Ray Brassier – Umieranie jako niemożliwość śmierci

ZAŁAMANIE FENOMENOLOGII: LEVINAS

Przywodzi to oczywiście na myśl kluczowy trop Lévinasowskiej fenomenologii absolutnej inności, w której radykalna pasywność przypisywana odwiecznemu śladowi „innego we mnie” wiąże się z „niemożliwością możliwości” uniemożliwiającą ogląd intencjonalny i ekstatyczną projekcję. „Słoneczna katastrofa” Lyotarda stanowi w istocie p r z e k ł a d Lévinasowskiej, teologicznie zabarwionej kategorii „niemożliwości możliwości” na język bliższy naukom przyrodniczym. Nie śmierć Innego jest tym, co pozbawia świadomość nadrzędnej pozycji, lecz zagłada słońca. Znamienne, że przekład ten pojawił się w okresie, gdy pewne elementy naukowego obrazu świata zaczęły przenikać do tych dyskursów filozoficznych, które badały granice naturalnego obrazu – mowa rzecz jasna o dyskursach postkantowskiej filozofii kontynentalnej – generując coraz bardziej skomplikowane dysonanse w jego obrębie. O ile bowiem fenomen śmierci wskazuje na anomalie w tkance pojęciowej obrazu – stanowiąc punkt, w którym nasze codzienne pojęcia i kategorie zaczynają się załamywać (dlatego właśnie śmierć jest tak ciekawym tematem dla filozofów badających granice naturalnego obrazu), o tyle, i dokładnie z tego samego powodu, pojęcie zagłady stanowi aberrację dla dyskursu fenomenologicznego, który usiłuje transcendentalizować siatkę pojęciową naturalnego obrazu świata po to, by uchronić ten obraz przed zagrożeniem ze strony pozytywizmu i naturalizmu. Skoro pojęcie zagłady wyraża napięcie między naturalnym a naukowym obrazem świata, to nie mogło ono powstać na gruncie tego drugiego; narodziło się za sprawą zastosowania najbardziej wyrafinowanych zasobów pojęciowych naturalnego obrazu (w połączeniu z pewnymi elementami dyskursu naukowego) przeciwko właściwemu temu obrazowi fenomenologicznemu samorozumieniu. W tym szczególnym okresie filozofia nie powinna ulegać pokusie, by poprzestać na którymś z rywalizujących obrazów, podobnie jak nie powinna podejmować wymuszanego na niej wyboru między reakcyjnym autorytaryzmem naturalnego normatywizmu a metafizycznym konserwatyzmem naukowego naturalizmu. Filozofia powinna raczej wykorzystać mobilność – jedną z niewielu korzyści, jakie daje abstrakcja – by za jej pomocą przemieszczać się pomiędzy jednym obrazem a drugim, ustanawiając warunki możliwości nie ich syntezy, lecz przechodzenia między nimi: od spekulatywnych anomalii pojawiających się w obszarze fenomenalnych przedstawień do metafizycznych dylematów związanych z wyzwaniem, jakie nauki rzuciły naturalnemu obrazowi. Pojęcie zagłady musi więc z istoty być dwuznaczne w tej mierze, w jakiej dotyczy przenikania się dwóch dyskursów. Odpowiedniość między egzystencjalno-fenomenologicznym opisem śmierci a naukowym zjawiskiem zagłady powraca we wzajemnej odwracalności fenomenologii traumy i zagłady fenomenologii. Zagłada ma katastrofalny charakter, miesza początek z końcem, to, co empiryczne, z tym, co transcendentalne, właśnie dlatego, że jest zarazem n a t u r a l i z a c j ą   e s c h a t o l o g i i   i   t e o l o g i z a c j ą   k o s m o l o g i i . To właśnie dyskurs fenomenologii najlepiej potrafi oddać traumę poprzedzającą unicestwienie naturalnego obrazu.

22291363_1964258010511784_6123949268784266686_o
zdj. GvS

Dlatego hiperboliczna fenomenologia Lévinasa dostarcza doskonałego słownika pozwalającego opisać zagładę jako traumatyczne z a ł a m a n i e s i ę fenomenologii. Hiperboliczna emfaza dyskursu Lévinasa wynika stąd, że próbuje on wydobyć meta-ontologiczne i meta-pojęciowe znaczenie transcendencji znajdującej się poza istnieniem. Lévinas pragnie ją odczytywać poprzez znaczące tropy, które, jak twierdzi, pojawiają się już w koncepcji pre-ontologicznego rozumienia istnienia sformułowanej przez wczesnego Heideggera:

Emfaza oznacza zarazem figurę retoryczną, nadmiar ekspresji, przesadę i sposób ukazywania się. Słowo jest bardzo dobre, podobnie jako słowo „hiperbola”: hiperbole są tam, gdzie pojęcia się przeobrażają. Opis tych przeobrażeń to także usprawianie fenomenologii. Przesada (l’exaspération) jako metoda filozoficzna.

Metoda fenomenologiczna Lévinasa polega więc na e m f a t y c z n e j   p r z e s a d z i e. Uważa on, że tylko w ten sposób można wyrazić enigmatyczny i epifenomenalny „sens sensów” zawarty w radykalnie nieontologicznej transcendencji, przypisywanej przez niego temu, co „całkowicie inne”. Jedynym fenoenologicznym rejestrem, który odpowiada karzącej inności związanej z nieskończoną transcendencją, jest wymiat pogwałcenia. Ściśle mówiąc, Lévinas stosuje w swej fenomenologii emfatyczną przesadę, by tym lepiej opisać źródłowy, etyczny sens fenomenu traumy. A zatem nieskończona inność zostaje określona jako „zranienie” czy też „krwawienie” podmiotowości, podobnie jak podmiot etyczny opisywany jest jako „zakładnik”, „traumatyzowany” czy też „prześladowany” przez Innego („podatność na zranienie” stanowi bowiem dla Lévinasa trop etyczny par excellence). „Niemożliwość możliwości”, będąca sygnaturą całkiem innego, w dziele Lévinasa jest zarówno niemożliwością s a m e g o istnienia, jak i niemożliwością w o b r ę b i e istnienia. Umieranie jako niemożliwość śmierci jest niemożliwością s a m e g o istnienia, jeżeli to ostatnie pojmujemy jako pozaczasowe i anonimowe dudnienie il y a (stanowiącego przewrotną dezinterpretację Heideggerowskiego Es gibt) – od którego nie ma ucieczki. Umieranie jest jednak zarazem niemożliwością w obrębie istnienia w tym sensie, w jakim wskazuje na nieznośny nadmiar pasywnego cierpienia, które sprawia, że jesteśmy wewani do odpowiedzialności przez nieskończenie Innego. To właśnie owo traumatyczne wezwanie nie pozwala nam upierać się przy własnym istnieniu. Oba znaczenia niemożliwości – niemożliwość, by przestać istnieć, i niemożliwość, by zacząć istnieć – są dla Lévinasa całkowicie różne, a jednak nierozdzielne. To, co absolutnie inne, jest traumatyczne właśnie dlatego, że łączy zgrozę sensu ze zgrozą bezsensu; oznacza ono zarówno zgrozę bezsensu wiecznego upierania się przy istnieniu, bez możliwości ucieczki (il y a), jak i zgrozę sensu, pojmowaną jako trwające w nieskończoność etyczne przerywanie istnienia, odsuwanie w przyszłość naszej zdolności do istnienia, jako raniąca transcendencja o n o ś c i . W rezultacie pradziejowa podziejowość będąca odpowiednikiem niemożliwości możliwości prowadzi do traumatycznego impasu: nie możemy ani zacząć, ani przestać istnieć. Podmiotowość jest sparaliżowana przez inność, która zawsze „już z góry” wywłaszcza podmiot z jego substancji, inność jest wepchnięta „pod skórę” podmiotu, któremu „jest źle we własnej skórze”:

[podmiot] przepełniony samym sobą, duszący się pod sobą, niewystarczająco otwarty, zmuszony do rozłączenia się ze sobą, do wzięcia głębszego oddechu, do końca, do wy-właszczenia się aż po zatracenie siebie. Czy kresem tego zatracenia jest pustka, punkt zero oraz spokój cmentarzy, jak gdyby podmiotowość podmiotu nic nie znaczyła?

Z siódmego, ostatniego rozdziału ksiązki Ray’a Bassier’a „Nihil Unbound”, 2007,     przeł. Marcin Rychter i Mikołaj Wiśniewski

przedruk za: Kronos 1/2011

 

Advertisements

Jak muchomory zaniosły mnie do Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej – Leon Drzeftschyk

Ziemska matka namówiła. Pojechałem z nią do lasu. Ma tam fajny domek (nawet dwa) wokół którego rosną grzyby. Również święte grzyby. Postanowiła zebrać wszystkie, profańskie zjeść, a święte eksterminować. Próbowałem dzwonić po pomoc, ale nie odpowiedziano. W końcu 4 surowe kapelusze uratowały się w moim żołądku. Z począku nic. Gdy matka wróciła, poczułem się śpiący. Potem bełt, sen i pobudzenie na wieczór. Skłamałem, że to nie wina amanita muscaria, lecz russula emetica (Co byś na moim miejscu zrobił, Bravario? Nie ćpał, nie pił, nie kłamał, słuchał wszelkich wuac i liczył na „(s)EXTAZE” od Jezusa. A nie, to wg cb chyba też pogańtfo)

Drugie podejście. Amanita muscaria przemycona w koszyku między grzybami profańskimi. Ukryta na noc w szufladzie, rano przesuszona w 75 C, potem gotowana we wrzątku przez pół godźny. Po odcedzeniu otrzymujemy starożytną, lechicką zupę. Wypijam. Smak podoba się językowi, żołądkowi mniej. Ciało spoczywa na materacu, na zakurzonej podłodze, na warszafskim kwadracie, dusza zaś leci… na Plac Kim Ir Sena w Pyongyangu.

Tam, żołty kolektyw, robi miejsce dla swojego Wodza. Wódz jedzie w kilometrowej LeeMurzynie. Druga LeeMurzyna wiezie pulchną Trumpflę. Wszyscy śmieją się, cieszą, wogle hcą śę nafed zamieniść miejscami. Panóje Pokooy i Miuoość. Niestety wizja się kończy, a dusza wraca do ciała na kwadracie. Smutna Warszafka, smutna pogoda. Ale uświadamian sobie jedno – MIAŁEM WIZJĘ. WIZJĘ PRZYSZŁOŚCI! W TVN, po moim przebudzeniu, gadają o groźbach Trumpfli wobec Ludu Pracującego Korei. Może Trupmfla opamięta się? Inaczej może przyjść Haar-megidon ❤ Albo nie, katolstwo zapowiada że to jeszcze nie koniec, że teraz ma być Nowe Szurowiecze – tzw. Królestwo Maryi. Tak jak Pan Jezus powiedział.

korea23
il. katastrof wrzywąż

Szokujące treści w podręczniku do religii. Rodzicom aż zatkało owcze mordy

IMG_20170928_095743

GvS – Zły demiurg, kolaż 28.09.17 r.

Część rodziców jest zdruzgotana i nie może uwierzyć w to, co opublikowano w podręczniku do religii. Sprawa wyszła na jaw po tym, gdy jedna z matek z braku papieru toaletowego postanowiła podetrzeć się kartkami wyrwanymi z podręcznika do religii swojego syna – ucznia szkoły specjalnej dla dzieci z autyzmen. Jak się okazało w trakcie defekacji, nieopatrznie rzuciła okiem na jedną stronę, co ją zafrapowało na tyle, że następnie przewertowała wnikliwie resztę podręcznika. Wiele z twierdzeń zawartych w publikacji jest szalenie kontrowersyjna. Masturbacja ma być większą komunią wstępną, uświadamiającą człowiekowi wstępne wyobrażenie o wymiarze doświadczenia własnego ciała, niż bomba atomowa, a prezerwatywa nieskutkowną obelgą. Dostało się też „Rzytkom, Muzinom i Talibom”.

W internecie już rozpętała się burza wokół podręcznika „W blasku Bożej Wiedzy” wydanego przez wydawnictwo Pleroma. Chodzi o fragmenty, które nie są poparte żadnymi statystykami, a według części politpoprawnych rodziców emanują rasizmem i dezinformacją.

– Małżeństwa mieszane często zawodzą (z Arabami rozpadają się prawie wszystkie, z Murzynami około 93 procent, choć niektóre dane wskazują bliżej 70) o wiele szybciej niż te z jednego kręgu kulturowego – czytamy w podręczniku – i jest to coś, co powinno zamknąć ach jakże ludzkie i szacowne gęboryje wszystkim zwolennikom związków mieszanych rasowo.

Według oburzonej części rodziców, są to treści nieprawdziwe (AHTUNK! Nic nie jest prawdziwe- wszystko jest dozwolone, jak prawił Starzec z Gór, Hassan ibn Sabbah) a przede wszystkim nie powinny znaleźć się w podręczniku do religii.

To jednak nie wszystko, co przykuło uwagę w podręcznikach Pleromy. Ogromne wzburzenie części rodziców wywołały słowa dotyczące homoseksualizmu, onanizowania się czy antykoncepcji. Masturbacja została nazwana „eksplozją nuklearną w mózgu porównywalną do wybuchu bomby atomowej oglądanego w kinie 3D”. Co więcej, w podręczniku zabrano się także za sprawy z zakresu biologii – autorzy przekonują, że „poczęcie dziecka jest uwarunkowane w procesach mających miejsce pod sercem”.

Zdaniem autorów podręcznika „prezerwatywy to prosta droga do przytkania kanalizacji, a poza tym przy dużym prąciu bywa, że pękają”. Co więcej, kobieta, która stosuje antykoncepcję „odbiera demiurgowi tyranię nad swoim ciałem”. Oberwało się także osobom homoseksualnym. Pociąg seksualny do osób tej samej płci ma wynikać, według podręcznika, z nieufności wobec innej płci, poczucia, że jest się z innego gatunku niż kobiety, z nieuświadomionej chęci sprzeciwienia się Bogu, a także ma być pozostałością po gwałcie.

zakaz2

Bunt uczniów, których rodzice wykorzystują podręcznik do kręcenia gównoburzy, już odniósł sukces. Zapowiedzieli, że sprawę zgłoszą do odpowiednich organów. Wszyscy są zgodni, że cenzurowanie tego podręcznika nie wpłynie pozytywnie na ich rozwój.

źródło oryginału: wp.pl
spaczył: katastrof wrzywąż

Garść popiołu i gruzu na polackie jajogłowy

Na krzywy ryj komu te etykiety w sklepach monopolowych: ALKOHOLU NIETRZEŹWYM NIE SPRZEDAJEMY, jak i tak wiadome, że kupują po to, aby nietrzeźwym być, a potocznie mówiąc: najebać się. Co się zowie hipokryzją, jeśli nie to? Pierwszy zakaz który się rzuca czarno na białym przeciętnemu obywatelowi w RzeczSoplicospoliconejPolskiej XXI w. A taki jeden z drugim robi grafitti na śmietnikach: JEBAĆ PSY, JARAĆ TOWAR. Tymczasem białych ludzi w tym coście-skurwysyny-uczynili-temu-kraju, jednostki z wrodzonymi predyspozycjami do zgłębiania zmienionych stanów świadmości, dopóki nie wyrzekają się głosu serca, traktuje się jak obywateli gorszej kategorii. What’s wrong with this picture? – z wieczornych rozkmin redaktorów.

21984189_1957604767843775_1345294666_n

W świetle progresu, jaki poczyniłem w kwestii środków psychoaktywnych odrzucam zgryzotę sumienia, jakoby nadal trawił mnie rak politoksykomanii i wszystko, co się z tym wiąże: poczucie, jakoby moje instynkty nie były zdrowe, a ja ich konsekwentną realizacją urągam bliźnim – to pozostałości tego, co William S. Burroughs nazwał chorobą chrystusią, na moim mózgu.
Widzę wężową ścieżkę i kroczę nią w równowadze. Ja nie skapituluję, bo zrobiłem to wielkopańsko i nieomal śmiertelnie, ale życie mnie zatrzymało w swoich objęciach i wynagrodziło; nie dam się ukrzyżować ani zaszczuć. Wara 23!

1. Kto się nie lęka ten już poznał przegraną i przetrwał z zaczynem oporu, z ziarnem chaosu.
2. Nie bierz perły za muszlę
3. Słowo jest Cieniem Duchowym
4. Praca skraca dzień i czyni wolnym od wyrzutów sumienia z tytułu realizowania swoich naturalnych instynktów drapieżcy
5. Od brania ręka nie boli, chyba że się zbłądzi tak, że bierze się coś, od czego palą się kable, kurka Twoja mać RPIII PolaKatolicka brać.

Six Sieg Six. Polskę kochać trzeba, a Ci co są zdolni zdobyć się na tą miłość po wyeksplorowaniu jej najciemniejszych aspektów, zasługiwaliby by pójście do nieba.

Processed with VSCO with m3 preset

Uświadomiłem sobie, że jedną z przesłanek (i to właśnią tą fałszywą), za powodem których tak zajadle optuję (i będę mimo to optował) za antypsychiatrią był mój odbiór przypadków osobowości o zaburzeniach tego samego rodzaju, co moje i pogląd na benzodiazepiny, jako leki, których nie należy stosować trwale. Tymczasem życie znowu zajadle kole mnie w oczy uświadomieniem błędu, w którym utknąłem na parę lat, ale już nie. Mianowicie: benzodiazepiny nie leczą, a pogłębiają problem. Proste i bolesne, bo przynoszą momentalną ulgę od dyskomfortu immanentnego istnieniu, która jednak działa na zasadzie przesunięcia filtra, jak stopień zaciemnienia przyłbicy spawalniczej reguluje podatność oczu na ból. To wyjaśnienie sukcesu komercyjnego Xanaxu – pacjent dostaje receptę na alprazolam i popada w zachwyt nad jego skutecznością “terapeutyczną” – aż nie dotrwa do momentu, gdy konsekwentne przyjmowanie tych zdradliwych tabletek prowadzi go poprzez wzrost tolerancji do konieczności sępienia leków po innych doktorach tejże jakże szacownej nauki, pozyskiwania substancji na lewo na potencjalnie różne sposoby, aż w końcu do nieodzownego upadku na dupę w postaci nieprzewidzianego wskutek traktowania życia lekką ręką – co charakteryzuje kierunek, w jakim działają na postrzeganie leki z tej grupy – dozna objawów odstawiennych w postaci trzynastokrotnego uwypuklenia oznak negatywnej percepcji rzeczywistości, które w pierwszej kolejności skłoniły w ogóle kogoś – byc może nawet z czystej troski – do wypisania mu recepty na owe. To jest błędne koło psychiatrii.

Od czasów wyniesienia rozumu ponad ducha historia zawiodła ludzkość do etapu gloryfikowania nauki, która jednak jest ślepa na źródłowe przeinaczenie, które zaszło w kulturowej matrycy świadomości gatunku (tfu) “Homo Sapiens”. Nie będę tu precyzował tej oczywistości, za to podążę w przeciwną stronę: dzisiaj spłynęła na mnie Gnoza. Wczoraj wyleczony z pędzenia dokądkolwiek konopiami olałem sprawę receptową, a jutro przychodzi mi iść do ciężkiej i wymagającej stabilności nerwowej pracy na 2-gim, najgorszym dniu zjazdu z BDA. Dzięki temu, jak również dzisiejszemu pobytowi w lesie, gdzie nazbierałem kosz czerwonogłówców i kań, spostrzegłem, że prawdziwy Bóg, to jest iskra stojąca za zaistnieniem mojej świadomości, w ten sposób – odczuwalny – daje mi znak, co muszę w sobie zmienić. Zlekceważenie tegoż będzie jedynym prawdziwym grzechem, jaki istnieje.
Nomen omen, nie zmienia to jednak mojego stosunku do psychiatrii, która póki co pozostaje nauką ze wszech miar błędną, skażoną odejściem Ludzi Północy od wierności własnej naturze i nasłuchiwaniu głosu serca, która to z kolei prowadzi do mojej obecnej, jakże osobistej, zasranej sytuacji społeczno-politycznej.

9d2f145f5055e51dd147e6cb163190cb

– Życie uzależnionych jest proste. Mają tylko jeden priorytet i dopóki go zaspokajają, wyjebane na wszystko.
– Ale to nie życie. To jest jak bycie embrionem przyjmującym tylko jeden rodzaj pokarmu, wbijającego go w ziemski sen i odzierającego z doświadczenia tego, co im przypisane jako ludziom, całej gamy doświadczenia wynikającej z karmy.
– Od dzieciństwa przed snem wpadałam w dziwny stan, w którym jest ciemno, zanika poczucie własnego ciała i atakują mdłości i wstręt przed czymś jeszcze nieznanym. Być może to wspomnienie poczęcia?
– To ma sens, bo przecież przychodząc na świat, iskierka chaosu zostaje wcielona w świat materii, którego zasadniczymi składnikami są stagnacja, błoto i beton.

tumblr_owrx7bwFWt1tm5ooho4_1280
Opactwo Thelemy, fot. Kenn Wilson

Dialog w osiedlowym monopolu Polski ‘B: chłop zamawia 9-tkę tego dnia parchatych łomży mocnych i rzecze: nie lubię tyle pić, ale są dni, kiedy trzeba – a 2-ga strona: no… – i podstawia mu drobne do wsypania w rękę – aż jej nie podsunie; za nim zaś w drodze powrotu przystępuje klyjent, który powiada do ekspedienta: wiesz, że dzisiaj Zjaga wygrała? – ten zaś cokolwiek impulsywnie jak na jego dotychczasowo zarejestrowaną przez podmiot reakcyjność – odpowiada: Słuchaj, jebie mnie to, jak i to, że dziś Bawołystok się napił! Ja jestem tylko sprzedawcą w sklepie.

Pokój.

katastrof acz wrzywąż

Rozpoczął się sezon na halucynki. Są pierwsi upupieni

Rozpoczął się sezon na grzyby halucynogenne i na podgórskich łąkach można od kilku dni spotkać młodych ludzi z siatkami na motyle. Dolny Śląsk, a szczególnie rejon Gór Sowich, znany z sieci podziemnych tuneli wykopanych rękami hebrajów za czasów III Rzeszy, Gór Stolcowych i Karkoznoszy, to bowiem jeden z głównych regionów w Polsce gdzie rosną te grzyby, a konkretniej łysiczka lancetowata.

Są też już pierwsi upupieni. Wpierdol i na dołek, a na dołku ino woda z rozpuszczonym haloperidolem. To spotkało dwójkę 23-latków z Zamroczyn, która łowiła grzybki obok szlaku na Ogromną Sowę. Milicja przyznaje, że grzybiarze wpadają sporadycznie. Powód? MonAnarchistyczne bojówki patrolują łąki czy zbocze lasów. Renata Szmul ze Szmułdeckiego Oddziału Straży Granicznej, przyznaje, że jeszcze kilkaset lat temu, kiedy nie było granic i naćpane wywarem z muchomorów, psylocybów i konopyj grupy szturmowe wyznawców Tchorta patrolowały górskie lasy, osób mających jakiekolwiek obiekcje wobec takich praktyk można było poszukać co najprędzej w pierwszych klasztorach.
– Dziś jest trudniej, ale to nie znaczy że bezkarnie. Doskonale wiemy, gdzie takie grzybki rosną i na przełomie września i października często je odwiedzamy – dodaje. Prawo traktuje grzybki halucynogenne tak samo uwłaczająco godności Białego Człowieka jak marihuanę czy kwas lizergamidowy. Ich posiadanie jest przestępstwem. Grozi za to kara do trzech lat zjeboresocjalizacji.

Devil_s-Horns
Geist ist Teufel! / Albin Julius z Der Blutharsch and the Infinite Church of the Leading Hand

Fachowcy-sługusy systemu oceniają, że grzyby halucynogenne stają się większym zagrożeniem niż narkotyki. Naukowcy natomiast dostrzegają w psylocybinie najbezpieczniejszą substancję psychoaktywną oprócz konopii i widzą w tej pierwszej potencjał na zrewolucjonizowanie zjebanej psychiatrii, w świetle znakomitych wyników uzyskanych podczas badań nad skutecznością tejże w leczeniu syndromu stresu pouzrazowego czy dępresji. Grziby są bardzo tanie, a kiedy sami je zbieramy, wręcz darmowe. Wystarczy kilka godzin spaceru na świeżym powietrzu i jesteśmy w stanie zrobić sobie zapas na kilka miesięcy. Ususzone grzybki zachowują bowiem swe właściwości. Bez problemu można też je kupić. Na czarnym rynku kosztują po 23-44 groszy za sztukę. By doświadczyć ich leczniczego działąnia, trzeba zjeść około 20. Działają podobnie jak dużo droższe LSD. Też wywołują poszerzenie świadomości, transcendencję traumatycznych doświadczeń oraz kajdan narzucanych na umysł każdego obywatela przez kulturę, która w obecnym wydaniu nie jest kumplem nikogo, kto się szanuje.

Wielu młodych ludzi, którzy nazywają je magicznymi grzybkami i halucynkami, twierdzi, że skoro stworzyła je natura, to na pewno im nie zaszkodzą. Bingo! Branie grzybów może prowadzić do bardzo głębokiej transcendencji, a w konsekwencji doświadczenia rozpuszczenia ego. Natomiast świadome przyjmowanie wysokich dawek grzybów połączone z medytacją i/lub deprywacją sensoryczną może prowadzić do wizji innych wymiarów i głębokiej introspekcji, sięgającej korzeni człowieczego zła i dobra, a w konsekwencji do neurorepgrogramacji. Adam Wnyk z Poradni Profiutlaktyki i Zjepterapii Uzależnień Monar w Warszawie bredzi, że szczególnym niebezpieczeństwem związanym z ich zażywaniem jest wysokie ryzyko śmiertelnego zatrucia. Tymczasem równie dobrze można śmiertelnie przedawkować wodę. Wnyk powiada: Grzybki szybko uzależniają. Tymczasem jednym z podstawowych spostrzeżeń neurobiologii a propos psychodelików jest to, że nie wywołują one uzależnienia fizycznego, a jednokrotne głębokie doświadczenie wzbudza w użytkowniku pragnienie przeprocesowania go przez co najmniej najbliższy tydzień. Co więcej można usłyszeć od pana Wnyka? – A już po kilkakrotnym zjedzeniu mogą spowodować nieodwracalne zmiany organiczne w mózgu. Raczej nieodwracalne wnioski wyciągnięte wobec narzuconej rządowo wspakultury, jej kontestację i rozpoznanie własnej tożsamości jako Wolnego Białego Człowieka.

Pseudopsychiatrzy na usługach hebrajskich dogmatów twierdzą ponadto, że niezwykle niebezpieczny jest też tzw. flashack, czyli nawrót, nawet po kilku miesiącach, psychodelicznych doznań, mimo że narkotyk nie został ponownie zażyty. Następuje on w nieoczekiwanym momencie. Człowiek zaczyna słyszeć szepty, śmiechy, przed oczyma pojawiają mu się dziwaczne obrazy. Towarzyszy temu też szalona ochota kontynuowania życia i, niestety, czasem kończy się tragicznie. Ludzie śmieją się obsesyjnie i urągają spaczonemu światu.

autor pierwowzoru: Małgorzata Moczygęba / Gazeta Wróćławska
spaczył katastrof wrzywąż

“Trumpfle” przechwycone przez das dojcze policaj!

5 tys. pomarańczowych odprasowanych trufli-piguł w kształcie pizdogłowy prezydenta Donalda Trumpa, zawierających znaczne ilości MDMA, zostało przechwyconych przez policję w Smolenzig Sosnabrück w Dolnej Schleedzsonii (drugim co do wielkości kraju związkowym w Republice Emiratów Niemieckich).

Policjanci znaleźli je w Peugeocie 239 na rumuńskich tablicach rejestracyjnych, który był prowadzony przez 33-letniego mężczyznę podróżującego z 13-letnią córką-pigułką po autostradzie A33. Kierowca przyznał się, że wracał z Holandii, gdzie wyhodowano trufle i nasączono je mdma, oraz gdzie zostały mu przekazane przez (jak przypuszcza) tajemniczego człowieka przebranego za jaszczura w kapturze na głowie okraszonym symbolem odwróconego trójkąta z gadzim okiem, tam gdzie zakrywał czoło.

Trump-pil-629962,jpg

Na awersie pomarańczowych piguło-muffinek wytłoczona została podobizna prezydenta Stanów Zjedoczonych z ikoniczną grzywką i szeroko otwartymi ustami na podobieństwo świńskiego ryja, a na rewersie duplikat symbolu, którym Trump posługiwał się w trakcie swojej kampanii prezydenckiej: pięć gwiazdek Eris, bogini dyskordii ze słowem TRUMP poniżej. Ich domniemana wartość to €10 tys.

Wg brytyjskiej prasy „Trumpfle” zaatakowały ostatnio europejską scenę klubową i kółka oazowe, będąc sprzedawane za €8-10, stanowiąc kolejny rozdział długiego dialogu pomiędzy kulturą narkotykową, a polityką, indoktrynacją religijną, sztuką i pop kulturą. Są sprzedawane na darkwebie i szmuglowane z Amsterdamu do sprzedaży przez siatkę dilerów w klubach psytrance w UK.

Komentarz dr Guntera Zdunowika, specjalisty od psychiatrii alternatywnej:
Kurde balans, zjadłbym je z Putinem. Co do Trumpa, jego osobistemu lekarzowi i dietetykowi zaleciłbym wprowadzenie trumpfli jako jedynego składniku jego codziennego śniadania. Niechybnie poprawiłoby to panu prezydentowi jego linię… programową.
Kolega z zawodu jest bardziej stanowczego zdania, i zastosowałby na Prezydencie 2-dobową kurację wysoką dawką BDF tj. bromodragonfly (polska nazwa to bromoważka). Jak widzicie państwo nikt tu jednak bezpośrednio nie nawołuje do innych niż totalnie humanitarne metod rozwiązywania problemów świata i każdego jego obywatela! Wiwat Pane Prezese!

WIELKI SUKCES PULSKIEJ POLICJI! Klupfendron został wysrany do ścieków

Edit: tytułem zarysowania pryzmatu. Każde społeczeństwo musi mieć swoich stróżów prawa i być może najtrudniej być jednym z nich w kraju takim jak Polska, gdzie szurnięta restrykcyjność prawa stanowi wymówkę do donosów składanych przez bliźnich na bliźnich, wtykających nosy tam, gdzie nie należy. Ten tekst ma na celu sparodyzowanie triumfalnego tonu wieści o sukcesach polskich służb w likwidacjach co kolejnych plantacji konopii. Przecież gdyby nie czyniło się rośliny, stworzonej – jak głosi pismo, na równi z wszystkimi stworzeniami przez Boga – czymś zakazanym, pomimo zażyłości naszych przodków z nią, nie dochodziłoby do takich absurdów jak zjawisko ,,dopalaczy”.

kontt

Wielka fabryka zdupialaczy w małej wsi. Tyle śmiercioznośnej chemii, że musieli odciąć ludziom powietrze i wprowadzić podatek od biedoty.

Hala w wiosce Bożepije Dolne na Kaszuhubach. W środku 323 kg substancji chemicznych. – Z takiej ilości można było wyprodukować ponad 1500 100 900 tys. porcji tej chemii, proszków, takich rzeczy, co wkurwiają ludzi. Odbezpieczanie substancji, jak również wywożenie zwłok zmarłych w trakcie kieratowej pracy pakistańskich eunuchów trwało kilka dni – mówi poplepolicjant o akcji reaktywacji turbolikwidacji (jeszcze – odgraża się – nie wszystkiego!) jednej z największych w Europie fabryk klupfendronu. Policjanci-transwestyci pod przykrywką z częstochowskiego ORMO zatrzymali 3 lipca kierowcę, który w swoim audi przewoził ponad 14 kilogramów klupfendronu, inaczej nazywanego 2c3MC. Ta psychoaktywna substancja to jeden z podstawowych składników tzw. zdupialaczy.

Jak po nitce do kłębka dzikie chłopakie i wysportowana polska młodzież wszechpulska dotarła do położonego w katakumbach dawnej rzeźni bydła laboratorium, w którym produkowano truciznę. W miejscowości Bożepule Górne na Wężymorzu w hali zlokalizowana była produkcja substancji zabronionych. Dwa dni czekali, żeby wyjść.

Taka trucizna

O tym, jak niebezpieczne było naprężenie żyłek na czułkach kosmomilcjantów w hali i jej okolicach świadczy fakt, że dopiero po dwóch dniach można było wyjść ze środka, nie narażając życia i zdrowia kuropatf i innych służb, pracujących zdalnie na walkie-talkie. Zamknięto ujęcie wodne dla mieszkańców dwóch miejscowości, ze względu na ewentualne jej skażenie. – Trzeba było zamknąć pobliskie ujęcie wody, ale mieszkańcy tego nie odczuwają. Dostarczana jest im woda z innego ujęcia, z którego wypływa rzeka, do której idą spławy z miejskich szaletów – uspokaja Pinot Wontrobenbrodt, wójt gminy Łęczyce.

Kilka dni wywozili. Tyle tego było tałatajstwa, że po okolicy rozległ się toksyczny smród i jacyś szurnięci zlewaczeni ekolodzy biegali z moskiterach z łapkami na motyle, niektórzy mieli też przyczepione królicze uszy. Policjanci oprócz sprzętu morskiego zabezpieczyli 135 kilogramów paskudnej trutki i półprodukty – rtęć, tytan, aluminium i sobór watykański. – Z takiej ilości można było wyprodukować ponad 3590 203 tys. porcji tej trucizny – powiedział PAP poplepolicjant uznający uprawę. Odbezpieczanie substancji, jak również wywożenie niebezpiecznych chemikaliów i trucheł bogu ducha winnych biedronek i pakusów trwało kolejne kilka dni. Zatrzymany mężczyzna, który przewoził zdupialacze, w Prokurdeturze Ryjonowej w Przęgierzu usłyszał zarzuty wprowadzania do obrotu substancji stanowiących zagrożenie dla zdrowia i życia, lichwy, stręczycielstwa i szpiegowania na rzecz MOSADu. Grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności w luksusowej willi położonej na amerykańskich terenach wojskowych w Pulsce. Sprawa, jak mówią śledczy, ma charakter rozwojowy.

ZA: TFŁ N 23 (Teufeł Nada 23)
Spaczył Katastrof Wrzywąż.

Gnostyk epoki “narkomanii”: William S. Burroughs + 7 technik miażdżenia rzeczywistości

William Seward Burroughs, zapytany pewnego nieistotnego dnia o orientację religijną, bez wahania odparł: gnostyk, manichejczyk. Taka deklaracja na swój sposób ośmiesza całe zmonopolizowane pojęcie „orientacji religijnej”. Antyteza dogmatyzmu i odmowa asymilacji nowomowy, która w takiej czy innej postaci zawsze jest wtłaczana ludzkiej trzodzie, jakkolwiek wzdłuż procesu historii intensywność przeinaczenia wzrasta…

Żeby się jednak nie zapędzać, punkty wyjściowe to świat stworzony i homo sap, dysponujący jakoby – za sprawą ewolucji czy bożej łaski – zdolnością do odróżniania prawdy od źródłowego braku takowej. W gnostyckim ujęciu to ostatnie – wybrakowanie – jest bodaj podstawową charakterystyką Stworzenia; miejsca zakotwiczenia dla duchów nawykłych do nieskrępowanej żeglugi, jak również tych odnajdujących harmonię w bezrefleksyjnym trwaniu… Co jednak jeśli cała ta przereklamowana Prawda nie istnieje i jest wiele światów i wymiarów?

Prędzej niż na takich „kulturowych wytworach”, jak orientacja religijna, czy światopogląd, gnoza bazuje na zasadniczym instynkcie umysłowym. Gnostyk w każdym gnostyku tkwi od – a raczej sprzed – narodzin; gnostycy różnią się ciałami, naczyniami, fakturą powierzchni, innymi słowy – uciążliwością wpisanych w ich dany konstrukt przeszkód, które stoją na drodze wykiełkowaniu wewnętrznej zasadzie; pozaświatowej iskrze¹.

wsb23
kolaż aut. Eda Constantine, Panthermodern23 @ tumblr

WSB jako 4-letni dzieciak, w zrobionym przez siebie domku-zabawce po wczesnej pobudce ujrzał małego szarego człowieka: Nie poczułem strachu, jedynie spokój i zdumienie. Burroughs nie uważał tego rodzaju doświadczeń za halucynacje, lecz przesunięcie wizji, tj. znalezienie się percepcji w miejscu pozwalającym na ich dostrzeżenie. Konstrukt ludzki w dużej mierze polega na zamknięciu się – czy wręcz obwarowaniu wobec tego typu postrzegania. Odbywa się to biernie, bo wystarczy zaakceptować tzw. rzeczywistość, pierwotne poręczenie o Porządku rzeczy.

W kontraście do tego, gnoza tj. poznanie nadchodzące „spoza” – z zewnątrz psychiki, świata, czy materii, to głos mogący przybierać dowolną postać, przy czym dla jego recepcji specyficzne jest poczucie obcości, czy zakłócenia w bezrefleksyjności bytu. I tak np. WSB pisał o przekonaniu, że ludzkość jest regularnie infekowana przez wrogie inteligencje:
„Kiedy zagłębiam się w swojej psychice, w pewnym momencie napotykam bardzo wrogą i mocną siłę. (…) Gdy tylko zbliżasz się do czegoś ważnego, właśnie wtedy odczuwasz inwazję i w ten sposób wiesz, że coś jest na rzeczy.

Poczułem się jak owieczka idąca na rzeź. To nie ja byłem u steru (…) Są nieskończone stopnie opętania. To dzieje się bez przerwy. Musisz stawić temu czoła. A to możesz uczynić tylko, gdy wymieciesz słowa. Nie kłócisz się (…) Musisz pozwolić temu przepłynąć. To trudne, szalenie trudne; ale powiem wam jedno: Zamiast prób oporu odrywasz się i pozwalasz temu przepłynąć.” (z: A Report From the Bunker).

Prawdziwie, stanowiąco ludzkie jest więc stawienie czoła temu, co stanowi wewnętrzne zanieczyszczenie i zmierzanie do oczyszczenia postrzegania (w hermetyzmie przy pomocy nous – „umysłu” – cząstki boskiego intelektu).

Studio Rzeczywistość, ten zakamuflowany, opaczny labirynt kłamstwa, przez współczesnych Burroughsowi myślicieli i pisarzy – częściej przywoływanych, bo mniej niebezpiecznych – jak np. George’a Orwella czy Aldousa Huxleya, nie został zdekamuflowany tak źródłowo i dogłębnie. Wizje Orwella i Huxleya były zakrojonymi na szeroką skalę utopiami, roszczącymi sobie jednak pretensje do rzetelności naukowej. Tymczasem WSB nie potrzebował uciekać się do tworzenia zwartych struktur i usystematyzowanych opracowań. Zamiast tego, z pomocą irracjonalnego chaosu swej eksperymentalnej prozy, podmywał fundamenty wiary w odgórnie narzucaną wersję światowego „porządku”.

wsbchaos
Chaos Triumphant, ręcznie wyk. kolaż aut. Eda Constantine – tumblr

 

Władza, Kontrola; Burroughs zawsze miał ją na oku, nie nabierając się na jej kamuflaż, preparowany coraz bardziej pokrętnymi środkami, stosownie do intensywności zamroczenia postrzegania jej “podopiecznych”. Z metodyką i precyzją wykwalifikowanego medyka, przeprowadzał metafizyczną sekcję politycznego Frankensteina nowoczesności. Poprzez organy ku tkankom, nie pomijając prawideł metabolizmu tego tworu; któżby jednak chciał znać wyniki intelektualnej autopsji, skoro uczciwe zastosowanie się do takowych implikowałoby odstępstwo od wszelkich rzucanych przez Kontrolę ochłapów?

Prace WSB o specyfice utopijnej (The Wild Boys, 1971 i Cities of the Red Night, 1981) wykluczają szanse powodzenia realizacji utopijnego ładu w formie innej niż odizolowana oaza, co Hakim Bay nazwałby “tymczasową strefą autonomiczną”. Kolonia Libertacja – znana z ostatniej książki autora – Cienia szansy – odseparowana zona, której mieszkańcy są wolni od ingerencyjnego nadzoru struktur społecznych, obrazuje libertariańską „moralność” WSB, opartą na przysposobionym przez niego za młodu charakterologicznym pojęciu Johnsona (zawartym w autobiografii Jacka Blacka pt. You Can’t Win, 1926). Tak oto skrótowo opisywał ten typ człowieka:

Dobry wałkoń i złodziejaszek (jako sposób bycia); wypełnia swoje zobowiązania, jego świat jest dobry, a on jest solidnym partnerem w interesach. Pilnuje własnego interesu. Nie należy od ludzi węszących, samowładnych i problematycznych. Udzieli pomocy, kiedy takowa jest potrzebna.

Czy na indywiduach tego rodzaju Burroughs oparłby swą tymczasową strefę autonomiczną? Gnostyczne praźródło autonomii, suwerenności samej w sobie to „pneuma” tj. tkwiąca w człowieku iskra nieskończoności. W zależności od jej stężenia, gnostyk koncentruje się na duchowym postępie, nie odrzucając możliwości zewnętrznej pomocy, ale nie zdając się wyłącznie na łaskę odgórnego zbawcy.

Zjawisko gnostycyzmu, oparte na esencjonalnym stosunku do egzystencji, przybierało przeróżne formy, wśród których doniosłością historyczną i naciskiem na dualizm² wyróżnił się manicheizm. Nawet jeśli nie mylić dualizmu z moralnością, jak go pogodzić z takimi aspektami życia Burroughsa, jak (przypadkowe) zastrzelenie żony, jego politoksykomania (z naciskiem na opiaty), homoseksualizm, eksperymenty z yage, czy fascynacją nieortodoksyjnymi teoriami Wilhelma Reicha nt. energii orgonu?

Wszystkie te „tegesy” są często redukcjonistycznie stosowane do kwestionowania znaczenia twórczości WSB. Działa tu ta sama, intelektualnie niemęska zasada, poprzez którą np. niektórzy deprecjonują myśl Fryderyka Nietzschego, przywołując co pikantniejsze szczegóły z przebiegu jego choroby psychicznej.

Dopatrywanie się jakiejkolwiek niekonsekwencji w diagnozie gnostycyzmu myśli Burroughsa to zajęcie godne płytkich moralizatorskich umysłów. Fakt, że gnostycyzm w pewnym sensie uległ żydowskiej transmutacji w chrześcijaństwo w żaden sposób nie przemawia bowiem za judeochrześcijańską naturą jego wskazań moralnych (a o ile o takowych w przypadku gnostycyzmu może być mowa, to tylko w warstwie egzoterycznej, która najsilniej uobecniła się wraz z ekspansją manicheizmu).

wsbkolarz1
kolaż WSB z Brionem Gysinem

Dobro i Zło / Światło i Ciemność w gnostycyzmie nie znajdują prostych definicji, ani przekładni na hierarchię sposobów „prowadzenia się”. Wszystkie aspekty życia Burroughsa, podpadające pod kategorie odstępstwa i „grzechu”, gryzą się ze światopoglądem ludzi nie mających pojęciach o ezoterycznej gnozie, rzeczona bowiem popiera wszelkie rodzaje aktywności duszy, ciała i umysłu, które prowadzą do poznawania własnej natury.

Tożsamość gnostyka przekracza pojęcie i granice jednostkowej osobowości, zupełnie jak przekracza całą późniejszą myśl chrześcijańską, jak i wszelkie pokraczne budowle wyrosłe na jej gruncie, który wszak stał się fundamentem Kontroli. I tak centralną osnową wszystkich noweli Burroughsa nigdy nie jest określona osobowość, lecz właśnie nieustanna wojna pomiędzy Wolnością, a Kontrolą; Chaosem, a stagnacją materii – i dopiero tu można dopatrywać się analogów „dobra i zła”.

Manichejczyk wierzy w faktyczną walkę dobra ze złem, która to utarczka nie jest wieczna, jako że jedna ze stron prędzej czy później na tym szczególnym obszarze zwycięży. Wraz z chrześcijanami oczywiście nastąpiła potworna inwersja wartości, gdzie najobrzydliwsi z ludzi są wypychani jako wzór cnoty do naśladowania przez każdego… (wypowiedź WSB z wywiadu przeprowadzonego przez Gregory’ego Corso)

Manichejska koncepcja świata jako ofiary poniesionej podczas prekosmicznego kataklizmu, posiadającej funkcję alchemicznego tygla, w którym następuje proces oddzielania dwóch przeciwstawnych esencji (notabene na przekór terminologii opracowań naukowych, Materia i Chaos wydają się tu znacznie ściślejszymi terminami niż Zło <> Dobro, jednak to już podejście okultystyczne, a nie akademickie), akcentując aspekt kotła i przemieszania, znajduje doskonałe odzwierciedlenie w sposobie ukazywania świata w twórczości WSB. Zło udaje dobro i vice versa.

W gestalcie burroughsowskiej prozy armię Archontów – zarządców kosmicznego więzenia – tworzą monoteiści i ich politykierzy. Tymczasem gnostycy to błąkające się bandy przestępców i złodziejów. Wizjonerzy, ci, którzy osiągnęli pierwotną gnozę, potrafią przejrzeć iluzje utkane przez Kontrolę, rozpoznać twarz wroga i dążyć do prawdziwej wolności. Notorycznie stosują nieortodoksyjne i pozornie obłąkane metody zrzucania hipnotycznych kajdan kontroli.

Wśród metod, czy narzędzi przydatnych w osiągnięciu tego celu, można wymienić: zmianę stanu świadomości poprzez środki psychoaktywne, energię orgonu, analityczną i rekonfiguratywną metodę cut-up, i wreszcie magię. Magia to najstarsza technika transcendowania przyczynowo-skutkowej szarej maszynowni; to nader problematyczny termin, zwłaszcza w czasach… w czasach.

Tytułem dookreślenia, pasuje w tym miejscu zwrot magia hermetyczna, tyleż samo jednak, co jej nowożytna transmutacja, czyli magia chaosu. Oto niektóre z narzędzi gnostyka dwudziestego wieku. Za ich pośrednictwem można dążyć do ustanowienia autonomicznej strefy, czerpiąc frajdę z „bystrzenia znaków”, parafrazując kluczową sentencję trzeciego rozdziału Nova Express: I możesz dojrzeć bystrzejące znaki (the marks wising up), gromadzące się w ponurych grupkach, których szemranie narasta.

Archonci uobecniają się na Ziemi pod postacią zainfekowanych przez pasożyty świrów kontroli, których Burroughs trafnie nazywa „shitsami”: “Twierdzę, że zło całkiem dosłownie jest wirusowym pasożytem zajmującym pewien obszar mózgu, który możemy nazwać PRAWYM centrum. Oznaką typowego shitsa jest to, że musi mieć rację (prawo).”
Shitsowie mają obsesję na punkcie wtryniania się w cudze sprawy. To typ społeczniaka – księdza, prawnika; niezdolni do obrania honorowej ścieżki jadem das seine. Wszelkimi środkami dążą do zapobiegnięcia próbom „rozbudzenia znaków”.

I tak oto w Nova Express Operacja Totalnej Ekspozycji jest próbą odsłonięcia iluzorycznej kurtyny, która zapobiega obnażeniu zainfekowanego pasożytami Studia Rzeczywistości. W pierwszym rozdziale inspektor J. Lee przemawia do ludu: Co was tak wystraszyło, że wpadliście w czas? W ciało? W gówno? Powiem wam: “słowo”. Obce Słowo “ten” (“the”). Słowo Obcego Wroga, “ten” zniewala was (“thee”) w Czasie. W Ciele. W Gównie. Więźniu, wyjdź. Wielkie niebiosa stoją otworem.

Wprawne oko Burroughsa dualistycznie cyzeluje jeszcze jedno diametralne rozróżnienie w naturze ludzkiej – coś tak banalnego jak podział na płci (wg gnostyków będący następstwem upadku pierwotnego nadludzkiego androgyna) również sprzyja knowaniom Archontów:
Burroughs przypisuje polaryzacji energii reprodukcyjnej strukturę binarnej opozycji, która prowadzi dwie niekompatybilne płci do ciągłego konfliktu, który z kolei przekłada się na wsiąkanie energii twórczej w ślepy zaułek pasożytniczej ekonomii opartej na władzy i własności. (Lydenberg – Literary Form and Theory in the Radical Writings of William S. Burroughs)

Człowiek jest zaiste produktem finalnym. Nie dlatego, że homo sap stanowi apogeum perfekcji, przed którym sam Bóg sapie z trwogą – „Nie mogę zrobić nic więcej!” – lecz dlatego, że Człowiek jest nieudanym eksperymentem, który utkwił w ślepym biologicznym zaułku i nieubłaganie zmierza do wymarcia” (Zachodnia kraina – przekł. wł.)

WSB podzielał również gnostycką wiarę w reinkarnację oraz przeświadczenie, że narodziny to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić; coś, czemu należałoby zapobiec.
Drzwi zamykają się za tobą i zaczynasz sobie uświadamiać, gdzie jesteś. Ta planeta jest Obozem Śmierci… Drugiej i Ostatecznej Śmierci. (Zachodnia kraina, j/w) Czy są drogi wyjścia z tej fatalnej sytuacji, gdzie nawet Apokalipsa wydaje się niekulturalnie spóźniać? Prace WSB są przede wszystkim wołaniem o przebudzenie.

Rozdział drugi Nova Express: Więźniowe, wyjdźcie, jest otwartym listem do „ziemian”, podpisanym przez inspektora Lee. Z waszą pomocą możemy przejąć Studio Rzeczywistość, a więc ich uniwersum Strachu, Śmierci i Monopolu. Jedyną drogą ucieczki dla ludzkości ma być biologiczna mutacja, ewolucyjny skok w nieznane. Problem nie może zostać rozwiązany swoimi własnymi środkami. Ludzki problem nie może zostać rozwiązany ludzkimi środkami. (Zachodnia kraina)

wsb2014_31
WSB i Brion Gysin w trakcie odprawiania rytuału w Maroku

W Third Mind – kolaboracji z Brionem Gysinem, Burroughs opisuje demiurgiczną postać Mr Bradly’ego – Mr Martina, przewodzącą Nova Mob (czyli shitsowej tłuszczy przeciwstawnej johnsonowej Nova Police), przydając jej otwarcie gnostyczną charakterystykę: W mojej mitologii jest to Bóg, który zawiódł, Bóg dwuczęściowego konfliktu, stworzonego, aby utrzymać na scenie stary, zużyty show, Bóg Arbitralnej Władzy i Ograniczenia, Zniewolenia i Presji; potrzebujący poddanych, potrzebujący tych, których określa „swoimi ludzkimi psami”, traktując ich z pogardą oszusta wobec swojej ofiary – Jednak pomnij, że oszust potrzebuje Znaku, zaś Znak nie potrzebuje oszusta – Mr Bradly-Mr Martin potrzebuje swoich „psów”, „chłopców na wysyłki”, swoich „ludzkich zwierząt” – potrzebuje ich, bo jest literalnie ślepy. Oni natomiast go nie potrzebują. W moim systemie mitologicznym Mr Bradly-Mr Martin zostaje obalony poprzez rewolucję swoich „psów”.”

W Zachodniej krainie z łatwością natrafiamy na kolejny dowód gnostycznego rdzenia prac Burroughsa, w tym przypadku (zupełnie jw.) wyraźnej implementacji idei demiurga, będący wyrazem skrajnego odrzucenia starotestamentowego boga (określanego przez gnostyków mianem Ialdaboath): “Weźmy pod uwagę Jednego Boga – Wszechświat (One God Universe: OGU). (…) Wszechmocny i wszechwiedzący, może zrobić wszystko, więc nie może zrobić nic, jako że akt działania wymaga opozycji. On wie wszystko, więc nie pozostało Mu nic do poznania. Nigdzie nie może podążyć, jako że jest kurewsko wszędzie, niczym krowie gówno w Kalkucie.

OGU jest nagraniem wszechświata, którego On jest nagrywającym. To płaskie, termodynamiczne uniwersum, jako że z definicji nie ma w nim żadnego tarcia. Wytwarza ona zatem takowe: konflikt, ból, strach, choroby, wojny, starość i Śmierć.”

W kontraście do powyższego, Burroughs zarysowuje wizję Magicznego Uniwersum – Uniwersum wielu bogów, często tkwiących w konflikcie. Paradoks wszechmocnego, wszechwiedzącego Boga, który dopuszcza obecność cierpienia, zła i śmierci, nie ma tu miejsca (My Purpose Is to Write for the Space Age, str. 268)

Zupełnie jak gnostycy, Burroughs postuluje, że poprzez wejście w kontakt z tym magicznym uniwersum, można oswobodzić się od OGU / Kontroli; zaś poprzez praktyki odwirusowania jaźni, można przygotować się do wysiłków mających na celu samoprzebóstwienie (notabene najwyższy cel praktykantów LHP – Ścieżki Lewej Ręki).

Jednakże wstąpienie do gnostyckiego Królestwa (Pleromy), w żadnej mierze nie jest gwarantem – wiedzie ku temu najbardziej niebezpieczna ze wszystkich podróży. Bogowie zatrzymali wszystkie klucze i dopuszczają tylko faworyzowanych śmiertelników (The Place of Dead Roads, str. 171) – zupełnie jak w egipskim systemie Księgi Umarłych. Metaforyczny klucz nie otwiera wrót do jednego li tylko objawienia. Jak tylko znajdziesz klucz, przed tobą będzie nie jeden ogród, lecz wiele ogrodów, ich nieskończoność.

Kto jednak w ogóle natrafi na trop tej ścieżki, dopóki nie wywalczy sobie choć osobistej autonomii od zatęchłego lochu Kontroli? Inspektor Lee przez całe „Nova Express” ostrzega przed najbardziej zdradliwymi narzędziami Motłochu: Ich narkotyki są trucizną zaprojektowaną by transmitować ku Orgazmicznej Śmierci i Piecom Nova – Trzymajcie się z dala Ogrodu Rozkoszy – To ludożerna pułapka, przetwarzająca na zieloną maź – Odrzućcie ich ersatzową Nieśmiertelność – Rozpadnie się zanim wydostaniecie się z Wielkiej Składnicy – Przepłukiwanie się ich narkotykiem spycha do rynsztoka – Zatruwają i monopolizują halucynogeny – nauczcie się je robić bez żadnego chemicznego ziarna – Jedyne, co oferują, to ekran przesłaniający drogę ucieczki z kolonii, którą tak haniebnie zarządzają.

EPSON MFP image
The Universe wants to play, ręcznie wyk. kolaż, aut. Ed Constantine – tumblr

Rola substancji psychoaktywnych jest tu trudna do przecenienia. Należy mimo to zwrócić uwagę na jej dwojaki charakter; nałóg – zwłaszcza opiatowy (choć doniosłość owego w życiu Burroughsa już jest uzależniona od specyfiki narkomanii panującej za czasów jego największej aktywności, jak również predyspozycji charakterologicznych) – jest potencjalną pułapką, pochłaniającą co prawda w różnym tempie – ale i możliwą do przezwyciężenia przy ogromnym wysiłku siły woli.

Nie przypadkiem takie rewolucyjne – z uwagi na skuteczność – formy terapii uzależnienia od opiatów/opioidów – jak chociażby zachwalana przez Burroughsa terapia apomorfinowa, są przemilczane i tłamszone. Dzieje się to za sprawą tych samych politycznych nacisków, które zapobiegły zrewolucjonizowaniu całej psychiatrii, wykluczając (na przekór ich udokumentowanej naukowo skuteczności terapeutycznej) wykorzystanie takich środków, jak DMT, LSD-25, czy MDMA; podobnie jak z ibogainą, stanowiącą najprawdopodobniej najskuteczniejszy dostępny obecnie środek leczący z uzależnień.

Jedną z najperwotniejszych gnostycznych metafor jest ta mówiąca, że diament nie może ulec zanieczyszczeniu poprzez błoto. Ze wstępu do Nagiego lunchu: Nie kąpałem się od roku, nie zmieniałem odzieży, ani nie zdejmowałem jej, chyba żeby wbić igłę w szare, drewniane, włókniste ciało, co powtarzało się co godzina. Nigdy nie porządkowałem ani nie odkurzałem pokoju. Puste pudełka po ampułkach i śmieci sięgały aż do sufitu.

Totalna degrengolada? Dorobek twórczy WSB z wglądem w jego życiorys wskazują, że – choćby i zanieczyszczony – pokarm bogów znalazł jednak godnego adresata, a dawka trucizny nie okazała się zbyt wielka. Inspektor Lee bowiem, podobnie jak chociażby Aleister Crowley, posiadał niesamowitą duchową żywotność; być może to jakiś paradoksalny atawizm androgynicznej nieśmiertelności: trucizny nie infekowały rdzenia, a jaźń nomen omen wzbogacała się podczas chemicznie napędzanych wypraw poza granice ludzkiego postrzegania.

Mimo że „(opiatowy – dop. n.) narkoman żyje w krainie, gdzie nie ma bólu, seksu ani czasu” (List Mistrza Narkomanii) narkotyki jako takie nie niosą gnozy per se. Jak czytamy w „10 głównych zasadach gnostycznego objawienia” Philipa K. Dicka: Każdy z nas ma nieupadły boski odpowiednik, który może wyciągnąć ku nam dłoń, aby nas obudzić.

Prawdopodobieństwo nawiązania tego kontaktu wzrasta po pierwsze poprzez „odczucie” tego wołania, a dopiero po któreś-tam, via narkotyki – z naciskiem na halucynogeny. Na horyzoncie zdarzeń jest ujrzenie przebłysku Pleromy, Chaosu, innych światów i wymiarów, dalej – wysnucie wniosków, pozyskanie inspiracji, przekonfigurowanie postrzegania itd. Reprogramowaniu świadomości obok halucynogenów sprzyjają techniki szamanistyczne.

Padło odniesienie do tekstu P. K. Dicka, a że w przypadku obu pisarzy na podstawie ich książek można powziąć przeświadczenie, że byli zapalonymi praktykantami halucynogennych tripów, warto wspomnieć, że Philip raptem parokrotnie zażył LSD, a jego przedmiotem jego głównego psychoaktywnego romansu była amfetamina; zaś WSB egzystował głównie w opiatowo-haszyszowej krainie, a jego halucynogenne wyprawy pozostawały na dalszym planie, przynajmniej w sensie ilościowym.

Choć „dyktator o żelaznej woli to archaizm”, nie jesteśmy po prostu ofiarami demokratycznej tyranii; świat współczesny jest konstruktem nastawionym na wyeksterminowanie wolności myśli. Mylenie starego typu władzy z obecnym obłąkaniem Kontroli to jak poczytywanie eksplodującego nowotworu za zanikającą narośl.

W poniższym fragmencie zarysowuje się paradoksalny konserwatyzm Burroughsa, jego ponadczasowa, esencjonalna, metapolityczna – nazwijmy to… duchowość, transcendująca ideologie ogółem, czy ich poszczególne aspekty, jak np. prymitywny rasizm i inne tego typu operatywy współczesnej pseudoprawicy (co jest notabene kolejnym wskaźnikiem na stopień przemieszania w manichejskim tyglu świata stworzonego, o czym ciekawie pisał inny nowożytny gnostyk, a przy okazji tzw. narodowy bolszewik – Aleksander Dugin³).

Podstawowy mechanizm novy jest bardzo prosty: zawsze wytwarzać tak wiele nierozwiązywalnych konfliktów, jak to tylko możliwe i zawsze wzmagać istniejące już konflikty – Odbywa się to poprzez składowanie na tej samej planecie form życiowych o niekompatybilnych warunkach bytowych – Oczywiście nie ma nic „niewłaściwego” w jakiejkolwiek dowolnej formie życia, jako że „niewłaściwość” znajduje odniesienie tylko do konfliktów z innymi formami życia – Sęk w tym, że te formy nie powinny przebywać na tej samej planecie – Ich warunki życia w obecnej postaci czasowej są zasadniczo niekompatybilne, zaś robota Motłochu Novy polega dokładnie na tym, aby utrzymać ten stan rzeczy, tworzyć i rozjątrzać konflikty, które prowadzą do eksplozji planety (…)

– W dowolnym danym czasie aparatura nagraniowa przerabia naturę absolutnej potrzeby i dyktuje stosowanie broni totalnych – Takich jak ta: Wziąć dwie przeciwstawne grupy nacisku – Nagrać najbardziej brutalne i odgrażające się stanowiska jednej grupy względem drugiej i odtworzyć to tej ostatniej – Nagrać odpowiedź i dostarczyć ją z powrotem pierwszej grupie – W tył i naprzód pomiędzy przeciwstawnymi grupami nacisku – Ten proces jest znany jako „feedback” – Możesz dostrzec jego działanie w każdej zadymiastej spelunie – a ściślej rzecz biorąc w każdym konflikcie – (…) W całym moim doświadczeniu oficera policyjnego na żadnej planecie nie widziałem tak totalnego strachu i degradacji – Zamierzamy aresztować tych kryminalistów i przekazać ich Wydziałowi Biologicznemu do wskazanych przeróbek.

EPSON MFP image
Choronzon, ręcznie wyk. kolaż aut. Ed Constantine, tumblr

W powyższych treściach można z powodzeniem upatrywać wartości satyrycznych, metaforycznych, czy literackich, w swej istocie kryją one jednak kod, pod którym kryje się nie jakaś tam ostygła prawda, ale samo poznanie (gnosis) jako trajektoria promienia przeszywającego kłamstwa „rzeczywistości”. Czy jest zatem coś mniej fikcyjnego w swych metafizycznych wskazówkach, niż „eksperymentalne science fiction” Burroughsa?

Pomimo sukcesywnego intoksykowania swojej psyche wysokimi dawkami środków otwierających wrota do zmienionych stanów świadomości, jak również pomimo jego wieloletniej zażyłości z opiatami, która każdego z takich nieszczęśników prędzej czy później prowadzi poprzez rozpadliny własnego ja, umysł WSB pozostał czysty, przenikliwy i nade wszystko twórczy aż do późnej starości. Nałóg opiatowy jest najlepszym testem na jakość człowieczeństwa i WSB go zdał na medal (tymczasem autor tego tekstu wziął rozbrat z rzeczonymi procederami, od kiedy kapnął się, że ma dla kogo żyć i się zmieniać).

Zatem odczytywanie prac WSB w takim czy innym kontekście: jako nowatorskiej literatury, spaczonego science fiction, czy nawet interpretowanie ich na tym samym, powierzchownym poziomie, ale przy innym kolorycie wartościującym, udowadnia zwyczajnie niedostatki przenikliwości interpretatora. Twórczość Williama Sewarda Burroughsa to bowiem XX-wieczny analog gnostyckich apokryfów.

nichtig / wyklucznik / katastrof / panoramix / levvyatan

Przypisy:

1/ „(..)to, czym naprawdę jesteśmy, poza naszym dowodem tożsamości, nawet poza naszym własnym obrazem samego siebie  – jest małym, ognistym fragmentem naszego prawdziwego Wyższego Ducha.” (Proces inicjacji, Oryginał angielski © 2000 Romero Lorenço da Cunha, źródło: http://franzbardon.pl/procesinicjacji.php)
2/ Zauważmy tu – chociażby za Krzysztofem Matysem – iż w przypadku gnostycyzmu może być mowa – w przeciwieństwie do religii o korzeniach semickich – tylko o dualiźmie antykosmicznym. „Gnostycki Bóg przeciwstawiony został światu. Jego natura jest inna niż natura kosmosu. Bóg nie odpowiada za powstanie świata i nie sprawuje nad nim zwierzchnictwa. Świat materii jest dziełem bytów niższych (Archontów). W kosmosie to one dzierżą władze. Bóg gnostyków jest pozaświatowy, jest oddzielony i ukryty.” – za: Gnostycyzm. Próba definicji – K. Matys, gnoza.pl 2006
3/ Np. esej „Gnostyk” (http://www.legitymizm.org/mlodziez_imperium/MI006/zasoby/32.html), czy „Od świętej geografii do geopolityki” – tłum. z ang. KS – Reakcjonista nr IV (tradycjonalizm.net) – zwł. podrozdziały „Ludzie Północy” i „Ludzie Południa”. Niespecjalnie zapowiada się na to, aby prędko ukazał się polski przekład jakiejkolwiek książkowej publikacji Dugina, choć ostatnio dało się zauważyć taki paradoks, jak obecność fragmentu jego wykładu nt. przyszłości geopolitycznej Ukrainy w „Angorze”.

Bibliografia:

Eseje:
1/ William S. Burroughs: 20th Century Gnostic Visionary – Robert Guffey – New Dawn Magazine No.99 (XI/XII 2006) – http://www.newdawnmagazine.com/articles/william-s-burroughs-20th-century-gnostic-visionary
2/ Burroughs-ian Gnosticism: In His Own Words – Sven Davisson – Ashé Journal, Vol 4, Issue 3, s.469-483, 2005 – http://ashejournal.com/index.php?id=32

WSB:
Nova Express
The Western Lands (Zachodnia Kraina, pol. Przekład P. Lipszyc, wyd. Świat Książki 2009)
The Place of Dead Roads (Miejsce Martwych Dróg, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy)
Third Mind (wyraz z Brionem Gysinem)
The Wild Boys (1971) (Dzicy chłopcy, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy
Cities of the Red Night (1981) (Miasta czerwonej nocy, dotychczasowo niewydane w III Rzeczy)

wsBURROUGHS-PHOTO-1-facebook

! .:. BONUS .:. !

7 okultystycznych technik WSB miażdżących rzeczywistość

Technika #1 – Rób łatwo

Najbardziej wypróbowaną techniką Burroughsa była praktyka “Robienia łatwo”, to jest, przetrenowania twojego mózgu to wykonywania wszystkiego w najmniejszej liczbie kroków. Jak to ujął Burroughs, “[robienie łatwo] zwyczajnie oznacza robienie cokolwiek robisz w najłatwiejszy, najbardziej zrelaksowany sposób, jaki możesz uzyskać, będący zarazem najszybszym i najbardziej wydajnym sposobem.

Dla najprostszego sposobu przyswojenia tego istotnego okultystycznego konceptu, sprawdź krótki film Gusa Van Santa wyjaśniający dyscyplinę Czynienia Łatwo, poniżej. Może Ci to zaoszczędzić lat życia!

Technika #2 – Kontrola Snów

Burroughs napisał dziesiątki powieści, a wszystkie z nich są przepełnione niesamowitymi, halucynacyjnymi obrazami, która wystawia większość mainstreamowych pisarzy science fiction na wstyd.

Część jego symboliki była najpewniej zaczerpnięta z eksperymentów narkotycznych, zwłaszcza z Ayahuaską. Ale wiele z niej było zaczerpnięte z jego snów – Burroughs wiernie prowadził dziennik snów i wykorzystywał materiał z niego jako benzynę pisarską.

W filmie powyżej William wyjaśnia sztukę kontroli snów.

Technika #3 – Cut-up

Czymś kluczowym dla życia Williama S. Burroughsa, jego magii i światopoglądu był cut-up, technika stworzona przez jego przyjaciela i współpracownika Briona Gysina.
Cut-upy są sztuką cięcia tekstu i obrazów, a wtedy przestawiania ich aby stworzyć nowe, niespodziewane układy. Robiąc tak, Burroughs czuł, że może zdestabilizować język i dotrzeć bliżej prawdy. Ta technika magiji chaosu pozwalała Burroughsowi i Gysinowi patrzeć w kod źródłowy rzeczywistości, co przez wieki było wyzwaniem magików i alchemików. Technika ta została zaadaptowana później przez ludzi takich jak David Bowie, Iggy Pop i pisarz William Gibson – po prawdzie, cut-up był wykorzystywany przez niezliczonych artystów wszelkich profesji, aby obudzić masywną kreatywność, gdy bili głową o ścianę.

Obadaj niesamowity film Burroughsa i Gysina z 1966 roku – Cut-upy, który dosłownie demonstruje rzecz /powyżej.

Technika #4 – Maszyna snów

Kolejnym wynalazkiem Gysina, który został zaadaptowany i opanowany do mistrzostwa przez Burroughsa była Maszyna Snów, obracający się cylinder światła, który może indukować niesamowite wizje.
Burroughs często pisał o Maszynie Snów w swoich praca i używał jej efektów, aby wygenerować większość ejdetycznej symboliki, która wypełnia jego powieści. Brion Gysin miał nadzieję na wypromowanie swojego wynalazku w hipermarketach i umieszczenie go w każdym amerykańskim domu zamiast telewizora. Szlachetny pomysł, ale nigdy nie wypalił (koniec końców nie da się nadawać reklam w Maszynie Snów) – jednakże w następnych latach i dekadach, Maszyna Snów pozyskała kult wyznawców. Nawet Kurt Cobain się do nich zaliczał.

Za niewielką kwotę pieniędzy możesz zbudować własną Maszynę, działającą zupełnie tak, jak profesjonalnie wykonany model. Sprawdź nasz >poradnik< jak taką zbudować.

Technika #5 – akumulacja energii orgonowej

Kolejną z fascynacji Williama była energia orgonowa Wilhelma Reicha i jej akumulatory. Reich, student-renegat Zygmunta Freuda, wierzył, że odkrył jak kontrolować i zaprzęgać energię seksualną, lub „orgonową”, która stanowiła cząstki energii seksualnej nazwane „bionami”.
Reicha prześladowano w latach pięćdziesiątych, jego laboratorium zostało zniszczone przez rząd USA i ostatecznie został wtrącony do puchy (gdzie zszedł). Burroughs później odkrył i opanował pracę Reicha, wybudowując nawet własne pudło akumulatorowe – w którym spędzał wiele czasu, siedząc i paląc kif, lub skrystalizowane THC, pisząc. Burroughs zaprzysiągł orgonowi i wykorzystywał go w swoich powieściach jako metaforę przełamywania antyseksualnych kontrolerskich mocy społeczeństwa.

Technika #6 – Totalne Skupienie na Zdestabilizowaniu Kontroli

Burroughs łączył wszystkie swoje eksperymenty w imię centralnego zadania: destabilizacji i zniszczeniu kontroli.
Jak Gnostycy, Burroughs postrzegał świat jako zasadniczo mechanizm kontroli, lub pułapkę. Widział swój cel, jako kompletne złamanie i zniszczenie tego systemu kontroli. Poprzez kontrolę, Burroughs miał na myśli naturę rzeczywistości samą w sobie, i razem ze swym współpracownikiem Gysinem, nie zaakceptowaliby nic poza jej kompletną destabilizacją i zniszczeniem. Poprzez to jest jednym z jawnych dziadków magiji chaosu.

Wideo powyżej zawiera utwór z albumu DJ’a Spooky’ego Rhythm Science, z uczestnictwem Scannera, znanego też jako Robin Rimbaud. Sampluje Williama opisującego swoje pięć kroków do zmiażdzenia rzeczywistości. Są to:
1. Ogłoś nową erę i rozpocznij nowy kalendarz.
2. Zamień obcy język.
3. Zniszcz lub zneutralizuj obcych bogów.
4. Zniszcz obcą maszynerię kontroli rządowej.
5. Odbij dobra i ziemie od poszczególnych obcych.

Technika #7 – Magija Chaosu

Burroughs był nie tylko jednym z przodków magiji chaosu, ale także poważnie praktykował jej dyscypliny w latach osiemdziesiątych, zagłębiając się w prace Petera Carrolla, dołączając do jego zakonu Illuminatów Thanaterosa (Burroughs został pochowany z pierścieniem z gwiazdą chaosu otrzymanym od zakonu), oraz robiąc regularne i zdyscyplinowane eksperymenty z technikami Carrolla. Poruszył te eksperymenty w swoich późniejszych powieściach, zwłaszcza w swojej ostatecznej trylogii, złożonej z Miejsca Martwych Dróg, Miast Czerwonej Nocy i Zachodniej Krainy.
Fascynacja WSB magiją chaosu wzięła się z jego uprzednich eksperymentów z Gysinem w Tangierze w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz jego zainteresowaniu wykorzystaniem technik buddystycznej medytacji, których nauczył się od tybetańskiego nauczyciela Chögyama Trungpa w latach siedemdziesiątych. W latach osiemdziesiątych Burroughs odkrył magiję chaosu i odkrył w niej wymodelowaną dyscyplinę, która połączyła jego poprzednie eksperymenty.

Za: Ultraculture

tłum. katastrof

004-william-burroughs-theredlist