Licho – Pogrzeb w Karczmie

lho_viol_0

CS Devoted Art Propaganda / CD Malignant Voices 2014

Jest coś magicznego!

Szturpak zaskakuje nagraniem w konwencji poezji śpiewanej, do szantów też nie daleko… nie, to koślawy żart, ale PwK dowodzi że mamy jeszcze w tym przykrym kraju bardów. Twardowski black metal? Określenie należyte, jednak z tym black metalem, do groma, za wysokie tu stężenie naturalnej eksperymentalności,czy po prostu na wskroś indywidualnej wizji muzycznej.

Do trupa, do boga, do ciebie pijemy!

Album to ze wszech miar wyjątkowy i jedna z tych rzeczy, które wywołują skrajne reakcje. Za ekscepcjonalność tego materiału przede wszystkim odpowiada jego ekspresyjność. Słowem, wyrazistość emanacji tego albumu jest trudna do przeoczenia.

Rzecz jasna słuchacze gustujący w takiej, czy innej półce, nie nawykli do tego aby krążek / taśma odpalona w odtwarzaczu ostro wchodziła im na banię – prędzej już do tego, by spełniła oczekiwania stojące za wsunięciem tego czy innego nośnika do sprzętu grającego. Zdziwienie gwarantowane. Bez wątpienia spodziewałbym się przy tym wielu reakcji na zasadzie „ki czort?” Najpodatniejszym podłożem do przylepienia awersji są tu bez wątpienia niestandardowe wokalizy. Jeśli nie przekroczą zakresu tolerancji na dziwność u słuchacza, można się spodziewać że będzie miał owy trudności z oderwaniem się od tej płyty przez czas dłuższy, co z resztą może iść w parze z trudnością w oderwaniu się od butelki.

Pod każdym aspektem Licho muzycznie poszło do przodu – która to tendencja zresztą od początku leżała w naturze tego tworu muzycznego. W krok za wzrostem jakości kompozycji – zakręconych i ciekawych – podążyła jakość nagrania. Apropos specyfiki kompozytorskiej, raczej trudno przemilczeć nasuwające się porównania do Joyless, Forgotten Woods i Circle of Ouroborus, ale „PwK” to materiał z diabelnym stężeniem oryginalności i jak mało które znane mi nagranie przejawiający źródłowo sarmacki / polski charakter.

W moim odczuciu wszystkie te eksperymenty muzyczne, zakorzenione, ale odbiegające w owocach od blek metalowego trzonu, których uświadczyliśmy na rodzimym poletku przez ostatnie kilka lat, wymiękają przy wisielczo – wódczanym liryzmie Pogrzebu w Karczmie. Moim faworytem obok dekadenckiego „Spijam dym z kieliszka” pozostaje najspokojnejszy i najkrótszy utwór tj. „Wieko na wieki”, wprowadzający nieco swobodniejszej przestrzeni i urozmaicający płytę. Nie ma tu raczej mowy o wirtuozerii instrumentalnej, ale gitary są doskonale poprzeplatane, a perkusja dopełnia udanego całokształtu. „Dusza” zaś to bodaj najlepszy kandydat na przebój spośród zgromadzonych tu pieśni. Jeśli ten kawałek nie przemówi dosadnie do czegoś mocno specyficznego dla tzw. polskiej duszy, urojeniem jest ona czy nie, polecałbym się takiemu delikwentowi zastanowić nad własną tożsamością.

Na koniec wzmienię, że najbardziej rozbijającym spoistość materiału kawałekiem jest elektroniczne outro, co prawda ciekawe i cokolwiek groteskowe, stanowiące łącznik ze starszą twórczością Szturphryca pod szyldem Trauma Absurdicum. Niezły to kawałek, ale w moim odczuciu PwK przydałoby się outro w nieco innym nastroju.

Obok jakby nie patrzeć odważnego i wyjątkowego artyzmu Licha, głównym atutem debiutu jest bez wątpienia określona, silna tożsamość, której Szturpak dał tu wyraz.

~nhtk

Advertisements