Maciej Filipek – Ogień podkładany pod fundamenty.

Sam o sobie: piszę wolno, żyję szybko.

 

FUNKCJE SĄ ŹLE PRZYPORZĄDKOWANE

Gmach starego teatru pozostawił się po sobie
ukruszoną formą budynku, płatami wstającej farby,
wyburzoną ścianą działową, zapachem stęchlizny i pleśni.

Rzędy wypłowiałych foteli. Rampa rzucająca cień.
Scenografia w rozkładzie, larwy robaków
w resztkach pożywienia po bezdomnych.
Przez sen pisali scenariusz snu.
Zostawili zegarki, więc na pewno wrócą o czasie.

Aktor zdjął z siebie skórę i zapomniał tekstu.
Aktor przypomniał sobie słowa, ale nie było już skóry.
Znalazła się skóra, to zniknął aktor. Widziano go,
tekst zaniemówił. Powiedziano kwestię,
przymierzono skórę. I tak bez końca.
Garderobiana przygotowuje strój nieudolności.

Sprzysięgło się. Sufler za kurtyną zdrzemnął się na krześle,
oparł zmęczone plecy o oparcie krzesła.

Widzowie powinni czekać na ostateczną scenę
rozpadającego się szkieletu montażysty.
Kiedy to nastąpi opuszczą teatr. Nie przyszli.

Na deskach stąpały kroki, przetaczała się kula światła,
podnosił kurz w blasku, mienił jak drobinki śliny
reżysera ciągle niezadowolonego z gry podległych dublerów.

Nikt nie mógł zagwarantować przedstawienia na odpowiednio
wysokim poziomie, gdyby odtwórcy głównych ról zachorowali,
a co najgorsze umarli. Miałem rację, mówiąc o wieczności.
Rekwizytor rozdaje przedmioty, powietrze, wodę, oddech,
a ogień podkłada pod fundamenty.

 

pożar.jpg
Surtr Ferr Sunnam!

STREET VIEW

Na mapie oznaczyłem miejsce.
Łezka na zrzucie ekranu podpowie mi,
gdzie był najbardziej obfity wysyp.
Sprzedam tę informację na tajnych kompletach miłośników zbieractwa.

Zapytałem grzybiarza, gdzie zbiera się największe okazy.
Wskazał kierunek, więc odbiłem w przeciwny. Wiedziałem, że kłamie.

Zapisałem współrzędne odosobnienia.
Wszedłem w jego przezroczysty kokon
i śniłem, że mnie nie ma. Dojrzewałem do formy teraźniejszej.

Zapisałem współrzędne miejsca, gdzie przelewała się łąka,
jednostajne brzęczenie owadów.
Odbiłem się od ścianek w szklanych bańkach dźwięków.

Zapisałem współrzędne tego rykoszetu.
Przyleciały ptaki, zapisałem współrzędne miejsca żerowania.
Zaniosły mnie do gniazd, ale wiatr je rozniósł. Gniazda, nie ptaki.

Wróciłem na miejsce odosobnienia,
lecz w kokonie dojrzewał już ktoś inny.
Wracałem po bezdrożach, za mną ktoś szedł po drodze.
Sygnał nawigacji zanikał, wyprowadziłem się w pole.

Czarna ziemia. Tłusta od deszczu, ciężka.
Ten, który szedł za mną został i czeka na zasięg.
Wróciłem do wyjścia. Ktoś przychodzi i zostawia nam chleb.

Czy to jeden człowiek rozprowadza siebie?
Co z chlebem, który nie ma zdolności dzielenia się chlebem?

 

ścieżka.jpg
il. k-wrzywąż

 

SZEŚCIOKĄTNY KAMIEŃ A KWESTIA ŚLIZGU NA WODZIE

Tak długo trwa napisanie frazy o wojnie,
bo każde słowo z tej frazy trzeba oglądać
kilkukrotnie jak ostatni grosz. Ze wszystkich stron

opukiwać je, ważyć i pieścić jakby wybuch wojny miał zależeć od ciebie,
a czuły dotyk sprawi, że rozwścieczone zwierzę będzie ułaskawione.
Ułoży się pod nogami, wydasz mu komendę.

Słyszysz nakładające się na siebie ptasie głosy.
Z gniazda wypada pisklę, które bierzesz za znak przeciwko sobie
i stawiasz jeszcze bardziej ostrożne kroki.

Kto na kogo więc wpadł?

Jeśli ty martwy na siebie żywego,
to dlaczego nie czujesz.
Jeśli ty żywy na martwego siebie,
to dlaczego czujesz.
Jeśli czujesz, to dlaczego – słowo
– jesteś martwe wobec cierpienia,
a podziwiasz radość, jeśli mówię tobą o radości.

 

acephale
rysunek z okładki pisma redagowanego przez Georegesa Bataille’a

 

ANTRESOLA

Dopiero ciemność powiadamia o istnieniu równoległych światów.
Otworzyłem drzwi i w oknie odbiło się wejście do korytarza,
ale jakby zawieszone za szybą. Pielęgniarki, które nie pozwalają
nazywać siebie siostrami, chociaż wszystko wskazuje
na wyraźne związki krwi, wychodzą z pustymi strzykawkami,
a wracają z substancją wyciągniętą z wypłowiałych łodyg.
Rośliny usychają i kruszą się pod dotykiem własnej materii.

Pielęgniarki wstrzykują płyn do naczynia, podpalają palenisko,
gałązki naniesione na gniazda są gniazdom odebrane. Warzy się.
Użyją najcieńszych igieł, takich którymi bezboleśnie wkłują się
w sny pacjentów i zamieszają w nich tak jak ja, który wkładam rękę
w szklaną kulę osłaniającą żarówkę nad wejściem i wybieram światło.
Ożywają suszki much, komary, pszczoły i ciemki.

Od tej pory wszystko wydaje się zakurzone jak stary,
do tego zmurszały fotel z niestniejącego już teatru.
Pada śnieg. W śniegu sypie się popiół. Dość powiedzieć,
że przed gmachem stoi jeszcze kolejka. Widzowie
wymachują biletami i złorzeczą. Sztuka ma się nie odbyć,
a mimo to bileterka wciąż przyjmuje pieniądze i knuje.
Sufler domawia jej kwestie. Dziękuję, przedstawienie
jest skończone, chociaż jeszcze się nie zaczęło.
Za każdym razem akcent pada na inną sylabę,
stąd to nieporozumienie i niedomyślność ulicy.
Z limuzyny wysiada jedyna aktorka i wypada
z niej szkielet, lecz nikt jej nie zauważa.
To mogłoby wzbudzić panikę, przezroczysta
zwaliłaby się gwałtownie na mnie żywego.

Nie powiedzieć, że na parapecie siada wróbel, to nie za mało.
Ptak okazuje się być napuchniętą kroplą. Więc pęka
w nim cząsteczka śpiewu rozpisana na dwugłos,
z którego ten pierwszy dopiero szuka przynależności do dźwięku,
a drugi dobywa się z mojego gardła. Przy czym śpiewam
tak cicho, że niczego nie można poznać po samym ruchu warg.

Jeśli korytarz odbił się w szybie, to musi się to powielać.
Postanowiono o jeszcze jednym oknie i jeszcze jednych drzwiach,
które po otwarciu rzucą jeszcze jeden blask i wszystko rozświetlą.

Ktoś otwiera drzwi i szpital staje się nieskończenie nieskończony.
Nie rozumiem, dlaczego odmówiono przyjęcia kilkuletniego chłopca.
Jego matka wyciera łzy przed głównym wejściem,
dzwoni dzwonek jej serca na antrakt.

 

sercecierniowe

 

CANCER

Do znajomych przyjąłem
Oziębłość Seksualną i Najlepsze Horrory.
Biorę udział w pranku.

Pasterz prowadzi owce.
Popęd i lęki.

Biegnę. Mam sen jak w lesie
depczę po kostkach.
Zwapniała ściółka i pleśń na roślinach.
Pękają krople, słychać trzask gałęzi.
Igły robią hałas na moją prośbę: zróbcie hałas.

Miasto nie ma zbyt wielu punktów zaczepnych,
są za to umiejętnie rozstawione.
Chorzy na raka ciągną za sobą chorych.
Zatraceni w szaleństwie ciągną do zatraconych.
Mądrzy trzymają z mądrymi, głupcy szukają głupców.

Stoję wykluczony na przejściu dla pieszych
i pies z kulawą nogą. Co nam mówi skrót.
Jaki jest kod językowy, że nie rozumiesz
osamotnienia, o którym wyraziłem się jasno.

Z jaką częstotliwością drży czerwone,
że z całą pewnością bierzesz je za jednostajnie świecące.
Na zdjęciu rentgenowskim płuco
przysłonięte niemowlęcą piąstką.
Na płucu ptak odrywa się od ciebie.
Śmierć cały czas w nas gaworzy i potrząsa grzechotką.

 

TIARA

W kontakcie radarowym twoje inicjały i dzisiejsza data
są indeksem, po którym cię wywołujemy.
Zapraszam do relacji na żywo z katastrofy ludzkości,
z podciętymi skrzydłami runęła ku ziemi.

Zostaw ślad kciukiem, serduszkiem lub emotikoną Wow!
albo wyłącz z aktualności i udawaj, że ludzkość nie istnieje.
W korespondencji radiowej słychać tylko trzaski.
Ktoś idzie po wirtualnym lesie i kruszy gałęzie.

Fala elektromagnetyczna prostuje się.
Stada widoków są aktualnie w wędrówce,
pochylają się na brzegu i piją z poidła.
Mrówcza praca ludzi zmniejszonych do rozmiaru ziarna.

Mapa zniknięć jest rozłożona. Pulsują i przechadzają się kroki zaginionych,
uchwyt umarłych na wskazówkach mojego zegara nie wytrzymał.
Ześlizgnęły się palce. Na łodzi, którą z tej odległości nie sposób wyłuskać,
płyną ludzie. W punkcie na niebieskiej łące zmieszanej z głosami.

Motyl usiadł na antenie, przepływa przez niego częstotliwość.
Komu jesteś przeznaczony w mikrokosmosie
sygnałku z pyłem na wielkich skrzydłach?

twentythree.jpg
liczba sygnifikująca synchroniczność, znaki i przemianę
naglovv.jpg
autor niezidentyfikowany
Advertisements

Enteogeny

obudziłam się bez powiek.
usiadłam na brzegu naszej małej wanny
i płakałam.

sen pełen był ciernistych krzewów,
przez które przedzieraliśmy się
by dotrzeć na cmentarz
pełen nagrobków porośniętych mchem,
upstrzonych odchodami ptactwa.

zgubiłam cię tam,
zniknąłeś mi z widoku jak na taśmie w markecie
znika światło po zeskanowaniu
kodu z towaru.

odnalazłeś się, ale nie wiem,
czy przybrałeś postać trupa,
czy zjawy już będącej poza mną.
za daleko.

krzyże pokryte pajęczyną
migotały od czasu do czasu
w stroboskopie, rozpływając się,
tak jak ty przed chwilą,
przed wiecznością;
te rozbłyski mówiły mi,
że jednak jesteś, musisz żyć,
albo odrodzić
gdzieś głębiej i we mnie.

obudziłam się bez powiek
które widziałyby ciebie po staremu.
nastąpił ciąg odtworzeń, retrospektyw,
widm, pamiątek, czy upamiętnienia.
pamiętałam, by upamiętnić i ją.

czy to jest miłość, którą odprawiłeś?
to były dwie miłości,
które spoczywają teraz blisko siebie
w pokoju wiecznych wskrzeszeń.

z filmu, który oglądaliśmy,
kiedy jeszcze miałam powieki
i mogłam je zmrużyć, kiedy padły zdania:
didn’t she understand? there IS only life.
death doesn’t exist. –
zapamiętałam. prekluzja wzruszeń.

płacz w środku nocy.
– śnij dalej. tak już może być.

ciągle nie mam powiek.
cieknę.
to ogniwo pośrednie.
liczę spokój na minuty, godziny, miesiące.
poczułam się nowa i bezbronna jak embrion.
cały czas zajmuje mi wzrastanie, kształtowanie,
ból przyjścia na świat.

obudziłeś się, przy papierosie powiedziałeś,
że mnie kochasz. cieknę, choć powieka odrosła
i drży w swej pamięci

co czuła,
jakbyś wziął ze mną nie śmierć, a ślub.

GvS

a
źródło niewiadome

Bystra krew płynie wbrew

Łaska Bogów, a raczej pewnego konkretnego, o którym pospólstwu mówić nie należy (a którego wysłannikami było Trzech Króli), może być rozpoznana po tym, że każdy dzień na nowo zachwyca, uczy i wynagradza, każdego dnia przybywa się w istnienie, to jest poszerza się zakres swojej świadomości. – k-wrzywąż

3

Zły Demiurg – kolaż Gertrudy v S. Ciężarek na szyi, zgryzota a nie źródło jaźni.

dździernik

Gorejący różaniec

Matko Boska Bolesna, łkamy ku Tobie iskrami z głodnych, żarliwych, zmęczonych oczu. Czy poczuł ból Ten, co świat począł? My z innego ojca rozkrzewiamy w sobie ziarno, a Wiedzą jego miano.

draśnięciegłębiej

nie dotykając rękoma tego, co poza, nigdy się nie pokaleczysz

wykonano 5 IX, poprawki 4 X

Processed with VSCO with m3 preset

Czy jeśli płatki Róży byłyby łuskami, Bóg zapłakałby nad człowiekiem ognistymi łzami?

Processed with VSCO with t1 preset

Autorzy. Według wskazań naukowych wysokofunkcjonujący autyści, transgresujący socjopatię. 93/93

4

Oto jest światło, oto jest studnia. Cień zza pleców jej szepnął, że z nienasycenia zrodzeni Nasyceni będą zbawieni.

Miejcie na uwadze nasi mili, ażebyście nie przekminili: nie ma to być wszystko żadna wyrocznia, a raczej od nich wszystkich odskocznia.

.93:33.

zWiedzony

mówisz
że ludzkim jest ścierpienie
plagiatów własnych
cierpień?

co jest ludzkie
w błędzie
w pojedynczym sposobie jego popełnienia
w jego mnogości powtarzanej rytualnie

słudzy boży
ZJEDLI BOGA
o pomyłce wiedzą wszystko
wiedzą wszystko o mnie
siarczystym beknięciem w kuchni plebana
ciało boże się trawi

a mnie dziś nawiedził anioł pański co zwiastował bestię
bestia w tym pokoju przybrała mój rozmiar moją postać
widziałem wyraźnie kształty języków ognia na ścianie
nie zląkłem się
nie ugiąłem kolan nawet
a anioł wysunął podwójny swój język
i mówił czerwienią, kolorem rdzenia
pojęcia wszystkiego
jak gdyby słowa były splunięcami boskiej krwi

– dramat popełnienia błędu jest odchodem anioła

błąd
– powiedział anioł do człowieka
choć gównem padało mu spod ogona
– błąd
to wytrych do krain wyższego rzędu

ciąg dalszy nastąpi
w nie do końca przewidywalnym
biegu wypadków

historia nie negocjuje pomyłek
spodziewaj się wielkiego udziału w tym dziele

dopilnuj
by się powtarzały
powtarzały się narastająco

bestia będąca mną ziewnęła i poczułem smród
zwiastujący ulgę

 

patronka wersów wyklętych

Gertruda v S

draco
Róża Alpha Draconis, wyhodowana przez GvS, ugwieździł K-wrzywąż

Gennadiy Nikolaevich Aygi – Cisza

Wiersze tego poety pochodzenia czuwaskiego, których prezentujemy tu pierwsze polskie przekłady, zostały już przetłumaczone na ponad 20 języków i otrzymały niezliczone nominacje do Nagrody Nobla. Obrazuje to czujność polskich wydawców promujących gówna pokroju xyz, a ślepych na rosyjskiego Bukowskiego. Polski przemysł poetycki smyra starej lochy cycki!

 

Cisza

1

w niewidzialnym blasku
startej w proch melancholii
znam bezużyteczność tak jak biedni znają swój ostatni skrawek odzienia
i stare przybory
i wiem, że ta bezużyteczność
jest tym, czego kraj ode mnie potrzebuje
niezawodna niczym sekretny pakt:
milczenie jako życie
zaiste przez całe moje życie

2

milczenie jest hołdem – ale cisza jest dla mnie

3

wzrastając w przyzwyczajeniu do ciszy
jak bicie czyjegoś serca
jak życie
niczym dobrze znane tam miejsce
i czyżby to ja jestem – jak Poezja jest
i wiem
że moja praca jest zarazem ciężka i ku samej sobie
niby bezsenność nocnego stróża
na miejskim cmentarzu

1

XIX
A we mgle
zielony dąb
nie ma nic mocniejszego niż gałąź
czym by śpiewać mógł

XX
Te ręce i ta głowa
pozostaną z tymi, którzy zginęli na obcej ziemi-
dym z lokomotywy uderza nas w twarze
aby okraść nas z pamięci raz i na zawsze

XXI
A i wtem – spokój, jakbym
był sam na świecie
I burza za oknem, burza w ogrodzie
i burza w ogrodzie, burza na polach

XXII
A dzień zapadł cicho, jakby coś
znaczącego w nim umarło,
a lis śpi na wzgórzach
pokryty swoim czerwonym ogonem.

 

Cisza

1

odkąd pamiętam cokolwiek
wiem
poprzez ból w moich oczach
gdzie i czym co dmie
nasza cisza jest oświecona
a reminiscencje wystarczają
tutaj gdzie łomoczą przebudzenia

2

i ci, od których zaczął się czas na dojrzenie światła Pana
po raz pierwszy przybyli aby odróżnić
czerń od bieli
i pogrążeni w zadumie pośpieszali do kontaktu
więc to jest – biel
a to czerń

3

więc wybuchnąwszy
w wizje innych odmian
i w wycia co poprzez lata
wdepnęły we mnie szukam
połączeń jak strugi
napierających pokrytych kpiną
niczym łopianem
gdzieś w jarze
sam
(lub też jak to było
od czasu do czasu
samotnie i czysto
nikt poza mną i polem
cały świat)

1955—1956

2

Wracając do Baudelaire’a

nie wygasanie
(z papieru
ku światu)-

pan
jakby
gdzieśkolwiek
obecny:

twarz
niby boska – w popiołach – uchwycona:
nie – „ja” umysłu
trzaskająca – płomieniem!… –

w oblicze tego wiatru
jasne światło nieczłowieczeństwa

1967

 

Dla Maxa Ernsta: Bliźniacza Róża

wepchnięta przez – nie jak w światło dnia
lecz w światło Idei
wepchnięta przez – i usadowiona
bliźniacza róża: niczym myśl w pokoju

1969

 

fot. Gertruda von S 2014, tłum. katastrof wrzywąż i GvS

 

 

Szokujące treści w podręczniku do religii. Rodzicom aż zatkało owcze mordy

IMG_20170928_095743

GvS – Zły demiurg, kolaż 28.09.17 r.

Część rodziców jest zdruzgotana i nie może uwierzyć w to, co opublikowano w podręczniku do religii. Sprawa wyszła na jaw po tym, gdy jedna z matek z braku papieru toaletowego postanowiła podetrzeć się kartkami wyrwanymi z podręcznika do religii swojego syna – ucznia szkoły specjalnej dla dzieci z autyzmen. Jak się okazało w trakcie defekacji, nieopatrznie rzuciła okiem na jedną stronę, co ją zafrapowało na tyle, że następnie przewertowała wnikliwie resztę podręcznika. Wiele z twierdzeń zawartych w publikacji jest szalenie kontrowersyjna. Masturbacja ma być większą komunią wstępną, uświadamiającą człowiekowi wstępne wyobrażenie o wymiarze doświadczenia własnego ciała, niż bomba atomowa, a prezerwatywa nieskutkowną obelgą. Dostało się też „Rzytkom, Muzinom i Talibom”.

W internecie już rozpętała się burza wokół podręcznika „W blasku Bożej Wiedzy” wydanego przez wydawnictwo Pleroma. Chodzi o fragmenty, które nie są poparte żadnymi statystykami, a według części politpoprawnych rodziców emanują rasizmem i dezinformacją.

– Małżeństwa mieszane często zawodzą (z Arabami rozpadają się prawie wszystkie, z Murzynami około 93 procent, choć niektóre dane wskazują bliżej 70) o wiele szybciej niż te z jednego kręgu kulturowego – czytamy w podręczniku – i jest to coś, co powinno zamknąć ach jakże ludzkie i szacowne gęboryje wszystkim zwolennikom związków mieszanych rasowo.

Według oburzonej części rodziców, są to treści nieprawdziwe (AHTUNK! Nic nie jest prawdziwe- wszystko jest dozwolone, jak prawił Starzec z Gór, Hassan ibn Sabbah) a przede wszystkim nie powinny znaleźć się w podręczniku do religii.

To jednak nie wszystko, co przykuło uwagę w podręcznikach Pleromy. Ogromne wzburzenie części rodziców wywołały słowa dotyczące homoseksualizmu, onanizowania się czy antykoncepcji. Masturbacja została nazwana „eksplozją nuklearną w mózgu porównywalną do wybuchu bomby atomowej oglądanego w kinie 3D”. Co więcej, w podręczniku zabrano się także za sprawy z zakresu biologii – autorzy przekonują, że „poczęcie dziecka jest uwarunkowane w procesach mających miejsce pod sercem”.

Zdaniem autorów podręcznika „prezerwatywy to prosta droga do przytkania kanalizacji, a poza tym przy dużym prąciu bywa, że pękają”. Co więcej, kobieta, która stosuje antykoncepcję „odbiera demiurgowi tyranię nad swoim ciałem”. Oberwało się także osobom homoseksualnym. Pociąg seksualny do osób tej samej płci ma wynikać, według podręcznika, z nieufności wobec innej płci, poczucia, że jest się z innego gatunku niż kobiety, z nieuświadomionej chęci sprzeciwienia się Bogu, a także ma być pozostałością po gwałcie.

zakaz2

Bunt uczniów, których rodzice wykorzystują podręcznik do kręcenia gównoburzy, już odniósł sukces. Zapowiedzieli, że sprawę zgłoszą do odpowiednich organów. Wszyscy są zgodni, że cenzurowanie tego podręcznika nie wpłynie pozytywnie na ich rozwój.

źródło oryginału: wp.pl
spaczył: katastrof wrzywąż

Garść popiołu i gruzu na polackie jajogłowy

Na krzywy ryj komu te etykiety w sklepach monopolowych: ALKOHOLU NIETRZEŹWYM NIE SPRZEDAJEMY, jak i tak wiadome, że kupują po to, aby nietrzeźwym być, a potocznie mówiąc: najebać się. Co się zowie hipokryzją, jeśli nie to? Pierwszy zakaz który się rzuca czarno na białym przeciętnemu obywatelowi w RzeczSoplicospoliconejPolskiej XXI w. A taki jeden z drugim robi grafitti na śmietnikach: JEBAĆ PSY, JARAĆ TOWAR. Tymczasem białych ludzi w tym coście-skurwysyny-uczynili-temu-kraju, jednostki z wrodzonymi predyspozycjami do zgłębiania zmienionych stanów świadmości, dopóki nie wyrzekają się głosu serca, traktuje się jak obywateli gorszej kategorii. What’s wrong with this picture? – z wieczornych rozkmin redaktorów.

21984189_1957604767843775_1345294666_n

W świetle progresu, jaki poczyniłem w kwestii środków psychoaktywnych odrzucam zgryzotę sumienia, jakoby nadal trawił mnie rak politoksykomanii i wszystko, co się z tym wiąże: poczucie, jakoby moje instynkty nie były zdrowe, a ja ich konsekwentną realizacją urągam bliźnim – to pozostałości tego, co William S. Burroughs nazwał chorobą chrystusią, na moim mózgu.
Widzę wężową ścieżkę i kroczę nią w równowadze. Ja nie skapituluję, bo zrobiłem to wielkopańsko i nieomal śmiertelnie, ale życie mnie zatrzymało w swoich objęciach i wynagrodziło; nie dam się ukrzyżować ani zaszczuć. Wara 23!

1. Kto się nie lęka ten już poznał przegraną i przetrwał z zaczynem oporu, z ziarnem chaosu.
2. Nie bierz perły za muszlę
3. Słowo jest Cieniem Duchowym
4. Praca skraca dzień i czyni wolnym od wyrzutów sumienia z tytułu realizowania swoich naturalnych instynktów drapieżcy
5. Od brania ręka nie boli, chyba że się zbłądzi tak, że bierze się coś, od czego palą się kable, kurka Twoja mać RPIII PolaKatolicka brać.

Six Sieg Six. Polskę kochać trzeba, a Ci co są zdolni zdobyć się na tą miłość po wyeksplorowaniu jej najciemniejszych aspektów, zasługiwaliby by pójście do nieba.

Processed with VSCO with m3 preset

Uświadomiłem sobie, że jedną z przesłanek (i to właśnią tą fałszywą), za powodem których tak zajadle optuję (i będę mimo to optował) za antypsychiatrią był mój odbiór przypadków osobowości o zaburzeniach tego samego rodzaju, co moje i pogląd na benzodiazepiny, jako leki, których nie należy stosować trwale. Tymczasem życie znowu zajadle kole mnie w oczy uświadomieniem błędu, w którym utknąłem na parę lat, ale już nie. Mianowicie: benzodiazepiny nie leczą, a pogłębiają problem. Proste i bolesne, bo przynoszą momentalną ulgę od dyskomfortu immanentnego istnieniu, która jednak działa na zasadzie przesunięcia filtra, jak stopień zaciemnienia przyłbicy spawalniczej reguluje podatność oczu na ból. To wyjaśnienie sukcesu komercyjnego Xanaxu – pacjent dostaje receptę na alprazolam i popada w zachwyt nad jego skutecznością “terapeutyczną” – aż nie dotrwa do momentu, gdy konsekwentne przyjmowanie tych zdradliwych tabletek prowadzi go poprzez wzrost tolerancji do konieczności sępienia leków po innych doktorach tejże jakże szacownej nauki, pozyskiwania substancji na lewo na potencjalnie różne sposoby, aż w końcu do nieodzownego upadku na dupę w postaci nieprzewidzianego wskutek traktowania życia lekką ręką – co charakteryzuje kierunek, w jakim działają na postrzeganie leki z tej grupy – dozna objawów odstawiennych w postaci trzynastokrotnego uwypuklenia oznak negatywnej percepcji rzeczywistości, które w pierwszej kolejności skłoniły w ogóle kogoś – byc może nawet z czystej troski – do wypisania mu recepty na owe. To jest błędne koło psychiatrii.

Od czasów wyniesienia rozumu ponad ducha historia zawiodła ludzkość do etapu gloryfikowania nauki, która jednak jest ślepa na źródłowe przeinaczenie, które zaszło w kulturowej matrycy świadomości gatunku (tfu) “Homo Sapiens”. Nie będę tu precyzował tej oczywistości, za to podążę w przeciwną stronę: dzisiaj spłynęła na mnie Gnoza. Wczoraj wyleczony z pędzenia dokądkolwiek konopiami olałem sprawę receptową, a jutro przychodzi mi iść do ciężkiej i wymagającej stabilności nerwowej pracy na 2-gim, najgorszym dniu zjazdu z BDA. Dzięki temu, jak również dzisiejszemu pobytowi w lesie, gdzie nazbierałem kosz czerwonogłówców i kań, spostrzegłem, że prawdziwy Bóg, to jest iskra stojąca za zaistnieniem mojej świadomości, w ten sposób – odczuwalny – daje mi znak, co muszę w sobie zmienić. Zlekceważenie tegoż będzie jedynym prawdziwym grzechem, jaki istnieje.
Nomen omen, nie zmienia to jednak mojego stosunku do psychiatrii, która póki co pozostaje nauką ze wszech miar błędną, skażoną odejściem Ludzi Północy od wierności własnej naturze i nasłuchiwaniu głosu serca, która to z kolei prowadzi do mojej obecnej, jakże osobistej, zasranej sytuacji społeczno-politycznej.

9d2f145f5055e51dd147e6cb163190cb

– Życie uzależnionych jest proste. Mają tylko jeden priorytet i dopóki go zaspokajają, wyjebane na wszystko.
– Ale to nie życie. To jest jak bycie embrionem przyjmującym tylko jeden rodzaj pokarmu, wbijającego go w ziemski sen i odzierającego z doświadczenia tego, co im przypisane jako ludziom, całej gamy doświadczenia wynikającej z karmy.
– Od dzieciństwa przed snem wpadałam w dziwny stan, w którym jest ciemno, zanika poczucie własnego ciała i atakują mdłości i wstręt przed czymś jeszcze nieznanym. Być może to wspomnienie poczęcia?
– To ma sens, bo przecież przychodząc na świat, iskierka chaosu zostaje wcielona w świat materii, którego zasadniczymi składnikami są stagnacja, błoto i beton.

tumblr_owrx7bwFWt1tm5ooho4_1280
Opactwo Thelemy, fot. Kenn Wilson

Dialog w osiedlowym monopolu Polski ‘B: chłop zamawia 9-tkę tego dnia parchatych łomży mocnych i rzecze: nie lubię tyle pić, ale są dni, kiedy trzeba – a 2-ga strona: no… – i podstawia mu drobne do wsypania w rękę – aż jej nie podsunie; za nim zaś w drodze powrotu przystępuje klyjent, który powiada do ekspedienta: wiesz, że dzisiaj Zjaga wygrała? – ten zaś cokolwiek impulsywnie jak na jego dotychczasowo zarejestrowaną przez podmiot reakcyjność – odpowiada: Słuchaj, jebie mnie to, jak i to, że dziś Bawołystok się napił! Ja jestem tylko sprzedawcą w sklepie.

Pokój.

katastrof acz wrzywąż

Z wyblakłych wężowych pism

Plwam ze śmiechu w ryje imprezowym bananowiczom, bo to kundle systemu. Drzewo zasadzę pośrodku Ogrodu. I nie będę potrzebował na nim zawisnąć.

A ty, poczciwy robotniku ze zrytym przez życie czosnkiem idź spać, chyba, że jesteś zdolny do koncentracji wystarczającej po 4h snu, albo zainwestuj w 5-htp.
Z allegro 60 tab. za 60 pln, mieliśmy 1 op. i naprawdę pomagało; koncentracja, energia wzrastają po ok. 5 dniach suplementacji. To jedyne, co powinno być stosowane jako anty-tfu-depresant, gdyby tym kierowała nauka, a nie hebrajscy burżuje. ACHTUNK SZMULE! Jedyne, poza naturalnymi antydepresantami, jak należycie stosowane przez człowieka z gatunku północnego: muscymol, szałwia wieszcza, grzyby psylocybinowe i przede wszystkim konopie z gatunku Sativa; nie pominę jednak świętych graali neurofarmacji: metoksetaminy, kwasu lizergamidowego, jak również czegoś wyśmiewającego teorię ewolucji, mianowicie DMT ziarna ZIARNA w ludzkiej szyszynce, kurza twoja twarz ślepca-smaż.

David Lynch 3 sezonem Twin Peaks wykpił współczesną wspakulturę w sposób następujący: Meta-inkarnacja agenta Dale’a Coopera po duchowym na-wpół-przejściu w ciało Douglasa Jonesa i czekającym na diabelskie pstryknięcie elektryczności momencie przebudzenia z życia w stanie ziemskiego, cielistego snu, pokazuje człowieka upośledzonego, który jednak doskonale wywiązuje się ze swojej roli społecznej wyższej klasy finansisty-karierowicza-prawnika. Obnaża to jakość człowieczeństwa ludzi wypełniających takie role społeczne w zastanej kulturze. A mianowicie ich kompletny brak własnej tożsamości i podatność na bodźce tresury, sięgające korzeniami tego, czego w człowieku niestety – ubolewam – można doszukać się wciąż z małpy. Ewolucja kultury, jak i gatunku ludzkiego wymaga rewersji wspakulturowych dogmatów. I tym rdzennym spostrzeżeniem się nie pożegnam.

Katastrof Wrzywąż

XXX2393616

Jaźni / Dem Selbst

zygota – zgryzota jaźni
okrążona promieniami neuronów
jak Czarne Słońce siewców zamętu
i przemiany rzuca chorobliwe światło
na odartą facjatę materii na manekiny
wegetujące wśród scenografii z tektury i gipsu

I dręczy mnie
majączące zatratą ja przebudzenie
w fabryce istot pod różnym ciśnieniem
i amperarzem przygniecionych, przyspawanych ziemskim Snem

K-VV

grzybowysabat
fot. nagłówka – GvS, fotomanipul. K.W.