wędrowcy~tułacze~zbiegi – Światu jest wszystko jedno

a2453044032_10

Równe kroki perkusji i oto “witaj nam jutrzenko” – zimne, gęste ciary. To materiał nierówny, ale nawet w swych nizinach niesmacznie wysoko ponadprzeciętny. Jak dla mnie polska płyta roku. Coś na miarę “Imperium” Arkony anno 2016. Post-nihilistyczne, bataille’owskie (w czem – zapewne nieskromnie – podejrzewam pokątną inspirację Ulvhela) zacięcie zdominowało cały materiał i jest to zacięcie istotowe, nie przejawiające się w gołosłownych, a górnolotnych deklaracjach, lecz ucieleśnione dźwiękiem i słowem. I tak baśniowej narracji rozmarzonych strun “wędrca” nie umniejsza, lecz kontrastowo uwypukla wzmianka o “czarnej dupie nocy”. Muzyczna nowatorskość “światu jest wszystko jedno” zasadza się na obecności trąbki, wspaniale odegranej przez niejakiego Ścierę; ale kompozytorska wybitność jest wszechobecna, choć być może tak ją określam przez koloryt, który nadają jej przenikliwe, poetyckie liryki. Przebojowość tego albumu sprawia, że ma się ochotę słuchać go raz po raz, do znudzenia, a o te niełatwo, przychodzi ono być może dopiero wraz z emocjonalną nadeksploatacją, a o tą każdemu niejednakowo łatwo/trudno. I w zasadzie podług ładunku i spektrum emocji powstających w konflikcie ze światem można by podzielić słuchaczy wędrowców, tułaczy, a zbiegów, acz ja się zarysu tego czy inszego podziału nie podejmę, bo po kiego grzyba. W “kanonady ducha grzmot” pojawia się lekko woniejący patos, a w każdym razie pycha. Grzech to nam nieobcy, prawda li? I w takiej samej mierze wespół z nadmierną, choć przenikliwą autokrytyką konstytuujący. Wspaniała, introwertyczna, bajońska wręcz refleksyjność “Przebijacza gór” płynie ku nam wraz ze śpiewem i szeptem. Piosenkarzy dwóch – Stawrogina i von Rittera – rozróżniam dopiero po zwróceniu uwagi na ich dwoistość, na tyle podobne mają głosy, w obu przypadkach szlachetne – rzadkością jest to wszelako, aby w muzyce jakkolwiek powiązanej z blek metalem można było komuś bez ocierania się o śmieszność przypisać takie miano; a tu można i ba, na wędrowców bez wahania oddałbym głos za 4,44 esemesym na poczet polskiej eurowizji. Całości dopełnia perkusja bezbłędnie odegrana przez mości Szturpaka. Nie uświadczyłem jeszcze bodaj na polskiej scenie płyty o takim poziomie intelektualnym, a patronat w tym aspekcie sprawuje znany poniekąd z łam onego pisma Gac. “Nieba błękit zakrwawiony / jucha gęsta leci z chmur / naród w końcu poświęcony / zmywa gówna cierpki smród” – to są wersy co nie lada, ukonstytuowane transgresją, a okraszone Muzyką co się zowie. Wzajemna uzupełnialność czystego tonu ducha i gęstej kupy, co leci z chmur mówią o byciu umiłowanym przez Diabła, a w przypadku autorów tego dzieła nie są to czcze słowa i zapewne ku pokrewnym jest ono adresowane. Czuję się tak niemile połechtany tym wszystkim i spędzonymi przy tej płycie porankami, a odczutymi przy niej ciarami, że aż po wypracowanej w pocie czoła wypłacie pozwolę sobie na zbytek zaopaczenia się w limitowany winyl wskroś devoted art propaganda. Zatem; do Djabła!

[bandcamp]

Advertisements

VVspólnota

Błogosławiona klątwa nakazująca przekraczać
Zapach poznany nozdrzami
totemiczych nam zwierząt
kotów, lisów, węży
Dwa pragnienia:
Miłość podług Woli
i jak spłatać siedem psot śmierci
W ryku co z serca przychodzi i prowadzi wskroś ciała
z rozlanej wspólnie krwi
Zawsze pielęgnuj, rozżarzaj tę ranę
w którą wlali nas by splątać
i polegli
bo skruszymy naczynie
i zjednoczymy się z Otchłanią

___

Gertruda und Jurgen

 

***

kocham cię w poniewierce igieł
które spoglądają oczami bandytów
wskroś twego czystego wzroku

nie plam już więcej
swoich spojrzeń na mnie
w moje źrenice

szlachetne od bólu

___

Gertruda

gawno osopiste

DZYEŃ’ DOBRY TU SYSTEM DOZORU ELEKTRONYCZNEGO DZWONIĘ ZRYĆ PANU BANIE – wysyczane sardonicznym tonem tuż po zastrzyku z 7 mg clonazolamu i zjaraniu się maczaną, pod psychodelicznym wrzutem LSD ze zdjęcia poniżej (zamieszczę je później, bo jest chwilowo na telefonie Persony, z którą się dziś pożegnałem).
Moje zachowanie i niedostosowanie społeczne są tyleż warunkowane przez Zespół Aspergera, co przez ciężki nałóg dożylny. W porównaniu do ludzi mam naturę kota. W pełni żyję i żyję swym naturalnym trybem tylko zmieniając psychoaktywnie stan świadomości. Na moim przykładzie, osoby chorej psychicznie i uzależnionej, ale zdolnej do wchodzenia w wyższe stany umysłu, uwidacznia się punkt ogniskowy represyjności polskiego społeczeństfa

Photo0075bFoto wygasłych już nieomal do zgonu popiołów z rozpalonego przez nas ogniska w opuszczonej ruderze, po całym dniu z głupoty i weltszmercu picia kradzionego alkoholu. W deszczu, a uprzednio przy ognisku świętojebliwych emerytów uprzątających górkę Św. Magdaleny, skąd się zmyliśmy po komendzie “opuśccie to święte miejsce (w międzyczasie rzucałem parokrotnie uwagę, że za naszych pradziadów taki ogień płonął by na szczycie, tam gdzie stoi kapliczka), a przed seksem w mroku naw w konfesjonale starego kościoła, oświetlonego tylko płomieniami świec,  gdzie było wszelako za ciasno. 


JARZMO TRZEŹWOŚCI i społecznej alienacji od jedynej, przy której oddycham pełną piersią.