Loptr

^ : / ? 23 ? \ : ^

23 zwrotki chorału niedzielnego
wieżę kościoła chce zwalić porywisty wiatr
nie mieli ojców o Woli, której
możnaby złorzeczyć na tej Ziemi,
która ich objęła i w nich zasnęła.
Chcieli norować lisy
i rzucać łańcuchy na instynkty

i nawet jeśli nie rzucona jest klątwa
aby mróz pogryzł im kości
to i tak możesz pić jak z kielicha
ich boleści

Wybacz sobie, wchłoń ból
komenda: doświadczenie wewnętrzne
ekstatyczne i bolesne

 

mem.jpg

 

^ ? / : 93 : \ ? ^

pewien starzec dożył 77 lat
górski kloszard, za młodu alpinista
robił konfitury grzybowe i makowe
oraz składał hołd Niepokalanej Marysi
nie wiem gdzie jest teraz
w tym kraju są miejsca plugawe

Polsko, zluzuj krawat
bo się poddusisz przy następnym
hamerykańskim geszefcie

Polsko, płaciłem Ci już krwią i niewolą
ale czy Ty nie uraczysz mnie gazem musztardowym?
założyłbym przyłbicę i dał kluczem po mordzie

Wybacz mi, Ojczyzno
Xeper Xepera Xeperu Alleluja

 

modlitwa33

^ v.2,33 : \ ? ^ Modlitwa Dziękczynna ^ ? / v.2,33 ^

Badź Prawdziwa wola Twoja
o Niestworzony ojcze świadomości
I wiem, że nie Pragniesz
Procesji psychicznych kuternóg
i chromatych po mszy o pięknym świcie

Ktoś przenicowany mógłby pomyśleć
że zmrok zasnuwa szarugę jak szkwałowe chmury
W których majaczą kształty widmowych
złych, cierpiących twarzy
Puf! Czarny Ogień Jaźni nigdy nie zgaśnie

Bądź Pochwalona Prawdziwa Wola Twoja

13 freitag/16 lipca 2018 ayps

 

<|vv

 

 

Advertisements

Maciej Filipek – Ogień podkładany pod fundamenty.

Sam o sobie: piszę wolno, żyję szybko.

 

FUNKCJE SĄ ŹLE PRZYPORZĄDKOWANE

Gmach starego teatru pozostawił się po sobie
ukruszoną formą budynku, płatami wstającej farby,
wyburzoną ścianą działową, zapachem stęchlizny i pleśni.

Rzędy wypłowiałych foteli. Rampa rzucająca cień.
Scenografia w rozkładzie, larwy robaków
w resztkach pożywienia po bezdomnych.
Przez sen pisali scenariusz snu.
Zostawili zegarki, więc na pewno wrócą o czasie.

Aktor zdjął z siebie skórę i zapomniał tekstu.
Aktor przypomniał sobie słowa, ale nie było już skóry.
Znalazła się skóra, to zniknął aktor. Widziano go,
tekst zaniemówił. Powiedziano kwestię,
przymierzono skórę. I tak bez końca.
Garderobiana przygotowuje strój nieudolności.

Sprzysięgło się. Sufler za kurtyną zdrzemnął się na krześle,
oparł zmęczone plecy o oparcie krzesła.

Widzowie powinni czekać na ostateczną scenę
rozpadającego się szkieletu montażysty.
Kiedy to nastąpi opuszczą teatr. Nie przyszli.

Na deskach stąpały kroki, przetaczała się kula światła,
podnosił kurz w blasku, mienił jak drobinki śliny
reżysera ciągle niezadowolonego z gry podległych dublerów.

Nikt nie mógł zagwarantować przedstawienia na odpowiednio
wysokim poziomie, gdyby odtwórcy głównych ról zachorowali,
a co najgorsze umarli. Miałem rację, mówiąc o wieczności.
Rekwizytor rozdaje przedmioty, powietrze, wodę, oddech,
a ogień podkłada pod fundamenty.

 

pożar.jpg
Surtr Ferr Sunnam!

STREET VIEW

Na mapie oznaczyłem miejsce.
Łezka na zrzucie ekranu podpowie mi,
gdzie był najbardziej obfity wysyp.
Sprzedam tę informację na tajnych kompletach miłośników zbieractwa.

Zapytałem grzybiarza, gdzie zbiera się największe okazy.
Wskazał kierunek, więc odbiłem w przeciwny. Wiedziałem, że kłamie.

Zapisałem współrzędne odosobnienia.
Wszedłem w jego przezroczysty kokon
i śniłem, że mnie nie ma. Dojrzewałem do formy teraźniejszej.

Zapisałem współrzędne miejsca, gdzie przelewała się łąka,
jednostajne brzęczenie owadów.
Odbiłem się od ścianek w szklanych bańkach dźwięków.

Zapisałem współrzędne tego rykoszetu.
Przyleciały ptaki, zapisałem współrzędne miejsca żerowania.
Zaniosły mnie do gniazd, ale wiatr je rozniósł. Gniazda, nie ptaki.

Wróciłem na miejsce odosobnienia,
lecz w kokonie dojrzewał już ktoś inny.
Wracałem po bezdrożach, za mną ktoś szedł po drodze.
Sygnał nawigacji zanikał, wyprowadziłem się w pole.

Czarna ziemia. Tłusta od deszczu, ciężka.
Ten, który szedł za mną został i czeka na zasięg.
Wróciłem do wyjścia. Ktoś przychodzi i zostawia nam chleb.

Czy to jeden człowiek rozprowadza siebie?
Co z chlebem, który nie ma zdolności dzielenia się chlebem?

 

ścieżka.jpg
il. k-wrzywąż

 

SZEŚCIOKĄTNY KAMIEŃ A KWESTIA ŚLIZGU NA WODZIE

Tak długo trwa napisanie frazy o wojnie,
bo każde słowo z tej frazy trzeba oglądać
kilkukrotnie jak ostatni grosz. Ze wszystkich stron

opukiwać je, ważyć i pieścić jakby wybuch wojny miał zależeć od ciebie,
a czuły dotyk sprawi, że rozwścieczone zwierzę będzie ułaskawione.
Ułoży się pod nogami, wydasz mu komendę.

Słyszysz nakładające się na siebie ptasie głosy.
Z gniazda wypada pisklę, które bierzesz za znak przeciwko sobie
i stawiasz jeszcze bardziej ostrożne kroki.

Kto na kogo więc wpadł?

Jeśli ty martwy na siebie żywego,
to dlaczego nie czujesz.
Jeśli ty żywy na martwego siebie,
to dlaczego czujesz.
Jeśli czujesz, to dlaczego – słowo
– jesteś martwe wobec cierpienia,
a podziwiasz radość, jeśli mówię tobą o radości.

 

acephale
rysunek z okładki pisma redagowanego przez Georegesa Bataille’a

 

ANTRESOLA

Dopiero ciemność powiadamia o istnieniu równoległych światów.
Otworzyłem drzwi i w oknie odbiło się wejście do korytarza,
ale jakby zawieszone za szybą. Pielęgniarki, które nie pozwalają
nazywać siebie siostrami, chociaż wszystko wskazuje
na wyraźne związki krwi, wychodzą z pustymi strzykawkami,
a wracają z substancją wyciągniętą z wypłowiałych łodyg.
Rośliny usychają i kruszą się pod dotykiem własnej materii.

Pielęgniarki wstrzykują płyn do naczynia, podpalają palenisko,
gałązki naniesione na gniazda są gniazdom odebrane. Warzy się.
Użyją najcieńszych igieł, takich którymi bezboleśnie wkłują się
w sny pacjentów i zamieszają w nich tak jak ja, który wkładam rękę
w szklaną kulę osłaniającą żarówkę nad wejściem i wybieram światło.
Ożywają suszki much, komary, pszczoły i ciemki.

Od tej pory wszystko wydaje się zakurzone jak stary,
do tego zmurszały fotel z niestniejącego już teatru.
Pada śnieg. W śniegu sypie się popiół. Dość powiedzieć,
że przed gmachem stoi jeszcze kolejka. Widzowie
wymachują biletami i złorzeczą. Sztuka ma się nie odbyć,
a mimo to bileterka wciąż przyjmuje pieniądze i knuje.
Sufler domawia jej kwestie. Dziękuję, przedstawienie
jest skończone, chociaż jeszcze się nie zaczęło.
Za każdym razem akcent pada na inną sylabę,
stąd to nieporozumienie i niedomyślność ulicy.
Z limuzyny wysiada jedyna aktorka i wypada
z niej szkielet, lecz nikt jej nie zauważa.
To mogłoby wzbudzić panikę, przezroczysta
zwaliłaby się gwałtownie na mnie żywego.

Nie powiedzieć, że na parapecie siada wróbel, to nie za mało.
Ptak okazuje się być napuchniętą kroplą. Więc pęka
w nim cząsteczka śpiewu rozpisana na dwugłos,
z którego ten pierwszy dopiero szuka przynależności do dźwięku,
a drugi dobywa się z mojego gardła. Przy czym śpiewam
tak cicho, że niczego nie można poznać po samym ruchu warg.

Jeśli korytarz odbił się w szybie, to musi się to powielać.
Postanowiono o jeszcze jednym oknie i jeszcze jednych drzwiach,
które po otwarciu rzucą jeszcze jeden blask i wszystko rozświetlą.

Ktoś otwiera drzwi i szpital staje się nieskończenie nieskończony.
Nie rozumiem, dlaczego odmówiono przyjęcia kilkuletniego chłopca.
Jego matka wyciera łzy przed głównym wejściem,
dzwoni dzwonek jej serca na antrakt.

 

sercecierniowe

 

CANCER

Do znajomych przyjąłem
Oziębłość Seksualną i Najlepsze Horrory.
Biorę udział w pranku.

Pasterz prowadzi owce.
Popęd i lęki.

Biegnę. Mam sen jak w lesie
depczę po kostkach.
Zwapniała ściółka i pleśń na roślinach.
Pękają krople, słychać trzask gałęzi.
Igły robią hałas na moją prośbę: zróbcie hałas.

Miasto nie ma zbyt wielu punktów zaczepnych,
są za to umiejętnie rozstawione.
Chorzy na raka ciągną za sobą chorych.
Zatraceni w szaleństwie ciągną do zatraconych.
Mądrzy trzymają z mądrymi, głupcy szukają głupców.

Stoję wykluczony na przejściu dla pieszych
i pies z kulawą nogą. Co nam mówi skrót.
Jaki jest kod językowy, że nie rozumiesz
osamotnienia, o którym wyraziłem się jasno.

Z jaką częstotliwością drży czerwone,
że z całą pewnością bierzesz je za jednostajnie świecące.
Na zdjęciu rentgenowskim płuco
przysłonięte niemowlęcą piąstką.
Na płucu ptak odrywa się od ciebie.
Śmierć cały czas w nas gaworzy i potrząsa grzechotką.

 

TIARA

W kontakcie radarowym twoje inicjały i dzisiejsza data
są indeksem, po którym cię wywołujemy.
Zapraszam do relacji na żywo z katastrofy ludzkości,
z podciętymi skrzydłami runęła ku ziemi.

Zostaw ślad kciukiem, serduszkiem lub emotikoną Wow!
albo wyłącz z aktualności i udawaj, że ludzkość nie istnieje.
W korespondencji radiowej słychać tylko trzaski.
Ktoś idzie po wirtualnym lesie i kruszy gałęzie.

Fala elektromagnetyczna prostuje się.
Stada widoków są aktualnie w wędrówce,
pochylają się na brzegu i piją z poidła.
Mrówcza praca ludzi zmniejszonych do rozmiaru ziarna.

Mapa zniknięć jest rozłożona. Pulsują i przechadzają się kroki zaginionych,
uchwyt umarłych na wskazówkach mojego zegara nie wytrzymał.
Ześlizgnęły się palce. Na łodzi, którą z tej odległości nie sposób wyłuskać,
płyną ludzie. W punkcie na niebieskiej łące zmieszanej z głosami.

Motyl usiadł na antenie, przepływa przez niego częstotliwość.
Komu jesteś przeznaczony w mikrokosmosie
sygnałku z pyłem na wielkich skrzydłach?

twentythree.jpg
liczba sygnifikująca synchroniczność, znaki i przemianę
naglovv.jpg
autor niezidentyfikowany

.93:33.

zWiedzony

mówisz
że ludzkim jest ścierpienie
plagiatów własnych
cierpień?

co jest ludzkie
w błędzie
w pojedynczym sposobie jego popełnienia
w jego mnogości powtarzanej rytualnie

słudzy boży
ZJEDLI BOGA
o pomyłce wiedzą wszystko
wiedzą wszystko o mnie
siarczystym beknięciem w kuchni plebana
ciało boże się trawi

a mnie dziś nawiedził anioł pański co zwiastował bestię
bestia w tym pokoju przybrała mój rozmiar moją postać
widziałem wyraźnie kształty języków ognia na ścianie
nie zląkłem się
nie ugiąłem kolan nawet
a anioł wysunął podwójny swój język
i mówił czerwienią, kolorem rdzenia
pojęcia wszystkiego
jak gdyby słowa były splunięcami boskiej krwi

– dramat popełnienia błędu jest odchodem anioła

błąd
– powiedział anioł do człowieka
choć gównem padało mu spod ogona
– błąd
to wytrych do krain wyższego rzędu

ciąg dalszy nastąpi
w nie do końca przewidywalnym
biegu wypadków

historia nie negocjuje pomyłek
spodziewaj się wielkiego udziału w tym dziele

dopilnuj
by się powtarzały
powtarzały się narastająco

bestia będąca mną ziewnęła i poczułem smród
zwiastujący ulgę

 

patronka wersów wyklętych

Gertruda v S

draco
Róża Alpha Draconis, wyhodowana przez GvS, ugwieździł K-wrzywąż