Widziałem Śmierć.

Widziałem Śmierć. Znalazłem się pod ścianą. Sprawa przed sądem ma się ku końcowi – wyrok jest do przewidzenia. Studia, które miały być dla mnie wielką radością, wręcz powodem do życia, nie są ani łatwe, ani przyjemne. Zbliża się 11 listopada, a ja skłócony z narodowymi idiotami. Wybrali drogę pokojowej gry w ramach demokracji, czyli kurestwa. Mnie mają za nic nie wartego auty styka. Żadnej miłości nie widać na horyzoncie. Plany podboju świata na dobre poszły się jebać. Więc naćpam się. Wyemigruję do innego świata, na złość tym głupim chujom. Naćpam się, ale czym? Szczurów chłopaki nie chcieli. Dobrej trawy podobno nie było. Był hasz. Przy transakcji okazało się, że to czarny afgan (zapewne syntetyczny).
Syntetyczne kannabinoidy, wymieszane z alkoholem etylowym, powaliły na ziemię. Rzygałem, charczałem, wrzeszczałem jak opętany. Serce rozsadzało klatę. Świadomość rozpadła się. Runęły wszystkie dogmaty, prawa i zasady. Ujrzałem moje Ja. Dźwięk mojego imienia, to czym byłem i co robiłem – wszystko przepływało mi przed oczami. Rzucałem się, zarówno ciałem jak i duszą, palony przez niewidzialny ogień. Więc tak wygląda Śmierć. Organizm przestaje funkcjonować. Dusza opuszcza ciało. Próbowałem prosić Boga o litość. Lecz płomienie paliły mnie nieustannie, bezlitośnie. Straciłem wszelką przypisaną sobie dumę – zostało tylko obrzydliwe Ja, równocześnie będące mną i oglądane przeze mnie z zewnątrz. Więc tak wygląda Śmierć… Czy naprawdę każdego z nas czeka krzyk, rozpadający się umysł, tarzanie się we własnych wydzielinach? Bezwładność, bezwolność, bezbronność? Zredukowanie poniżej poziomu zwierząt? To już nawet nie reifikacja. Wiele osób pewnie na to zasługuje. Ja również.

Anonim

ikona / ilustracja: screen z filmu “Der Todesking” (1990)

Advertisements

gawno osopiste

DZYEŃ’ DOBRY TU SYSTEM DOZORU ELEKTRONYCZNEGO DZWONIĘ ZRYĆ PANU BANIE – wysyczane sardonicznym tonem tuż po zastrzyku z 7 mg clonazolamu i zjaraniu się maczaną, pod psychodelicznym wrzutem LSD ze zdjęcia poniżej (zamieszczę je później, bo jest chwilowo na telefonie Persony, z którą się dziś pożegnałem).
Moje zachowanie i niedostosowanie społeczne są tyleż warunkowane przez Zespół Aspergera, co przez ciężki nałóg dożylny. W porównaniu do ludzi mam naturę kota. W pełni żyję i żyję swym naturalnym trybem tylko zmieniając psychoaktywnie stan świadomości. Na moim przykładzie, osoby chorej psychicznie i uzależnionej, ale zdolnej do wchodzenia w wyższe stany umysłu, uwidacznia się punkt ogniskowy represyjności polskiego społeczeństfa

Photo0075bFoto wygasłych już nieomal do zgonu popiołów z rozpalonego przez nas ogniska w opuszczonej ruderze, po całym dniu z głupoty i weltszmercu picia kradzionego alkoholu. W deszczu, a uprzednio przy ognisku świętojebliwych emerytów uprzątających górkę Św. Magdaleny, skąd się zmyliśmy po komendzie “opuśccie to święte miejsce (w międzyczasie rzucałem parokrotnie uwagę, że za naszych pradziadów taki ogień płonął by na szczycie, tam gdzie stoi kapliczka), a przed seksem w mroku naw w konfesjonale starego kościoła, oświetlonego tylko płomieniami świec,  gdzie było wszelako za ciasno. 


JARZMO TRZEŹWOŚCI i społecznej alienacji od jedynej, przy której oddycham pełną piersią.