Elwira Wołodyjovski: Jesteśmy narodem ćpunów. Kuncerny wszczepiają nam choroby i faszerują chemią

po-powrocie-do-kraju-zrodlo-rok-1968-srodek-peerelu-warszawa-2008

Przemysł farmaceutyczny bardzo chętnie usidla ludzi, wciskając im tabletki na zjebogłowie. Faszerują nas chemią, wmawiają, że za talary ozdrowiejemy – mówi doktor Elwira Wołodyjovski, psycholog Elwira Wołodyjovski: Zła pogoda czasem powoduje humor minoga, ale łatwo można sobie z nim poradzić. Jesień w pełni, zima za pasem, a nam coraz trudniej zwlec się z łachów pościeli i ruszyć w drogę do kieratu. Czy to rzeczywiście kwestia sytuacji społeczno-politycznej, czy raczej naszego lenistwa? Na pewno nie jest to kwestia lenistwa. Ludzie bardzo reagują na proszki, chemię, światło, przekazy podprogowe i ciśnienie. Jest wiele osób, które silnie odczuwają działanie tych zewnętrznych bodźców. Musimy być na to przygotowani. Przecież wiemy, że w naszej sferze geopolitycznej poranki niosą ze sobą swąd spalonej świni i jak już zwleczemy się z wyra idziemy jak brodząc przez galaretę z konserwy mięsnej.

W tym okresie osoby, które reagują obniżonym nastrojem, powinny zwiększyć częstotliwość lewatyw oraz natężenie ruchu ulicznego. Niekoniecznie gdzieś w kurorcie pod Gruszkami na Wierzbie czy nad ciepłymi wodami, tylko zamiast podróży do posągu Jona Powła na kolanach powinny wybrać rower. Mając taką świadomość, można doskonale zapobiegać zapaściom nastroju, pneumokokom i wodogłowiu. Jeśli ktoś o tym wie, a tego nie robi, to mamy do czynienia ze zwykłym zaprzaństwem. Poza tym uważam, że bardzo wiele zmienia autosugestia. Jeśli ludzie sobie wmówią, że jesienne miesiące oznaczają dupa siad motywacji, to już samo mówienie bardzo często sprawia, że zupełnie podświadomie pracujemy na doły i wrzody. Nie spotykamy się ze znajomymi, nie wychodzimy potańczyć, nie wychodzimy zajarać lolka, nie wychodzimy pobiegać, nie sprzątamy kupy po psie, lub niekulturalnie traktujemy jehowych. Po prostu zasiadamy na kanapie, faszerujemy się tłustą baraniną czy kotletami schabowymi. To wszystko jest tak ociężałe, że człowiek się robi zglątwiony, więc nic dziwnego, że suma takiego trybu życia często przekłada się na nastrój krokodyla po usypiającej strzałce. Czyli wiele zależy od naszego nastawienia do rzeczywistości i od charakteru? Nie od charakteru, ale od poznania. Oczywiście są pewne nawyki, ale mając świadomość, jak wiele możemy zdziałać sami, zamiast zjeżdżać windą do piekieł, powinniśmy wchodzić po drabinie do niebios. Nie potrzeba do tego pieniędzy, żadnego spa ani wyjazdów do ciepłych krajów. W Polsce taki klimat mentalny był przecież od XIX w. Znajdujemy się na tej samej kuli ziemskiej, na której zostali pogrzebani i ulegli rozkładowi nasi pradziadowie. I oni na żadne depresje nie cierpieli. Rżnęli się z kuzynami po wioskach, orali pola – mieli różne prace do wykonania, a jak było troszkę mniej roboty, to siadali, pili eter, śpiewali, poili dzieci makiwarą, wychodzili na pole i patrzyli na wschody słońca. Tutaj nie ma żadnych tajemnic. Na rynku pojawia się coraz szersza oferta psychotropów… Przemysł farmaceutyczny bardzo chętnie usidla ludzi, wciskając im jakieś tabletki na depresję. Faszerują nas chemią, wmawiają nam, że jesteśmy chorzy albo że cierpimy z powodu freudowskich smrodów. I to niestety jest groźne. Jeśli ktoś dał się tym omamić, to niestety przegrał życie.

Czyli ten wysoki odsetek chorych na depresję to sprawka mediów i reklam? To bujda na resorach. Na zjebogłowie zawsze chorowało i choruje 23, maksymalnie 36 proc. społeczeństwa. Depresja to choroba mózgu. Mózg chorych na zjebogłowie osób nie produkuje endorfin, ma niedobory serotoniny, połączenia neurologiczne są poprzepalane, płat czołowy przysmażony. Kropka. To trochę tak, jak z autyzmem. Czy co drugie dziecko jest autystyczne? Nie! Ale teraz lekarze, głównie psychiatrzy, napędzają przemysł farmaceutyczny, nabijając kabzy światowym szmulom. Na przykład jeśli w rodzinie ktoś umrze, mówi się bliskim zmarłego, żeby poszli do psychiatry po tabletkę. Jeśli dziecko się słabo uczy i rodzice się martwią, zaleca się im wizytę u psychiatry i wykupienie recepty na leki. Podobnie jest z bezrobociem. A ludzie na to pozwalają. Zwłaszcza Polacy. Przecież jesteśmy jedynym krajem w Europie, który ma reklamy leków. Czy pani o tym wie? Jesteśmy narodem ćpunów. Naprawdę? Tak. To, co dzieje się u nas, to po prostu plaga. To wynika ze straszliwej bezmyślności naszych ustawodawców. Pozwolenie na wyświetlanie reklam leków było zbrodnią!

Już ustaliliśmy, że zbyt często zaleca się nam wizytę u psychologa lub u psychiatry. Niekiedy wręcz gonią nas tam z nahajem, czy to opieka społeczna, czy troskliwa, kochająca rodzinka. A kiedy tak naprawdę powinniśmy zasięgnąć porady specjalisty? Najwyższy czas na wizytę u psychiatry jest wtedy, gdy człowiek nie może już normalnie funkcjonować. Jeżeli przez dwa tygodnie cierpi na anhedonię, czyli nic go nie cieszy, nie staje mu kutanga, nie odczuwa przyjemności, jest zajebany mułem, to wtedy trzeba pójść do lekarza pierwszego kontaktu lub do psychiatry. Nie miejmy jednak wielkich nadziei, że trafimy do kompetentnego lekarza, który zapyta, co się dzieje w naszym życiu. Bo jeśli nie zapyta, tylko od razu zapisze środki przeciwdepresyjne, to produktem tej wizyty będzie kolejny uzależniony, a więc kolejna porażka czyt. tryumf systemu polskiej służby patologii.

W dzisiejszych czasach psychiatrzy prawie w ogóle nie zajmują się rozmową czy psychoterapią. Traktują pacjentów jak trzodę z taśmy. Pac – recepta, pac – pieczątka. Żreć 2x dziennie, na wieczór tritykko. Wypisują cokolwiek i mówią: “Do widzenia, następny!”. To jest zamknięte koło. Trzeba żyć z depresją, ale nie w zjebogłowiu. W ciągu całego

54843a95b3bed_o,size,250x400,q,71,h,0104bf
Elwira Wołodyjovski

życia człowiek setki razy ma gorsze dni, ale to nie znaczy, że wszyscy jesteśmy zjebami, ludzie! Jeśli ktoś chce, ze wszystkiego można zrobić sobie biznes – producenci leków zarabiają właśnie na urojonej depresji. A my dajemy się na to nabrać… 5/6 tych tabletek to kostka fiksata. Wcale nie działają. To zawracanie głowy! To parchate placebo. Jedyne, co ma organicznie skuteczne działanie antydepresyjne, poza szergiem ziółek i papierami Alberta, to 5-htp, suplement niedostępny w obrocie farmaceutyczym! Niedawno miałam pasożyt gardła i poszłam do laryngologa. Pani doktor wypisała mi 7 czy 8 środków, a mogła kurwia wyciągnąć pincetą bo głowę dało się dojrzeć w krtani. Stoję w aptece przy ladzie i proszę o jeden lek, inny i jeszcze następny. Pytam farmaceutkę, czy może mi powiedzieć, czy te wszystkie specyfiki pomogą mi na robaka w gardle. “Wie pani, nie zaszkodzi”. Miałyśmy rozmawiać o depresji, a ja tu robię propagandę antyfarmaceutyczną. Kondolencje, na propagadę antypsychiatryczną nie wystarcza mi lotności yntelektu. Ale to wszystko się łączy. Czyli nie powinniśmy obarczać enefzetu winą za depresję? Jak jest ponuro, to trzeba mieć fajne towarzystwo, zbączyć parę buszków albo zarzucić piksę. Trzeba częściej spotykać się z naturą, wychodzić, iść potańczyć, pobawić się, pograć w palanta albo zapolować na bażanta. Właśnie dlatego, że mamy predyspozycje do lenistwa. A na swoje lenistwo sami musimy opracować remedium, werfluchte!

źródło pierwowzoru: polskatimes.pl

na potrzeby ulvhel nontimes spaczył katastrof vvrzyvąż

 

Advertisements

Wilcze Kły: pozycja wyjściowa do zażalenia demiurgicznych roszczeń wobec ducha ludzkiego

03__North_Pole_Wolf
Mechaniczne Imadło

/ 2?3 /

To jak “bóg zapłać” za surowe w środku kluski z jogurtem. Nadziałem się na ucieleśnienie choroby polackiej. Na poczcie, kurwa. Zachodzę styrany i obolały, a tu mnie recepcjonistka zagaduje: – a teraz odsyłamy, co? Nie wyczułem w tym sygnału aktywującego śmierdzące czułki Kontroli. Na gębę wyszła kobiecie cała niepojęta wredota. To ma być ktoś, z kim jestem jakkolwiek spokrewniony? Rodak, Polak? Pojęcie narodu jako wyznacznik wartości to najbardziej chybiony z wyborów. Z poślizgiem nogi na osnowie Ładu odparłem, że i owszem, bez przesady. Nie po to zakładałem rodzinę i podejmowałem pracę, aby mnie teraz pozbawiali pracy za kradzież produktów spożywczych na wysokość 60 zł (którą dokonałem przed tym, czym jest faktyczna resocjalizacja). Ten lemur zaczął swoją mikrotyradę: to dobrze, że w kraju prawo funkcjonuje. Musi być jakaś sprawiedliwość. – Gdzie tu widać sprawiedliwość? To wyrządzanie szkody społecznej, a nie przyrządzanie pożytku społecznego, tak funkcjonujące prawo jest swoim zaprzeczeniem – No ale przyznaje się pan do kradzieży? To jak pan chce za to zapłacić? Ręce, te moje styrane, pokaleczone ręce mi opadły. Cudem nie wybuchłem i zachowałem względny spokój, choć w środku wszystko chciało by wulkan wypluł lawę. Będę sobie pluł w brodę, że nie zjechałem tego robactwa walcem. Z drugiej strony to kolejny znak ostrzegawczy, że moja passa się skończyła, a głupota nie będzie w nieskończoność uchodzić płazem. Po cholerę opowiadać cokolwiek komukolwiek na swój temat? Wyszedłem zachowując nieruchomą twarz. Po kiego czorta? Aby nie robić ekscesu, nie używać przemocy; bo słowa bywają nieme. Wydawało mi się, w tym kraju da się żyć, ale oto po raz kolejny wydaje mi się odwrotnie.

/\/\/

Wystarczyło mi uporczywości na ból fizyczny, ale na sprostanie wszystkim konwenansom kulturowym niekoniecznie. Społeczeństwo próbuje mnie musztrować poprzez swoje organy prawne. Ale to nie w wyniku tego, a swojej kapryśnej karmy, przyszło mi trafić ten uraz w pracy. Przez dobre 20 minut znosiłem intensywny ból od rany ciętej na 1 cm głębokości na dłoni, co nastąpiło po pokryciu jej antybakteryjną maścią. Z powodu zatrucia “lekiem” przeciw uzależnieniom, jak również innych czyników, o których nie wspomnę, stawiłem dzisiaj czoła napięciu nerwowemu najbardziej intensywnie w życiu.

25395886_2021067968127085_4611507408939798654_n
Jung – Sauwastyka – Bielik – I CO!?

/\/\/

Że nie reaguję w sposób, w którym mógłbym wyciągnąć ostateczną konsekwencję z tego, co czuję – to jest wielkie szczęście.

/\/\/

Połowicznie zapadłem na łagodny rodzaj schizofrenii, będący następstwem tyleż bycia Polakiem, co osobą niedostosowaną do życia we współczesnym społeczeństwie. Na skutek kryzysu psychicznego, który nastąpił jako owoc moich zachowań i nie upatruję tu winy u najbliższych – którzy to byli mi wówczas najdalsi, jako że siedziałem wtedy w Zakładzie Karnym, – wmontowała mi się mocno obawa, że mogę stracić wszystko, co cenię i stanowi grunt dla korzeni mojej woli życia. System postrzegania odnalazł z pomocą psychogennej używki tj. klefedronu, upostaciowienie tej obawy w lęku, że ktoś z ludzi żyjących niepodal ani chybi jest gównofonem (tj. bujaczem na uchu) szukającym tylko powodu, aby aktywować tryb konfidenta policyjnego; przy jednoczesnym kontynuowaniu zachowań wykraczających poza wąski zakres tolerancji polskiego prawa. Rzygam tym serdecznie, jakkolwiek w celu ozdrowienia muszę przyjąć, że wszystkie moje schizy były chybione, i nie można w nich się doszukać kropli intuicji. To trudne, bo intuicję nieraz mam, choć rzadko jej należycie słucham. Przejebane jak za podążanie na kompromis własnym słabościom, czy też chcąc ułatwić sobie utrudnione ponad miarę “zaburzeniami osobowości” życie, człowiek doprasza się o zstąpienie biedy na swój łeb. Bo jeśli doprasza się o zstąpienie piekieł to ulega deluzji i pewnie codziennie wciąga tfu-anetę. Nie to ma być jednak konkluzją. W konkluzji zapytam, kto niby ma prawo zabraniać białemu człowiekowi realizowania swoich naturalnych instynktów i odbierać mu przestrzeń życiową, mieć czelność go musztrować? Ktokolwiek próbuje to wymuszać jest uzurpatorem wbrew Naturze. Prawem niechaj będzie Miłość podług Woli.

Nie podpisujemy się całkowicie pod antykatolicką wymową tego utworu (którego niektóre fragmenty są trafne i dosadne, a inne przesadzone i celowo niesmaczne), bo w morzu ateistycznego materializmu wyznawcy Jezusa należą do ryb lepszego sortu, a jeśli kieruje nimi poczciwość to posiadają odruch ludzki… jakkolwiek katolicki system postrzegania należy do tych bardzo odzierających człowiecze postrzeganie z dostępu do poznania głębi życia.

Do psów i ich panów

urfyrfosCCC

Processed with VSCO with p5 preset

Pieśń budzącego się u16A6ursa na nakrapianym szlaku

Świat jest piękny! świat jest podły

świat jest wielki! świat jest zły!

hula ho, poszlibyśmy czynić zło

tu, gdzie kulawi mówią czym jest dobro

gdzie ślepi przybijają młotkami drogowskazy

Jednak nie dla tych, co są nie bez skazy

Nie dla tych namaszczonych na spaczoną

Ścieżkę pradawnymi runami wyżłobioną gryfią dłonią

wężowym szlakiem języka gadziego płomienia trzask

bo to, co zmienia to niekończący się purpurowy chaosu blask

gdzie na przekór pazurom koła wozu dziejów
ugrzęzły w bagnie, w unieruchomieniu butwieją

Ale ja Poznałem Pana, tego kto zasiał czarny płomień 

w mojej ledwo żywej zygocie, Ziarno
pochodzące sprzed kosmosu
i czasu, uzurpacji kontroli
przez stagnację pochodzącą tam, skąd bezsennie
ciemny duch rozpuszcza zakończone mackami ogony i łowi nimi
dusze zmarłych, do swej inkarnacyjnej pułapki
Miecz Surtra je odrąbie i Oceany spłyną fioletową krwią
nie pochodzące stamtąd, skąd zerkają krzywo wilcze ognie

gdzie z człowieka radośnie drwi burza i ogień
gdzie na czerwonym piasku nocnej pustyni
zygakowate ścieżki węży, znaki Gnozy

psyraus
Processed with VSCO with c1 preset
amaniten

etniczna odtrudka na jad globalizmu

23 życzenia zmiany, wtajemniczeń i metamorfoz

katastrof