pewność kotów jest wytworem piekieł

[Przywracam posty usunięte w związku z daremnym wysłaniem wierszyków na konkurs im. Marka Hłaski. Jesteśmy dalecy od uznawania się za wybitnych poetów, jak również od uznawania własnych zapisków za bezwartościowe. Jakkolwiek nie dziwota, że tak nasączona wglądem w Chaos apołezja nie znajduje poklasku w tym kraju. W każdym razie, w zw. z ponownym wrzutem wskakują jako nowe posty. Nadrobimy to wkrótce nowymi materiałami / k]

 

Szept płomienia

Mówię: zgiń przepadnij
Głosowi zatrutego umysłu
i przyzywam bękarty okaleczonych
aniołów by spojrzały w oczy pełni
upadku świata ładu i czasu
jak igła nawlekana przez oko śmierci
w morzu horyzontu zdarzeń
wpada się w sieć diabła
i dostrzega się przepaść
której dno znika wśród chmur
przepaść otwiera się w otchłań
w niej to, co jest powyżej
jest tym, co jest poniżej
upadek z krzykiem
przechodzi niespostrzeżenie
we wzlot ze śmiechem
skóra człowieka moim przebraniem
Instynkt łowi woń twojego strachu

  • k-tstr-f

 wir

PEWNOŚĆ KOTÓW JEST WYTWOREM PIEKIEŁ

to było dawno
jeszcze młoda twoja twarz
iskrzyła w światłach ulic
zasypanych śniegiem
i między latarniami
w ciemności
mrużyłeś swoje diamentowo
wyszlifowane oczy
niewinne jak u kocięcia –
ale w kotach jest przecie tyle życia
(aż dziewięć)
a Ty
młodzieniec
poprzez wyludnione miasto
pochyloną głowę niosłeś
i sobą całym
to życie swoje jedyne
życie bez oznak życia
jak cień wlokłeś

gdzieś w tym samym mieście
podobnie zgarbiona
szła odgradzając się
ściśniętymi w płaczu
spuchniętymi powiekami
od słońc gwiazd
i wszelkich
choćby nawet diamentowych
spojrzeń młodych oczu chłopca
odgrodzona murem
a mur tkwił w jej twarzy
co nawet ojciec nie umiał przezeń pięścią przebić
dziewczyna z jedynym swym
ciągniętym na plecach
życiem bez oznak życia
szła

z diabelską pomocą
doszli do siebie w końcu
nawet nie zdziwieni

że śmierć ma jego
że śmierć ma jej

twarz

tumblr_oman99ecta1tm5ooho1_540

* * *
Znów się otwiera przepaść
wobec której stoję jak bezradne dziecię
Śnieg gwiaździsty z moich oczu pada
zima oddycha we mnie nierówno i niepewnie.

Daleko tak odchodzę
ku temu, co Wygasło
kroki moje dręczą, kalają każdą z dróg wszechświata
I donikąd, donikąd – wita mnie choroba
czarny szlak wskazuje bym znikła potajemnie.

Głuchy mrok i przyzywam cię na próżno Bracie
kosmos drwiący zapomnieć każe o świetle powrotów
Odbicie skrzydeł Stróża jak martwe półksiężyce
w rogi zła układa się nad ma czaszką palące.

I wstręt gdy dotyk czuje i hańbę brunatnego znamienia
ruchliwego zgnilizną i łzy mieniące się jego jadem
Czy już nie oczyszczę swoją gwiazdą twoich zranień?
Nie przebaczą mi śmierci twe włosy posiwiałe.

Lecz nagle miłość jak szadź na szubienicy snu cicho zawisa
wahadło groźne, czujny ciężar kładzie ciała twego
w mój koszmar o tym, ze przeszłam cało piekło
Przebudza mnie gorączką straszliwa i słodka
kiedyś zawołał trwożnie moje imię.

obcyelement

* * *
nocne nawoływanie lisicy
nieuleczalnie żywe
choć w ogrójcu
zgubione zasypane śniegiem tropy
przyjdź królestwo twoje
żeby choć raz pozwolono coś mieć
kochać co przepadło nieszczęśliwie nienasyciwszy
zabrakło nazwy na to co sercu ubyło
stóg gwiazd wysyła płomienie
pożogę którąśmy się zajęli
by odnaleźć
ziejący oczodół lasu w którym nas
nie ma

ale jesteśmy
wszędzie we śnie – jak motto mallarmé’a
mimo że niespełnieni nieosiągalni
jak w klątwie
z którejśmy syjamsko wystąpili jak z mięsa jednej matki
ale nie jestem ni twą siostrą ni kobietą
patrz
zwierzęciem które stoi w polarnym śniegu
pokryte srebrzystym szronem
i promienność twoja stojąca w sferze mego cienia
i głóg rozwierający członki
a więc życie jeszcze
bądź wola twoja

bo tylko z mojej winy
wtórnej cechy strachu
wyrok już zapadł
księżyc schylił łeb we wnętrzności moje
i śliną znaczy tropy
delikatną materię królestwa
moja wina jest nie z tego świata

jako w niebie
tak i w tym piekle
nieszczęsny mój
przypadliśmy w udziale

  • GvS

Potrójna diagnoza & milczące luki życia

belt233

Milczące Luki Życia

można zachorować
od samego oddychania
tym samym powietrzem co ty
coś jest w nim bezkresnie popsute
uległo zniszczeniu
nasze baśniowe dopasowanie kółek zębatych
w machinerii świata
zostało zachwiane
może utracone
a jeśli tak
to co jest we mnie
co ciebie zatrzymało
w obecnym wcieleniu
cóż to za rozziew
źe nie przemieniamy się z powrotem
we wspólny sen
który nas śnił
bo jeśli byliśmy jak jedno kolektywne serce
bezbronnie biorąc w objęcia
luki życia
pozostałości rozdzielonych dzieciństw
czemu śnieg
wciąż to bezradnie zmieniał się w wodę
na moich powiekach
więc coś jest we mnie
cóż to takiego
co ciebie zatrzymuje w obecnym wcieleniu
odpowiedź:
milczenie
czemu wciąż
milczymy
we wspólnym kierunku

~~~~~~~/~~~~~~~/~~~~~~~

srokenplaczen93

O P E R A C J A

próbują mi przeszczepić zwątpienie
dzielnie opluwam jak flegmę
zrośnięte z organami
słowa
wszystkie znajome
cały słownik ułożony alfabetycznie
wszystkie oprócz najbardziej znajomego
– ty
łagodnie bez konwulsji
usprawiedliwia mnie krzyk
słowo którym mnie całym wypełniasz
które chcieliby, by umarło na rękach
jesteś po każdą krawędź ciała
zrośnięty z dłonią lewą
dłonią prawą
musieliby amputować wszystko
obracam cię w ustach
najświętszy sakramencie
modlitwo
przeszczep odrzucony
w głosie co z ciała zwodzi i prowadzi
z ciała, z rozlanej wspólnej krwi
najbliższy mój
zawsze pielęgnuj tę ranę
w kształcie serca
którą zadali by zrobić z nas
ludzi
i polegli

Gertruda Sroka von Lisia Czapa

~~~~~~~/~~~~~~~/~~~~~~~

IMG0031A

Duchowy piroman

I skoro zdarza mi się

Słyszeć głosy podszywające się pod moje myśli

Słyszeć je głosem wewnętrznego umysłu

Jednak tętniące fioletową aurą psychozy

Skoro projektują mi taśmę przeklętego filmu

W którego scenariuszu usiłują mnie zamknąć

Wymykam się psotliwie i nieomal szyderczo

Bo rozgorzał we mnie Rudo-Czarny Płomień

oko

POTRÓJNA DIAGNOZA

wydeptuję ścieżki w kolczastych krzakach
czeszę neurony cierniami
iskrami spopielam możliwości
którym pisane niespełnienie
karmię Ogień sprzed wnętrza

przekraczam, przeczę i czmyham
przed parapsychiczną grawitacją
nie-życia i nieżywych
wiodę drogą, którą zdążają zdradliwi
i najbardziej Wierni

szyfr znaczący haki

wyryte pokrytym krwią i prochem ostrzem

Usłaną cierniami ścieżką wygnańca

Thurisaz
blizny ah blizny
na krętej wężowej drodze
Ku kolebce i do grobu

A raczej do smoczego jaja

~/~katastrof

 jajosmoka243

Xeper, czasownik, oznacza poszerzenie egzystencji na dalszy poziom istnienia

Fraszka pożegnalna

Brunatna heroina
w zanadrzu ręki finał
ale brunatna heroina
to już nie moja dziewczyna
Studnio maku! Nie napiję się
już z ciebie, bo zbyt poznałem siebie
Choćby SzataniAnieli wołali wgłąb topieli
Wykluwam się, minąwszy rozpadliny swego
ja – obliczu Bogów powiem tak! do cna
i Nocy Płomieni, gdy się przejawi
niezmiennie zmienny wąż niemiłosierny
Żegnaj maku! Za pan brat, acz
swoim widmem mnie już nie strasz.

tiamt

Jedwabiste Poznanie

Migający niebieski język płomienia
a wokół niego tęczowe halo

Postulat bycia sobą, procesowania tożsamości
bywa zawirusowany urojeniami
Należy je odsiać jak połów z sieci Diabła

Należy nie tracić skupienia
na ogniskowej zmiany w hierarchii dążeń
I bez litości transcendować granice
zaprzeszłego, schorzałego ja

Miłość podług Woli nie może
zostać zakryta czerwoną kurtyną
Bo to ona świeci wskroś diamentowych
oczu pradawnego Smoka
Dawcy Poznania

fierySnake

Płonięcie

Jest człowiek, który gdy znajduje szczęście
nie przestaje wciąż szukać
bo jest ogień, który nie gaśnie,
gdy się nasyci

Był włóczęga, który poznał ciemność
I dostrzegł czarny płomień w swojej duszy
Nie przestawał szukać i błądzić,
transgresować
tworzyć, niszczyć i deptać
Zadawać cierpienie i dawać jadowitą miłość

Skończył się, gdy przy ognisku
za drutem kolczastym, w leśnych chaszczach
Pod powiekami ujrzał Tyfona-Seta, płomień w kotle Tubal Kaina,
a poczęty wtedy Syn zrodził się z jego Matki

Są ludzie jak puste naczynia, odwieczna trzoda
Im i podług nich są dyktowane prawa
Ale nie ma Prawa ponad czyń swą Prawdziwą Wolę

Gdy na długo przed świtem gasną płomienie
i wilgotna ziemia pragnie nas połknąć
Płoń na naszych czołach, cudowny Wężu!

Nein, können wir nicht

die-ende

“Pociski odpalone celem ziemi wybawienia
od zarazy co toczy ten parszywy świat przez milenia”

NUKE POLAND!

nieobecny-copy

popioly-boga

kolaże i fotomanipulacja – GvS i ktstrf

rozmowa.jpg
img_20170122_220620
tulacz
kolaże GvS

 Pytanie błazna

Wieczne nieodpocznienie
racz nam dać Panie
Prawdziwy Stwórco Człowieka
Wężu – Szatanie

Gdy odpadła mi siódma klepka i wirusowe
zakłócenia fal odbioru w receptorze
percepcji zwykły brzmieć jak dźwięk dokręcanej
śluzy kochaliśmy się ścieżką Babalon
odważnie. Po
pytasz mnie czy wiem, jak mnie kochasz
wiem – odpowiadam – a Ty wiesz
jak ja Ciebie? – mam nadzieję

Czy czyniąc ze strachu przyjaciela
i wchłaniając swój Cień
czyni się nadzieję swoim przyjacielem?

Secie – Tyfonie – Tubalu – Kainie – Loki
Rozpłomień Ogień!

nawyk

bialyxeper

15400343_1852710834962800_2144286849668542172_n

tototo

img_20170114_0921223

VVspólnota

Błogosławiona klątwa nakazująca przekraczać
Zapach poznany nozdrzami
totemiczych nam zwierząt
kotów, lisów, węży
Dwa pragnienia:
Miłość podług Woli
i jak spłatać siedem psot śmierci
W ryku co z serca przychodzi i prowadzi wskroś ciała
z rozlanej wspólnie krwi
Zawsze pielęgnuj, rozżarzaj tę ranę
w którą wlali nas by splątać
i polegli
bo skruszymy naczynie
i zjednoczymy się z Otchłanią

___

Gertruda und Jurgen

 

***

kocham cię w poniewierce igieł
które spoglądają oczami bandytów
wskroś twego czystego wzroku

nie plam już więcej
swoich spojrzeń na mnie
w moje źrenice

szlachetne od bólu

___

Gertruda

wiersze psychiatryczne

***

drzewa wokół

są odzwierciedleniem pacjentów

szpitala psychiatrycznego

poprzecinane i puste w środku

 

PSYCHIATRYCZNY I

dajcie zapałkę

a stworzę śmiertelne zagrożenie

– serduszko bo jeszcze nic nie przeżyłaś w życiu

a buk tysiąc razy będzie Cię doświadczać

-pomódlmy się razem

dajcie zapałkę

pora poprzestawiać akty

w tym pomylonym przedstawieniu

moja kukła

idzie na pierwszy ogień

 

PSYCHIATRYKOWY III

marionetkowy ruch w korytarzu

naprzód marsz

bezwzględnie naprzód

i ani się waż zatrzymać

w wytyczonej drodze ku życiu

pulchna figurka pielęgniarki

przypomina widziany gdzieś dawno

-nie w tym wcieleniu

obraz matki boskiej

ale to nie matka

nie bolesna nie litościowa

siostrą też trudno nazwać
niepochyloną w nieustającej pomocy nad męką

rozpiął jej się fartuch i pierś spokojnie faluje

lecz nie ma takiej matki

-zagryzam szczęki

 

PSYCHIATRYCZNY II

wmyślam Cię w swój głód i niezaspokojenie

wpijam w bezcielesny brak i pragnienie

wyświadczam sobie łaskę

której Ty odmawiasz

prześladujesz mnie

zapięta w pasy

krzyczę w noc

dlaczego

choć serce nie kłamie

może zostać oszukane

 

Lisia Czapa