Alchemistycyzm: drzwi naszych ran

I cut myself with Heaven’s blade

Inside the wound I found my wings

Coil (“Heaven’s Blade”)

Wyłoniony ze snu głębokiego, w godzinie wypadłej z orbity zegara, otulonej zwałem amnestycznych całunów, otchłannego aksamitu konieczności ciszy, otóż w tej godzinie kosmicznego bezdechu, gdy zasypia nawet Hypnos na ramieniu Tanatosa, zrozumiano Tobą wreszcie pierwszą i ostatnią Prawdę.

Wpierw musiano zabrać Cię z błędnej planety, która – pchnięta transcendentnym impulsem – wyłamała się z kręgu jedenastu sióstr. I ta dwunasta: w mrok, zbierając go jak spowolniona pistoletowa kula negatywy pajęczyn (oblepiły Cię szczelnie i pochowały nigdzieś w okolicach trzydziestej trzeciej minuty). Czułeś, że nigdy nie wydostaniesz się z delirycznego grobu wykopanego w truchle czasoprzestrzeni, które dryfowało poprzez nienazwane. Nie miałeś już płuc, jednak czarna maź wypełniała skrzela zdysocjowanego ducha. Pneumą się zakrztusił. Umierałbyś w rytm wiecznego koła, nawet przez czas zapomniany, gdyby nie mętnoszare światło, które stopniowo zaczęło rozpuszczać pomrokę. A był nim spokój.

2

Dopiero z ekstatycznym blaskiem wsączyła się wiedza, którą usprawiedliwiasz tę zdradę milczenia. Kiedy więc efemeryczna fosforescencja dopełniła Cię w niebycie, spijając ostatnie krople tremendalnego wspomnienia, usłyszałeś słowa i były to słowa wypowiedziane głosem wszystkich żywych istot, choć nie ogłuszały, miękkie jak fale po uśpionym sztormie. Oto ich dokładne brzmienie:

“Nic z niczego to coś z czegoś. Żaden całkiem nie umiera, żaden całkiem nie istnieje. Ani czernią, ani bielą – gradientem jesteśmy”.

Z ostatnią sylabą zwrócono Cię światu. Wyrzucony na brzeg łóżka, nie spałeś do świtu, gdy powoli wstałeś i udałeś się do lasu. Droga wiodła polami. Barwa budzącego się nieba nie pozwalała zapomnieć o trzech objawionych Tobą nocą zdaniach. Wokół skrzeczały kuropatwy, w oddali pasły się sarny, przez zarośla przebiegł cień głodnego lisa. Ptaki szalały, ich trele jedynie podkreślały ciszę. Szedłeś, czując się, jakby Twoimi stopami szło też całe życie, obecne, przyszłe i minione. Jakby Cię wynurzyło z oceanicznej toni na szorstkie skały, jakby Tobą stanęło na górskim szczycie ponad tektoniką chmur.

Wrażenie, że idzie Tobą również życie wszystkich bliskich, a nawet ludzi widzianych przelotnie, zwierząt, które napotkałeś, roślin, których dotykałeś, materii nieożywionej. Wszystkie te elementy były ze sobą sprzężone, więcej: bez nich nie istniałeś i nigdy byś nie zaistniał. Ta nagła myśl stanęła Tobą w miejscu, chociaż klinga lasu zaczęła rozcinać mglistą dal horyzontu.

Impuls rzucił na kolana na krawędzi pola. Czarna, mokra ziemia znalazła się w zasięgu wyziębionych dłoni. Wziąłeś garść i drugą, zacisnąłeś palce, zrozumiałeś. We śnie otworzono Ci ranę, broczącą teraz gorącymi łzami. Byłeś każdą cząsteczką tej gleby, kamykami kłującymi skostniałe knykcie, wysuszonymi mumiami zeszłorocznych łodyg. Dalej: byłeś zagubionym skrzeczeniem kuropatwy, byłeś zdyszanym wiatrem, byłeś dywanem drogi rozwijanym pod nogami, byłeś również samolotem, który obrócił hukiem klepsydrę przesypanej chwili. Byłeś też powietrzną niemotą, zamknąłeś się za nim z głuchym milczeniem. Słowem: istniałeś tylko w relacji.

A potem – wciąż na klęczkach – pod blednącym firmamentem – w pół drogi między domem a lasem – wizja. Nie zaskoczyła, choć wtargnęła bez pukania i połknęła Cię i pole, i myśli, i zmysły. W głąb błoniastego gardła utkanego z pulsującej tkanki świadomości, poprzez kanał rodny ducha: z powrotem łona.

W łonie witruwiański androgyn. Nagi i dziewiczy, tylko pępowina odchodzi od jego brzucha, niknąc w czeluści kosmicznej macicy. Skóra blada, idealnie gładka, półprzezroczysta jak u zwierzęcych płodów lewitujących w formalinie. Pod siatką żył tętni potencjał życia. Wody płodowe? Chaotyczna pierwocina, buzujący kocioł formy. Co się wyłoni, to zaraz niknie. Oczy stają się tchnieniem, książki emocją, nogi od stołów eksplozjami supernowych, ruchy robaczkowe jelit myślą o wczorajszym praniu, parzące pocałunki niedokończonym wieżowcem, dotyk liścia na skórze śmiercią małej mrówki…

3

Nie istnieją kategorie, różnice jakościowe ulegają rozpadowi. Wszystko wszystkim było, wszystko wszystkim będzie. Wielki Wybuch zapłodnionej komórki jajowej. A płód wciąż pływa i czerpie entropię zabłąkaną pępowiną, pierwszymi drzwiami i jedynymi, które nie były wcześniej raną. Aż skórzasty sznur odpada, z dziury po nim tryska rozedrgane, jakby złożone z atomów tysięcy fosforyzujących motyli światło. Teraz czujesz: Ty nim jesteś.

Ból, pierwotny ból wykluwającej się percepcji. Zaraz potem następne rany, dwie otwarte w oczodołach, dwie w zatokach uszu, dwie w przecinkach nozdrzy, jedna w zdziwieniu ust i inne, pomniejsze, rozsiane po całym ciele. Wszystkie krwawią blaskiem, a ten – w kontakcie z mętlikiem głębi – spowalnia fluktuacje, zamraża zmiany, wyciska formy, których chwytasz się mackami mimowolnej luminacji. Każdy kształt, każda wyodrębniona jakość jest rozdzierającą męczarnią, pali. Sól na twoje rany – jednak puścić się znaczy utonąć w niekomunikowalnym.

I wreszcie goją się krzywdy w strupy drzwi. Teraz możesz do pewnego stopnia kontrolować stopień ich otwarcia, nie są już tylko bólem. Pojawia się ciepły ład przyjemności. Pojawia się szczęście. Wraca i cierpienie, choć nie nie do ścierpienia. Wkrótce potem spotykasz innych narodzonych, spoglądacie na siebie uchylonymi drzwiami, muskacie usta framug końcami świetlistych macek, chociaż nie wnikacie nigdy do środka. Chaos niemal całkiem znika, staje się spokojnym światem okiełznanym formą. Ślizgasz się po powierzchni rzeczy, twoje blaknące promienne wypustki stapiają się z nimi choćby na kilka sekund (inne na lata), niewiele z nich sięga jednak Twojej prawdziwej istoty. Jesteś monadą.

Mimo to niedosyt. Wieczne nienasycenie. Nie zaspokajają go nawet chwilowe wizyty w pieleszach drugiego. Dryfujesz, błyszcząc coraz słabiej, gaśniecie ze światem. Powoli staczacie się w pierwotny bezład, nie mogąc nic zrobić. Nie wiesz, co moglibyście zrobić. Świst bytu w uszach, dłonie nie chwytają, coraz bardziej transparentne, już nie są w stanie. Przepaść. Rozpad, o dno rozbicie.

Znikasz, umierasz? Nie całkiem: zasiewasz nieświadome ziarno w entropijnym czarnoziemie, okrywającym skórę Twojego martwego czoła. Po latach kołysania ciszą wypuszcza ono pęd. Jesteś tą zapowiedzią łodygi przebijającą delikatną skorupkę. Zawahanie – otwierasz ostatnią ranę. Słup świetlistego bólu tryska fontannami z szyszynkowego oczodołu, gdzie spoczywa nasiono. Blask silniejszy niż kiedykolwiek. Męczarnia gorsza niż kiedykolwiek. Wertykalna fala rozgałęzia się na inne, które również tworzą siatkę własnych odgałęzień – tak w nieskończoność. Echami pulsujących żył rozchodzisz się w buzującej nocy. Istniejesz, jak zawsze przedtem, zmartwychwstaje Twoje ciało. Rana goi się w ostatnie drzwi. Wracasz do świata form. Zapominasz. Wciąż się ślizgasz, wciąż zamknięty.

Ale czy czujesz, że nie ma już powrotu do iluzji indywiduacji? Czujesz, jak boli skrzypienie wypartych drzwi? Krzywisz się, bo krzywdzisz Się. Nierozciągany mięsień, gnuśnie skamieniały, błaga o samotność. Ja krzyczy słonymi słowami spojówek, kolejne sylaby kapią na zimną płytę opuszczanego grobu. Twoje imię wyryte. Twoje imię rozpuszczone solą daremnych zwlekań. Kamień, stapiany promieniem miłosiernego spokoju, nie wsiąka w ziemię. Szara, amorficzna masa lgnie do Twoich stóp. Milczysz z miłością. Czekasz, nie czekając. Aż na cmentarzu życia, gdzie odwiedzasz własną trumnę obecnością wszystkich ludzi, dokonuje Cię cud przemiany. To pstre błoto – łasi się – skomli i kwiczy – zamiera. Podnosisz złoto.

Obudzony w polu, nie byłeś już tylko sobą. Nigdy nie byłeś, wtedy zniknął po prostu ból wymuszonej komunikacji. Wstałeś, wypuściłeś z dłoni ziemię, pochyliłeś się, chwyciłeś pierwszy lepszy kamień. Już wiedziałeś: inkarnowałeś się w ten okruch góry, w grunt pod stopami, w las na horyzoncie. Każdy oddech był małą reinkarnacją. Na dużą przyjdzie pora: kiedy kwiat trzeciego oka wrośnie na dobre w podłoże, kiedy Ty, który z Losem jesteś jego ogrodnikiem, zapewnisz mu odpowiednie warunki wzrostu, dasz właściwą glebę, nasłonecznienie i nawodnienie, wreszcie towarzystwo innych roślin, kiedy więc staniesz się alchemistykiem florystycznych syntez, wtedy – zanim zwiędnie i obumrze – kielich kwiatu wyda ziarno i pośle na drugą stronę. I właśnie to ziarno stanowi kamień filozofów.

Saturnijski

Autorzy ilustracji: 1,2 – Alex Kanevski, 3- Allison Sommers

Advertisements

Wywiad z designerem metoksetaminy

Zdjęcie-0003

ODROBACZANIE MÓZGU CHAOSEM Z MXE

Istnieją medyczni chemicy pracujący po niewidocznej stronie przemysłu farmaceutycznego. Tak jak ich prawnie zatwierdzeni odpowiednicy, syntetyzują leki z nadzieją na wytworzenie efektów terapeutycznych. Nie mają jednak pokaźnego budżetu, ani agencji reklamowych. Tworzenie tych substancji wymaga niezwykłej interdyscyplinarności; częstokroć wszyscy – farmakolog, chemik, posolog, toksykolog i zwierzę laboratoryjne – mieszczą się w jednej istocie ludzkiej. W ten właśnie sposób dokonywał się farmaceutyczny postęp od początku historii medycyny – i dopiero w ostatnich czasach praktyka samo-eksperymentowania uległa stygmatyzacji, wobec czego eksperymentatorzy, jak M, muszą pozostać okryci tajemnicą.  M jest jednym z najbardziej szanowanych chemików na tym podziemnym polu. W pojedynkę spopularyzował i odkrył szereg nowoczesnych dragów na potrzeby szarorynkowej dystrybucji. Jego ostatnie badania nad ketaminą i jej chemicznymi wariacjami zaowocowały syntezą nowego dysocjatywnego anestetyka – metoksetaminy. Niedawno znalazła ona drogę do ust, nozdrzy i anusów (a w przypadku bardziej zaciętych zawodników, mięśni lub żył – dop.red.) mnóstwa eksperymentatorów na całym świecie. Poniżej możecie się zapoznać z bioetycznymi dylematami podziemnego chemika.

W jaki sposób zainteresowałeś się chemią dysocjantów?

M.: Cóż, gdy byłem młodym chłopakiem, lat 13, zostałem mocno poszkodowany w wyniku bombardowania IRA w Londynie. Po eksplozji moja lewa ręka musiała zostać amputowana i wiem, że przetrwałem stres psychologiczny, którego większość ludzi nie mogłaby nawet sobie wyobrazić. Zdecydowanie powiedziałbym, że właśnie to wywołało moje zainteresowanie odmiennymi stanami świadomości. Kiedy tracisz kończynę jest znacząca szansa, że w następstwie tego będziesz cierpiał na kończynę fantomową.

Tak, leczenie kończyny fantomowej jest jedną z największych zagadek neurobiologii. Czy próbowałeś terapii lustrzanej Ramachandrana?

O tak, przeczytałem Fantomy w Mózgu i próbowałem okropnej liczby metod. Ta przypadłość w leczeniu jest zupełnym skurwielem. Bóg raczy wiedzieć ile wypisywano mi leków. Antydepresanty, leki przeciwpadaczkowe, czy rozluźniające mięśnie – żadne z nich tak naprawdę nie działały. Największe ekscesy bólu kończyny fantomowej pozostają poza zasięgiem tradycyjnych środków przeciwbólowych, jak opiaty. Równie dobrze można się nimi nie kłopotać. Przepisano mi wysokie dawki petydyny (znanej również jako Demerol), lecz zwróciłem buteleczkę doktorowi, jako że lek nie przynosił mi żadnego pożytku. Lekarz zareagował z przejęciem. Powiedział, “nikt nie zwraca petydyny!” Ból może być tak nieznośny, że skutecznie odcina umysł od konsensusu z rzeczywistością. Bez adekwatnego znieczulenia skończyłem wyglądając jak pacjent psychiatryka, kołyszący się w przód i w tył, niezdolny do zrobienia czegokolwiek, co czasem trwało dłużej niż cały dzień. Biorąc to wszystko pod uwagę, cokolwiek działa na te dolegliwości jest prawdziwym darem bożym.

 Co zaś działa?

Dawno temu odkryłem, że ketamina i kannabinoidy pomagają na moją kończynę fantomową. Jestem całkiem przekonany, że działają poprzez na tyle surowe zniekształcenie obrazu ciała, że odcinasz się od wyzwalaczy bólu. Po domięśniowej iniekcji PCP doświadczyłem głębokich proprioceptywnych zniekształceń, jak gdyby całe moje ciało było proporcjonalnym modelem obdarzonego zmysłami homunkulusa. Ale w pewnym sensie to, co czuję nie jest halucynacją ani zniekształceniem – właściwie odbieram dysocjanty jako korekcyjne, tzn. sprawiające, że fantom znika. Nie jest to z mojej strony idiosynkretyczna odpowiedź; istnieją co najmniej trzy opublikowane artykuły nt. skuteczności ketaminy w leczeniu bólu kończyny fantomowej. Ketamina jest serwowana przez brytyjskie kliniki leczenia bólu wyłącznie na potrzeby leczenia tej przypadłości, jednak w formie wywołującego mdłości syropu. Szkoda gadać, sporo tego przyjmuję poprzez wlew do tyłka, byle ominąć kubki smakowe, ale nawet to ma swoje wady… jak lepkie, ocukrzone pośladki!

Fascynujące. Nigdy nie brałem pod uwagę możliwości, że efekt terapeutyczny ketaminy na kończynę fantomową jest psychogenno-podobny, jak proprioceptywna antyhalucynacja. Ostatnio przeprowadzono eksperyment z ketaminą i złudzeniem gumowej ręki. Badani pow wpływem ketaminy byli w stanie poczuć rytmiczne dotknięcia motoryzowanego pędzla na gumowej ręce w ich polu widzenia, tak jakby gumowa ręka była ich prawdziwą. Więc ketamina może zarówno usuwać i ucieleśniać iluzoryczny dodatek. Masz doświadczenie w farmakologii głównego nurtu, badałeś analogi fenmetrazyny, czy to się zgadza?

Tak, po otrzymaniu stopnia naukowego w biochemii pracowałem nad magistrem w neurofarmakologii. Zsyntezowałem szereg analogów fenmetrazyny i szacowałem ich potencjał jako anorektyki. Ale w celu wykonania tych eksperymentów musisz zabijać szczury. Szkolą ciebie abyś używał zacnych słów, jak ofiara, ale tak po prawdzie zlecają tylko technikowi laboratoryjnemu, aby rozwalił mózg szczura, albo przekroił go na pół parą nożyc. Moje sumienie nie mogło tego zhackować. Tak więc zostałem nauczycielem.

Co robiłeś?

Uczyłem neurobiologii w ramach mojego doktoratu. Ale wtedy przeszedłem z uniwersytetu w rodzaj niezależnych badań, które prowadzę obecnie.

Byłeś pierwszą osobą, która zrelacjonowała efekty syntetycznych kannabinoidów w rodzaju JWH-018, na długo przed Spice Gold, oraz pierwszym, kto skomentował desoxypipradrol, 1-ethynylcyclohexanol, 5-APB oraz metoksetaminę. Przyłożyłeś palec do wielu ciastek… że tak się wyrażę.

Po otrzymaniu stopnia naukowego po prostu rozmawiałem z ludźmi o podobnych zainteresowaniach i poznałem wiele osób posiadających ekspertyzę organiczno-chemiczną. Niejednokrotnie poszukiwali kogoś z wykształceniem farmakologicznym, aby zasugerował obiecujące leki i tak to się wszystko zaczęło. Co do moich syntez chemicznych, już dawno temu odstawiłem kondenser Leibiga w związku z wizytami policyjnymi i galopującą paranoją, ale – co najważniejsze – obiecałem mojej byłej partnerce, że pozostawię to życie za sobą, zanim się do nas przywalą. Jest toksykologiem klinicznym, więc aż za dobrze zdaje sobie sprawę z tego jakie szkody mogą wywołać takie lekkomyślne zachowania.

8hex

Definitywnie istnieje zapotrzebowanie na farmakologów, którzy mogą zasugerować nowoczesne struktury. Niektóre vendory research chemicals trzymają grupę doktorów farmakologii pod ręką, jako doradców w wyborze i syntezie nowych dragów.

Cóż, prowadziłem prace badawcze nad związkami i sugerowałem te, które byłyby prawdopodobnie interesujące do syntezy dla określonej kompanii. Uczestniczyłem w dochodzeniu nad związkami aktywności struktur całego szeregu arylcykloheksamin, na ten sam sposób co grupa badawcza Alexandra Shulgina – i wszystko szło płynnie. Koncentrowałem myśli nad arylowymi i aminowymi zamiennikami PCP i ketamino-podobnych dysocjantów, spośród których część jest bardzo, bardzo obiecująca.

Które dokładnie?

3-MeO-PCP i 3-MeO-PCE są po prostu niesamowitymi substancjami. Mają prawdziwą zdolność leczenia, jako że grupa 3-methoxy wykazuje powinowactwo do receptora µ-opioidowego1 i usuwa maniakalne ciśnienie myśli, które może uczynić z PCP dosyć niepokojący i nieprzyjemny narkotyk. Z 3-methoxy jest niewiarygodny śmiech i nieograniczona energia seksualna. 3-MeO-PCP wytwarza wewnętrzy spokój, jakby całe gderanie podświadomości zostało zupełnie zagłuszone. Przy 15mg poczułem, że 3-MeO-PCP jest być może najbardziej zdumiewającym dragiem, jaki kiedykolwiek zażyłem, a 3-MeO-PCE wydawało się mieć pełen potencjał do zostania następcą LSD. To beczka śmiechu, bez chaotycznego słaniania się ketaminy. Czułem się jakbym był Peterem Sellersem jako Inspektor Clouseau w świecie desperacko zmagających się Charlie’ch Chaplinów. Śmiałem się, aż łzy potoczyły mi się ku udom! Arylcykloheksaminy mają ogromny potencjał terapeutyczny, ale również potencjał do nadużywania.

Tak, wydawałoby się, że metoksetamina została już powitana z otwartymi ramionami.

 Molekuła metoksetaminy to coś, co chodziło mi po głowie przez około 3 lata. Po prostu wiedziałem, że musi być czymś fantastycznym; zawiera każdą konieczną grupę funkcyjną, aby stworzyć doskonały dysocjant. Czułem, że będzie niczym wolna od stresu wersja ketaminy. Ostatecznie znalazłem kogoś, kto był zainteresowany i zrobiłem małą porcję, a gdy ją przetestowałem… zmiotło mnie. Bez wątpienia ma wielki potencjał jako antydepresant. Wendor się zainteresował i zsyntezował porcję do dystrybucji publicznej, która prędko się zeszła. Obecnie w sprzedaży są wszelkiego rodzaju fałszywe wariacje, analogi tiletaminy2 i co jeszcze. Popularność nie była zaskoczeniem, lecz zaskoczyła mnie chęć syntezowania tego przez chińskie laboratoria. Kilka lat temu chińskie laboratoria nie wytwarzałyby arylcykloheksamin pod żadnym warunkiem. W Chinach podejrzani o handel dużymi ilościami ketaminy są egzekutowani.

W Singapurze dilerzy ketaminy muszą znieść 15 razów wymierzonych nasączonymi solanką trzcinami ratanu na gołe pośladki… zapewne przed egzekucją. Ryzykowny biznes. Kiedy pracowałeś nad tymi rzeczami miałeś jakiegoś rodzaju epizod psychotyczny – co dokładnie się stało?

 Czułem, że moim obowiązkiem jest przetestowanie tych chemikaliów pod kątem toksyczności w dużej rozpiętości dawkowej. Wręczenie innym ludziom nieprzetestowanych dragów jest po prostu nieetyczne – to ekwiwalent wrzucania nieznanej substancji w testy klinicznej IV fazy. Byłem zupełnie świadomy, że te arylcykloheksaminy miały potencjał stania się skrajnie popularnymi. Przez pewien okres używałem też metoksetaminy codziennie na swój ból kończyny fantomowej, co zamgliło mój osąd. Wreszcie, byłem w ciężkim miejscu, jako że mój ukochany kot, Nesbitt, chowaniec, którego miałem przez całe dorosłe życie, właśnie umarł. Miał 22 lata i wiedziałem, że to się zbliża, jednak wpłynęło na mnie naprawdę źle. Angażowałem się w wiele samodestrukcyjnych zachowań bez zdawania sobie z tego sprawy, więc przetestowałem 50 mg 3-MeO-PCP domięśniowo, i cóż, skończyłem w czymś, co jak mi powiedziano było stanem katatonicznym.

Śmierć ukochanego zwierzaka jest zawsze bardzo trudna.

Moja partnerka wróciła do domu i mnie znalazła, a przynajmniej mój umysł gdzieś za Alfą Centauri. Pierwszą rzeczą, którą pamiętam jest jazda karetką i przepytywanie przez sanitariuszy, co to było i jak wiele zażyłem. W ich opinii byłem cymbałem. Jak później odkryłem myśleli też, że próbowałem popełnić samobójstwo – kierowali się przy tym znaleziskiem pewnych wydrukowanych stron, pełnych zjadliwych tyrad, które leżały w szufladzie przy moim komputerze. Potrwało cholerne wieki, zanim uwierzyli, że te deklamacje zostały napisane lata temu jako forma terapii, w której pisząc wyrzucasz z siebie uczucia, aby je odgonić. Dopiero po trzech tygodniach przekonałem ich, że nie jestem suicydalnym maniakiem, ale raczej farmakologiem badającym związki między strukturami chemicznymi, a aktywnością arylcykloheksamin… To było coś czego wcześniej nie słyszeli.

Więc dlaczego trzymali cię na oddziale przez pełne trzy tygodnie?

Na początku byłem troszkę, cóż, niezbyt obecny z powodu efektów ubocznych. Myślę, że spojrzeli też na raporty medyczne, zobaczyli PCP i pomyśleli “o mój Boże!” Ale podczas leczenia zaczęli zauważać, że nie zachowuję się jak reszta pacjentów i w końcu doszli do wniosku, że może nie jest ze mną aż tak źle. Czułem się trochę jak Randle McMurphy. Pozwól mi sobie powiedzieć, że jeśli kiedykolwiek zaczniesz myśleć, że zaczynasz szaleć, spróbuj spędzić 2 tygodnie na zamkniętym oddziale psychiatrycznym! Napotkałem tam prawdziwych wariatów, w porównaniu z którymi jestem tylko berbeciowatym ekscentrykiem.

I co się stało gdy cię wypuścili?

Dla mojej partnetki było to kroplą przepełniającą kielich. Powiedziała, że nie będzie daremnie siedzieć obok i obserwować mojej samodestrukcji. Gdy wróciłem do domu jej już nie było, Nesbitt wciąż był martwy, a całość arylcykloheksamin, nad którymi pracowałem, została skonfiskowana i zniszczona.

To naprawdę okropne. Alexander Shulgin zawsze czuł, że dysocjanty nie znajdą zastosowania jako leki psychoterapeutyczne, a John Lilly odkrył, że nawet gdy myślisz, że działanie ketaminy ustąpiło, wciąż utrzymuje się podkład dysocjacji, który zapobiega  powrotowi do stanu sprzed.

Pomimo faktu, że wiedziałem o tym wszystkim, wciąż ingnorowałem to, co powinno wskazywać, że się mylę. Arylcykloheksaminy zapalają zbyt wiele systemów nagrody w mózgu, jako inhibitory zwrotnego wychwytu dopaminy, antagonizmem NMDA i powinowactwem do µ-opioidowego receptora. Skłaniają do nadużycia i ucieczki w fantazję. Zwykłem odnajdywać się majaczącego o chemikaliach, których spróbowałem zaledwie raz lub dwa, mówiąc że są huxleyowską somą lub mokshą, albo Nepenthe Polidammy. Zdałem sobie sprawę z tego, że dysocjanty mają w sobie naprawdę mroczną stronę, której nie posiadają klasyczne serotoninonergiczne psychodeliki.

Jak radziłbyś podążać ludziom eksperymentującym z metoksetaminą?

Gdyby ludzie mieli odpowiedzialność, to by wystarczało, ale niektórzy po prostu nie znają znaczenia słowa odpowiedzialny i można zauważyć, że stłuczki pociągów zdarzają się nieustannie. Były już hospitalizacje ludzi, którzy przedawkowali metoksetaminę, ale też dziewczyna, która poszła do bloku swojego chłopa, wzięła pakiet z nienzanym proszkiem i zdecydowała się zabić z jego pomocą, nie wiedząc że to metoksetamina. Nie poniosła trwałej szkody, ale sprawa wylądowała w gazetach. I wiesz co, całkiem niedawno widziałem, że w Szwecji ktoś dożylnie wstrzyknął sobie metoksetaminą z MDAI i umarł.

Moment, co to było?

Ktoś w Szwecji zrobił sobie zastrzyk ze 100 mg metoksetaminy i 400 mg MDAI.

I ta osoba umarła?

Ta, były problemy sercowe i osoba zmarła. Wiedząc, że gdyby nie moje zaangażowanie, metoksetamina nigdy nie weszła by na rynek… pozostawia to coś więcej niż przykry smak w ustach. Niewiele da się zrobić, żeby nie pomyśleć „po pierwsze gdybym nie otworzył ust, to nigdy by się nie stało.” Ale ludzie kontaktowali się ze mną, żeby podziękować, ponieważ metoksetamina im pomogła. Wiem, że niektórzy znaleźli w niej ulgę od depresji, której nic wcześniej nie zaoferowało.

Przeciwdepresyjny efekt metoksetaminy jest natychmiastowy i diabelnie długotrwały. Mogłaby wygnać z ludzkich żyć uwiąd emocjonalny i ma wystarczająco niską dawkę, aby nie uszkodzić pęcherza moczowego jak ketamina. Ma silną stronę pozytywną, lecz gdy wydarzy się coś negatywnego, jak przedawkowanie, w kontekście całej rzeczy trudno nie poczuć się jak kupa.

Zapytałem chemika Davida Nicholsa jak się poczuł wobec śmierci i amputacji powiązanych z 4-MTA i Bromo-Dragonfly, na co odpowiedział, że był “głęboko wstrząśnięty.”

Musisz być wstrząśnięty, chyba że masz jakiś rys psychotyczny w swojej osobowości. Zwyczajnie wiem, że to spowodowałem: jestem odpowiedzialny za ludzką śmierć. Na swój sposób jest to ciężar do taszczenia przez każdego, kto wprowadza lek na rynek. W sensie, pomyśl o talidomidzie. Wciąż bywa używany do leczenia trądu, czy też choroby Hansena, jak to się chyba obecnie nazywa. Założę się, że jeśli chemik Wilhelm Kunz wciąż żyje, do tej pory ma koszmary o wszystkich defektach porodów, które nastąpiły w latach 60-tych, niezależnie od tego ile dobrego ten lek przyniósł trędowatym. To rzeczy, które karmią koszmary.

Nigdy nie wiesz. Chemik Louis Fieser nie odczuwał żadnej winy z tytułu wynalezienia napalmu.

Ta, ale wtedy z kolei jeden procent populacji ma psychotyczne zaburzenia osobowości – nie odczuwają empatii, ani winy i mogą robić takie rzeczy. Tak jak powiedziałem względem badań policencjackich, zabijanie zwierząt było ponad moje siły.

Nie powinieneś się obwiniać; wszystkie innowacje technologiczne posiadają zdolność krzywdzenia ludzi.

Cóż, to moja dobra katolicka wina. Możesz wyrwać chłopaka z katolicyzmu, ale nie możesz wyrwać katolicyzmu z chłopaka, a ja czasami po prostu szukam powodów do poczucia winy. Możesz wyrwać chłopaka z 3-metoksylowanych-arylcykloheksamin, ale nie możesz wyrwać 3-metoksylowanych arylcykloheksamin z chłopaka, powiadają… Aj, miejmy nadzieję, że to nieprawda.

Przypisy:

  1. Receptor µ-opioidowy uważa się za wywołujący euforyczne, pokrzepiające efekty heroiny i pokrewnych. Niedawne opracowanie autorstwa J.V. Wallacha nt. farmakologii 3-MeO-PCP wykazało, że substancja ta ma właściwie nieznaczne powinowactwo do µ-opidowego receptora, co sugerowałoby, że metoksetamina również jest nieznacznym opioidem. Nie żeby nie była uzależniająca czy niosąca przyjemność, po prostu najpewniej produkuje rzeczone efekty poprzez inny mechanizm farmakologiczny.
  2. Tiletamina jest głównym składnikiem Telazolu, weterenyrajnego środka uspokajającego, który jest używany do znieczulania niedźwiedzi polarnych, łosi i morsów. Jej efekty są często opisywane jako “zimne i kliniczne”, co jednak nie powstrzymało wielu weterynarzy od stosowania jej na sobie bez żadnego umiaru.

przekład z Vice