Garść popiołu i gruzu na polackie jajogłowy

Na krzywy ryj komu te etykiety w sklepach monopolowych: ALKOHOLU NIETRZEŹWYM NIE SPRZEDAJEMY, jak i tak wiadome, że kupują po to, aby nietrzeźwym być, a potocznie mówiąc: najebać się. Co się zowie hipokryzją, jeśli nie to? Pierwszy zakaz który się rzuca czarno na białym przeciętnemu obywatelowi w RzeczSoplicospoliconejPolskiej XXI w. A taki jeden z drugim robi grafitti na śmietnikach: JEBAĆ PSY, JARAĆ TOWAR. Tymczasem białych ludzi w tym coście-skurwysyny-uczynili-temu-kraju, jednostki z wrodzonymi predyspozycjami do zgłębiania zmienionych stanów świadmości, dopóki nie wyrzekają się głosu serca, traktuje się jak obywateli gorszej kategorii. What’s wrong with this picture? – z wieczornych rozkmin redaktorów.

21984189_1957604767843775_1345294666_n

W świetle progresu, jaki poczyniłem w kwestii środków psychoaktywnych odrzucam zgryzotę sumienia, jakoby nadal trawił mnie rak politoksykomanii i wszystko, co się z tym wiąże: poczucie, jakoby moje instynkty nie były zdrowe, a ja ich konsekwentną realizacją urągam bliźnim – to pozostałości tego, co William S. Burroughs nazwał chorobą chrystusią, na moim mózgu.
Widzę wężową ścieżkę i kroczę nią w równowadze. Ja nie skapituluję, bo zrobiłem to wielkopańsko i nieomal śmiertelnie, ale życie mnie zatrzymało w swoich objęciach i wynagrodziło; nie dam się ukrzyżować ani zaszczuć. Wara 23!

1. Kto się nie lęka ten już poznał przegraną i przetrwał z zaczynem oporu, z ziarnem chaosu.
2. Nie bierz perły za muszlę
3. Słowo jest Cieniem Duchowym
4. Praca skraca dzień i czyni wolnym od wyrzutów sumienia z tytułu realizowania swoich naturalnych instynktów drapieżcy
5. Od brania ręka nie boli, chyba że się zbłądzi tak, że bierze się coś, od czego palą się kable, kurka Twoja mać RPIII PolaKatolicka brać.

Six Sieg Six. Polskę kochać trzeba, a Ci co są zdolni zdobyć się na tą miłość po wyeksplorowaniu jej najciemniejszych aspektów, zasługiwaliby by pójście do nieba.

Processed with VSCO with m3 preset

Uświadomiłem sobie, że jedną z przesłanek (i to właśnią tą fałszywą), za powodem których tak zajadle optuję (i będę mimo to optował) za antypsychiatrią był mój odbiór przypadków osobowości o zaburzeniach tego samego rodzaju, co moje i pogląd na benzodiazepiny, jako leki, których nie należy stosować trwale. Tymczasem życie znowu zajadle kole mnie w oczy uświadomieniem błędu, w którym utknąłem na parę lat, ale już nie. Mianowicie: benzodiazepiny nie leczą, a pogłębiają problem. Proste i bolesne, bo przynoszą momentalną ulgę od dyskomfortu immanentnego istnieniu, która jednak działa na zasadzie przesunięcia filtra, jak stopień zaciemnienia przyłbicy spawalniczej reguluje podatność oczu na ból. To wyjaśnienie sukcesu komercyjnego Xanaxu – pacjent dostaje receptę na alprazolam i popada w zachwyt nad jego skutecznością “terapeutyczną” – aż nie dotrwa do momentu, gdy konsekwentne przyjmowanie tych zdradliwych tabletek prowadzi go poprzez wzrost tolerancji do konieczności sępienia leków po innych doktorach tejże jakże szacownej nauki, pozyskiwania substancji na lewo na potencjalnie różne sposoby, aż w końcu do nieodzownego upadku na dupę w postaci nieprzewidzianego wskutek traktowania życia lekką ręką – co charakteryzuje kierunek, w jakim działają na postrzeganie leki z tej grupy – dozna objawów odstawiennych w postaci trzynastokrotnego uwypuklenia oznak negatywnej percepcji rzeczywistości, które w pierwszej kolejności skłoniły w ogóle kogoś – byc może nawet z czystej troski – do wypisania mu recepty na owe. To jest błędne koło psychiatrii.

Od czasów wyniesienia rozumu ponad ducha historia zawiodła ludzkość do etapu gloryfikowania nauki, która jednak jest ślepa na źródłowe przeinaczenie, które zaszło w kulturowej matrycy świadomości gatunku (tfu) “Homo Sapiens”. Nie będę tu precyzował tej oczywistości, za to podążę w przeciwną stronę: dzisiaj spłynęła na mnie Gnoza. Wczoraj wyleczony z pędzenia dokądkolwiek konopiami olałem sprawę receptową, a jutro przychodzi mi iść do ciężkiej i wymagającej stabilności nerwowej pracy na 2-gim, najgorszym dniu zjazdu z BDA. Dzięki temu, jak również dzisiejszemu pobytowi w lesie, gdzie nazbierałem kosz czerwonogłówców i kań, spostrzegłem, że prawdziwy Bóg, to jest iskra stojąca za zaistnieniem mojej świadomości, w ten sposób – odczuwalny – daje mi znak, co muszę w sobie zmienić. Zlekceważenie tegoż będzie jedynym prawdziwym grzechem, jaki istnieje.
Nomen omen, nie zmienia to jednak mojego stosunku do psychiatrii, która póki co pozostaje nauką ze wszech miar błędną, skażoną odejściem Ludzi Północy od wierności własnej naturze i nasłuchiwaniu głosu serca, która to z kolei prowadzi do mojej obecnej, jakże osobistej, zasranej sytuacji społeczno-politycznej.

9d2f145f5055e51dd147e6cb163190cb

– Życie uzależnionych jest proste. Mają tylko jeden priorytet i dopóki go zaspokajają, wyjebane na wszystko.
– Ale to nie życie. To jest jak bycie embrionem przyjmującym tylko jeden rodzaj pokarmu, wbijającego go w ziemski sen i odzierającego z doświadczenia tego, co im przypisane jako ludziom, całej gamy doświadczenia wynikającej z karmy.
– Od dzieciństwa przed snem wpadałam w dziwny stan, w którym jest ciemno, zanika poczucie własnego ciała i atakują mdłości i wstręt przed czymś jeszcze nieznanym. Być może to wspomnienie poczęcia?
– To ma sens, bo przecież przychodząc na świat, iskierka chaosu zostaje wcielona w świat materii, którego zasadniczymi składnikami są stagnacja, błoto i beton.

tumblr_owrx7bwFWt1tm5ooho4_1280
Opactwo Thelemy, fot. Kenn Wilson

Dialog w osiedlowym monopolu Polski ‘B: chłop zamawia 9-tkę tego dnia parchatych łomży mocnych i rzecze: nie lubię tyle pić, ale są dni, kiedy trzeba – a 2-ga strona: no… – i podstawia mu drobne do wsypania w rękę – aż jej nie podsunie; za nim zaś w drodze powrotu przystępuje klyjent, który powiada do ekspedienta: wiesz, że dzisiaj Zjaga wygrała? – ten zaś cokolwiek impulsywnie jak na jego dotychczasowo zarejestrowaną przez podmiot reakcyjność – odpowiada: Słuchaj, jebie mnie to, jak i to, że dziś Bawołystok się napił! Ja jestem tylko sprzedawcą w sklepie.

Pokój.

katastrof acz wrzywąż

Advertisements

Raport z odwyku

Miejsce: Oddział Leczenia Zaburzeń Abstynencyjnych, Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Mit o OLZA IPiN jako najlepszym ośrodku odwykowym od benzodiazepin w Polsce w rzeczywistości znajduje oparcie wyłącznie na bezpieczeństwie i tempie ichniej metody zerowania z benzodiazepin (w moim przypadku 15 dni – schodziłem z 26 mg clonazepamu / dobę), opartej na algorytmie substytucji stosowanej przez pacjenta benzodiazepiny relanium lub tranxenem, monitorowaniu poziomu bda we krwi za pomocą częstych badań (w pierwszym tygodniu wyglądałem na gorzej pokłutego niż w niejednym ciągu opiatowym) i stopniowym (tj. dla większości nagłym i drastycznym) zmniejszaniu dawek w/w przy jednoczesnym wprowadzaniu narastających dawek przeciwdrgawkowych stabilizatorów nastroju (Convulex / Finlepsin).

Pełen czas trwania tego „najlepszego” z odwyków przewidziany jest jednak na 6 do 8 tygodni. Aby zaprawić pacjenta do życia bez bda 4-6 tygodniami zwarzywnienia wśród żółtych ścian, pod wpływem neuroleptyków? Czy aby nabić sobie kabzę, przyjmując za osobo-dobę ok. 250 zł?

Na oddziale nie ma żadnej formy psychoterapii, chyba że w odniesieniu do pacjentów „z branży” tj. alkoholików, którzy stanowią trzodę werbunkową do tutejszego Ośrodka Terapii Uzależnień, tzw. „Białego Domku”, gdzie w cokolwiek sekciarskiej atmosferze odbywają się mityngi AA.

W świetle tych wszystkich okoliczności, biorąc pod uwagę, że na zapchanym po brzegi oddziale kierownictwo zarabia ok. 10 tys. zł dziennie, kolega z sali zaczął układać biznesplan na hycla na podżabkowych pijaczków, którym w razie chęci wypisu wdrażany byłby haloperidol i postępowanie z paragrafu 23 zarazem, a łapani by byli w siatki na motyle lub węże. „I jakbym dzwonił do NFZ-tu to tylko bym śpiewał: „syp, syp, syp talary do kieszeni”.

Rozkład zajęć – 8:00 – śniadanie, 3 plastry najlichszej z „wędlin” lub jajko na twardo i kompot z bromem. Leki, po 13-tej obiad – gromada pacjentów pcha się jak owce do paszy. Leki, 17-ta – kolacja i 20 ta leki, ostatnia dawka „warzywek” z możliwością odłożenia sobie najmocniejszych na 22-gą. Obchody w tygodniu ok. godz. 10-tej. Jak się pan czuje? Jak pan spał? Następny. Z urozmaiceniami w przypadku pacjentów starających się o wypis, których czeka obcesowe zrównanie z ziemią i pogróżki, lub też w postaci węszenia woni tytoniu i zadawaniu pytania „kto na tej sali pali?” z wytrzeszczonym gestapowskim wzrokiem wędrującym po gębach. Być może jednak zbyt surowo oceniam p. ordynator, a jej oschłość granicząca z brakiem szacunku do bliźnich jest po prostu elementem jej zawodowego trybu działania, nakierowanego na poddanie szeregu organizmów określonej procedurze medycznej, a nie na wczuwaniu się w problemy pijaków i lekomanów. Faktem jest jednak, że i reszta personelu z reguły na prośby reaguje z wielką łaską, jeśli w ogóle, a lekarze „nie mają czasu”.

Z zaobserwowanych absurdów: faszerowanie pacjentów alkoholowych Triticco, które właściwie zaczyna działać po miesiącu stosowania, a że pobyt pijaków jest przewidziany na 10-11 dni, podaje się ten lek w celu oddziaływania jego skutkiem ubocznym tj. sennością, która potrafi zwalić z nóg. Inny: przetrzymywanie na siłę 80-letniej kobiety z demencją – za poparciem jej rodziny – oddział pełnił dla niej funkcję domu starców, aż w następstwie problematycznych zachowań jak próba zapalenia papierosa w gabinecie socjalnym, albo bicie sanitariusza butelką po głowie, w trakcie oczekiwania pod drzwiami wyjściowymi z bagażem na wypuszczenie – została mocno zwarzywniona, do tego stopnia, że zagrażało to jej życiu i ostatecznie została wywieziona z butlą tlenową przez pogotowie.

W pamięć mi też zapadła dytyramba p. ordynator wobec kolegi wnioskującego o wypis 15-tego dnia pobytu, włącznie ze wmawianiem mu, że jego kobieta jest na utrzymaniu jego rodziców, która to informacja została przez nią wymyślona, niemniej musiała go zbesztać jak uczniaka, aby podbudować swój wizerunek, ale i – chcąc nie chcąc – udzielić wypisu.

Mając w zamiarze skończyć odwyk przedplanowo, zastanawiałem się, czy przy odrzuceniu prośby o to również będzie mi zakutopalczo wmawiane, że „przerwany” w 5-tym tygodniu detoks jest w równym stopniu zmarnowanym czasem, co detoks przerwany przed wyzerowaniem, 15-tego dnia pobytu. Okazało się jednak, że z okazjonalną pomocą odrobiny sativy byłem zdolny przebyć prawie pełne 6 tygodni i zostałem zwolniony bez żadnych przeszkód, a wręcz z opinią, jakobym miał duże szanse na nie powracanie do nałogu, powściągniętą z przebiegu zerowania, w trakcie którego nie zgłaszałem żadnych skarg na samopoczucie. Zdaniem p. doktor to zasługa uspokajającego działania Convulexu, ja śmiem twierdzić że również hartu psychicznego nabytego poprzez wielokrotne nagłe odstawienia bda i ekspozycji na paranoidalne wtręty. Takowych w trakcie pobytu w szpitalu prawie nie uświadczyłem, poza wrażeniem dostępowania jakiegoś przedsionku do telepatii, a raczej spostrzegania w ludzkiej mimice, gestykulaturze i słowach jakichś kluczy umożliwiających wstęp do świata wewnętrznego danej osoby (cannabis).

Na oddziale występuje „całkowity ZAKAZ palenia tytoniu”, co znajduje podbudowę w wywieszonej na tablicy bzdurze głoszącej, że dwa nałogi rzuca się nie trudniej niż jeden. Personel (poza frau ordynator) przymyka jednak oko na woń tytoniu, świadomy że to walka z wiatrakami, skoro większa część pensjonariuszy i tak kurzy.

Przejawy zdrowego, młodzieńczego wigoru traktuje się tu jako nadpobudliwość, czy oznaki wskazujące na jakieś wydumane (jak borderline i chad, przypisywane durnie jednemu z pacjentów) odchyły psychiczne; pacjent taki podlega farmakologicznemu zwarzywnieniu.

– Gumą go. Gumą go! No tak, na dzień dobry.

– To przechodzimy na Ayurvedę, rzucam dzisiaj garami na peronkę i wołam o kroplówkę usuwająca z organizmu wszystkie metale ciężkie.

Nerwicowiec: – To dobrze, że cię widzę, bo jak cię widzę, to widzę, że jest dobrze.

– I ten wasz wielki biały orzeł, co w niczym nie pomoże, gdy w ruch pójdą w końcu zamiast słów pięści i noże (A.J.KS.)

O 6-tej obudziła mnie pielęgniarka na pobranie krwi. Zasypiając pomyślałem, że mogę mieć wysmarkane, bo benzodiazepin nie tykam i taaak – 0 jednostek, a wczoraj świeciłem im przekrwionymi oczami, gdzieś między stymulacją, a otępieniem. Tak czy inaczej to jedyna forma terapii, jaką dane mi było skończyć. Klefedron i klonazepam bye bye.

– Stojakiem do kroplówek jak włócznią Longinusa!