Furtka

Opowiastka o walce z głodem narkotykowym

Do Monaru zawitałem 11 listopada, z nakazu sądowego na zmianę miejsca wykonywania dozoru, po rozstaniu z lubą, z którą godzinę przed wyjazdem skułem się klonazolamem i zjarałem maczanami ze świeżo odebranej paczki. Po przyjeździe okazało się, że mam 0,5 promila w wydychanym powietrzu, jako że chlałem dosyć tęgo przez kilka dni nazad. Wobec tego kazano mi przyjechać nazajutrz. Tygodniowy pobyt był znośny, nikt specjalnie nie truł mi dupska, poza naganami za jaranie samopas. Sytuacja się rozstrzygnęła wraz z decyzją kadry, że kontakt z lubą będę mógł uzyskać dopiero po 1.5 miesiąca pobytu. Uznałem, że wolę już siedzieć w kryminale i móc ją usłyszeć te 5 razy w miesiącu, nieświadomy, że niewiasta została zakluczona na 3 miesiące.

Siedzę w pociągu relacji Kraków – Warszawa po nocy spędzonej na dołku, po tym jak noc poprzednią usiłowałem spędzić w ćpuńsko-złodziejskiej melinie, która okazała się jednak zamknięta, wobec czego wybiłem okno i wpełzłem do środka, aby zobaczyć barłóg, metalowe pudełka pełne strzykawek z drzazgami i przedwieczne, bezużyteczne już resztki heroiny na przysmalonej łyżce. Rozluźniony niebezpiecznie ok. 10 mg alpry zasnąłem sobie smacznie po 2 nocach „przespanych” w deszczu na pustostanach; niestetyż latarką po oczach obudziła mnie frau milicjant.

zdj69

Zostałem zabrany na komisariat, a następnie na dołek . O 6-tej nad ranem obudził mnie agresywny jazgot współosadzonego, drącego ryja: „Ognia! Wy mnie kurwy nie zastraszycie!” etc. Po czasie spotulniał i był prostacko uprzejmy, a zamknięto go za przypierdolenie własnemu ojcu. Około 12-tej wezwano mnie po odbiór rzeczy, a w dalszym ciągu na komisariat celem złożenia zeznań odn. meliny bardziej niż mojego złamanego dozoru i przy czym okazało się, że koleś przewożony ze mną w kabarynie, miał przy sobie ręcznie napisane upoważnienie do zaopiekowania się tym mieszkaniem, wręczone mu w kryminalne od Marka Cz. Z obrzydzeniem komentował, co te ćpuny z tego mieszkania zrobiły i rzekł

– „samemu dać sobie w żyłę – no weź pan” i „co mnie tak szarpiecie, ja jestem człowiekiem a nie ćpunem”.

Następnie musiałem zaprowadzić 2 piesków do kościoła, w którym wyrzuciłem przemyślnie obrożę w nawie bocznej między ołtarzem, a ścianą, uprzednio odmówiwszy ze współ”wiernymi” sakramentalne „miej miłosierdzie dla nas i dla całego świata”. Panowie psowie skomentowali

– „dobry jest” – ale księżulkowi nie było do śmiechu.

34

Na melinie najpewniej zgubiłem telefon i plecak (choć ten drugi niewykluczone, że zawinęła mi pacjentka zapoznana w kolejce do psychiatry, która zaproponowała mi nocleg) z książkami. Wytrzymałość swą w trakcie 4 dni od opuszczenia Monare nadwyrężyłem do granic, o chlebie i piwie, i z czasem alprazolamie, wędrując od świtu do nocy pieszo, taszcząc kilkanaście książek na plecach. Monar opuściłem z uwagi na półtorej miesięczny zakaz kontaktu z lubą, która jak się poniewczasie dowiedziałem dobrowolnie poszła do psychiatryka na 3 miesiące, celem zasłużenia sobie na wyższą państfową rentę. Dają jej tam 4x dziennie zastrzyki antypsychotyczne w pośladki, od czego nie może siedzieć, plus klonazepam, a mimo to odpierdala hiksy-wiksy w rodzaju podziargania sobie ramion spinką do włosów współpacjentki.

Podłamałem się dowiedziawszy się od jej matki, że nie dane mi będzie jej ujrzećm dochodząc do wniosku, że lepiej było zostać w monare. Nie udało mi się dostać do pociągu Wwa – Stettin, celem emigracji do Rajchu, bo przychaczyła mnie nieuprzejma konduktorka. Bilet konduktorski do Krakau wszelako dał radę, z pomocą kamizelki Impel – ochrona, narzuconej na fleka i opowiastki, że wracam z pracy i okradli nasz konwój wobec czego wracam bez wypłaty/ gotówki, Po drodze spotkałem całe mnóstwo ludzi, a zaczęło się od podwózki do połowy dystansu między Wyszkowem, a Warszawą. Powiedziałem kolesiowi, za co dostałem wyroku, na co ten

-„co, też sobie lubisz przyjarać?”

Wyjął pokaźny pakiet zawierający jakąś szóstkę popału. „Zostaw mi tylko bubek i weź sobie resztę, żebyś dobrze mnie zapamiętał”. Usiadłem sobie przeto przy kawiarni za stacją benzynową i skręciłem blanta, nucąc pod nosem muzykę z mp3, bodajże „Kingdom of Heaven”. Jakoś po drugim skręcie ruszyłem łapać dalej stopa. Podbiłem do dwóch litewskich kierowców, przy czym z torby wypadło mi piwo i się spieniło, oblewając ich, a przy otwarciu strzeliło jak szampan. W odpowiedzi uzyskałem tylko

– „my dwóch w maszinu”.

Wróciłem pod kafejkę, zaszedłem do środka i zapytałem czy mogę sobie odpocząć i wypić browara na placu zabaw umieszczonym centralnie pod kamerą.

– „Ależ oczywiście, zawsze można znaleźć sobie furtkę”.

Za którymś razem, tuż przed świtem się udało i koleś podrzucił mnie na przedmieścia Wszawy. Po tym jaraniu poczułem stopniowo, że mogę osiągnąć nieomal wszystko, w tym np. odczytywać intencje napotkanych ludzi, albo dysponować radarem pozwalającym mi kroczyć obok milicjantów bez najmniejszych obaw, że zwrócę ich uwagę. Niestety wpadłem na idiotyczny pomysł i resztę tegesa skitrałem sobie w majty, skąd mi naturlich wypadły. Niestety nie udało mi się spamiętać wykręconych procesów myślowych następujących po paleniu, a byłby to materiał na osobną opowieść.

Nazajutrz opalając lufę raz po raz włóczyłem się po Krakowie, ale quasi-telepatyczne zdolności zniknęły, a pozostał spokój i głębokie zmęczenie. Tuż po przyjeździe do Krk zagadnąłem przydworcowego kloszarda o krzyże i wtajemniczyłem go zgrubsza w swoją sytuację, wobec czego ten zaproponował mi przysiąście na murku przy galerii krakowskiej i odpiłował mi obrożę kosą, pozostawiając lekką ranę.

Myślę, że to nic innego jak skwaszenie meliniarską wtopą, wizytą na psiarni i dołku przyczyniły się do mojej tymczasowej rezygnacji z planów emigracyjnych. Na stawienie czoła tej porażce mam 30 mg alpry, która wszelko wskutek scyborgizowania mojego organizmu działa na mnie ledwo odczuwalnie, tj. 9 mg jak onegdaj, w lepszych czasach 3 mg. I tak jednak doświadczyłem kompletnego zaniku fobii społecznej i bez obiekcji zaczepiałem ludzi prosząc ich o pomoc.

Czekało mnie nie lada zadanie, bowiem najpewniej w trakcie wybijania szyby poplamiłem recepty krwią, niemniej jednak dziarsko przystąpiłem do nagabywania klientów aptek, opowiadając, że jestem bezdomny i ciężko chory psychicznie etc. Po 2-gą paczkę zdążyłem fuksem przed pociągiem, żuląc po drodze od ludzi o co poczciwszej aparycji. Czuję żal, że opuściłem Krakau, mimo że i tak nie ujrzałbym w przeciągu 10 tygodni swej lubej, zapewne z uwagi na poczucie bliskości z tamtejszymi wykolejeńcami i banitami. Co chwilę napotykałem najstarszego pacjenta programu metadonowego, sączącego syrop od 15 lat.

Pewien starszy antykwariusz radził mi jednak kategorycznie, bym wracał i odsiedział swoje. Nigdy się nie dowiem, czy udałoby mi się na stopa dojechać do Niemiec, ani zwłaszcza poradzić tam sobie, choć z sępieniem grosza nie przewidywałbym większych problemów. Nie da się jednak ukryć, że jest koniec listopada i nieprzymierzając piździ po kościach.

Co się odwlecze, tym Djabła ucieszę.

A 3-miesięczną odsiadkę, o ile na tym się skończy, bo rzekomo grozi mi do 2 lat, powinienem przebimbać z palcem w tyłku. Jeśli zaś skończy się na 2 latach, nie wyhuśtam się bynajmniej, wierząc, że moja Sroka na mnie poczeka, z drugiej strony nie wiem jak przetrwam ten cement czasu bez syntetycznych kanabinoidów chociażby. A gdybym tylko przed powrotem miał pod dostatkiem jarania , rc-benzo i parę kartonów, uroiłoby mi się, że jestem pół czy ćwierć – bogiem i byłbym teraz gdzieś na granicy z Rajchem. To jednak nie Las Vegas tylko przykre, podłe Państfo Polskie, tak nam dopomóż buk, wśród poszarzałych od spalin murów, kałuż, krzywych płotów i monopolowych na każdym rogu, zaludnione hołotą manekinów, centusiów, konfidentów i szarych szarych ludzi o szarych szarych życiach przepełnionych samozadowoleniem i horyzontach sięgających nie dalej niż najbliższa galeria handlowa. Heilige!

Na koniec pragnę zaznaczyć, że wszystko powyższe jest fikcją literacką. Siedziałem sobie wygodnie w domciu w kapciach i jadłem babcine ciastka.

Advertisements

Ludzie wśród ruin

W przerwie między bardziej konstruktywnymi postami, postanawiam zaprezentować wam zdjęcia kulegi, który to od niepamięci ma w zwyczaju włóczęgi po pustostanach, tanie wino i fotografie. Wybiórcza selekcja co bardziej urokliwych fot. Żródło: industrialruins.cba.pl

Choroba, politoksykomania, zadawanie się z typami spod ciemnej gwiazdy i choróbska stają na przeszkodzie, ale jak tylko będziem w stanie, odwiedzimy lokalne pustostany i możecie spodziewać się pokrewnej dawki wizualnych tegesów.

amfi3 baszta3 baszta6 blachonew7 torre5 10991092_10203543381961921_4133400019370249677_n 10991324_10203543382001922_2296974965546027897_n