czerwonym podłużnym dywanie prowadzącym do schodów które prowadzą z kolei do wyżej położonych komnat. Na końcu stołu siedzi okropnie stary król oblany winem i piwem, ślina mu cieknie z ust, chrapie. Mój syn wyciąga lewą dłoń a prawą posypuje proszkiem i wtedy na tej lewej dłoni zapala się płomień. Podpala królowi brodę i włosy, ten się ocyka i zaczyna jęczeć. Wtedy młodzieniec odrzuca świecę w stronę firan, zdejmuje królowi koronę z głowy i wciska ją ostro zakończonymi rogami w jego twarz, wyłupując oczy. Wtem w bocznym przejściu migocze światło pochodni i słychać szczęk zbroi i mieczy. Jedna z firan podpaliła się od świecy. Seth bierze sól ze stołu i wysypuje nią na posadzce okrąg w centrum którego usypuje Aegishjalmur. Strażnicy nadbiegają i widzą króla. Wpierw machinalnie wyciągają miecze, jednak gdy najśmielszy z nich próbuje się zamachnąć na Setha, jego miecz napotyka opór na wysokości krawędzi okręgu w którego środku stoi Seth razem ze mną. Wtem jeden ze strażników – brodaty Nordyk, zdejmuje hełm, podchodzi do tronu i przewraca go kopnięciem. Wojownicy patrzą po sobie, ustawiają się w równy szereg przed Sethem, klękają na jedno kolano i wyciągają miecze klingami w jego stronę.

Globus, na którym spoczywa czerwono-skóra dłoń o granatowych pazurach.

Jestem w ciemności podziemi rozległej hali. Jezioro faluje pod moimi stopami, a ja dostrzegam jaśniejszy prostokąt stalowych drzwi. To winda, naciskam czerwony przycisk i drzwi się rozsuwają bezszelestnie. Na całej przeciwległej ścianie jest wizerunek Boga Pana, z rudawymi kręconymi włosami, kozią brodą, szeroko uśmiechniętymi ustami, odsłaniającymi okrwawione, ostre zęby; w oczach ma obłęd, a na głowie dwa rogi. Mimo nich mieści się na niej również wydziergana na drutach Mikołajewska czapka w białe kropki. W środkowej kropce jest gwiazda Thelemy. Czapka zakończona jest pomponem w kształcie jabłka. Postać jest przedstawiona na tle żywopłotowego labiryntu. Gdzieś w pobliżu unosi się płomień i w ciemnoniebieskie niebo wzbija się słup czerniawego dymu. Bożek trzyma gołębia przybitego do równoramiennego krzyża z konarów.

Fioletowe kształty profili różnych postaci – psychiatry, szamana. Jan Paweł II wygrawerowany na czarnej skrzynce pocztowej. Z głowy wyrastają mu czułki w kształcie halucynków.

Widzę insektoida o olbrzymich jak u muchy czerwonych oczach, ciało ma szaro-zielonkawe, a z głowy wychodzi mu czerwona, zawinięta w dół w spiralę jak u motyla „trąbka”. Z głowy wystają mu czułki opierzone jak u pawia.

Na ścianie jaskini malunki Neandertalczyków, wśród nich mandale i bindruny oraz sylwetka postaci z ogonem i skrzydłami.

Ciężkie, szarozielone, łuskowate powieki i głęboko błękitna tęczówka ze źrenicą tworzącą lewoskrętną spiralę.

Ujrzałem pyzatego ok. 10-letniego blondynka w czerwonym napoleońskim kubraczku, z oczami przewiązanymi zakrwawionym bandażem, w pantalonach i kozaczkach, z ręką na temblaku. Zza niego z ziemi wyłania się wychudły, blady kapłan w szaroniebieskiej szacie, z kosturem zakończonym głową kobry. Przywiązuje chłopca do pala, buciorem zakreśla wokół niego okrąg (podwójny) i sztyletem podrzyna mu gardło, by ten wykrwawił się jak świnia. Pierwszy kruk zeskakuje z ramienia szamana i rozpoczyna żer. Pal obgryziony praktycznie do samych kości zostaje spalony, a ciemny słup dymu staje się kolumną łączącą podziemie z niebem.

VVspólnota

Błogosławiona klątwa nakazująca przekraczać
Zapach poznany nozdrzami
totemiczych nam zwierząt
kotów, lisów, węży
Dwa pragnienia:
Miłość podług Woli
i jak spłatać siedem psot śmierci
W ryku co z serca przychodzi i prowadzi wskroś ciała
z rozlanej wspólnie krwi
Zawsze pielęgnuj, rozżarzaj tę ranę
w którą wlali nas by splątać
i polegli
bo skruszymy naczynie
i zjednoczymy się z Otchłanią

___

Gertruda und Jurgen

 

***

kocham cię w poniewierce igieł
które spoglądają oczami bandytów
wskroś twego czystego wzroku

nie plam już więcej
swoich spojrzeń na mnie
w moje źrenice

szlachetne od bólu

___

Gertruda

93 zakręty

Redaktorzy pisma przez ostatni tydzień byli bezdomni i wiedli żywot der freiwillge bettler. Transgresując. Po drodze wyklucznikowi skrojono laptopa gdy ten popadł w amnezję i zasnął po czwartej nad ranem na Plantach. Żyliśmy w trybie narkobandyckim. Wyklucznik zwizytował większość krakowskich komend i na jednej z nich został przekopany. Wszystko to sprawiło jednak, że płomień Miłości podług Woli tylko między nami rozgorzał. Nadszedł dla nas jednak czas, by zacząć tyle o ile żyć w zgodzie z normami moralnymi polaczkowatego społeczeństfa. Życzliwość z jaką się spotykamy wśród ludzi dowodzi, że zmierzamy wektorem 93.

“Poczucie sprawiedliwości? Przyzwoitości? Jak moźna oczekiwać sprawiedliwości i przyzwoitości na planecie śpiących ludzi?”
G. I. Gurdżijew

Exif_JPEG_420

nothing is true, everything is permitted.
___
słowo odwirusowane przez mugwumpa hassana ibn sabbaha.

tumblr_o92tas1lsx1tm5ooho1_r1_540

zbezczeszczony tagiem szyld placówki polskiej post-komunistycznej skamieliny organizacji terapeutycznej

Exif_JPEG_420

Exif_JPEG_420

Sigil namalowany po strzale z mefedronu
Exif_JPEG_420
Exif_JPEG_420
Gertruda von Sroka, makowa wiedźma
Exif_JPEG_420
Exif_JPEG_420
Exif_JPEG_420
Exif_JPEG_420

Exif_JPEG_420

Exif_JPEG_420

tumblr_o92tfooy0j1tm5ooho1_r1_1280martwy pasorzyd na dietla

Kryształowy psychodeliczny aspergerowski terroryzm

jako, źe wszyscy amoraliści w historii razem wzięci nie dopuścili się tylu okrucieństw i zniszczeń co przeciętny moralista w ciągu źycia, sądzę, że kiedy ktoś zaczyna bredzić o moralności, powinno się szybko zamienić samochód na czołg, kupić broń i amunicję, ubrać hełm i zbudować schron przeciwlotniczy. tacy ludzie są niebezpieczni.
___
Robert Anton Wilson
‘nigdzie nie napotkasz władzy’

Dokładna lokalizacja, okoliczności zażyć w ciągu 4 dni nie zostaną tu sprecyzowane, gdyż rozmyły się w całkowitym potencjale neuroreprogramacyjnym doświadczenia. W pamięci zachowało się podanie dożylne w pracy na ochronie, na błoniach krakowskich, cmentarzu rakowickim, w lesie wolskim i w paru kamienicach starego miasta. Nadmienić należy, że dochodziło do cokolwiek niebezpiecznych sytuacji, jak ta, gdy idąc ulicą w pobliżu komendy na ul. Lubicz z otwartym piwem N. został zatrzymany przez radiowóz, odbyło się przeszukanie, z tym że G. nosiła plecak N., a do tego miała na sobie kurtkę ochrony (w kieszeni której był kryształ), co sprawiło, że przeszukany został tylko N. Milicjanci byli lekko podkurwieni faktem, że wobec braku meldunku N. nie mogą wymierzyć mu mandatu, a znalezione opakowania po igłach niczego nie dowodzą, w dodatku zatrzymany twierdzi, że tabletki, które posiada w samarce po filtrach do papierosów otrzymuje na receptę od psychiatry w związku z potrójną diagnozą. Nie zmąciło to planów na wieczór, po kwadransie procedur na komendzie udaliśmy się na działki przy Cmentarzu Rakowickim celem podania, co było utrudnione przez ciemność, chłód i trudną dostępność żył u G.

N. widział zielone, pokryte łuskami oblicze Seta-Tyfona, holograficznie świecące wielobarwne łuski splotów węży. Wzór utworzony z igieł tui i jaszczurek. Lustro, z grubym napisem krwią: IN HOC SIGNO VINCES. Jakby przez połamaną szybę widział wnętrze pokoju, będącego głęboko pod ziemią – na jego ołtarzu stoi kadzidło, jest to miejsce wielkiej diabolicznej władzy, skąd źródło biorą korzenie Yggdrasila (flashback z tripa po dxm). Oboje widzieli oko węża, N. z czarną tęczówką, eliptyczną źrenicą i białą otoczką, G. z żółtą tęczówką i zieloną otoczką. Duchy zmarłych w postaci fioletowych cieni ludzkich kształtów, które obserwowały nas ze współczuciem i miłością, ale też pewną dozą smutku. G. też czuła obecność zmarłych, przekazywały telepatycznie swoją akceptację dla naszego czynienia podług Woli.

G: Wjazd agresywny, momentami zaczęło ją piec całe ciało, a w szczególności twarz i policzki. Widziała ciemny pokój z jednym jasnym, oświetlonym punktem, który był jakby ołtarzem (flashback z dxm). W pokoju tym przebywała jedna ważna postać – Sędzia. Widziała go też na dxm i powiedział jej wtedy, że ma na ziemi misję do spełnienia. Ujrzała kosmos, zbiory galaktyk i ziemię jako miejsce, w którym mamy jedyną szansę na dokonanie wyboru. N. powiedział, że jest to możliwość pokierowania swoim życiem tak, aby zamienić się w coś pełniejszego, aby zrzucić łuski lub wykluć się z jaja (G. przez chwilę wydawało się, że cała się łuszczy i jak wąż zmienia skórę).  Zwały ciał zastrzelonych ludzi, morze z wysoka z chmur z mieniącą się linią brzegową.

Błonia krakowskie, po 18-tej, słoneczne popołudnie, we trójkę przykucamy se na trawie i szykujemy każdemu po ¾ g kryształu. G jest zmarznięta i nie trafiam jej w dłoń, wobec czego zdejmuje trampki i skarpety i kładzie mi stopę na kolanie. Pocieram ją i chucham, ale niektóre potencjalne żyły trudno odróżnić od ścięgien. Prosimy M., aby jej podał i ten wykorzystując cały zasób wieloletniej, narkotycznej wiedzy, za trzecim podejściem trafia jej w stopę. Ja podaję sobie szybko strzała 6-tką w centralkę i gdy dociskam tłoczek, zaczynam dusząco kaszleć, robi mi się gorąco i kładę się na trawie, zaczynając obserwować półprzezroczystą przesłonę z białych, mieniących, przesuwających się rombów i łusek, rozczapierzających krawędzie chmur na skrzydłach. M. poleca mi wstać i mówi, żebym oddychał, z obawy że nie przedawkowałem, ale ja czuję się dobrze, nabuzowany aurą i następnie próbuję sprawić, aby buzowanie aur moich i G. weszło w stan harmonijnej pełni.

Paliliśmy syntetyczny kannabinoid z samorobnego bonga, siedząc przy parku na ławce obok stolika z szachownicą. W pewnym momencie G. zemdlała i przewróciła się na plecy, skąd. N. usiłował ją podnieść, aż zbiegli się przechodnie i wezwali karetkę. Po półtorej godziny w szpitalu G. zostaje wypisana na żądanie ze szpitala z kompletem badań, w których wykryto amftetaminę, mefedron, pentedron, marihuanę i coś jeszcze. N. jakby do końca nie uświadamia sobie, do jakiego ryzyka dopuścił, nie mieści mu się w głowie, czym musi być nasączone te świńskie palenie, aby móc spowodować samo przez się depresję oddechową. Wzięto to za przypadek przedawkowania „mocarza”.

Po następnym grzechu: N. widzi kolumnę świątyni Thelemy, nad którą powiewa sztandar z heksagramem. Całość otoczona jest filarami i wewnątrz płonie ogień o niedostrzegalnym źródle – crowleyański Watykan? Widzi dosyć rozłożone w przestrzeni światła miasta i wie, że zaleją je płomienie, ich języki niczym języki fal czarnego morza.

Od rana N. wiedział, że G. jest na skrajnym głodozjeździe i poczuciu niedosycenia – tak głęboko się to ścierwo wrywa w duszę. Na tyle głęboko, aby sprawić, że pierwsze 40 zł zarobione na krojonym alkoholu przeznaczy na skucie się samolubnie i bezczelnie bez towarzystwa siostrzyczki, a po którym wyda mu się, że jest ona przy nim, poszła gdzieś tylko – za czymś i się zgubiła, wobec czego zacznie biegać pytając ludzi, czy widzieli niską, rudą niebieskoooką. W rezultacie dojdzie do bzdurnego wniosku, że należy kontynuować proceder i spróbuje zajumać 4 butelki johnny Walkera z jednego z hipermarketów, obskrobując nożem kody kreskowe, skitrany złudnie przed monitoringiem (bo przecież opuściwszy jego zasięg), schylony przy biurku i zostanie zatrzymany po przekroczeniu linii kas, choć gdyby reagował bardziej czujnie, miał sporą szansę uciec. To jedno z trzech zatrzymań na skutek kradzieży w trakcie tego dnia, w rezultacie czego N. dostaje grzywnę i groźbę 30 dni puszki. W trakcie jednego z przesłuchań, mylnie odczytawszy intencje panów Włac próbuje opuścić komendę, wobec czego otrzymuje parę soczystych kopniaków w nogę, a następnie zostaje skomplementowany przez jedynego jak dotąd poznanego przezeń „poczciwego” milicjanta, który użala się na system, że chciałby pomagać ludziom, a nie rzucać im kłody pod nogi.

Exif_JPEG_420

Ostatni dzień naszego ciągu, postanawiamy nakraść czekolad, które udaje się spieniężyć, a za uzyskany brzdęk wysępić bezczelnie próbki. Udajemy się do NCKu, gdzie G. przyjmuje 2 ml kryształu, zaś N. jeden ml kryształu i młotka (alfa-pvp). N. dostrzega niebiesko srebrzyste drzewa, którym rozkwitały gałęzie, a następnie ich liście zaczynały płonąć fioletem. G. ciemny korytarz z drzwiami obitymi granatowym suknem, niczym loża.

N. w wybaczającej jasności ujrzał wysepkę pośród jeziora. Wtem dostrzegł płomienistą przestrzeń, jasną kulę, która rozkwitła w olbrzymi płomień, a w jego środku jak zza czarnego witrażu żarzyła się diabelsko twarz Seta / Kaina / Tyfona. Generalnie zamykając oczy widział podświetloną lekko kolorowo, śnieżącą przestrzeń jak z hppd, ale gdy się zaczynał skupiać na przepływających kształtach przybierały formy i tak ujrzał fosforescencyjne zielone, bliżej niesprecyzowane kształty, które pływały w kałuży, na której zaroiło się jakby od rzuconych przypadkiem run / patyków, które układały się w sigile.

Jasno, blado żółta przestrzeń w centrum której rozrósł się czarny kształt jakby ściany w jaskini  pomalowanej krwią, dalej obraz się zaciemnił, ale w głębokim cieniu ujrzał jak smok otwiera oczy. Widział miliardy gwiazd, setki galaktyk, przesłoniętych mgławicami.

Piątego dnia N. ze skrajnie zintensyfikowanym hppd usiłował blokować każdą myśl prowadzącą go w intencji do ponownego sięgnięcia po narkotyk. Udało się, a był to jeden z najdłuższych dni w jego życiu, począwszy od 4:30. W międzyczasie udał się na wizytę do herr doktora, który chciał wypisać skierowanie do psychiatryka. „Nie można żyć w taki sposób, odpłyniesz gdzieś w upajający czar fantazji i cię zamkną, albo zabiją”, „no ale to by było rozczarowujące jak na tak wieloletniego narkomana jak pan” – mocny uścisk ręki i opuszcza przychodnię z receptą na 60 mg. alprazolamu. N. Zaczyna bawić na swój niezdrowy sposób stan okołopsychotyczny spowodowany skumulowanym zjazdem z benzodiazepiny i kryształu; powstrzymuje się przed próbami wyżebrania na receptę, jak robił skutecznie podczas 2 bezdomnych tygodni, zanim go zamknęli i się zmienił; poza jedną próbą, bardziej w charakterze prowokacji, widząc bowiem stanowisko świadków Jehowy i trzy elegancko odziane postaci siedzące w pobliżu na ławeczce. Podchodzi i mówi, że jest osobą chorą psychicznie, gnojoną przez polski system prawny, po czym pokazuje receptę i prosi o pomoc w wykupieniu jej. „My jesteśmy sługami pomocniczymi i możemy świadczyć każdego rodzaju pomoc poza finansową. Taką może pan otrzymać od szeregu innych instytucji w kraju.” – Przepraszam, że zabrałem państwu czas, chciałem tylko się przekonać jak zareagujecie na moją prośbę. Polsko, jak ja Cię kurwa kocham! Na resztę miłosiernie opuścimy kotarę zapomnienia. Doznane nie zostanie w swych efektach zapomniane, a czynienie swojej Woli wymaga często przeczenia nakazom rozsądku i deptania reguł moralnych, które jednakowoż zarazem zostają podczas tego uszanowane i ustanowione, a któż jest najprawdziwiej ludzki, jak nie ten, kto przeżywa najintensywniej? Intensywność przeżycia zaczyna jednak w pewnym momencie wymagać zaprzestania oddawania się zmienionym stanom świadomości, zintegrowania wewnętrznej przemiany, która nastąpiła na skutek dotychczasowych prób; samodyscypliny.

apapaj

Ziemię – tę ziemię należy przeorać ogromnym pługiem o zardzewiałych ostrzach. Następnie zaordynować nalot Haunebu, zbombardować i zasypać wapnem i popiołem z urn katolickich wiedźm. /Jeśli kogoś zapiekły tu uczucia religijne lub patriotyczne, niech sobie uświadomi właśnie, jak może boleć potrzeba ponadosobowej tożsamości w świecie i otoczeniu odbieranym jako złośliwie wrogie./