Raport z odwyku

Miejsce: Oddział Leczenia Zaburzeń Abstynencyjnych, Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Mit o OLZA IPiN jako najlepszym ośrodku odwykowym od benzodiazepin w Polsce w rzeczywistości znajduje oparcie wyłącznie na bezpieczeństwie i tempie ichniej metody zerowania z benzodiazepin (w moim przypadku 15 dni – schodziłem z 26 mg clonazepamu / dobę), opartej na algorytmie substytucji stosowanej przez pacjenta benzodiazepiny relanium lub tranxenem, monitorowaniu poziomu bda we krwi za pomocą częstych badań (w pierwszym tygodniu wyglądałem na gorzej pokłutego niż w niejednym ciągu opiatowym) i stopniowym (tj. dla większości nagłym i drastycznym) zmniejszaniu dawek w/w przy jednoczesnym wprowadzaniu narastających dawek przeciwdrgawkowych stabilizatorów nastroju (Convulex / Finlepsin).

Pełen czas trwania tego „najlepszego” z odwyków przewidziany jest jednak na 6 do 8 tygodni. Aby zaprawić pacjenta do życia bez bda 4-6 tygodniami zwarzywnienia wśród żółtych ścian, pod wpływem neuroleptyków? Czy aby nabić sobie kabzę, przyjmując za osobo-dobę ok. 250 zł?

Na oddziale nie ma żadnej formy psychoterapii, chyba że w odniesieniu do pacjentów „z branży” tj. alkoholików, którzy stanowią trzodę werbunkową do tutejszego Ośrodka Terapii Uzależnień, tzw. „Białego Domku”, gdzie w cokolwiek sekciarskiej atmosferze odbywają się mityngi AA.

W świetle tych wszystkich okoliczności, biorąc pod uwagę, że na zapchanym po brzegi oddziale kierownictwo zarabia ok. 10 tys. zł dziennie, kolega z sali zaczął układać biznesplan na hycla na podżabkowych pijaczków, którym w razie chęci wypisu wdrażany byłby haloperidol i postępowanie z paragrafu 23 zarazem, a łapani by byli w siatki na motyle lub węże. „I jakbym dzwonił do NFZ-tu to tylko bym śpiewał: „syp, syp, syp talary do kieszeni”.

Rozkład zajęć – 8:00 – śniadanie, 3 plastry najlichszej z „wędlin” lub jajko na twardo i kompot z bromem. Leki, po 13-tej obiad – gromada pacjentów pcha się jak owce do paszy. Leki, 17-ta – kolacja i 20 ta leki, ostatnia dawka „warzywek” z możliwością odłożenia sobie najmocniejszych na 22-gą. Obchody w tygodniu ok. godz. 10-tej. Jak się pan czuje? Jak pan spał? Następny. Z urozmaiceniami w przypadku pacjentów starających się o wypis, których czeka obcesowe zrównanie z ziemią i pogróżki, lub też w postaci węszenia woni tytoniu i zadawaniu pytania „kto na tej sali pali?” z wytrzeszczonym gestapowskim wzrokiem wędrującym po gębach. Być może jednak zbyt surowo oceniam p. ordynator, a jej oschłość granicząca z brakiem szacunku do bliźnich jest po prostu elementem jej zawodowego trybu działania, nakierowanego na poddanie szeregu organizmów określonej procedurze medycznej, a nie na wczuwaniu się w problemy pijaków i lekomanów. Faktem jest jednak, że i reszta personelu z reguły na prośby reaguje z wielką łaską, jeśli w ogóle, a lekarze „nie mają czasu”.

Z zaobserwowanych absurdów: faszerowanie pacjentów alkoholowych Triticco, które właściwie zaczyna działać po miesiącu stosowania, a że pobyt pijaków jest przewidziany na 10-11 dni, podaje się ten lek w celu oddziaływania jego skutkiem ubocznym tj. sennością, która potrafi zwalić z nóg. Inny: przetrzymywanie na siłę 80-letniej kobiety z demencją – za poparciem jej rodziny – oddział pełnił dla niej funkcję domu starców, aż w następstwie problematycznych zachowań jak próba zapalenia papierosa w gabinecie socjalnym, albo bicie sanitariusza butelką po głowie, w trakcie oczekiwania pod drzwiami wyjściowymi z bagażem na wypuszczenie – została mocno zwarzywniona, do tego stopnia, że zagrażało to jej życiu i ostatecznie została wywieziona z butlą tlenową przez pogotowie.

W pamięć mi też zapadła dytyramba p. ordynator wobec kolegi wnioskującego o wypis 15-tego dnia pobytu, włącznie ze wmawianiem mu, że jego kobieta jest na utrzymaniu jego rodziców, która to informacja została przez nią wymyślona, niemniej musiała go zbesztać jak uczniaka, aby podbudować swój wizerunek, ale i – chcąc nie chcąc – udzielić wypisu.

Mając w zamiarze skończyć odwyk przedplanowo, zastanawiałem się, czy przy odrzuceniu prośby o to również będzie mi zakutopalczo wmawiane, że „przerwany” w 5-tym tygodniu detoks jest w równym stopniu zmarnowanym czasem, co detoks przerwany przed wyzerowaniem, 15-tego dnia pobytu. Okazało się jednak, że z okazjonalną pomocą odrobiny sativy byłem zdolny przebyć prawie pełne 6 tygodni i zostałem zwolniony bez żadnych przeszkód, a wręcz z opinią, jakobym miał duże szanse na nie powracanie do nałogu, powściągniętą z przebiegu zerowania, w trakcie którego nie zgłaszałem żadnych skarg na samopoczucie. Zdaniem p. doktor to zasługa uspokajającego działania Convulexu, ja śmiem twierdzić że również hartu psychicznego nabytego poprzez wielokrotne nagłe odstawienia bda i ekspozycji na paranoidalne wtręty. Takowych w trakcie pobytu w szpitalu prawie nie uświadczyłem, poza wrażeniem dostępowania jakiegoś przedsionku do telepatii, a raczej spostrzegania w ludzkiej mimice, gestykulaturze i słowach jakichś kluczy umożliwiających wstęp do świata wewnętrznego danej osoby (cannabis).

Na oddziale występuje „całkowity ZAKAZ palenia tytoniu”, co znajduje podbudowę w wywieszonej na tablicy bzdurze głoszącej, że dwa nałogi rzuca się nie trudniej niż jeden. Personel (poza frau ordynator) przymyka jednak oko na woń tytoniu, świadomy że to walka z wiatrakami, skoro większa część pensjonariuszy i tak kurzy.

Przejawy zdrowego, młodzieńczego wigoru traktuje się tu jako nadpobudliwość, czy oznaki wskazujące na jakieś wydumane (jak borderline i chad, przypisywane durnie jednemu z pacjentów) odchyły psychiczne; pacjent taki podlega farmakologicznemu zwarzywnieniu.

– Gumą go. Gumą go! No tak, na dzień dobry.

– To przechodzimy na Ayurvedę, rzucam dzisiaj garami na peronkę i wołam o kroplówkę usuwająca z organizmu wszystkie metale ciężkie.

Nerwicowiec: – To dobrze, że cię widzę, bo jak cię widzę, to widzę, że jest dobrze.

– I ten wasz wielki biały orzeł, co w niczym nie pomoże, gdy w ruch pójdą w końcu zamiast słów pięści i noże (A.J.KS.)

O 6-tej obudziła mnie pielęgniarka na pobranie krwi. Zasypiając pomyślałem, że mogę mieć wysmarkane, bo benzodiazepin nie tykam i taaak – 0 jednostek, a wczoraj świeciłem im przekrwionymi oczami, gdzieś między stymulacją, a otępieniem. Tak czy inaczej to jedyna forma terapii, jaką dane mi było skończyć. Klefedron i klonazepam bye bye.

– Stojakiem do kroplówek jak włócznią Longinusa!

Advertisements

Felieton socjopatyczny lub dlaczego plwam na Polskę

“Odzyskaj swój umysł i wyrwij go z łap inżynierów społecznych, którzy usiłują zamienić cię we na wpół-usmażonego idiotę konsumującego cały ten śmieć, który zostaje wyprodukowany z kości umierającego świata.”

– Terence McKenna

W życiu (a)społecznego wykluczeńca, a żaden profil osobowościowy jak socjopatia / zespół aspergera i schizotypowe oraz psychotyczne zaburzenia osobowości (już nie daj boże pogłębione politoksykomanią), nie predysponują w takiej mierze do zostania punktem ogniskowym represyjności polskiego zaplutego – na poły materialistycznego, a na poły skatoliczonego społeczeństfa – zdarzają się sytuacje niezwykłe, dające wgląd w coś co określiłbym jako całościowy obraz tegoż społeczeństfa z naciskiem na aspekty nietolerancji, nieufności i lęku. Tak oto postanowiliśmy zilustrować obraz, jaki się wyłania z szeregu zebranych przez nas doświadczeń.

N. i G. od około 2 miesięcy utrzymują się z drobnych kradzieży produktów spożywczych, sprzedawanych następnie po połowie ceny. Na początku bywało bardziej drastycznie, gdyż N. po przyjeździe do grodu spotkał starego kamrata – złodzieja, który pokazał mu dostęp do kryształu – narkotyku o potencjale uzależniającym większym od heroiny, wsysającym w okamgnieniu i odbierającym resztki zdrowego rozsądku. W sytuacji, gdy G. zadzwoniła z pracy do N. z informacją, żeby nie pokazywał jej się na oczy bez następnej działki, N. zachował się tyleż brawurowo co idiotycznie, bo podał sobie ten cały rzekomy mefedron (Abraxas raczy wiedzieć co naprawdę wchodzi w skład tego specyfiku, w każdym razie zawiera składnik halucynogenny, który podziałał na N. jak robal na diabelskiej wędce), usiłował skraść jednego dnia alkohol na wartość ok. 1000 zł, niestety został wychwycony na monitoringu i skończyło się trzepaniem na komendzie. Od tamtej pory N. zwiedził zdecydowaną większość lokalnych komend. Przy czym pragnąłby zwrócić uwagę na skuteczność tzw. resocjalizacji w odniesieniu do osób z podwójną diagnozą (uzależnienie psychoaktywne ze współwystępującymi zaburzeniami / chorobami psychicznymi, a są to zaburzenia wczesnodziecięce i uprzednie względem nałogu), ale nie tylko. Po wyjściu na obrożę po pół roku na oddziale terapii od środków psychoaktywnych w Rawiczu N. poczynił pierwsze kroki na drodze, która przywiodła go do zostania złodziejem – i w tamtych okolicznościach alkoholikiem zarazem. Dalsze 4 miesiące odsiadki nie przyniosły żadnej korzyści, bo jaką korzyść można wyciągnąć z izolacji w warunkach uwłaczających godności ludzkiej i przebywania z patologicznym elementem społecznego marginesu.

Po opuszczeniu ZK w Hajnouce 27 marca b.r. próbował ze wszystkich sił uzyskać uczciwe źródło zatrudnienia, jednak z każdego miejsca zostawał przepędzony po kilku dniach (firmy zajmujące się zakładaniem ogrodów, stolarnia) i to obiektywnie rzecz biorąc nie z powodu niskiej wydajności w pracy, lecz z powodów osobistych, a ściśle rzecz biorąc niezrozumienia i wrogości wobec człowieka z wysokofunkcjonującym autyzmem. Do zostania złodziejem doprowadziły N. 3 czynniki: nałóg, wrogość ze strony społeczeństwa i marginalizacja z jego strony, brak wsparcia ze strony rodziny. Nie przeceniałbym tu wagi żadnego z poszczególnych czynników.

Niedawno N. podjął się pracy na magazynie odzieżowym, już na rozmowie kwalifikacyjnej informując szefa, że jest pacjentem programu suboxonowego, w zw. z czym nie może pracować w standardowych godzinach – od 7 do 17- musi bowiem codziennie od 7.15 do 16 pojawić się celem pobrania leku hamującego głód narkotyczny. Szef mimo to zdecydował się na zatrudnienie go. N. był rozradowany widząc, że spokojnie wyrabia się z wykonywaniem powierzonych obowiązków, i pod wpływem farmakologii na tyle rozluźniony, że wśród młodych współpracowników popełnił karygodny błąd zdradzenia na swój temat paru faktów, które powinien zachować w sferze tabu. W rezultacie narobiło się szumu wokół nowego pracownika i na drugi dzień szefuńcio podziękował mu; na pytanie, czy tu czasem nie chodzi o względy osobiste odpowiadając, że nie może udzielić odpowiedzi. N. wobec tego poczuł się potraktowany przez rzycie kolejny raz butem po twarzy, bowiem mocno zależało mu na tej pracy, zwłaszcza że z partnerką spodziewa się potkomka. Poczuł się jakby wśród ludzkiej / polskiej trzody, gdziekolwiek nie postara się o pozyskanie środków na życie, zawsze ale to zawsze znalazł się jakiś dupek – konfident, uniemożliwiający mu to; wypustka nadzorczego systemu. Odreagował to z kryształem, kalecząc się niby z przypadku. Rana okazała się na tyle szeroka, że jucha buchnęła na całą dłoń. Wymazał sobie runę Thurisaz na czole i rozebrany do pasa wszedł do kościoła, gdzie narysował odwrócony fyrfos pod czaszką ze skrzyżowanymi piszczelami i zaznaczył to plamą swojej krwi, podobnie czyniąc z ołtarzem. Być może w ten sposób ściągnął na siebie uwagę zarządcy porządku tego śfjata, gdyż wkrótce potem N. uległ szeregowi nieszczęsnych przypadków.

Otóż N. i G. stali się ofiarami perfidnej co się zowie kradzieży. Siedząc na schodkach przy placówce Monaru zostali zaczepieni przez siwego ekscentryka z bródką, który zapytał, czy może chmurę. W odpowiedzi posłyszawszy, że palimy tytoń, a nie sensi, zapytał czy chcemy zapalić trawy. N. na to naiwnie odparł tak. Przeszliśmy parę przecznic. Typ poprosił o 30 zł i po chwili wrócił z pakietem czegoś, co nie przyjrzawszy się z bliska mogło uchodzić za naturalne palenie. Usiedli na ławce przy ul. Dietla, lucyferyczny gość, który po drodze sprawiał wrażenie zachwyconego poznaniem ciekawych osobników – anarchistów nowego pokolenia i przedstawił się jako Szymon z Zespołu Dauna oraz zapraszał do siebie celem spalenia się i posłuchania dobrej muzyki, wymieszał zawartość pakietu ze sporą ilością tytoniu, co już powinno wzbudzić podejrzliwość N. Ten jednak, standardowo lekkomyślny, przyjął nabitą lufkę, nie przyglądając się zawartości i wziął głębokiego bucha, oddając lufę swojej połowicy. N. pluje sobie w brodę za tą czystą głupotę, bowiem palenie okazało się amnezyjnym dupalaczem, po którym mieli dziurę w pamięci i wrócili do domu bez plecaka z dokumentami, telefonu i pieniędzy. N. ma tylko pojedynczą kliszę w pamięci, jak typ macha mu na pożegnanie okręcając się diabelsko na nóżce. Być może zaprosił ich do siebie i być może wyszli po coś, w międzyczasie zapominając kompletnie wszystko, ale bardziej prawdopodobne, że była to celowa zagrywka i N. nie mieści się w głowie podłość tego człowieczka, jak również podłość producentów jarania z dupalaczy, które najwyraźniej faktycznie jest podlewane muchozolem czy innym ścierwem, bo żaden syntetyczny kannabinoid sam w sobie nie wywołuje takich efektów.

13096138_1756912694542615_3830790110774388302_n

Innym razem N. i G. wyczerpały się leki przyjmowane na diagnozę wspomnianą na wstępie, mianowicie alprazolam. Mimo, że doktor wg. etykiety na drzwiach przyjmuje do 19-tej, tego dnia z powodu braku pacjentów poszedł wcześniej do domu, a było lekko po 18-tej.
Skserowali dokumentację leczenia i za radą sekretarki podążyli na SOR, gdzie skierowano ich do całodobowej opieki lekarskiej z twierdzeniem, że lekarz pierwszego kontaktu ma obowiązek w takiej sytuacji wypisać receptę na jedno opakowanie, zwł. że nagłe odstawienie w/w leków prowadzi do zespołu abstynencyjnego, objawiającego się socjofobią, w porywach do objawów schizofrenii paranoidalnej. Lekarki rodzinne odmówiły wypisania recepty, uzasadniając to tym, że “zespół Aspergera jest chorobą przewlekłą”, na co N. je zrugał, mówiąc że pluje na “pani katolicką moralność, odmawiającą chorym i uzależnionym prawa do ulgi”. Jakiś miesiąc wcześniej przytrafiła się im podobna sytuacja – dyżurna psychiatra odmówiła wypisania recepty, twierdząc, że się spieszy do swojego bachora na komunię śfjętą. Na to usłyszała od G., że i tak jej córka zostanie służebnicą Diabła.

Tak pokątnie nadmienię, że N. za gówniarza był pełen naiwnego instynktu prawackiego. Gorąco pragnął zidentyfikowania z ponadosobową tożsamością narodową, czy etniczną. Wyleczyło go z tego skrajne sparzenie się postawą rodaków-robaków w UK, w wyniku którego mało co nie stracił oka i został bezdomny, a znalazł sobie akurat tuż przedtem dobrą fuchę. Te całe wykolejenie uniemożliwiło mu pozyskanie zawodu leśnika. W rezultacie wielostronnego wykolejenia stał się tym, co praworządny obywatel określa mianem degenerata.

W następstwie odeagowania frustracji i agresji wezbranej w N. w skutek zwolnienia z pracy, rozpoczął się *ostatni* 40-h ciąg na krysztale. W rezultacie tegoż, zmoknięcia na deszczu w środku nocy, jak również być może wieloletniej narkomanii, zwł. N. doprowadził do rozjebania sobie systemu immunologicznego i w wyniku nie zaleczenia zakażonego skaleczenia dostał infekcji ropnej, objawiającej się pojawianiem wrzodów ropnych na twarzy i nabieganiem nawet starych, zagojonych ran ropą, po wypłynięciu której zostały otwarte rany. W międzyczasie G. nabawiła się z winy N. stanu zapalnego dłoni po iniekcji, w trakcie której cienka żyła uległa przebiciu i wobec krwi wciąż pojawiającej się w kontrolce zastrzyk z zolpidemu został podany w całości. Obydwie przypadłości doprowadziły ich na SOR, gdzie N. usłyszał od lekarza, że “usiłował pan doprowadzić swój organizm do końca, ale się nie udało – kolejna szansa od Boga”. Przed opuszczeniem szpitala N. i G. stali się świadkami groteskowej sytuacji – na SOR został bowiem przewieziony starszy mężczyzna brutalnie pobity przez policję, który zadzwonił z policji na policję, zgłaszając uszkodzenie nosa, klatki piersiowej i czort raczy wiedzieć jeszcze czego. Siedział w kajdankach z zakrwawioną twarzą, pilnowany przez dwóch milicjantów.

tumblr_oadgkdtlzi1tm5ooho1_500

W następstwie odreagowania frustracji i agresji wezbranej w N. w skutek zwolnienia z pracy, rozpoczął się *ostatni* 40-h ciąg na krysztale. W rezultacie tegoż, zmoknięcia na deszczu w środku nocy, jak również być może wieloletniej narkomanii, zwł. N. doprowadził do rozjebania sobie systemu immunologicznego i w wyniku nie zaleczenia zakażonego skaleczenia dostał infekcji ropnej, objawiającej się pojawianiem wrzodów ropnych na twarzy i nabieganiem nawet starych, zagojonych ran ropą, po wypłynięciu której zostały otwarte rany. W międzyczasie G. nabawiła się z winy N. stanu zapalnego dłoni po iniekcji, w trakcie której cienka żyła uległa przebiciu i wobec krwi wciąż pojawiającej się w kontrolce zastrzyk z zolpidemu został podany w całości. Obydwie przypadłości doprowadziły ich na SOR, gdzie N. usłyszał od lekarza, że “usiłował pan doprowadzić swój organizm do końca, ale się nie udało – kolejna szansa od Boga”. Przed opuszczeniem szpitala N. i G. stali się świadkami groteskowej sytuacji – na SOR został bowiem przewieziony starszy mężczyzna brutalnie pobity przez policję, który zadzwonił z policji na policję, zgłaszając uszkodzenie nosa, klatki piersiowej i czort raczy wiedzieć jeszcze czego. Siedział w kajdankach z zakrwawioną twarzą, pilnowany przez dwóch milicjantów.

tumblr_mv9jtxmnaw1qe31lco1_500
Esencja polskosci einz

N. i G. wyszli stamtąd o 4-tej nad ranem z receptami na antybiotyki, których nie byliby w stanie wykupić, gdyby minionego wieczoru nie żebrali pod kościołem przy ul. św. Anny, gdzie zapoznali się z kolejnym charakterystycznym zjawiskiem dającym wgląd w obraz współczesnego społeczeństwa polskiego, mianowicie hierarchią sępów kościelnych. Okazuje się, że niektóre parafie przydzielają swego rodzaju licencje na żebranie, a wszystkie inne hieny są bezlitośnie przeganiane. Choć zaczepiła ich chytra babuszka, dopytując o to i owo i życząc powodzenia w zebraniu kasy; jednak gdy zobaczyła, że gromadzą znaczną część plonu, szczuła na nich żebraczą kuternogę, aby ich przegonił; “nie wiesz jak – kulą w łeb i po sprawie”. Za zgromadzone pieniądze udało im się wykupić antybiotyki, a za skrojone nazajutrz kawy dokonać kupna telefonu, paru tabletek i 2 centów metadonu na nieznośny ból dłoni G. Przed kupnem telefonu usiłowali kulturalnie i uprzejmie wyprosić przechodniów o pozwolenie na skorzystanie z telefonu na 2 minuty, celem umówienia się po realizację dogadanego geszeftu. Każdy po kolei im odmawiał, a było tych osób ok. 10 – N. zaczął się zastanawiać, czy swoim wyglądem wzbudza strach, w każdym razie jedyne uzasadnienia jakie uzyskali głosiły, że “nie ufamy ludziom i boimy się, że nie odzyskamy tego telefonu”. Na koniec N. zapytał brodacza siedzącego naprzeciw w tramwaju, po odmownej odpowiedzi pytając dlaczego? – Po prostu, proszę spytać kogoś innego. – Kiedy pytałem już 10 osób i każdy jak leci mi odmawia, czy ja mam wypisane jakieś zło na twarzy? – nie dam panu telefonu – jest pan tchórzem; po tym responsie jegomość nawet nie odważył spojrzeć mu się w oczy i siedział cicho jak myszka do końca podróży. N. naszedł pomysł, aby wyrwać mu jego cennego smartfonika z łap i wypierdolić go przez otwarte okno tramwaju, ale mogłoby to mieć nieciekawe konsekwencje, a N. ma już wystarczająco na pieńku z pokurwionym prawem tego państfa. G. siedząc przy tym tchórzu rzuciła głośno komentarz, że to są jebani materialiści i życzy im – a to nie jest złe życzenie – aby zaznali kiedyś biedy w życiu, bo to ich czegoś nauczy.

tumblr_o5f64nfmdx1tm5ooho1_1280
Esencja polskosci zwei, fot. Gertruda von Sroka

Gdzieś w tych dniach N. wracał samopas z Ronda Mogilskiego, gdzie udał się po odbiór gieta czystego palenia. W tramwaju standardowo próbował narysować taga, na co przypruł się do niego młody indyczek. N. wyprowadzony z równowagi groźbami wezwania policji powiedział, że nie spuści mu wpierdol tylko dlatego, że jest zjarany, na co ten odparł: “masz coś przy sobie? – możesz szybko skończyć na komendzie”. N. pokazał mu wydruk swojej grafiki, mówiąc: “szczujesz człowieka, który jest w stanie ujrzeć i zobrazować takie rzeczy” – “nie obchodzi mnie to” – “pozostawiam cię zatem w twoim okrojonym postrzeganiu, w którym dostrzegasz tylko wątły ułamek prawdziwej rzeczywistości” i wykonawszy gest strzelania palcem pożegnał się z wysiadającą parą. Zdążając z placu centralnego w kierunku swojego osiedla zauważył 4-osobową grupę dresów, wśród których dostrzegł złodzieja, z którym nawiązał znajomość nocą z 2 tyg. temu, gdy malował finezyjnego taga na trzech kontenerach. Zapytał go wtedy, czy nie ma mu się dorzucić do piwa. Typ wyjął otwartą kosę, gmerał w portfelu, z trzęsących się ze strachu dłoni wypadł mu nóż, zapalniczka i pięć złoty – nie zabieraj mi, to moja ostatnia piątka! Ostatecznie dorzucił się 84 grosze do piwa i chciał sprzedać N. swój telefon za 50 zł, choć warty więcej. Umówili się na następny wieczór, jednak pizda stchórzyła i się nie pojawiła. Widząc go z grupą znajomych N. zawołał za nim: “hej, czemu nie przyszedłeś, kupiłbym od ciebie ten telefon” – “a masz pięć dych” – nie – “no to o czym tu rozmowa”. Zaciągnęli go za sobą pod budynek szkoły, gdzie gadka-szmatka, N. powiedział, otwierając zapalniczką piwo, że za każdym razem podczas tej czynności krzywi się z bólu, po tym jak się skaleczył i wymazał sobie krwią twarz, przestraszywszy parę osób. Na to jeden z trepów się obruszył i z przestrachem i potępieniem zarazem wyzwał N. od psychopatów. Drugi wręczył mu 20 zł i wysłał do sklepu po papierosy. Jakie? – “najlepsze, viceroye 100tki”. Wróciwszy z czerwonymi wickami został rozpoznany jako nielokalny, bowiem kibole wisły (?) palą niebieskie viceroye. Wskutek tego rozległy się jakieś spruty w jego kierunku, wobec czego postanowił opuścić towarzystwo. Znajoma pizda pobiegła za nim i wyrwała mu plecak; zaczął się z nim szarpać – “nie będziesz mnie tu kroił kurwiu” – “chcesz to rozpierdolę ci batonem ryja, nie żartuję” – rzekł, wyciągając z tylnej kieszeni dżinsów pałkę teleskopową lub długą kosę sprężynową. N. mógł go wtedy zaatakować, a jego ziomale ujrzawszy, jak sprowadza go na chodnik i napierdala po kłach, mogliby stchórzyć, jednak po raz kolejny się nie przełamał, z obawy że tamtych trzech – stojących 10 m dalej przybiegnie i go przekopie. Cwel wyrwał mu hajs, z czego N. zdołał zachować 10 zł a tamten biegiem wrócił do swoich panów. Na odchodne zawołał, aby N. więcej nie pojawiał się w tej okolicy. Ma jednak inne plany, poszuka go i jak tylko dopadnie samego, nawet nóż czy pałka teleskopowa nie przeszkodzą mu w złojeniu mu jego psiej mordy.

1454745_1582832611950625_6504261095095061889_n

N. i G. nie mogą liczyć na żadne finansowe wsparcie ze strony rodziny, poza opłaceniem czynszu za pokój, pod warunkiem że w przeciągu niecałych 2 tygodni obydwoje znajdą pracę. N. przejadł się polskością, tym całym skatoliczałym-materialistycznym smrodem i brakiem poszanowania dla odmienności osób z zaburzeniami psychicznymi, ciężko doświadczonych przez życie. Jak tylko podpisze jakąkolwiek umowę, bierze chwilówkę na maksymalną kwotę i robią wypad – poprzez agencję pracy zagranicznej lub nie – do Norge, czy też ścieku multikulti – GB, aby tam wyuczyć się norweskiego. I tyle tu ich widzieli, bo w Polsce nie Europa, tylko żopa. o robacy – polacy. Na pohybel!

Katastrof, korekta i wtręty Gertrudy von Sroki

VVspólnota

Błogosławiona klątwa nakazująca przekraczać
Zapach poznany nozdrzami
totemiczych nam zwierząt
kotów, lisów, węży
Dwa pragnienia:
Miłość podług Woli
i jak spłatać siedem psot śmierci
W ryku co z serca przychodzi i prowadzi wskroś ciała
z rozlanej wspólnie krwi
Zawsze pielęgnuj, rozżarzaj tę ranę
w którą wlali nas by splątać
i polegli
bo skruszymy naczynie
i zjednoczymy się z Otchłanią

___

Gertruda und Jurgen

 

***

kocham cię w poniewierce igieł
które spoglądają oczami bandytów
wskroś twego czystego wzroku

nie plam już więcej
swoich spojrzeń na mnie
w moje źrenice

szlachetne od bólu

___

Gertruda

Prośba o nie uchylanie dozore lecz zmianę miejsca wykonywania dozore

Sąd Okręgowy w Białymstoku / XXIII Wydział Penitencjarny / M. Słodowskiej-Kurii 13 /15-933 Białystok

/Sygn. akt V Kow 4723/13/el/44/

Zwracam się z prośbą o zmianę miejsca wykonywania dozore elektronicznego z dotychczasowego w domu rodzinnym – Krupnioki 88  –na Niepubliczny Zakład Opieki Psychopatologii MONAR Ośrodek Terroru w Zaczerlanach, ponieważ po złamaniu regulaminu dozoru w Krupniokach zrozumiałem, że bez intensywnej terapii uzależnienia od narkotyków  będę mógł funkcjonować samodzielnie w społeczeństwie, a terapia w więzieniu jest siłą rzeczy mniej klawesyńska niż w Monarze. Sztuczna stymulacja poprzez morfinę może reprodukować przelotne, oceaniczne wrażenie jedności pokrewne prawdziwej radości. Lecz jak ilustruje epidemiologia nadużywania heroiny,opiaty są ersatzowym komfortem i pociągają jedynie duchowo i społecznie wykluczonych.

Photo0032

O tym, że naprawdę chcę i pragnę wyzwolić się z jarzma narkotykowego świadczą działania podejmowane przeze mnie na dozorze w Krupnikach, jak również terapia w Stowarzyszeniu Droga, Lemingowym Ośrodku SpierdolTerapii Etap. Podjąłem dwie próby pracy zarobkowej oraz leczenie w Poradni Leczenia Chorób Wątroby, oraz terapię prywatnie u frau doktorr magister meister Anny Giess. Nie zniżajcie się i nie niszczcie i zubożajcie swej przyjemności przez pominięcie najwyższej radości, świadomości Pokoju, która poprzedza zrozumienie. Odbyłem szereg rozmów kwalifikacyjnych do pracy i zarejestrowałem się w PUPie. Ponadto przedsięwziąłem starania o wznowienie studiów na Zamiejscowym Wydziale PsychoLeśnym Politechniki Białostockiej w Hajnówce (23 rok).

Photo0031

Przydarzyła mi się chwila odlotu – dałem sobie w kabel ekwiwalent 320 mg clonazepamu przez 2 dni, która wobec siły mego uzależnienia zarówno od opiatów, benzodiazepin, jak i alkoholu, będącego chorobą przewlekłą i narażającą chorego na nawroty przez całe jego życie, doprowadziła do złamania zasad dozoru w Krupniokach.  W końcu stwierdzono, że bardzo chorzy wysokofunkcjonujący autyści, niezbyt prosperujące ćpuny są pewni, że w trakcie terapii w Zaczerlanach otrzymają wsparcie, które pozwoli im na skuteczną walkę z samodzielnym myśleniem i psychochirurgiczne wyrugowanie własnej obelżywej tożsamości. Powiadam: na pohybel; Narzędzia kontroli wypadną wam ze stetryczałych dłoni.

Photo0036
Po próbach leczenia substytucyjnego i 6 miesiącach pobytu w Zakładzie w Rawiczu byłem przekonany, że posiadam silną determinację do dalszego życia w trzeźwości, jednak  czas skutecznie wystawił to przekonanie na próbę. Twoje psy gończe umkną ze skamleniem przed ognistymi hufcami transgresji. Obydwie moje terapeutki uważają, że pobyt w więzieniu nie przysłuży się pokonaniu nałogu, lecz prędzej praca psychoaktywna nad przestrojeniem jaźni. Na dzień rozprawy przedłożę opinię psychoterapeutki. Opiaty są są autystycznym połączeniem samotnego człowieka; opiaty są religią samotnych. Proszę Jaśnie Kurffa Wysoki Sąd o ostatnią szansę na odmianę swojego życia i postępowania, albowiem należy nieubłaganie żyć bez ćpania, sobą bycia i prób wyklucia się z jaja psyche.

Photo0037

Ze znieważaniem,

wyklucznik