.93:33.

zWiedzony

mówisz
że ludzkim jest ścierpienie
plagiatów własnych
cierpień?

co jest ludzkie
w błędzie
w pojedynczym sposobie jego popełnienia
w jego mnogości powtarzanej rytualnie

słudzy boży
ZJEDLI BOGA
o pomyłce wiedzą wszystko
wiedzą wszystko o mnie
siarczystym beknięciem w kuchni plebana
ciało boże się trawi

a mnie dziś nawiedził anioł pański co zwiastował bestię
bestia w tym pokoju przybrała mój rozmiar moją postać
widziałem wyraźnie kształty języków ognia na ścianie
nie zląkłem się
nie ugiąłem kolan nawet
a anioł wysunął podwójny swój język
i mówił czerwienią, kolorem rdzenia
pojęcia wszystkiego
jak gdyby słowa były splunięcami boskiej krwi

– dramat popełnienia błędu jest odchodem anioła

błąd
– powiedział anioł do człowieka
choć gównem padało mu spod ogona
– błąd
to wytrych do krain wyższego rzędu

ciąg dalszy nastąpi
w nie do końca przewidywalnym
biegu wypadków

historia nie negocjuje pomyłek
spodziewaj się wielkiego udziału w tym dziele

dopilnuj
by się powtarzały
powtarzały się narastająco

bestia będąca mną ziewnęła i poczułem smród
zwiastujący ulgę

 

patronka wersów wyklętych

Gertruda v S

draco
Róża Alpha Draconis, wyhodowana przez GvS, ugwieździł K-wrzywąż
Advertisements

Myśli odklęte

Uważam, że w chwili śmierci życie człowieka wyświetla mu się w formie klatek/klisz, jakby jechał w przyspieszeniu pociągiem w tył scenariusza swojego życiorysu i obserwował pourywane sceny przez przyciemniającą lekko obraz szybę.

Rozsądek jest cechą zachowawczą, a nie poznawczą. Elementem niezbędnym do zbierania maksymalnej ilości świadomych doświadczeń bywa lekkomyślna odwaga.

Być może najlepszą miarą jakości człowieka, jest to, w jakiej mierze Poznanie może nasączyć go Obłędem, nie prowadząc do krachu maszyny psychicznej i utraty zdolności utrzymania się na powierzchni zastanego świata.
Teza ta ma charakter spekulatywny, a nie krytyczny i nie powinna być rozpatrywana jako jakakolwiek wskazówka a propos ścieżki życiowej.

kolarzerz
kolaż wykonany na Oddziale Chorób Wątroby, aut. – katastrof

Każdy tunel rzeczywistości jest jak pole teatru, matryca, usnuta z pól jak na szachownicy, a pola te są wszystkie jak kwadratowe sceny odcięte od siebie kurtynami. Ultymatywnie, postrzeganie takie wiąże się z dostrzeżeniem władzy bezwładu, do przejęcia sterów przez Chaos, a gdy rozpozna się tożsamość jego płomienia w sobie z tym powodującym Stawanie się wszechświata, gdy wejdzie się z Nim w harmonię, można uzyskać potencjalnie kompletne Poznanie tego, co się dzieje na świecie i w człowieku.

Być może wchodząc sukcesywnie – poprzez medytację, trans, rytuał i / lub zastosowanie psychodelika – w stany świadomości, w których wszystko jest ze sobą połączone i wszystko jest jednym, gdy uzyskuje się wgląd w ukrytą naturę rzeczy i można odczytać większe z mniejszego oraz dalsze z bliższego i przyszłe z obecnego, dostępuje się możliwości uchwycenia lub zapisania tego wglądu, tak, aby jego podszepty były słyszalne nawet już na trzeźwo, po opuszczeniu tego stanu. Zachodzi tu jednak duże ryzyko ułudy i trzeba – posługując się intuicją – wiedzieć, kiedy należy tych podszeptów słuchać, kierując się postulatem skupienia na Teraz.

Wilczaste gryfy, każdy rosły jak kilkudziesięcioletni dąb, zrywają hakami roślinność ze wzgórz, demaskując skały. Gromadzą się hordy. Gdzie pójdą tacy jak wy, o tym pomyślimy my.
Ludzka, blada, owłosiona głowa o rozwartej szczęce w kształcie wykręconej kostki rubika rodzi węże.
Byłem zahibernowany w kokonie, ciągnięty na wózku ciemnym tunelem przez dostrzeganą zza okrywającej mnie powłoki jaszczurowatą, człekokształtną istotę.
Płynąłem astralnym prądem elipsami w dół i w przód, wyginany wgłąb, aż znalazłem się wśród schronów przeciwpancernych z wieżyczkami jak kurhany z płyt z czarnego metalu, obmywanych przez nocny wiatr.

Wizje upadłych

WIZJE ONEGO:

Hotelowe mieszkanie artysty malarza.  Nad kominkiem wisi wizerunek istoty będącej skrzyżowaniem Abraxasa i Seta-Tyfona, ściany w tym pokoju są żółte.
Otwarta łupina ogromnego owocu w którym roi się od dużych owoców niby gadzich jaj.
Kat zbijający szafot.
Żółty nóż.
Wśród chmur widzę czaszkę, prawy oczodół jest pusty i duży a lewe oko zakryte bielmem. Przy późniejszych podaniach widywałem czaszkę ciasno powleczoną zieloną skórą, bez warg, skrytą w cieniu, ze spiralą w jednym oczodole.

Równoramienny krzyż w okręgu na tle fioletowo-zielonych kulistych plam.

Jaszczurza twarz Seta (?/ reptilianina) widziana w mroku splątanym trasami obrysów łusek. Później w migoczącym świetle jak w kalejdoskopie, albo na krześle elektrycznym błyskają twarze wszystkich, którzy go ujrzeli. Krzesło sędziego. Na podziemnej ścianie płaskorzeźba pentagramu w okręgu z cierniowych gałązek. Przydałaby się pochodnia Niosącego Światło, aby oświetlić tą jaskinię, jednak ten skrył się w cieniach.
Rury grzewcze powyginane jak robale albo węże. Przeświadczenie znajdowania się w podziemnej pieczarze kanalizacji.

Jaśniejące halo tęczowej źrenicy.
Orzeł trzymający w dziobie sztylet.
Dłoń o długich palcach powtórzona kilkudziesięciokrotnie, jakby w ruchu rozbitym na klatki.

Wciągający tunel utworzony z zawiniętej, fosforyzującej psychodelicznie szachownicy. Bursztynowe oczy sowy. Grobowiec, którego ściana jest pokryta wyżłobionymi krzyżami w okręgach. Spiralnie utkana pajęczyna.

Zielone obłoki, z których na zielonej wypustce zwisa zielony skrzat.
Czarna dłoń machająca przez czerwoną przesłonę.
Spiralne słoje asfaltu.
Podczas pocałunku: spirale i kwiaty.

Strażnica na szczycie góry z czerwoną chorągwią.
Człowiek o zielonej skórze i czaszce ciasno powleczonej skórą, bez warg; ma niebiesko-fioletowe oczy, kryje się w mroku.

2roseiii
Czarny ołtarz na którym leżą zaplecione w okrąg róże. Na ścianie wisi obraz w złoconej ramie, przedstawia Kapłana stojącego na pustyni w nocy w czarnej szacie, ma władzę nad wężami, piorunami i wulkanami, a w dłoni trzyma jarzące się na purpurowo serce.
Dłoń G. pokryta bliznami od okaleczeń, na palcu ma pierścień zaręczynowy.
Ciemne burzowe chmury nad dębami.
Zielony człowiek, z zębów cieknie mu krew. Stąpa w świątyni po posadzce ułożonej na kształt łusek, widać jego oko z ciemnozieloną podłużną źrenicą i fioletową tęczówką.
Mysz upolowana przez kota, odgryza jej głowę, a z truchła ciągnie się rdzeń kręgowy.
Czerwona makówka z kwiatami układającymi się w koronę.
Ogromne podziemne hale przemysłowe, na środku jest wejście do windy ale tak naprawdę to grobowiec, wszedłem do środka, zjeżdżam w dół i wysiadam w oceanie gwiazd.

Kapłan o twarzy żaby, w kapturze, z ogonem, stoi nad stawem i trzyma pochodnię. Wtem z daleka nadpływają okręty egipskie. Sterują nimi ludzie odziani w maski zwierząt. Kapłan przechadza się po ich okręcie z odurzającym kadzidłem. On nauczył ich połowu ryb i wykuwania metali.
Widzę ścianę świątyni pomalowaną we freski przedstawiające walczących indiańskich wojowników, pantery i krokodyle. Wódz Indian jest odziany w tygrysie futro. Bramę świątyni u szczytu zdobi wyszczerzona twarz demona.

twarzdemona

Wewnątrz płonie Wieczny Ogień. Po bokach wejścia stoją gryfy z halabardami i żółto-niebieskimi chorągwiami.
Piwnica pełna starego wina. Jest w niej ciemno, roi się od pajęczyn a okna są zakratowane.

Starowiktoriański kredens z zegarem i stół na 7 osób z purpurowym obrusem. Gospodarz nosi czarny kapelusz z czerwoną wstążką. Pamięta dinozaury.

Kot z frędzlowatymi uszami, który leży na grubym dywanie przed ścianą ozdobioną symetryczną, okrągłą, niebiesko-czerwoną głową z sardonicznym uśmiechem, czerwonymi oczami, długimi zębami, rozdwojonym językiem i włosami układającymi się płomieniście wokół głowy.
Jaskinia z namalowanymi czerwoną farbą zarysami żab, jaszczurek i spirali.
Lecimy razem ze G. samolotem, trzymam ją za dłoń i czuję, że nic nie stanie na przeszkodzie w wykonaniu naszej Prawdziwej Woli.
Tańczący szkielet w kukiełkowym teatrze, do kości ma przywiązane sznurki. Na scenie rośnie kwiecisty trawnik. Z traw wynurza się zając trzymający w zębach jeszcze bijące, ludzkie serce. Ludzie na widowni zaczynają się szaleńczo śmiać, a następnie rzucają krzesłami, rozbierają się i realizują orgię. Wtem wpada specnaz / brygada antyterrorystyczna i wytruwa ich fentanylem.

Pięknie zdobiony, pokryty żelaznymi ornamentami czerwony lichtarz, coś mi mówi, że stoi on nieopodal naszego grobu. Jest słoneczny dzień, powietrze jest rześkie i śpiewają ptaki. Na cmentarzu lis wykopał sobie norę. Wielobarwne opadłe liście zaścielają nasz nagrobek. Po bokach schodów doń wiodących rosną drzewa o kwadratowych pniach i ciemnoczerwonej korze. Na gałęzi tego po lewej owinął się wąż, a na tym po prawej siedzi sroka. Kute, metalowe, rzeźbione drzwi do kaplicy. Przedstawiają groźną postać stróża z przetrąconymi skrzydłami. Gdy zapada zmrok, wrony i gawrony gęsto obsiadają ramiona krzyża. Nasz syn przynosi nam kadzidła i polewa ziemię przed nagrobkiem absyntem.

Stroboskop.
Czaszka z różą w zębach, jeden oczodół pusty, w drugim jest kwiat róży.
Wąż zawinięty w ósemkę.

tumblr_ogulduyoud1tm5ooho1_400
Zamknięte drzwi z drewna, mają rudy kolor i dobrze widać poszczególne słoje. W drzwiach jest wizjer, jak pukam to przez ten wizjer widzę kompletnie czarne oko.
Widzę jak wózkiem ręcznym wypakowują ogromną przyczepę.
Niebieski okrąg który się skurczył i zamienił w owada.
Żółte, gadzie oko z czarną źrenicą i otoczone bladoszarymi łuskami.
Widzę reklamę dopalaczy, jest to plakat zawieszony na tablicy i napis głosi: MAMY CIĘ!
Żelazny, pomalowany na zielono płot, za nim rosną sosny i zasłaniają kompletnie czarny dom.
Na tle fioletowej ściany widzę odwrócony krzyż a w kadzielnicy jest krew.

Ciemna powierzchnia przetykana siatką lub czerwonymi liniami, na nią zachodzą fioletowo-granatowe chmury od których odcina się czarny cień Obcego.
W kompletnej ciemności widzę zielonkawą plamę, która na moment się rozjaśnia i przeradza w upiorną twarz, wykrzywioną w sardonicznym uśmiechu.

Fraktale.
Widzę czarne okręgi wypełnione fioletem które się oddalają.
Krzewy bzu.
Przystanek przy cmentarzu Rakowickim. Na cmentarzu rosną ogromne dęby, a czarnej, żelaznej bramy strzeże Lucyfer z pochodnią nasączoną smołą. Ma zaprzęg huskich i dwa bicze.
Puste niebieskie krzesła na widowni kina, ekran jest przesłonięty czarną kotarą, po bokach rosną paprocie a za krzakiem dzikiej róży czai się lis.
Obskurne polskie blokowisko z zadrapanymi ścianami budynków.
Przez chwilę zdawało mi się, że byliśmy na cmentarzu Rakowickim na działkach i że G. kazała mi sobie założyć buty i nie mogłem ich znaleźć.
Poszliśmy grzać w krzaki ale nie mieliśmy papieru ani wacików i zapytałem przechodzącą panią z zakupami która bardzo chętnie mi je dała.

Zielone baraki otoczone drutem kolczastym.
Labirynt z czerwonymi ścianami.
Wiata z fioletowo-żółtej blachy.
Wspinam się na wieżę ciśnieniową aby oglądać upadek systemu, sam się do niego przyłączam.

Widzę coś nie do opisania. W ciemności widzę okno zakryte czarną zasłoną w kratkę przesłaniającą odrobinę światła.
Bezdomny z żółtą gitarą.
Idziemy peronem wśród liści. Schodzimy na trawę i docieramy do studni.
Przepływające chmury na tle nieba złożonego z łusek. Chmury są fioletowe.
W fioletowo-zielonym mroku błyskają diamentowe oczy smoka.
Cień obrysu twarzy Lokiego.
Skrzyżowanie kota ze szczurem.
Blade dłonie o bardzo długich palcach i długich paznokciach czynią magiczne znaki nad płonącym w kulistym zbiorniku ogniem.

v6b
herr K., fot. Gertruda

Widzę nasz płód i wiem, że jeżeli nie zawiodę, będzie to człowiek o ogromnym przeznaczeniu.
Spiczasta broda zawinięta jak półksiężyc, ciemnofioletowe usta i duże, kompletnie czarne oczy.
Nieświęte serce obraca się wśród fioletowych chmur.
Szczęki humanoidalnego jaszczura spomiędzy których wystaje rozdwojony język. Czarne oko o obrzeżonej srebrnie szaro-zielonej gadziej źrenicy.
Wśród ciemnej przestrzeni wypełnionej łuskami wyłania się półprzezroczysta twarz. Wygląda jak zza drugiej strony lustra.
Wśród fioletowych chmur cień małego człowieczka, myślę, że to nasze dziecko.

Widzę jakbym leżał w grobowcu i patrzył na niskie, popękane sklepienie.
Fioletowe chmury układają się w kształt złączonych dłoni.
W prześwicie ciemności widzę diamenty.
Fioletowy zarys postaci z rogami.
Demoniczna trupia blada twarz i jasnoszare tęczówki oczu.
Widzę wielkie kocie oko. U góry tańczy fioletowa mgła. Układa się w rozwartą paszczę jakiegoś mitycznego potwora.
Fioletowe chmury się rozwiewają, odsłaniają zieloną powierzchnię pokrytą ciemnymi plamami, jakby rdzy.
Plama przez którą przepływają kolory od czarnego, przez zielono-szary, po fioletowy. Jak jest zielona, wygląda jak stary, okopcony sufit.
W fioletowej chmurze robi się dziura a w niej widać ciemnozielone wieko grobu.
Teraz wszystko zaczyna stroboskopowo mrugać.
Szaro-fioletowy dym który się rozwiewa, przyjmuje różne kształty i zostaje zasłoniony cieniem.
Ornament płatków śniegu wśród których widać zastygłe w krzyku ludzkie twarze.

v3b

Groteskowa twarz kosmity z ogromnymi oczami. Jego czaszka jest najszersza u góry a u dołu wąska, ma fioletowe usta.
Jezus stojący z pochyloną głową świecący się fioletowo-czerwoną poświatą. Aura jego włosów ma kolor niebieski.
Sroka przez sekundę. Twoja twarz odbija się w lustrze, którego większość wypełnia powierzchnia przetkana bardzo gęstą siatką koncentrycznie otaczającą okrąg.
Ornament na czerwonym tle na którym są jasnożółte zdobienia jakby naniesione gwiazdkami lodu.
Zamyślone, zasępione brodate twarze.

Zielony lewitujący eliptyczny kształt porównywalny do waginy.
Puste fiolki po krysztale.
Drzewo wyrastające ze studni, jest to jesion albo dąb.
Skrzat który wystaje z wiadra.
Strzykawki i zakrwawione waciki.
Aptekarska butelka z brązowego szkła. Płyn w niej ma strukturę łusek.
Gruba liturgiczna świeca wokół której jest owinięty cienki wąż, jego język jest płomieniem.
Kryształowy kielich pełen ciemnej krwi. Stoi na ołtarzu przybranym na niebiesko.
Czerwono-różowy kształt obok którego jest szaro-zielona hala.
Właz prowadzący z piwnicy na górę albo na dach.
Znowu czerwono-różowy kształt układający się jak witraż. Zrobił się szaro-niebiesko-zielony. Coś mi podpowiada, że to jest Nieświęte Serce.
Teraz widzę inną istotę (rysunek wkrótce).

Różowe serce na tle obrazu namalowanego przez lód zastygły na szybie.
Kwiaty i gwiazdy.
Zielony okrąg – w nim wąż ouroboros.
Kwiat róży lub kropla krwi.
Twarz olbrzyma złożona z dużej liczby kamieni na tle nocnej puszczy.
Jasność pełna fraktali i kwiatowych ornamentów.
Cztery diamenty w koronie Lucyfera.
Czerwone okno do innego wymiaru.
Czerwone chmury na nocnym niebie i wędrowiec w niebieskim płaszczu. Chodzi z kosturem wśród wysokich grabów i brzóz. Las rośnie na pofałdowanym terenie. Na mchu leży obrazek święty Jezusa z sercem otoczonym cierniami. Na polanie rośnie gigantyczny grzyb, wyższy od posążku jakiejś świętej. Kostur wędrowca jest ozdobiony u góry nazistowskim orłem. W mchu zauważam leżące wśród jagód butelki po lekach, brązowe z żółtymi etykietami. Wtem wędrowiec dociera do rodzaju kamiennego amfiteatru. W jego centrum stoi kamienny ołtarz splamiony krwią.
Przez otwarte drzwi górskiej chaty widzę zamglone szczyty. U wejścia wiszą wachlarze z biało-szaro-brązowych piór. Wewnątrz roi się od ziół i przetworów z maku i konopii. Nie wiedzie tam żadna droga.
Teraz patrzę jak żuki chodzą po uschniętych kwiatach.

luski7v
próba ilustracji dominującej podczas wizji tekstury

WIZJE ONEJ:

Migawki z Fromborka (hotel i Zalew Wiślany).
Ołtarz na którym stoi złoty kielich z którego unosi się czarny dym.
Kotara którą ktoś od drugiej strony rozcina nożem.
Płomień (złoto-biały) unoszący się w przestrzeni.
Ktoś strzelający z bicza a bicz okazuje się być wężem.
Grób M.
Tunel drzew prowadzący do jakiegoś grobowca, na grobowcu wyryto runy i najrozmaitsze święte i magiczne znaki.
Patrząc na K. stojącego ze świecą w dłoni mam wrażenie, że widzę jego aurę i widzę płomień w nim.
Smok o trzech szyjach i pyskach węży.
Wchodzę do ciemnej świątyni gdzie za srebrno-szarą kotarą siedzą bogowie, kotara jednak nie odsuwa się, mam jedynie świadomość ich obecności, pole widzenia trochę jakby z góry.
K. szczęśliwy, tulący w rękach dziecko.
Czerwono-złote błyskawice będące wszędzie.
Drewniany domek w lesie, przeświadczenie, że jest nasz.
Zasłona ciemności rozdziera się ukazując pustkę, ziejącą wielką kosmiczną czerń.
Dwa rysie pod ogromnymi drzewami sosen.
Pada deszcz i wydaje mi się, że nie słyszę go, a widzę, migotaniem tysięcy srebrno-złotych kropel. Widziałam piorun za oknem, wydał mi się kulisty i niebieski. Za oknem dalej pioruny, są piękne, chciałabym, żeby świat zawsze był oświetlony ich światłem.
Deszcz zdaje mi się płakać nad nami.
Teraz gdy zamykam oczy mam pod powiekami tylko jego.

Widzę naszą trójkę (K., nasze dziecko i ja) jak idziemy trzymając się za ręce przez las.
Rośliny do których mówię i rosną.
Noc poślubna we Fromborku.
Widok ze szczytu górskiego na inne ośnieżone szczyty pokryte mgłą a na dole pośród skał jezioro.
Świeca na łóżku promieniuje światłem i blaskiem i mam wrażenie, że tak samo promieniuje moje serce.
K. z zabandażowanymi rękoma (? vide sen o tym, jak sobie uszkodził dłoń – sprzed paru tygodni).
Policja zabezpieczająca teren po tym jak dostałam zapaści oddechowej i umarłam.
K. piszący dla mnie wiersz.
Diabelska szopka; coś jak szopki krakowskie na Boże Narodzenie tylko z samymi sprośnościami i diabłami.
Jaskinia pełna stalaktytów i stalagmitów (pośrodku jezioro).
Czyjeś nogi stojące na posadzce skąpanej we krwi.
Dwójka przerażonych dzieci będąca ofiarami porwania do tego świata (K. i ja).
Robię zdjęcie buteleczki piwa które ma lisa na etykiecie.
Czytam jakiś list z więzienia.
Ręce ponad powierzchnią spienionej wody wykonujące jakiś zmysłowy taniec, pod wodą jest syrena.
Jak Alicja w Krainie Czarów, otoczona “dziwnością” świata i nie rozumiejąca jego reguł.
Dolina otoczona wzniesieniami, skarpami, urwiskami, wysoko rosną drzewa, wszystko w intensywnej zieleni.
W płomieniu świecy, w drganiach jej światła wyczuwam rytm bicia serca K., jego serce jest Wiecznym Płomieniem.
Kłębowisko węży i żmij; zielono-czarne łuski i połyskujące czerwono-żółto oczy.
Rozlatujący się mały kościółek który chcę odnowić i w nim zamieszkać, zostawić ołtarz do sobie znanych celów.
Pęknięcia na ścianach, pełzające larwy.
Stroboskopowe światła.
Szatan który się do mnie uśmiecha co poczytywać mam za znak, iż “jestem na dobrej drodze” by wywiązać się z tego, co podpisałam w cyrografie…
Morze rozbijające się o ogromne przybrzeżne skały – kolor wody holograficzny – od zieleni, przez niebieski, po fiolet.

morze
Zaspy skrzącego śniegu.

Dłoń z której wyrastają gałęzie.
Tunel pod ziemią prowadzący do ścieków.
Las z powalonymi przez burzę drzewami.
Stoję na szczycie górskim w środku zimy, wszystko skąpane w śniegu.
Krzesła w poczekalni; ta poczekalnia to Czyściec.
Podczas pocałunku widzę ciemnogranatowe burzowe niebo.
Trzciny poruszające się na wietrze.
Kot pijący wodę ze strumienia, po wypiciu zaczyna sobie myć futerko.
Świątynia, coś jak bazylika watykańska, rozświetlona tysiącem świec, przy ołtarzu trony na których siedzą Abraxas i Set-Tyfon.

Kościół w którym ludzie rzucają kwiaty obchodząc jakąś ceremonię, ja i K. trzymamy się za ręce.
Wchodzę z K. do pustego kościoła i znów kochamy się w konfesjonale.
Dziewczynka bawiąca się truchłem psa, m.in. dźga go patykami, otwiera mu oczy itp.
Wyszczerzona twarz szefa, który mówi: “trzeba umieć rozdzielać obowiązki osobiste od zawodowych!”.
Cmentarz w R., na którym pierwszy raz długo rozmawiałam telefonicznie z K., ołtarz polowy przybrany jest na czerwień i złoto. Nie ma mszy, ale stoją na nim wszystkie liturgiczne parafernalia i chcę je wziąć do domu i się nimi bawić.
Kruki wokół grobu mojego dziadka, wyglądają jakby trzymały straż.
Podpalam przydrożną kapliczkę z figurką Matki Boskiej.
Moje niedoskonałe ciało którego mi wstyd i któremu chętnie bym wyrządziła krzywdę.
Kąpiel i zastrzyk morfiny w wannie, tak jak to praktykowałam przez parę lat.
Występuję w programie dla dzieci, wychodzę z trumny i mam udzielać odpowiedzi na pytania dotyczące życia pozagrobowego.
Rozbity termometr, rtęć w małych kuleczkach które zbieram celowo ażeby się otruć.
K. jest Aniołem i każde piórko które spotykam na swej drodze jest jego zgubą, należy do niego; myślę o tym w ten sposób, że przemierza jako Stróż wszystkie moje ścieżki; gdzie on, tam ja.

1wrzes033
Czuję jakby moje serce miało formę kwiatu który rozkwita tylko przy nim, w pozostałych przypadkach jest zwinięte w pączek i nikt nie ma doń dostępu.
Świątynia pełna postaci w czarnych płaszczach i kapturach; niosą płonące lichtarze, cienie liżą ściany na których widnieją czerwono-czarno-złote freski.

Krew na palcu, na którym nosiłam pierścionek zaręczynowy.
Ciasna komórka z zakratowanymi oknami, jakieś 2,5×2,5 m, łóżko, stolik i nic ponad tym. Mam w tej celi spędzić 10 lat.
Syriusz który obiecuje mi być moim kosmicznym przewodnikiem.

K. w czarne cętki, jak tygrys.
Ścieżka wśród drzew, pośrodku stoi zakapturzona postać.
Opustoszała świątynia, podchodzę do ołtarza i rozpoczynam po swojemu nabożeństwo.
Niedźwiedzica i małe niedźwiedziątka na leśnej polanie.
Powalone w czasie burzy drzewo, które utworzyło kładkę nad rwącym górskim potokiem.
K. siedzący samotnie w lesie na ściętym pniu drzewa, jest młodszy niż w rzeczywistości, wydaje mi się, że rozważa samobójstwo.
Dwa pochłaniające się wzajemnie języki ognia, czerwony i żółty.
Schody prowadzące do wejścia do świątyni w stylu greckim, oprócz dwóch kolumn przy wejściu nie ma żadnych architektonicznych ozdób, cała jest z litego szarego kamienia.
Tygrys w obręczy splecionej z róż.
Algiz i Thurisaz wyryte na dziobie drewnianej łodzi.
Znajduję w lesie ludzkie szczątki, jest to dobrze zachowany szkielet z uniesionymi ku czaszce rękami, wygląda, jakby krzyczał.

Kamienna brama wyglądająca jak Łuk Triumfalny – wejście do ruin świątyni w sercu lasu.
Wiatr rozsypujący płatki kwiatów na wietrze, najwięcej róż.
Wiewiórka, która przemknęła po konarze olbrzymiego drzewa jak podczas naszego ostatniego spaceru, skacze z drzewa na drzewo i w ten sposób pokazuje nam, byśmy za nią tym szlakiem poszli.
Ogromna cisza na pustej plaży tuż przed tym, jak ma nadejść sztorm.
Papierki po dopalaczach i rozbite butelki leżące na terenie Szpitala Babińskiego.
K. zrywający mi do wiązanki ślubnej róże i polne kwiaty.
Barwy z obrazu autorstwa Tomasza Babierackiego, który wisi nad naszym łóżkiem, zdają się spływać kaskadami, być w nieustannym ruchu.
Naga kobieta z tatuażami (Babalon): wieńcem z róż opasującym biodra i podbrzusze, księżycem i słońcem na dekolcie, ptasimi piórami na ramionach i plecach i dwoma pucharami z których wychylają głowy węże na udach, strzeże bramy prowadzącej do sekretnego zakonu, obok wejścia stoją dyby i studnia a kobieta trzyma w ręku łańcuch z kluczami do nich.

Czarno-biały film wyświetlany z podniszczonej kliszy, duże ziarno, szumy. Ciężko rozróżnić jakieś kształty.
Tor wyścigów konnych, wszystkie konie są białe, tylko jeden czarny.
Leśna polana skąpana w świetle księżyca i gwiazd. Na powalonym pniu drzewa siedzi starzec z długą siwą brodą, trzyma lampion w jednej ręce a pięknie rzeźbiony kostur w drugiej.
Muzeum archeologiczne i niebiesko podświetlone krypty.
Jagniątko ssące mleko owcy.
Mieniący się granatowo-zielono (jak pawie pióro) język ognia.

vsss
herr K., fot. Gertruda

Drabina naszpikowana odłamkami szkła. Wychodzenie z dna boli.
Wierzby płaczące w polach za domem rodzinnym w W. Zwieszają gałązki nad płytkim polnym strumieniem. Witki nurzają się w wodzie powodując powstawanie małych wirów, spiralnie uformowanych błyszczących na srebrno tuneli.
Drewniana chatka w lesie, nad kominkiem wisi strzelba, w kuchni na stole leży niewypatroszona dzika zwierzyna.
Pole maków, rośliny zamiast makówek zakończone są głowami węży.
Vril nad krajobrazem skutym lodem, w zorzy polarnej.

Zielone wagoniki karuzeli.
Domek na klifie morskim. U dołu z hukiem woda rozbryzguje się o skały.
My jako dzieci, huśtamy się na huśtawce.
Siatka żył na ciele K., jakby stał pod czymś w rodzaju rentgena.
Tarot, na wierzchu karta z Wisielcem.
Złoty lichtarz z płonącą świecą. Ołtarz przybrany na czerwono.
Koty bawiące się z wężami.
Trzy nagie boginie o jaskraworudych włosach.
Zawieja śnieżna, wszystko błyszczy w świetle ulicznych lamp. Widzę powroty do domu na Dobczycką z K.

Wzburzone ciemne morze, statek płynący nocą wśród gwiazd.
Las i koszyk pełen muchomorów.
Cmentarz w Święto Zmarłych, wszędzie mnóstwo zniczy.
Zastygła w bezruchu na leśnej polanie sarna wlepiająca we mnie wzrok.
Stada mew w porcie rybackim.
K. zrywający dla mnie róże i kaleczący sobie dłonie.

Tęczowy most zrobiony jakby z kwarcu. Łączy ze sobą dwie podobne Ziemi planety.
Lisica w legowisku z młodymi. Jej zęby błyskają czerwono a oczy szmaragdowo.
Betonowy bunkier. Wejście / właz do niego jest gdzieś ukryte.
Morze wyrzucające na brzeg ciało topielca. Jest ciemne i wzburzone a niebo szare jakby zapowiadało się na sztorm. Na piasku jest mnóstwo piór, wyrzuconych wodorostów, muszli i meduz.
Zakapturzona postać siedząca w pieczarze w górach. Na ścianach suszą się rośliny i grzyby, wszędzie są szkielety i kości rozmaitych leśnych zwierząt, pośrodku palenisko z buchającym na pomarańczowo-czerwono-złoto ogniem.

v16
skromne palenisko ze spaloną różą, fot. Gertruda

Diamentowo migocząca powierzchnia na tle której wirują róże.
Porośnięte mchem skały w górach, tworzące labirynty / szlaki jak w Górach Stołowych. Zapada zmierzch, nadlatują sowy. Czysta górska woda wycieka spomiędzy skał, w mroku wygląda jak mieniąca się, gęsta, pryzmatycznie rozszczepiająca światło smoła.
Polana w lesie skąpana w porannym słońcu. W koronach drzew szumi czysty, łagodny wiatr. Na horyzoncie na linii drzew widać słup dymu.
Szkarłatna kotara za którą stoi szklana gablota skrywająca serce zatopione w bursztynie. W innym bursztynie jaszczurka i węże jaja.

v15b-copy
rozkuwanie kłódki psyche

Opuszczony cmentarz i zrujnowana kaplica do której wiatr przywiał liści. Na belkach pod sklepieniem siedzą uśpione ptaki. Kładziemy się z K. pod samym ołtarzem i przyglądamy się wyblakłemu malowidłu na suficie. Kontury i kolory zatarte przez czas, ale chyba przedstawia walkę aniołów ze zbuntowanymi aniołami.
Wnętrze grobowca do którego wpadają smużki światła – zielone, fioletowe blaski kładą się po ścianach wnętrza. Chciałabym już stamtąd nie wychodzić.
Moje włosy mokre od roztapiającego się śniegu. Stoję na tle pomnika z krzyżem w lesie i wycinam sobie nożem jakiś skomplikowany symbol na nadgarstku – wiem, że jest jak płatek śniegu, nie ma drugiego takiego samego.
Feniks płonący pryzmatycznie rozszczepionymi barwami, najwięcej lśnią jego pióra zielenią, fioletem i czernią, sprawiają wrażenie jakby były z diamentów.

Herr Katastrof i Frau Gertruda