Loptr

^ : / ? 23 ? \ : ^

23 zwrotki chorału niedzielnego
wieżę kościoła zwala porywisty wiatr
wybacz sobie, wchłoń ból
komenda: doświadczenie wewnętrzne
ekstatyczne i bolesne

 

mem.jpg

 

^ ? / : 93 : \ ? ^

pewien starzec dożył 77 lat
górski kloszard, za młodu alpinista
robił konfitury grzybowe i makowe
oraz składał hołd Niepokalanej Marysi
nie wiem gdzie jest teraz
w tym kraju są miejsca plugawe

Polsko, zluzuj krawat
bo się poddusisz przy następnym
hamerykańskim geszefcie

Polsko, płaciłem Ci już krwią i niewolą
ale czy Ty nie uraczysz mnie gazem musztardowym?
założyłbym przyłbicę i dał kluczem po mordzie

Wybacz mi, Ojczyzno
Xeper Xepera Xeperu Alleluja

modlitwa33

^ v.2,33 : \ ? ^ Modlitwa Dziękczynna ^ ? / v.2,33 ^

Badź Prawdziwa wola Twoja
o Niestworzony ojcze świadomości
I wiem, że nie Pragniesz
Procesji psychicznych kuternóg
i chromatych po mszy o pięknym świcie

Ktoś przenicowany mógłby pomyśleć
że zmrok zasnuwa szarugę jak szkwałowe chmury
W których majaczą kształty widmowych
złych, cierpiących twarzy
Puf! Czarny Ogień Jaźni nigdy nie zgaśnie

Bądź Pochwalona Prawdziwa Wola Twoja

13 freitag/16 lipca 2018 ayps

 

K/Vv

 

 

Advertisements

Aborcja Chimery

Liberalizm zawiódł – nie dlatego, że nie sprostał samemu sobie, lecz dlatego, że był prawdziwy wobec siebie. Zawiódł, ponieważ odniósł sukces. W miarę jak liberalizm “stał się pełniej sobą”, jak jego wewnętrzna logika stała się bardziej ewidentna, a jego wewnętrzne sprzeczności się zamanifestowały, wygenerował patologie, które są jednocześnie deformacjami jego twierdzeń, a jednak realizacją ideologii liberalnej. Filozofia polityczna, uruchomiona aby sprzyjać większej sprawiedliwości, chronić pluralistyczną tkaninę różnych kultur i wierzeń, chronić ludzką godność i – rzecz jasna – poszerzać wolność, w praktyce generuje tytaniczną nierówność, wdraża uniformizm i homogeniczność, sprzyja materialnej i duchowej degradacji i podminowuje wolność. Jego sukces może być mierzony osiągnięciem przeciwieństwa tego, w co wierzył, że uzyska. Prędzej niż widzieć kumulującą się katastrofę jako dowód naszej porażki w życiu zgodnie z ideałami liberalizmu, powinniśmy raczej dostrzec, że ruiny, które wytworzył są oznakami jego zwycięstwa.
– Patrick J. Deneen, Why Liberalism Failed

NIE KONWENCJE, ALE IDEOLOGIE IMMANENTNIE ZAWODZĄ.

IDEOLOGIE SĄ WIRUSEM KULTUROWYM.

blzbb

Istoty przyciągane przez smród czasami wpadają w sieci okoliczności, w których ich wola nie może zostać zrealizowana, bo zostaje skrępowana. Takie sieci plącze Tubal Kain, pan czarnego Ognia Jaźni i kowalstwa. Jego językiem są pioruny nad morzem przy czerwonych pustyniach i ich burzowy wiatr, trzask ognia, pomarańczowy blask Syriusza, a jego oczami wnętrza wulkanów, zaś płucami wnętrza gór. Z jego kuźni pochodzi mój duszek. On tworzy i karmi moją wiarę i Wolę.
Od dzisiaj mogę polegać tylko na sobie. Tylko mogąc polegać na sobie będę mógł polegać na Innych.

jazda

Smród smaru i czarnego pyłu ze szlifierni, drażniącego nozdrza, rozstrojone radio nadaje: rypsz sztyk sztyk! Bezdomny grzebie śrubokrętem w chlebie i na wierzch sypią się trociny oraz pył i wypadają sproszkowane czarne stonogi i zasuszone martwe gzy, tj. Belzebubsztycze. A! Makiety karykatur ludzkich wcielone. Furgonetka ciągnie na przyczepie reklamę: Konstanty Woroniecki. Oficer i szmugler zamordowany przez nkwd. W postaci kartki w sepii skserowanej z kopii na drukarce tuszowej powielonej na formacie billboardu. Tyfon Elo Set Him

Śmierdzący olejem silnikowym maszynista przekłada wajchę podświadomości. Na wierzch wypływają – niby rzeka szczurów z wybitej studzienki kanalizacyjnej – ponadosobowe chimery. Widzę ich poruszające się cienie. Jest wrogi obserwator, który jednak nie może podjąć żadnej akcji, bo jest ślepy, nie ma kontaktu na planie fizycznym. Jest też zgarbiona chuderlawa starucha włażąca po niskich schodach. Porusza się groteskowo jak w narkoleptycznym przyspieszeniu. Zza zamykających się drzwi świta przekształcenie zetlałych popiołów na gruzach ego. Pociąg nie odpalany od upadku Satelit Radzieckich rusza ze zgrzytem, a tory rzężą. Gdy nabiera prędkości osrywają go gawrony, a w tranzystorze iskrzy prąd.

35435960_1805900016136808_746390128347316224_o

Morze i gwiaździste noce zabierają to, co zapomnieliśmy i to, co zamierzaliśmy powiedzieć. Morze wciąga w swój kołyszący szum, a noc otula rezonacją międzygwiezdnych przestrzeni – wszystko to, czego zaniechaliśmy powiedzieć i dokonać.

Serdecznie mnie pierdoli cały brud złuszczonych skorup ego, powielany jak listki w papierze do dupy. Ludzka morda to coś, co nakładasz jak wstajesz? Zespół nudy zdeptanych nawyków i orkiestra dęta. Bo jeśli to się nakłada, to można to też zmiętolić jak szmatę. Aby być czystym wobec siebie trzeba przebrnąć rzekę goryczy. Twoje – moje – cioci od gwoździ “ja” nijak się ma do tego, czym jest Jaźń. Te wszystkie kłody na drodze do samorealizacji prawdziwej Woli, huk! Zawołać zda się orkan, niech Pan, bóg dzikości wydmuchnie powietrzną trąbę. Puff!

Judeochrześcijańskie brzemię sumienia potrafi dopaść nawet ludzi innego chowu, choć w swojej indoeuropejskiej powłoce. Wątpliwe, czy to brzemię to coś więcej niż więzy, jakie narzuca na nas demiurg – moc ziemskiej stagnacji. Ma to na celu zatrzymanie zarodka przemiany, która się dokonuje głęboko wewnątrz. To jak perspektywa zmiany kursu przez las życia. Kto jest kusicielem? Nie ten, którego słowami są Xeper Xepera Xeperu. Przybywając istnienie uczyniono, że przybywanie w istnienie zaistniało. To ten, który budzi.

36002843_2093681027569481_4856218615625547776_n

Wstąp w nasze szeregi – Partii Wzmożonego Nadzoru. Zadawałeś sobie kiedyś pytanie, co mają wspólnego ludzkie dusze i fabryka serów homogenizowanych? Dołącz do nas jeśli chciałbyś razem z nami ludzi wodzić za uzdy przewleczone przez haki wbite w kąciki ust! A głosuj na nas nie tylko jeśli chciałbyś być tak poprowadzony przez życie. Szarpanie sznurkami na jakie nawleczona jest świadomość społeczna dokonuje się w półcieniu luksusowych gabinetów, wchodzisz po rozpadających się schodach jak do cygańskiego pałacu. Z wnętrza holu dobiega bryza zjełczałego kawioru, ślepookie ryby pływają w unoszących się w powietrzu bańkach wodnych, a skórzane fotele obrasta pleśń. To centrum, gdzie kanalizacja jest rozprowadzana podziemnymi tunelami jelit.

Polska Służba Patologii. Ministerstwo fetuje sukces powrotu ze śpiączki Adama Knotmona, znakomitego chirurga i ekonoma. Powodem do radości jest również zwycięstwo w zaprowadzeniu bajecznie urągających warunków funkcjonowania służby patologii. Nie dopuśćmy do jej prywatyzacji. Niech kulawi staną się chromatymi. A zdrowi niech zaczną się u świtania naszej ery zapisywać w kolejki do operacji refundowanej lobotomii.

IMG_20180620_180339

Mądry, choć dziki człowiek, Hunter S. Thompson, napisał: “Nadzieja powstaje, a marzenia migoczą i gasną. Miłość robi plany na jutro, a samotność rozmyśla nad wczoraj. Życie jest piękne, a bycie żywym to ból.”

Życie bywa jadowite w sposób bardziej bolesny, niż ten, w jaki potrafi być piękne. To się trochę cholera nie kalkuluje. Jak ilość talarów, jaka żywi Judaszy świadomości. Dziadunio Tubal-Kain prowadzi jednak ognistym szlakiem. Wiedzeni przez niego i wiedzący o nim w sobie niekoniecznie mają dane odkalibrować ze swojego żywota skłonność do przyswojenia Cienia i zgłębiania wielości doświadczeń wewnętrznych.

K/VV

 

Śmierć duch wyprzedza

kolarz

/3 : 3/

kiedy zatrata spacza strumieniście
kiedy żebrak miętoli w przemarzniętych dłoniach
zeschnięte liście jak złuszczone ego
a dziewczyna z zapałkami odpala je jedną
po drugiej i rzuca na wiatr

K/VV

zle
kolaż aut. GvS

Gęste, stalowogranatowe jezioro
z młynami wodnymi z kół zębatych
wieńczy je maszt z zielonej włóczni z proporcem
na błękicie złota siedmioramienna gwiazda
i gryf lub wąż (targa wiatr)
na jeziorze blady, siwobrody, silny
pustelnik w łodzi z ciemnego drewna
zanurza haczyk wędki w głębiny

Czy to ciemnozielony ul w kształcie serca
zawieszony na pajęczych niciach
w ponurym i starym jodłowym lesie
czy to purpurowe Smocze serce
wielkości głowy byka, pokryte łuskami?

Dziedzictwo tych, co za młodu
nieraz długo zerkali wgłąb studni
w chmury, lot ciemnych ptaków
i płomień ognia

17.03.2018

K/VV

kolaz2
aut. Gertruda von Sroka

Warząchew 23

Skąpane w deszczu ze śniegiem prowincjonalne miasteczko przy przymarzniętym zalewie, łączącym się z morzem. Popiołowy szum z rzadka przejeżdżanych ulic. Domki za płotami i świerkami, pojedyncze sieciówkowe sklepy, a im bliżej torów tym więcej obskury, której przypisuje się miano peerelowskiej. Zima tego roku jednak zanadto nie przysmaliła dymem mord ludzkich, bo okazała się miękka, tak jak twarz przeciętnego przedstawiciela klasy średniej, jak pośladki proboszcza i brzuch burmistrza, tak jak ich wiara i świadomość. Zatem mróz ustępuje, a lody puszczają.

21316240_1947728792164706_4091586885234411156_o

To jak noworoczna szopka. Na czele idzie gruby, wysoki policjant i niesie pionową część hamaka, odciętą na rurze poziomej kątówką. Z tego zwisa proporczyk z Matką Boską. Za nim idą dzieci i kundel z kulawą nogą i brzuchem nieforemnym jakby nosił szczeniaki. Wszyscy mają na szyjach zawieszone dzwoneczki, a dzieci niosą balony z symbolem serca chrystusowego. Zmierzają do końca mola, na którym zatkwiono maszt z flagą. Symbol na niej to czerwona gwiazda Chaosu. Przechodząc przeganiają stado gołąbków dziobiących resztki rozsypanego chleba. Przy maszcie na poręczy siedzą 2 wrony i obserwują bacznie przybyszów. Po lekko wzburzonym morzu do mola podpływa małym jachtem marynarz, czy też rybak, lub nikto. – Co się tak gapicie? Wasz czas się skończył, zaczął się czas. Chaos to iskra przemiany, a Wasz Pan chowa do grobu za życia. Pochowani stagnacją i materią za życia. Wbrew testamentowym kłamstwom Jego wysłannik to wysłannik skądinąd i jest po naszej stronie.
Zimny wicher zaciągnął niebo ciemnymi chmurami, a morze zaczynało wrzeć. Marynarz przycumował jacht i zszedł na plażę. Jezumaryjni podróżnicy ze zwieszonymi głowami obserwowali /jeden balonik porwał wiatr, drugi zaplątał się na górze masztu/ jak przybysz się oddala pod ścianę lasu, a następnie – choć tego już nie widzieli – leśnym traktem do sobie znanej nory, jaskini, a może chaty.

20180128_165044

oto

K/VV

Tylko zapętleni przetrwają

LOONEY RUNES
Sen z 28/29.XI
______________

I

scena utraty danych z komputera prowadząca bohatera A do psychozy
[DOM RODZICÓW; BOHATEROWIE A I E Z DZIECKIEM MIESZKAJĄ NA GÓRZE, PODJAZD, DRZEWA, PIĘTROWY ]
– trans bohaterki E
– powtarzanie (mantra) – IMIĘ
– uderzenia (biczowanie)
– płacz dziecka

II

skok w przeszłość do tego samego domu, gł. boh. mają 15 lat
[REALIA LAT 80/90]
– A zapisuje E na dyskietce wskazówki dot. życia / filmu
– planuje samobójstwo, wcześniej umawia się z kolegą na marsz narodowy
– nie wie, że jest regularnie narkotyzowany i wykorzystywany przez własną rodzinę (gł. matkę i jej trzy przyjaciółki) do celów rytualnych, nagrywany zawsze i o każdej porze swego życia
[UJĘCIA JAK PRZEZ WIZJER ALBO OKO KAMERY, DOM. CZERWIEŃ I CZERŃ]

III

psychoza = zapętlenie, wymieszanie teraźniejszości z przeszłością [OGLĄDANIE Z KILKU PERSPEKTYW]

26176497_2001640070106911_1065454244_nIV

przeszłość:
– spotkanie z pierwszą i jedyną dziewczyną (E) z którą wcześniej A utrzymywał znajomość internetową, spotykają się pod „cygańską księgarnią”, potem idą schodami zabytkowej kamienicy na górę, gdzie tańczą i piją; scena na balkonie filharmonii, obok baru z orkiestrą grającą melodie z XX-lecia międzywojennego
– wspinanie się po schodach pijanej matki w futrze – E spogląda na nią ze współczuciem
– matka A mija parę, brak reakcji i spojrzenia ze strony A, spogląda przez cały czas na dziewczynę; matki wzrok zamglony ale czujny i zazdrosny, taksuje syna wzrokiem

V

przeszłość ale WCZEŚNIEJ (dzieciństwo)
– scena kupowania książek „u Cyganów”
– pierwsze sceny magiczne; czary podparte lekturą
– metamorfoza w Bestię [CHRZĘST KOŚCI → ODWŁ. DO BOH. WSPÓŁCZESNEJ POPKULTURY (Marvel?)]
– sceny seksu z przyjaciółkami matki – Inicjacja [W JAKOŚCI KASET PORNO/SUTCLIFFE JUGEND – ‘SHAME’]

VI

wczesna młodość parę lat później
– E, którą matka A decyduje zachować przy życiu, złożona w ofierze
[przedtem SCENY SAMOTNYCH TUŁACZEK PO PASTWISKACH I LESIE NOCĄ; PALENIE PAPIEROSÓW NA WZGÓRZU, TULENIE SIĘ DO OSWOJONEJ ŁANI; D O J M U J Ą C A S A M O T N O Ś Ć]
– wcześniejsze ofiary zwabiane i mordowane poza udziałem swej Woli (Bestii odruch ludzki: symboliczne grzebanie ich szczątek we wraku starego samochodu pod lasem)
OFIARA
kapłanka – tresuje Psa
okrągły konfesjonał obracający się jak podest koncertowy w budynku przypominającym Koloseum, w „okienkach” wyświetlają się Figury
Służebnica Pańska – Pies (aportuje)
gwałt na Górze w deszczu (Jodorovsky?)
to co sacrum nie daje się zbeszcześcić, E unosi głowę i zakrwawionymi rękami głaszcze Bestię

VII

[POKÓJ Z KSIĄŻKAMI (POKÓJ A Z MŁODOŚCI) WYPEŁNIONY ŚWIATŁEM, ŚCIANY ZIELONE, POWIETRZE JAKBY KWITŁO – PARADISE]
– A i E klęczą na podłodze; oglądając Księgę wiedzą, że to wszystko dzieje się, „nadpisuje” cały czas – ZYSKUJĄ ŚWIADOMOŚĆ I POJĘCIE ZŁA I DOBRA
– A pokazuje E palcem okładkę, na której obydwoje wymienieni są jako Autorzy
[POWSTAŁO ŻYCIE / FILM]
– ona z radością i przejęciem z powodu odkrycia największej z Tajemnic przytula i całuje go, on wpada w święty gniew – E źródłem grzechu -> ZAPĘTLENIE = PSYCHOZA
[PĘKNIĘCIE OBIEKTYWU, KAMERA ODSUWA SIĘ]

3jako ilustracje wykorzystano obrazy Villjo Gustaffsona

aut. GvS

Wilcze Kły: pozycja wyjściowa do zażalenia demiurgicznych roszczeń wobec ducha ludzkiego

03__North_Pole_Wolf
Mechaniczne Imadło

/ 2?3 /

To jak “bóg zapłać” za surowe w środku kluski z jogurtem. Nadziałem się na ucieleśnienie choroby polackiej. Na poczcie, kurwa. Zachodzę styrany i obolały, a tu mnie recepcjonistka zagaduje: – a teraz odsyłamy, co? Nie wyczułem w tym sygnału aktywującego śmierdzące czułki Kontroli. Na gębę wyszła kobiecie cała niepojęta wredota. To ma być ktoś, z kim jestem jakkolwiek spokrewniony? Rodak, Polak? Pojęcie narodu jako wyznacznik wartości to najbardziej chybiony z wyborów. Z poślizgiem nogi na osnowie Ładu odparłem, że i owszem, bez przesady. Nie po to zakładałem rodzinę i podejmowałem pracę, aby mnie teraz pozbawiali pracy za kradzież produktów spożywczych na wysokość 60 zł (którą dokonałem przed tym, czym jest faktyczna resocjalizacja). Ten lemur zaczął swoją mikrotyradę: to dobrze, że w kraju prawo funkcjonuje. Musi być jakaś sprawiedliwość. – Gdzie tu widać sprawiedliwość? To wyrządzanie szkody społecznej, a nie przyrządzanie pożytku społecznego, tak funkcjonujące prawo jest swoim zaprzeczeniem – No ale przyznaje się pan do kradzieży? To jak pan chce za to zapłacić? Ręce, te moje styrane, pokaleczone ręce mi opadły. Cudem nie wybuchłem i zachowałem względny spokój, choć w środku wszystko chciało by wulkan wypluł lawę. Będę sobie pluł w brodę, że nie zjechałem tego robactwa walcem. Z drugiej strony to kolejny znak ostrzegawczy, że moja passa się skończyła, a głupota nie będzie w nieskończoność uchodzić płazem. Po cholerę opowiadać cokolwiek komukolwiek na swój temat? Wyszedłem zachowując nieruchomą twarz. Po kiego czorta? Aby nie robić ekscesu, nie używać przemocy; bo słowa bywają nieme. Wydawało mi się, w tym kraju da się żyć, ale oto po raz kolejny wydaje mi się odwrotnie.

/\/\/

Wystarczyło mi uporczywości na ból fizyczny, ale na sprostanie wszystkim konwenansom kulturowym niekoniecznie. Społeczeństwo próbuje mnie musztrować poprzez swoje organy prawne. Ale to nie w wyniku tego, a swojej kapryśnej karmy, przyszło mi trafić ten uraz w pracy. Przez dobre 20 minut znosiłem intensywny ból od rany ciętej na 1 cm głębokości na dłoni, co nastąpiło po pokryciu jej antybakteryjną maścią. Z powodu zatrucia “lekiem” przeciw uzależnieniom, jak również innych czyników, o których nie wspomnę, stawiłem dzisiaj czoła napięciu nerwowemu najbardziej intensywnie w życiu.

25395886_2021067968127085_4611507408939798654_n
Jung – Sauwastyka – Bielik – I CO!?

/\/\/

Że nie reaguję w sposób, w którym mógłbym wyciągnąć ostateczną konsekwencję z tego, co czuję – to jest wielkie szczęście.

/\/\/

Połowicznie zapadłem na łagodny rodzaj schizofrenii, będący następstwem tyleż bycia Polakiem, co osobą niedostosowaną do życia we współczesnym społeczeństwie. Na skutek kryzysu psychicznego, który nastąpił jako owoc moich zachowań i nie upatruję tu winy u najbliższych – którzy to byli mi wówczas najdalsi, jako że siedziałem wtedy w Zakładzie Karnym, – wmontowała mi się mocno obawa, że mogę stracić wszystko, co cenię i stanowi grunt dla korzeni mojej woli życia. System postrzegania odnalazł z pomocą psychogennej używki tj. klefedronu, upostaciowienie tej obawy w lęku, że ktoś z ludzi żyjących niepodal ani chybi jest gównofonem (tj. bujaczem na uchu) szukającym tylko powodu, aby aktywować tryb konfidenta policyjnego; przy jednoczesnym kontynuowaniu zachowań wykraczających poza wąski zakres tolerancji polskiego prawa. Rzygam tym serdecznie, jakkolwiek w celu ozdrowienia muszę przyjąć, że wszystkie moje schizy były chybione, i nie można w nich się doszukać kropli intuicji. To trudne, bo intuicję nieraz mam, choć rzadko jej należycie słucham. Przejebane jak za podążanie na kompromis własnym słabościom, czy też chcąc ułatwić sobie utrudnione ponad miarę “zaburzeniami osobowości” życie, człowiek doprasza się o zstąpienie biedy na swój łeb. Bo jeśli doprasza się o zstąpienie piekieł to ulega deluzji i pewnie codziennie wciąga tfu-anetę. Nie to ma być jednak konkluzją. W konkluzji zapytam, kto niby ma prawo zabraniać białemu człowiekowi realizowania swoich naturalnych instynktów i odbierać mu przestrzeń życiową, mieć czelność go musztrować? Ktokolwiek próbuje to wymuszać jest uzurpatorem wbrew Naturze. Prawem niechaj będzie Miłość podług Woli.

Nie podpisujemy się całkowicie pod antykatolicką wymową tego utworu (którego niektóre fragmenty są trafne i dosadne, a inne przesadzone i celowo niesmaczne), bo w morzu ateistycznego materializmu wyznawcy Jezusa należą do ryb lepszego sortu, a jeśli kieruje nimi poczciwość to posiadają odruch ludzki… jakkolwiek katolicki system postrzegania należy do tych bardzo odzierających człowiecze postrzeganie z dostępu do poznania głębi życia.

Dariusz Regulski – Ewka – fragmenty

„Od pewnego czasu nęka mnie nieodparte pragnienie zgłębienia tajemnicy życia”.
– dziennik Szczypiora

Fragment 1:

Zanim Malinowska odgryzła sobie język, mówiła dużo o Bogu. O miłości Boga do Niej i odwrotnie. Jednak to nie miłość boża doprowadziła ją do tego miejsca, ale miłość księżowska. Zbyt wielka i mocna. Ksiądz zrobił z Malinowską to, co chciał, a potem powrócił na łono Kościoła, udając, że Malinowskiej wcale nie znał i wcale z Malinowską nie spał. I wcale nie zrobił Malinowskiej dziecka. Dziecko nie przyszło na świat, bo rodzice Malinowskiej kazali się pozbyć tego zgniłego owocu miłości.

— No to sobie narobiła — powiedział Wójcik do Szczypiora w gabinecie lekarskim.
— Raczej to jej narobił…
— Trzeba było do księdza nie startować. Tylu jest porządnych facetów na świecie.
— Miłość jest ślepa — tłumaczył Szczypior.
— I nie ma języka — dodał kolega po fachu.

— Przepraszam Cię za to, co powiedziałem tam w parku. Rozumiesz, nerwowe życie.
— Co się dzieje?
— A co ma się dziać? Stara zatruwa mi życie.
— Coś o tym wiem.
— Rozwodu chce, kurwa mać. Po dwudziestu latach godnego i dobrego pożycia małżeńskiego!
— Rozwód…
— Ja rozumiem, że czasem się ludzie rozchodzą, bo nie pasowali do siebie i tak dalej… ale przez dwadzieścia lat człowiek przywiązał się do drugiego.
— No to może czas się odwiązać — powiedział Szczypior — Może powinieneś zabić swoją żonę i zbiec na Kostarykę?
— Bardzo śmieszne! Myślisz, że lepiej będzie uciąć jej łeb siekierą, czy oblać benzyną i podpalić?
— Ja swoją zastrzelę.

Szczypior przypomniał sobie malinowo — mleczny zapach skóry Ewy.

„Jeszcze wszystko można odwrócić. Wszystko zmienić można. Na pewno można. Strzała zegara cofa się. Samolot czeka. Możemy jeszcze razem polecieć na Kostarykę. Jeszcze dziś tam być”.

Ewa pachnąca truskawkami. Szczypior zaciągnął się truskawkową wonią ciała. Lecz nagle Ewa ulotniła się w powietrzu. Para wodna. Trzask otwieranej puszki. Śledź pospolity.

— Może się poczęstujesz śledzikiem, Szczypior — powiedział Wójcik — Co masz taką kwaśną minę?
— Truskawki może masz?
— Skąd ja Ci wezmę truskawki o tej porze? — zapytał poirytowany Wójcik — Sezon na truskawki się skończył.
— Życie się skończyło.
— Co mówisz?
— Mówię, że mamy piękną pogodę!
— To jest racja. Pogoda się udała wyjątkowo.

Godzina 13. W Radiu Mało Fajnym serwis informacyjny. Wójcik przekręcił gałkę z napisem „volume” w prawo. Głośniej. Spiker przejęty mówił z radia:

— Kolejny zamach w sercu Europy. Grupa czterech zamachowców — samobójców zdetonowała ładunki wybuchowe na lotnisku w Brukseli. Zginęło 30 osób, a 235 jest rannych. Liczba ofiar może się powiększyć. A teraz przenosimy się pod Sejm, gdzie Komitet Obrony Dobrobytu zorganizował manifestację przeciwko Partii Indoktrynacji Społecznej…

— Skurwysyny — wycedził przez zęby wściekły Wójcik.
— Niedawno Paryż, a dzisiaj…

Szczypiora ogarnął niezrozumiały dreszcz. Uczucie. jakby świat drżał i tracił krew. Czarnym flamastrem na kartce napisał:

Świat umiera
W radiu ostatnie
Agonalne jęki
Drgawki przedśmiertne 
Nie wiem czy go dobić
Czy zadzwonić po karetkę

Słysząc słynny przebój młodzieżowy „I fuck you in my car” pomieszany ze smarkaniem i kichaniem Wójcika, zdawało mu się że świat dostał biegunki.

24115419_2040507156183270_1883137219_o

Fragment 2

Chory z pokoju 326 był szamanem. Leżał na brzuchu, nieruchomo, mrugając co chwilę i krzycząc „Mania przebiła moje lustra na wylot!”.

— Antropolodzy uważają, że szamani byli pierwszymi kapłanami. Uzdrawiali chorych, brali na siebie grzechy świata. Ponoć pierwszy szaman wymyślił seks. Nazwał go, tym, który doprowadza do szaleństwa.
— A więc wszyscy, którzy uprawiają seks są świrami — stwierdził Szczypior.

Wójcik uważnie obejrzał plecy szamana.

— Co robisz?
— Eksplozja — stwierdza — Dokonała się eksplozja.
— Jak to?
— Szamani posiadają w sobie ukryte, niezliczone pokłady energii. Często szamani nie wiedzą, że nimi są. Otóż u szamana energia budzi się w nerkach, wzrasta, przechodzi przez kręgosłup, aby eksplodować w głowie. Ta energia może nawet przebić na wylot czaszkę…
— Mania przebiła moje lustra na wylot!
— Szamani muszą uważać, bo przy eksplozji może nastąpić oczyszczenie albo…
— Można dostać pierdolca — dokończył Szczypior.
— No i niestety. Pan Szaman dostał pierdolca.
— Neuroza? — zapytał Szczypior.
— A co to takiego?
— Wszczepienie elektrody szczęścia powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu.
— Tak… a czy pojmujesz, co znaczy zabić samego siebie?
— Może kiedyś spróbuję…

Wójcik odszedł, ale Szczypior usiadł naprzeciw Szamana i przyglądał się mu przez dłuższy czas. Obserwował niespokojne ruchy szaleńca.

— Co Ty, Szczypior, zakochałeś się? — niecierpliwy głos Wójcika wybił go z ciągu myśli — Chcesz zostać szamanem?

Szczypior pochylił się nad szaleńcem. Odczuł, że jest on mu chyba najbliższy ze wszystkich ludzi na świecie.

— A czy Ty… mógłbyś mnie uzdrowić? Mógłbyś wziąć na siebie grzechy mojego świata? A może uczynisz mnie swym uczniem?
— Mania przebiła moje lustra na wylot! — odpowiedział szaman.
— Naprawdę, szczęśliwy człowiek!

Fragment 3

Tego dnia, jak zwykle po pracy udał się do »Violette« na kawę i ciastko. Siedział i patrzył na hipnotyzujące, fioletowe lampki, które wprawiały go w dziwny rodzaj melancholii. Czasem patrząc w blask owych światełek czuł, jak gdyby miał zostać tu, w tym lokalu, przy tym samym stoliku, od kilku lat stałym, ulubionym miejscu (dla Szczypiora ważne były takie detale) już na zawsze i tak patrząc, nie myśleć o niczym a tylko czuć melancholię, która przecież zła w zbyt dużych ilościach, czasem niezbędna jest, aby nie zwariować.

— Pobrudził się Pan! — miękki, dziewczęcy głos wyrwał go z Wielkiego Fioletu, lecz nie tak brutalnie, jak głos żony wyrywał z błogiego snu. To wyrwanie było zgoła inne. Już oburzony wykrzyczeć miał „Jak śmiesz?!”, gdy zobaczył przed sobą tę najpiękniejszą kelnerkę ze wszystkich kelnerek, która wszystko zrozumie, wszystko wybaczy i całą tragedię świata obróci w żart. Przez chwilę jednak nie zrozumiał niczego, co Chantal powiedziała.

— Może Pani nieco rozjaśnić?
— Tego chyba tak dosłownie nie potrafię. Chciałam tylko powiedzieć Panu, że Pan się pobrudził kremem z ptysia.
— Ach, no tak! — powiedział z ulgą i zaczął wycierać twarz, z nieukrywanym wstydem, bo zawsze niezdarny był przy kobietach — Widzi Pani, tak to już jest, że nie można tak zupełnie być czystym. Zawsze się trzeba pobrudzić.
— Pan to tak filozoficznie powiedział — wyrzekła zarumieniona — Pan jest pewnie pisarzem, albo aktorem?

Szczypior po chwili zastanowienia odpowiedział:

— W życiu przeczytałem mnóstwo książek, a napisałem tylko jedną, króciutką. Na szczęście nikt jej nie przeczyta, a jej autor nie zostanie pod żadnym względem zapamiętany. Być może tak, jak wielu z tych obiecujących pisarzy, którzy nazbyt przejmują się opinią społeczeństwa. Aktorami natomiast jesteśmy wszyscy. Pani też.

Popatrzył na Chantal. Wstydliwie opuściła wzrok i wtedy właśnie zrozumiał, że wprawił ją w niemałe zakłopotanie.

Byli sami w restauracji. Mogli więc swobodnie rozmawiać.

— A więc kim Pan właściwie jest?
— Już mówiłem. Aktorem.
— Chodziło mi bardziej, czym Pan się zajmuje.
— Ukrywam się.
— Da się z tego wyżyć?
— Przeżyć. To wystarczy.
— Na jak długo?
— Póki co, idzie mi nie najgorzej. Już czterdzieści jeden lat. A Pani?
— Dwadzieścia jeden. Prawie tak stara, jak Pan!

Szczypior uśmiechnął się łagodnie.

— A więc oczko.
— Oczko? — zapytała rozbawiona.
— Black jack, oczko, dwadzieścia jeden. Taka gra karciana. Hazard.
— Jest Pan hazardzistą?
— Żeby być hazardzistą — odpowiedział Szczypior — trzeba ryzykować. O swoim życiu mogę powiedzieć wszystko, oprócz tego, że było w nim jakieś ryzyko.
— Może to i dobrze, że nie jest Pan hazardzistą — stwierdziła Chantal — Kiedy się gra o wysokie stawki, to można dużo stracić. A nawet wszystko.

Szczypior uśmiechnął się raz jeszcze, lecz teraz gorzko i tym razem nic na to nie odpowiedział.

— Ja coś może źle powiedziałam? — zlękła się Chantal i natychmiast, jakby chcąc naprawić swój błąd wyrzekła — Widzę Pana od roku, od kiedy tu pracuję i podaję Panu kawę. Wybiera Pan zawsze ten sam stolik. Ten sam i siedzi Pan tak długo, nie spieszy się Pan, czeka na kogoś. Ale ten ktoś spóźnia się, albo nie może przyjść. Niby nic to mnie nie może obchodzić i jestem smarkula, ale za każdym razem sobie myślę, że coś bym chciała zrobić, żeby Pan nie był smutny. Gdybym znała tego kogoś, kto ma przyjść, a nie przychodzi, to bym go… ją znalazła i przyprowadziła.
— Naprawdę? — Szczypior poderwał się gwałtownie, rażony palącą myślą — Zrobiłaby to Pani?
— Tak.
— Przyprowadziłaby Pani?
— Tak.
— I Pani to wszystko mówi z pełnym przekonaniem? Z pełną wiarą?
— Staram się.

Szczypior wstał nagle, ujął drobną dłoń Chantal, a ona jej nie wyrwała, a on ucałował ją z namaszczeniem. A kiedy usta dotknęły jej skóry, to tak jakby umierający z pragnienia na pustyni dostał się do źródła chłodnej, krystalicznej wody. A w tym ucałowaniu była cała istota desperackiej chęci życia i żeby ktoś pomógł utwierdzić w przekonaniu, że warto naprawdę.

— Warto! Pani rozjaśniła wszystko!
— Pan jest naprawdę wariat kompletny!
— Poczytuję to sobie jako pochwałę!

24167290_2040507216183264_1655798052_oKontakt z autorem: regulski-dariusz@wp.pl

Całość książki można nabyć pod adresem: https://ridero.eu/pl/books/ewka/

Zamieszki na globalnym sportowym zlocie dla zdolnych inaczej

g17.6-P

W Biblii czytamy: „Do męża, który idzie za nakazem kontroli, nie należy nawet jego pluskwa”.
ROK 2017 rozpoczął się od zgoła mogilnie ponurego ogłoszenia podanego przez naukowców. W styczniu grupa mogących wyrządzić ogromne fikołki finansowe badaczy oznajmiła, że świat niebezpiecznie zbliżył się do największej katastrofy w historii. Totalna bunoferia centusiowatych burżujów, mających czelność zabierać głos w tym, co w narodzie jest przedstawiane jako wartość to przyczynek do chęci wzniecenia płomieni w umysłach. Prędzej niż do traktowania polskości jako burżuazyjnej kato-błazenady, bo to, będąc tym właśnie NIEfałszywym chrześcijaninem boli, a nie śmieszy.  W Indoeuropejskim niezainfekowanym społeczeństwie rozmowa szlachcica z żebrakiem była czymś normalnym, i patrzył mu w oczy jak człowiek, bo szlachic rozumiał istnienie, a nie był wyznawcą durnych dogmatów ideologicznych. Między innymi to doprowadziło do niebezpiecznego przestawienia wskazówki minutowej świętego Zegara Zagłady o 33 sekundy do przodu. Zegar ten ma pośrodku tarczy złotą bombę atomową jak piłkę rugby i wskazuje teraz tylko 2 min 30 sek do północy, co oznacza, że jesteśmy bliżej globalnej katastrofy niż kiedykolwiek w ciągu minionych 44 lat!

W roku 2018 naukowcy przebadali plan aktualności tych doniosłych potrzeb ponurego ogłoszenia. Czy Zegar Omni Fellatum będzie wskazywał północ i bezprecedensową katastrofę, coś porównywalnego do ejakulatu wulkanu na małej wysepce na skalę planetarną? Możliwe, że nawet panu prezesowi trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. W końcu nawet specjaliści nie są co do tego zgodni. Wcale nie wszyscy ludzie wierzą w szerzące się domieszki o jaszczurowartych humanoidach, za to dają im wiarę wyznawcy objawień fatimskich.

Tak naprawdę miliony ludzi patrzą w przyszłość optymistycznie. Ich zdaniem istnieją dowody na to, że ludzkość i nasza planeta będą trwać wiecznie i że jakość naszego życia się poprawi. Ich dowody są bezapelacyjnie wiarygodne, zupełnie jak ortodoksyjna wykładnia Pisma Świętego, albo jawnie protorasistowski przekaz świętej księgi bystrouchego narodu – Tory. Czy więc świat wymknął się spod kontroli?

„Zegar Zagłady to międzynarodowy symbol pokazujący, jak blisko jesteśmy zniszczenia cywilizacji przy użyciu stworzonych przez nas niebezpiecznych technologii. Wśród nich na pierwszym miejscu znajduje się broń nuklearna, ale zagrożeniem są też technologie parapsychiczne, wirusy w rodzaju choroby chrystusiej, przegrywającej ostatnio sromotnie z chorobą mamonią – choroby mogące wpływać na zmianę zdrowego oglądu świata liczy się w tysiącach – oraz wpełzające człowiekowi przez oczy i uszy mikroelektroniczne robaczki, które zostawiają plombeczkę w korze mózgowej, rozwijające z powodu błędu w obliczeniach lub na skutek przypadku, ludzi o wynaturzonych, śmierdzących ja — a tacy mogą wiele zmienić na naszej planecie czy nieodwracalnie zmienić nasz styl życia” (Bulletin of the Atomic Scientists).

Przekaz z tybetańskich krypt

.:.

podpalić gwiazdy flag
spopielić mieszczański świat
kopać, drążyć, wykrajać
aż po zmarłych kości

żyć gorączkowo, suwerennie
i znakiem Kaina bez litości
szanować, kultywować
czym się prajaszczury odurzali
jaźni swe płomiennie poznawali

tako rzecze czarny kot:
trzodo wieczna!
trzodo w tył zwrot!

bo wasz komfort, w stagnacji trwanie
wasze konta bankowe, wikt i pasza
wasze hipermarketowe przystanie
strawi ogniem diabeł,

ogniem, co nasyca sam siebie
jedynym słusznym głodem

jego
Oko

23561644_2008059909427891_3653056122096703905_n.jpg
Ziarno przemiany iskrą świadomości. Próba sigilizacji wizji wężowego szwu rzeczywistości doznanego w psychodelicznym stanie umysłu.