Ray Brassier – Umieranie jako niemożliwość śmierci

ZAŁAMANIE FENOMENOLOGII: LEVINAS

Przywodzi to oczywiście na myśl kluczowy trop Lévinasowskiej fenomenologii absolutnej inności, w której radykalna pasywność przypisywana odwiecznemu śladowi „innego we mnie” wiąże się z „niemożliwością możliwości” uniemożliwiającą ogląd intencjonalny i ekstatyczną projekcję. „Słoneczna katastrofa” Lyotarda stanowi w istocie p r z e k ł a d Lévinasowskiej, teologicznie zabarwionej kategorii „niemożliwości możliwości” na język bliższy naukom przyrodniczym. Nie śmierć Innego jest tym, co pozbawia świadomość nadrzędnej pozycji, lecz zagłada słońca. Znamienne, że przekład ten pojawił się w okresie, gdy pewne elementy naukowego obrazu świata zaczęły przenikać do tych dyskursów filozoficznych, które badały granice naturalnego obrazu – mowa rzecz jasna o dyskursach postkantowskiej filozofii kontynentalnej – generując coraz bardziej skomplikowane dysonanse w jego obrębie. O ile bowiem fenomen śmierci wskazuje na anomalie w tkance pojęciowej obrazu – stanowiąc punkt, w którym nasze codzienne pojęcia i kategorie zaczynają się załamywać (dlatego właśnie śmierć jest tak ciekawym tematem dla filozofów badających granice naturalnego obrazu), o tyle, i dokładnie z tego samego powodu, pojęcie zagłady stanowi aberrację dla dyskursu fenomenologicznego, który usiłuje transcendentalizować siatkę pojęciową naturalnego obrazu świata po to, by uchronić ten obraz przed zagrożeniem ze strony pozytywizmu i naturalizmu. Skoro pojęcie zagłady wyraża napięcie między naturalnym a naukowym obrazem świata, to nie mogło ono powstać na gruncie tego drugiego; narodziło się za sprawą zastosowania najbardziej wyrafinowanych zasobów pojęciowych naturalnego obrazu (w połączeniu z pewnymi elementami dyskursu naukowego) przeciwko właściwemu temu obrazowi fenomenologicznemu samorozumieniu. W tym szczególnym okresie filozofia nie powinna ulegać pokusie, by poprzestać na którymś z rywalizujących obrazów, podobnie jak nie powinna podejmować wymuszanego na niej wyboru między reakcyjnym autorytaryzmem naturalnego normatywizmu a metafizycznym konserwatyzmem naukowego naturalizmu. Filozofia powinna raczej wykorzystać mobilność – jedną z niewielu korzyści, jakie daje abstrakcja – by za jej pomocą przemieszczać się pomiędzy jednym obrazem a drugim, ustanawiając warunki możliwości nie ich syntezy, lecz przechodzenia między nimi: od spekulatywnych anomalii pojawiających się w obszarze fenomenalnych przedstawień do metafizycznych dylematów związanych z wyzwaniem, jakie nauki rzuciły naturalnemu obrazowi. Pojęcie zagłady musi więc z istoty być dwuznaczne w tej mierze, w jakiej dotyczy przenikania się dwóch dyskursów. Odpowiedniość między egzystencjalno-fenomenologicznym opisem śmierci a naukowym zjawiskiem zagłady powraca we wzajemnej odwracalności fenomenologii traumy i zagłady fenomenologii. Zagłada ma katastrofalny charakter, miesza początek z końcem, to, co empiryczne, z tym, co transcendentalne, właśnie dlatego, że jest zarazem n a t u r a l i z a c j ą   e s c h a t o l o g i i   i   t e o l o g i z a c j ą   k o s m o l o g i i . To właśnie dyskurs fenomenologii najlepiej potrafi oddać traumę poprzedzającą unicestwienie naturalnego obrazu.

22291363_1964258010511784_6123949268784266686_o
zdj. GvS

Dlatego hiperboliczna fenomenologia Lévinasa dostarcza doskonałego słownika pozwalającego opisać zagładę jako traumatyczne z a ł a m a n i e s i ę fenomenologii. Hiperboliczna emfaza dyskursu Lévinasa wynika stąd, że próbuje on wydobyć meta-ontologiczne i meta-pojęciowe znaczenie transcendencji znajdującej się poza istnieniem. Lévinas pragnie ją odczytywać poprzez znaczące tropy, które, jak twierdzi, pojawiają się już w koncepcji pre-ontologicznego rozumienia istnienia sformułowanej przez wczesnego Heideggera:

Emfaza oznacza zarazem figurę retoryczną, nadmiar ekspresji, przesadę i sposób ukazywania się. Słowo jest bardzo dobre, podobnie jako słowo „hiperbola”: hiperbole są tam, gdzie pojęcia się przeobrażają. Opis tych przeobrażeń to także usprawianie fenomenologii. Przesada (l’exaspération) jako metoda filozoficzna.

Metoda fenomenologiczna Lévinasa polega więc na e m f a t y c z n e j   p r z e s a d z i e. Uważa on, że tylko w ten sposób można wyrazić enigmatyczny i epifenomenalny „sens sensów” zawarty w radykalnie nieontologicznej transcendencji, przypisywanej przez niego temu, co „całkowicie inne”. Jedynym fenoenologicznym rejestrem, który odpowiada karzącej inności związanej z nieskończoną transcendencją, jest wymiat pogwałcenia. Ściśle mówiąc, Lévinas stosuje w swej fenomenologii emfatyczną przesadę, by tym lepiej opisać źródłowy, etyczny sens fenomenu traumy. A zatem nieskończona inność zostaje określona jako „zranienie” czy też „krwawienie” podmiotowości, podobnie jak podmiot etyczny opisywany jest jako „zakładnik”, „traumatyzowany” czy też „prześladowany” przez Innego („podatność na zranienie” stanowi bowiem dla Lévinasa trop etyczny par excellence). „Niemożliwość możliwości”, będąca sygnaturą całkiem innego, w dziele Lévinasa jest zarówno niemożliwością s a m e g o istnienia, jak i niemożliwością w o b r ę b i e istnienia. Umieranie jako niemożliwość śmierci jest niemożliwością s a m e g o istnienia, jeżeli to ostatnie pojmujemy jako pozaczasowe i anonimowe dudnienie il y a (stanowiącego przewrotną dezinterpretację Heideggerowskiego Es gibt) – od którego nie ma ucieczki. Umieranie jest jednak zarazem niemożliwością w obrębie istnienia w tym sensie, w jakim wskazuje na nieznośny nadmiar pasywnego cierpienia, które sprawia, że jesteśmy wewani do odpowiedzialności przez nieskończenie Innego. To właśnie owo traumatyczne wezwanie nie pozwala nam upierać się przy własnym istnieniu. Oba znaczenia niemożliwości – niemożliwość, by przestać istnieć, i niemożliwość, by zacząć istnieć – są dla Lévinasa całkowicie różne, a jednak nierozdzielne. To, co absolutnie inne, jest traumatyczne właśnie dlatego, że łączy zgrozę sensu ze zgrozą bezsensu; oznacza ono zarówno zgrozę bezsensu wiecznego upierania się przy istnieniu, bez możliwości ucieczki (il y a), jak i zgrozę sensu, pojmowaną jako trwające w nieskończoność etyczne przerywanie istnienia, odsuwanie w przyszłość naszej zdolności do istnienia, jako raniąca transcendencja o n o ś c i . W rezultacie pradziejowa podziejowość będąca odpowiednikiem niemożliwości możliwości prowadzi do traumatycznego impasu: nie możemy ani zacząć, ani przestać istnieć. Podmiotowość jest sparaliżowana przez inność, która zawsze „już z góry” wywłaszcza podmiot z jego substancji, inność jest wepchnięta „pod skórę” podmiotu, któremu „jest źle we własnej skórze”:

[podmiot] przepełniony samym sobą, duszący się pod sobą, niewystarczająco otwarty, zmuszony do rozłączenia się ze sobą, do wzięcia głębszego oddechu, do końca, do wy-właszczenia się aż po zatracenie siebie. Czy kresem tego zatracenia jest pustka, punkt zero oraz spokój cmentarzy, jak gdyby podmiotowość podmiotu nic nie znaczyła?

Z siódmego, ostatniego rozdziału ksiązki Ray’a Bassier’a „Nihil Unbound”, 2007,     przeł. Marcin Rychter i Mikołaj Wiśniewski

przedruk za: Kronos 1/2011

 

Advertisements

Gennadiy Nikolaevich Aygi – Cisza

Wiersze tego poety pochodzenia czuwaskiego, których prezentujemy tu pierwsze polskie przekłady, zostały już przetłumaczone na ponad 20 języków i otrzymały niezliczone nominacje do Nagrody Nobla. Obrazuje to czujność polskich wydawców promujących gówna pokroju xyz, a ślepych na rosyjskiego Bukowskiego. Polski przemysł poetycki smyra starej lochy cycki!

 

Cisza

1

w niewidzialnym blasku
startej w proch melancholii
znam bezużyteczność tak jak biedni znają swój ostatni skrawek odzienia
i stare przybory
i wiem, że ta bezużyteczność
jest tym, czego kraj ode mnie potrzebuje
niezawodna niczym sekretny pakt:
milczenie jako życie
zaiste przez całe moje życie

2

milczenie jest hołdem – ale cisza jest dla mnie

3

wzrastając w przyzwyczajeniu do ciszy
jak bicie czyjegoś serca
jak życie
niczym dobrze znane tam miejsce
i czyżby to ja jestem – jak Poezja jest
i wiem
że moja praca jest zarazem ciężka i ku samej sobie
niby bezsenność nocnego stróża
na miejskim cmentarzu

1

XIX
A we mgle
zielony dąb
nie ma nic mocniejszego niż gałąź
czym by śpiewać mógł

XX
Te ręce i ta głowa
pozostaną z tymi, którzy zginęli na obcej ziemi-
dym z lokomotywy uderza nas w twarze
aby okraść nas z pamięci raz i na zawsze

XXI
A i wtem – spokój, jakbym
był sam na świecie
I burza za oknem, burza w ogrodzie
i burza w ogrodzie, burza na polach

XXII
A dzień zapadł cicho, jakby coś
znaczącego w nim umarło,
a lis śpi na wzgórzach
pokryty swoim czerwonym ogonem.

 

Cisza

1

odkąd pamiętam cokolwiek
wiem
poprzez ból w moich oczach
gdzie i czym co dmie
nasza cisza jest oświecona
a reminiscencje wystarczają
tutaj gdzie łomoczą przebudzenia

2

i ci, od których zaczął się czas na dojrzenie światła Pana
po raz pierwszy przybyli aby odróżnić
czerń od bieli
i pogrążeni w zadumie pośpieszali do kontaktu
więc to jest – biel
a to czerń

3

więc wybuchnąwszy
w wizje innych odmian
i w wycia co poprzez lata
wdepnęły we mnie szukam
połączeń jak strugi
napierających pokrytych kpiną
niczym łopianem
gdzieś w jarze
sam
(lub też jak to było
od czasu do czasu
samotnie i czysto
nikt poza mną i polem
cały świat)

1955—1956

2

Wracając do Baudelaire’a

nie wygasanie
(z papieru
ku światu)-

pan
jakby
gdzieśkolwiek
obecny:

twarz
niby boska – w popiołach – uchwycona:
nie – „ja” umysłu
trzaskająca – płomieniem!… –

w oblicze tego wiatru
jasne światło nieczłowieczeństwa

1967

 

Dla Maxa Ernsta: Bliźniacza Róża

wepchnięta przez – nie jak w światło dnia
lecz w światło Idei
wepchnięta przez – i usadowiona
bliźniacza róża: niczym myśl w pokoju

1969

 

fot. Gertruda von S 2014, tłum. katastrof wrzywąż i GvS

 

 

Bataille – 18 Poematów emitowanych przez Archanioły

                             .:.

moje obłąkanie i strach
mają szerokie martwe oczy
i nieruchome halo gorączki

co spogląda w te oczy
to nicość wszechświata
moje oczy są ślepymi niebiosami

w mojej niezgłębialnej nocy
niemożliwe łka w głos
wszystko się rozpada

Almanach atramentowego ługu
nieśmiertelność zarośniętego poety
cmentarzystko poezji otyłości

żegnajcie jurne praczki
żegnajcie słodkie zmarłe
przebrane ze nagie kobiety

żegnaj spoczynku żegnaj śnie

nieskończone drapie mrówkami
sortowane papierowe wąsy w pyle
kolejowe ładunki gorączki

kolumny szalonego deszczu
stukają o splamione zasłony
pogrzebowa skromność ludzkich kości

jest tłum układający w stos puszki ‘być może’
żadnarm w koszuli na szczycie dachu
macha kosą Demon

Tracę cię w wierze
Odliczam cię wśród zmarłych
rdzeń witalny
pomiędy sercem, a wiatrem

Nie mam nic do roboty na tym świecie
poza płonięciem
Kocham cię do śmierci

Twój niepokój
szalony wiatr świszczy w twojej głowie
Jesteś chora od śmiechu
Uwalniasz mnie od gorzkiej pustki
rozrywającej twoje serce

rozerwij mnie jeśli chcesz
moje rozpalone gorączką oczy
odnajdują cię wśród nocy

Jestem zmarznięty w sercu się trzęsę
z głębin mojego bólu wołam cię
z nieludzkim szlochem
jakbym rodził życie

dusisz moją śmierć
wiem to rozpaczliwie
Odnajduję cię tylko w gardłach śmierci
Jesteś piękna niczym ona

wszystkie słowa mnie duszą

gwiazdo przeszyj niebo
zakrzycz jak śmierć
zaduś

Nie chcę życia
Jest tak słodkie do uduszenia
Wschodząca gwiazda
Jest zimna niczym martwa kobieta

zaślep mi oczy
kocham noc
moje serce jest czarne

popchnij mnie w noc
wszystko jest fałszywe
cierpię

świat zapachnął śmiercią
ptaki ślepo latają
jesteś tak ciemna jak czarne niebo

Nastąpi uczta
w błocie i strachu
gwiazdy spadną
kiedy śmierć się przybliży

jesteś zgrozą nocy
moja miłość ku tobie jest jak płacz śmierci
jesteś słaba jak śmierć

moja miłość ku tobie jest jak delirium
wiesz, że moja głowa obumiera
jesteś bezmiar strachu

jesteś piękna jak morderstwo
moje serce ogromnieje kaszlę
twój brzuch jest nagi jak noc

prowadzisz mnie wprost do końca
zaczęły się gardła śmierci
nie mam ci nic więcej do powiedzenia
przemawiam do ciebie wskroś zmarłych
a martwi są cisi.

                                             – Georges Bataille, przetłuspaczył katastrof

chszonszcz
Kephra Kepher Kepheru! Chrząszcz Kephra będący przybyciem w istnienie na ręce nieistotne kogo, kto przybywa w istnienie każdej kwadrygi księżyca

Aleksandr Dugin i śmierć globalizmu

Aleksandr Dugin, mózg Vladimira Putina, jest politycznym naukowcem, którego idee zainspirowały rosyjską politykę zagraniczną. Rozkochał natywistyczne, alternatywno-prawicowe elementy wskroś Europy. Jego Czwarta Teoria Polityczna jest mapą drogową do zrozumienia teoretycznych podstaw imperialistycznych przedsięwzięć Putina i testamentem różnic pomiędzy neoliberalnym ładem Europy, a nowatorską pseudo-ideologią (duginizmem), która obecnie oddziaływa na Rosję. Filozofia Dugina jest, jak przyznaje, niekompletna. Jego książka zatem jest początkiem konwersacji – próbą zainspirowania “politycznej kreatywności” – ponad fałszywymi fundamentami cywilizacji Zachodu, złem globalizmu i nad próbą ponownego przemyślenia samych procesów historycznych.
dugin

Trzy główne ideologie XX wieku walczyły ze sobą w imię supremacji: liberalizm, komunizm, faszyzm. Te teorie toczyły bitwy w wojnach, w tym w Zimnej wojnie, a ostatecznym zwycięzcą został liberalizm. Po sukcesie liberalizmu, “byłoby logiczne założenie, że polityka stanie się liberalna” (Dugin, 2009, str. 4). Jednakże, Dugin zauważa osobliwość wewnątrz liberalizmu. Po swoim zwycięstwie liberalizm przestał być ideologią polityczną; raczej przekształcił się “w sposób życia”, “przeniósł się z poziomu idei, programów politycznych i deklaracji i wkroczył w sam makijaż rzeczywistości społecznej”. Zatem, liberalne pojęcie indywidualizmu zostało zmapowane na każdą wyobrażalną (uprzednio) kwestię zbiorowej tożsamości; płeć została przeniesiona z dwójkowego do wielopostaciowego, heterodoksyjnego spirytualizmu, a ateizm zastąpił tradycyjną religię, marsze homoseksualnej dumy teraz uprawomocnione przez społeczeństwo – to prowadzi do postmoderny konstytuującej nowe „jądro liberalizmu”. Zaś aby walczyć z tą nową rzeczywistością społeczną należy stworzyć nową, czwartą teorię polityczną.

Dugin zaciekle buntuje przeciw hipotezom fukuyamowskiego Końca Historii. Hipoteza ta przyjmuje, że demokracja liberalna jest optymalnym standardem cywilizacyjnym – że liberalizm jest należytym ostatecznym celem dla wszystkich kultur – i podąża za monotoniczną koncepcją historii. Dugin jest krytyczny wobec monotonicznego procesu, procesu, który jak wierzy „istnieje jedynie w umysłach ludzi” i jest „nienaukowym, nieadekwatnym procesem, procesem, który jak wierzy istnieje „jedynie w umysłach ludzi” i jest „nienaukowy, nieadekwatny, amoralny i nieprawdziwy. Hipoteza zakłada, że demokracja liberalna jest optymalnym standardem cywilizacyjnym – że liberalizm się pasującym ostatecznym celem dla wszystkich kultur – i podąża za monotoniczną koncepcją historii. Dugin jest krytyczny wobec monotonicznego procesu, procesom, które jak wierzy istnieją jedynie w „ludzkich umysłach” i jest on „nienaukowy, nieadekwatny, amoralny i nieprawdziwy” (str. 64). Wierzy, że historia jest cykliczna, a nie że podąża naprzód albo stanowi ewolucyjny marsz ku postępowi, w co wierzy Fukuyama.

duginquarta-1

Skoro Dugin wierzy, że (monotoniczny) postęp nie jest możliwy w sensie historycznym, zatem akceptuje, że „postęp społeczny jest niemożliwy” w ogóle i jest zmuszony przyjąć pozycję politycznego relatywizmu – że niemożliwym i nie doradzanym jest osądzanie czynów odrębnej kultury. Ten stosunek jest sam w sobie „amoralny” i „nieadekwatny”, bowiem nie pozwala na potępienie praktyk od odcinania głów do zniszczeń mienia. A ponadto idea Dugina, jawiąca się jako niekonsekwentna (czyżby? – dop. tłum.), że technologia uczyniła zachód perwersyjną nihilistyczną kulturą, z pewnością jest wartościowym osądem.

Dugin jedynie unika jego własnego argumentatywnego boomeranga „kulturalnego rasizmu”, promując ideę głoszącą, że relatywizm kulturalny istnieje pomiędzy kulturami, ale nie wewnątrz nich – on (z rosyjskiej perspektywy) może gardzić Zachodem, ale nie może rzec, że zachód jest obiektywnie rzecz biorąc gorszy.

Powiada: „Problem polega na tym że cała nasza rosyjska historia jest dialektyczną sprzeczką z Zachodem i kulturą Zachodu, bitwą o zapewnienie (niekiedy pojmowaną jedynie intuicyjnie) jej własnej Rosyjskiej prawdy” (str. 30). Zatem, Dugin zmierza do wyrównania wszelkich perspektyw, raczej niż do ich negacji. Idea podążenia za unikalnie rosyjską prawdą afirmuje nam to, że Dugin odrzuca uniwersalizm, oraz że z rosyjskiej perspektywy prawdą jest, że zachód jest dekadencki. I choć idea prawdy relatywnej jest kompletnie nieprzekonywująca, dla Dugina jest filozoficznie konieczna.

Wychodząc od odrzucenia uniwersalizmu łatwo jest pojąć jak Dugin inkorporuje Eurazjatyzm do swojej teorii. Wierzy on, że kulturalnie tubylcze narody słowiańskie powinny się zjednoczyć i odrzucić amerykańską hegemonię i perwersyjność. Jako część tego projektu konieczne (zdaniem lekko polit-poprawnego autora) jest podkopanie „niezaprzeczalnie rasistowskiej idei dwubiegunowości” . Jest to pomocne w wyjaśnieniu Rosyjskiej polityki zagranicznej, która liczy na odbicie starych sowieckich państw satelitarnych, kultywowania Unii Eurazjatyckiej i obrony Rosyjskich mówców na Krymie i we wschodniej Ukrainie.

dugin-islam-eurasianism

W konkluzji, Dugin argumentuje – „projekt dwubiegunowości musi zostać zrealizowany” (p. 120), świat gdzie jedna prawda nie jest większa od innej. Gdzie integralność kulturalna regionów powinna być niezagrożona. Gdzie dyskryminujące traktowanie ludzi – czy byliby homoseksualistami, kobietami lub mniejszościami religijnymi – jest prawidłowe lub nieprawidłowe w zależności od tego, czy kultura doń obliguje. Natywistyczne prawicowe elementy wskroś Europy zauważyły Dugina z tego powodu. Jego idee milcząco zostawiają przestrzeń dla rasizmu i wszelkich form bigotrii. Niektórzy ochrzcili jego przekaz „neofaszysztowskim” – etykieta, którą on odrzuca, zaś ja pragnę również zaznaczyć zgorszenie wobec tego, że myśl Dugina jest u swego źródła anty-zachodnia i stawia wyzwanie projektowi globalizmu ipodstawowym prawom człowieka. Jednak na ten moment brakuje jej specyficznej aprobaty faszyzmu.

Dugin wierzy, że „Czwarta Teoria Polityczna” wstąpi w istnienie jedynie poprzez wolę. Czwarta Teoria Polityczna nie jest nieuchronna, jak w odniesieniu do siebie twierdzi komunizm, ani naturalna, jak głosi liberalizm. Dugin przeczuwa, że świadomi agenci doprowadzą do nowej ery polityki. Strategią dla Dugina jest heidegerrowska idea „Wydarzenia” – które jest momentem przebudzenia – które następuje w momencie, gdy zachód jest u swojego najbardziej nihilistycznego, „finalnego zapomnienia bytu – północy, gdzie nic (nihilizm) zaczyna wyziewać z każdej szczeliny”. Tylko wtedy ludzie zdają sobie sprawę, że potrzebne jest coś nowego i lepszego. Czwarta Teoria Polityczna, Dugin dyskutuje ją z eschatologiczną radością i religijnym zapałem. Zaiste, ta zachwycająca podróż wewnątrz Duginizmu to przypuszczalny punkt końcowy, pozbawiony dowodu, podobnie jak to jest z jakąkolwiek utopijną ideologią (sic! No tak, kukiełki pulityczne USRaeLa i ich postulaty nie mają nic wspólnego z utopią, chyba że pod jej makijażem kryje się degrengolada – dop. tłum.).

Teoreretyczna trafność Duginizmu jest po większej mierze niekonsekwentna wobec jego sukcesu. Jego wyjaśnienie „mutacji” liberalizmu w teorię postmodernistycznego społeczeństwa, skoncentrowanej na jednostce, pomaga wyjaśnić wzrost obecności polityki identytarystycznej (tożsamościowej).
Wytłumaczenie Dugina, że technologia pomaga nakręcać zachodni upadek w nihilizm jest co najmniej koherentne, nawet jeśli subiektywne. Zaś jego podejście do Eurazjatyzmu i relatywizmu – głoszące, że tubylcze kultury nie powinny być narzucane obcym – prowadzi na etycznie podmokły grunt, który jest zależy geograficznie, raczej niż oparty na solidnych podstawach.
Ponadto, Dugin nie podąża zbyt daleko w wyjaśnieniu, dlaczego proces monotoniczny nie istnieje. Podążył za to wystarczająco daleko w wyjaśnieniach, że w/w nie istnieje. Ale wszystkie jego drobne przewiny nie czynią ujmy dla jego ogólnego sukcesu, a on jest tym, co dla niego ma znaczenie.

Co więcej, Dugin to doktor, chemik i psychonauta, autor książek, okultysta Ścieżki Lewej Ręki i działacz zdelegalizowanej partii Narodowo-Bolszewickiej.
Istotnym celem Dugina są wpływy. Dugin pragnął rozpocząć konwersację, a ta konwersacja wpływa na twórców polityki rosyjskiej i demagogów w Europie. Ta konwersacja niesie ze sobą niebezpieczne odmyślenie centralnych wartości demokracji stylu zachodu i wezwanie do obalenia ich. Zaś zachód patrząc jak marzenia globalizmu maleją i oddalają się, niech wie, że śmierć tych marzeń jest po części znana pod imieniem Aleksandra Dugina.

duginzwei

Za: constatus news

tłum. katastrof

Przenicowany człowiek – Ch. Hyatt

Zawsze obracamy się pomiędzy nieomal nieskończenie symbolizującymi mocami naszego umysłu, a tyglem naszej faktycznej egzystencji.

Z powiększających się bąbli naszych gnijących płaczów budujemy zamki na niebie, żywiąc nadzieję na zbawienie od naszych kreacji, ale jak powiedział William James, “czaszka uśmiechnie się do bankietu.”
Aby być silniejszym niż samo życie, aby powiedzieć nie wschodzącemu słońcu, by tchnąć życie w życie, jakby jutro miało nie nadejść.

Pierwsze i jedyne przykazanie

Po pierwsze i najważniejsze dąż do własnego dobrobytu – do własnego oświecenia… to jest to!

Większość ludzi nie myśli. Zwyczajnie powtarzają, co im powiedziano. Biorą wiarę za argument, a uprzedzenie za myślenie. Akceptują świat, jaki do nich dociera zamiast żyć życie. Nie akceptuj niczego, co ci ktoś mówi, chyba że można tego dowieść – większość ludzi nie myśli – mają przypadkowe myśli i żyją jak zombie – zagnieżdżając się, trawiąc i tłocząc się bez piękna, ani stylu.

Wszystkie przypuszczenia nieomylnej wiedzy są fałszywe. Twoja własna ciężko zdobyta wiedza jest twoim jedynym przewodnikiem – nie potrzebujesz niczyjego pozwolenia, aby być głupim lub bystrym. Po prawdzie nie ma nikogo, kto dałby tobie pozwolenie – to wielka okropność.

Pierwszym wielkim błędem jest wiara, że jest gdzieś ktoś, kto może ci cokolwiek dać. Nie ma nikogo, aby cię chronił i przestrzegał – zwyczajnie nikogo. I jeśli nie chcesz przestrzegać tego przykazania, nie ma nikogo, kogo by to obchodziło.

Życie jest kompletnie za krótkie kiedy czerpie się z niego zadowolenie; życie jest kompletnie za długie, kiedy jest cierpiane.

Zachowaj na uwadze, że to, co prezentujemy nie jest dla dzielących włosa, co oznacza wykastrowanych naukowców, słabych na umyśle i zakłopotanych moralistów, którzy potrzebują konsultacji wyroczni, zanim mogą wykonać ruch… Tworzymy ludzi czynu, którzy nie potrzebują gwarancji.

STAŃ SIĘ KIM JESTEŚ – NIE MA ŻADNYCH GWARANCJI

Przeżywaj ekstremalne życie

Jesteśmy w epoce, gdzie przeciętność jest standardem.
Starająca się o krzesło elektryczne.
Przeciętność jest popierana w dzieciństwie, u nastolatków i dorosłych.
Pod przebraniem ciągnących się definicji i ładnych obrazków ukrywa się nowotwór.
Edukacja, propaganda – instynkt stadny – zabezpieczają głupotę, przeżywanie życia w zbiorowym transie.
Wkrótce człowiek będzie zbyt stary, za słaby, zbyt martwy, aby się obudzić, wkrótce człowiek nie będzie miał żadnego jutra, aby powiedzieć Tak – kolejnego dnia, kolejnej szansy.
Człowiek jest rozerwany pomiędzy swoim wschodzącym słońcem i nadzieją, że wzejdzie ono następnego dnia.

[Nie ważne jak mocno szukasz samego siebie mając 20 lat, będziesz musiał to robić od początku mając czterdziestkę, a wtedy pięćdziesiątkę i tak dalej. Zatem po co się przejmować zanim nie jest za późno? Zawsze jest za późno – Roshi Chaos]

Sekretne ćwiczenie

Thoreau napisał: “Masa mężczyzn wiodła życie cichej desperacji. Zrób listę swoich cichych desperacji. Jeśli nie dojdziesz do 33, jesteś martwy.

Kim dziś jest Dr. Hyatt?

hyattzwei

Jestem bio-indywidualistycznym filozofem, a nie filozofem społecznym.
Nie pokładam żadnego zainteresowania w społeczeństwie, bo społeczeństwo nie istnieje.
Co istnieje?
Interakcje genów i geografii, co tworzy artefakty, które z kolei obracają genami i geografią… a proces trwa dalej w nieustannym obrocie.
Człowiek jest wykręcony pomiędzy biologią, a asfaltem.

Jak nasz mózg epoki kamiennej zaadaptował się do post-modernistycznego życia? Jak duża zmiana zaszła w naszym mózgu myśliwego-zbieracza w trakcie ostatnich dwustu lat?
Jako pół-świadome istoty jesteśmy życi przez nasze DNA. Innymi słowy, jest tak jakbyśmy byli zarówno następstwem, jak i przewoźnikiem naszej struktury DNA. Nie doświadczamy tego bezpośrednio, I tak jak śmierć ubliża to nam, abyśmy zdali sobie sprawę z tego, jak bardzo jesteśmy zautomatyzowani.
Miej na uwadze, że to, co ukazuje się na ekranie świadomości było wpierw przeprocesowane przez niezliczone automatyzacje naszego skarbonizowanego, modulującego mózgu.
Pewnego razu te rutyny zostały nazwane instynktami. A instynkty są dużo bardziej złożone, niż ktokolwiek myślał.

W co wierzymy i co mówimy ma niewielkie znaczenie dla DNA, a co się dla niego liczy, to że kontunuuje swą egzystencję.
I nie mam na myśli przetrwania najsilniejszych.To, co przeżywa jest tym, co dostosowało się do szczególnego zespołu okoliczności. Miej na uwadze, że mózg jest zaprojektowany do zagnieżdżania się, trawienia i tłoczenia się.
(Powiedz swoim próbującym wydawać się ważnymi przyjaciołom, że są życi przez swoje DNA.)
Co przeżyło do teraz jest największym rozlewiskiem szlamu koniecznym do zapewnienia najwyższej prawdopodobności DNA Ponad-Duszą… brnące przez kolejny dzień.
Ja na pewno często śmieję się głupio kiedy widzę ludzi zachowujących się, jakby ich małe życia znaczyły cokolwiek więcej niż nośniki możliwości DNA na przyszłość.
Po prostu zapytaj kogokolwiek jak bardzo są unikalni – zgaduję, że ci odpowiedzą…
Jednakże, nasz kamienny mózg zajmuje się przede wszystkim zagnieżdżaniem, trawieniem i tłoczeniem się… nie ważne jak byśmy nie przebrali rzeczy.

Email od Lucyfera:

Używaj tego, co dostępne lub umrzyj
Uwolnij swój Mózg
On ma 10 milionów lat doświadczenia
Zabij etykiety
Zabij wierzenia
Wiedz Nic

Pozbądź się Bestii
Ucieknij od Kamienia

Jesteśmy jedynymi gatunkami na tej planecie, które mogą emancypować się od niektórych programów DNA.
Ten program emancypacji jest motywowany narcyzmem.
Możemy się wykręcić na wolność od naszego Kamiennego Mózgu.
Jesteśmy potworem Frankensteinem DNA, a zagnieżdzeni są przerażeni tymi niskimi, dziwnymi wynikami. Po prostu zobacz przerażenie, które nasi Wodzowie Epoki Kamiennej czują przed mocą komórek macierzystych i innymi zmieniającymi życie technikami.

[Boli mnie słyszeć, że Dr. Hyatt nazywa moją psychologię MetaRzygiem.
– Dr. Carl Jung i jego uczniowie]

Cała nauka jest zagrożeniem dla meta-rzygu, szczególnie kiedy zagraża zmianą naszej “przydanej przez Boga natury.”
Niektórzy z nas zrobią przeskok do samo-programistów, lecz większość pozostanie pionkami paplającego krzaczora. Wszystkie wielkie przejścia są napięte od zagrożenia, zarówna dla jednostki, jak i dla Nad-Duszy.
Stajemy się teraz zdolnymi samo-transformerami ponieważ DNA nie jest głupie – choć czasami się takie wydaje.
Ono wie, że musi zaryzykować, nawet jeśli straci część ze swoich machinalnych jakości i wystąpią błędy, ale DNA prosperuje na błędach, a my większość czasu żyjemy w błędzie. Zerknij tylko na ludzkie wierzenia z początku czasów historycznych. Co za masa błędu, a jednak przetrwaliśmy… ale kres nadchodzi wkrótce.
Pospolity człowiek odpada.
Jakie jest prawdopodobieństwo pudeł w pierwszym rzucie?

[Jeśli gorąc wzrasta, dlaczego w niebie jest zimno? – Albert Einstein]

Horror alarm
Wstrzymaj się ze wszystkim
! Przychodzi kolejny email !
Wiadomość od Lucyfera

Przekaz zaczyna się tutaj:
Wysłane w kodzie CCC+ i przetłumaczone przez IBM 9000.

Cierpienie, nędza, głupota nie są cnotami, są oznakami choroby. Ale ta choroba jest normalna, pospolita, więc musi pozostać nierozpoznana przez chorych. Symbol ukrzyżowanego jako cnota staje się bardziej oczywisty. Kto chciałby czcić coś takiego?
Zbyt wielu ludzi poprzez lenistwo albo trening, lub częściej jeszcze poprzez oprzewodowanie, zachowuje się jakby ich plugawość była oznaką moralnej wyższości. Wielu z nich spogląda przez zadarte nosy na ludzi, którzy prosperują, mają moc i prawdziwy cel w życiu…
Esencją życia jest ewoluować, a nie pozostawać takim samym lub się degenerować.
Celem porażek jest zapewnienie pożywienia dla psyche.
Natura nie jest głupcem, zatem grupa degenerująca jest zaprojektowana jako zjawisko w razie wu: w razie wypadku, gdyby miękkie korzenie i pąki (my typy marginalne) zostały zniszczone przez bieg zdarzeń.
Ci z nas na przywódczym krańcu, ci, którzy są typami marginalnymi, rodzą się na ten świat aby zapewnić generację nowych typów.
Wyrzutki zapewniają różnorodność genetycznej ekspresji…
Umysł, ciało i duch są zdolne do zachowania się w sposób dynamiczny i interaktywny. To zapewnia wysoce złożoną, wykręconą wzajemną zależność.
Ci, którzy zapominają o umyśle i ciele w imię ducha są patologiczni… i to pozostaje prawdą w odniesieniu do któregokolwiek z tych trzech aspektów.
… Znajdziesz niezliczone osoby, wyglądające jak diabli, odżywiające się ubogo, znęcające się nad ciałem – powiedzą ci, że ich celem jest jedność z bogiem… są głupi… powinno się od nich stronić; ci z ciała, którzy stronią od umysłu powinni być traktowani tak samo, identycznie jak ci, którzy gardzą człowieczym duchem, pragnącym nowych i szerszych horyzontów.
Największą radością dla człowieka jest poświęcenie się, ale jeśli jesteś słaby, samorządny, głupi, niedouczony, etc… nie masz nic do poświęcenia, żadnej wiedzy, piękna, żadnej mocy.
….Pustaki świata chcą, abyś do nich dołączył: piękno, mądrość i moc pokazują, jacy oni są naprawdę: ohydni. Zwyczajnie ohydni na ciele, umyśle i duchu… są niczym… i chcą zniszczyć wszystkich, którzy przypominają im, czym są: zubożonymi istotami, czcicielami śmierci, choroby i zgnilizny… a ich celem w życiu jest sprowadzenie wszystkich do najniższego wspólnego mianownika.
Pytasz, dlaczego natura to zrobiła >> [słowa utracone w transmisji] dlaczego natura sprowadza epoki lodowe, powodzie i niezliczone katastrofy >>>> [słowa utracone w transmisji] adaptacja, aby poszerzyć proces możliwości, przypadkowość… każda forma się rozwija… Możesz przezwyciężyć pospolitość w sobie samym…. zamieniając się w dzieło sztuki.

STAŃ SIĘ KIM JESTEŚ – NIE MA ŻADNYCH GWARANCJI

Jeśli ponosisz porażkę w swoim życiu, wtedy jeden z trzech aspektów pozostaje w nierównowadze – zapomniałeś o czymś, lub położyłeś zbyt mocny akcent na czymś innym…
W pewnych aktywnościach – takich jak przygoda – wszystkie trzy aspekty są zaangażowane w uwalnianie swojego dostatku i siły… ale większość rzeczy w życiu nie zachodzi w ten sposób… w obszarze przygody odkrywamy ciało, umysł i duch wyginające się i pulsujące.
Jeśli chcesz żyć, żyć w pełni, rozwinąć się, czuć radość życia, musisz trzymać te myśli w umyśle i odmawiać komukolwiek, kto chciałby cię przekonać, że jest inaczej.

[ Jeśli przeczytałbym tą książkę nie zostałbym przygwożdżony – Ukrzyżowany]

Formuła

0. na początku jest niezróżnicowana moc – cały wszechświat jest utworzony z siły do rozwoju, do wzrostu, do wypełnienia swojej natury, do zostania tym, kim jesteś.
1. następne jest pragnienie.
2. następna jest myśl, która prowadzi do pragnienia, abyś został tym, kim jesteś
3. kolejny jest czyn….
4. następnie jest sekret: ignoruj wszystko i każdego, kto próbuje cię przekonać, że jest inaczej…

Powtórka:
Pierwotna moc, która prowadzi do
pragnienia
myśli
czynu
ignorowania

Miej na uwadze, że ignorowanie nie oznacza zaprzeczenia. Oznacza nie zatrzymywanie się na ewentualnym, pospolitym, normalnym.
Dla przykładu: są ci, którzy rodzą się kalecy, ale kalectwo nie jest esencją życia, a ci kalecy, którzy pozwalają swojemu uwarunkowaniu się zniszczyć, nie dostosowali się do zasad uniwersalnej formuły. Żyj pełnią albo umrzyj; a umrzesz na pewno, więc zacznij żyć.
Trzymaj się z dala ot tak wielu porażek, jak to tylko możliwe… nie otaczaj się przegrywającymi propozycjami… Tak, chcesz znać nowinki, ale nie zatrzymuj się na nich. Tak, musisz jeść, ale nie zatrzymuj się na jedzeniu; nie zatrzymuj się na niczym poza stawaniem się tym, kim jesteś.
Aby zapewnić wielką radość: rozwijaj się.
Aby stać się, kim jesteś, musisz porzucić porażki, przegrańców – w sobie, jak i w innych; będziesz musiał przeciąć więzy, które cię przytrzymują… a do tego zaliczają się ludzie – będziesz musiał pozwolić wielu z nich odejść… możesz być uprzejmy, ale nie możesz dostarczać im rozrywki, nie możesz zatrzymywać się na nich, nie możesz poświęcać się im…. a w to zaliczają się ci, których bezmyślna żądza wydała cię na ten świat.
Zapamiętaj motyw przewodni: Moc jest nieskończenie rozwijająca się i manifestująca… w nieskończonym szyku form… jesteś po prostu jednym eksperymentem, ale czymkolwiek jesteś, Moc wymaga ekspresji tegoż, lub wyginięcia… wielu ludzi po prostu sobie jest – masa testów i błędów, zwyczajnie zaprojektowani jako pożywienie dla planety. Powiedziałem, że około 90% wszystkich ludzi jest zwyczajnie czynnikiem konserwującym dla planetarnego życia… całkiem podobnie jak konieczny jest brud, tak i oni… masz ich ignorować… masz nie próbować ich zmieniać… masz trzymać swoją tajemną wiedzę poza ich zasięgiem; od czasu do czasu ktoś zapyta – bądź otwarty i, jeśli masz samego siebie wystarczająco, poświęć się, a odkryjesz kolejny sekret – staniesz się bardziej – będziesz miał więcej….
Moc życia nie chce dla ciebie niczego poza tym, byś stał się tym, kim jesteś – abyś poświęcił się w trzech aspektach życia – ciałem, umysłem i duchem… i …
[Transmisja ulega nagłemu przerwaniu ]

Hyatt3

Przenicowany człowiek

Nad_____ niekoniecznie należy do jakiejkolwiek grupy, jak Naziści, lub do jakiejkolwiek rasy, jak Kaukaska, ani do jakiegokolwiek wyznania, jak Żydzi, ale raczej do jednostek, które, poprzez swoją naturę i samo-eksploatację wywalczyły bycie – ekstremum.
Kiedy grupa ekstremalnych jednostek łączy swoje siły w imię wzajemnego rozwoju, mamy zwyczajnie grupę ekstremalnych jednostek.
Ekstremalny duch wspiera:
Samo-determinację
Auto-zainteresowanie
Czyn

Motto brzmi:
Stań się kim jesteś – nie ma żadnych gwarancji.
Lub
Złap szansę –
・ przełam swój trans.

Świat MetaRzygu

Hyatt4

Edward Limonow – Wyrzutki: aktywna mniejszość

KPRF, RKRP, cokolwiek przetrzebieni zwolennicy Anpilova oraz mniejsze ortodoksyjne “komunistyczne” organizacje, a nawet „terrorystyczny” Gubkin oraz RKSM (Bilevsky’ego) wciąż uważają „proletariat”, „lud pracujący”, jak powiadają, za klasę rewolucyjną. Patrzą na „Marksizm-Leninizm” jak żydzi na tablice przymierza dostarczone im przez Mojżesza. „Komuniści” są w błędzie. Z jakiegoś powodu przypuszczają, że biedni są koniecznie brutalni. Za czasów Marksa proletariat był faktycznie pogrążony w okropnych warunkach, zaiste pracowali po 12 godzin na dzień. Tak, mieszkali w zawilgoconych i przemrożonych mieszkaniach. Więc emocjonalnie byli na skraju, w każdym momencie gotowi do histerycznego protestu i wybuchu, skraj społeczeństwa. Ich życie było tak podłe, że nawet komnata tortur była niezbyt okropna dla nich w porównaniu do fabryki. W pewnym sensie naprawdę nie mieli do stracenia nic poza kajdanami. Byli być może tuż za skazańcami najbardziej niepoprawni. To w tym sensie byli rewolucyjni. To jest, w przypadku rozruchów zorganizowanych przez innych można było mieć nadzieję na uczestnictwo tych niepoprawnych robotników. Z uwagi na swój ciężki żywot mogli łatwo popaść w ekscytację i ulec emocjom paniki i rebelii.

Jednakże, nawet już pół wieku po opublikowaniu „Manifestu Komunistycznego” w roku 1900-tnym, robotnicy nawet w Rosji nie żyli już tak desperacko. Zwyczajnie żyli jednostajnie źle. Co do organizacji rewolucji, lub jej przygotowania, proletariat przyłączył się do silnej Leninowskiej kohorty narodovoltzi (członków Woli Ludu) i SR-ów (Socjalistów-Rewolucjonistów) niosąc ze sobą wkład nie większy, lecz nawet mniejszy niż inne klasy. Perovskaia, Kibalchich, Grinevitsky, Alexandre Ulianov, jak wiadomo, nie byli robotnikami. Zupełnie przypadkowo w bibliotece zamku Lefortovo znalazło się bardzo instruktywne opracowanie autorstwa R.A. Gorodnitsky’ego pt. „Walcząca Organizacja Partii Socjalistyczno-Rewolucyjnej w latach 1901-1911”. Tam zaś odkryłem  rzadkie i niesamowite dane o pochodzeniu wojowników SR.

„Organizacja Bitewna w latach 1903-1906 składała się z 13 kobiet i 51 mężczyzn. Klasowe pochodzenie członków OB wygląda następująco: 13 szlachciców, 3 obywateli honorowych, 5 synów kapłanów, 10 dzieci handlarzy, 27 ludzi klasy średniej i 6 chłopów. Zarząd OB składał się z 2 obywateli szlacheckiego pochodzenia, 3 synów handlarzy i dwóch przedstawicieli klasy średniej.”

npb

Poziom wykształcenia dla badanego okresu OB.: 6 członków miało wykształcenie wyższe, 28 niepełne wyższe, 24 – średnie, a 6 – podstawowe… Liczby te – konkluduje Gorodnitsky – ujawniają podstawowe otoczenie, z którego rekrutowali się członkowie Organizacji Bitewnej – środowisko studenckie szkół wyższych. Interesująca jest również narodowa kompozycja OB.: 43 Rosjan, 19 Żydów i 2 Polaków. Wiekowo: „Dokładnie to młodzi ludzie wieku 20-30 lat budowali szkielet OB.”, zapewnia Gorodnitsky.

Nie da się zaprzeczyć, że te dołujące statystyki dla proletariatu wskazują, że cóż – socjaliści-rewolucjoniści to partia która postawiła przydzielenie ziemi chłopom jako główne zadanie, tak więc nie było wtedy nie było tam robotników. Gorodnitsky szczególnie zwraca uwagę na to, że Organizacja Bitewna SR rażąco różniła się od partii SR i w swej esencji była inną organizacją – Organizacją Bitewną całej rosyjskiej rewolucji. „Dla wielu członków OB z lat 1903-1906 surowe ideologiczne kanony PSR były zbyt wąskie, zaś swą obecność i działalność w OB. Postrzegali jako służbę całej rosyjskiej rewolucji, która po zwycięstwie, jak wojownicy mieli nadzieję, doprowadzi do radykalnej rekonstrukcji społeczeństwa na gruncie socjalistycznym.

To jest to. Awangarda całej rewolucji rosyjskiej: 13 szlachciców, 27 burżujów, horda na wpół-wyedukowanych studentów i ani jednego robotnika.

Lecz być może w następujących latach w tą najbardziej sprawną organizację rewolucyjną Rosji (dla porównania Bolszewicy wciąż plątali się okutani w swoich łachach) wkroczyli robotnicy i chłopi zyskali dominację?

Tu dane o OB w latach 1907-1909. 7 mężczyzn i 3 kobiety (czas zdemaskowania Azefa, organizacja przechodziła ciężkie czasy).  Pochodzenie klasowe: 6 plebejuszy, 2 synów handlarzy, 1 syn kapłana, 1 chłop. Poziom edukacji: 3 członków OB miało wykształcenie wyższe, 3 – niepełne wyższe, 4 – średnie. W latach 1909-1911 OB składało się z 13 mężczyzn i 4 kobiet. Pochodzenie klasowe: 6 szlachciców, 1 poważany obywatel, 3 dzieci handlarzy, 1 syn kapłana, 5 plebejuszy i 1 chłop. Kompozycja narodowościowa: 11 Rosjan, 3 Żydów, 1 Ukrainiec, 1 Litwin i 1 Polak. Poziom wykształcenia: 2 osoby miały wykształcenie wyższe, 8 – niepełne wyższe, 5- średnie, 2 – podstawowe. I znów – ani jednego robotnika!

nbp2

Niewątpliwie robotnicy pomaszerowali z Gaponem do cara 9 stycznia, w trakcie rewolucyjnego powstania z 1905 roku wykształciła się nawet cała dzielnica robotnicza „Czerwonej Presnyi”, ale to są przypadki „zajść zorganizowanych przez innych”.

Zostawmy proletariat. Przyjrzyjmy się bliżej rozpoznaniu kto trząsł Imperium Rosyjskim na samym początku tego wieku i przygotował rewolucję. To na poły wyuczeni studenci szkół wyższych, Rosjanie (1 na 4 to Żyd), od 20 do 30 lat, pierwotnie z klasy średniej, to jest dosyć burżuazyjnie. Przyjrzyjmy się przywódcom OB. Założyciel Organizacji Bitewnej Gershuni Gregory Andreevich (Gersh) urodził się w 1870 roku w prowincji Kovensk. Rodzina należała do klasy średniej. W 1885 roku został wysłany na studia aptekarskie. W latach 1887-8 pracuje w aptece w Kronschtadt. Przeprowadza się do Petersburga. Pracuje jako aptekarz do roku 1895. W Petersburgu poznaje literatów, artystów, studentów. Pisze krótką powieść „Jak być”, w której jest opisane zabójstwo jednego z członków kręgu rewolucjonistów podejrzanie w prowokacji. W roku 1895 Gershuni pojechał do Kijowa i uczestniczył jako słuchacz na kursach wydziału medycyny uniwersytetu Św. Vladimira. W  marcu 1896 zostaje aresztowany i oskarżony o udział w związku antyrządowym „Zjednoczonej Rady studenckich organizacji Kijowa i ziem okolicznych”. Wykaraskał się z niczym ponad lekki przestrach. Zdawszy egzaminy na farmaceutę przeprowadził się ponownie do Petersburga. Później przyjechał do Moskwy, pracował na kursach bakteriologicznych, a następnie w instytucie medycyny eksperymentalnej. Wiosną 1898 roku wybiera się do Mińska, zaczyna oferować usługi grupom rewolucyjnym, zakłada pracownię maszyn dla nielegalnych drukarni, tworzy biuro paszportów, wysyła nielegalne osoby przez granice etc. Ostatecznie dołącza do kręgu „Partii robotniczej politycznego wyzwolenia Rosji” w 1899 r. W 1990 roku zostaje aresztowany. Przypadkowo oswobodzony. Przechodzi na nielegalną pozycję. Latem 1901 roku podróżuje wokół Nijni Novgorod, Ufa, Voronej, Satartova i Samary, wszędzie pozyskując kontakty. W Sierpniu 1901 roku zaczyna rekrutację ludzi do Organizacji Bitewnej. Pierwszy akt terrorystyczny miał miejsce 2-go kwietnia 1902. Zabójstwo ministra spraw wewnętrznych Sipygina w Petersburgu.

Boris Victorivich Savinkov (to dokładnie jego „Wspomnienia Terrorysty” przyniosły OB jej historyczną sławę) urodził się w 1879 w Charkowie w rodzinie kamrata prokuratora publicznego dzielnicowego sądu wojskowego. Savinkov ukończył gimnazjum w Warszawie w 1897 r. W grudniu tego samego roku, mając 18 lat, został wezwany przez zarząd warszawskiej żandarmerii do udziału w rozruchach studenckich powiązanych z odsłonięciem posągu oprawcy polskiego powstania 1863-4, hrabiego M.N.Muravieva. Savinkov podlega otwartej obserwacji policji.

W 1897 Savinkov wstąpił na wydział prawny Uniwersytetu Petersburskiego. Ale już w 1899  został zwolniony z Uniwersytetu z powodu rozruchów studenckich i wezwany do przygotowawczego śledztwa w sprawie grupy studentów którzy się zgromadzili w „Komitecie Organizacyjnym”.  Z końcem 1899 roku Savinkov przekroczył granicę i w trakcie następnych 2 lat studiował wydziały prawne uniwersytetu berlińskiego i w Heidelbergu. Z końcem 1900 roku Savinkov przybył do Warszawy by dopełnić obowiązku wojskowego, ale został uznany za „kompletnie niezdolnego do służby wojskowej”. Savinkov przybliża się do socjal-demokratów, wkracza do grupy „Sztandar Robotniczy” i razem z P.M. Rutenbergiem zakłada grupę „Socjalista”. Wiosną 1901 roku zostaje aresztowany w sprawie tych socjal-demokratycznych organizacji. W grudniu 1901 r. dochodzenie dobiega końca. Savinkov zostaje wygnany do Vologdy. Wiosną 1903 r. Savinkov dołącza do partii SR. W czerwcu tego samego roku ucieka z Vologdy do Archangielska, a stamtąd do Norwegii, następnie do Genewy, gdzie spotyka członka Komitetu Centralnego partii SR – Gotza. Ma 24 lata i jest już profesjonalnym rewolucjonistą.

dasmert

Spośród ataków poczynionych przez OB najważniejsze są słynne trzy: morderstwo ministra Sipyagina dokonane przez Stefana Balmasheva, morderstwo z 15 czerwca 1904 r. V.K. Pleve poczynione pprzez Egora Sozonova i zabójstwo wielkiego Księcia Sergieja Alexandrowicza 4 lutego 1905 wykonane przez Ivana Kalyaeva. Kalyaev został egzekwowany 10 maja tego samego roku. We „Wspomnieniach” Savenki jest wiele materiału na jego temat, podobnie jak o Egorzez Sozonovie. Spośród wszystkich bohaterów OB Kalyaev – poeta i zainspirowany rewolucjonista – był spełnionym typem najbardziej fanatycznego zwolennika bezkompromisowych środków walki. Jego całe życie rzuciło wyzwanie nie tylko istniejącemu reżimowi politycznemu w Rosji, ale także stanowiło rewoltę przeciw niesprawiedliwym podstawom stworzenia świata.

Stefan Balmashev urodził się w 1881 roku w rodzinie dziedzicznych szlachciców prowincji Archangielska. Jednocześnie jego jciec jes starym rewolucjonarnym-populistą. W 1899 roku wstępuje na uniwersytet w Kazaniu, skąd zostaje przeniesiony na wydział prawny w Kijowie. Za uczestnictwo w spotkaniu studenckim Balmashev zostaje wydalony z uniwersytetu i przeniesiony do wojska na rok. 23 stycznia 1901 roku (nie został jeszcze wysłany do armii) w budynku kijowskiego uniwersytetu, Stefan przyniósł ze sobą kilka szklanych fiolek wypełnionych podle cuchnącą cieczą, które rozbił pod stopami w ustępie w celu zatrzymania wykładów. Został aresztowany i znaleziono bezprawne pisma, jak również notatki i wiadomości do jego współpracowników. 10 kwietnia 1901 r. Balmashev został uwolniony spod straży pod nadzorem władz wojskowych miasta Roslavl prowincji Smoleńska. Wkrótce później wziął półroczną przerwę i przejechał do Simferopolu, a następnie 30 czerwca 1901 r. do Charkowa, ale nawet tam nie pozostał, udał się do Kijowa, gdzie został do grudnia 1901 r. i wtedy wyjechał do Saratova. W tym mieście Balmashev miał zażyłe kontakty z SR. (Zapoznanie Balmasheva z Gershunim nastąpiło w 1901 r. w Kijowie). Saratowscy SRzy dostarczyli Balmashevowi środki do popełnienia czynu terrorystycznego.

2 kwietnia 1902 roku w budynku Komitetu Ministrów Balmashew, przebrany w mundur adiutanta wyczekał na przyjście Sipyagina i oddał w jego stronę dwa strzały. (Sipyagin umarł po półtorej godziny). Po oddaniu strzałów Balmashev głośno powiedział „Oto co powinno zostać zrobione z tymi ludźmi”. Następnego dnia były urodziny Balmasheva – miał wówczas 21 lat. 3 maja o 4-tej nad ranem Balmashev został powieszony na podwórzu twierdzy Shlisserburg. Stefan odmówił spowiedzi i Eucharystii, zaś ujrzawszy kapłana rzekł „nie chcę mieć do czynienia z hipokrytami”

To ten rodzaj ludzi, szaleńczych, niespokojnych, dziś mogących zostać określonych wyrzutkami, stanowi materiał dla najbardziej rewolucyjnej organizacji początku wieku w Rosji. Jak i esencjonalnie dla wszystkich organizacji rewolucyjnych. Nie tylko w Rosji. Dokładnie desperaccy, niespokojni, zmieniający miejsca nauki, służby, pracy, zamieszkania, a nawet tryb życia.To wszystko pierwotne charakterystyki wyrzutków. Wyrzutki byli także Wielkimi Przywódcami przyszłych potężnych ruchów politycznych, które rozsadziły Europę. Przed zostaniem kapralem, a następnie kanclerzem Niemiec Adolf Hitler pasożytował w Wiedniu siedem lat, żył w schroniskach, malował obrazy widoków Wiednia, włóczył się w płaszczu długim do butów jak Lautreamont (przy okazji Hitler wygląda jak Edgar Allan Poe, czy ktokolwiek poza mną to dostrzega?), dzielił norę z bumem, który sprzedawał jego obrazy. Wszystko to jest z reguły pomijane w biografiach ale to dokładnie młodość, lata, które formują osobę, są istotne. Tam, w Wiedniu, w cieniu wspaniałych katedr, wśród znakomitych muzeów, w pobliżu luksusowych burżujskich posiadłości, jak musiał cierpieć, nienzany nikomu włóczęga Adolf! I jak zaczął nienawidzić Wiednia i jak będąc już kanclerzem Rzeszy musiał się radować zagarniając wrogie wówczas miasto w towarzystwie witających okrzyków milionowej populacji. Młody Stalin był również wyrzutkiem, wystarczy spojrzeć na jego wczesne zdjęcie – młody, z małą brodą, z fikuśny szalikiem założonym do krótkiej kurtki. Benito Mussolini, socjalista o donośnym głosie z małej wioski Predappio bumował w zamożnej Szwajcarii, spędzał noce pod mostami, był aresztowany przez policję, pracował jako robotnik konstrukcyjny, na farmie warzywnej, chodził, gapił się, zazdrościł, nienawidził. Później przyznał, że spotkał się z Leninem w Zurychu i Genewie. Mussolini to wielkousty Włoch… Wszyscy oni gorliwie czytali, pisali, studiowali kawałek po kawałku, włóczęgowali, pisali wiersze i długo szukali co począć. Włodzimierz Lenin nie bumował, ale on również nie był najcichszym prokurentem, bratem egzekwowanego za królobójstwo starszego brata, profesjonalnym rewolucjonistą niemal od 17 roku życia, w wieku 27 lat już wygnany, w 30-tu imigrant, okrutny i dziwadło. Kiedy w lutym wybuchła w Rosji rewolucja chciał przelecieć nad polami militarnymi Europy balonem! Lub pojechać pociągiem ślepego i głuchego Szweda! Co za typ! W poniżeniach, w biedzie, w cierpieniach wodzowie Wielkich partii doznali oświeceń: iluminacji względem ich misji.

I bracia-w-broni Wodzów Wielkich Partii Europy! Wokół nich gromadzili się poeci, prowincjonalni dziennikarze, pisarze (losowo: Goebbels, Trocki, Marinetti, Lunacharski), dziwne kobiety (po pierwsze: Inessa Armand, Andżelika Balabanoff, Kołątaj, Leni Rifenschtal, Larisa Reisner), dziwni wojskowi (Ludendorff, Ernst Roem, hrabia Ciano, Czukajewski, Fruntze), psychopaci, niezliczeni dziwacy wpół-bandytów wpół-rewolucjonistów (losowo: Kotowski, Dzierżyński, Camo, Horst Wessel).

Lenin całkiem możliwe, że wyraźnie widział ten paradoks: pierwsza rewolucja proletariacka została zorganizowana i przeprowadzona nie przez proletariuszy, lecz przez wyrzutków, histeryków, włóczęgów, demagogów, mówców, na wpół-wyedukowanych ludzi, bumów i wszelkiego rodzaju odmieńców. Później marynarze i chłopi oraz robotnicy ośmielili się dołączyć do tego co już zaszło, tak. Jednakże nie byli pierwsi w biznesie rewolucyjnym, nie są jego ojcami – dołączyli później.

I tu został popełniony błąd. Lenin jest tu winny, bo nikt poza nim nie mógł tego zrobić. Jako ojciec założycielski, powinien zostawić stoły, gdzie powinien jasno określić, wobec jakich kryteriów diamenty zostaną wybrane z gnoju. Tak jak Buddyści mają specjalne kryteria wyboru dalajlamy i Panczen-Lamy. Powinien powiedzieć: „W przyszłości na cele służby publicznej szukajcie talentów wśród wyrzutków, wśród dziwnych, histerycznych, poetyckich ludzi, wśród lunatyków, a nie wśród robotników lub jakichś chłopów, chyba że trafisz na naprawdę niezwykły okaz. Boże broń, kamraci następcy, aby szukać wśród stabilnych klas populacji”. Jednakowoż, Lenin nie zachował żadnej takiej instrukcji.

Leninowi brakowało tupetu i uczciwości, aby zadeklarować, że tylko partia składająca się wyłącznie z utalentowanych wyrzutków, poetów, wieszczów i psychopatów jest zdolna do wywołania rewolucji. Magia absolutnej sprawiedliwości rewolucji w imię większości (robotników) zmusiła go do ochrony i wsparcia ideologicznego kłamstwa: proletariackiej, czwarto-klasowej rewolucji. (Podobnież faszyści w Niemczech afirmowali, że zrobili rewolucję w 1933 r. dla volk – ludu, a włoscy faszyści dla włoskiego narodu.) Ale zwyczajnie musieli przyznać, że większość (proletariat, volk, naród) jest nieutalentowany i niezdolny do zwycięstwa lub obrony własnych interesów. Później te ideologiczne kłamstwo miało katastrofalne konsekwencje i odzwierciedliło się tragicznie w jakości szeregów partyjnych, które zastąpiły pierwsze heroiczne szeregi wyrzutków. Oficjalne kłamstwo o szczególnym rewolucyjnym charakterze proletariuszy (po nich za najbardziej rewolucyjnych uważano chłopów, a na trzecim miejscu żołnierzy, którzy wiedzą czemu) zostało wytłoczone lśniącymi czerwonymi literami w dziedzictwie bolszewickiej partii komunistycznej.

Przywódcy byli wybierani i promowani spośród nich, robotnicy i chłopi z pochodzenia byli faworyzowani.

Nie byli zainteresowani, ani też nie zapomnieli danych o pochodzeniu klasowym personelu Organizacji Bojowej SR lub też personelu Komitetu Centralnego. Partia wierzyła, że proletariat jest koroną stworzenia, podczas gdy był to tylko pretekst do przejęcia władzy przez najlepszych – wyrzutków, psycholi, wygnańców. Do czego to doprowadziło jest powszechnie wiadomym: totalny nikt wyłonił się z kraju – mały synek dyrektora kołchozu, Misza Gorbaczow, a wtedy idiota Sverldlov – Borys Jelcyn, a Państwo stworzone geniuszem obłąkanych, sadystów, poetów, rzeźników, niezwykłe Państwo się rozpadło. Oto co oznacza zła polityka personalna.

Powinno się szukać w pracowniach bohemy, w więzieniach, w psychiatrykach – dziwnych jednostek – oto co powinno zostać zrobione. Opętani, komponujący poezje, mówiący przez sen lub w nieznanych językach. W latach 70-tych powinno się wybrać Włodzimierza Bukowskiego, Natana Szarańskiego, Edwarda Kuzniecowa i Wołodję Gershuni! (Znałem wnuka terrorysty w latach 1968-1970. Przez pewien czas nawet żyliśmy pod jednym dachem. Połowa życia Wołodki została spędzona w więzieniach i psychiatrykach. Nie bacząc na różnice ideologiczne szanowałem go. Z Savinkovem jesteśmy powiązani poprzez Charków, miejsce jego narodzin, gdzie spędziłem dzieciństwo i wczesną młodość.) Lecz ci, którzy wybrali takich przestępczych, lecz pełnych wigoru ludzi do Komitetu Centralnego musieli być sami geniuszami! To paradoksalne, że ocalić gwałtownie starzejącą się elitę i Państwo mogli tylko ci, którzy atakowali je z największą furią.

connect

Patrząc na nasze regionalne organizacje NBP (Partii Narodowo-Bolszewicką) widzimy z ogromną satysfakcją, że przewodniczą im prowincjonalni dziennikarze, poeci, rockmani, panki, wpół-wyedukowani studenci. Jest także paru robotników, są świetnymi kolesiami, ale są tymczasowymi, przypadkowymi robotnikami (i stali się już profesjonalnymi rewolucjonistami), lecz są czarną owcą swojej klasy i wyjątkiem potwierdzającym generalną regułę. Oto dlaczego NBP nie jest zaangażowane w tłumy, nie próbuje uczynić zombie z ludzi pracy (nie możemy konkurować ze zdolnością imperium telewizyjnego do propagandyzowania i ogłupiania ludzi). Jednakże NBP prowadzi selektywną propagandę, rozpoznając i organizując aktywną mniejszość – wyrzutków. W latach 60-70-tych europejscy lewacy także zwrócili się ku proletariatowi – stali w pobliżu wejść do fabryk zalewając robotników propagandowymi ulotkami, ale przyjrzawszy się sobie w lustrach, porównując się z proletariuszami i zdawszy sobie sprawę z tego, kim są, wyprowadzili teorię, że najbardziej rewolucyjną klasą są studenci. My, NBP, choć wśród członków partii część jest studentami, nie uważamy, że studenci stanowią szczególną klasę rewolucyjną. Po dziś dzień pupile starszych klas szkół pokonują ich i zostawiają daleko w tyle pod kątem rewolucjonizmu. Ale nawet w ostatnim wypadku to nie jest prawda. Klasy rewolucyjne w ogóle nie istnieją. Charakter rewolucyjny jest lub go nie ma. Tak więc najbardziej rewolucyjnym typem jednostki jest wyrzutek: dziwna, niezorganizowana osoba żyjąca na marginesie społeczeństwa, utalentowany dziwak, fanatyk, psychopata, nieszczęśnik. Nie powinno się uważać, że jest takich zbyt mało dla partii rewolucyjnej. Są setki tysięcy zmarginalizowanych osób, jeśli nie miliony. To cała grupa społeczna. Część wyrzutków zasili szeregi świata kryminalnego. Najlepsi muszą być z nami.

Edward Limonov

Limonka№2 (July 2004)

Z angielskiego przełożył KTSTRF wyklucznik

 

 

Slavoj Žižek: Miłość jest dla mnie skrajnie brutalnym aktem

Jakie byłoby moje… jakby to nazwać, spontaniczne podejście do wszechświata? Bardzo mroczne. Pierwszą tezą byłby rodzaj totalnej daremności: podstawowo nie ma nic. Mam to na myśli całkiem dosłownie, tak jakby… ostatecznie… są tylko pewne fragmenty, pewne zanikające rzeczy. Jeśli spojrzysz na wszechświat, to jedna wielka pustka. Ale zatem jak wyłaniają się rzeczy? Tu odczuwam rodzaj spontanicznego związku z fizyką kwantową, gdzie, wiesz, jest idea, że wszechświat jest pustką, ale rodzajem pozytywnie naładowanej pustki. Zaś poszczególne rzeczy pojawiają się, gdy równowaga pustki ulega zakłóceniu. I uwielbiam tą ideę spontaniczności, fakt, że to nie tylko nic… Istnieją pewne rzeczy. Oznacza to, że coś poszło strasznie nie tak…  że to, co nazywamy stworzeniem jest rodzajem kosmicznej nierównowagi, kosmicznej katastrofy, że rzeczy istnieją przez pomyłkę. I jestem nawet gotów, aby podążyć do końca i stwierdzić, że jedynym sposobem przeciwdziałania jest przyjąć przypuszczenie tego błędu i pójść do kresu. I mamy nawet na to nazwę. Nazywa się to miłością. Czyż miłość nie jest dokładnie tego rodzaju kosmiczną nierównowagą?

Zawsze obrzydzał mnie ten czynnik „kochania świata”, uniwersalnej miłości. Nie lubię świata. Nie wiem jak… w zasadzie, jestem gdzieś pomiędzy „nienawidzę świata” lub „jestem wobec niego obojętny.” Ale cała rzeczywistość to tylko to. To głupie. Jest tam sobie. Nie obchodzi mnie to. Miłość jest dla mnie skrajnie brutalnym aktem. Miłość to nie „kocham was wszystkich”. Miłość oznacza, że coś wybieram, a to znowuż ta struktura nierównowagi. Nawet jeśli jest to tylko drobnym detalem… kruchą pojedynczą osóbką… Powiadam „Kocham cię bardziej niż wszystko inne”. W tym cokolwiek formalnym sensie, miłość jest złem.

Zlazloj Zlizlek, tłum. ktstrf

źródło: My heart will go on and on and so on

„Najwyższy z aniołów podążył na ziemię pod postacią węża, aby przekazać w człowieka ogień starszych bogów, wiedząc, że u kresu czasów człowiek powoła dla siebie samego substancję własnego stworzenia i pozna się jako prawowicie zrodzonego ze starszych bogów.”

– Andrew Chumbley, z „Punktu”

Potem następuje pierwsze zawołanie Wielkiej Bogini Nuit, Pani Gwieździstego Nieba, która jest również Materią w jej najgłębszym metafizycznym sensie, która jest nieskończonością w której my wszyscy żyjemy i poruszamy się i mamy w niej swą istotę. Usłyszcie jej pierwsze zawołania mężczyzn i kobiet: “Przybądźcie, o dzieci, pełni miłości! Jestem nad wami i w was. Moja ekstaza jest w waszej. Moją radością jest widzieć waszą radość”. Później tłumaczy ona tajemnicę smutku: “Gdyż jestem rozdzielona w imię miłości, dla szansy zjednoczenia”.
“To jest kreacją świata, że ból rozdzielenia jest niczym, a radość rozpadu wszystkim”.

Aleister Crowley – Liber DCCCXXXVII

 

Psałterz Kaina I

W wygnaniu odwracam się obsesyjnie wewnątrz,
ku Pustce Samopoznania:
Wędruję poza granice ludzkiego królestwa
Aby ogarnąć unieważnienie Jaźni.

psalterz233933Czwarta z dziewięciu ścieżek,
Pięć cnót więcej do ogarnięcia,
Niech latarnia Starego Kaina
Oświeci naszą Spaczoną Ścieżkę.

Piąta z dziewięciu ścieżek,
Cztery cnoty ponadto do uchwycenia,
Niechaj Wiedźmia Krew Kaina
Nakarmi naszą Spaczoną Ścieżkę.

Szósta z dziewięciu ścieżek,
Cztery cnoty więcej do ogarnięcia,
Niech Oddech Starego Kaina
Zawładnie naszą Spaczoną Ścieżką.

Siódma z dziewięciu ścieżek
Trzy cnoty więcej do zdobycia
Niechaj język Starego Kaina
Zaklnie naszą Spaczoną Ścieżkę.

Ósma z dziewięciu ścieżek,
Dwie cnoty więcej do zdobycia,
Niech Znak Starego Kaina
Pochowa naszą Spaczoną Ścieżkę.

Dziewiąta spośród dziewięciu ścieżek,
Tajemnica niemal spalona!
Kiedy po trzykroć trzy wynosi dziewięć
Ja ku Kainowi będę niczym Jedno!

Psałterz Kaina

PSALTER OF CAIN – XOANON PUBL.

 reptileqayetan

Ogień Jaszczurki

Gdy wieże otworzą Ogień
Gdy rozwinie się Stary Wąż
Skłąb rannych chmur
Czy będziesz przy mnie, ukochana?
Czy Twoja Miłość przerośnie Zazdrość?
Moja przerasta
Mą strudzoną głowę, która żarzy się
Czerwienią, bo przejęło nad nią Władzę
Serce i Prawem podług Serca
Xeper – I – Set!

Babalon!
Czy Twoja Miłość przerośnie Zazdrość?
Twój radosny śmiech w moich uszach
Jak zdrowa krew ożywionej
Wiecznie Odwracającej

– Jaszczurce, Qayetan – pełni 23.04.2016

jaszczureczken

~~~~~~~~~/~~~~

Stary Tubalu Kainie!
Wzywamy Cię
O Tokarzu wiecznego młyna Nieba
Abyś karmił nas wiecznie
Ziarnem prawdy
Niech twój głos będzie jak przyzywający dzwon
gdy wybija Północ!

Aleksandr Dugin: Absolutny Początek (David Bowie)

David Bowie – wtajemniczony

David Bowie znany jest jako muzyk i aktor, niewiele osób wie jednak o jego zainteresowaniu doktrynami inicjacyjnymi, w tym zasadami Ścieżki Lewej Ręki i thelemizmu. Wobec nich, nie zaskakuje, że jego piosenki, teledyski i projekty estetyczne posiadają wymiar okultystyczny.

Dobrym przykładem takiego wielopoziomowego przesłania jest utwór „Absolute Beginners”, gdzie estetyka emocjonalna i psychologiczna skrywają ezoteryczny rdzeń.

2. Oszustwo

„Absolute Beginners” – dosłownie “absolutnie zaczynający”, to fraza całkowicie sprzeczna wewnętrznie pod względem logiki. To, co absolutnie, nie „zaczyna się” jako prawdziwy absolut, nie ma początku ani końca, nie powstaje i nie znika. I vice versa: to, co się zaczyna – z zasady nie jest absolutne, lecz raczej względne. Oto aspekt filozoficzny.

Na czysto codziennym poziomie pojawia się pewna kontrowersja: próba „zaczęcia od nowa” podejmowana przez naszych współczesnych jako słaby protest przeciwko własnej degeneracji, upodleniu, starzeniu się w realiach upadającej cywilizacji, którą rządzi entropia nie napotykająca choćby prób sprzeciwu. Jest to próba wysoce wątpliwa. Dzieci, jak Hezjod, przychodzą dziś na świat z siwą skronią i od kołyski chcą myć auta i otwierać konta w banku. Wszystko to znaki schyłku wieku żelaznego. Zbliża się „nowy początek”, wręcz absolutnie nowy.

Sam Bowie, mimo pomysłowości i talentu, nie może dostarczyć nam poważnej alternatywy. Fascynuje właśnie poprzez dekadencję, głębię niepokojącego narcyzmu, perwersyjność anglosaskiego ekscentryka, lecz nie jest bohaterem czy nosicielem nowego. Nie ma „Absolutu” czy „startu”, lecz raczej oszałamiający, egzotyczny zapach rozkładającego się ciała opakowany w globalistyczne gadżety.

Absolutny Początek – to koncepcja wzięta przez Davida Bowie z głęboko gnostyckich doktryn. To ona stoi za dobrą piosenką i dziwnym teledyskiem.

3. Doktryna gwiazd

Absolutny Początek, którego nie ma i być nie może, jest jednak osią zakazanego, heroiczną wiedzą przekazywaną przez łańcuch tajemnicy. W statycznym obrazie metafizyki – ze zmiennym i względnym dnem i absolutnym, stałym szczytem – niektórzy dostrzegą ekscytujące perspektywy w paradoksach związanych z rzekomym ryzykiem życia. Jest coś, co przecina dualizm logiczny i religijny – to Wieczny Początek, tajemniczy promień, który jest jednocześnie zamknięty i otwarty. Wobec niego wszystkie wielkie proporcje i trzy światy tracą znaczenie. Dno i szczyt odwracają się, dokonując niemożliwych i niewiarygodnych zaślubin nieba i piekła, o których pisał genialny Blake.

Oto „doktryna gwiazd”.

Thelemici, zwolennicy Francuza Rebelais’a i Anglika Crowleya wierzą, że „każdy mężczyzna i kobieta jest gwiazdą”. W przedstawicielu naszego przegrywającego gatunku kończącego swoją historię pod ciężarem banalności Banku Światowego i wolnego rynku, biologicznej imitacji istoty dumnej i anielskiej thelemita dostrzega gwiazdę niosącą lśniący promień lodu. Przez bałagan pokrywający duszę przebija dziwne, niemożliwe, oszałamiające światło.

To światło jest absolutnym początkiem, który być nie może.

4. Czarne promienie

Ziemia usuwa się nam spod nóg. Wartości i tradycje zostały tak zdegradowane i sprofanowane, że nie są już w stanie stawiać oporu pełzającemu nihilizmowi. Konserwatyzm i postęp –oto dwa oblicza tego samego procesu degeneracji. Z niegdysiejszej burzliwej historii pozostały jedynie głód, żądza i policja. Wszystkie znaki wskazują, że jesteśmy bardzo daleko od początku, zarówno starego jak i nowego. Pasjonarność uległa wyczerpaniu.

Co mają na myśli thelemici, których niepokojące idee są tak odległe od optymizmu New Age i niegdysiejszej teozofii, kiedy mówią, że każda z „gwiazd” ma paradoksalną możliwość „nowego początku”? Oczywiście nie chodzi im o prostackie „oświecenie”, „odszukanie prawdy” czy „przebudzenie.” Spójrzcie na wszystkich „konwertytów” każdej religii i sekty – nawiedzone spojrzenia, błyski błogiej głupoty, dziwaczne gesty wyraźnie dowodzące wewnętrznej choroby ciała… Odchodzą posykując w konwulsjach, nie osiągając niczego.

Światło Czarnej Gwiazdy thelemy wędruje inną trajektorią. Nie dąży na zewnątrz, nie stosuje zwyczajnych środków. Rozmyślnie przeraża i odrzuca, przywdziewa prowokacyjne szaty antynomii. Szybko opuszcza poszukujących inspiracji dla przemienienia systemu. Nie może zostać zinstytucjonalizowane. Ale istnieje zawsze i absolutnie migocząc poprzez eony, wbrew woli cyklów i skoncentrowanych mas ciemnych epok. Wybiera kształty i przejawy ciała, dąży do braku znaczenia i bezużyteczności, jego wybór jest arbitralny, nie patrzy na zasługi i cnoty działając niezależnie od „moralności” i sukcesów w ćwiczeniach oddechowych.

Absolutny Początek, bez płci, wieku, zawodu, stanowiska. Zasłonę atomów rozdziera brzytwa kryształowego przebudzenia.

bappppppppp

5. Sprzedana alternatywa

Przywołajmy kluczowe słowa. No future – to nie chwytliwe hasło groteskowego ruchu młodzieżowego, który dawno już stracił cały impet. Teza Fukuyamy o „końcu historii” jest tym samym, lecz w łagodnej i optymistycznej tonacji. Wyczerpanie – oto główna cecha ponowoczesności. Triumf symulakry – radość ze śmieci. Okrutne elektryczne kłamstwa przebiegłych drapieżców przeszły od poziomu manipulacji społeczeństwem do kampanii szalonych maszyn. Cała literatura fantastyczna XIX w. stała się w następnym stuleciu codziennością, tego samego możemy oczekiwać po wieku XXI.

Żaden wizjoner czy futurolog nie przewiduje “nowego początku”. Prognozy są przerażające, im dalej w przyszłość, tym gorzej. A człowiek rzuca się we wszystko, od narcyzmu przez patchwork motywujących i kojących sloganów. Tymczasem kolorowe sępy kołują nad zapadającymi się bankami i telewizjami. Zaklinacze trupów. Uwierzyć thelemitom to zostać głupcem. Nie uwierzyć to oszaleć z samotności (wszyscy inni uwierzyli). No star in sight – żadnej gwiazdy w polu widzenia.

System sowiecki w sposób niezwykle chłodny zareagował na rozpaczliwe próby “nowej lewicy” próbującej stworzyć alternatywę ideologiczną dla porządku burżuazyjnego poprzez uaktualnienie i rewizję tradycyjnych doktryn antykapitalistycznych. Leniwi aparatczycy zignorowali działania nonkonformistów mających nadzieję na projekt pozytywny. Wtedy, „nowa lewica” widzącą nieunikniony upadek sowdepii zwróciła się ku ezoteryzmowi, gnozie i innym nieortodoksyjnym (dla lewicy) polom poszukiwań.

Podobnie my rozwijamy “nowe zasady” odrzucając złogi szowinizmu, ksenofobii i wiary w wolny rynek charakterystyczne dla „starej prawicy” odkrywając wartości rewolucji i socjalizmu. Ale wszystkich „nowych” z prawa i lewa – sowieccy partiokraci (dziś „demokraci” i „reformatorzy”) oskarżyli o nihilizm, pogrążając kraj w bagnie „reform” i zdrady narodowej. Znowu, jak tysiące razy w historii, prawdziwi nihiliści oskarżali o nihilizm tych, którzy chcieli go przezwyciężyć.

Efekt był smutny. Bez pomocy Moskwy, mądrzy i uczciwi, lecz bezsilni “nowi” zostali zmiażdżeni przez system. Debord popełnił samobójstwo, Foucault i Deleuze zmarli w zapomnieniu. Reszta zdegenerowała się do roli „policji myśli” (Bernard Henry Levy, Glucksmann, Habermas i inna swołocz). Bez bolesnego ognistego ducha rebelii sama Moskwa wpadła w sidła rządu światowego.

Nie ma najmniejszych szans na nowy początek. Inteligentni pesymiści mają jedynie nadzieję, że katastrofa przebiegnie łagodnie, jak przy eutanazji. Co właściwie mają wszyscy „patrioci” i „demokraci” przeciwko „człowiekowi jednowymiarowemu” Marcusego? Jako „ludzie ostatni” z Zaratustry Nietzschego, wszystkie sektory naszego społeczeństwa z radością powitałyby „człowieka jednowymiarowego” na czele rządzącej koalicji.

Tymczasem piosenek Bowiego słuchają niegdysiejsi młodzi ludzie (dziś już sporo po trzydziestce) popijając piwo Heineken.

6. Koniec iluzji

Alternatywy i Nowego Początku nie będzie. Nie ma „zewnątrz” (krąg jest fałszywy). Nie ma „wewnątrz” (siła duszy osłabła). Tym niemniej, dojrzewają grona gniewu, tkana jest sieć spisku – światowego sprzysiężenia przeciwko znienawidzonej teraźniejszości.

To spisek Gwiazd. W każdej epoce, w każdym miejscu, w każdych warunkach, w każdym czasie, w każdej sytuacji, w każdym położeniu „każdy mężczyzna i każda kobieta” mogą zacząć, otworzyć absolutny początek, przebić się Czarnym Promieniem bez końca, przechodzącym przez cykle i wieki wbrew każdej logice, każdemu czynnikowi zewnętrznemu, każdemu splotowi przyczyn i skutków. Każdy impuls życiowy, impuls pasji nagle może popchnąć nas poza krawędź, jeśli wykorzystamy nieograniczony nadmiar znaczeń. Chciwość i szczodrość, asceza i rozwiązłość, zazdrość i wierność, okrucieństwo i czułość – choroba sytości może stać się absolutnym początkiem, straszliwym grzmiącym akordem nowej rewolucji, jednej i niepodzielnej, prawej i lewej, zewnętrznej i wewnętrznej.

Nie można pozwolić, by po osiągnięciu szczytu nadszedł nowy upadek. Intensywność może tylko rosnąć. Po kulminacji winna nastąpić kolejna, jeszcze większa. Płonąca jednostka musi rozniecić w świecie zewnętrznym płomień buntu – buntu który (zdaniem Sartre’a) jest jedyną siłą mogącą ocalić człowieka przed samotnością.

Absolutny Początek jest niezależny od obiektywności, nie zna pojęć „wcześnie” i „późno”, „tutaj” i „tam”. To znacznie lepsze niż „nothing much to offer, nothing much to take”…

Jak pisał Guenon, koniec cyklu jest ostatecznie końcem iluzji.

Utworom Bowiego towarzyszy lektura “Księgi Prawa”, gorycz absyntu, który Crowley nazwał jedyną substancja inicjacyjną wśród alkoholi, piękny i bolesny fanatyzm politycznego ekstremizmu, padający niespodziewanie cień, podobny do krzyża celtyckiego…

Absolutny Początek jest na wyciągnięcie (lewej) ręki.

„Templariusze Proletariatu” część VI, rozdział II.

źródło przekładu: Xportal (http://xportal.pl/?p=24189)