Ścieżka do Oświecenia wg Gustawa Meyrinka

/Poniższe fragmenty można znaleźć w powieściach Das grüne Gesicht (Zielona Twarz) oraz Der Golem (Golem). Zebrane razem zostały opublikowane we: Wprowadzenie do Magii: Rytuały i Praktyczne Techniki dla Magusa (Introduction to Magic), pracy Juliusa Evoli i grupy UR (I ang. wyd. Inner Traditions 2001)/

Początek jest tym, czego człowiekowi brakuje.
Nie to, że tak trudno jest mu go znaleźć. Dokładnie to przyjęta z góry idea potrzeby odnalezienia go staje się blokadą.
Życie jest hojne; w każdym momencie daje nam nowy początek. Każdej sekundy stawiamy czoła pytaniu: „Kim jestem?”. Nie zadajemy go, i oto dlatego nie odnajdujemy początku.
Ale gdybyśmy choć raz mieli potraktować je poważnie, wstałby nowy dzień, którego zmierzch oznaczałby śmierć dla myśli, które zinfiltrowały królewski pałac, a teraz chłoną u stołu naszych dusz.
Rafa koralowa, którą te myśli z zaangażowaniem stworzyły w trakcie mileniów, a którą nazywamy „naszym ciałem”, jest ich dziełem oraz miejscem, gdzie zamieszkują i się rozmnażają. Jeśli naprawdę chcemy dotrzeć na otwarte morze, musimy wpierw zrobić wyłom w tej rafie kleju i wapna, a następnie rozpuścić ją w ducha, którym pierwotnie była.
Ci, którzy nie uczą się widzieć na tej ziemi, z pewnością nie nauczą się tego w „wielkim nieznanym”. Klucz do władzy nad niższą naturą rdzewieje od Potopu. Nazywa się „być przebudzonym.” Być przebudzonym to wszystko.
Nie ma nic, czego człowiek mógłby być bardziej pewny od bycia przebudzonym. Prawda jest taka, że tkwi w sidłach sieci snu i śni, że sam ją utkał. Im gęstsza sieć, tym potężniejszy jego sen. Złapani w nią są śniącymi, którzy kroczą przez życie jak bydło na rzeź – głupie, zobojętniałe i bezmyślne.
Być przebudzonym to wszystko.

Pierwszy krok w tym kierunku jest tak prosty, że może go zrobić każde dziecko; lecz człowiek zmylony zapomniał jak chodzić, z obydwiema stopami sparaliżowanymi, bo nie odrzuci kul odziedziczonych po przodkach. Bądź przebudzony we wszystkim co robisz! Nie myśl, że już takim jesteś. Nie: jesteś uśpiony i śnisz. Bądź stabilny, weź się w garść i pokrótce przyjrzyj się uczuciu, które wypełnia twoje ciało: „TERAZ JESTEM PRZEBUDZONY!”
Jeśli możesz to poczuć, zdasz sobie też nagle sobie sprawę z tego, że stan, w którym byłeś parę chwil przedtem jest jak zamroczenie i ospałość. Jest to pierwszy wątły krok w bardzo długiej podróży od niewolnictwa do wszechmocy.

Krocz na ten sposób od jednego przebudzenia do następnego. Nie ma żadnej prześladującej myśli, której nie możesz tym samym rozpędzić; pozostaje z tyłu i nie może już do ciebie dotrzeć. Górujesz nad nią, tak jak baldachim drzewa przerasta jego wyschnięte gałęzie.

Kiedy już osiągnąłeś moment, w którym to przebudzenie przenika też twoje ciało, smutki opadną z ciebie jak martwe liście.

Lodowate kąpiele rytualne Żydów i Brahminów; czuwania uczniów Buddy i chrześcijańskich ascetów; męki indiańskich fakirów zapobiegające zaśnięciu – wszystko to jest niczym, jak tylko zewnętrznymi, skrystalizowanymi rytuałami, które jak złamane kolumny poświadczają poszukiwaczowi: „Tu, bardzo dawno temu, stała tajemnicza świątynia poświęcona przebudzeniu.”

Czytaj święte pisma każdego ludu na ziemi: poprzez je wszystkie biegnie szkarłatna nic tajemnej doktryny przebudzenia. To drabina Jakuba, który zmagał się z Aniołem Pańskim całą „noc”, aż nadszedł „dzień” i był zwycięski.

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA
il. “Das grüne Gesicht” – Pat Portenier

Jeśli chcesz przezwyciężyć samą śmierć, której zbroją są sen i szarzyzna, musisz wspinać się od jednego stopnia przebudzenia do następnego. Wyobraź sobie: najniższy stopień tej niebiańskiej drabiny nazywa się „geniusz”. Jakie nazwy nadamy zatem najwyższym? Pozostają nieznane masom i są uważane za legendę. Pierwszym wrogiem, jakiego napotkasz na swojej drodze do oświecenia jest twoje własne ciało. Będzie walczyć z tobą, aż kogut nie zapieje.

Jednakże, jeśli ujrzysz dzień wiecznego przebudzenia, który wydrze cię spośród lunatyków, myślących, że są ludźmi i nie wiedzących, że są uśpionymi bogami – wtedy nawet sen ciała się ulotni i cały wszechświat będzie tobie poddany.

Wtedy będziesz zdolny czynić cuda podług woli, nie musząc pokornie czekać jak skowyczący niewolnik na okrutnego Boga, aby obdarzył cię łaską, albo ściął twoją głowę.
Jest to prawda: nie będziesz już znał szczęścia wiernego i merdającego psa, które pochodzi z uznania pana nad sobą, któremu konieczna jest posługa. Lecz zadaj sobie pytanie: teraz gdy jesteś człowiekiem, czy chciałbyś się zamienić ze swoim psem?

Wszyscy ci, którzy doświadczają ziemi jako więzienia, i każdy wierzący, który szlocha o wybawienie – tacy ludzie nieświadomie przywołują świat duchów. I ty tak czyń, lecz bądź w pełni świadomy! Czy ci, co robią to nieświadomie, odnajdą niewidzialną dłoń, aby magicznie zamienić bagna, po których błądzą, na twardy grunt? Nie chcę się kłócić, ale nie wierzę w to.

Kiedy na ścieżce przebudzenia kroczysz przez świat duchów, stopniowo rozpoznasz, że nie są niczym innym, jak myślami, które możesz nagle spostrzec oczami. Jest to powodem, dla którego wyglądają dla ciebie obco i jak istoty: bo język form jest odmienny od języka mózgu.

Wtedy nadchodzi czas na najdziwniejszą przemianę, jaka może ci się przytrafić: z ludzi cię otaczających wyłaniają się duchy. Wszyscy, którzy byli ci bliscy nagle stają się larwami, włączając w to twoje własne ciało.
To najbardziej przerażające osamotnienie, jakie można sobie wyobrazić. To jak pielgrzymka poprzez pustynię: ci, którzy nie odnajdują w niej źródła życia umierają z pragnienia.
Jest to znak, lub stygmat wszystkich, którzy zostali ugryzieni przez „Węża świata duchowego.” Wydaje się nieomal, jakby dwa życia musiały być nam wszczepione, jak rozgałęzienie na drzewie, zanim nastąpi cud przebudzenia. Rozdzielenie, które w innym wypadku ma miejsce w trakcie śmierci zachodzi tu poprzez wyginięcie wspomnień, lub niekiedy wskutek nagłego wewnętrznego przewrotu.
Każdy mógłby to osiągnąć, jeśli miałby klucz. Na klucz składa się zwyczajnie stanie się świadomym postaci własnej Jaźni lub własnej skóry, nawet choć można być we śnie, odkrywając wąską szczelinę, poprzez którą świadomość przemyka się między obudzeniem, a głębokim snem.
Zmaganie o nieśmiertelność jest bitwą o kontrolę nad dźwiękami i duchami, które nas zamieszkują; oczekiwanie na koronację naszej „Jaźni” jest oczekiwaniem na Mesjasza.
Wszystko, co tu powiedziałem można też znaleźć w świętych pismach każdego ludu, mianowicie nastanie nowego Królestwa, przebudzenie, zwycięstwo nad ciałem i samotność. A jednak pozbawiona mostów przepaść oddziela nas od tych ludzi: oni wierzą, że nadchodzi dzień, gdy dobrzy ludzie wstąpią do Raju, a źli zostaną przełknięci przez rozpadlinę Piekieł. My przeciwnie, wiemy że nadejdzie czas, gdy wielu się przebudzi i oddzieli od tych, którzy śpią, jak panowie od niewolników, bowiem śniący nie mogą pojąć przebudzonych. Wiemy, że nie ma dobra, ani zła, a jedynie „prawda” i „fałsz”. Oni wierzą, że „bycie przebudzonym” polega na wyczuleniu zmysłów i trzymaniu oczu otwartych w nocy, oraz postawionego ciała do wymawiania modlitw. My wiemy, że „bycie przebudzonym” odnosi się do przebudzenia nieśmiertelnej Jaźni, oraz że bezsenność ciała jest tylko jego naturalną konsekwencją. Oni wierzą, że ciało musi być zaniedbywane i pogardzane ze względu na jego grzeszność. My wiemy, że grzech nie istnieje, że ciało jest tym, gdzie musimy zacząć i że zstąpiliśmy na tą ziemię, aby przemienić je w ducha. Oni wierzą, że konieczne jest podążenie własnym ciałem w samotność, aby oczyścić ducha. My wiemy, że nasz duch musi wpierw oddalić się w samotność, aby przemienić ciało.
Do ciebie i tylko do ciebie należy wybór własnej ścieżki: naszej lub ich.
Twoja wolna wola musi dokonać wyboru.

Powiedziałem, że początkiem drogi jest nasze własne ciało. Wiedzący o tym mogą zacząć podroż w każdej chwili.
Teraz nauczę cię pierwszych kroków.
Musisz stać się oderwany od własnego ciała, ale nie w sposób jakbyś chciał je porzucić. Musisz uwolnić się od niego, tak jakbyś próbował oddzielić światło od żaru.
Tutaj czyha pierwszy wróg.

Ci, którzy oddzielają się od swoich ciał, aby latać w przestrzeni, podążają drogą wiedźm, które przemieniły swoje ordynarne, ziemskie ciało w ciało widmowe i jeżdżą nim niczym na miotle w Noc Walpurgii.
Wiedźmy wierzą, że są na Diabelskim Sabacie, podczas gdy ich ciała leżą pozbawione zmysłów i sztywne w ich pokojach. One jedynie zamieniają swoją ziemską percepcję na duchową; tracą swoją najlepszą część, aby zyskać gorszą; to, co robią jest raczej zubożeniem, niż wzbogaceniem.
Możesz już dostrzec, że nie jest to ścieżka do przebudzenia. Aby uchwycić to, że nie jesteś swoim ciałem (w co wierzy większość ludzi), musisz rozpoznać bronie, których twoje ciało używa, aby uzyskać władzę nad tobą.
Jesteś tak bardzo na jego łasce, że twoje życie by się zakończyło, gdyby twoje serce się zatrzymało; ponadto zanurzasz się w noc jak tylko zamkniesz oczy. Możesz ruszać swoim ciałem, lecz to iluzja; przeciwnie, to twoje ciało porusza sobą, jedynie pożyczając twoją wolę. Myślisz, że możesz tworzyć myśli. Mylisz się: to twoje ciało wysyła je do ciebie, tak abyś myślał, że przychodzą od ciebie, i wypełniał ich żądania. Usiądź prosto z postanowieniem aby nie ruszać kończynami, ani nawet nie mrugać okiem i pozostać nieruchomym jak posąg; zobaczysz wtedy jak twoje ciało, przepełnione nienawiścią buntuje się przeciw tobie, próbując znów cię sobie podporządkować. Napadnie cię tysiącem broni i nie da ci spoczynku, zanim nie pozwolisz się mu znów ruszać. Jeśli jesteś chytry zdasz sobie sprawę, poprzez jego zajadły gniew i przesadny wysiłek – jakby rzucało w ciebie strzałkę za strzałką – jak bardzo się obawia utraty kontroli oraz jak wielka musi być twoja moc, skoro tak bardzo się ciebie lęka. Jednakże zdominowanie twojego ciała nie powinno być ostatecznym celem, do jakiego dążysz. Jeśli zakazujesz się mu poruszać, musisz to robić tylko aby poznać moce, z jakich wyrasta jego dominium: są legionem, niemal nieskończone w ilości. Twoje ciało będzie je wysyłać do walki przeciw tobie, jedną za drugą, tak długo, jak będziesz się opierał jego potrzebom zaledwie siedząc w bezruchu. Pierwszą bronią będzie bydlęca siła mięśni, które drgają i pulsują; wrząca krew, która sprawia, że na twarz występuje pot; kołatanie serca; zimne dreszcze na skórze, chwianie się ciała, jakby twój środek ciężkości się przesunął. Dzięki swojej woli będziesz zdolny stawić czoła i pokonać wszystkie z tych sił. Lecz nie będzie to sama wola: za nią tkwi – niewidzialne jak magiczny hełm Zygfryda – wyższe przebudzenie.
Te zwycięstwo jest też nie bez znaczenia. Nawet gdybyś miał opanować swój oddech i bicie serca, byłbyś tylko fakirem, co znaczy „nędzarzem.” Następni czempioni, których twoje ciało wyśle przeciw tobie, to zwodnicze chmary myśli.
Miecz woli jest przeciw nim bezsilny. Im gwałtowniej się na nie zamachniesz, tym zacieklej brzęczą wokół ciebie; nawet jeśli powiedzie ci się pozbyć się ich na moment, stałbyś się letargiczny, a więc został pokonany w każdy inny sposób.
Nakazywanie im, aby znieruchomiały jest stratą energii. Jest tylko jeden sposób, aby od nich uciec: odnalezienie zacisza w wyższym stopniu przebudzenia.

Sposób na osiągnięcie tego jest czymś, czego musisz sam się nauczyć.
To ustawiczne i uważne postępowanie z uczuciami, a jednocześnie żelazne rozstrzygnięcie.
To wszystko, co mogę ci o tym powiedzieć. Jakakolwiek rada, której ktokolwiek ci udzieli w tym bolesnym zmaganiu jest trucizną. Jest tu urwisko, z którego przeskoczeniem nie może pomóc ci nikt poza tobą samym.
Po osiągnięciu tego stanu, zostajesz przeciwstawiony domenie duchów, o której mówiłem wcześniej.
Skonfrontują cię przerażające lub zdumiewające widma, sprawiając że wierzysz, iż są istotami z innego świata. Po prawdzie, są tylko myślami w widzialnej postaci, nad którymi nie masz jeszcze pełnej kontroli!
Pamiętaj: im bardziej uroczyście wyglądają, tym bardziej są niebezpieczne!
Jednakże, kiedy odnajdziesz „głębsze znaczenie” ukryte w każdej z tych istot larwalnych, dojrzysz okiem ducha nie tylko ich żyjące jądro, lecz również swoje własne. Wówczas wszystko co zostało ci zabrane zostanie zwrócone tysiąckrotnie, jak to miało miejsce z Hiobem: wrócisz wtedy tam, gdzie zacząłeś, jak sarkastycznie głoszą głupcy. Nie wiedzą oni, że jest różnica między powrotem do domu po długim czasie na obczyźnie i ciągłym pozostawaniu w jego obrębie.

Nikt nie wie, czy będziesz dopuszczony do udziału w ogromnych mocach niegdyś opanowanych przez starożytnych wieszczów, czy też przeznaczony jest ci dostęp do wiecznego pokoju. Nasza ścieżka wiedzie do progu dojrzałości. Kiedyś tam dotrzesz, jesteś też godny otrzymania daru.
W każdym razie stałbyś się feniksem: od ciebie zależy, czy dostaniesz się tam siłą.
Jeden z tych, którzy wciąż posiadają klucz do magii pozostał z tyłu, na ziemi, aby odszukiwać i gromadzić tych, którzy zostali wezwani.
Tak jak on nie może umrzeć, tak też legenda o nim.
Niektórzy powiadają, że jest Żydem Wiecznym Tułaczem; inni zwą go Eliaszem, gnostycy twierdzą, że to Jan Ewangelista. Naturalnie każdy ma własny pogląd na tą postać. Byt jak on, który przemienił swoje ciało w ducha, nie może być przywiązany do żadnej sztywnej formy.
Jedyną prawdziwą nieśmiertelną istotą jest przebudzony człowiek. Gwiazdy i bogowie znikają; on sam wytrzymuje i może osiągnąć czegokolwiek pragnie. Nie ma żadnego Boga ponad nim.
Nie bez powodu nasza ścieżka została nazwana pogańską ścieżką. To, w co wierzy człowiek religijny na temat Boga jest niczym, jak tylko stanem, który on sam mógłby osiągnąć, jeśli tylko mógłby wierzyć w siebie. Lecz on tępo ustanawia przeszkody tam, gdzie nie ma odwagi skoczyć. Tworzy obraz kultu, zamiast samemu się weń przemienić.
Jeśli chcesz się modlić, módl się do swojej niewidzialnej Jaźni: to jedyny bóg, który może odpowiedzieć na twoje modlitwy. Inni bogowie wręczają ci kamienie zamiast chleba.
Kiedy twoja niewidzialna Jaźń pojawia się w tobie jako istota, rozpoznasz ją poprzez fakt, że rzuca ona cień. Ja sam nie wiedziałem wcześniej, kim jestem, zanim nie ujrzałem własnego ciała jako cienia.

 z ang. przełożył not

Advertisements

Æony – Michael A. Aquino

tos

Michael A. Aquino VI° Świątyni Seta (Temple of Set), California 1979

z: Don Webb – Overthrowing Old Gods (Obalenie Starych Bogów), cz. I, rozdział 2 “Komentarz od Liber Legis

Tak dalece jak większość okultystów jest tego świadoma, odniesienia do eonów zaczęły się od afiszowanego Æonu Horusa, który jak głosił Crowley nastąpił po pierwszym Æonie Izydy (z grubsza obejmującym przedchrześcijańskie pogaństwo), a następnie Ozyrysa (na oko 2 tys. lat chrześcijaństwa). Jako że pojmowanie egipskiej mitologii przez Crowleya było zasadniczo powzięte z perspektywy trójcy Ozyrys/Izyda/Horus, zawiązało to cywilizację Zachodu w ładny, schludny pakunek.

Jak nam powiedziano Crowley był nie tylko odpowiedzialny za sprowadzenie Æonu Horusa, ale również Æonu Ozyrysa – w poprzednim wcieleniu jako Arcykapłan Ozyrysa (i kapłanka Izydy) Ankh-f-n-khonsu. Szczegółowa historia o tym jest opowiedziana w jego pamiętniku z tego wcielenia, “Przekroczenie Otchłani” w Equinox #I-7:

Lecz potężny bóg Thoth, mędrzec, ze swoją głową ibisa i nemyssem w indigo, koroną Atef i feniksową różdżką oraz krzyżem ankh ze szmaragdu, ze swoją magiczną togą w trzech barwach; o tak, Thoth, bóg mądrości, którego skóra jest barwy brunatnego pomarańczu niczym wypalona w palenisku, ukazał się widzialnie nam wszystkim. A stary Magus Studni, którego żaden człowiek nie widział poza jego studnią przez noc sześćdziesięciu lat, znalazł się pośrodku; i zalamentował w głos, mówiąc, “Ekwinocjum Bogów!”

      I przeszedł do wyjaśnienia, jak to się stało, że Natura nie powinna być dłużej centrum ludzkiego kultu, lecz sam człowiek, człowiek w swoim cierpieniu i śmierci, w swoim oczyszczeniu i perfekcji. I wyrecytował Formułę Ozyrysa jak następuje, a nawet jak zostało nam to przekazane poprzez Braterstwo Krzyża i Róży do dnia dzisiejszego…
ch
Crowley w swoich pracach nie wskazuje jak doszedł do tego konceptu “eonów”, ani co dokładnie to oznacza. Jednak odrobina detektywistycznego trudu zabiera nas z powrotem do dni Golden Dawn i książki “Egipska magia”, napisanej przez Florence Farr, Skrybę G.’D.’ w roku 1896. Książka ta, część 10-tomowej serii Collectanea Hermetica, redagowanej przez W.W. Westcotta, zawierała bardzo ciekawy rozdział, zatytułowany “Gnostyczna Magia Egiptu”:

       Rozpatrzmy wpierw esencjalne zasady Gnostycyzmu, które pokrótce są jak następuje:
       Pierwsza – zaprzeczenie dogmatu osobowego, najwyższego Boga oraz twierdzenie najwyższej, boskiej esencji złożonej z najczystszego światła i przenikającej tą bezgraniczną przestrzeń udoskonalonej materii, którą Grecy nazywali Pleromą. Światło to powołało do życia wszechojca i wszechmatkę, których potomkami były eony lub duchy bogów. Innymi słowy najwyższe emituje nous lub boski umysł, a dalej sukcesywne emanacje, każda mniej podniosła od poprzedniej. Boskie życie w każdej staje się mniej intensywne, aż osiągnięta zostaje granica Pleromy, lub pełność Boga. Stamtąd wkracza w byt skaza niedoskonałości, poroniona i wybrakowana ewolucja, źródło materialności i zaczątek stworzonego wszechświata, oświecany przez boskość, ale daleki od jej nieskończoności i perfekcji.

 I tu Gnostycy uważali, że faktycznym władcą i stylistą tego stworzonego wszechświata oraz jego złych i dobrych istot jest Demiurgos, moc wydana z sophii lub mądrości. Niektórzy głosili, że pochodzenie świata wzięło się z pragnienia rozwoju przez dusze, poprzez który mogą ewoluować i wznieść się do boskości.

 Gnostycy mocno wierzyli w teorię cyklów pięcia się w górę i powrotu do ewolucyjnego postępu światów, wieków i ludzi; wznoszenia i upadku duszy; preegzystencji wszystkich ludzkich dusz obecnych w życiu świata; oraz pewność, że wszystkie dusze, które pożądają najwyższego, muszą zstąpić w materię i zostać z niej zrodzone. Byli oni filozoficznymi Chrześcijanami.

 Władza nad kościołem Chrześcijańskim wpadła jednakże w ręce tych, którzy sprzyjali religii emocjonalnej, wyzbytej filozofii, której wyznawcy powinni być powiązani raczej osobistymi więzami ludzkiej sympatii z egzaltowanym męczennikiem i kaznodzieją, niż intelektualnym uznaniem wyższej prawdy.

  Gnostycy sprzeciwili się nauczanemu wówczas kredu, na gruncie niższości kultu bohatera Chrystusa względem duchowej wiedzy boskiego umysłu, którą jak uważali sami głosili.

 Gnostycy byli nieomal powszechnie głęboko przepojeni doktrynami Sokratesa i Platona; zaś religia emocji i pokuty, połączona z moralnymi oczywistościami, nie wydawała im się wystarczająco wysublimowana, aby była godna zastąpienia misteriów religijnych Egiptu, Indii i Persji, teokracji Żydów, czy podniosłych prawd ukrytych w mitach Grecji.

W “Religii Czasów Starożytnych” S.G.F. Brandon komentuje:

      W swoim “Pierwszym Liście do Koryntian” Paweł miał okazję, by skontrastować swoje nauki z tymi innych systemów znanych jego czytelnikom. Czyniąc tak został powiedziony do wyłożenia tej znaczącej własnej relacji: “Albowiem głosimy mądrość wśród doskonałych: lecz to nie mądrość tego świata, ani jego władców, którzy zmierzają donikąd: gdyż głosimy boską mądrość w tajemnicy, nawet mądrość, która była ukryta, którą Bóg ukrył przed światami w naszej chwale: której nie znają żadni władcy tego świata: gdyż gdyby ją znali, nie ukrzyżowaliby Pana chwały” (ii. 6-8)

W naszych oficjalnych angielskich przekładach właściwe znaczenie tego ustępu jest przesłonione w dwóch kluczowych punktach. Greckie słowo przełożone tu jako “świat”, zarówno w liczbach pojedynczej i mnogiej, to aion, który nie oznacza tego fizycznego świata, ani Ziemi, lecz “czas” lub “wiek”.

Sposób użycia zwrotu aion przez Pawła zgodnie tu pokazuje, że myślał on w pojęciach ezoterycznego systemu “wieków światów”, który prawdopodobnie wypłynął ostatecznie ze źródeł irańskich i babilońskich, a który w różnych postaciach był modny w tamtejszej myśli greko-rzymskiej. Następnie słowa przełożone jako “władcy tego świata” (archontes tou aionos toutou) nie odnoszą się, jak powszechnie się zakłada, do Rzymskich i Żydowskich władców odpowiedzialnych za skazanie Jezusa na śmierć. Oznaczają demoniczne istoty, które powiązywano z planetami i wierzono, że władają żywotami ludzi na Ziemi.

Jak Farr i Brandon obydwaj dalej zauważają, Gnostyckie Chrześcijaństwo było postrzegane jako bardzo poważne zagrożenie dla kościoła Chrześcijańskiego i było intensywnie prześladowane. Gdyby to ono przeważyło, 2 tysiące lat mogły rozwinąć się zgoła odmiennie w cywilizacji Zachodu – z nader intelektualnym, filozoficznym i inicjacyjnym charakterem religijnym zamiast nietolerancyjnego, zażartego i ignoranckiego horroru domatycznego Chrześcijaństwa.

Teraz zaczynamy widzieć pojęcie aion w nowym świetle, jeśli wybaczycie mi wyrażenie. Æon Horusa jest nie tylko przedziałem czasu, gdy dominują idee symbolizowane przez Horusa. Jest raczej Ding an sich, noumenem: czymś czysto racjonalnego zrozumienia, a nie postrzeganego przez zmysły.

equinox
z okładki The Equinox III-10

Zatem w tym, co można nazwać sensem Niskiej Czarnej Magii, eon jest po prostu podejściem, które się wybiera lub zostaje uwarunkowanym do zastosowania. Jest to tym, co ma się na myśli mówiąc, że różni ludzie “istnieją w różnych eonach”: że Żyd, Chrześcijanin i Muzułmanin żyją w Æonie Ozyrysa, Wiccanin z Æonie Izydy, a Thelemita w Æonie Horusa.

Adekwatnie, choć eony są “piramidalne” w wytworności, po modzie platońskiej “piramidy myśli”, nie ma żadnego powodu, aby je rozpatrywać jako następujące po sobie w czasie, z każdym jednym wypierającym i wymazującym ten przed nim.

Zatem w sensie NCzM populacja świata kontynuuje przytłaczająco w objęciach Æonu Ozyrysa, wbrew najlepszym intencjom Aiwassa. Æon Izydy jest następnym wpływowym, nadążany przez Æon Horusa. Æon Seta, najwyższy na piramidzie i najtrudniejszy do pojęcia i zagoszczenia, jest najbardziej rzadkim i ulotnym ze wszystkich.

Jak z systemem stopni wtajemniczenia, bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, byłoby spędzenie całego swojego czasu w “wyższym eonie”. Kiedy troszczymy się o sprawy w profanicznym świecie, jesteśmy zazwyczaj ozyryjczykami, przyglądającymi się z ciekawością i niejasnym przestrachem aktywistom ekologicznym (Izyda), lub awangardowym artystom (Horus). Jednak również doświadczamy przedziałów Izydy i Horusa – a kiedy tego pragniemy, tych unikalnych Æonu Seta.

Crowley, który sugerował, że eony były przedziałami czasu w “katastroficznej sukcesji” – jak przypuszczam w celu bardziej nasilonego awansu Æonu Horusa – przewidywał w Equinox #1-10, że podążając za Æonem Horusa “wyłoni się Ekwinocjum Ma, bogini sprawiedliwości. Może to być sto ludzi dziesięć tysięcy lat od teraz (1913), gdyż przetwarzanie czasu jest tu inne, niż tam.” W roku 1921 w swoim nowym komentarzu do Liber Legis, Crowley spekulował, że następny eon będzie tym Thmaist, rytuału Neofity trzeciego oficera w G.’D.’. Jednak, kontynuował, “przewidywanie jakichkolwiek szczegółów odnośnie następnego eonu po tym może być aroganckie.

stela2
Stela Seta

Jest to zasadniczo również moje podejście. Jako Magus Æonu Seta, jestem niejako Okiem w tym szczególnym trójkącie (lub lśniącym Trapezohedronie). Jedynym, kto na pewno wie, czym będzie następnie poczęty, jeśli zaiste powinien być taki, byłby Magus lub Maga która Wymówi jego słowo.

Powyżej poczyniłem odniesienie do eonów w sensie NCzM. Jest również “sens Wysokiej Czarnej Magii”:

Widziany poprzez szkła WCzM, eon jest faktycznie żyjącym bytem, w którym jego wtajemniczeni są “komórkami”. Oto sekret sprowadzony przez Gnostyków ze starożytności, który tak przerażał Chrześcijańskich dogmatyków. “Bóg” eonu jest zatem istotą totalnej magicznej i filozoficznej energii istot materialnych, będących inicjowanymi tego eonu, tj. świadomych, że są “składowymi boga”. [Czy zaczynasz teraz dostrzegać starożytne korzenie heglowskiego konceptu “nadumysłu?]

Rozumiana w tym sensie praca WCzM jest sposobem “części sięgających po kontakt, doświadczenie i/lub ekspresję “całości””. Oto dlaczego prawdziwa WCzM nie jest nawet w najmniejszym stopniu jak “modlitwa” praktykowana przez profanów. Nie jest też zaledwie medytacją, w której umysł medytującego jedynie rozciąga się do własnych granic. Jest największą tajemnicą i największym spełnieniem unikalnej egzystencji.

Kiedy Æon zostaje zrozumiany w ten sposób, ogromna liczba zasłon opada i ogromna liczba misteriów tego, czym jest magia i dlaczego działa zostaje ujawnionych, i zaiste całe “dlaczego” ludzkiej świadomości zostaje wyjaśnione. Aby to spostrzec potrzebujesz tylko gnozy. Nie martw się, jeśli jej nie osiągniesz natychmiastowo. Ona tam jest; i gdy będziesz gotowy dla niej, ona będzie gotowa dla ciebie.

tłum. 01.02.2019 <|Vv / not

po dalsze lektury zaleca się zajrzeć m.in. na Xeper.Org

Ewangelia Kaina

[Przedstawiam przekład apokryficznej ewangelii”będącej raczej godnym fundamentem do konkretniejszych, dalej wychodzących nauk i rozważań. W przyszłości postaram się dostarczyć więcej przekładów z tej zacnej książki – K/VV]

I gdy stało się tak, że Kapitan Niebios zrzucił Władcę Światła z tronu Słońca, zstąpił on i jego liczone w setkach zastępy, zaś klejnot jego korony, kamień płomienistego szmaragdu, zapadł się głęboko w przepastną Górę Świata; nadeszły, te Dzieci Niebios na Ziemię, i przed Potopem znaleźli sobie żony ze śmiertelnego chowu.

Zaś Anioł z Trzeciego Nieba zstąpił w ciało z Czerwonej Gliny i stał się Adamem: Anioł z Drugiego Nieba wstąpił w Glinę i stał się Ewą: mieszkali w Ogrodzie Eden.

I stało się tak, że Obserwator Niebios, Azzael Qarnayn, obdarzył Ewę Nasieniem Podstępu, a ona porodziła dzieci; Potężnych, królów i czarowników z rodowodu Tajemnego Ognia.

Krwawa Matka Wróżek, Dama Lilith, wzięła tajemną wydzielinę Adama i poczęła elfi ród na pustkowiach. Zatem potomstwo Świętych stało się ucieleśnione, jako że Niebiosa objęły Ziemię, tak by Wiedźmia Krew mogła zostać zamanifestowana, a Przymierze przypieczętowane.

tubalq

Kiedy Wielki Wąż, Lucyfer – Zamael, Ojciec wszelkiego Czarnoksięstwa, spłodził Kaina z Ewą, Matka wszystkiego, co Żyje urodziła wężookie dziecko, krewnego Nefilim. Zaś Naamah, słodkie krewne sów, również zostały zrodzone, a z ich kazirodztwa wykwitły Dzieci Mrocznych Aniołów.

Kain urósł i zgładził swojego brata, Abla Pasterza, gliniany majak ignorancji, i wyruszył Drogą Ognia do krainy Nod, na wschód od Edenu. Nosząc Znamię Kaina na czole podróżował ku sadybie Gwiazdy Zarannej, królestwa jego ojca, Pana Lucyfera. Zaś Znamię Kaina to Czerwony Wąż owinięty wokół Złotego Drzewa Tau Boskiej Wiedzy.

Kain powstał w ekwinokcjum i ukoronowany trykami złotych rogów, wzniósł wiecznie-obracający się Miecz Płomienia ku bramie orientu, przechodząc poprzez oczyszczający Ogień Gnozy. Tak zatem udoskonalił się w ognistej kuźni Tubala, a czyste złoto zrodziło się w tyglu Sztuki.

Skoro Kain jest Czerwonym Słońcem Wiedźmiego Ognia i Pierwszym Ukształtowującym. jest zatem jaźnią czarownika, Penetrującym Ogniem. Zaś Naamah jet Białym Księżycem Wiedźmiej Mgły, Pierwszą Tkaczką i Pierwszą Rozplatającą Wszystkiego, Graalową Matką Wiedźmiej Mgły.

I stąd zstąpiło wszelkie Czarostwo, od nich jest dziedziczona wszelka Moc; ich jest dar, Krew Elfame, Przymierze zawarte na Sabbatycznej Górze o wiecznej Północy Czasu.

N.A.J.

Źródło anglojęzycznego oryginału: Nigel Jackson, Michael Howard – The Pillars of Tubal – Cain, Appendix V, 269 s., wyd. Capal Bann

Przetł. K/VV

Boyd Rice – Dziatwa Lucyfera: Rodowód Graala i potomkowie Kaina

Powszechnie przyjęta wiedza głosi, że rodowód Graala jest święty, ponieważ pochodzi od Chrystusa, człowieka wciąż uważanego przez znaczną część świata za prawdziwego syna Boga. A jednak wywodząca się z tego rodowodu dynastia królów była znana jako czarownicy-królowie, spośród których pewni sugerowali, lub nawet wprost twierdzili, że tak naprawdę są potomkami Lucyfera. Pewna ilość autorów utrzymuje, że ta teza jest prawdziwa, ale to przeważnie zatwardziali chrześcijańscy teoretycy spiskowi, powstrzymujący się przed wyjaśnieniem, czemu w to wierzą, lub przed okazaniem jakichkolwiek namacalnych szczegółów, które by dowiodły ich twierdzeń. Jeden z nich powiada: „Potomkowie Merowingów w typowy gnostycki sposób utrzymują, że mają w swoich żyłach zarówno krew Chrystusa, jak i Szatana.” Zważywszy na to, że ta osnowa (lub jej wariacja) powtarza się z pewną regularnością, i biorąc pod uwagę, że okazałaby się spójna z rodzajem dwoistego klimatu, przesiąkającego sagę tego rodowodu, zacząłem dumać, czy mogą istnieć jakieś tradycje, z których taki pogląd mógłby wziąć początek. Wdając się w szczegóły, kilka zostało odkrytych.

Po pierwsze, pamiętajmy że ten rodowód wywiódł się z postaci, która równa się biblijnemu Kainowi. W pewnej rabinicznej nauce spotykamy się z bardzo interesującym poglądem, że Kain nie był synem Adama, lecz Samaela. Uznano, że kiedy Samael ukazał się Ewie jako wąż, uwiódł ją. Owocem tej unii był Kain. Samael był zaś upadłym aniołem, zasadniczo judaistycznym Lucyferem. Jeśli Merowingowie znali tą wersję historii (jak bez wątpienia było) i wierzyli w to, mogło to stanowić podstawę ich przypuszczalnego twierdzenia, że posiedli krew zarówno Chrystusa, jak i Lucyfera.

Alternatywna wersja sagi Kaina, po równi lucyferyczna w swoich konotacjach, mówi że był synem pierwszej żony Adama, Lilith. Była ona towarzyszką Boga przed zstąpieniem na Ziemię jako upadły anioł. Pełne detale jej historii są prawdopodobnie zbyt dobrze znane, aby je tutaj przytaczać, ale ciekawe, że obydwie alternatywne tradycje odnoszące się do rodzicielstwa Kaina zawierają rodowód lucyferycznych Nephilim. Ciekawy jest także fakt, że lilia jak wiadomo wzięła swoje imię od „Lilith”, zaś heraldyczne emblematyczne godło tego rodowodu to fleur-de-lys (powszechnie uznawany za symbol lilii). Czy ten symbol, widziany w tym kontekście, nie może być tak naprawdę „Kwiatem Lilith”?

Koneksja Lilith/Samael jest także istotna w odniesieniu do sagi Graala, tak dalece jak ta dwójka ma własnego syna, który zdaje się odgrywać kluczową rolę w całym micie: Asmodeusza. Nie tylko jest on dominującym obrazem (ukazanym odzwierciedlając Chrystusa) w Rennes-le-Chateau, odgrywa on też centralną rolę w budynku Świątyni Salomona, gmachu od którego Templariusze wzięli swoją nazwę. Powtarzanie się tej dziwnej postaci w tradycji Graala długo wprawiało obserwatorów w zakłopotanie, a jednak okazuje się, że zarówno on, jak i potomkowie Kaina mogli tak naprawdę dzielić pokrewnych przodków. W pewnych tradycjach jest nawet powiedziane, że Mojżesz wzywał właśnie Asmodeusza, aby rozdzielić Morze Czerwone, nie zaś Boga. Choć obrazowany jako demon lub diabelska postać, jego imię ujawnia, że mógł nie zawsze być tak postrzegany, gdyż Asmodeusz oznacza zwyczajnie Pana Boga (Ashma = Pan, i Deus = Bóg).

lilith
Lilith

Inna prawdopodobna idea lucyferycznego rodowodu mogła wziąć swój początek od Elohim, którzy w Biblii powiadają: „Uczyńmy człowieka na nasze podobieństwo.” Elohim są generalnie uważani za liczbę mnogą od Boga, lub za „bogów”. Ale powszechnie wierzy się, że oznaczają Nephilim, upadłe anioły znane jako Obserwatorzy z Księgi Enocha. Wierzy się, że słowo „Elohim” pochodzi od znacznie bardziej starożytnego babilońskiego słowa „Ellu” oznaczającego „Świetlistych”. Ta fraza ma wyraziście lucyferyczną konotację, ponieważ imię „Lucyfer” dosłownie oznacza „niosącego światło”. A potomkowie Kaina, którzy byli ubóstwianymi królami Sumerii, nosili tytuł „Ari”, zwrot który oznaczał także „Świetlistych”. Sumeryjski piktogram dla „Ari” to odwrócony pentagram, symbol z dawien dawna utożsamiany z Lucyferem. Zaś fraza „Świetliści” byłaby bardzo trafnym opisem potomków upadłych aniołów Enocha, którzy jak głoszono mieli włosy białe jak śnieg, blade oczy i bladą skórę, która zdawała się dosłownie świecić i napełniać pomieszczenie światłem.

Sumeryjscy Ari są prawie zawsze obrazowani jako noszący korony z rogami, a niektórzy z ich potomków mieli faktycznie posiadać rogi. Dla przykładu najbardziej słynny posąg Mojżesza (ten Michała Anioła) przedstawia go z rogami na czole, co nie jest całkiem niestosowne dla kogoś, kto może być spokrewniony z Asmodeuszem. Teologowie protestują, że to nie rogi, a zaledwie promienie światła. Ale nawet te sugerują lucyferyczny podtekst. Aleksander Wielki ogłosił się synem Boga, a on również miał posiadać rogi. Po dziś dzień jeśli zagadniesz ludzi na ulicach Iranu (pamiętających inwazję tak jakby miała miejsce w ubiegłym tygodniu), faktycznie powiedzą ci z całą powagą, że historycznym faktem jest, że Aleksander miał rogi, które zakrywał długimi włosami.

Podsumowując, odnotowujemy fakt, że Kain jak wydaje się zrodził własną tradycję, czego dowodzi dziwna gnostyczna sekta Kainitów. Podobnie jak Karpokracjusze, Kainici wierzyli, że nikt nie dostąpi zbawienia inaczej niż „odbywając podróż poprzez wszystko”. Epifaniusz opisuje ich jako grupę „konsekrującą… lubieżne lub nielegalne akty wobec różnych niebiańskich bytów” jako rodzaj sakramentu. Co ciekawe, wielu uczonych porównuje ich do… satanistów.

Stopień, w jakim Merowingowie znali te alternatywne tradycje jest niepewny. Jeszcze bardziej niepewne jest, czy wierzyli w nie, czy też nie, lecz wydaje się prawdopodobne, że wiedzieli o nich i traktowali je całkiem poważnie. Do dzisiejszego dnia, tarcza herbowa merowińskiego imperium, Stenay, nosi obraz Diabła. Zaś pierwotną nazwą Stenay było „Satanicum”.

Boyd Rice20 X. 2004
tłum. ktstrf

 

Wilcze łajno

IMG_20170930_165232
Nasz Pan Jezus zgrzybiony
jezusgrzyb
Nasz Pan Jezus przed zgrzybieniem
Processed with VSCO with  preset
144/233 =/= 8
Processed with VSCO with m3 preset
Xeper Xepera Xeperu
Processed with VSCO with c1 preset
93 decybele, a kysz dyabełe!

kolaże i fotografie – Gertruda von S, 30.IX.2017, obróbka – katastrof wrzywąż

magija chaosu – teoria i praktyka – studium

Paweł Zaborowski “Teoria i praktyka magii chaosu. Studia kulturowerecenzja

okladka-magia-chaosuFormat A5, 286 stron, oprawa miękka, klejona.

Nie ukrywam, że było mi dane w życiu poznać kilku zadeklarowanych “magów chaosu”. Niestety owi przedstawiciele nie zrobili na mnie najlepszego wrażenia – zapamiętałem ich jako skończonych idiotów, którym się wydawało, że posiedli wiedzę o wszechświecie, a przy okazji myśleli, że są nieźle wyluzowani… Ale mniejsza z tym.

Natrafiłem na rzetelne opracowanie tematu, które wyszło z rąk religioznawcy Pawła Zaborowskiego. “Teoria i praktyka magii chaosu. Studia kulturowe” to kolejne dzieło, którego możliwość podziwiania zawdzięczamy wydawnictwu Black Antlers. Zaczyna się klasycznym syndromem prac XXI w., autor omawia wszystkie możliwe definicje znanych terminów. Potem przechodzi do kwintesencji tematu; przedstawia szczegółowo historię, doktrynę magii chaosu, strukturę organizacyjną Zakonu Iluminatów Thanaterosa i rytualne praktyki. W końcu główny temat przemielony zostaje przez kwestie, które umownie zaliczyć należy do obszaru badań socjologii religii. Tutaj przeplata się m.in. wątek New Age, nowej duchowości, scjentyzacji nauki etc.

W moim odczuciu Zaborowski rozpracował cały problem od każdej możliwej strony; wyczerpująca ilość zagadnień, definicji, nazwisk nie pozostawia żadnych złudzeń; od psychologii po dominującą w rzeczonej pracy socjologię. Praca pisana jest przystępnym językiem, wszystko co trzeba punkt po punkcie. Dokładne przedstawienie założeń magii chaosu sprawia, że temat ten wydaje się bardzo czytelny.

W zasadzie książka mogłaby być swoistego rodzaju podręcznikiem dla adeptów. Przedstawiając pewne kluczowe aspekty tego systemu w świetle badań religioznawczych wiele zarówno “tajemnic” jak i zagadnień czy praktyk staje się jasnych nawet dla osób niewtajemniczonych. Choć nie jest to żadna “Liber Al …” mniemam, że dla studiującego temat magii i okultyzmu czarownika znającego tylko podstawy magii chaosu jest to dobre kompendium rozwijające wiedzę w tym zakresie także o dodatkowe ciekawostki.

Pozycja wyczerpująca i wiele wyjaśniająca, jak można ją podsumować. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Gorąco polecam!

Autor: Siliniez

black – antlers . com

Gnostyk epoki “narkomanii”: William S. Burroughs + 7 technik miażdżenia rzeczywistości

William Seward Burroughs, zapytany pewnego nieistotnego dnia o orientację religijną, bez wahania odparł: gnostyk, manichejczyk. Taka deklaracja na swój sposób ośmiesza całe zmonopolizowane pojęcie „orientacji religijnej”. Antyteza dogmatyzmu i odmowa asymilacji nowomowy, która w takiej czy innej postaci zawsze jest wtłaczana ludzkiej trzodzie, jakkolwiek wzdłuż procesu historii intensywność przeinaczenia wzrasta…

Żeby się jednak nie zapędzać, punkty wyjściowe to świat stworzony i homo sap, dysponujący jakoby – za sprawą ewolucji czy bożej łaski – zdolnością do odróżniania prawdy od źródłowego braku takowej. W gnostyckim ujęciu to ostatnie – wybrakowanie – jest bodaj podstawową charakterystyką Stworzenia; miejsca zakotwiczenia dla duchów nawykłych do nieskrępowanej żeglugi, jak również tych odnajdujących harmonię w bezrefleksyjnym trwaniu… Co jednak jeśli cała ta przereklamowana Prawda nie istnieje i jest wiele światów i wymiarów?

Prędzej niż na takich „kulturowych wytworach”, jak orientacja religijna, czy światopogląd, gnoza bazuje na zasadniczym instynkcie umysłowym. Gnostyk w każdym gnostyku tkwi od – a raczej sprzed – narodzin; gnostycy różnią się ciałami, naczyniami, fakturą powierzchni, innymi słowy – uciążliwością wpisanych w ich dany konstrukt przeszkód, które stoją na drodze wykiełkowaniu wewnętrznej zasadzie; pozaświatowej iskrze¹.

wsb23
kolaż aut. Eda Constantine, Panthermodern23 @ tumblr

WSB jako 4-letni dzieciak, w zrobionym przez siebie domku-zabawce po wczesnej pobudce ujrzał małego szarego człowieka: Nie poczułem strachu, jedynie spokój i zdumienie. Burroughs nie uważał tego rodzaju doświadczeń za halucynacje, lecz przesunięcie wizji, tj. znalezienie się percepcji w miejscu pozwalającym na ich dostrzeżenie. Konstrukt ludzki w dużej mierze polega na zamknięciu się – czy wręcz obwarowaniu wobec tego typu postrzegania. Odbywa się to biernie, bo wystarczy zaakceptować tzw. rzeczywistość, pierwotne poręczenie o Porządku rzeczy.

W kontraście do tego, gnoza tj. poznanie nadchodzące „spoza” – z zewnątrz psychiki, świata, czy materii, to głos mogący przybierać dowolną postać, przy czym dla jego recepcji specyficzne jest poczucie obcości, czy zakłócenia w bezrefleksyjności bytu. I tak np. WSB pisał o przekonaniu, że ludzkość jest regularnie infekowana przez wrogie inteligencje:
„Kiedy zagłębiam się w swojej psychice, w pewnym momencie napotykam bardzo wrogą i mocną siłę. (…) Gdy tylko zbliżasz się do czegoś ważnego, właśnie wtedy odczuwasz inwazję i w ten sposób wiesz, że coś jest na rzeczy.

Poczułem się jak owieczka idąca na rzeź. To nie ja byłem u steru (…) Są nieskończone stopnie opętania. To dzieje się bez przerwy. Musisz stawić temu czoła. A to możesz uczynić tylko, gdy wymieciesz słowa. Nie kłócisz się (…) Musisz pozwolić temu przepłynąć. To trudne, szalenie trudne; ale powiem wam jedno: Zamiast prób oporu odrywasz się i pozwalasz temu przepłynąć.” (z: A Report From the Bunker).

Prawdziwie, stanowiąco ludzkie jest więc stawienie czoła temu, co stanowi wewnętrzne zanieczyszczenie i zmierzanie do oczyszczenia postrzegania (w hermetyzmie przy pomocy nous – „umysłu” – cząstki boskiego intelektu).

Studio Rzeczywistość, ten zakamuflowany, opaczny labirynt kłamstwa, przez współczesnych Burroughsowi myślicieli i pisarzy – częściej przywoływanych, bo mniej niebezpiecznych – jak np. George’a Orwella czy Aldousa Huxleya, nie został zdekamuflowany tak źródłowo i dogłębnie. Wizje Orwella i Huxleya były zakrojonymi na szeroką skalę utopiami, roszczącymi sobie jednak pretensje do rzetelności naukowej. Tymczasem WSB nie potrzebował uciekać się do tworzenia zwartych struktur i usystematyzowanych opracowań. Zamiast tego, z pomocą irracjonalnego chaosu swej eksperymentalnej prozy, podmywał fundamenty wiary w odgórnie narzucaną wersję światowego „porządku”.

wsbchaos
Chaos Triumphant, ręcznie wyk. kolaż aut. Eda Constantine – tumblr

 

Władza, Kontrola; Burroughs zawsze miał ją na oku, nie nabierając się na jej kamuflaż, preparowany coraz bardziej pokrętnymi środkami, stosownie do intensywności zamroczenia postrzegania jej “podopiecznych”. Z metodyką i precyzją wykwalifikowanego medyka, przeprowadzał metafizyczną sekcję politycznego Frankensteina nowoczesności. Poprzez organy ku tkankom, nie pomijając prawideł metabolizmu tego tworu; któżby jednak chciał znać wyniki intelektualnej autopsji, skoro uczciwe zastosowanie się do takowych implikowałoby odstępstwo od wszelkich rzucanych przez Kontrolę ochłapów?

Prace WSB o specyfice utopijnej (The Wild Boys, 1971 i Cities of the Red Night, 1981) wykluczają szanse powodzenia realizacji utopijnego ładu w formie innej niż odizolowana oaza, co Hakim Bay nazwałby “tymczasową strefą autonomiczną”. Kolonia Libertacja – znana z ostatniej książki autora – Cienia szansy – odseparowana zona, której mieszkańcy są wolni od ingerencyjnego nadzoru struktur społecznych, obrazuje libertariańską „moralność” WSB, opartą na przysposobionym przez niego za młodu charakterologicznym pojęciu Johnsona (zawartym w autobiografii Jacka Blacka pt. You Can’t Win, 1926). Tak oto skrótowo opisywał ten typ człowieka:

Dobry wałkoń i złodziejaszek (jako sposób bycia); wypełnia swoje zobowiązania, jego świat jest dobry, a on jest solidnym partnerem w interesach. Pilnuje własnego interesu. Nie należy od ludzi węszących, samowładnych i problematycznych. Udzieli pomocy, kiedy takowa jest potrzebna.

Czy na indywiduach tego rodzaju Burroughs oparłby swą tymczasową strefę autonomiczną? Gnostyczne praźródło autonomii, suwerenności samej w sobie to „pneuma” tj. tkwiąca w człowieku iskra nieskończoności. W zależności od jej stężenia, gnostyk koncentruje się na duchowym postępie, nie odrzucając możliwości zewnętrznej pomocy, ale nie zdając się wyłącznie na łaskę odgórnego zbawcy.

Zjawisko gnostycyzmu, oparte na esencjonalnym stosunku do egzystencji, przybierało przeróżne formy, wśród których doniosłością historyczną i naciskiem na dualizm² wyróżnił się manicheizm. Nawet jeśli nie mylić dualizmu z moralnością, jak go pogodzić z takimi aspektami życia Burroughsa, jak (przypadkowe) zastrzelenie żony, jego politoksykomania (z naciskiem na opiaty), homoseksualizm, eksperymenty z yage, czy fascynacją nieortodoksyjnymi teoriami Wilhelma Reicha nt. energii orgonu?

Wszystkie te „tegesy” są często redukcjonistycznie stosowane do kwestionowania znaczenia twórczości WSB. Działa tu ta sama, intelektualnie niemęska zasada, poprzez którą np. niektórzy deprecjonują myśl Fryderyka Nietzschego, przywołując co pikantniejsze szczegóły z przebiegu jego choroby psychicznej.

Dopatrywanie się jakiejkolwiek niekonsekwencji w diagnozie gnostycyzmu myśli Burroughsa to zajęcie godne płytkich moralizatorskich umysłów. Fakt, że gnostycyzm w pewnym sensie uległ żydowskiej transmutacji w chrześcijaństwo w żaden sposób nie przemawia bowiem za judeochrześcijańską naturą jego wskazań moralnych (a o ile o takowych w przypadku gnostycyzmu może być mowa, to tylko w warstwie egzoterycznej, która najsilniej uobecniła się wraz z ekspansją manicheizmu).

wsbkolarz1
kolaż WSB z Brionem Gysinem

Dobro i Zło / Światło i Ciemność w gnostycyzmie nie znajdują prostych definicji, ani przekładni na hierarchię sposobów „prowadzenia się”. Wszystkie aspekty życia Burroughsa, podpadające pod kategorie odstępstwa i „grzechu”, gryzą się ze światopoglądem ludzi nie mających pojęciach o ezoterycznej gnozie, rzeczona bowiem popiera wszelkie rodzaje aktywności duszy, ciała i umysłu, które prowadzą do poznawania własnej natury.

Tożsamość gnostyka przekracza pojęcie i granice jednostkowej osobowości, zupełnie jak przekracza całą późniejszą myśl chrześcijańską, jak i wszelkie pokraczne budowle wyrosłe na jej gruncie, który wszak stał się fundamentem Kontroli. I tak centralną osnową wszystkich noweli Burroughsa nigdy nie jest określona osobowość, lecz właśnie nieustanna wojna pomiędzy Wolnością, a Kontrolą; Chaosem, a stagnacją materii – i dopiero tu można dopatrywać się analogów „dobra i zła”.

Manichejczyk wierzy w faktyczną walkę dobra ze złem, która to utarczka nie jest wieczna, jako że jedna ze stron prędzej czy później na tym szczególnym obszarze zwycięży. Wraz z chrześcijanami oczywiście nastąpiła potworna inwersja wartości, gdzie najobrzydliwsi z ludzi są wypychani jako wzór cnoty do naśladowania przez każdego… (wypowiedź WSB z wywiadu przeprowadzonego przez Gregory’ego Corso)

Manichejska koncepcja świata jako ofiary poniesionej podczas prekosmicznego kataklizmu, posiadającej funkcję alchemicznego tygla, w którym następuje proces oddzielania dwóch przeciwstawnych esencji (notabene na przekór terminologii opracowań naukowych, Materia i Chaos wydają się tu znacznie ściślejszymi terminami niż Zło <> Dobro, jednak to już podejście okultystyczne, a nie akademickie), akcentując aspekt kotła i przemieszania, znajduje doskonałe odzwierciedlenie w sposobie ukazywania świata w twórczości WSB. Zło udaje dobro i vice versa.

W gestalcie burroughsowskiej prozy armię Archontów – zarządców kosmicznego więzenia – tworzą monoteiści i ich politykierzy. Tymczasem gnostycy to błąkające się bandy przestępców i złodziejów. Wizjonerzy, ci, którzy osiągnęli pierwotną gnozę, potrafią przejrzeć iluzje utkane przez Kontrolę, rozpoznać twarz wroga i dążyć do prawdziwej wolności. Notorycznie stosują nieortodoksyjne i pozornie obłąkane metody zrzucania hipnotycznych kajdan kontroli.

Wśród metod, czy narzędzi przydatnych w osiągnięciu tego celu, można wymienić: zmianę stanu świadomości poprzez środki psychoaktywne, energię orgonu, analityczną i rekonfiguratywną metodę cut-up, i wreszcie magię. Magia to najstarsza technika transcendowania przyczynowo-skutkowej szarej maszynowni; to nader problematyczny termin, zwłaszcza w czasach… w czasach.

Tytułem dookreślenia, pasuje w tym miejscu zwrot magia hermetyczna, tyleż samo jednak, co jej nowożytna transmutacja, czyli magia chaosu. Oto niektóre z narzędzi gnostyka dwudziestego wieku. Za ich pośrednictwem można dążyć do ustanowienia autonomicznej strefy, czerpiąc frajdę z „bystrzenia znaków”, parafrazując kluczową sentencję trzeciego rozdziału Nova Express: I możesz dojrzeć bystrzejące znaki (the marks wising up), gromadzące się w ponurych grupkach, których szemranie narasta.

Archonci uobecniają się na Ziemi pod postacią zainfekowanych przez pasożyty świrów kontroli, których Burroughs trafnie nazywa „shitsami”: “Twierdzę, że zło całkiem dosłownie jest wirusowym pasożytem zajmującym pewien obszar mózgu, który możemy nazwać PRAWYM centrum. Oznaką typowego shitsa jest to, że musi mieć rację (prawo).”
Shitsowie mają obsesję na punkcie wtryniania się w cudze sprawy. To typ społeczniaka – księdza, prawnika; niezdolni do obrania honorowej ścieżki jadem das seine. Wszelkimi środkami dążą do zapobiegnięcia próbom „rozbudzenia znaków”.

I tak oto w Nova Express Operacja Totalnej Ekspozycji jest próbą odsłonięcia iluzorycznej kurtyny, która zapobiega obnażeniu zainfekowanego pasożytami Studia Rzeczywistości. W pierwszym rozdziale inspektor J. Lee przemawia do ludu: Co was tak wystraszyło, że wpadliście w czas? W ciało? W gówno? Powiem wam: “słowo”. Obce Słowo “ten” (“the”). Słowo Obcego Wroga, “ten” zniewala was (“thee”) w Czasie. W Ciele. W Gównie. Więźniu, wyjdź. Wielkie niebiosa stoją otworem.

Wprawne oko Burroughsa dualistycznie cyzeluje jeszcze jedno diametralne rozróżnienie w naturze ludzkiej – coś tak banalnego jak podział na płci (wg gnostyków będący następstwem upadku pierwotnego nadludzkiego androgyna) również sprzyja knowaniom Archontów:
Burroughs przypisuje polaryzacji energii reprodukcyjnej strukturę binarnej opozycji, która prowadzi dwie niekompatybilne płci do ciągłego konfliktu, który z kolei przekłada się na wsiąkanie energii twórczej w ślepy zaułek pasożytniczej ekonomii opartej na władzy i własności. (Lydenberg – Literary Form and Theory in the Radical Writings of William S. Burroughs)

Człowiek jest zaiste produktem finalnym. Nie dlatego, że homo sap stanowi apogeum perfekcji, przed którym sam Bóg sapie z trwogą – „Nie mogę zrobić nic więcej!” – lecz dlatego, że Człowiek jest nieudanym eksperymentem, który utkwił w ślepym biologicznym zaułku i nieubłaganie zmierza do wymarcia” (Zachodnia kraina – przekł. wł.)

WSB podzielał również gnostycką wiarę w reinkarnację oraz przeświadczenie, że narodziny to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić; coś, czemu należałoby zapobiec.
Drzwi zamykają się za tobą i zaczynasz sobie uświadamiać, gdzie jesteś. Ta planeta jest Obozem Śmierci… Drugiej i Ostatecznej Śmierci. (Zachodnia kraina, j/w) Czy są drogi wyjścia z tej fatalnej sytuacji, gdzie nawet Apokalipsa wydaje się niekulturalnie spóźniać? Prace WSB są przede wszystkim wołaniem o przebudzenie.

Rozdział drugi Nova Express: Więźniowe, wyjdźcie, jest otwartym listem do „ziemian”, podpisanym przez inspektora Lee. Z waszą pomocą możemy przejąć Studio Rzeczywistość, a więc ich uniwersum Strachu, Śmierci i Monopolu. Jedyną drogą ucieczki dla ludzkości ma być biologiczna mutacja, ewolucyjny skok w nieznane. Problem nie może zostać rozwiązany swoimi własnymi środkami. Ludzki problem nie może zostać rozwiązany ludzkimi środkami. (Zachodnia kraina)

wsb2014_31
WSB i Brion Gysin w trakcie odprawiania rytuału w Maroku

W Third Mind – kolaboracji z Brionem Gysinem, Burroughs opisuje demiurgiczną postać Mr Bradly’ego – Mr Martina, przewodzącą Nova Mob (czyli shitsowej tłuszczy przeciwstawnej johnsonowej Nova Police), przydając jej otwarcie gnostyczną charakterystykę: W mojej mitologii jest to Bóg, który zawiódł, Bóg dwuczęściowego konfliktu, stworzonego, aby utrzymać na scenie stary, zużyty show, Bóg Arbitralnej Władzy i Ograniczenia, Zniewolenia i Presji; potrzebujący poddanych, potrzebujący tych, których określa „swoimi ludzkimi psami”, traktując ich z pogardą oszusta wobec swojej ofiary – Jednak pomnij, że oszust potrzebuje Znaku, zaś Znak nie potrzebuje oszusta – Mr Bradly-Mr Martin potrzebuje swoich „psów”, „chłopców na wysyłki”, swoich „ludzkich zwierząt” – potrzebuje ich, bo jest literalnie ślepy. Oni natomiast go nie potrzebują. W moim systemie mitologicznym Mr Bradly-Mr Martin zostaje obalony poprzez rewolucję swoich „psów”.”

W Zachodniej krainie z łatwością natrafiamy na kolejny dowód gnostycznego rdzenia prac Burroughsa, w tym przypadku (zupełnie jw.) wyraźnej implementacji idei demiurga, będący wyrazem skrajnego odrzucenia starotestamentowego boga (określanego przez gnostyków mianem Ialdaboath): “Weźmy pod uwagę Jednego Boga – Wszechświat (One God Universe: OGU). (…) Wszechmocny i wszechwiedzący, może zrobić wszystko, więc nie może zrobić nic, jako że akt działania wymaga opozycji. On wie wszystko, więc nie pozostało Mu nic do poznania. Nigdzie nie może podążyć, jako że jest kurewsko wszędzie, niczym krowie gówno w Kalkucie.

OGU jest nagraniem wszechświata, którego On jest nagrywającym. To płaskie, termodynamiczne uniwersum, jako że z definicji nie ma w nim żadnego tarcia. Wytwarza ona zatem takowe: konflikt, ból, strach, choroby, wojny, starość i Śmierć.”

W kontraście do powyższego, Burroughs zarysowuje wizję Magicznego Uniwersum – Uniwersum wielu bogów, często tkwiących w konflikcie. Paradoks wszechmocnego, wszechwiedzącego Boga, który dopuszcza obecność cierpienia, zła i śmierci, nie ma tu miejsca (My Purpose Is to Write for the Space Age, str. 268)

Zupełnie jak gnostycy, Burroughs postuluje, że poprzez wejście w kontakt z tym magicznym uniwersum, można oswobodzić się od OGU / Kontroli; zaś poprzez praktyki odwirusowania jaźni, można przygotować się do wysiłków mających na celu samoprzebóstwienie (notabene najwyższy cel praktykantów LHP – Ścieżki Lewej Ręki).

Jednakże wstąpienie do gnostyckiego Królestwa (Pleromy), w żadnej mierze nie jest gwarantem – wiedzie ku temu najbardziej niebezpieczna ze wszystkich podróży. Bogowie zatrzymali wszystkie klucze i dopuszczają tylko faworyzowanych śmiertelników (The Place of Dead Roads, str. 171) – zupełnie jak w egipskim systemie Księgi Umarłych. Metaforyczny klucz nie otwiera wrót do jednego li tylko objawienia. Jak tylko znajdziesz klucz, przed tobą będzie nie jeden ogród, lecz wiele ogrodów, ich nieskończoność.

Kto jednak w ogóle natrafi na trop tej ścieżki, dopóki nie wywalczy sobie choć osobistej autonomii od zatęchłego lochu Kontroli? Inspektor Lee przez całe „Nova Express” ostrzega przed najbardziej zdradliwymi narzędziami Motłochu: Ich narkotyki są trucizną zaprojektowaną by transmitować ku Orgazmicznej Śmierci i Piecom Nova – Trzymajcie się z dala Ogrodu Rozkoszy – To ludożerna pułapka, przetwarzająca na zieloną maź – Odrzućcie ich ersatzową Nieśmiertelność – Rozpadnie się zanim wydostaniecie się z Wielkiej Składnicy – Przepłukiwanie się ich narkotykiem spycha do rynsztoka – Zatruwają i monopolizują halucynogeny – nauczcie się je robić bez żadnego chemicznego ziarna – Jedyne, co oferują, to ekran przesłaniający drogę ucieczki z kolonii, którą tak haniebnie zarządzają.

EPSON MFP image
The Universe wants to play, ręcznie wyk. kolaż, aut. Ed Constantine – tumblr

Rola substancji psychoaktywnych jest tu trudna do przecenienia. Należy mimo to zwrócić uwagę na jej dwojaki charakter; nałóg – zwłaszcza opiatowy (choć doniosłość owego w życiu Burroughsa już jest uzależniona od specyfiki narkomanii panującej za czasów jego największej aktywności, jak również predyspozycji charakterologicznych) – jest potencjalną pułapką, pochłaniającą co prawda w różnym tempie – ale i możliwą do przezwyciężenia przy ogromnym wysiłku siły woli.

Nie przypadkiem takie rewolucyjne – z uwagi na skuteczność – formy terapii uzależnienia od opiatów/opioidów – jak chociażby zachwalana przez Burroughsa terapia apomorfinowa, są przemilczane i tłamszone. Dzieje się to za sprawą tych samych politycznych nacisków, które zapobiegły zrewolucjonizowaniu całej psychiatrii, wykluczając (na przekór ich udokumentowanej naukowo skuteczności terapeutycznej) wykorzystanie takich środków, jak DMT, LSD-25, czy MDMA; podobnie jak z ibogainą, stanowiącą najprawdopodobniej najskuteczniejszy dostępny obecnie środek leczący z uzależnień.

Jedną z najperwotniejszych gnostycznych metafor jest ta mówiąca, że diament nie może ulec zanieczyszczeniu poprzez błoto. Ze wstępu do Nagiego lunchu: Nie kąpałem się od roku, nie zmieniałem odzieży, ani nie zdejmowałem jej, chyba żeby wbić igłę w szare, drewniane, włókniste ciało, co powtarzało się co godzina. Nigdy nie porządkowałem ani nie odkurzałem pokoju. Puste pudełka po ampułkach i śmieci sięgały aż do sufitu.

Totalna degrengolada? Dorobek twórczy WSB z wglądem w jego życiorys wskazują, że – choćby i zanieczyszczony – pokarm bogów znalazł jednak godnego adresata, a dawka trucizny nie okazała się zbyt wielka. Inspektor Lee bowiem, podobnie jak chociażby Aleister Crowley, posiadał niesamowitą duchową żywotność; być może to jakiś paradoksalny atawizm androgynicznej nieśmiertelności: trucizny nie infekowały rdzenia, a jaźń nomen omen wzbogacała się podczas chemicznie napędzanych wypraw poza granice ludzkiego postrzegania.

Mimo że „(opiatowy – dop. n.) narkoman żyje w krainie, gdzie nie ma bólu, seksu ani czasu” (List Mistrza Narkomanii) narkotyki jako takie nie niosą gnozy per se. Jak czytamy w „10 głównych zasadach gnostycznego objawienia” Philipa K. Dicka: Każdy z nas ma nieupadły boski odpowiednik, który może wyciągnąć ku nam dłoń, aby nas obudzić.

Prawdopodobieństwo nawiązania tego kontaktu wzrasta po pierwsze poprzez „odczucie” tego wołania, a dopiero po któreś-tam, via narkotyki – z naciskiem na halucynogeny. Na horyzoncie zdarzeń jest ujrzenie przebłysku Pleromy, Chaosu, innych światów i wymiarów, dalej – wysnucie wniosków, pozyskanie inspiracji, przekonfigurowanie postrzegania itd. Reprogramowaniu świadomości obok halucynogenów sprzyjają techniki szamanistyczne.

Padło odniesienie do tekstu P. K. Dicka, a że w przypadku obu pisarzy na podstawie ich książek można powziąć przeświadczenie, że byli zapalonymi praktykantami halucynogennych tripów, warto wspomnieć, że Philip raptem parokrotnie zażył LSD, a jego przedmiotem jego głównego psychoaktywnego romansu była amfetamina; zaś WSB egzystował głównie w opiatowo-haszyszowej krainie, a jego halucynogenne wyprawy pozostawały na dalszym planie, przynajmniej w sensie ilościowym.

Choć „dyktator o żelaznej woli to archaizm”, nie jesteśmy po prostu ofiarami demokratycznej tyranii; świat współczesny jest konstruktem nastawionym na wyeksterminowanie wolności myśli. Mylenie starego typu władzy z obecnym obłąkaniem Kontroli to jak poczytywanie eksplodującego nowotworu za zanikającą narośl.

W poniższym fragmencie zarysowuje się paradoksalny konserwatyzm Burroughsa, jego ponadczasowa, esencjonalna, metapolityczna – nazwijmy to… duchowość, transcendująca ideologie ogółem, czy ich poszczególne aspekty, jak np. prymitywny rasizm i inne tego typu operatywy współczesnej pseudoprawicy (co jest notabene kolejnym wskaźnikiem na stopień przemieszania w manichejskim tyglu świata stworzonego, o czym ciekawie pisał inny nowożytny gnostyk, a przy okazji tzw. narodowy bolszewik – Aleksander Dugin³).

Podstawowy mechanizm novy jest bardzo prosty: zawsze wytwarzać tak wiele nierozwiązywalnych konfliktów, jak to tylko możliwe i zawsze wzmagać istniejące już konflikty – Odbywa się to poprzez składowanie na tej samej planecie form życiowych o niekompatybilnych warunkach bytowych – Oczywiście nie ma nic „niewłaściwego” w jakiejkolwiek dowolnej formie życia, jako że „niewłaściwość” znajduje odniesienie tylko do konfliktów z innymi formami życia – Sęk w tym, że te formy nie powinny przebywać na tej samej planecie – Ich warunki życia w obecnej postaci czasowej są zasadniczo niekompatybilne, zaś robota Motłochu Novy polega dokładnie na tym, aby utrzymać ten stan rzeczy, tworzyć i rozjątrzać konflikty, które prowadzą do eksplozji planety (…)

– W dowolnym danym czasie aparatura nagraniowa przerabia naturę absolutnej potrzeby i dyktuje stosowanie broni totalnych – Takich jak ta: Wziąć dwie przeciwstawne grupy nacisku – Nagrać najbardziej brutalne i odgrażające się stanowiska jednej grupy względem drugiej i odtworzyć to tej ostatniej – Nagrać odpowiedź i dostarczyć ją z powrotem pierwszej grupie – W tył i naprzód pomiędzy przeciwstawnymi grupami nacisku – Ten proces jest znany jako „feedback” – Możesz dostrzec jego działanie w każdej zadymiastej spelunie – a ściślej rzecz biorąc w każdym konflikcie – (…) W całym moim doświadczeniu oficera policyjnego na żadnej planecie nie widziałem tak totalnego strachu i degradacji – Zamierzamy aresztować tych kryminalistów i przekazać ich Wydziałowi Biologicznemu do wskazanych przeróbek.

EPSON MFP image
Choronzon, ręcznie wyk. kolaż aut. Ed Constantine, tumblr

W powyższych treściach można z powodzeniem upatrywać wartości satyrycznych, metaforycznych, czy literackich, w swej istocie kryją one jednak kod, pod którym kryje się nie jakaś tam ostygła prawda, ale samo poznanie (gnosis) jako trajektoria promienia przeszywającego kłamstwa „rzeczywistości”. Czy jest zatem coś mniej fikcyjnego w swych metafizycznych wskazówkach, niż „eksperymentalne science fiction” Burroughsa?

Pomimo sukcesywnego intoksykowania swojej psyche wysokimi dawkami środków otwierających wrota do zmienionych stanów świadomości, jak również pomimo jego wieloletniej zażyłości z opiatami, która każdego z takich nieszczęśników prędzej czy później prowadzi poprzez rozpadliny własnego ja, umysł WSB pozostał czysty, przenikliwy i nade wszystko twórczy aż do późnej starości. Nałóg opiatowy jest najlepszym testem na jakość człowieczeństwa i WSB go zdał na medal (tymczasem autor tego tekstu wziął rozbrat z rzeczonymi procederami, od kiedy kapnął się, że ma dla kogo żyć i się zmieniać).

Zatem odczytywanie prac WSB w takim czy innym kontekście: jako nowatorskiej literatury, spaczonego science fiction, czy nawet interpretowanie ich na tym samym, powierzchownym poziomie, ale przy innym kolorycie wartościującym, udowadnia zwyczajnie niedostatki przenikliwości interpretatora. Twórczość Williama Sewarda Burroughsa to bowiem XX-wieczny analog gnostyckich apokryfów.

nichtig / wyklucznik / katastrof / panoramix / levvyatan

Przypisy:

1/ „(..)to, czym naprawdę jesteśmy, poza naszym dowodem tożsamości, nawet poza naszym własnym obrazem samego siebie  – jest małym, ognistym fragmentem naszego prawdziwego Wyższego Ducha.” (Proces inicjacji, Oryginał angielski © 2000 Romero Lorenço da Cunha, źródło: http://franzbardon.pl/procesinicjacji.php)
2/ Zauważmy tu – chociażby za Krzysztofem Matysem – iż w przypadku gnostycyzmu może być mowa – w przeciwieństwie do religii o korzeniach semickich – tylko o dualiźmie antykosmicznym. „Gnostycki Bóg przeciwstawiony został światu. Jego natura jest inna niż natura kosmosu. Bóg nie odpowiada za powstanie świata i nie sprawuje nad nim zwierzchnictwa. Świat materii jest dziełem bytów niższych (Archontów). W kosmosie to one dzierżą władze. Bóg gnostyków jest pozaświatowy, jest oddzielony i ukryty.” – za: Gnostycyzm. Próba definicji – K. Matys, gnoza.pl 2006
3/ Np. esej „Gnostyk” (http://www.legitymizm.org/mlodziez_imperium/MI006/zasoby/32.html), czy „Od świętej geografii do geopolityki” – tłum. z ang. KS – Reakcjonista nr IV (tradycjonalizm.net) – zwł. podrozdziały „Ludzie Północy” i „Ludzie Południa”. Niespecjalnie zapowiada się na to, aby prędko ukazał się polski przekład jakiejkolwiek książkowej publikacji Dugina, choć ostatnio dało się zauważyć taki paradoks, jak obecność fragmentu jego wykładu nt. przyszłości geopolitycznej Ukrainy w „Angorze”.

Bibliografia:

Eseje:
1/ William S. Burroughs: 20th Century Gnostic Visionary – Robert Guffey – New Dawn Magazine No.99 (XI/XII 2006) – http://www.newdawnmagazine.com/articles/william-s-burroughs-20th-century-gnostic-visionary
2/ Burroughs-ian Gnosticism: In His Own Words – Sven Davisson – Ashé Journal, Vol 4, Issue 3, s.469-483, 2005 – http://ashejournal.com/index.php?id=32

WSB:
Nova Express
The Western Lands (Zachodnia Kraina, pol. Przekład P. Lipszyc, wyd. Świat Książki 2009)
The Place of Dead Roads (Miejsce Martwych Dróg, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy)
Third Mind (wyraz z Brionem Gysinem)
The Wild Boys (1971) (Dzicy chłopcy, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy
Cities of the Red Night (1981) (Miasta czerwonej nocy, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy)

wsBURROUGHS-PHOTO-1-facebook

! .:. BONUS .:. !

7 okultystycznych technik WSB miażdżących rzeczywistość

Technika #1 – Rób łatwo

Najbardziej wypróbowaną techniką Burroughsa była praktyka “Robienia łatwo”, to jest, przetrenowania twojego mózgu to wykonywania wszystkiego w najmniejszej liczbie kroków. Jak to ujął Burroughs, “[robienie łatwo] zwyczajnie oznacza robienie cokolwiek robisz w najłatwiejszy, najbardziej zrelaksowany sposób, jaki możesz uzyskać, będący zarazem najszybszym i najbardziej wydajnym sposobem.

Dla najprostszego sposobu przyswojenia tego istotnego okultystycznego konceptu, sprawdź krótki film Gusa Van Santa wyjaśniający dyscyplinę Czynienia Łatwo, poniżej. Może Ci to zaoszczędzić lat życia!

Technika #2 – Kontrola Snów

Burroughs napisał dziesiątki powieści, a wszystkie z nich są przepełnione niesamowitymi, halucynacyjnymi obrazami, która wystawia większość mainstreamowych pisarzy science fiction na wstyd.

Część jego symboliki była najpewniej zaczerpnięta z eksperymentów narkotycznych, zwłaszcza z Ayahuaską. Ale wiele z niej było zaczerpnięte z jego snów – Burroughs wiernie prowadził dziennik snów i wykorzystywał materiał z niego jako benzynę pisarską.

W filmie powyżej William wyjaśnia sztukę kontroli snów.

Technika #3 – Cut-up

Czymś kluczowym dla życia Williama S. Burroughsa, jego magii i światopoglądu był cut-up, technika stworzona przez jego przyjaciela i współpracownika Briona Gysina.
Cut-upy są sztuką cięcia tekstu i obrazów, a wtedy przestawiania ich aby stworzyć nowe, niespodziewane układy. Robiąc tak, Burroughs czuł, że może zdestabilizować język i dotrzeć bliżej prawdy. Ta technika magiji chaosu pozwalała Burroughsowi i Gysinowi patrzeć w kod źródłowy rzeczywistości, co przez wieki było wyzwaniem magików i alchemików. Technika ta została zaadaptowana później przez ludzi takich jak David Bowie, Iggy Pop i pisarz William Gibson – po prawdzie, cut-up był wykorzystywany przez niezliczonych artystów wszelkich profesji, aby obudzić masywną kreatywność, gdy bili głową o ścianę.

Obadaj niesamowity film Burroughsa i Gysina z 1966 roku – Cut-upy, który dosłownie demonstruje rzecz /powyżej.

Technika #4 – Maszyna snów

Kolejnym wynalazkiem Gysina, który został zaadaptowany i opanowany do mistrzostwa przez Burroughsa była Maszyna Snów, obracający się cylinder światła, który może indukować niesamowite wizje.
Burroughs często pisał o Maszynie Snów w swoich praca i używał jej efektów, aby wygenerować większość ejdetycznej symboliki, która wypełnia jego powieści. Brion Gysin miał nadzieję na wypromowanie swojego wynalazku w hipermarketach i umieszczenie go w każdym amerykańskim domu zamiast telewizora. Szlachetny pomysł, ale nigdy nie wypalił (koniec końców nie da się nadawać reklam w Maszynie Snów) – jednakże w następnych latach i dekadach, Maszyna Snów pozyskała kult wyznawców. Nawet Kurt Cobain się do nich zaliczał.

Za niewielką kwotę pieniędzy możesz zbudować własną Maszynę, działającą zupełnie tak, jak profesjonalnie wykonany model. Sprawdź nasz >poradnik< jak taką zbudować.

Technika #5 – akumulacja energii orgonowej

Kolejną z fascynacji Williama była energia orgonowa Wilhelma Reicha i jej akumulatory. Reich, student-renegat Zygmunta Freuda, wierzył, że odkrył jak kontrolować i zaprzęgać energię seksualną, lub „orgonową”, która stanowiła cząstki energii seksualnej nazwane „bionami”.
Reicha prześladowano w latach pięćdziesiątych, jego laboratorium zostało zniszczone przez rząd USA i ostatecznie został wtrącony do puchy (gdzie zszedł). Burroughs później odkrył i opanował pracę Reicha, wybudowując nawet własne pudło akumulatorowe – w którym spędzał wiele czasu, siedząc i paląc kif, lub skrystalizowane THC, pisząc. Burroughs zaprzysiągł orgonowi i wykorzystywał go w swoich powieściach jako metaforę przełamywania antyseksualnych kontrolerskich mocy społeczeństwa.

Technika #6 – Totalne Skupienie na Zdestabilizowaniu Kontroli

Burroughs łączył wszystkie swoje eksperymenty w imię centralnego zadania: destabilizacji i zniszczeniu kontroli.
Jak Gnostycy, Burroughs postrzegał świat jako zasadniczo mechanizm kontroli, lub pułapkę. Widział swój cel, jako kompletne złamanie i zniszczenie tego systemu kontroli. Poprzez kontrolę, Burroughs miał na myśli naturę rzeczywistości samą w sobie, i razem ze swym współpracownikiem Gysinem, nie zaakceptowaliby nic poza jej kompletną destabilizacją i zniszczeniem. Poprzez to jest jednym z jawnych dziadków magiji chaosu.

Wideo powyżej zawiera utwór z albumu DJ’a Spooky’ego Rhythm Science, z uczestnictwem Scannera, znanego też jako Robin Rimbaud. Sampluje Williama opisującego swoje pięć kroków do zmiażdzenia rzeczywistości. Są to:
1. Ogłoś nową erę i rozpocznij nowy kalendarz.
2. Zamień obcy język.
3. Zniszcz lub zneutralizuj obcych bogów.
4. Zniszcz obcą maszynerię kontroli rządowej.
5. Odbij dobra i ziemie od poszczególnych obcych.

Technika #7 – Magija Chaosu

Burroughs był nie tylko jednym z przodków magiji chaosu, ale także poważnie praktykował jej dyscypliny w latach osiemdziesiątych, zagłębiając się w prace Petera Carrolla, dołączając do jego zakonu Illuminatów Thanaterosa (Burroughs został pochowany z pierścieniem z gwiazdą chaosu otrzymanym od zakonu), oraz robiąc regularne i zdyscyplinowane eksperymenty z technikami Carrolla. Poruszył te eksperymenty w swoich późniejszych powieściach, zwłaszcza w swojej ostatecznej trylogii, złożonej z Miejsca Martwych Dróg, Miast Czerwonej Nocy i Zachodniej Krainy.
Fascynacja WSB magiją chaosu wzięła się z jego uprzednich eksperymentów z Gysinem w Tangierze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz jego zainteresowaniu wykorzystaniem technik buddystycznej medytacji, których nauczył się od tybetańskiego nauczyciela Chögyama Trungpa w latach siedemdziesiątych. W latach osiemdziesiątych Burroughs odkrył magiję chaosu i odkrył w niej wymodelowaną dyscyplinę, która połączyła jego poprzednie eksperymenty.

Za: Ultraculture

tłum. katastrof

004-william-burroughs-theredlist

Xeper, czasownik, oznacza poszerzenie egzystencji na dalszy poziom istnienia

Fraszka pożegnalna

Brunatna heroina
w zanadrzu ręki finał
ale brunatna heroina
to już nie moja dziewczyna
Studnio maku! Nie napiję się
już z ciebie, bo zbyt poznałem siebie
Choćby SzataniAnieli wołali wgłąb topieli
Wykluwam się, minąwszy rozpadliny swego
ja – obliczu Bogów powiem tak! do cna
i Nocy Płomieni, gdy się przejawi
niezmiennie zmienny wąż niemiłosierny
Żegnaj maku! Za pan brat, acz
swoim widmem mnie już nie strasz.

tiamt

Jedwabiste Poznanie

Migający niebieski język płomienia
a wokół niego tęczowe halo

Postulat bycia sobą, procesowania tożsamości
bywa zawirusowany urojeniami
Należy je odsiać jak połów z sieci Diabła

Należy nie tracić skupienia
na ogniskowej zmiany w hierarchii dążeń
I bez litości transcendować granice
zaprzeszłego, schorzałego ja

Miłość podług Woli nie może
zostać zakryta czerwoną kurtyną
Bo to ona świeci wskroś diamentowych
oczu pradawnego Smoka
Dawcy Poznania

fierySnake

Płonięcie

Jest człowiek, który gdy znajduje szczęście
nie przestaje wciąż szukać
bo jest ogień, który nie gaśnie,
gdy się nasyci

Był włóczęga, który poznał ciemność
I dostrzegł czarny płomień w swojej duszy
Nie przestawał szukać i błądzić,
transgresować
tworzyć, niszczyć i deptać
Zadawać cierpienie i dawać jadowitą miłość

Skończył się, gdy przy ognisku
za drutem kolczastym, w leśnych chaszczach
Pod powiekami ujrzał Tyfona-Seta, płomień w kotle Tubal Kaina,
a poczęty wtedy Syn zrodził się z jego Matki

Są ludzie jak puste naczynia, odwieczna trzoda
Im i podług nich są dyktowane prawa
Ale nie ma Prawa ponad czyń swą Prawdziwą Wolę

Gdy na długo przed świtem gasną płomienie
i wilgotna ziemia pragnie nas połknąć
Płoń na naszych czołach, cudowny Wężu!

Regresja do przeszłych wcieleń – raport z próby

Wpierw doktor Gutowski zbeształ mnie za opublikowanie cytatu z Crowleya z okazji narodzin syna:
Drżyj radością życia i śmierci! Ah! Twoja śmierć będzie śliczna. Ktokolwiek ją ujrzy będzie rad. Twoja śmierć niech będzie pieczęcią obietnicy naszej długowiecznej miłości. Chodź! Unieś swe serce i raduj się!” Rozumiem jego reakcję, jednak uznałem w tamtym momencie te słowa za stosowne, mając na uwadze to, że sprowadzając żywą istotę na świat, niejako wydałem ją na śmierć, choć chyba przeceniam tu swoje siły sprawcze, bo prędzej to on wybrał te życie, tak jak każdy z nas – nie ważne jak by nie próbował tego negować – swoje. Śmierć jest źródłem życia, a destrukcja jest przyczyną zmiany, a więc tworzenia.
Położyłem się na wyścielonym płachtą białego ręcznika łóżku, wyciszyłem myśli, wyrównałem oddech i zapadłem w medytację, wsłuchując się w instrukcje doktora, który wpierw kolejno kazał mi przypominać sobie wydarzenia z różnych okresów życia, coraz bardziej w tył, z naciskiem na te, w których czułem się komfortowo, lub podejmowałem właściwe decyzje. Od 5 lat w tył przeszedł do mojego pobytu w matczynym brzuchu. Gdy zapytał gdzie jestem, odpowiedziałem, że w płomienistej kuli światła. Polecał mi cofać się wciąż wstecz.

Wtedy ujrzałem chudego, wysokiego, bladego i zarośniętego mężczyznę w szarej szacie, z kosturem w dłoni, stojącego w sandałach obok studni u stóp drzewa, na którego gałęzi siedział kruk. Doktor zapytał mnie, co mam na nogach, próbując zlokalizować okres dziejów – stare sandały wskazywały by na ciemne wieki, jak mniemam. Na pytanie czym się zajmowałem, odparłem, że poznaniem i wróżeniem oraz że byłem pustelnikiem. Nie jestem pewien na ile było to autentyczne doznanie hipnotyczne, a na ile coś podyktowanego wyobraźnią, czy ego. Ale gdy dr polecił mi się cofnąć dalej ujrzałem palenisko z wysokim płomieniem na pustyni i stojącego u jego stóp zielonoskórego humanoida o gadzich oczach, w stroju pilota. Zza jego pleców nadciągnął kosmiczny mrok nocy, w którym spadały gwiazdy. Następnie spostrzegłem siebie zakutego w kajdany w ciemnym lochu, gdzie przez wąskie zakratowane okienko w kamiennej/ceglastej ścianie wpadał wąski promyk światła. Kolejną inkarnacją, która mi się objawiła, był żywot kata. Stałem na podium, znacznie potężniej zbudowany niż kiedykolwiek w tym życiu, nagi od pasa w górę, poza czarnym trójkątnym kapturem/maską na głowie, z okrwawionym toporem w dłoniach, przy pieńku, obok którego leżała w kałuży jucha ścięta głowa. W międzyczasie widziałem też lecącego na tle nieba, ciemnego dinozaura. Ostatnie z wcieleń, jakie mi się wyświetliło był to konający od rany postrzałowej na piersi żołnierz, zapewne Afrikakorps, wyrzucony z rozbitego samochodu pancernego na pustynię. – Co robisz? – Umieram. – Wróć teraz do łona matki, co widzisz? – Dostrzegłem okrągły, fioletowy obłok lub źrenicę, otoczoną czerwoną energią. Promieniowało z niej na mnie światło, tak że miałem wrażenie, że dostaję oczopląsu. Było to doświadczenie, które przypomniało mi moją nieudaną próbę przebicia się po 5 g. suszonych grzybów psylocybinowych. Nie byłem wtedy gotowy, zbyt schorzały od politoksykomanii.
W dalszym etapie sesji doktor polecił mi się zastanowić, w którym momencie obecnego życia zbłądziłem oraz jaką mam misję. – Być dobrym ojcem – I mężem – skwitował. – Wydaje mi się, że moim zadaniem jest budzenie w ludziach iskierki Chaosu – ale masz też obowiązki. Co do momentu zbłądzenia rzekłem, że nastąpiło to kiedy otworzyłem sobie zbyt wiele kanałów i w mój umysł wkradł się demon (jego oblicze ukazało się raz na pokrytej krwią mojej ś.p. konkubiny klapie od sedesu). Doktor kazał mi go sobie zwizualizować i przywołać. Ujrzałem smoczą, ciemno-krwisto-czerwoną istotę o z grubsza ludzkim kształcie, o zrogowaciałej skórze zbudowanej z łusek, z długimi szponami i rogami wychodzącymi z łokci, stóp i kolan, oraz o głowie zakończonej czymś w rodzaju zakręconej jak płomień korony. Jej oczy lśniły niesamowitym, lodowatym, lazurowym, gwiezdnym światłem. – Czy mówi coś do ciebie? – Nie, tylko się patrzy. – No to skoro on nie potrafi gadać po ludzku, to będziesz z nim gadał dupą. Potrafisz go powiększyć i zmniejszyć? – Tak. – To zmniejsz go do rozmiarów znaczka pocztowego. – Tak. – Przyklej go na wewnętrzną stronę muszli klozetowej. – Tak. – Weź głęboki wdech, przytrzymaj, odlej się, spuść wodę i zamknij klapę i wypuść całe powietrze.

tyfonset23
fotomanipulacja na bazie zdjęcia chmur wyk. w okolicy Krakowa

I tak to mniej więcej wyglądało. Doktor stwierdził, że nauczył mnie metody oczyszczania i radził blokować myśli, ilekroć usłyszę, że wkrada mi się w nie demon, lub gdy zaczną wędrować w złym kierunku (powiedziałem, że te momenty poprzedza niepokój). Jednak od kiedy wstałem z posłania, czułem lęk w klatce piersiowej, a wkrótce potem rozbolał mnie brzuch.
Później trzeba było iść do roboty, ale miałem kilka refleksji, w tym, że być może nie jestem nawiedzony, a obecność demonicznego elementu we mnie nie jest wynikiem jakiejś intruzji, tylko zostania złowionym na wędkę przez wytrawnego rybaka, jakim jest Set-Tyfon. Przyczynił się on w jakiejś mierze do śmierci onegdaj najbliższej mi osoby i wystawił mnie na liczne skrajne doświadczenia, w tym wielokrotne otarcie się o śmierć. Definitywnie nie potrzebuję już takich przygód, ale potrzeba poznania zawsze pozostanie konstytuująca dla mojego charakteru. Czas jednak poznać życie od strony, która do tej pory była przeze mnie (z powodu pychy, pasji i głupoty) wzgardzana, tj. od strony odpowiedzialnego człowieka, a nie kierowanego niezrównoważonym głodem zmienionych stanów świadomości lekkoducha i socjopaty. Inna nauka, którą wyniosłem dzięki doktorowi, to że każdy z nas wybiera, jakich myśli ze swojego strumienia świadomości słucha i za jakimi podąża, a więc także co czyni; jak odbiera i jest odbierany przez świat. Zauważam, że makrokosmos w końcu zaczyna mi sprzyjać, być może dlatego że jeśli jeszcze nie rozpoznałem, to jestem bliski poznania swojej Prawdziwej Woli.