Gnoza (gνῶσις) a episteme (ἐπιστήμη), czyli o wiedzy boskiej i ludzkiej

gnosis3

Abstrakt

Esej przedstawia różnice pomiędzy tradycyjnym rozumieniem pojęcia wiedzy opartym na greckiej tradycji filozoficznej, a tym, które znaleźć można w religiach gnostyckich późnej starożytności. Dlatego też wpierw wyjaśnię zależności łączące ruchy gnostyckie i myśl filozoficzną. Przypomnę również podstawowe cechy tradycyjnej koncepcji episteme, aby zestawić ją z religijną gnozą, tak by móc wykazać wyjątkowość tej ostatniej i prześledzić specyfikę tego terminu na gruncie fragmentów gnostyckich tekstów.

Religie gnostyckie a filozofia

Aby zrozumieć do jakiego stopnia odmienna jest tematyka gnostyckiego przełomu od dotychczasowej tradycji, należy przyjrzeć się jej pochodzeniu oraz wpływom różnorodnych środowisk kulturowych. Współcześnie jesteśmy w posiadaniu wystarczającej ilości tekstów źródłowych, aby stwierdzić, że głoszona pod koniec XIX wieku przez Adolfa Harnacka teza, jakoby gnostycyzm miałby być ostrą hellenizacją chrześcijaństwa nie może być prawdziwa. Choć rzeczywiście kultura helleńska wywarła wpływ na gnozę, to jest to wpływ niebezpośredni, a faktyczne podobieństwa między religią gnozy, a religią chrystusową, przysłaniają faktyczną niezależność i samodzielność tej pierwszej.[1] U początków nowego ruchu stanął synkretyzm myśli, który wynikał z sytuacji kulturowo-politycznej. Dominacja greckiego stylu dyskursu doprowadziła do zepchnięcia na drugi plan wschodnich narracji religijnych. Zostały one zmuszone do wypowiadania się w obcym dla nich języku.

Myśl orientalna miała charakter niepojęciowy, wyrażana była w obrazach i symbolach, ukrywając raczej swe ostateczne treści w mitach i obrzędach niż logicznie je tłumacząc. Surowość starożytnych symboli krępowała jej ruchy i z tego skrępowania uwolnił ją ożywczy powiew greckiej myśli, który nadał jej nowy impet, a zarazem dał jej adekwatne narzędzia opanowania występujących już wcześniej skłonności do abstrakcji. W gruncie rzeczy myśl orientalna pozostała mitologiczna, co okazało się, kiedy sama na nowo zaprezentowała się światu; tymczasem jednak nauczyła się przedstawiać swoje idee w formie teorii, a do ich tłumaczenia wykorzystywać pojęcia racjonalne, zamiast samych tylko zmysłowych obrazów.[2]

To zaś może sprawiać wrażenie, jakby starożytne systemy religijne stały się kontynuatorami narracji greckiej. Pod maską dyskursywnych pojęć ostatecznie kryją się mity wielkich religii starożytności poddane jednak radykalnej subwersji. Zwrot ten dotyczy wyłonienia się na horyzoncie zainteresowań religijnych duszy indywidualnej, pojmowanej jako prawdziwa rzeczywistość człowieka. Podejście religii gnozy jest zasadniczo różne od tego starożytnego. O ile, zarówno Grecy jak i Żydzi umiejscawiali psyche (ψυχή) w szerszym kontekście jako część wszechświata i rządzonej tą samą nieubłaganą siłą logosu, kosmicznej harmonii, o tyle dla gnostyka boska pneuma (πνεῦμα), czyli „dusza głęboka”, była mikrokosmosem sama dla siebie, obca światu i jego Prawu. Dla takiej mentalności najistotniejsze było zbawienie niezależne od eschatologicznej sprawiedliwości, którą wyznaczała spaczona hermaimene archontów, czyli wizja astrologicznej determinacji jednostki przez złe siły rządzące kosmosem.

gnosis1
il. not

Pojęcie episteme

Dlatego też i w kwestii pojęcia wiedzy gnostycka myśl odeszła od greckiego pierwowzoru. Przypomnijmy najpierw jakie są główne cechy episteme w jej tradycyjnym rozumieniu, by móc zobaczyć jeszcze wyraźniej specyfikę gnostyckiego zwrotu. Nie chcę poświęcać temu zagadnieniu zbyt dużo uwagi, z racji na niewielką objętość tekstu, z tego powodu spróbuję przytoczyć najważniejsze punkty potrzebne do zrozumienia tego pojęcia za słownikiem filozofii oraz głównym antenatem teorii, czyli Platonem.

W ogólnym ujęciu wiedza jest rezultatem poznania jako czynności. Klasyczna definicja wiedzy, rozważana przez Platona, traktowała ją jako prawdziwe i uzasadnione przekonanie. […] Określenie „wiedza w części fałszywa” wydaje się niespójne wtedy tylko, gdy wiedza jest rozumiana w sensie Platońskiej episteme, tj. korpusu przekonań niepodlegających jakiejkolwiek rewizji pod względem swej trafności i odnoszących się do prawd.[3]

Przyjrzyjmy się wpierw podmiotowi zdania. Przekonanie, lub też mniemanie, jest to potoczny ogląd rzeczywistości, wyrażony w formie twierdzenia. Wynika on zazwyczaj z przeprowadzenia czynności obserwacji i analizy w sposób świadomy, bądź też nieświadomy. Jakie cechy musi posiadać takie przekonanie, aby kwalifikować się jako wiedza? Musi być przede wszystkim prawdziwe, co znaczy zgodne z rzeczywistością. I choć dla Platona to co rzeczywiste było tym co transcendentne i niezmienne, to możemy przyjąć, iż jednak w istotnym stopniu wpływało ono  na świat immanentny, będąc jego pierwowzorem. Z drugiej zaś strony, w potocznym rozumieniu, rzeczywistością człowieka jest świat, w którym przebywa. Na końcu zaś bardzo ważnym elementem jest dyskursywność przekonania, czyli podatność na weryfikację. Uzasadnienie jest to element racjonalny i intersubiektywny przekonania, czyli taki który może przeniknąć do dyskursu i stać się ogólnie obowiązującym. Według Platona za wiedzę można uznać tylko takie przekonanie, które nie może podlegać już dalszej rewizji, jednak nowożytne teorie zwracają uwagę, iż wtedy jej zakres byłby zbyt wąski. Można by jednak przyjąć to za pierwsze kryterium, według którego można mierzyć przekonania. Ważnym, aczkolwiek pomijanym fragmentem podstaw teorii wiedzy jest jej perspektywiczny charakter. Znaczy to, że przedmiot wiedzy i poznający podmiot są istotnie nietożsame. Jeśli nawet człowiek poznaje swoje własne atrybuty, różni go od nich właśnie jego własna istota wobec ich akcydentalności.

Pojęcie gnozy

Teraz zaś postaram się omówić główne elementy gnostyckiego podejścia do tego pojęcia. Warto jeszcze raz zwrócić uwagę, iż terminy, którymi posługiwali się gnostycy, posiadały strukturę grecką wyłącznie formalnie, pod której powłoką znajdowały się nowe znaczenia. Czego w takim razie dotyczy taka wiedza?

Sama „wiedza” jest terminem czysto formalnym i nie precyzuje co jest tej wiedzy przedmiotem; nie określa ona również psychologicznego sposobu ani subiektywnego znaczenia posiadania wiedzy, jak też sposobu, w jaki zostaje ona zdobyta. Gdy chodzi o to, czego wiedza ta dotyczy, skojarzenie najbliższe czytelnikowi o humanistycznym wykształceniu wskazuje na obiekty racjonalne i stosownie do tego na przyrodzony rozum jako organ zdobywania i posiadania wiedzy. Natomiast w rozumieniu gnostyckim „wiedza” ma zdecydowanie religijne i nadprzyrodzone znaczenie i odnosi się do przedmiotów, które obecnie nazwalibyśmy raczej przedmiotami wiary a nie rozumu.[4]

I choć na pierwszy rzut oka, wydawać by się mogło, że rzeczywiście formalnie wiedza taka nie koliduje z podejściem filozoficznym, to przy bliższej analizie zaczyna ona być problematyczna, gdyż narzędzie potrzebne do penetracji dziedziny, której ona dotyczy, jest co najmniej niepewne. Przyrodzony rozum nie daje w niej definitywnych rozstrzygnięć, w konsekwencji zaś nie może być ona uzasadniona na inny sposób niż tylko emocjonalno-intuicyjnie. Potwierdza to Gilles Quispel, w ten sposób opisując gnozę:

Gnoza jest wiedzą tajemną o ukrytych związkach uniwersum, o ezoterycznej tradycji pramądrości objawionej człowiekowi przez bogów, to znaczy jest odsłonięciem najgłębszej istoty człowieka, ukazaniem sensu jego bycia w świecie i oglądem obrazów. Jednak w przypadkach zupełnie szczególnych horyzont się rozszerza i dosięga tego, co nieskończone, a gnostyk wkracza w sytuację graniczną gdzie głos obiecuje: „Jeżeli nie potrafisz wyrazić tego, co ujrzałeś – ujrzałeś piękno. Bowiem gnoza i oglądanie piękna jest ciszą i milczeniem rozumu. [5]

Zwróćmy uwagę, iż takie rozumienie gnozy w znacznym stopniu przeczy idei dyskursywnej wiedzy. Gnoza pojawia się wtedy, gdy rozum przestaje mieć prymarne znaczenie, natomiast to właśnie przy pomocy narzędzi rozumowych odbywa się uzasadnienie episteme. Ta pierwsza oparta jest zaś na nieprzekazywalnym indywidualnym doświadczeniu człowieka. Doświadczeniu, które wykracza poza przedmioty świata doczesnego.

Wskazówki te kierują nas w stronę kolejnego wyznacznika episteme, mianowicie prawdziwości. Jak przedstawia się ona w świetle rozważań gnostyckich? Prawdziwość, czyli zgodność myśli i rzeczywistości z początku zdaje się nie dotyczyć rozważań gnostyckich. Myśl gnostycka zahacza wszak o sprawy z doczesnością niezwiązane. Bóg gnostyków jest transcendentny radykalnie. Nie objawia się „w świecie”, ani „poprzez świat”. Z tego też powodu myśl gnostycka pozostaje z konieczności w sprzeczności z doświadczalną rzeczywistością, a wręcz w konflikcie z nią. Z drugiej zaś strony, z punktu widzenia wyznawcy gnostycyzmu, prawdziwą rzeczywistością jest pleroma czyli boska pełnia pozostająca poza światem. Doczesność nie stanowi zmiennego obrazu świata wiecznych idei, lecz jest wypaczonym więzieniem stworzonym przez niższe byty, archontów i demiurga, przekonanych o własnej boskości. Z tego też powodu, świat sam w sobie został stworzony, aby Człowieka oszukać i uwięzić i kategorie rzeczywistości nie mają do niego zastosowania. Jedyną rzeczywistością, do której odnosi się gnostyk, jest ta wobec świata transcendentna.

Ostatni element klasycznej teorii wiedzy, czyli przekonanie, pozostaje prawie bez zmian. Znów chodzi nam tu o pewien charakterystyczny ogląd świata, sformułowany w formie twierdzeń, jednak samo osiągnięcie go odbywa się w sposób nadprzyrodzony i z konieczności nie może on wynikać z spostrzeżeń i analizy rozumowej.

Kwestia perspektywy

Zanim jednak ocenimy ową wiedzę w prosty sposób jako niefalsyfikowalne mniemanie nie mające związku z otaczającą rzeczywistością, zwyczajną aberrację w stosunku do tradycji filozoficznej, musimy zwrócić uwagę na ostatni element, najbardziej oczywisty, z tego też powodu najprostszy do pominięcia, mianowicie perspektywiczność episteme. I tu następuje najważniejsze przewartościowanie w tradycji gnostyckiej, które ostatecznie zaważyło na całej tradycji filozoficznej. Wiedza dotyczyła do tej pory przedmiotów zewnętrznych wobec obserwatora. Nawet sokratejski zwrot w stronę duszy miał charakter etyczno-aksjologiczny. Poznanie samego siebie, miało na celu samodyscyplinę i świadomość własnych ograniczeń poznawczych. Jednak to właśnie do Sokratesa gnostykom najbliżej, a to ze względu na dzielone przekonanie, iż wiedza jest w stanie człowieka zmienić. Grecki filozof jednak uważał, iż to znajomość tego co dobre wpływa na działanie jednostki, bez zasadniczej zmiany istotowej, poza może upodobnieniem. Natomiast dla gnostyka gnoza miała szczególny charakter.

gnosis2
Yumikrum, Travelling without Moving (Podróżowanie bez ruchu), kolaż, 2019

Ostatecznym „przedmiotem” gnozy jest Bóg; jej narodzenie się w duszy przemienia samego wiedzącego, albowiem sprawia, że uczestniczy w boskiej egzystencji (co oznacza więcej niż upodobnienie go do istoty boskiej). W ten sposób w systemach bardziej radykalnych, takich jak walentyniański, wiedza jest nie tylko instrumentem zbawienia, ale sama stanowi tę właśnie formę, w której osiągnięty zostaje cel zbawienia, tj. ostateczna doskonałość.[6]

Poznać samego siebie, to już nie znaleźć miejsce we wszechświecie, lecz poza nim. Dusza człowieka staje się oknem na niedostępną rzeczywistość boską i wyrywa się z zależności od tego świata. Jej poznanie wystarcza gnostykowi, świat zaś stanowi dla niego zbędny balast, który należy zrzucić z ramion. To ten sam kierunek, który wybiera Św. Augustyn, będąc w końcu pod przemożnym wpływem gnostycyzmu, mówiąc że chce poznać Boga i duszę i nic więcej. To również i kierunek Kartezjusza, stawiającego podmiot w centrum systemu, a także Hegla, który sprowadza całe dzieje do samouświadamiającego się sobie ducha.

Trudno się oprzeć wrażeniu, iż chodzi tu o podwójną, aktywno-pasywną rolę jednego i tego samego bytu. Koniec końców zstępujący na świat Obcy wybawia samego siebie, to znaczy tę cząstkę siebie (Duszę), którą niegdyś utracił na rzecz świata, i dla której sam musi stać się cudzoziemcem w krainie ciemności, a ostatecznie „zbawionym zbawcą”. „Życie podźwignęło Życie, Życie odnalazło siebie”. (s.111, Mandaische Liturgien”)[7]

Trzeba zwrócić uwagę, że o ile episteme ma charakter bierny i polegało na próbie jak najwierniejszego odwzorowania rzeczywistości w dyskursie, o tyle gnoza stanowi już aktywną siłę sama w sobie. Poznając samego siebie i dostrzegając boski charakter swej duszy, człowiek ponownie integruje rozproszoną w świecie boską cząstkę. W ten też sposób staje się członkiem wyższego porządku. To wyjątkowe przekonanie można wytłumaczyć w ten sposób, że jeśli podmiot wyłącznie podczas procesu samopoznania dostrzeże nowy element, to w jego świadomości pojawi się nowa treść bez wpływu zewnętrznych procesów, co zaś ze swej istoty musi stanowić akt twórczy. Oczywiście jest to w pewien sposób akt nadprzyrodzony, jednak myślenie religijne takowego nie wyklucza

Wyznania

I rzeczywiście teksty źródłowe wskazują, że gnostyccy pisarze szczerze traktują wyjątkowość własnej doktryny.

Bo nie są to litery głosek ani pisma, które są pozbawione swego dźwięku, żeby ktoś czytając myślał o tym co próżne, lecz są to litery prawdy. Ci tylko je wypowiadają którzy je poznają.[8]

Gnoza ma charakter niedyskursywny, nie podlega uzasadnieniu i nie jest obecna w zwykłym przekazie. Wypowiedzieć litery prawdy znaczy tu coś więcej niż tylko przekazać treść językową. Treść gnozy jest pozaświatowa i może dotrzeć do człowieka tylko w sposób bezpośredni.

Nie tak ma się rzecz z człowiekiem na świecie, który widzi słońce nie będąc słońcem, widzi niebo i ziemię i wszystkie inne rzeczy nie będąc nimi; tak rzecz ma się w prawdzie. Przeciwnie, ty ujrzałeś coś z tamtego miejsca, stając się jednym z nich: ujrzałeś ducha stałeś się duchem, ujrzałeś Chrystusa, stałeś się Chrystusem, ujrzałeś ojca, stałeś się ojcem[9]

Jest to oglądanie spraw ponadnaturalnych i tylko ono jest w stanie prawdziwie zmienić człowieka. Zwykła episteme jest pozbawiona dźwięku i próżna, czyli nie ma wpływu na kondycje człowieka we wszechświecie. Tylko gnoza przemienia człowieka i sama ona upodabnia do tego co wieczne.

Niby poseł był list ten, zapieczętowany królewską ręką przeciwko złym siłom, synom Babelu i  nieposłusznym demonom Sarbûg. Wzbił się w kształcie orła, króla ptaków, i leciał aż usiadł przy mnie i cały stał się mową. Na jego głos zbudziłem się i wstałem ze snu, wziąłem go, ucałowałem, złamałem jego pieczęć i zacząłem czytać. Jak to, co nosiłem wypisane w sercu, były słowa listu.[10]

Sama gnoza jest aktywna, zdaje się, że to nie człowiek jest jej podmiotem, lecz sam stanowi przedmiot poznania. Nic dziwnego, że w konsekwencji gnostycy uznają Człowieka za byt wyższy. Przemieszanie poznawanego z poznającym prowadzi do utożsamienia duszy jednostkowej z duszą absolutną. Dla Gnostyka to co psychiczne jest niższe wobec pneumy, boskiego tchnienia określającego jego prawdziwą tożsamość.

Skoro poznacie samych siebie, wtedy będziecie poznani i będziecie wiedzieć, że jesteście synami Ojca żywego. Jeśli zaś nie poznacie siebie, wtedy istniejecie w nędzy i sami jesteście nędzą.[11]

Poznając samego siebie gnostyk dochodzi do dojrzenia w sobie tożsamości z wyższą rzeczywistością. Zbawiany okazuje się zbawiającym. To właśnie „Ja” ma w sobie wszystkie przymioty potrzebne, aby wyzwolić człowieka spod Prawa i nieuchronnego hermaimene archontów.

Podsumowanie

Widzimy teraz, że gnostyckie podejście do wiedzy może być traktowane jako moment zwrotny w historii myśli filozoficzno-religijnej. Dopiero od tej pory dusza ludzka i jej poznanie stawiają człowieka ponad porządkiem przyrody, nie tylko poprzez jego przymioty, lecz właśnie przez utożsamienie się samej jego istoty z częścią przekraczającego doczesność boskiego porządku. Gnoza różni się na każdym polu od klasycznej episteme. Prawda gnozy pochodzi nie z tego świata.  Jest niedyskursywna, jedyny język który może ją przekazać to język objawienia. Jednak to, co świadczy o faktycznej wyjątkowości gnozy, to wykroczenie poza dychotomię podmiotowo-przedmiotową w dziedzinie poznania. Gnoza to samo-wiedza człowieka i rozpoznanie siebie jako podmiotu religijnego na arenie zbawienia. Dostrzeżenie wewnątrz własnej jaźni drogi do wieczności otwiera dla działalności twórczej kompletnie nowe uniwersum. Uniwersum Duszy.

*             *

*

Bibliografia

  1. Słownik filozofii, Krakowskie wydawnictwo naukowe, Kraków 2009;
  2. Teksty z Nag Hammadi, przeł. Wincenty Myszor, Albertyna Dembska, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1979;
  3. Hans Jonas, Religia Gnozy, tłum. Marek Klimowicz, Wydawnictwo PLATAN, Kryspinów, 1994;
  4. Gilles Quispell, Gnoza, tłum. Beata Kita, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988;
  5. Czesław Miłosz, Hymn o Perle, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1983.

Przypisy

[1] Hans Jonas, Religia Gnozy, tłum. Marek Klimowicz, Wydawnictwo PLATAN, Kryspinów, 1994, s.14.

[2] Ibidem. S.39.

[3] Jan Woleński, Wiedza, [w:] Słownik filozofii, Krakowskie wydawnictwo naukowe, Kraków 2009, s.245.

[4] Hans Jonas, ibidem, s.50.

[5] Gilles Quispell, Gnoza, tłum. Beata Kita, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1988, s.95.

[6] Hans Jonas, ibidem, s.51.

[7] Ibidem, s.93.

[8] Ewangelia Prawdy, [w:] Teksty z Nag Hammadi, przeł. Wincenty Myszor, Albertyna Dembska, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1979,  s.149.

[9] Ewangelia według Filipa, [w:] Teksty z Nag Hammadi, ibidem, s.249.

[10] Czesław Miłosz, Hymn o Perle, Wydawnictwo Literackie, Kraków-Wrocław 1983, S.8

[11] Ewangelia Tomasza, [w:] Teksty z Nag Hammadi, ibidem, s.208

Witol

Advertisements

Æony – Michael A. Aquino

tos

Michael A. Aquino VI° Świątyni Seta (Temple of Set), California 1979

z: Don Webb – Overthrowing Old Gods (Obalenie Starych Bogów), cz. I, rozdział 2 “Komentarz od Liber Legis

Tak dalece jak większość okultystów jest tego świadoma, odniesienia do eonów zaczęły się od afiszowanego Æonu Horusa, który jak głosił Crowley nastąpił po pierwszym Æonie Izydy (z grubsza obejmującym przedchrześcijańskie pogaństwo), a następnie Ozyrysa (na oko 2 tys. lat chrześcijaństwa). Jako że pojmowanie egipskiej mitologii przez Crowleya było zasadniczo powzięte z perspektywy trójcy Ozyrys/Izyda/Horus, zawiązało to cywilizację Zachodu w ładny, schludny pakunek.

Jak nam powiedziano Crowley był nie tylko odpowiedzialny za sprowadzenie Æonu Horusa, ale również Æonu Ozyrysa – w poprzednim wcieleniu jako Arcykapłan Ozyrysa (i kapłanka Izydy) Ankh-f-n-khonsu. Szczegółowa historia o tym jest opowiedziana w jego pamiętniku z tego wcielenia, “Przekroczenie Otchłani” w Equinox #I-7:

Lecz potężny bóg Thoth, mędrzec, ze swoją głową ibisa i nemyssem w indigo, koroną Atef i feniksową różdżką oraz krzyżem ankh ze szmaragdu, ze swoją magiczną togą w trzech barwach; o tak, Thoth, bóg mądrości, którego skóra jest barwy brunatnego pomarańczu niczym wypalona w palenisku, ukazał się widzialnie nam wszystkim. A stary Magus Studni, którego żaden człowiek nie widział poza jego studnią przez noc sześćdziesięciu lat, znalazł się pośrodku; i zalamentował w głos, mówiąc, “Ekwinocjum Bogów!”

      I przeszedł do wyjaśnienia, jak to się stało, że Natura nie powinna być dłużej centrum ludzkiego kultu, lecz sam człowiek, człowiek w swoim cierpieniu i śmierci, w swoim oczyszczeniu i perfekcji. I wyrecytował Formułę Ozyrysa jak następuje, a nawet jak zostało nam to przekazane poprzez Braterstwo Krzyża i Róży do dnia dzisiejszego…
ch
Crowley w swoich pracach nie wskazuje jak doszedł do tego konceptu “eonów”, ani co dokładnie to oznacza. Jednak odrobina detektywistycznego trudu zabiera nas z powrotem do dni Golden Dawn i książki “Egipska magia”, napisanej przez Florence Farr, Skrybę G.’D.’ w roku 1896. Książka ta, część 10-tomowej serii Collectanea Hermetica, redagowanej przez W.W. Westcotta, zawierała bardzo ciekawy rozdział, zatytułowany “Gnostyczna Magia Egiptu”:

       Rozpatrzmy wpierw esencjalne zasady Gnostycyzmu, które pokrótce są jak następuje:
       Pierwsza – zaprzeczenie dogmatu osobowego, najwyższego Boga oraz twierdzenie najwyższej, boskiej esencji złożonej z najczystszego światła i przenikającej tą bezgraniczną przestrzeń udoskonalonej materii, którą Grecy nazywali Pleromą. Światło to powołało do życia wszechojca i wszechmatkę, których potomkami były eony lub duchy bogów. Innymi słowy najwyższe emituje nous lub boski umysł, a dalej sukcesywne emanacje, każda mniej podniosła od poprzedniej. Boskie życie w każdej staje się mniej intensywne, aż osiągnięta zostaje granica Pleromy, lub pełność Boga. Stamtąd wkracza w byt skaza niedoskonałości, poroniona i wybrakowana ewolucja, źródło materialności i zaczątek stworzonego wszechświata, oświecany przez boskość, ale daleki od jej nieskończoności i perfekcji.

 I tu Gnostycy uważali, że faktycznym władcą i stylistą tego stworzonego wszechświata oraz jego złych i dobrych istot jest Demiurgos, moc wydana z sophii lub mądrości. Niektórzy głosili, że pochodzenie świata wzięło się z pragnienia rozwoju przez dusze, poprzez który mogą ewoluować i wznieść się do boskości.

 Gnostycy mocno wierzyli w teorię cyklów pięcia się w górę i powrotu do ewolucyjnego postępu światów, wieków i ludzi; wznoszenia i upadku duszy; preegzystencji wszystkich ludzkich dusz obecnych w życiu świata; oraz pewność, że wszystkie dusze, które pożądają najwyższego, muszą zstąpić w materię i zostać z niej zrodzone. Byli oni filozoficznymi Chrześcijanami.

 Władza nad kościołem Chrześcijańskim wpadła jednakże w ręce tych, którzy sprzyjali religii emocjonalnej, wyzbytej filozofii, której wyznawcy powinni być powiązani raczej osobistymi więzami ludzkiej sympatii z egzaltowanym męczennikiem i kaznodzieją, niż intelektualnym uznaniem wyższej prawdy.

  Gnostycy sprzeciwili się nauczanemu wówczas kredu, na gruncie niższości kultu bohatera Chrystusa względem duchowej wiedzy boskiego umysłu, którą jak uważali sami głosili.

 Gnostycy byli nieomal powszechnie głęboko przepojeni doktrynami Sokratesa i Platona; zaś religia emocji i pokuty, połączona z moralnymi oczywistościami, nie wydawała im się wystarczająco wysublimowana, aby była godna zastąpienia misteriów religijnych Egiptu, Indii i Persji, teokracji Żydów, czy podniosłych prawd ukrytych w mitach Grecji.

W “Religii Czasów Starożytnych” S.G.F. Brandon komentuje:

      W swoim “Pierwszym Liście do Koryntian” Paweł miał okazję, by skontrastować swoje nauki z tymi innych systemów znanych jego czytelnikom. Czyniąc tak został powiedziony do wyłożenia tej znaczącej własnej relacji: “Albowiem głosimy mądrość wśród doskonałych: lecz to nie mądrość tego świata, ani jego władców, którzy zmierzają donikąd: gdyż głosimy boską mądrość w tajemnicy, nawet mądrość, która była ukryta, którą Bóg ukrył przed światami w naszej chwale: której nie znają żadni władcy tego świata: gdyż gdyby ją znali, nie ukrzyżowaliby Pana chwały” (ii. 6-8)

W naszych oficjalnych angielskich przekładach właściwe znaczenie tego ustępu jest przesłonione w dwóch kluczowych punktach. Greckie słowo przełożone tu jako “świat”, zarówno w liczbach pojedynczej i mnogiej, to aion, który nie oznacza tego fizycznego świata, ani Ziemi, lecz “czas” lub “wiek”.

Sposób użycia zwrotu aion przez Pawła zgodnie tu pokazuje, że myślał on w pojęciach ezoterycznego systemu “wieków światów”, który prawdopodobnie wypłynął ostatecznie ze źródeł irańskich i babilońskich, a który w różnych postaciach był modny w tamtejszej myśli greko-rzymskiej. Następnie słowa przełożone jako “władcy tego świata” (archontes tou aionos toutou) nie odnoszą się, jak powszechnie się zakłada, do Rzymskich i Żydowskich władców odpowiedzialnych za skazanie Jezusa na śmierć. Oznaczają demoniczne istoty, które powiązywano z planetami i wierzono, że władają żywotami ludzi na Ziemi.

Jak Farr i Brandon obydwaj dalej zauważają, Gnostyckie Chrześcijaństwo było postrzegane jako bardzo poważne zagrożenie dla kościoła Chrześcijańskiego i było intensywnie prześladowane. Gdyby to ono przeważyło, 2 tysiące lat mogły rozwinąć się zgoła odmiennie w cywilizacji Zachodu – z nader intelektualnym, filozoficznym i inicjacyjnym charakterem religijnym zamiast nietolerancyjnego, zażartego i ignoranckiego horroru domatycznego Chrześcijaństwa.

Teraz zaczynamy widzieć pojęcie aion w nowym świetle, jeśli wybaczycie mi wyrażenie. Æon Horusa jest nie tylko przedziałem czasu, gdy dominują idee symbolizowane przez Horusa. Jest raczej Ding an sich, noumenem: czymś czysto racjonalnego zrozumienia, a nie postrzeganego przez zmysły.

equinox
z okładki The Equinox III-10

Zatem w tym, co można nazwać sensem Niskiej Czarnej Magii, eon jest po prostu podejściem, które się wybiera lub zostaje uwarunkowanym do zastosowania. Jest to tym, co ma się na myśli mówiąc, że różni ludzie “istnieją w różnych eonach”: że Żyd, Chrześcijanin i Muzułmanin żyją w Æonie Ozyrysa, Wiccanin z Æonie Izydy, a Thelemita w Æonie Horusa.

Adekwatnie, choć eony są “piramidalne” w wytworności, po modzie platońskiej “piramidy myśli”, nie ma żadnego powodu, aby je rozpatrywać jako następujące po sobie w czasie, z każdym jednym wypierającym i wymazującym ten przed nim.

Zatem w sensie NCzM populacja świata kontynuuje przytłaczająco w objęciach Æonu Ozyrysa, wbrew najlepszym intencjom Aiwassa. Æon Izydy jest następnym wpływowym, nadążany przez Æon Horusa. Æon Seta, najwyższy na piramidzie i najtrudniejszy do pojęcia i zagoszczenia, jest najbardziej rzadkim i ulotnym ze wszystkich.

Jak z systemem stopni wtajemniczenia, bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe, byłoby spędzenie całego swojego czasu w “wyższym eonie”. Kiedy troszczymy się o sprawy w profanicznym świecie, jesteśmy zazwyczaj ozyryjczykami, przyglądającymi się z ciekawością i niejasnym przestrachem aktywistom ekologicznym (Izyda), lub awangardowym artystom (Horus). Jednak również doświadczamy przedziałów Izydy i Horusa – a kiedy tego pragniemy, tych unikalnych Æonu Seta.

Crowley, który sugerował, że eony były przedziałami czasu w “katastroficznej sukcesji” – jak przypuszczam w celu bardziej nasilonego awansu Æonu Horusa – przewidywał w Equinox #1-10, że podążając za Æonem Horusa “wyłoni się Ekwinocjum Ma, bogini sprawiedliwości. Może to być sto ludzi dziesięć tysięcy lat od teraz (1913), gdyż przetwarzanie czasu jest tu inne, niż tam.” W roku 1921 w swoim nowym komentarzu do Liber Legis, Crowley spekulował, że następny eon będzie tym Thmaist, rytuału Neofity trzeciego oficera w G.’D.’. Jednak, kontynuował, “przewidywanie jakichkolwiek szczegółów odnośnie następnego eonu po tym może być aroganckie.

stela2
Stela Seta

Jest to zasadniczo również moje podejście. Jako Magus Æonu Seta, jestem niejako Okiem w tym szczególnym trójkącie (lub lśniącym Trapezohedronie). Jedynym, kto na pewno wie, czym będzie następnie poczęty, jeśli zaiste powinien być taki, byłby Magus lub Maga która Wymówi jego słowo.

Powyżej poczyniłem odniesienie do eonów w sensie NCzM. Jest również “sens Wysokiej Czarnej Magii”:

Widziany poprzez szkła WCzM, eon jest faktycznie żyjącym bytem, w którym jego wtajemniczeni są “komórkami”. Oto sekret sprowadzony przez Gnostyków ze starożytności, który tak przerażał Chrześcijańskich dogmatyków. “Bóg” eonu jest zatem istotą totalnej magicznej i filozoficznej energii istot materialnych, będących inicjowanymi tego eonu, tj. świadomych, że są “składowymi boga”. [Czy zaczynasz teraz dostrzegać starożytne korzenie heglowskiego konceptu “nadumysłu?]

Rozumiana w tym sensie praca WCzM jest sposobem “części sięgających po kontakt, doświadczenie i/lub ekspresję “całości””. Oto dlaczego prawdziwa WCzM nie jest nawet w najmniejszym stopniu jak “modlitwa” praktykowana przez profanów. Nie jest też zaledwie medytacją, w której umysł medytującego jedynie rozciąga się do własnych granic. Jest największą tajemnicą i największym spełnieniem unikalnej egzystencji.

Kiedy Æon zostaje zrozumiany w ten sposób, ogromna liczba zasłon opada i ogromna liczba misteriów tego, czym jest magia i dlaczego działa zostaje ujawnionych, i zaiste całe “dlaczego” ludzkiej świadomości zostaje wyjaśnione. Aby to spostrzec potrzebujesz tylko gnozy. Nie martw się, jeśli jej nie osiągniesz natychmiastowo. Ona tam jest; i gdy będziesz gotowy dla niej, ona będzie gotowa dla ciebie.

tłum. 01.02.2019 <|Vv / not

po dalsze lektury zaleca się zajrzeć m.in. na Xeper.Org

Ewangelia Kaina

[Przedstawiam przekład apokryficznej ewangelii”będącej raczej godnym fundamentem do konkretniejszych, dalej wychodzących nauk i rozważań. W przyszłości postaram się dostarczyć więcej przekładów z tej zacnej książki – K/VV]

I gdy stało się tak, że Kapitan Niebios zrzucił Władcę Światła z tronu Słońca, zstąpił on i jego liczone w setkach zastępy, zaś klejnot jego korony, kamień płomienistego szmaragdu, zapadł się głęboko w przepastną Górę Świata; nadeszły, te Dzieci Niebios na Ziemię, i przed Potopem znaleźli sobie żony ze śmiertelnego chowu.

Zaś Anioł z Trzeciego Nieba zstąpił w ciało z Czerwonej Gliny i stał się Adamem: Anioł z Drugiego Nieba wstąpił w Glinę i stał się Ewą: mieszkali w Ogrodzie Eden.

I stało się tak, że Obserwator Niebios, Azzael Qarnayn, obdarzył Ewę Nasieniem Podstępu, a ona porodziła dzieci; Potężnych, królów i czarowników z rodowodu Tajemnego Ognia.

Krwawa Matka Wróżek, Dama Lilith, wzięła tajemną wydzielinę Adama i poczęła elfi ród na pustkowiach. Zatem potomstwo Świętych stało się ucieleśnione, jako że Niebiosa objęły Ziemię, tak by Wiedźmia Krew mogła zostać zamanifestowana, a Przymierze przypieczętowane.

tubalq

Kiedy Wielki Wąż, Lucyfer – Zamael, Ojciec wszelkiego Czarnoksięstwa, spłodził Kaina z Ewą, Matka wszystkiego, co Żyje urodziła wężookie dziecko, krewnego Nefilim. Zaś Naamah, słodkie krewne sów, również zostały zrodzone, a z ich kazirodztwa wykwitły Dzieci Mrocznych Aniołów.

Kain urósł i zgładził swojego brata, Abla Pasterza, gliniany majak ignorancji, i wyruszył Drogą Ognia do krainy Nod, na wschód od Edenu. Nosząc Znamię Kaina na czole podróżował ku sadybie Gwiazdy Zarannej, królestwa jego ojca, Pana Lucyfera. Zaś Znamię Kaina to Czerwony Wąż owinięty wokół Złotego Drzewa Tau Boskiej Wiedzy.

Kain powstał w ekwinokcjum i ukoronowany trykami złotych rogów, wzniósł wiecznie-obracający się Miecz Płomienia ku bramie orientu, przechodząc poprzez oczyszczający Ogień Gnozy. Tak zatem udoskonalił się w ognistej kuźni Tubala, a czyste złoto zrodziło się w tyglu Sztuki.

Skoro Kain jest Czerwonym Słońcem Wiedźmiego Ognia i Pierwszym Ukształtowującym. jest zatem jaźnią czarownika, Penetrującym Ogniem. Zaś Naamah jet Białym Księżycem Wiedźmiej Mgły, Pierwszą Tkaczką i Pierwszą Rozplatającą Wszystkiego, Graalową Matką Wiedźmiej Mgły.

I stąd zstąpiło wszelkie Czarostwo, od nich jest dziedziczona wszelka Moc; ich jest dar, Krew Elfame, Przymierze zawarte na Sabbatycznej Górze o wiecznej Północy Czasu.

N.A.J.

Źródło anglojęzycznego oryginału: Nigel Jackson, Michael Howard – The Pillars of Tubal – Cain, Appendix V, 269 s., wyd. Capal Bann

Przetł. K/VV

Boyd Rice – Dziatwa Lucyfera: Rodowód Graala i potomkowie Kaina

Powszechnie przyjęta wiedza głosi, że rodowód Graala jest święty, ponieważ pochodzi od Chrystusa, człowieka wciąż uważanego przez znaczną część świata za prawdziwego syna Boga. A jednak wywodząca się z tego rodowodu dynastia królów była znana jako czarownicy-królowie, spośród których pewni sugerowali, lub nawet wprost twierdzili, że tak naprawdę są potomkami Lucyfera. Pewna ilość autorów utrzymuje, że ta teza jest prawdziwa, ale to przeważnie zatwardziali chrześcijańscy teoretycy spiskowi, powstrzymujący się przed wyjaśnieniem, czemu w to wierzą, lub przed okazaniem jakichkolwiek namacalnych szczegółów, które by dowiodły ich twierdzeń. Jeden z nich powiada: „Potomkowie Merowingów w typowy gnostycki sposób utrzymują, że mają w swoich żyłach zarówno krew Chrystusa, jak i Szatana.” Zważywszy na to, że ta osnowa (lub jej wariacja) powtarza się z pewną regularnością, i biorąc pod uwagę, że okazałaby się spójna z rodzajem dwoistego klimatu, przesiąkającego sagę tego rodowodu, zacząłem dumać, czy mogą istnieć jakieś tradycje, z których taki pogląd mógłby wziąć początek. Wdając się w szczegóły, kilka zostało odkrytych.

Po pierwsze, pamiętajmy że ten rodowód wywiódł się z postaci, która równa się biblijnemu Kainowi. W pewnej rabinicznej nauce spotykamy się z bardzo interesującym poglądem, że Kain nie był synem Adama, lecz Samaela. Uznano, że kiedy Samael ukazał się Ewie jako wąż, uwiódł ją. Owocem tej unii był Kain. Samael był zaś upadłym aniołem, zasadniczo judaistycznym Lucyferem. Jeśli Merowingowie znali tą wersję historii (jak bez wątpienia było) i wierzyli w to, mogło to stanowić podstawę ich przypuszczalnego twierdzenia, że posiedli krew zarówno Chrystusa, jak i Lucyfera.

Alternatywna wersja sagi Kaina, po równi lucyferyczna w swoich konotacjach, mówi że był synem pierwszej żony Adama, Lilith. Była ona towarzyszką Boga przed zstąpieniem na Ziemię jako upadły anioł. Pełne detale jej historii są prawdopodobnie zbyt dobrze znane, aby je tutaj przytaczać, ale ciekawe, że obydwie alternatywne tradycje odnoszące się do rodzicielstwa Kaina zawierają rodowód lucyferycznych Nephilim. Ciekawy jest także fakt, że lilia jak wiadomo wzięła swoje imię od „Lilith”, zaś heraldyczne emblematyczne godło tego rodowodu to fleur-de-lys (powszechnie uznawany za symbol lilii). Czy ten symbol, widziany w tym kontekście, nie może być tak naprawdę „Kwiatem Lilith”?

Koneksja Lilith/Samael jest także istotna w odniesieniu do sagi Graala, tak dalece jak ta dwójka ma własnego syna, który zdaje się odgrywać kluczową rolę w całym micie: Asmodeusza. Nie tylko jest on dominującym obrazem (ukazanym odzwierciedlając Chrystusa) w Rennes-le-Chateau, odgrywa on też centralną rolę w budynku Świątyni Salomona, gmachu od którego Templariusze wzięli swoją nazwę. Powtarzanie się tej dziwnej postaci w tradycji Graala długo wprawiało obserwatorów w zakłopotanie, a jednak okazuje się, że zarówno on, jak i potomkowie Kaina mogli tak naprawdę dzielić pokrewnych przodków. W pewnych tradycjach jest nawet powiedziane, że Mojżesz wzywał właśnie Asmodeusza, aby rozdzielić Morze Czerwone, nie zaś Boga. Choć obrazowany jako demon lub diabelska postać, jego imię ujawnia, że mógł nie zawsze być tak postrzegany, gdyż Asmodeusz oznacza zwyczajnie Pana Boga (Ashma = Pan, i Deus = Bóg).

lilith
Lilith

Inna prawdopodobna idea lucyferycznego rodowodu mogła wziąć swój początek od Elohim, którzy w Biblii powiadają: „Uczyńmy człowieka na nasze podobieństwo.” Elohim są generalnie uważani za liczbę mnogą od Boga, lub za „bogów”. Ale powszechnie wierzy się, że oznaczają Nephilim, upadłe anioły znane jako Obserwatorzy z Księgi Enocha. Wierzy się, że słowo „Elohim” pochodzi od znacznie bardziej starożytnego babilońskiego słowa „Ellu” oznaczającego „Świetlistych”. Ta fraza ma wyraziście lucyferyczną konotację, ponieważ imię „Lucyfer” dosłownie oznacza „niosącego światło”. A potomkowie Kaina, którzy byli ubóstwianymi królami Sumerii, nosili tytuł „Ari”, zwrot który oznaczał także „Świetlistych”. Sumeryjski piktogram dla „Ari” to odwrócony pentagram, symbol z dawien dawna utożsamiany z Lucyferem. Zaś fraza „Świetliści” byłaby bardzo trafnym opisem potomków upadłych aniołów Enocha, którzy jak głoszono mieli włosy białe jak śnieg, blade oczy i bladą skórę, która zdawała się dosłownie świecić i napełniać pomieszczenie światłem.

Sumeryjscy Ari są prawie zawsze obrazowani jako noszący korony z rogami, a niektórzy z ich potomków mieli faktycznie posiadać rogi. Dla przykładu najbardziej słynny posąg Mojżesza (ten Michała Anioła) przedstawia go z rogami na czole, co nie jest całkiem niestosowne dla kogoś, kto może być spokrewniony z Asmodeuszem. Teologowie protestują, że to nie rogi, a zaledwie promienie światła. Ale nawet te sugerują lucyferyczny podtekst. Aleksander Wielki ogłosił się synem Boga, a on również miał posiadać rogi. Po dziś dzień jeśli zagadniesz ludzi na ulicach Iranu (pamiętających inwazję tak jakby miała miejsce w ubiegłym tygodniu), faktycznie powiedzą ci z całą powagą, że historycznym faktem jest, że Aleksander miał rogi, które zakrywał długimi włosami.

Podsumowując, odnotowujemy fakt, że Kain jak wydaje się zrodził własną tradycję, czego dowodzi dziwna gnostyczna sekta Kainitów. Podobnie jak Karpokracjusze, Kainici wierzyli, że nikt nie dostąpi zbawienia inaczej niż „odbywając podróż poprzez wszystko”. Epifaniusz opisuje ich jako grupę „konsekrującą… lubieżne lub nielegalne akty wobec różnych niebiańskich bytów” jako rodzaj sakramentu. Co ciekawe, wielu uczonych porównuje ich do… satanistów.

Stopień, w jakim Merowingowie znali te alternatywne tradycje jest niepewny. Jeszcze bardziej niepewne jest, czy wierzyli w nie, czy też nie, lecz wydaje się prawdopodobne, że wiedzieli o nich i traktowali je całkiem poważnie. Do dzisiejszego dnia, tarcza herbowa merowińskiego imperium, Stenay, nosi obraz Diabła. Zaś pierwotną nazwą Stenay było „Satanicum”.

Boyd Rice20 X. 2004
tłum. ktstrf

 

Przekaz z tybetańskich krypt

.:.

podpalić gwiazdy flag
spopielić mieszczański świat
kopać, drążyć, wykrajać
aż po zmarłych kości

żyć gorączkowo, suwerennie
i znakiem Kaina bez litości
szanować, kultywować
czym się prajaszczury odurzali
jaźni swe płomiennie poznawali

tako rzecze czarny kot:
trzodo wieczna!
trzodo w tył zwrot!

bo wasz komfort, w stagnacji trwanie
wasze konta bankowe, wikt i pasza
wasze hipermarketowe przystanie
strawi ogniem diabeł,

ogniem, co nasyca sam siebie
jedynym słusznym głodem

jego
Oko

23561644_2008059909427891_3653056122096703905_n.jpg
Ziarno przemiany iskrą świadomości. Próba sigilizacji wizji wężowego szwu rzeczywistości doznanego w psychodelicznym stanie umysłu.

 

Bystra krew płynie wbrew

Łaska Bogów, a raczej pewnego konkretnego, o którym pospólstwu mówić nie należy (a którego wysłannikami było Trzech Króli), może być rozpoznana po tym, że każdy dzień na nowo zachwyca, uczy i wynagradza, każdego dnia przybywa się w istnienie, to jest poszerza się zakres swojej świadomości. – k-wrzywąż

3

Zły Demiurg – kolaż Gertrudy v S. Ciężarek na szyi, zgryzota a nie źródło jaźni.

dździernik

Gorejący różaniec

Matko Boska Bolesna, łkamy ku Tobie iskrami z głodnych, żarliwych, zmęczonych oczu. Czy poczuł ból Ten, co świat począł? My z innego ojca rozkrzewiamy w sobie ziarno, a Wiedzą jego miano.

draśnięciegłębiej

nie dotykając rękoma tego, co poza, nigdy się nie pokaleczysz

wykonano 5 IX, poprawki 4 X

Processed with VSCO with m3 preset

Czy jeśli płatki Róży byłyby łuskami, Bóg zapłakałby nad człowiekiem ognistymi łzami?

Processed with VSCO with t1 preset

Autorzy. Według wskazań naukowych wysokofunkcjonujący autyści, transgresujący socjopatię. 93/93

4

Oto jest światło, oto jest studnia. Cień zza pleców jej szepnął, że z nienasycenia zrodzeni Nasyceni będą zbawieni.

Miejcie na uwadze nasi mili, ażebyście nie przekminili: nie ma to być wszystko żadna wyrocznia, a raczej od nich wszystkich odskocznia.

Wilcze łajno

IMG_20170930_165232
Nasz Pan Jezus zgrzybiony
jezusgrzyb
Nasz Pan Jezus przed zgrzybieniem
Processed with VSCO with  preset
144/233 =/= 8
Processed with VSCO with m3 preset
Xeper Xepera Xeperu
Processed with VSCO with c1 preset
93 decybele, a kysz dyabełe!

kolaże i fotografie – Gertruda von S, 30.IX.2017, obróbka – katastrof wrzywąż

Jaźni / Dem Selbst

zygota – zgryzota jaźni
okrążona promieniami neuronów
jak Czarne Słońce siewców zamętu
i przemiany rzuca chorobliwe światło
na odartą facjatę materii na manekiny
wegetujące wśród scenografii z tektury i gipsu

I dręczy mnie
majączące zatratą ja przebudzenie
w fabryce istot pod różnym ciśnieniem
i amperarzem przygniecionych, przyspawanych ziemskim Snem

K-VV

grzybowysabat
fot. nagłówka – GvS, fotomanipul. K.W.