Aleksandr Dugin – Ludzkie społeczeństwo po kryzysie: Piekło na ziemi poprzez szkła socjologii głębi

[To ostateczna wersja przekładu całości. Dokonałem korekty na uprzednio przełożonych fragmentach i usuwam posty z nimi. Namawiam do wykrzesania z siebie skupienia potrzebnego do lektury całości – wzbogaci. K/VV]

Socjologia głębi

Konkretne (fenomenologicznie rzecz biorąc) społeczeństwo zawsze składa się z dwóch części – nadziemnej i podziemnej. Nadziemna część jest tym, co normalnie nazywamy terminem „społeczeństwa”, co oznacza sferę racjonalnej aktywności, gdzie przeważa logos (λόγος). To domena rzeczy „codziennych”. Część podziemna jest ciemną, podwodną wyspą nieświadomości zbiorowej, regionem nocy społecznej (nokturnu), gdzie włada mit  (μύθος).

Przez pewien czas, progresywistyczna nauka wierzyła, że te dwie części są położone w porządku diachronicznym. W czasach starożytnych (wśród ludów „prymitywnych”, nieszczęsnych „rezydentów” czasów starożytnych) mit miał pierwszyznę dominacji.  Ale progres cywilizacji stopniowo wyparł mitologiczny ład i zastąpił go porządkiem opartym na logosie. Społeczność, lub Gemeinschaft, zostaje zastąpione przez społeczeństwo lub Gesellschaft (F. Tönnies). Lecz to optymistyczne wyniesienie nie przetrwało długo. Podczas gdy ślepa wiara w rzekomy postęp władała niemal niekwestionowalnie w Zachodniej Europie XVIII-XIX wieku, podświadomość, gdzie dominują wieczne i niezmienne prawa mitu, została odkryta na początku XX wieku.

Opracowania Junga rozwinęły teorię Freuda i ustanowiły nową topologię ludzkiej psychologii. Freud już pokazał, że w dodatku do „Ja” („ego”) aktywnie działa w człowieku niewidzialne i represjonowane „To” (niemieckie „es”, łacińskie „id”). Jung udowodnił, że podwalina tego „To” jest zakorzeniona w specjalnej rzeczywistości wspólnej wszystkim ludziom. Zbiorowa nieświadomość jest jedna dla wszystkich.

Zwolennik Junga, francuski socjolog G. Durand, opierając się na jungowskiej teorii zbiorowej nieświadomości i jej archetypów, dopełnił psychoanalityczną topologię tą socjologiczną, kładąc fundamenty pod „socjologię głębin”, „głęboką socjologię” lub „socjologię wyobraźni”. Zatem druga, podziemna cześć społeczeństwa, w sercu której spoczywa mit, została odkryta, przestudiowana i opatrzona opisem.

Zwykli socjolodzy tacy jak Weber, Sombart, Durkheim, Moss, Sorokin itd., częściej opisywali nadziemne, dzienne społeczeństwo i jego właściwości, tj. socjalny logos. Z drugiej strony socjolodzy głębin, tacy jak G. Durand czy M. Maffessoli, zaangażowali się w eksplorację społecznych mitów, rozwijając rodzaj socjologii mitu.

Studium międzypołączeniowości (interconnectedness) pomiędzy dwoma głównymi poziomami topologii, tj. między logosem, a mitem, już na pierwszym etapie pogrzebało koncept racjonalności i pojęcie „postępu”. Według G. Duranda, okazuje się, że ostatnie nie są niczym innym niż racjonalizacją mitu Prometeusza. Następnym krokiem było odkrycie samego Logosu, jako że osiowe przeznaczenie kultury zachodnio-europejskiej (od Platona poprzez Kartezjusza po pozytywizm) było szczególną edycją mitu („wzrastającego mitu” w teorii G. Bachelarda lub „reżimu codzienności”, „le diurne” w teorii Duranda). Jest to odkrycie głębokiej socjologii (socjologii wyobraźni) oparte na strukturalizmie C. Leviego-Straussa, historii religii (H. Corben, M. Eliade), psychoanalizie (C.G. Jung), refleksologii (M. Bekhterev), współczesnej fizyce i matematyce (R. Tohm, V. Pauli etc.). Ujawniło to kompletnie nowy widok esencji, zawartości, znaczenia, natury i jakości procesów społecznych. Klasyczna socjologia, która wykryła, że niezliczone porażki logosu w społeczeństwie (dla przykładu, zasada „heterotelii”– socjologicznego prawa, które twierdzi, że procesy społeczne prawie zawsze osiągają cele inne, niż te, w które są wymierzone na początku, wywracając w ten sposób logikę przyczynowo-skutkową, w którą ojcowie założycielscy socjologii – pozytywista Kant i Durkheim – tak zawzięcie wierzyli) w świetle głębokiej socjologii formują zwarty i semantycznie kompletny system.

Ogromny materiał metodologiczny i dokumentacyjny zebrany przez socjologów klasycznych zaczął być interpretowany w całkowicie odmienny sposób.

Zatem wraz z końcem XX wieku, ustanowiona została „dwu-poziomowa socjologia”, w której badania nad logosem społecznym zostały sparalelowane badaniami „społecznego podziemia” („społecznego lochu”) i „mitu społecznego”. Innymi słowy, odkryto „społeczną nieświadomość”.

screen_shot_2017-06-11_at_20.01.42.png

Społeczny logos

Poprzez swój zawód socjolog jest wzywany do patrzenia ponad „opinią publiczną”, „wspólnymi ideami” i „wspólnym sensem”, tj. tymi ideami, które krążą wśród mas w ich „większości” i tworzą zrąb „konwencjonalnej mądrości”. „Opinia publiczna” nigdy nie odbija całego obrazu. Jej naturalne miejsce jest położone w przestrzeni pomiędzy prawdą naukową, a tym co jest czystą chimerą, lub niczym. Nawet Platon w Republice zdefiniował „opinię” (δόξα) jako pokazywanie nam czegoś, ukrywając w tym samym czasie przed nami coś innego, we wszystkich przypadkach ujawniając nam nie to, co leży na powierzchni przekazu, lecz gdzieś indziej, zatem zawsze nas oszukując. Bardziej bezpośredni amerykańscy eksperci spekulacji finansowych i giełd sformułowali to samo prawo w surowszy sposób: „większość zawsze się myli”.

W analizowaniu „opinii”, socjologowie wyprowadzają z takowych  na wpół zamanifestowane i na poły ukryte prawdy, a w ten sposób wyjaśniają mechanizm i – z kolei – semantyczną strukturę kłamstw (ciszę, eufemizmy, projekcje, przestawienia i inne tropy retoryczne). Zatem to suma wyodrębnionych naukowych prawd, wykładni i etiologii błędnych przekonań i kłamstw – zawartości logosu społecznego – stanowi obiekt klasycznej socjologii.

Pesymizm klasycznych socjologów: Logos na progu katastrofy

Większość głównych rekonstrukcji („wielkich teorii”) klasycznych socjologów zostało naznaczonych przez niepokojącą naturę procesów społecznych XX w. Sama idea „postępu”, która stała się czymś przyjętym w „opinii publicznej”, została w pewnym momencie rozpoznana jako eufemizm zaprojektowany aby odpędzić przeczucia nieuchronnie zbliżającej się katastrofy.

Większość socjologów, a zwłaszcza Pitirim Sorokin, jednomyślnie kładli nacisk na hedonistyczną, materialistyczną i zmysłową naturę współczesnej cywilizacji Zachodu, zaś ta jakość coraz głębiej wpływała na „społeczny logos” na przestrzeni XX w. Materialne wartości, wiążące ze sobą „obsesję ekonomii”, poszukiwanie egoistycznej, materialnej wolności i przyjemności, wyszły na przód i podkopały, przeżarły strukturę racjonalnej organizacji społecznej. Niemal wszyscy socjologowie przeczuwali, że społecznemu logosowi Zachodu i – wszystkich cywilizacji świata pod decydującym jego wpływem – w ten czy inny sposób zagraża klęska.

To uczucie zintensyfikowało się szczególnie w erze postmodernistycznej, gdy wielu zaczęło mówić o „społeczeństwie spektaklu” (G. Debord), „władzy symulakrów” (J. Baudrillard), lub o „końcu historii” (F. Fukuyama). Zaiste, Fukuyama mówił o „społeczeństwie szczelin”, wzmagającym „fragmentację więzi społecznych”, itp. Logos społeczny zdezintegrował się przed naszymi własnymi oczami, przemieniając się w coś innego, ustalonego tylko z wielką trudnością i wymagającego nowych metod socjologicznych dla zrozumienia i wyjaśnienia.

Niektórzy, tacy jak Castells, bojaźliwie sugerowali, że logos nie umiera, lecz jako sieć przemieszcza się w stronę nowej formy istnienia. Ale to nie zabrzmiało i nie brzmi zbyt przekonująco. W każdym razie, począwszy od końca XX w., klasyczne społeczeństwo stało na progu – jak to mówią optymiści – fundamentalnej, jakościowej przemiany, lub – jak podejrzewali pesymiści (tacy jak Spengler) – upadku.

noc

Moment społeczny poprzez oczy socjologów głębi: Osuwanie się w noc

Bardziej jeszcze zaalarmowani przemęczeniem współczesności są socjologowie głębi, którzy z zasady wierzyli, że ponowne oszacowanie logosu z perspektywy mitu równa się katastrofie, która z definicji i od samego początku jest pełna napięcia od upadku i kolosalnej inflacji logosu. Nie będąc oponentami logosu, wskazują oni tylko, że gigantyczny wysiłek ponownego oszacowania połowy społeczeństwa (dziennej połowy) wiąże się z pełną napięcia możliwością nagłego regresu i upadku w przeciwstawną skrajność, regiony nieświadomości, z brakiem jakichkolwiek stanów ułatwiających, czy też pośrednich. Słusznie rozpoznali, że europejskie totalitaryzmy XX wieku były tak nagłym zrzutem ku mitowi, tj. reżim nazistowski (ze swoim „Mitem XX wieku”, który wprawdzie jest raczej bladą i żałosną parodią mitu samego w sobie) oraz ZSRR ze swoją chiliastyczną próbą zbudowania „raju na ziemi” (diachroniczny-trynitarny mit Joachima de Flory przeskoczony przez Hegla, a zwłaszcza rosyjski, kultowy mesjanizm).

Jednak inflacja logosu nie zaprzestała rosnąć wraz ze zwycięstwem nad faszyzmem, ani po końcu komunizmu. W latach 90-tych powstała tymczasowa iluzja, że logos społeczny w końcu znalazł swoją ostateczną inkarnację w liberalno-demokratycznym paradygmacie amerykańskim (stąd globalizm i „koniec historii”), który miałby trwać wiecznie (jak to amerykańskie neokonserwy próbowały ustanowić z „Projektem Nowego Amerykańskiego Wieku” i teoriami o „dobrotliwej hegemonii” oraz „dobrotliwym imperium”). W pierwszej dekadzie XXI wieku wszystko to stawało się coraz bardziej wątpliwe. Kiedy uderzył kryzys finansowy roku 2009, a czarny demokrata Barack Obama doszedł do władzy w USA, stało się wyraźne, że poprzedzająca runda nie była ustanowieniem „nowego porządku światowego”, ale ostateczną agonią Zachodnio-centrycznego logosu.

Z punktu widzenia socjologów głębi, w zasięgu ręki była kolizja dwu mitów, które przez trzy wieki działały w „podziemiu” społeczeństw Europy Zachodniej (jak i tych, które znalazły się pod ich wpływem).

Era nowożytna i Oświecenie odzwierciedliły powstanie mitu Prometeusza, który zainspirował zarówno racjonalistów, jak romantyków, ludzi dnia i poetów nocy. Olbrzym, spryciarz, oszust bogów (noc), Prometeusz, działający jako Faust i Lucyfer, przynosi ludziom ogień i wiedzę (dzień). Schelling, Hugo, Hegel, Marks oraz zarówno liberałowie, jak  socjaliści, zostali zainspirowani przez mit Prometeusza. Nawet w faszyzmie, poprzez nietzscheańskie szkła „Nadczłowieka” i Wagneryzm, Prometeusz odnalazł osobliwą ekspresję.

Ale z końcem XIX w., Prometeusz zaczął ustępować mitowi Dionizjusza. Emanując z dekadenckich salonów, spenetrował kulturę, a następnie stał się głównym mitem ludzi zaangażowanych w media (i z reguły odszczepieńców, pijaków, ludzi perwersyjnych i narkomanów, jak trafnie zanotował Durand), kino, a później telewizję, intelektualistów i artystów – typowych ludzi nocy w praktycznie wszystkich społeczeństwach. Stopniowo przepełnione indywitualistyczno-hedonistycznym stylem „dziennikarzy”, zadawnionych sceptyków i przeciwników wszelkiej racjonalnej organizacji (wrogów logosu społecznego), społeczeństwo stało się społeczeństwem rozrywki i zadowolenia, „społeczeństwem spektaklu”.

Dionizjusz zastąpił Prometeusza, koniec mitu którego jest opisany w zdumiewającej, ironicznej książce Andre Gide’a, Prometeusz źle spętany. Ale i sam Dionizjusz stopniowo stracił urok, rozmach i energię, tak jak dekadenckie perwersje elity, niosąc coś stylistycznie atrakcyjnego, zamieniły się w odrażający smród gnijących mas, osuwających się w noc. Plebejskie parady gejowskie odwróciły wyrafinowaną atmosferę salonów Oscara Wilde’go, solarne obłąkanie Arthura Rambo i poetyczną gestykulację Apollo Kuzmina w plebejski kicz (jeszcze kolejny przykład znaczenia sformułowania „nie rzucaj pereł przed wieprze”). Mit Dionizusza z kolei osiągnął punkt nasycenia i stał się jednym ze źródeł świeżości stojącego, stymfalijskiego bagna.

Cykl kultury zachodniej dotarł do kresu. Postmodernizm ze swoimi epifenomenami jest przekonującym zobrazowaniem tego.

W każdym razie socjologowie głębi oczekują nowego mitu (być może żywiąc nadzieję, że będzie to zrównoważony i integracyjny mit Hermesa – tak jak grupa Eranos, w którą włączali się Jung, Eliade, Bachelard, Corben, Dumezil, Scholem i Durand), ale przejrzyśnie dostrzegają, że europejski logos wkrótce ma się ostatecznie osunąć w noc. Mówiąc wprost, wydaje mi się raczej wątpliwe, aby ci wspaniali ludzie, neo-Hermetycy, mieli zdołać powstrzymać to, co upada, czy w mniejszym stopniu przesunąć ten upadek.

Topologia Junga

Poprzedzające obserwacje były konieczne, abyśmy dotarli do głównego tematu, tj. naszej próby pojęcia tego, co czeka ludzkość, gdy postmoderna w końcu dotrze do swojego, a logos społeczny ostatecznie przepadnie w nocy mitu. Innymi słowy, jesteśmy zainteresowani rekonstrukcją rysunku nieuchronnie zbliżającego się socjologicznego obrazu, uwzględniającego te strukturalne, semantyczne znaczenia, które musimy (lub nie) przetrwać (lub nie). Na podstawie socjologicznej rekonstrukcji klasycznych i nie-klasycznych teorii, możemy skontruować różne modele przyszłości, opierając się na psychoanalitycznej topologii Junga, którego pochłaniał los człowieka i który próbował tak bezstronnie, jak to możliwe, opisać pełnię ludzkiego czynnika w jego różnych wymiarach i na różnych etapach. Zanim „namalujemy” „socjologię Apokalipsy” „pędzlem Junga”, przypomnijmy główne parametry jego topologii.

Według Junga, ludzkie istnienie jest złożonym systemem składającym się z kilku obszarów, z których główne to „ego”, „persona”, „anima/animus”, „cień” i Selbst („jaźń”). W imię kompletności dodajmy freudowskie „superego”.

drako
C.G. Jung – Das Rote Buch

Moje „Ja” i moja maska

Człowiek jest uznawany za racjonalną jednostkę, nazywającą się „Ja”. W psychoanalizie ta funkcja jest oznaczana łacińskim terminem „ego”, którego właściwościami są intelekt, zdolność do operacji umysłowych, posiadanie struktur logicznych (lub „proktologicznych” jak w wielu tzw. plemionach i u „dzikusów”), zdolność do autorefleksji i wyraźnego oddzielenia siebie („ego”) od zewnętrznego świata, „innych” i „innego.”

Uogólniony logos społeczny to zbiorowa projekcja „ego”, którą Freud nazywał „superego” i „super-ja”. „Ego” zawsze koreluje z „superego”, które zaś daje początek systemowi norm społecznych i determinuje zatem znaczną część bycia „ja”.

W odniesieniu do innych społecznych „ja” i zebranego logosu społecznego (superego), ego działa jako persona, osobowość lub maska. Istnieje szczelina pomiędzy ego, a osobowością, która składa się z „ego”, mającego inny wymiar, odwrócony w siebie, odróżniający je od osobowości lub „persony” poprzez zupełnie wyczerpującą funkcję socjologiczną. Ego ma psychikę, podczas gdy persona jej nie posiada (takowa jest starannie ukryta i ignorowana). Psychika ego ujawnia się tylko wtedy, gdy persona zaczyna się zachowywać lub czuć niewłaściwie w społeczeństwie lub wobec superego, danego jako standard w moralności i w regułach myślenia (choroba umysłowa).

„Ja” zazwyczaj ukazuje się samotne w wyniku odbicia logosu na fizycznej oddzielności ludzkiego ciała. Ale Jung podkreśla, że to niekonieczne. Deformacja struktur logicznych, obniżenie poziomu umysłowego (abaissement du niveau mental) lub po prostu śnienie może łatwo rozmyć pojedynczość „ja”, jego tożsamość i rozproszyć w różne frakcje „alter-ego”. W pewnych przypadkach psychozy, objawia się to poprzez głosy, widzenie, a nawet poprzez wizje siebie samego. W niektórych przypadkach, różne „ego” mogą ukształtować całkiem stabilną formę tożsamości (jak w Dr. Jekyllu i Mr. Hyde Stevensona).

„Ja” Junga nie jest stałe raz na zawsze, lecz różnorakie. Czasem Jung mówi o ego jako jednej z części złożonej psychiki obok innych „kompleksów”.

Kraina zbiorowej nieświadomości i Jaźń

Wewnątrz „ego” zaczyna się przestrzeń psychiki, zawierająca różne warstwy, niektóre bardzo bliskie „ego” (takie jak pamięć, subiektywne oszacowanie działań i „inwazja” z poniżej) oraz te dalsze od niego, takie jak nieświadomość.

Freud nazywał nieświadomość „ed” albo „id.” Sam ograniczał nieświadomość do indywidualnych uczuć i instynktów ukształtowanych jako reguła w trakcie okresu niemowlęcego, a nawet prenatalnego. W słynnym śnie Junga z 1909 roku, w którym podróżował przez Atlantyk okrętem wraz ze swoim nauczycielem, ujrzał że w nieświadomości jest nawet głębszy poziom, który przestaje być indywidualny i staje się zbiorowy. Kraina zbiorowej nieświadomości jest centrum skonceptualizowanej topologii Junga.

Według Junga zbiorowa nieświadomość jest jest jedna dla wszystkich, a powściągana jest poprzez wieczne mity i archetypy. Tą zbiorową nieświadomość wyjaśnia się stałymi osnowami pewnych snów (wielkich snów), mitów, historii, opowieści ludowych, wizji religijnych i prac artystycznych. Ta należycie postrzegana, integrowana, obejmowana, przyjęta i święcie wywyższona zbiorowa nieświadomość skierowana jest powyżej, ku światłu na powierzchni tego, co w języku Junga oznacza Selbst lub „jaźń.”

Animus/anima i mroczny bliźniak

Ponadto, pomiędzy ego, a zbiorową nieświadomością istnieją dwie z głównych pośredniczących instancji: animus/anima (dusza którą Jung dzieli pod kątem płci) oraz „cień” (umbra, Die Schatten).

Animus/anima (jak Serafit i Serafita Balzaca) jest obrazem zbiorowej nieświadomości ukazującym się w czystej postaci w męskim lub kobiecym ego. W trakcie swoich badań (do których zaliczają się studia klinicze), Jung zanotował, że mężczyźni stale wyobrażają „nieświadome” („es” i „id”) jako kobiece (stąd „anima”, kobieca dusza), podczas gdy kobiety wyobrażają sobie to jako męskie (skąd „animus”, dusza męska). Kuszące by było w języku rosyjskim zastosowanie pokrewnych słów dusha („dusza”) i dukh („duch”), mają one jednak stale odmienne znaczenie (jakkolwiek ktoś mógłby zapytać: czy którekolwiek z nich ma dzisiaj jeszcze jakiekolwiek znaczenie?).

Jest również „cień” przedstawiający mrocznego bliźniaka ego, składającego się z negatywnych produktów dialogu pomiędzy ego, a zbiorową nieświadomością. Codzienny umysł spycha to wszystko, tłamsi, cenzuruje i nie poznaje impulsów powstających w nieświadomych głębinach, podrabiając „cień”, ukształtowując jego strukturę na swego rodzaju „anty-personę” (symetrycznie przeciwstawną personie). Diabeł jest uogólnioną formą cienia.

Indywiduacja jako realizacja Selbst

Ogromnie ważny w pracach Junga jest temat „indywiduacji”. „Indywiduacja jet harmonijnym, zba-lansowanym, przyrastającym i wyważonym przeniesieniem struktur zbiorowej nieświadomości aż do poziomu logosu.” Właściwie zorientowane ludzkie życie jest realizacją jaźni, Selbst, tj. indywidu-acją. Tylko w tym przypadku, ego służy zadaniu wypuszczenia tego, co spoczywa na poziomie mitu ku krainie logosu.

Jung wyjaśnił stosunek między danymi instancjami w swojej topologii, omówił niuanse, wytłuma-czył szczegóły i rozwiązał puzzle ich dialektycznych relacji.  Wyznaczył dialektykę tej struktury na swoich pacjentach i na dziełach sztuki, doktrynach religijnych, teoriach filozoficznych, słynnych biografiach oraz na przesądach przeciętnych obywateli. Praktycznie całość jego kreatywnej pracy była temu poświęcona.

65008ea9e0720898664d0dea9b3dd092
C. G. Jung – Das Rote Buch

Socjologia wyobraźni

Zastosowanie jungowskiej topologii do społeczeństwa (z pewnymi dodatkami) podporządkowane jest socjologii głębi lub socjologii wyobraźni, rozwiniętej głównie przez R.Bastide’a i G.Duranda. Logos społeczny („publiczna świadomość” Durkheima) jest zgeneralizowanym ego (superego). Na drugim skraju jest zbiorowa nieświadomość (lub społeczna nieświadomość). Pomiędzy nimi zaś jest ludzkie ego, stawiające czoła społeczeństwu swoją osobowością (persona) oraz zbiorowej nieświadomości (nocna kraina mitu) poprzez swoją psychikę i jej postaci (anima, animus i cień).

Pomiędzy świadomością zbiorową, a nieświadomością zbiorową istnieje dynamika, tak dalece jak rezonują pewne zagadnienia i są homologiczne, podczas gdy w pewnych przypadkach popadają w niezgodę i konflikt.

Wynika to z kinetyki społecznej (włączając mobilność) i głębokiej treści procesów społecznych. Jednostka lub człowiek jest punktem w tej złożonej dwustopniowej dialektyce nocy i dnia, codzien-nego i nokturnalnego.

Trójpodzielny model topologii społecznej Pitirima Sorokina, który rozróżnia pomiędzy trzema ty-pami społeczeństw i struktur społecznych (ideową, idealistyczną i zmysłową) na bazie czysto heu-restycznego podejścia, uzyskuje pewien grunt w trzech archetypowych strukturach Duranda – „heroicznej”, „cyklicznej” i „mistycznej”, które są dokładnym mitologicznym homologiem socjologicznych konstruktów Sorokina. Szkoła Duranda, the Center for Reaserch on the Imaginary (Centrum Badań Teoretycznych – dop. tłum.), przez 50 lat swojego istnienia wyprodukowała ogromną ilość hermeneutycznej pracy nad „mito-analizowaniem” systemów socjologicznych i „mito-krytycyzmem” prac literackich lub zapisów historycznych.

sniac
C.G. Jung – Das Rote Buch

Śniąc świat

Przejdźmy teraz do kryzysu ekonomicznego. Powyżej powiedzieliśmy, że bardzo prawdopobnym jest to, że obecny kryzys finansowy jest wyrazem znacznie głębszego procesu, tj. upadku logosu społecznego, rozmytego lub przesyconego momentami zmysłowymi (a la Sorokin), czy też dionizyj-skiego mitu, który został przejęty przez wahadełkowe masy (a la Durand). W systemie Junga pro-ces ten może być ujrzany jako „obniżenie poziomu umysłowego (abaissement du niveau mental). Przypuśćmy, że logiczne struktury ego i superego miały się skruszyć na progu krytycznym – co jest bardzo możliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę obserwacje społeczeństwa rosyjskiego, które gwałtownie zdegradowao się w sensie intelektualnym i moralnym, jak również procesy zachodzące w zachodniej kulturze i polityce. W takim razie, powinniśmy się spodziewać, że ludzkość runie głową naprzód w reżim nocy.

W jungowskiej topologii, oznacza to, że nie zstąpiliśmy ku zbiorowej nieświadomości. To nie jest po prostu nihilizm. Sam koncept niczego, lub nihil, przynależy do struktur logicznych zdolnych do abs-trakcyjnej reprezentacji czystej negatywności w kontraście do czystej obecności. Ale tak dalece jak logika jest osłabiona, krystalicznie czysta nicość logicznego nihilizmu ukazuje się nam nie jako pu-sta, lecz przepełniona nieuchwytnymi znaczeniami, obrazkami bez związku i zaaranżowanymi nie-harmonijnie kakofonicznymi dźwiękami. Nihilizm nocy jest pełen dźwięków, kolorów i kształtów, ale tylko ze stanowiska dnia. To jest nicość.

Zaczniemy dostrzegać odliczone poniżej punkty krytyczne w ciemności. Koniec końców, zawsze są obiekty ciemniejsze od innych. To tu dotarliśmy do jungowskiej wersji post-kryzysowej futurologii.

Logos społeczny upadł. Pomimo tego, że z sukcesem pokonał wszystkich swoich logicznych i ideologicznych współzawodników (teokrację, monarchię, faszyzm i komunizm), liberalizm jeszcze nie zmierzył się z ciężarem logosu społecznego, tj. zdany sam na siebie jest niezdolny do obrony ładu dnia wobec nocy zaciągającej z każdej strony, jak z wnętrza. Ostatnią taką próbą była imperialna przygoda amerykańskich neokonserwatystów. W międzyczasie, poprzednie logoi są zostawione beznadziejnie odrzucone i załamane.

Dzienny charakter liberalizmu jest relatywny. Być może wygrał dokładnie dlatego, że proponował najłagodniejszy rodzaj ładu, najmniej natrętny logos, najbardziej kompromisowy i tolerancyjny in-strument dziennej represji nokturnalnej nieświadomości. Ale teraz został siłą rzeczy pozostawiony sam na sam w twarz z chaosem – dokładnie tym samym chaosem, na którym polegał wcześniej.

Jeśli obecny kryzys ekonomiczny (dla cywilizacji liberalnej ekonomia jest substytutem ładu i logo-su) okaże się być ostatnim, wtedy nastąpi fundamentalne „obniżenie poziomu umysłowego ludzko-ści”. Świat pogrąży się we śnie.

Tylko jaki będzie to sen?

Nowi aktorzy post-antropologii

Złomowanie „ego” i „superego”, ich przewrót w ciemną mgłę psychozy prowadzi do pojawienia się na przodzie nowych aktorów. Ci aktorzy nie będą ani klasami (jak w komunizmie), ani rasami (jak w Narodowym Socjalizmie), ani nawet jednostkami (jak w liberalizmie) – wszystkie te ideologie społeczne zostały założone na specyficznych systemach logicznych i pararelnie do nich, na mitach, których struktura jest raczej zauważalnie nokturnalna. Ci aktorzy będą kształtami nieświadomości pozostałej z epoki świetlistej dominacji logosu.

Główne figury w relacji pomiędzy ego, a nieświadomością, uzyskają autonomię i staną się substytutem ego. Ludzkość będzie słyszała „głosy”.

Fakt, że ego człowieka współczesnego stanie się dynamiczne, różnorakie, gro-podobne i przypadkowe, może być już dostrzeżony wszędzie – w ciągłych zmianach zawodów, przeprowadzkach (no-wy nomadyzm), zmianie płci, nick-name’ów, pokazywaniu się sobowtórów i klonów (wpierw w literaturze, filmach i grach komputerowych, ale jutro w praktyce). Stanie się to oklepane, jako że życie uzyska bardziej ironiczną, gro-podobną naturę. Cykl zaniknie gdy rodziny, partnerzy, przyjaciele, kraje i zawody będą zmieniane z prędkością kalejdoskopową. Ludzie coraz częściej będą zmieniać płeć, a operacje do tego prowadzące staną się czymś niejednorazowym – ktoś jest kobietą, ma dość, staje się mężczyzną, wtedy ponownie kobietą itd. Ale w pewnym momencie – z trudem to dostrzeżemy – sam czynnik indywidualnej tożsamości zaniknie, a zasada wolności przeżre rdzą „totaliarne kajdanki” indywidualności. W człowieku zostaną odkryte oddzielne komponenty atomu – elektrony, protony, kwarki, a wszystkie zażądają dla siebie „nowych wolności” (jak belgijski pisarz Jean Ray przewidywał w swojej The Hand of Götz von Berlichingen.

W tym momencie ujrzymy serie bardzo interesujących zjawisk i nadejść, które zdefiniują panoramę krajobrazu post-antropologicznego.

drako2
C.G. Jung – Das Rote Buch

Nadejście cienia

„Cień” będzie jednym z głównych aktorów „jungowskiej Apokalipsy”. Fantazje o żyjących cieniach (w baśniach Andersena i bajkach ludowych) to słynna opowieść, powtarzalnie przejawiająca się w literaturze, teatrze i operze. „Cień” jest synonimem diabła, a my możemy dodać, że to ten obraz koincyduje z rozległymi i różnorakimi opisami Antychrysta czy „nadejścia Szatana”. Perspektywa Junga różni się od religijnych, czy teologicznych zapatrywań na ten temat, w którym bada on figurę diabła – w duchu „Apocatastasis” Orygena Adamantiusza – jako relatywnie negatywną.

Według Junga w „diable-cieniu” akumuluje się wszystko, co było zaniechane przez ego na kursie nie sukcesywnej indywiduacji, tj. w trakcie translacji zbiorowej nieświadomości i jej archetypów w sfe-rze logosu. Zatem, diabeł nie jest niezależny ani pierwotny, ale jedynie symbolizuje totalność ludz-kich porażek i następstw tarcia z „superego”, które z kolei jest związane nie tylez indywidualnymi błędami, co z dysonansem i konfliktem społecznego logosu (włączając w to aspekty religijne i moralne) z mitologicznym kompleksem spoczywającym pod fundamentami społeczeństwa. Cień to przegrana Selbst. Koniec końców, diabeł był onegdaj aniołem światła, który upadł…

Cień, który ujawni się w bliskiej przyszłości niekoniecznie musi być postrzegany jedynie jako „dia-beł” religii chrześcijańskiej. W pojęciach społecznych i psychoanalitycznych, będzie to po prostu „rezydent”, jakiś rodzaj surogatu lub znikającego „ja”, a w obliczu niezróżnicowanej zbiorowej nie-świadomości, ta postać będzie raczej niczym „posiłek zbawienny”, który, co odnosi się do jego iden-tyfikacji, będzie wyżej niż mitologiczny chaos pływający daleko w dole. Zatem „cień”, jako obraz zachowany ze straconego „ego”, będzie stanowił dla post-ludzkości rodzaj pokusy. Cień nie będzie działał jako wróg ludzkości (zwłaszcza skoro ludzie w tym czasie ustąpią post-ludziom). Raczej bę-dzie działał jako wróg niezróżnicowanej otchłani nierozróżnialnych snów.

Czym będzie ten „cień” w swoim nadejściu? Jest to ciężkie do wyobrażenia, skoro społeczny krajobraz znacząco się zmieni. Upadek logosu nie zatrzyma nauki, czy precyzyjniej – technologii, stąd rozwiązanie indywiduum może być siłą inercji połączone z kontynuacją procesu technologicznego. Tak więc cień nadejdzie w świcie maszyn i urządzeń. Ale nie będzie to pojedyncza ludzka istota, ani ich grupa. Będzie to coś przypominającego chmurę, mgłę, myślącą nebulę, mogącą przyjmować różne tożsamości, imiona i typy. Te obrazy będą cokolwiek niewyraźne, jakby pokryte mgłą. Cień raczej niż w formie potworów pokaże się w postaci wspomnień i ociężałych, gęstych snów.

To jest jeden biegun.

Operacja Alraune

Kolejną postacią jungowskiej Apokalipsy będzie bezcielesna żeńska anima. Nie będzie to ludzka kobieta, ale kobiecość w swoim zbiorowym, widmowym aspekcie.

Warto tu bardziej szczegółowo zatrzymać się nad ideą animy w pracach Junga. Jego anima nie jest obrazem kobiety opartym na zwierzęcym instynkcie, ani pożądliwej obserwacji płci kobiecej, ani nawet na pamięci genetycznej freudyzmu, czy współczesnej psychologii materialistycznej. To kreacja czysto męskiego ego, które poprzez animę nadaje strukturę zarówno samemu sobie i relacjom z wewnętrznym innym (będącym tym samym), postępując do projekcji tej relacji na zewnątrz na inne i samego siebie wewnątrz ram formy – to kobieta w sensie socjalno-płciowym.

Męskie ego nie wie nic o kobiecym, i nie chce ani nie może niczego o nim wiedzieć. Zaledwie projektuje żyjący obraz, w którym odwołuje się doń zbiorowa nieświadomość  („es”), na otaczającą materię socjo-biologiczną. Wewnętrzna anima i zewnętrzna kobieta są dla męskiego ego (logosu) dokładnie jednym i tym samym. Anima jest prymarna, a to, co nie idzie w parze z animą w kobiecie jest albo niedostrzegane, odrzucane, cenzurowane, albo nienawidzone przez męskie ego. Wszystko to psychoanalitycy zaobserwowali w milionach przykładów.

Jeśli męska anima jest przyciągana przez postać Meluzyny (zamieszkującą wodę kobietę-wróżkę-rybę z ogonem i bez genitaliów), zatem mezalians w zewnętrznej kobiecie, w odniesieniu do tego standardu będzie przedstawiony jako ich wina, a nie wina obrazu (w którym po prawdzie nie ma nic patologicznego – koniec końców, jest to harmonicznie i ściśle wplecione w święty leksykon wspaniałych snów).

Paralelne badanie zostało przeprowadzone przez Leviego-Straussa nad strukturą związku. W mitach wielu plemion amerykańskich, jak również innych ludów Afryki i Melanezji, albo – szerzej –całego świata – powracający jest motyw „należytej skali małżeństwa”. Aby pokazać, co jest właściwe, mit pokazuje, co takim nie jest.  Są niezliczone, stałe motywy dotyczące zaślubin ze zwierzętami (Masha i niedźwiedź etc.), demonów z aniołami, obiektami, potworami i tak dalej. Są one także krewnymi związków, co oznacza, że ego wykolebało się zbyt daleko wskroś horyzontów nieświadomości i – jako reguła – legendy ostrzegają, że nic dobrego z tego nie wynika.

Nadmierna bliskość związku jest przedstawiana przez kazirodztwo, tabu, które leży u serca wszystkich znanych struktur społecznych, z najrzadszymi wyjątkami (tj. zaratusztrianizm, który legalizował kazirodztwo, a nawet wyjął spod prawa; albo w praktyce żydowskich sekt sabbatycznch w Turcji – patrz M. Maffesoli). W odniesieniu do animy, oznacza to, że ego zbliżyło się zanadto do zbiorowej nieświadomości, co jest pełne napięcia rozpadu, albo mogłoby w miejsce takowego wprowadzić własne „egotystyczne” projekcje, prowadzące do bezpłodności albo generacji potworów, tj. do spłynięcia w krainę cienia. Cień jest totalnością tych tabu, których przekroczenie kusiło człowieka.

I tu powstaje pytanie: skąd nadeszło męskie ego? Różni socjologowie, filozofowie i psycholodzy oferowali różne odpowiedzi. Marksistowski socjolog Bourdieu, dla przykładu­, wierzy że płeć jest czysto społecznym zjawiskiem, tj. że ego wyłącznie przez społeczeństwo zostaje ufundowane z męską jakością – dyktaturę „superego” – a w praktyce poprzez edukację i strukturyzowanie relacji rodzinnych. Według Bourdieu, jeśli chłopiec zostaje wychowany i jest traktowany jako dziewczynka, będzie dziewczynką, a jego ego i persona będą w pełni opierzone żeńsko w osobowości. Na tym jest oparta współczesna „tolerancja płciowa” i zachodnia interpretacja praw człowieka, w której człowiek (jak zaręczył klasyk liberalizmu, Locke) jest tabula rasa, na której społeczeństwo pisze cokolwiek chce. Marks również tak myślał.

W każdym razie może zostać przyjęte, że to nie od płci duszy (anima-animus) zależy, czy ego jest męskie, czy żeńskie, ale przeciwnie – płeć duszy poprzez logikę konwersacji determinuje tożsamość płciową ego. Anima prowadzi do ego będącego męskim, w celu uczynienia procesu indywiduacji harmonicznym, tj. jego nadejścia w światło logosu. I odwrotnie, animus ekstrapoluje siebie w regionie logicznym poprzez żeńskie ego w celu wyćwiczenia całej, samej indywiduacji. Zauważmy, że wszystkie te rozważania dotyczą tylko teorii Junga, według której dusza ma płeć.

W każdym razie, pojęcie szczególnej auotonomii duszy nasyconej płcią pozwala nam zwizualizować postać Animy, którą prawdopodobnie spotkamy na kursie globalnego kryzysu finansowego. Ta kobiecość „bez kobiet” lub „osobno od kobiet” może równie dobrze ukazać się poprzez serię archetypów, które diachronicznie lub synchronicznie zamanifestują się w postaci gigantycznych figur kobiecych, mrocznych, ohydnych i starych kobiet, wróżek, Ondyn, nimf i salamander, albo w postaci żeńskich żywiołów takich jak woda i ziemia. Plastikowa fantazja gnijącego logosu społecznego ustępuje postaciom technicznym lub wirtualnym. Jednakże jest nieistotne, czy te postaci Animy ukażą się poprzez dysfunkcję w procesie klonowania, czy też jako rezultat rozwoju wizualnych iluzji na totalitarnym ekranie. Najważniejsza w tym nie jest technologia fenomenu Animy, lecz jego filozoficzne znaczenie. Logos społeczny w ostatnim wieku był przeważająco męski. W rozkładzie wypluje ostateczną żeńską fanazję zupełnie jak, według legend, nasienie wydalone przez wisielca wydaje z siebie mandragorę lub Alraune (patrz cudowna nowela Hannsa Heinza Ewersa, Alraune).

Kiedy myślimy o kobiecości bez kobiet, chcemy podkreślić to, jak anima jest powiązana z męskim ego, a to oznacza że post-antropologiczny obszar animy będzie prawdopodobnie powiązany z zanikiem mężczyzn i ich tonącym „ja” prędzej niż kobiet, które z logicznego punktu widzenia, zostaną relegowane do specyficznej niszy egzystencjalnej. Powinniśmy teraz rozważyć jakiego rodzaju to będzie nisza.

Animus

Jeśli anima jest produktem czysto męskiego ego, wtedy animus jest produktem czysto żeńskiego. Mężczyzna, który ustanawia kobiecy sen, i.e. męska forma „es”, nigdy nie istniał i nie istnieje. To nie męskie ego, lecz coś całkiem innego. Czarujący książę, szlachetny rycerz, bohater – kobieta daje im życie i zapełnia nimi kulturę. Kobieta stworzyła mężczyznę. W dosłownym sensie, urodziła go. Figuratywnie, wynalazła go. Mężczyzna został pomyślany przez kobietę w trzech formach – jako niemowlę, bohater i stary, mądry nauczyciel. Są to trzy instancje nieświadomości. Puer luden, homunkuls, Liliput, bawiące i śmiejące się dziecko – są to oznaki nieświadomości, które żeńskie ego jest zdolne objąć, zrozumieć i ogarnąć. Heroiczny mąż jest nieświadomym, w formie poprzez którą egzystencjalna bitwa może zostać stoczona na stawkę ich istnienia (skoro prawdziwi mężczyźni, którzy by na to zasługiwali zwyczajnie nie istnieją). Ostatecznie, starszy nauczyciel jest nieświadomym w postaci śmierci, która pojmuje dynamikę kobiecego ego i zamraża je w lodzie wieczności. Tacy mężczyźni żyją tylko w psychice kobiet i stąd ukazuję się w dziełach sztuki. Utalentowani sfeminizowani artyści odczytują cienkie fałdy kobiecych snów i sprowadzają je w kulturę. I tylko tam, jako wzory, przybierają swoje męskie ego, totalnie odmienne w strukturze i stylu, dostosowujące się do norm społecznych, dyktatury „superego” i uzyskują status persony.

Osłabienie nacisku kultury prowadzi do mężczyzn zamieniających się w to, co widzimy dziś dookoła siebie, od czego kobiece ego odwraca się w obrzydzeniu. To dzisiejsze zasmarkane, wrzaskliwe dzieciaki, wieprze, paskudni (w najlepszym razie), tchórzliwi i chciwi mężczyźni, oraz starzy i niemili, którzy przez całe życie zgromadzili tylko waśnie i złe nawyki. Społeczne projekcje żeńskiego ducha wcześniej utkały ze sobą obrazy heroicznych mężów i ustanowiły takowe jako standard. Kiedy ta praca została osłabiona w segmencie logosu społecznego, za który były odpowiedzialne żeńskie osobowości w erze patriarchatu, wtedy wszystko się zachwiało. Pozostały tylko dziwne i niechluje istoty o nie-tradycjonalnych orientacjach – świry i nudziarze. Patriarchat był produktem ekstrapolacji żeńskiej fantazji.

Zatem kim będzie Animus bez mężczyzn? Będzie to produkt ostatecznego uwolnienia kobiecej energii, solarny bohater, „nadczłowiek” – niewinny jak dziecko, okrutny jak mężczyzna i mądry jak starzec. Żeński dialog z nieświadomością przyniesie ostatni wolej energii erotycznej w latającej, złotej figurze. Będzie ona efemeryczna i szybko się rozpłynie, jako że w danej absencji ładu społecznego (na powierzchni którego pozostałości będą pływać wg upodobań policji drogowej, która z łatwością przetrwa zanik sensu i logiki w rzeczach), Animus nie będzie miał nic, poprzez co mógłby zabezpieczyć swoją wolę mocy. Będzie to przebłyskiem absolutnego świtu metafizycznego „faszyzmu”, który pojawi się na horyzoncie tylko po to, by rozpuścić się w błysku w nadciągającej nocy.

Jednakże kto wie, można nawet chwilowa kontemplacja narodzin i zniknięcia Animusa będzie spektaklem, który w iluzoryczny sposób, zaspokoi wielkie kobiece oczekiwania.

Radykalny Podmiot

Jeszcze jedna postać zajmie swoje miejsce w post-kryzysowej (anty)utopii. Tym razem ta osobistość nie pochodzi z arsenału jungowskiej topologii, lecz z post-filozoficznych instytucji „nowej metafizyki”. Jest to to Radykalny Podmiot opisany schematycznie w moich książkach Filozofia Tradycjonalizmu, Post-Filozofia oraz Radykalny Podmiot i jego Bliźniak.” Nie będąc postacią Jungowską, może być mimo to opisany pojęciami „jungowskiej Apokalipsy.”

Radykalny Podmiot jest urzeczywistnieniem porywu archetypów zbiorowej nieświadomości w światło dnia, wraz z modelem odbiegającym od tego ze społecznego i kulturalnego logosu, co zdominowało cykl znanej ludzkiej cywilizacji. Radykalny Podmiot to alternatywny logos (albo dokładniej, logos potencjalnie niosący liczbę logoi), dzielący z dotychczas znanym logosem jego dzienną naturę, ale na inny sposób należący do zbiorowej nieświadomości i mitologicznych fundamentów społeczeństwa (kultury, cywilizacji). W porównaniu do tego, geneza uprzedniego (starego) logosu z mitu była wątpliwa od samego początku, jeśli nie fatalnie błędna.

Z filozoficznego punktu widzenia, teoria najbliższa temu modelowi do heidegerrowska „Ereignis”, którą rozwinął od 1936 do 1944 roku.

Radykalny Podmiot jest zdolny do indywiduacji pod wszelkimi warunkami, tak dalece jak operuje logosem nie jako faktycznym stanem rzeczy, ale logosem jako potencjalnością, i.e. w sferze, która leży pomiędzy zbiorową nieświadomością (mitem), a jej koncentracją nad rzeczywistością logosu – zanim ta koncentracja staje się nieodwracalna.

Jest to rozpuszczony logos, proto-logos. Radykalny Podmiot jest realizacją Selbst w jej bezwarunkowej postaci, wolnej od wszelkich okoliczności, zaś psyche nie bierze udziału w takiej realizacji, skoro zajmujemy się (według Junga i Otta) tajemniczymi horyzontami ducha w czystej postaci, poza wodami psychicznymi, rodzajem „suchej ścieżki.”

jung1
C.G. Jung – Das Rote Buch

Ostateczna kompozycja

Pisarz Mamleev raz napisał w tytule jednej ze swoich powieści: „Jesteśmy gotowi na Drugie Nadejście”. To prawda.

Jaka będzie kombinacja obszarów post-antropologii?

Teoretycznie, i według formalnych symetryczności, będą cztery dynamiczne post-tożsamości, które są relatywnie autonomiczne – cień, anima, animus i Radykalny Podmiot. Można przypuścić, że „cień-diabeł” będzie probówał poszerzyć swoje pole to maksymalnego dostępnego stopnia, i.e. wbrew animie, animusowi i Radykalnemu Podmiotowi.

Tak jak nastąpi podwojenie Radykalnego Podmiotu, i.e. ustanowienie jego diabolicznego symulakra – co próbowałem opisać w swojej książce „Radykalny Podmiot i jego Bliźniak”, w której poprzez „bliźniaka” mamy na myśli dokładnie to, do czego Jung odnosił się jako do „cienia”, tylko że w apokaliptycznej i socjologicznej perspektywie, którą teraz egzaminujemy – cień makrokosmosu, nie zaś mikro-psychologii. Aby podsumować tą książkę w jednej frazie: odróżnienie Radykalnego Podmiotu od jego bliźniaka będzie ciężki, co spoczywa w metafizycznym nerwie całego dramatu świata (świat został stworzony w świetle telosu tej ostatecznej roztropności).

Walencyjność związku pomiędzy cieniem, a Radykalnym Podmiotem pośród innych rzeczy użyczy cieniowi wartość metafizyczną, a z tego inercyjna pozostałość rozproszonego logosu zamieni to w „społecznie” znaczącą postać. Tutaj nawiasem mówiąc całkiem celny jest teologiczny model rozumienia diabła, który w odróżnieniu od psychologicznego pragmatyzmu Junga (i jego zaufaniu Gnostykom) formuje w odniesieniu do tego charakteru jego właściwe proporcje reakcji, walki i przelotu (jeśli w takim miejscu ktokolwiek wciąż się „namyśla”, zatem ich umysł nie jest już zwyczajnie ich, ale znika zupełnie jak dym).

Złoty Animus, wychodząc z peryferiów żeńskiego horyzontu w blasku absolutnego (nigdy uprzednio) faszyzmu, nie będzie miał prawdopodobnie żadnej relacji z Animą, lub cieniem. Cień jest mu niedostępny, jako że w nim żeńskie ego jest uwalniane od siebie, jego własnego grzechu, jego własnego cienia. Kobiece ego jest cieniem. Ale czym zatem jest męskie ego? Być może tylko nieporozumieniem? Nie jest jeszcze jasne jak Radykalny Podmiot odnosi się do bezcielesnego Animusa. I czy to kiedykolwiek będzie miało jakieś znaczenie?

Teraz cień zdecydowanie próbuje pochwycić płynną Animę, włączyć ją w swoją strukturę, być może poprzez inercję pamięci. Jak wiedzą współcześni fizycy, nawet substancje materialne mają pamięć. Cień ujrzy post-antropologiczną symetrię z jej kobiecym ego znikającym donikąd.

Jeszcze inny, piąty element będzie w tle. Może być on opisany tylko jako „powrót starożytnych bogów” (sformułowanie Heideggera), powstanie zbiorowej nieświadomości lub piekła w jego formie etymologicznej, jako niewidzialne (Hades) staje się widzialnym (ideą, formą). W absencji tłumiącego logosu wszystkie mity powstaną razem bez jakiejkolwiek diachronicznej kontroli i bez ładu (Ordnung). Chrześcijańska świadomość może również zostać do tego bezpiecznie odniesiona, tak jak żąda tego religia. W sensie moralnym, ściśle religijnym, pokusa nie powinna mieć żadnej siły ani moc nad ocalonym człowiekiem, jeśli zło w jednej chwili nie przyjmie wieloznacznych cech, które tworzą duchowy i moralny wybór – jako że rozpoznanie duchów jest naprawdę heroicznym wyzwaniem i wielkim wyczynem – i nie biorącym siebie za gwarant, jak społeczno-kulturalna banalność. Kiedy zło przychodzi pod postacią zła, nie jest takie trudne do odrzucenia. Kiedy nadchodzi jako coś niezrozumiałego i przytłaczającego jednocześnie, wtedy zajęcie surowej pozycji jest znacznie trudniejsze. Takie jest krzepkie i efektywne zło.

Czy to nastąpi?

Koniecznie tak, skoro z jednej ręki, taki scenariusz w ogólnikach został spisany w świętych tekstach ludzkości, podczas gdy z drugiej współczesna socjologia, badania kulturalne, filozofia i psychologia analityczna mają swoje własne języki i terminologie doszły do mniej lub bardziej podobnego poglądu. Z pewnością tak będzie, dokładnie jak to zostało opisane. Pytanie brzmi dokładnie kiedy?

Każda porażka w historii cywilizacji, każda wielka wojna, katastrofa naturalna, krwawa rewolucja i szalony cykl kulturalnego, politycznego, społecznego, ekonomicznego i technologicznego rozwoju może potencjalnie oznaczać upadek logosu społecznego, który w jasny sposób i wystarczająco dawno temu osiągnął swój punkt nasycenia i przebył główne etapy swojej podróży. Logos społeczny już się „narodził, ożenił i umarł.” Stało się to oczywiste za czasów Nietzschego. Heidegger, Spengler i w szerszym sensie większość konserwatywnych rewolucjonistów Niemiec z lat 1920-30 żyło wyłącznie z przeczuciem tego końca.

Rewolucja Rosyjska ujeżdżała dokładnie tą samą falę, przy najmniej w rozumieniu poetów, filozofów i artystów Srebrnego Wieku (a oni byli jedynymi, którzy rozumieli ją poprawnie). Propozycja, aby proletariat rozpoznał siebie jako tożsamość klasową (zwłaszcza w latach 20-tych)., literatura A. Platanowa, i poezja Klujewa, Błoka oraz Majakowskiego antycypowały już post-antropologiczny ruch rozczłonkowanych, odczłowieczonych energii. Rus-Sofia Błoka to Anima. Klujew opisał geografię zbiorowej nieświadomości w szczegółach i z dokładnością niemieckiego zoologa lub geodety. Majakowki stworzył poetycką ontologię bytów klasowych. Platanow wyjaśnił jak byt żyje i racuje poprzez świetlne komuny, jak jego bohaterzy jedzą ziemię (jak postać Chevegura, który nazywa siebie „Bogiem”), transformuje się w Dostojewskiego i opustoszale i zmysłowo krzywdzi rzeczywistość Róży Luksemburg i światowej rewolucji.

­Jeśli przyjrzymy się głębiej historii, wtedy nawet Ruś żyjąca poprzez wiek schizmy oraz Europa podczas Reformacji mogą być równie dobrze wpisane w tą samą kategorię. Świat się zakończył, logos społeczny pękł i się wywrócił, a z pod rumowiska wypełzły giganty niepohamowanej nieświadomości.

Nie było kilku powtórzeń obecnego kryzysu i ludzkość jest kulturalnie gotowa na takowe. Szwindel, który nazywamy „nowoczesnością” ze swoimi chimerami i pustką skończy się prędzej lub później. Zatem wszystko nastąpi, niedługo i dokładnie tak. Pewnie, nie opisaliśmy ja, bo widzimy wszystko jako otwarte i przygotowujące się do wzięcia udziału.

I wciąż jest prawdopodobieństwo, że ta pękająca bańka nie jest ostatnią (albo uprzednią od ostatniej). Heidegger metafizycznie rozmyślał: „Żyjemy blisko punktu północy – nie, jak się wydaje jeszcze nie – zawsze wieczyste ‘jeszcze nie’”…

Lecz nieważne jak sfrustrowane mogą być oczekiwania szybkiego rozwiązania, nie oznacza to, że nigdy nie będzie końca. Może być opóźniony, ale rozejrzyjcie się wokół. Wszystko nosi jego znaki. Być może zostanie ponownie odroczony, przycichnie, a bydło jeszcze raz się uraduje i zabełta, czując, że tym razem wciąż jest „jeszcze nie…” Moglibyśmy na to pozwolić, ale wtedy znów, może nie będzie odroczony. Nawet gdyby był, trzeba żyć – już dziś – jakby nie był odroczony. A gdy będziemy prawdziwie żyć, skupieni na post-antropologicznym rezultacie, żyjąc wewnątrz niego i być może przewidując jego wydarzenia, wtedy wszystko nastąpi.

Tak, tak koniecznie się stanie.

Na angielski przełożył Jafe Arnold na potrzeby geopolitica.ru

a z angielskiego Katastrof /\/rzywąż

Advertisements

Szokujące treści w podręczniku do religii. Rodzicom aż zatkało owcze mordy

IMG_20170928_095743

GvS – Zły demiurg, kolaż 28.09.17 r.

Część rodziców jest zdruzgotana i nie może uwierzyć w to, co opublikowano w podręczniku do religii. Sprawa wyszła na jaw po tym, gdy jedna z matek z braku papieru toaletowego postanowiła podetrzeć się kartkami wyrwanymi z podręcznika do religii swojego syna – ucznia szkoły specjalnej dla dzieci z autyzmen. Jak się okazało w trakcie defekacji, nieopatrznie rzuciła okiem na jedną stronę, co ją zafrapowało na tyle, że następnie przewertowała wnikliwie resztę podręcznika. Wiele z twierdzeń zawartych w publikacji jest szalenie kontrowersyjna. Masturbacja ma być większą komunią wstępną, uświadamiającą człowiekowi wstępne wyobrażenie o wymiarze doświadczenia własnego ciała, niż bomba atomowa, a prezerwatywa nieskutkowną obelgą. Dostało się też „Rzytkom, Muzinom i Talibom”.

W internecie już rozpętała się burza wokół podręcznika „W blasku Bożej Wiedzy” wydanego przez wydawnictwo Pleroma. Chodzi o fragmenty, które nie są poparte żadnymi statystykami, a według części politpoprawnych rodziców emanują rasizmem i dezinformacją.

– Małżeństwa mieszane często zawodzą (z Arabami rozpadają się prawie wszystkie, z Murzynami około 93 procent, choć niektóre dane wskazują bliżej 70) o wiele szybciej niż te z jednego kręgu kulturowego – czytamy w podręczniku – i jest to coś, co powinno zamknąć ach jakże ludzkie i szacowne gęboryje wszystkim zwolennikom związków mieszanych rasowo.

Według oburzonej części rodziców, są to treści nieprawdziwe (AHTUNK! Nic nie jest prawdziwe- wszystko jest dozwolone, jak prawił Starzec z Gór, Hassan ibn Sabbah) a przede wszystkim nie powinny znaleźć się w podręczniku do religii.

To jednak nie wszystko, co przykuło uwagę w podręcznikach Pleromy. Ogromne wzburzenie części rodziców wywołały słowa dotyczące homoseksualizmu, onanizowania się czy antykoncepcji. Masturbacja została nazwana „eksplozją nuklearną w mózgu porównywalną do wybuchu bomby atomowej oglądanego w kinie 3D”. Co więcej, w podręczniku zabrano się także za sprawy z zakresu biologii – autorzy przekonują, że „poczęcie dziecka jest uwarunkowane w procesach mających miejsce pod sercem”.

Zdaniem autorów podręcznika „prezerwatywy to prosta droga do przytkania kanalizacji, a poza tym przy dużym prąciu bywa, że pękają”. Co więcej, kobieta, która stosuje antykoncepcję „odbiera demiurgowi tyranię nad swoim ciałem”. Oberwało się także osobom homoseksualnym. Pociąg seksualny do osób tej samej płci ma wynikać, według podręcznika, z nieufności wobec innej płci, poczucia, że jest się z innego gatunku niż kobiety, z nieuświadomionej chęci sprzeciwienia się Bogu, a także ma być pozostałością po gwałcie.

zakaz2

Bunt uczniów, których rodzice wykorzystują podręcznik do kręcenia gównoburzy, już odniósł sukces. Zapowiedzieli, że sprawę zgłoszą do odpowiednich organów. Wszyscy są zgodni, że cenzurowanie tego podręcznika nie wpłynie pozytywnie na ich rozwój.

źródło oryginału: wp.pl
spaczył: katastrof wrzywąż

Manifest Narodowo-Anarchistyczny cz.I

TROY SOUTHGATE

southgate

tłum. Michał Szymański

(Nie udało nam się nawiązać kontaktu z tłumaczem; przekład pierwotnie ukazał się w piśmie Młodzież Imperium i redaktor tegoż poinformował, że nie posiada już kontaktu z p. Michałem. Wszelako w świetle specyfiki tego zespołu ideowego, z którą możecie zapoznać się poniżej, wydaje się to żadnym nadużyciem. Tak czy inaczej dalsze części manifestu zamierzam przetłumaczyć samodzielnie; po głowie chodzi mi również nawiązanie kontaktu z Southgate’m celem przeprowadzenia wywiadu, co nie powinno być takie trudne, jak się okazało w przypadku wywiadu ze znacznie mniej “medialnym” człowiekiem odpowiedzialnym za muzykę Vomit Orchestra. Naturalnie zaznaczamy, że celem zamieszczenia tu tego fragmentarycznego przekładu nie jest propagowanie jakichkolwiek idei, a jedynie skłonienie do kreatywnego myślenia poza utartymi szlakami. Aha, wprowadziłem drobną korektę oraz wytłuszczenia co bardziej chwytliwych fragmentów. Tyle przynudzania, zalecam przejść do lektury, bo jest co czytać i nad czym myśleć.)

 

WSTĘP

„Jedynym sposobem na wzmocnienie intelektu jest napełnienie umysłu nicością; danie umysłowi drogi do wszelkich myśli” – John Keats

Ciężko uwierzyć w te słowa, ale był czas, kiedy zwykli ludzie mieli więcej kontroli nad swym życiem i zamieszkiwanym przez nich światem, w którym to świecie zdecydowana większość ludzi była w stanie żyć w zamkniętych społecznościach ze swymi własnymi krajanami, kontynuując bardziej sielską egzystencję niż tę w płytkiej okolicy przeciętnych centrów handlowych, polując lub hodując jedzenie na swe własne potrzeby, dyskutując i tworząc muzykę w społeczeństwie bez telewizji i gier komputerowych i jeszcze wpajać tradycyjne wartości swym dzieciom bez zgubnego wpływu państwowych szkół i mass mediów. Więc czy to było takie złe?

Między 500 a 850 rokiem, niedługo po pogardzanej rzymskiej okupacji Brytanii doszło do nagłej zmiany, wędrujące germańskie plemiona osiedliły się i zaczęły stopniowo dodawać własnego smaku wyspie. W końcu stała się stosunkowo zdecentralizowana i ostatecznie uległa podziałowi na siedem odrębnych królestw. Sprawy były dalekie od ideału, rzecz jasna, ale w rezultacie tego przełomowego zbalansowania sił Anglów, Sasów i Jutów plemiona mogły cieszyć się dużym stopniem samostanowienia. Kiedy w 1066 roku przybyli Normanowie, wszakże nowo-stworzony naród angielski przekształcił się w kraj usłużnego chłopstwa i, jak dowodzi „Księga Sądu Ostatecznego” bez jakichkolwiek wątpliwości, niemiłosiernie wyeksploatowano wiele cennych zasobów i nic już nie miało być tak samo. W okresie średniowiecza w całej Europie pojawili się imperialistyczni awanturnicy w rodzaju Edwarda I i innych królewskich podżegaczy wojennych, pożyczających ogromne sumy pieniędzy od żydowskich finansistów i pogrążających kraj w rosnącym zadłużeniu. Jednak, chociaż sam Edward znalazł wygodny pretekst do deportacji lichwiarzy z angielskich wybrzeży, niemal na pewno ratując się w ten sposób od bankructwa, do szesnastego wieku wydarzenia zmieniały się tak dramatycznie, że protestancka reformacja zmiotła istniejącą infrastrukturę społeczno-ekonomiczną i wymusiła usunięcie tysięcy ludzi z klasztornych szpitali, zakonów żebraczych i innych miejsc schronienia, które w tym czasie były prowadzone przez Kościół katolicki. Można rzec nawiązując do radykalnego komentatora, Williama Cobbetta, że przed reformacją słowo „ubóstwo” nie weszło do języka angielskiego.
Wraz z wielkimi przemianami religijnymi szesnastego stulecia nadszedł artystyczny rozkwit renesansu i mniej pozytywne wartości humanistycznego oświecenia. Choć chrześcijaństwo służyło jako dominujący nurt w Anglii przez wiele setek lat, nowe idee mknące do Anglii z reszty Europy mocno usytuowały człowieka w centrum wszechświata, a zatem, co było nieuniknione, duchowość – nie mówiąc już o chrześcijaństwie – poczęła gwałtownie podupadać by być zastąpioną przez materialistyczne wartości nowego, kupieckiego porządku. Te gwałtowne zmiany, które nadeszły, w Anglii doprowadziły do siedemnastowiecznej wojny domowej i triumfu parlamentarzystów Cromwella nad monarchią Karola I, a wkrótce utorowały drogę rewolucji francuskiej.

W 1789 roku francuska monarchia uległa atakowi zawziętej burżuazji i Ludwik XVI padł ofiarą, jak wielu innych, skrzętnie pracującego ostrza gilotyny. Po dojściu do władzy pseudo-rewolucjonistów w końcówce XVIII wieku, życie zwykłych Francuzów szybko się pogorszyło i przemijające wartości brutalnego reżimu okazały się być całkowicie fałszywymi. Wkrótce, po nastaniu nowej klasy rządzącej organiczne więzi z przeszłości były całkowicie wygaszone jako rasowe, kulturowe i duchowe więzy zostały uznane za przestarzałe i całkowicie odrzucone. To, rzecz jasna, był pierwszy krok w kierunku procesów globalizacji XX i XXI wieku, a idee rewolucji francuskiej dalej prowadziły do rozwoju wielu destrukcyjnych ideologii jak nacjonalizm, komunizm i demoliberalizm. Tymczasem, wracając do Wysp Brytyjskich, eksplozja naukowej technologii pozwoliła na połączenie arystokracji i nowobogackich aby wykorzystać nieposkromioną siłę, która doprowadziła do rewolucji przemysłowej. Spowodowało to wyrugowanie w kraju wiejskich społeczności, miliony ludzi opuściło swój dom i przeniosło się do rozszerzających się miast, by pracować w bezdusznych hutach i fabrykach. Ta strategia niewolenia mas widziała ludzi zmuszonych do pracy w podziemiach kopalni i kominy na zewnątrz celem zwiększenia profitów dla „tłustych kotów” u władzy.

W pierwszym ćwierćwieczu XIX stulecia, przepaść między bogatymi i biednymi znacząco się powiększyła i, jeśli znalazłeś się na złym końcu klasy społecznej, nieuchronnie lądowałeś w przytułku. Kapitalistyczna choroba rozprzestrzeniła się jak rak po całej Brytanii i świecie.

Przez cały ten okres, zamożnym rodzinom bankierów, jak Rothschildowie i inni, udało się przejąć kontrolę nad finansami różnych europejskich krajów, a także wywołać wojny i rewolucje do własnych celów. Różne ruchy protestu próbowały walczyć o sprawiedliwość i lepsze warunki, ale w 1917 roku komuniści przejęli władzę w Moskwie i zostali okrzyknięci potężną „alternatywą” dla kapitalizmu, pomimo tego dochodzi do mordów i represjonowania setek milionów ludzi zarówno w Rosji, jak i w Europie wschodniej i na Dalekim Wschodzie. W rzeczywistości rzecz jasna kapitalizm wykorzystywał zwykłych ludzi dla prywatnych korzyści, komunizm był zaś po prostu formą państwowego kapitalizmu zarządzanego przez nową klasę rządzącą. Co gorsza, komunizm pod warunkami kapitalizmu, a także narodowi kapitaliści [sic!] z nazistowskich Niemiec i faszystowskich Włoch, z nowym impetem wygładzili drogę do zwycięstwa liberalnej demokracji i gospodarczego bloku handlowego znanego jako Zachód. Reszta, jak to mówią, to historia. To, co czytasz, zostało przeznaczone, byś mógł posmakować życia, jakie może być w zdecentralizowanej, narodowo-anarchistycznej społeczności. Pamiętaj jednak, że jest to tylko bardzo krótki zarys i stworzyliśmy serię list czytelniczych aby pomóc Ci w odkrywaniu różnych tematów na większej głębokości. Po zapoznaniu się z naszymi pozycjami na różne kwestie, znajdziesz informacje dotyczące tego, w jaki sposób możesz zaangażować się w Ruch Narodowo-Anarchistyczny (N-AM). Naszym zadaniem jest zaoferować Ci wizję lepszej przyszłości. Jeśli sympatyzujesz z tym, co widzisz, możesz pomóc nas w kreowaniu przyszłej rzeczywistości.

BIBLIOGRAFIA:

• John Burnett, Useful Toil: Autobiographies of Working People from the 1820’s to the 1920’s, Routledge, 1994.
• William Cobbett, A History of the Protestant Reformation in England and Ireland, Pan Books, 1988.
• Friedrich Engels, The Condition of the Working Class in England, Penguin, 2009.
• Julius Evola, Revolt Against the Modern World, Inner Traditions, 1995. • Charles Levinson, Vodka-Cola, Gordon & Cremonesi, 1980.
• Oswald Spengler, The Decline of the West, Oxford University Press, 1991.
• Frank Stenton, Anglo-Saxon England, Oxford University Press, 1971.
• Tomislav Sunic, Against Democracy and Equality, The Noontide Press, 2008.
• Tomislav Sunic, Homo Economicus: Child of the Postmodern Age, 1st Books, 2007.
• Max Weber, The Protestant Ethic and the Spirit of Capitalism, Penguin, 2002.
• Nesta Webster, The French Revolution, The Noontide Press, 1992.

Rozdział 1

ANTYSYJONIZM

Jeśli chcesz obraz przyszłości, wyobraź sobie but depczący ludzką twarz – na wieki” – George Orwell

Chociaż ludzie z całego świata są zupełnie świadomi nieproporcjonalnego wpływu żydowskich grup nacisku w różnych rządowych i masowych środkach przekazu, włączając w to Europę i Amerykę Północną, które w większości są całkowicie pod ich kontrolą, nieliczni są gotowi do publicznego wyjścia i powiedzenia tego ze strachu przed prześladowaniami i groźbami oskarżenia o „antysemityzm”. Fakt faktem, że odkąd ambitni europejscy monarchowie pierwsi pogrążyli nas w finansowy wir rozrastającego się międzynarodowego zadłużenia, elita koterii żydowskiej i ich sojuszników skutecznie manipulowała wydarzeniami na świecie dla swoich własnych interesów. Cel został osiągnięty, nie tylko dzięki lichwie, ale także w rezultacie żydowskiego zaangażowania w bootlegging [nielegalny handel alkoholem] i ściąganie haraczy w latach 30. W Ameryce, coś, co w końcu doprowadziło do finansowego przejęcia przez syjonistów hollywoodzkiego przemysłu filmowego i w 1948 roku doprowadziło do powstania bandyckiego państwa Izrael. Ale syjonizm to nie jest żydowski nacjonalizm, jak niektórzy twierdzą, ale żydowski imperializm.

Narodowi anarchiści nie „nienawidzą” zwykłych Żydów i nie chcemy atakować ich jako ludzi o własnej unikalnej tożsamości religijnej i kulturowej, niemniej jednak nie będziemy tolerowali ciągłego niewolenia naszego narodu przez pasożytniczą mniejszość wampirów dążących do wykorzystania światowych zasobów do stworzenia jednego, globalnego rynku. Wierzymy, że sposobem walki z syjonizmem jest kontynuowanie eksponowania hipokryzji tych, którzy z jednej strony używają nazistowskiego „holokaustu” do wywołania sympatii [w sensie: współczucia], a z drugiej brutalnie represjonują cierpiących Palestyńczyków na ich własnej ziemi. Ponad 90% współczesnych Żydów jest pochodzenia pół-tureckiego, którzy w obliczu sekciarskiej nietolerancji zachodzącej u ich prawosławnych i muzułmańskich sąsiadów, przeszli na judaizm en masse, gdy byli częścią starego imperium chazarskiego obejmującego w VIII wieku obszar między Morzem Czarnym i Kaspijskim. W rzeczywistości nie mają oni żadnych autentycznych związków z Bliskim Wschodem ani z racji pochodzenia rasowego, ani terytorialnego. Narodowi anarchiści popierają palestyńską Intifadę, a także żydowskie grupy jak Neturai Karta i różne inne będące w opozycji do syjonizmu, które pragną ukazywać wielorakie kłamstwa i przeinaczenia utrwalane przez reżim izraelski, ich skrzydło wywiadowcze, Mossad i zorganizowany układ który nadal działa w samym sercu rządu USA. Syjonizm jest wrogiem wszystkich ludzi i musi być zwyciężony.

BIBLIOGRAFIA:

• Ivor Benson, The Zionist Factor, Veritas, 1987.
• Lenni Brenner, Zionism in the Age of the Dictators, Croon Helm, 1983.
• Andrew & Leslie Cockburn, Dangerous Liaison: The Inside Story of the US-Israeli Covert Relationship, Harper Collins, 1991.
• Executive Intelligence Review, The Ugly Truth About the Anti-Defamation League, EIR, 1992.
• Arthur Koestler, The Thirteenth Tribe, Macmillan, 1977.
• Alfred M. Lilienthal, The Zionist Connection II: What Price Peace?, Veritas, 1983.
• Victor Ostrovsky & Claire Hoy, By Way of Deception: The Making and Unmaking of a Mossad Officer, St. Martin’s Press, 1990.
• Douglas Reed, The Controversy of Zion, Veritas, 1985.

 

Rozdział 2 

ANARCHIZM

„Wolność człowieka polega wyłącznie na tym, że: przestrzega on praw naturalnych ponieważ sam uznaje je jako takie, a nie dlatego, że zostały one zewnętrznie narzucone mu przez jakąkolwiek zewnątrzpochodną wolę, boską lub ludzką, zbiorową lub indywidualną” – Michaił Bakunin

„Muszę stworzyć system lub być zniewolonym przez innego człowieka. Nie będę rozumował i porównywał: moją sprawą jest stworzenie” – William Blake

Społeczeństwo poszukuje porządku w Anarchii” – Pierre Joseph Proudhon

W oczach wielu ludzi słowo „anarchizm” kojarzy się z trupim wizerunkiem groźnego Johnny’ego Rottena woskującego lirycznie o rozpętywaniu chaosu i zniszczeniu pośród współczesnego społeczeństwa. Anarchiści mają być kimś w stylu długowłosych nihilistów i hedonistycznych narkomanów zajmującymi się głupkowatymi utopiami całkowicie oderwanymi od rzeczywistości. Przeciętny dziewiętnastowieczny anarchista, przynajmniej według tych, którzy ustanowili ten paszkwil i oczerniają anarchizm w kontrolowanych mediach, był stereotypowym szaleńcem, ciągle brodatym i przemoczonym, trzymającym bombę lub laskę materiałów wybuchowych. Jednak prawdziwy anarchizm nie ma nic wspólnego z dekadencją i degeneracją, lub bezmyślną przemocą i terrorem, może być aktualnie zapewnieniem realnej i namacalnej alternatywy dla stałego upadku cywilizacji zachodniej.

Anarchia wywodzi się z greckiego terminu an archos, co oznacza „brak władzy” lub „bez władzy”. Nie oznacza to jednak wcale, że anarchiści wierzą w nieporządek, bo w tym przypadku słowo „władza” związana jest ze sposobem, w jaki społeczeństwo jest zorganizowane zgodnie z określoną formą zachowania lub postępowania. Sugeruje się, że wspólnota powinna być „bez władzy”, co nie znaczy wcale, że powinna zejść do kompletnego chaosu, ponieważ władza odnosi się do aprecjacji naturalnego porządku i odmawia uznania konstytucyjnych, stworzonych przez człowieka praw i ceł ustanowionych przez imperia, państwa i inne formy administracyjnej bądź rządowej kontroli. Ale nie znaczy to, że anarchistyczne społeczności są niezdolne przestrzegać przekonań, wartości i zasad, wręcz przeciwnie, to po prostu oznacza, że w każdej chwili pierwszeństwo ma porządek naturalny.
Rzeczywiście, porządek naturalny jest najbardziej organiczną formą organizacji społecznej na planecie ponieważ pozwala człowiekowi żyć zgodnie ze sposobem, jaki zamierzyła natura. Nie jak dzikie zwierzęta lub w ślepej ignorancji, ponieważ człowiek odnajduje samego siebie w posiadaniu wyższej inteligencji, jednak instynkty i pragnienia kierują człowiekiem na tyle, by zaspokoił on swoje najbardziej podstawowe potrzeby. Prawa i systemy dążą do zniewolenia nas, ale w ciągu bardziej naturalnych i sprzyjających ustawień możemy spełnić nasze prawdziwe przeznaczenie i odnaleźć tę dawno zapomnianą więź z otoczeniem.

Zamiast pracować w systemie, w którym „władza” jest narzucona siłą, narodowi anarchiści wierzą w autorytet naturalny. Hierarchia jest w naturze faktem podstawowym, ale też czymś, co jest zupełnie innym od sztucznego systemu klasowego, który można zaobserwować we współczesnych społeczeństwach Zachodu. Przywództwo, dla przykładu, powinno być chętne do działania, ale również odpowiedzialne i w kontekście anarchistycznym bądź plemiennym przywódca bądź „samiec alfa” jest tak silny, jak silna jest wspólnota. Cytując słowa Rudyarda Kiplinga: „siłą stada jest wilk i siłą wilka jest stado”. W przeciwieństwie do ogromnej przepaści między tymi, którzy rządzą, i tymi, którymi się rządzi, tamte są nierozłączne i wzajemnie się uzupełniające.

Kiedy Marks i Engels opublikowali w 1848 roku swój „Manifest komunistyczny”, robotnicy i chłopi w Europie wierzyli, że w końcu znaleźli odpowiedź na chciwość i okrucieństwo kapitalizmu. Ale Marks opowiadał się za surową formą totalitaryzmu, który nazwał „dyktaturą proletariatu”, czyli czymś, co prowadzi jedynie do powstania nowej klasy panującej, a tym samym utrwaleniem się powszechnej niewoli. Nie mniej jednak komuniści nie byli jedyną „opozycją” dla kapitalizmu, w tym samym czasie Francuz imieniem Pierre-Joseph Proudhon zapoczątkował atak zarówno na kapitalizm, jak i na komunizm, wierząc mocno, że podważają one ludzką indywidualność. W konsekwencji, kilku rosyjskich anarchistów, wśród nim Michaił Bakunin i Piotr Kropotkin, także próbowali ukazać marność marksizmu, a w ramach alternatywy opisali przyszłość zdecentralizowanego świata kolektywów, w których ludzie mogą mieć większa autonomię i wyrażać swoją własną tożsamość. Nie mniej jednak w XX wieku szeregi anarchizmu były infiltrowane przez komunistów i to, co zaczęło się jako szlachetny ideał charakteryzujący się wiarą w wolność i tożsamość zdegenerowano do lewicowej biurokracji i rodzaju politycznej poprawności, który znamy po dziś dzień. Nie budzi wątpliwości fakt, że lewica przeciągnęła dumne sztandary Anarchii przez błoto i w związku z tym wizerunek anarchizmu został poważnie skażony, dlatego właśnie świat jest gotowy by poznać nową ideę: narodowy anarchizm. Ale co odróżnia narodowy anarchizm od szerszego fenomenu anarchizmu i co on może zaoferować?

W skrócie nasza wizja to mała, wiejska społeczność, w której ludzie zajmują swoje własne miejsce do życia zgodnie z własnymi zasadami. Zasady te zależą od natury ludzi tworzących w danym miejscu pierwotną społeczność ponieważ ostatnią rzeczą, którą chcemy uczynić to narzucić jakiegokolwiek rodzaju sztywny lub dogmatyczny system. W teorii więc, narodowi anarchiści mogą być chrześcijanami lub poganami, farmerami lub rzemieślnikami, heteroseksualistami lub homoseksualistami. Ważne jest jednak, by narodowo-anarchistyczne wspólnoty były samowystarczalne. Powinny mieć raczej charakter mutualistyczny, a nie przymusowy. Innymi słowy, ludzie powinni mieć swobodę przybycia i odejścia w każdej chwili. Jeśli czujesz się nieszczęśliwy w narodowo-anarchistycznej społeczności żyjącej według danej zasady, po prostu przenieś się do innej. Z drugiej strony społeczności muszą respektować swych sąsiadów i być gotowym do samoobrony przed obcymi.

Wreszcie, w przeciwieństwie do coraz bardziej desperackiego „rozmazywania się” naszych przeciwników po prawej i lewej stronie spectrum politycznego, my nie używamy anarchizmu jako wygodnej taktyki lub do ukrycia sekretnego faszystowskiego programu jakiegokolwiek typu – my jesteśmy śmiertelnie poważni. Ponadto, jako mutualiści przestrzegamy filozofii „żyj i pozwól żyć innym”. Ludzie są różni i wyznają różne wartości. W nowoczesnych, pluralistycznych społeczeństwach, wartości te padają ofiarą konfliktu i nieuniknione jest to, że niektóre wartości mogą zastępować, a nawet eliminować inne. Sądzimy, że pewne wartości są warte zachowania dla przyszłych pokoleń i to dlatego pragniemy stworzyć warunki, w których jest to możliwe. Narodowy anarchizm jest anarchizmem sui generis. Anarchią we własnej naturze.

BIBLIOGRAFIA:

• Victor Anduril, Anarchic Philosophy, The Rising Press, 2000.
• Clifford Harper, Anarchy: A Graphic Guide, Camden Press, 1987.
• Richard Hunt, To End Poverty: The Starvation of the Periphery by the Core, Alternative Green, 1997.
• Ernst Junger, Eumeswil, Quartet Books, 1995.
• Peter Marshall, Demanding the Impossible: A History of Anarchism, Harper Perennial, 2007.
• James J. Martin, Men against the State: The Expositors of Individualist Anarchism in America, 1927-1908, Ralph Myles Publisher, 1970.
• Max Stirner, The Ego and Its Own, Rebel Press, 1993.
• Henry David Thoreau, Walden and Other Writings, Bantam Books, 1989.
• Benjamin R. Tucker, Instead Of A Book, By A Man Too Busy To Write One, Elibron Classics, 2005.
• George Woodcock (Ed.), The Anarchist Reader, Fontana, 1977.
• George Woodcock, Anarchism: A History of Libertarian Ideas and Movements, Pelican, 1986.

 

Rozdział 3

FIASKO LEWICY

Jedyną ekonomiczną różnicą między stadem usłużnych Rosjan i tłumem wolnych Anglików wlewających się do fabryki rano jest fakt, że są oni wykorzystywani dla prywatnego zysku, ci pierwsi zaś przez państwo o charakterze wspólnotowym. Motywacją rosyjskich mistrzów to stworzenie dla siebie i swych przyjaciół-proletariuszy wygodnej dla nich biurokracji. Motywacją angielskich mistrzów jest wykorzystanie pracy proletariuszy dla zwiększenia prywatnych fortun. My jednak chcemy jeszcze czegoś innego.” – Hillaire Belloc

Karol Marks, który spędził większość swego życia w czytelni British Museum Library, prawdopodobnie przybył do niej nie mając wielkiego kontaktu z naturą i tak już pozostało. W rezultacie jego filozofia ignorowała wszystko, co nie było absolutnie człowiecze. Był (tylko) świadom faktu, że żywność pochodzi ze wsi. Był świadom faktu, że niektórzy ludzie muszą być stamtąd, gdzie się wychował. To był jego cel, ratować tych wyimaginowanych ludzi od tego, co nazwał „idiotyzmem życia wiejskiego”. Czy jednak nie jest idiotyzmem spędzić całe swoje życie w British Museum Library?” – John Seymour

Teorie Marksa, które pojawiły się w połowie XIX wieku, doszły w końcu do skutku w 1917 roku podczas rosyjskiej rewolucji. W trakcie dziewięćdziesięciu najbardziej brutalnych i krwawych lat w historii ludzkości, morderczy komunistyczny eksperyment odbywający się w Europie Wschodniej i na Dalekim Wschodzie stał się tak znienawidzony i pogardzany jak jego kapitalistyczny bliźniak na Zachodzie.
Nowocześni lewicowcy twierdzą, że po śmierci Włodzimierza Ilijcza Lenina w 1924 roku ich rewolucja została ukradziona przez Józefa Stalina. Jest jednak faktem, że szalenie popularny bohater środowiska antystalinowskiego, Lew Trocki, był finansowany przez finansistów z Wall Street.

Pozostaje bezsporne, że działo się tak rzecz jasna nie z racji ideologii, lecz pochodzenia etnicznego. Bogaci żydowscy bankierzy z Nowego Jorku bez skrupułów wspomagali swych bolszewickich odpowiedników w carskiej Rosji, zwłaszcza wtedy, gdy oznaczało to szansę na zlikwidowanie rosyjskiej monarchii i stworzenie nowych rynków gotowych do eksploatacji. Rasowy związek między kapitalizmem i komunizmem jest niepodważalny. W 1918 roku partia bolszewicka była kontrolowana niemal całkowicie przez rewolucyjnych działaczy pochodzenia żydowskiego (Chazarów). Według Roberta Wiltona, rosyjskiego korespondenta „Timesa”, „spośród 556 ważnych funkcjonariuszy państwa bolszewickiego w latach 1918-1919 było 17 Rosjan, 2 Ukraińców, 11 Ormian, 35 Łotyszy, 15 Niemców, 1 Węgier, 10 Gruzinów, 3 Polaków, 3 Finów, 1 Czech, 1 Karaim, 457 Żydów. Jeśli czytelnik jest zdumiony, że żydowską rękę może znaleźć w każdej kwestii zabójstwa rosyjskiej rodziny carskiej, musi mieć na uwadze ogromną przewagę liczebną Żydów w sowieckiej administracji” [Les Derniers Jours des Romanof, Thornton Butterworth, 1920, str. 29].
Uwagi Wiltona potwierdza Hilaire Belloc, który w 1937 roku napisał, że „jeśli ktokolwiek nie wie, że obecny bolszewicki ruch rewolucyjny w Rosji ma charakter żydowski, mogę tylko rzec, że musi być człowiekiem, który został urobiony przez naszą żałosną prasę.” [G. K. ‘s Weekly, 4 kwietnia 1937]. Winston Churchill także zwrócił uwagę na zdecydowanie żydowski charakter bolszewizmu w Illustrated Sunday Herald z 8 lutego 1920, kiedy to rzekł: „nie ma powodu, aby nie dostrzec roli, jaką w tworzeniu bolszewizmu i w obecnym doprowadzeniu do rewolucji rosyjskiej odegrali kosmopolityczni i w większości ateistyczni Żydzi. Jest to z pewnością wielka rzecz, prawdopodobnie przewyższa wszystkie inne.” [Illustrated Sunday Herald, 8 luty 1920].
Pomimo tego faktu, że wczesny anarchizm miał wiele do zaoferowania żyjącym pod obcasem dawnych europejskich monarchii, a w konsekwencji, nowej klasie kapitalistów, którzy pojawili się w okresie reformacji i oświecenia, lewicowy nowotwór całkowicie przeniknął anarchizm. Grupy kierujące antykapitalistycznym „ruchem” są obecnie kierowane przez lewicowych dogmatyków i „zamordystów”, którzy twierdzą, że narodowi anarchiści próbują wykorzystać anarchizm dla swych własnych celów. To kłamstwo. Jak już wcześniej mówiliśmy, raz po raz, nie jesteśmy „rasistami” ani zwolennikami „białej supremacji”, z powodu posiadania jakiegoś sekretnego programu, my mamy sformułowany program walki z następującą degeneracją zachodniego społeczeństwa i chcemy zapewnić przetrwanie takich dążących ku upadkowi wartości jak różnorodność, tożsamość i dziedzictwo kulturowe.
Smutnym jest niestety, że większość ludzi na lewicy nie spocznie dopóki nie zorganizują co do minuty każdego aspektu ludzkiego życia. Jest to samonapędzająca się choroba. To dlatego lewicowcy mówią o „prawie do pracy”, kiedy – jak słusznie punktował Bob Black – prawdziwym problemem jest sama praca. Lewica, podobnie jak totalitarna prawica [sic!], odmawia tolerancji dla tego, kto próbuje zrezygnować z jej wizji w pełni zintegrowanego społeczeństwa. Nie mniej jednak niektórzy z nas nie chcą części tego i zawsze będą „socjalistami” między nami i naszej własnej naturze. Pod tym względem jesteśmy ruchem elitarnym trzymającym się mocno pojęcia merytokracji. To, czego jednak nie akceptujemy, to teoria, że wszyscy są „równi”.
Kwestia egalitaryzmu jest jednym z głównych ułomnych filarów współczesnej lewicy i wywodzi go z wymyślonej przez Johna Locke’a teorii o „tabula rasa”. Jest niedorzeczną idea, że ludzie przychodzą na świat jako ślepcy i chłoną wszystko, co wokół nich jak gąbka. Jesteśmy nie tylko pod wpływem czynników środowiskowych lub wrażeń wywieranych przez nasze najbliższe otoczenie, dziedziczymy także wiele cech genetycznych po naszych rodzicach, dziadkach pradziadkach. Do pewnego stopnia jesteśmy już ukształtowani nim opuścimy łono matki i ma to wielki wpływ na to, jakimi ludźmi będziemy. Warunki społeczno-ekonomiczne, w których ktoś się urodził, mogą mieć wpływ na jego ścieżkę rozwoju, oczywiście, ale uwarunkowania genetyczne znacznie przewyższają względy środowiskowe i nie powinno się tego ignorować.
Przypuszczenie, że wszyscy ludzie są w jakiś sposób „równi” jest po prostu śmieszne. Z drugiej strony nie znaczy to wcale, że ludzi mniej inteligentnych lub fizycznie niepełnosprawnych należy traktować z pogardą lub okrucieństwem. Ci, którzy jawią się jako lepsi w niektórych obszarach mają obowiązki wobec tych, którzy wydają się słabsi. Ludzkość – jak cała reszta natury – jest hierarchiczna i lewicowe, postępowe fantazje o świecie w którym każdy ma tę samą rangę, nieuchronnie objawiają się jako proces wyrównawczy, w którym opresyjne prawa są używane do degradowania silniejszych do poziomu słabych i urażonych. Narodowi anarchiści wierzą w zachęcanie ludzi do wyrażania swego całego potencjału, a nie zmuszania ich do grzęźnięcia we wspólnym mianowniku.
Lewicowa polityka nieuchronnie doprowadza do barbarzyństwa i totalitaryzmu i to jest powód, dla którego kapitalizm został dopuszczony do prosperowania w takim stopniu, jak obecnie. Ilekroć lewica dochodzi do władzy, to po prostu zarządza kapitalizmem w nieco zmodyfikowanej formie; za pomocą biurokratycznych organów państwa. Jednak lewicowa strategia często bywa bardzo efektywna i nie ma powodu dla którego takie formy walki jak entryzm [infiltracja środowisk lewicowych przez trockistów celem promowania własnych poglądów w krajach, w których ten nurt komunizmu nie jest popularny – przyp. tłum.], sabotaż przemysłowy, ciągi pikiet, zbiórki i akcje wspólnotowe nie miałyby być wykorzystane przez narodowych anarchistów. To jest przyczyna dla której rekomendujemy niektóre teksty wydawane przez Derek Hattons’s Militant [środowisko trockistowskie wewnątrz brytyjskiej Partii Pracy – przyp. tłum.] i innych organizacji, które skutecznie infiltrują zarówno lokalne rady i szeregi swych przeciwników. Podsumowując, narodowi anarchiści odrzucają zarówno państwowy, jak i prywatny kapitalizm i chcą oni, aby moc sprawcza zaczynała się w sposób oddolny i była kierowane ku górze. Wizja ta jest daleka od zdehumanizowanego lewicowego „państwa robotniczego”, w którym ludzie są przedstawieni nie jako jednostki, ale elementy gospodarcze gotowe do eksploatacji. Nie popełnij błędu, lewica nie oferuje żadnego rodzaju alternatywy i powinna zostać odrzucona.

BIBLIOGRAFIA:

• Blake Baker, The Far Left: An Expose of the Extreme Left in Britain, Weidenfeld & Nicolson, 1981.
• Mikhail Bakunin, Marxism, Freedom and the State, Freedom Press, 1998.
• Bob Black, The Abolition of Work and Other Essays, Loompanics Unlimited, 1985.
• James Callaghan, The Far Left in British Politics, Basil Blackwell, 1987.
• Michael Crick, Militant, Faber and Faber, 1984.
• Rev. Denis Fahey, The Rulers of Russia, anonymous publisher, 1984.
• Derek Hatton, Inside Left: The Story So Far, Bloomsbury, 1988.
• Douglas Hyde, I Believed: Autobiography of a Former British Communist, Reprint Society, 1952.
• Arthur Koestler, Darkness At Noon, Vintage, 2005.
• George Orwell, Animal Farm, Penguin, 1951.
• Antony C. Sutton, Wall Street and the Bolshevik Revolution, Veritas, 1981.
• Nigel Young, An Infantile Disorder: The Crisis and Decline of the New Left, Routledge & Kegan Paul, 1977.
• Yevgeny Zamyatin, We, EOS, 1999.

 

Rozdział 4 

SPOŁECZNOŚĆ PRZECIW PAŃSTWU

To będzie jakościowa przemiana, nowe życie, życiodajne objawienie, nowe niebo i nowa ziemia, młody i potężny świat w którym wszystkie nasze obecne dysonanse będą rozwiązywane w harmonijną całość.” – Michaił Bakunin

Dobry człowiek i dobry obywatel to nie jest dokładnie to samo” – św. Augustyn
Nie powinniśmy polegać na ministerialnych, skandalicznych wydatkach, korupcji na szczytach i kłamstwach polityków przekonujących nas swymi działaniami, że parlamentarna demokracja jest fikcją; system jest do szpiku kości zgniły. W przeszłości procesy polityczne dotyczyły małych grup wodzów, wojowników i duchownych, którzy spotykali się w regularnych odstępach czasu by rozprawiać o potrzebach i aspiracjach ich poszczególnych społeczności; szczególnie w kontekście bezpieczeństwa i samopoczucia. Polityka zawsze była otwarta na nadużycia, rzecz jasna, ale anglosaska (germańska) tradycja Witenagemot [rada starszych we wczesnośredniowiecznej Anglii – przyp. red.] – znany również jako Witan – był jedną z bardziej zdecentralizowanych przykładów tego, jak nasi przodkowie wywierali wpływ na władzę, która miała mieć charakter oddolny. Zaangażowani odczuwali poczucie obowiązku i odpowiedzialności za swój lud, w przeciwieństwie do dzisiejszych polityków z nosami tkwiącymi mocno w korycie. Witenagemot zapoczątkowała swe istnienie jako zjawisko wyraźnie plemienne i nawet miejsce obrad tych ludowych zgromadzeń nie było ściśle określone. Niestety, w wyniku inwazji normańskiej na Anglię w 1066 roku Witenagemot przekształcony został w bardziej elitarną Radę Królewską (Curia Regis), która służyła jako organ doradczy monarchii, a wkrótce stała się pierwszym parlamentem. Ta subtelna zmiana stała się bardzo wygodna dla ustanowienia przez Normanów zcentralizowanej władzy będącej w rękach ciągle zmniejszającej się liczby osób. Po angielskiej wojnie domowej w XVII wieku władza monarchy została ograniczona na rzecz parlamentu. Ale zamiast ułatwić zwykłym ludziom wyrażanie swoich opinii na temat problemów dnia codziennego, stał się on narzędziem w rękach obszarników i klas panujących.

Główny problem z demokracją parlamentarną jest taki, że ma ona charakter przedstawicielski. Faktycznie, gdy jest to możliwe, ludzie mogą zagłosować na partię polityczną i wybrać polityka ze swego najbliższego otoczenia, który to nie może zostać odwołany lub zastąpiony przez kilka lat – w zależności od kraju i systemu parlamentarnego. Niemniej jednak, jak wiemy aż nazbyt dobrze, politycy nie są zbyt dobrzy w wypełnianiu swych obietnic i mają tendencję do bycia wybieranymi, a następnie wykonywania serii zdradzieckich ruchów. Tak więc choć polityk twierdzi, że reprezentuje twoje interesy, to tak naprawdę reprezentuje w tym momencie interesy partii. Termin „partia” odnosi się do części większej całości, więc mimo, że poseł rzekomo reprezentuje ludzi mieszkających na jakimś obszarze, tylko część społeczności – przede wszystkim ci, którzy głosowali w wyborach parlamentarnych – jest w stanie wyrażać swe życzenia. I to bez brania pod uwagę, że mniejszość ludzi zadaje sobie trud, by wziąć udział w głosowaniu, nie wspominając już o tym, że politycy rzadko kiedy wypełniają swoje obietnice.

Zamiast demokracji przedstawicielskiej, w której politycy służą swoim własnym interesom kosztem wspólnot w imieniu państwa, narodowi anarchiści wierzą w uczestnictwo. Innymi słowy, zamiast co parę lat głosować na polityków i następnie przyzwalać im na trwanie i czynienie tego, co chcą, wierzymy, że to sami ludzie powinni odgrywać aktywną rolę w polityce. Nie w skali narodowej, ale w ich własnych miejscowościach. Zamiast polityków narodowi anarchiści popierają delegatów, ludzi, którzy muszą albo odzwierciedlać wolę ludu albo natychmiast odejść. Ten proces byłby zabezpieczeniem przeciwko korupcji i nieodpowiedzialności oraz zapewniał, że ludzie mają realny głos w rządzeniu swymi osiedlami. Będzie to powrót, jeśli tak chcesz, do starego systemu Witenagemot. I podczas gdy narodowi anarchiści nie wierzą w zastosowanie zcentralizowanej „władzy” , zgadzamy się, że aktualna forma stanowienia decyzji jest czymś, co będzie szczególne dla każdej społeczności. Społeczność – to jest słowo-klucz.
Fakt, że ludzie dali tyle władzy w ręce państwa oznacza, że tradycje i wartości naszych wspólnot ulegają erozji w alarmującym tempie. Narodowe prawa i konstytucje są stosunkowo nowoczesnym fenomenem i przypuszczalnie ludzie są zdolni do organizowania się w zwarte społeczności by oddać pełną odpowiedzialność państwu. Pomyśl o tym, czy naprawdę chcesz zostawić rzeczy biznesmenom, politykom, radnym, sędziom, komornikom, poborcom podatkowym, prywaciarzom [oryg. the landlords –ziemianin lub właściciel mieszkania], żołnierzom, policji i nauczycielom czy też wolisz zobaczyć potęgę, bogactwo i ramiona przywrócone społeczności, do której należą? Im mniej należy do państwa i jego instytucji, tym bardziej staje się ono nieistotne. Gdy tak się stanie, Recz jasna, w końcu będzie ono niepotrzebne i zostanie zmienione. Walczymy w imię społeczności przeciwko państwu.

BIBLIOGRAFIA:

• Ray Bradbury, Fahrenheit 451, Grafton, 1976.
• Anthony Burgess, A Clockwork Orange, Penguin, 1984.
• Aldous Huxley, Brave New World, Grafton, 1977.
• Peter Kropotkin, The State: Its Historic Role, Freedom Press, 1987.
• Peter Kropotkin, Mutual Aid, Freedom Press, 1998.
• George Orwell, Nineteen-Eighty-Four, Penguin, 1983.
• Muammar al-Qathafi, The Green Book, World Centre for Research, 1977.

 

Rozdział 5 

SEPARATYZM RASOWY

Walka w naszych czasach polega na koncentracji, a nie na rozproszeniu; na odnowieniu naszej współpracy z tradycyjną mądrością; na przywróceniu witalnego połączeniu między indywidualnością i rasą. Jest to, jednym słowem, walka przeciw liberalizmowi.” – T. S. Eliot

Zdaniem zatroskanej lewicy, narodowy anarchizm jest po prostu formą faszyzmu lub, według co bardziej paranoidalnych teorii, prawicowym spiskiem mającym za zadanie unicestwienie lewicy. Krótko mówiąc, taka interpretacja jest niepoprawna, a narodowy anarchizm jest zdecydowanie przeciwny etatyzmowi i reakcji we wszystkich formach. W tej samej kwestii, słowo „narodowy” w terminie „narodowy anarchizm” podkreśla fakt, że jesteśmy zwolennikami rasowej separacji. Trzeba powiedzieć, że choć jednocześnie chcemy tworzyć anarchistyczne wspólnoty, które są etnicznie organiczne, to sprzeciwiamy się negatywnym i szkodliwym postawom, które nawołują do nienawiści na tle rasowym oraz bezmyślnej przemocy. Polityka rasowa prawie zawsze była domeną prawicowych organizacji. Ale fakt, że narodowi anarchiści są gotowi rozwiązać ten problem nie powinien powodować, że ludzie błędnie odrzucą nas jako kolejną prawicową organizację założoną do promowania „białej supremacji”, ponieważ narodowy anarchizm wykracza poza podział na lewicę i prawicę. Nie jesteśmy supremacjonistami, rasistami, statystami lub totalitarystami. Co więcej, niemieccy narodowi socjaliści i włoscy faszyści w XX wieku sprzymierzyli się z wielkimi interesami bankowymi i zdradzili większość „socjalistycznych” aspektów swych oryginalnych programów. My jesteśmy prawdziwymi anarchistami i jesteśmy z tego faktu dumni.

Prawicowe organizacje, które nawołują albo do zaostrzenia obecnych przepisów imigracyjnych, albo głoszą, że ludzie pochodzenia nie-europejskiego powinni powrócić do kraju swego etnicznego pochodzenia, nieuchronnie próbują grać z systemem na jego zasadach gry i dlatego zawsze przegrywają. Powód tego jest prosty. Nie tylko dają się uwieść, a następnie skorumpować przez parlamentarny establishment, co kończy się koniecznością kompromisu celem zdobycia większej ilości głosów, ale także wzmacniają nonsensowne realia współczesnego państwa narodowego poprzez całkowite niezrozumienie istotnej różnicy pomiędzy obywatelstwem i pochodzeniem etnicznym. Jak wspomnieliśmy we wstępie, w 1789 roku rewolucja francuska przekształciła naród monarszych poddanych w obywateli nowej republiki, ale pomijając fakt, że jingoistyczne [szowinistyczne – przyp. tłum.] hasło o „wolności, równości i braterstwie” nigdy nie zostało zastosowane w praktyce, to umożliwiło pojedynczym osobom stać się częścią narodu poprzez samo obywatelstwo, choć nie jest ono wynikiem przynależności do francuskiego etnosu. Ta subtelna zmiana przygotowała drogę współczesnym kapitalistom, którzy sprowadzili imigrantów zarobkowych z Trzeciego Świata, którzy, rzekomo, są teraz tak samo „francuscy”, „angielscy” lub „niemieccy”, jak ci z nas, których rodowe linie krwi ciągną się od tysięcy lat. Dzisiaj „narody” są całkowicie fałszywe. Dając wiarę tym sztucznym podmiotom, na chwilę obecną prawica wzmacnia demoliberalny mit. Jednak, z racji masowej imigracji i ruchów demograficznych, populacje współczesnych zachodnich „narodów” cały czas się zmieniają, a zatem establishment czyni intensywne starania na rzec ustawicznego przedefiniowania całej koncepcji narodowości.

Multi-kulturowe populacje Europy i Ameryki Północnej nie mogą być uważane za „narody” w pełni. Ludzie wywodzący się spoza Europy mogą być obywatelami i posiadać ważny paszport informujący o byciu „naturalizowanym”, ale, w rzeczywistości, prawdziwa narodowość oparta jest na pochodzeniu etnicznym. Takie nazwy jak „Anglia”, „Francja” czy „Niemcy” były kiedyś związane z konkretnymi plemionami i ciężko pośród nich było znaleźć Maura, Beduina lub Zulusa, faktycznie więc współczesne państwa narodowe nie odzwierciedlają tożsamości etnicznej tych pierwotnie indoeuropejskich plemion – a przynajmniej nie w całości – sprawiając, że cała rzecz jest totalną farsą. Czy północna część Paryża, zamieszkaną w dużej części przez populację afrykańską, jest jeszcze francuska? Czy Turcy, którzy osiedlili się w Niemczech są Niemcami? Oczywiście nie.

Rasa definiuje kim jesteśmy, daje nam tożsamość i z jakiegoś powodu istnieje. Bez zachowania tej podstawowej różnorodności, czegoś, co możesz znaleźć w całej naturze, świat będzie coraz bardziej ponury, ustandaryzowany i monotonny i jedyni ludzie, którzy pozostaną na naszej planecie z pewnością nieuchronnie stanowić będą jednolitą ludzkość w kolorze kawowej papki. Narodowi anarchiści dążą do zachowania różnych ras na Ziemi i wierzą, że multi-kulturalizm zakończy się rozkładem wszelkich ras. Rasowy separacjonizm jest jedyną drogą by przywrócić organiczną równowagę. Zdajemy sobie sprawę z tego, że niemożliwa jest separacja ludzi w wielkich miastach i mieścinach, wielu z nich ma „wymieszane rasowo” dzieci lub chcą żyć pośród obcych populacji, powinniśmy jednak próbować. Rzeczywiście, wierzymy w to, że państwa narodowe Zachodu dążą do upadku w przeciągu kilku następnych dekad i nasze poszczególne kraje zaczną się dzielić wzdłuż linii rasowych i kulturowych. Więc jest oczywiste, że nie ma potrzeby traktować ludzi w sposób niehumanitarny wysyłając ich do obozów lub deportując, tak jak czynili to naziści i Sowieci w ostatnim stuleciu; zakończyło się to dla nich samych tragicznie. Narodowi anarchiści muszą tworzyć nowe społeczności oparte o własne wartości rasowe i kulturowe. Maksymą przyszłości będzie szacunek dla innych oraz jedność w różnorodności.

BIBLIOGRAFIA:

• Dr. John R. Baker, Race, Oxford University Press, 1976.
• ENM, Forgotten Ideals: National-Socialism Before 1933, The Rising Press, 1996.
• H.B. Isherwood, Racial Integration, Britons Publishing Co., 1966.
• Jean Raspail, The Camp of the Saints, JR, 1973.
• Douglas Reed, Nemesis? The Story of Otto Strasser, Jonathan Cape, 1940.
• Douglas Reed, The Prisoner of Ottawa, Jonathan Cape, 1953.
• Troy Southgate, Hitler: The Adjournment, Iron Sky Publishing, 2010.
• Troy Southgate, Fascists, Nazis or Neither?: Ideological Credentials of the British Far Right, 1987-1994, The Palingenesis Project, 2010.
• Lothrop Stoddard, Racial Realities in Europe, Historical Review Press, 1981.
• Otto Strasser, Hitler and I, Jonathan Cape, 1940.
• Antony C. Sutton, Wall Street and the Rise of Hitler, Bloomfield Books, 1976

 http://www.national-anarchist.net/