Polski zapluty zalodzony beton

Ogień czarnej Woli prowadzi me dłonie.

”… to jednakże, jest przypadek…
…………………………………………………
…….. to, obecnie, ani przez moją
nieobecność i mnie, śmierć i światło –
lekki śmiech budzi się we mnie
niczym morze, zapełnia całkowicie
nieobecność. Wszystko co jest – JEST
ZA BARDZO.”

-Georges Bataille “Doświadczenie wewnętrzne”

 

img_20161211_0205121
rys. ktstrf

O wychodzeniu z wpraw

Pod ziemią, w ciemności niebieskawych jaskiń
Ogień łączy się skrzydłami w okręgi

Bogato, złoto inkrustowany oczodół lub studnia
wiodące ku kompletnie czarnemu tunelowi, gadzie oko

Lis zwietrzył przedsmak rozdroży

Nie jestem wart Twoich łez
A płaczesz z bólu powstałego
z zażyłości z moim chorym ja,
i tego nie mogę Ci odebrać,
choćbym chciał, oh jakże bym chciał.

 

Kolaż – Gertruda von Sroka

 

Ciężka lekcja

Krew z Twoich drobnych dłoni, z siatki delikatnych żył
– przebitych, stanów zapalnych
lub doktorskich, precyzyjnych podań
musi odejść w zapomnienie

zagryzany pasek, kapsel, łyżka i denko od puszki
pompki i kolki i cały ten proch
po którym nie czuliśmy się już tak wyręczeni
muszą odejść w zapomnienie
za czerwoną kotarę na czarnej scenie

Grzanie jest powtarzalne
powtarzalnością zaćmień słońca
Tylko jak na nie patrzysz to oślepniesz

Pod groźbą zostania zaszczutym
zdeptanym butem nadzorcy jak szkodnik

Pod groźbą złotego strzału
Zmieniam się. Rzekłem.

Przejmuję kontrolę.
Odwirusowany darem 93
Moim Panem Tyfon-Set

 

Kolaż aut. Gertrudy von Sroki

 

Przygwożdżę dłonie władcy lalek

po 13 stukotów każdą
wytrącony mentalnie
na inne układy stereoidalne

wyszydzę system, bo w mojej krwi
wpisany wężowym namaszczeniem
Żart z ładu

 

Kolaż Gertrudy von Sroki

 

Człowiek wykrojony

Wykroiło mnie, to nie sekret
Życie, Bóg lub Karma
– czy można mnie wkleić
Z powrotem do kliszy filmu
Z której wypadłem
Taśma plącze się na szpuli

Na białą płachtę wylewam kielich krwi
Odpalam czarną, czerwoną i fioletową świecę
I modlę się o Poznanie

KATASTROF

 

Kukułeczce

śpij
i nie czuj
jak bardzo nie mam tu Tobie
niczego do zaoferowania
te ręce co piszą
te ręce które przykładam do brzucha
całe w drobnym maczku
ukąszeń jak od węża
powinny Ci napisać
kołysankę powitalną
ale zamykam oczy i widzę tylko
jak we troje leżymy w ogrodzie graniczącym z lasem
żyłki dzikiej winorośli splatają nasze ciała
i zostajemy tu unieruchomieni na zawsze
nasłuchując dobiegającego z lisiej nory
rzewnego kwilenia
opuszczonego malca

GvS

 

Stos skradzionych sroce piór

Prezentujemy selekcję wierszy z różnych tomików i antologii wyłuskanych przez GvS.

Processed with VSCO with m5 preset

Urszula Ambroziewicz

ALTERNATYWY

czy można wybrać
między
większym i mniejszym
złem
więc jakie jest zło?

czy można wybrać
między
większym i mniejszym
cierpieniem
więc jakie jest cierpienie?

dla kogo większe
dla kogo mniejsze

na jakiej wadze
to się waży

kto komu
wyznacza udział

kto przed kim
stawia wybór

jakim prawem

 

* * *

kiedy milczą wokoło
a ich spłoszone oczy uciekają
kim jestem
uderzając sercem w ten mur
utkany z małych egzystencji
pokryty pleśnią strachu

 

Anna Małgorzata Piskurz

BŁOGOSŁAWIENI KTÓRZY CIERPIĄ

“błogosławieni którzy cierpią”
tocząc w samotności czysty kryształ soli
fundament wieczności warkocz przemijania
żadna bowiem waga nie przemierzy łez
dzień tak oddalony od dzisiejszej daty
ciągle się powtarza w oliwnym ogrodzie
cierpienie to drzazga zranionego drzewa
ryzyko miłości zespolone w krzyż

 

Uljana Wolf

BRACISZEK I SIOSTRZYCZKA

za czasów
przed łowcy nadejściem

twój grzbiet był
jedynym mym legowiskiem

każde pragnienie złe – przebaczały ci
moje usta

tak długo
jak zostawałeś

ach braciszku
zwierzaczku

czymże przeciw źródłu temu
mój szept

gdy głos trupiego rogu
przechodzi przez las

niesiesz
swoje nieme futro

przed łowcą

 

Alexander Gumz

* * *

kobiety biją mnie
jak swoich synów

linijka łamie
się i żadna
już nie zjada

tego co z biedy
odkroiłem

komu mam wierzyć
jeśli nie temu drganiu
na policzku

 

 

Grzegorz Wróblewski

* * *

Psychicznie chorzy. W zabrudzonych szlafrokach, senni
i małomówni, piją ciepły kompot z białych kubków. Pielęgniarki
grają z nimi w domino. Emerytowany chirurg, pan Z., czyta na głos
opowiadanie Franza Kafki: Es ist eine kleine Frau; von Natur aus
recht schlank… Potem odkłada książkę i siada pod plastikowym,
rozkładanym stolikiem. Naśladuje tam sroki, które budują gniazdo
po przeciwnej stronie siatki. (Dwóch zdumionych przechodniów
nagle przyspiesza kroku).

 

Adam Czerniawski

LEKCJA POEZJI

Poeta
który kiedyś napisał
“kocham cię do szaleństwa”
a potem
“nuż ci w bżuh”

Teraz pisze
“twoja twarz już nieczytelna
jak starta tablica nagrobna”

Krytycy tropią przemiany formalne
notują meandry stylu i wymowy

 

Iwona Tetyk

* * *

Mężczyźni
zamiast karetek pogotowia
Karetki pogotowia
zamiast mężczyzn

 

Karla Reimert

POŻEGNANE

Ja która leżałam w twoim oddechu
Ja lekka jak hel
Ja serce przez dziewięć nocy
Ja która wcierałam się w ciebie

miękkimi elipsami
Ja nie przyznaję się już
do niczego.
Ciężarny smutek nocy dzieli
za światła
każdemu to co
jego

Zostaliśmy pomyślani jako wrogowie
A przecież umieramy jak obcy

 

23mgnien
kolaże GvS

Scytyjska antypsychiatria

Neuroleptyki to kupa. Antydepresanty to finansierska ściema. Naturalna psychodela jest lekiem. Nauka już to dostrzegła. Ale barany dalej tego nie widzą. Zainwokuję w nocy Tubala Kaina i poczynię sigil im na pohybel.

Tohuwabohu muss sein!

.:.

Pomimo ciężkiego zaburzenia schizoidalnego najbardziej aktywnego w latach 2011-2013 i psychotycznego zaburzenia osobowości najbardziej aktywnego w latach 2014-2017 a także pomimo tego, że przez 5 lat leczyłem to alprazolamem, przerosłem to poprzez doświadczenie wewnętrzne oferowane przez sativę. Zneuroreprogramowałem się, poprawiłem sobie karmę płodząc Seta. Ten cały przereklamowany na dłuższą metę Xanax (wersja polska: Alpragen) pozornie ułatwia sprawne funkcjonowanie, ale tylko początkowo, bo wrast ze wzrostem tolerancji przy większych dawkach mocno temporalnie uszkadza się pamięć krótkotrwała i człowiek robi się zapominalski, jakby upośledzony. Konopie nie upośledzają zdrowego Scytyjskiego umysłu, lecz pogłębiają spokój i głębię odbioru życia. Przy czym są bardzo wydajne, jeśli stosowane z umiarem, max 0,33 co 2-3 dni.

Processed with VSCO with f2 preset
Dlaczego w tym kraju psychiatrzy to nadęci moraliści stosujący otumananiające leki?

Każdemu obywatelowi powinno przysługiwać 230 umg LSD na receptę raz, w miarę postępu terapii dwukrotnie. Jakkolwiek to tylko żartobliwa fikcja literacka. Radujcie się transgresją świadomości i ekstazą!

Spinacze i spinko spinki, macie do rozkminki

Poczerniały Honor

The  Brian Jonestown Massacre – Good Mourning

w życiu są inne dary niż zachowanie
na tyle transgresyjne by groziło śmiercią
więc opuść na to kurtynę zapomnienia, nawet nie próbuj
chyba że jest to rzecz którą chcesz konsekrować swój nóż
w takim wypadku położę kwiaty na Twoim grobie

luski7v1 copy

Djevels Fangs

byłeś nałogowcem śmierci
a ja chciałam dostąpić jej objęć w tobie
rozliczałeś się z dziewczyną
rodziną, komornikiem, kuratorem
jesteś z trujących źródeł
nie przebaczałeś życiu, że żyjesz
spod zadrapanej powierzchni Poznania
co była jak żyła dziewiczo draśnięta
popłynął szkarłat twej krwi
wglądu w Szaleństwo

.:.GvS.:.

Processed with VSCO with m3 preset.:.

gdy rozpada
się kalejdoskop dni
jak domek z kart
lisim węchem, z ludzkim bez-wstrętem

mnie nie

nie zapomnij, że skok w króliczą norę
i przestrzeń gór
pod którymi drzemie
pra-jaszczur król
i kłębią się kłębią jego sploty
i lśnią jego czarne diamentowe oczy

wulkany ejakulują ogniem
nadchodzi sztorm, a Pan zstępuje z gór
IO PAN! Babalon, cierń
z którego spływa szkarłat Twoich
ust do Kielicha Tubala Kaina
który jest źródłem i wieczystym płomieniem

Jormungandr i jego Wyrd;
Loki, Hrimthursów pan pełen
psylomuchomorowego wywaru jego dzban

Kłębią się chmury
Spłomienić świat!

.:.katastrof.:.

 Cain.jpg

thursa2393

bindruny i sigile zaczerpnięte z Thursakyngi autorstwa Ekortu oraz Liber Falxifer, wyd. przez Ixaxaar

Sny w ultrafiolecie

Wniosek z ostatniej psychozy. Psychotyczne zaburzenie osobowości to albo coś, co się realizuje / przekształca w schizofrenię, albo rezultuje poniesieniem śmierci w wyniku nie przeciwstawienia się ryzyka, albo też coś, z czego się wyrasta.

Na psychozę złożył się dobrze już poznany czynnik indukowalny, a do ponownej jego indukcji na pewno nie prowadził żaden proces racjonalny, poza lekkomyślnym przyzwoleniem na zagłuszenie głodu psychicznego lubej, nie wchodziło tu też raczej w grę – przynajmniej do momentu przed samą indukcją – świadome zaigranie z ogniem / niebezpieczeństwem, celem penetracji potencjalności szaleństwa. Szaleństwo to wcale jednak nie pachnie zniesieniem ograniczeń, a wręcz przeciwnie, narzuceniem jednego nader obelżywego, a gdy już jego podszepty zaczynają milknąć nie niesie ze sobą nic poza struciem, samo-obrzydzeniem i totalnym wypłukaniem mózgu z serotoniny i jako takie przypieczętowuje kres przygód autorów z /oh niestety/ 4-cmc. W międzyczasie przekonują się, że 3-cmc jest o piekło lepsze i że lęk o stratę wszystkiego, na czym w życiu im zależy, może zostać paranoicznie wyprojektowany aż do postaci urojeń wizualnych i uobecnić się w skowycie dobywającym się z rozwartej klapy w umyśle, poprzez którą jazgoczą w głowie myśli jak najgorsze, złośliwie ucieleśniające największe zarzuty wobec siebie, jakie byliby sobie w stanie postawić. Strudzony tym wszystkim do upadłego, zdołałem jednak następnej nocy odnotować następujący sen…

radosc

Przyszłość – wycieczka krajoznawcza emerytów z Niemiec przez Podlasie. Jadą rowerami przez pole przecinające rozległe lasy za miastem, w stronę obwodnicy wiodącej do jednego z hipermarketów. Tam jedna z babć będzie usiłowała przemycić przez kasę alkohol przelany do butelki po wodzie z cytryną. Obok na taśmie zapiszczy islamistyczna ulotka, na co kasjer – eunuch zwróci uwagę ochroniarzowi – eunuchowi, a ten – sam ciapaty – odpowie, że to do cholery nie jest żaden produkt, ani próba dywersji, ani nawet orzeczenie o niepełnosprawności, które – w dni takie jak ten – pozwoliłoby dotrzeć do jakiejkolwiek poszczególnej osoby (bowiem w dniach tych przewalać się miało przez podlaskie hipermarkety już od zajebania islamistów). Następnie ochroniarz wyciąga zapalniczkę i podpala ulotkę, na co robi zbliżenie białym narzędziem kamerzysta z tefałenu.

Wtem przeskok w dwa miejsca jednocześnie, połączone wspólną akcją i osobami, acz nie wszystkimi – operator od kamery, czarnoskórzy siwoocy fakirowie – mistrzowie tantry i farmakolog – etnobotanik – religioznawca, zarazem w oświetlonej zimnym blaskiem ognisk czarno-skalistej jaskini, jak i w wypełnionym niczym kontener śmierciami po brzegi wnętrzu sklepu ze sprzętem elektronicznym, po kolei: operator – kręci dokument, czarni fakirzy – medytują śpiewając gardłowe mantry, wydmuchują odurzający dym i spalają sobie krzaczaste, siwe włosy na brwiach i sutkach, zaś etnobotanik-farmakolog spożywa rytualnie, w towarzystwie współwystępującego z tą naroślą dziwacznego stworzenia – gdzieś między pająkiem, skorpionem, a wężem – nowo odkryty halucynogen w postaci wywaru z kępek fosforyzującego mchu lub grzybni.

Pod wpływem tegoż zapada w długi, wizyjny trans, zbliżony niemal do jaskiniowej hibernacji, w trakcie której objawia mu się, że jest kim innym i bierze udział w tajnym rządowym projekcie badawczym, podczas którego wchodzi w kontakt z kosmiczną istotą, sprawującą władzę nad prądem i ogniem, ukazującą mu się jako umaszczony czarno, wężoskóry, ponad 3-metrowy białowłosy i lodowato-niebieskooki anioł, który w trakcie spotkania ukazuje mu sekret zmiennokształtności i wygina prądem w indukcji elektrycznej ciało człowieka tak, że nad głową zastyga mu twarda niczym z metalu, półokrągła obręcz. Po wybudzeniu naukowiec doznaje rozdwojenia jaźni i wydaje mu się, że jego alter-ego ze snu usiłuje wykraść mu jego odkrycia.

Myśli odklęte

Uważam, że w chwili śmierci życie człowieka wyświetla mu się w formie klatek/klisz, jakby jechał w przyspieszeniu pociągiem w tył scenariusza swojego życiorysu i obserwował pourywane sceny przez przyciemniającą lekko obraz szybę.

Rozsądek jest cechą zachowawczą, a nie poznawczą. Elementem niezbędnym do zbierania maksymalnej ilości świadomych doświadczeń bywa lekkomyślna odwaga.

Być może najlepszą miarą jakości człowieka, jest to, w jakiej mierze Poznanie może nasączyć go Obłędem, nie prowadząc do krachu maszyny psychicznej i utraty zdolności utrzymania się na powierzchni zastanego świata.
Teza ta ma charakter spekulatywny, a nie krytyczny i nie powinna być rozpatrywana jako jakakolwiek wskazówka a propos ścieżki życiowej.

kolarzerz
kolaż wykonany na Oddziale Chorób Wątroby, aut. – katastrof

Każdy tunel rzeczywistości jest jak pole teatru, matryca, usnuta z pól jak na szachownicy, a pola te są wszystkie jak kwadratowe sceny odcięte od siebie kurtynami. Ultymatywnie, postrzeganie takie wiąże się z dostrzeżeniem władzy bezwładu, do przejęcia sterów przez Chaos, a gdy rozpozna się tożsamość jego płomienia w sobie z tym powodującym Stawanie się wszechświata, gdy wejdzie się z Nim w harmonię, można uzyskać potencjalnie kompletne Poznanie tego, co się dzieje na świecie i w człowieku.

Być może wchodząc sukcesywnie – poprzez medytację, trans, rytuał i / lub zastosowanie psychodelika – w stany świadomości, w których wszystko jest ze sobą połączone i wszystko jest jednym, gdy uzyskuje się wgląd w ukrytą naturę rzeczy i można odczytać większe z mniejszego oraz dalsze z bliższego i przyszłe z obecnego, dostępuje się możliwości uchwycenia lub zapisania tego wglądu, tak, aby jego podszepty były słyszalne nawet już na trzeźwo, po opuszczeniu tego stanu. Zachodzi tu jednak duże ryzyko ułudy i trzeba – posługując się intuicją – wiedzieć, kiedy należy tych podszeptów słuchać, kierując się postulatem skupienia na Teraz.

Wilczaste gryfy, każdy rosły jak kilkudziesięcioletni dąb, zrywają hakami roślinność ze wzgórz, demaskując skały. Gromadzą się hordy. Gdzie pójdą tacy jak wy, o tym pomyślimy my.
Ludzka, blada, owłosiona głowa o rozwartej szczęce w kształcie wykręconej kostki rubika rodzi węże.
Byłem zahibernowany w kokonie, ciągnięty na wózku ciemnym tunelem przez dostrzeganą zza okrywającej mnie powłoki jaszczurowatą, człekokształtną istotę.
Płynąłem astralnym prądem elipsami w dół i w przód, wyginany wgłąb, aż znalazłem się wśród schronów przeciwpancernych z wieżyczkami jak kurhany z płyt z czarnego metalu, obmywanych przez nocny wiatr.

Xeper, czasownik, oznacza poszerzenie egzystencji na dalszy poziom istnienia

Fraszka pożegnalna

Brunatna heroina
w zanadrzu ręki finał
ale brunatna heroina
to już nie moja dziewczyna
Studnio maku! Nie napiję się
już z ciebie, bo zbyt poznałem siebie
Choćby SzataniAnieli wołali wgłąb topieli
Wykluwam się, minąwszy rozpadliny swego
ja – obliczu Bogów powiem tak! do cna
i Nocy Płomieni, gdy się przejawi
niezmiennie zmienny wąż niemiłosierny
Żegnaj maku! Za pan brat, acz
swoim widmem mnie już nie strasz.

tiamt

Jedwabiste Poznanie

Migający niebieski język płomienia
a wokół niego tęczowe halo

Postulat bycia sobą, procesowania tożsamości
bywa zawirusowany urojeniami
Należy je odsiać jak połów z sieci Diabła

Należy nie tracić skupienia
na ogniskowej zmiany w hierarchii dążeń
I bez litości transcendować granice
zaprzeszłego, schorzałego ja

Miłość podług Woli nie może
zostać zakryta czerwoną kurtyną
Bo to ona świeci wskroś diamentowych
oczu pradawnego Smoka
Dawcy Poznania

fierySnake

Płonięcie

Jest człowiek, który gdy znajduje szczęście
nie przestaje wciąż szukać
bo jest ogień, który nie gaśnie,
gdy się nasyci

Był włóczęga, który poznał ciemność
I dostrzegł czarny płomień w swojej duszy
Nie przestawał szukać i błądzić,
transgresować
tworzyć, niszczyć i deptać
Zadawać cierpienie i dawać jadowitą miłość

Skończył się, gdy przy ognisku
za drutem kolczastym, w leśnych chaszczach
Pod powiekami ujrzał Tyfona-Seta, płomień w kotle Tubal Kaina,
a poczęty wtedy Syn zrodził się z jego Matki

Są ludzie jak puste naczynia, odwieczna trzoda
Im i podług nich są dyktowane prawa
Ale nie ma Prawa ponad czyń swą Prawdziwą Wolę

Gdy na długo przed świtem gasną płomienie
i wilgotna ziemia pragnie nas połknąć
Płoń na naszych czołach, cudowny Wężu!