pewność kotów jest wytworem piekieł

[Przywracam posty usunięte w związku z daremnym wysłaniem wierszyków na konkurs im. Marka Hłaski. Jesteśmy dalecy od uznawania się za wybitnych poetów, jak również od uznawania własnych zapisków za bezwartościowe. Jakkolwiek nie dziwota, że tak nasączona wglądem w Chaos apołezja nie znajduje poklasku w tym kraju. W każdym razie, w zw. z ponownym wrzutem wskakują jako nowe posty. Nadrobimy to wkrótce nowymi materiałami / k]

 

Szept płomienia

Mówię: zgiń przepadnij
Głosowi zatrutego umysłu
i przyzywam bękarty okaleczonych
aniołów by spojrzały w oczy pełni
upadku świata ładu i czasu
jak igła nawlekana przez oko śmierci
w morzu horyzontu zdarzeń
wpada się w sieć diabła
i dostrzega się przepaść
której dno znika wśród chmur
przepaść otwiera się w otchłań
w niej to, co jest powyżej
jest tym, co jest poniżej
upadek z krzykiem
przechodzi niespostrzeżenie
we wzlot ze śmiechem
skóra człowieka moim przebraniem
Instynkt łowi woń twojego strachu

  • k-tstr-f

 wir

PEWNOŚĆ KOTÓW JEST WYTWOREM PIEKIEŁ

to było dawno
jeszcze młoda twoja twarz
iskrzyła w światłach ulic
zasypanych śniegiem
i między latarniami
w ciemności
mrużyłeś swoje diamentowo
wyszlifowane oczy
niewinne jak u kocięcia –
ale w kotach jest przecie tyle życia
(aż dziewięć)
a Ty
młodzieniec
poprzez wyludnione miasto
pochyloną głowę niosłeś
i sobą całym
to życie swoje jedyne
życie bez oznak życia
jak cień wlokłeś

gdzieś w tym samym mieście
podobnie zgarbiona
szła odgradzając się
ściśniętymi w płaczu
spuchniętymi powiekami
od słońc gwiazd
i wszelkich
choćby nawet diamentowych
spojrzeń młodych oczu chłopca
odgrodzona murem
a mur tkwił w jej twarzy
co nawet ojciec nie umiał przezeń pięścią przebić
dziewczyna z jedynym swym
ciągniętym na plecach
życiem bez oznak życia
szła

z diabelską pomocą
doszli do siebie w końcu
nawet nie zdziwieni

że śmierć ma jego
że śmierć ma jej

twarz

tumblr_oman99ecta1tm5ooho1_540

* * *
Znów się otwiera przepaść
wobec której stoję jak bezradne dziecię
Śnieg gwiaździsty z moich oczu pada
zima oddycha we mnie nierówno i niepewnie.

Daleko tak odchodzę
ku temu, co Wygasło
kroki moje dręczą, kalają każdą z dróg wszechświata
I donikąd, donikąd – wita mnie choroba
czarny szlak wskazuje bym znikła potajemnie.

Głuchy mrok i przyzywam cię na próżno Bracie
kosmos drwiący zapomnieć każe o świetle powrotów
Odbicie skrzydeł Stróża jak martwe półksiężyce
w rogi zła układa się nad ma czaszką palące.

I wstręt gdy dotyk czuje i hańbę brunatnego znamienia
ruchliwego zgnilizną i łzy mieniące się jego jadem
Czy już nie oczyszczę swoją gwiazdą twoich zranień?
Nie przebaczą mi śmierci twe włosy posiwiałe.

Lecz nagle miłość jak szadź na szubienicy snu cicho zawisa
wahadło groźne, czujny ciężar kładzie ciała twego
w mój koszmar o tym, ze przeszłam cało piekło
Przebudza mnie gorączką straszliwa i słodka
kiedyś zawołał trwożnie moje imię.

obcyelement

* * *
nocne nawoływanie lisicy
nieuleczalnie żywe
choć w ogrójcu
zgubione zasypane śniegiem tropy
przyjdź królestwo twoje
żeby choć raz pozwolono coś mieć
kochać co przepadło nieszczęśliwie nienasyciwszy
zabrakło nazwy na to co sercu ubyło
stóg gwiazd wysyła płomienie
pożogę którąśmy się zajęli
by odnaleźć
ziejący oczodół lasu w którym nas
nie ma

ale jesteśmy
wszędzie we śnie – jak motto mallarmé’a
mimo że niespełnieni nieosiągalni
jak w klątwie
z którejśmy syjamsko wystąpili jak z mięsa jednej matki
ale nie jestem ni twą siostrą ni kobietą
patrz
zwierzęciem które stoi w polarnym śniegu
pokryte srebrzystym szronem
i promienność twoja stojąca w sferze mego cienia
i głóg rozwierający członki
a więc życie jeszcze
bądź wola twoja

bo tylko z mojej winy
wtórnej cechy strachu
wyrok już zapadł
księżyc schylił łeb we wnętrzności moje
i śliną znaczy tropy
delikatną materię królestwa
moja wina jest nie z tego świata

jako w niebie
tak i w tym piekle
nieszczęsny mój
przypadliśmy w udziale

  • GvS

Polski zapluty zalodzony beton

Ogień czarnej Woli prowadzi me dłonie.

”… to jednakże, jest przypadek…
…………………………………………………
…….. to, obecnie, ani przez moją
nieobecność i mnie, śmierć i światło –
lekki śmiech budzi się we mnie
niczym morze, zapełnia całkowicie
nieobecność. Wszystko co jest – JEST
ZA BARDZO.”

-Georges Bataille “Doświadczenie wewnętrzne”

 

img_20161211_0205121
rys. ktstrf

O wychodzeniu z wpraw

Pod ziemią, w ciemności niebieskawych jaskiń
Ogień łączy się skrzydłami w okręgi

Bogato, złoto inkrustowany oczodół lub studnia
wiodące ku kompletnie czarnemu tunelowi, gadzie oko

Lis zwietrzył przedsmak rozdroży

Nie jestem wart Twoich łez
A płaczesz z bólu powstałego
z zażyłości z moim chorym ja,
i tego nie mogę Ci odebrać,
choćbym chciał, oh jakże bym chciał.

 

Kolaż – Gertruda von Sroka

 

Ciężka lekcja

Krew z Twoich drobnych dłoni, z siatki delikatnych żył
– przebitych, stanów zapalnych
lub doktorskich, precyzyjnych podań
musi odejść w zapomnienie

zagryzany pasek, kapsel, łyżka i denko od puszki
pompki i kolki i cały ten proch
po którym nie czuliśmy się już tak wyręczeni
muszą odejść w zapomnienie
za czerwoną kotarę na czarnej scenie

Grzanie jest powtarzalne
powtarzalnością zaćmień słońca
Tylko jak na nie patrzysz to oślepniesz

Pod groźbą zostania zaszczutym
zdeptanym butem nadzorcy jak szkodnik

Pod groźbą złotego strzału
Zmieniam się. Rzekłem.

Przejmuję kontrolę.
Odwirusowany darem 93
Moim Panem Tyfon-Set

 

Kolaż aut. Gertrudy von Sroki

 

Przygwożdżę dłonie władcy lalek

po 13 stukotów każdą
wytrącony mentalnie
na inne układy stereoidalne

wyszydzę system, bo w mojej krwi
wpisany wężowym namaszczeniem
Żart z ładu

 

Kolaż Gertrudy von Sroki

 

Człowiek wykrojony

Wykroiło mnie, to nie sekret
Życie, Bóg lub Karma
– czy można mnie wkleić
Z powrotem do kliszy filmu
Z której wypadłem
Taśma plącze się na szpuli

Na białą płachtę wylewam kielich krwi
Odpalam czarną, czerwoną i fioletową świecę
I modlę się o Poznanie

KATASTROF

 

Kukułeczce

śpij
i nie czuj
jak bardzo nie mam tu Tobie
niczego do zaoferowania
te ręce co piszą
te ręce które przykładam do brzucha
całe w drobnym maczku
ukąszeń jak od węża
powinny Ci napisać
kołysankę powitalną
ale zamykam oczy i widzę tylko
jak we troje leżymy w ogrodzie graniczącym z lasem
żyłki dzikiej winorośli splatają nasze ciała
i zostajemy tu unieruchomieni na zawsze
nasłuchując dobiegającego z lisiej nory
rzewnego kwilenia
opuszczonego malca

GvS

 

Potrójna diagnoza & milczące luki życia

belt233

Milczące Luki Życia

można zachorować
od samego oddychania
tym samym powietrzem co ty
coś jest w nim bezkresnie popsute
uległo zniszczeniu
nasze baśniowe dopasowanie kółek zębatych
w machinerii świata
zostało zachwiane
może utracone
a jeśli tak
to co jest we mnie
co ciebie zatrzymało
w obecnym wcieleniu
cóż to za rozziew
źe nie przemieniamy się z powrotem
we wspólny sen
który nas śnił
bo jeśli byliśmy jak jedno kolektywne serce
bezbronnie biorąc w objęcia
luki życia
pozostałości rozdzielonych dzieciństw
czemu śnieg
wciąż to bezradnie zmieniał się w wodę
na moich powiekach
więc coś jest we mnie
cóż to takiego
co ciebie zatrzymuje w obecnym wcieleniu
odpowiedź:
milczenie
czemu wciąż
milczymy
we wspólnym kierunku

~~~~~~~/~~~~~~~/~~~~~~~

srokenplaczen93

O P E R A C J A

próbują mi przeszczepić zwątpienie
dzielnie opluwam jak flegmę
zrośnięte z organami
słowa
wszystkie znajome
cały słownik ułożony alfabetycznie
wszystkie oprócz najbardziej znajomego
– ty
łagodnie bez konwulsji
usprawiedliwia mnie krzyk
słowo którym mnie całym wypełniasz
które chcieliby, by umarło na rękach
jesteś po każdą krawędź ciała
zrośnięty z dłonią lewą
dłonią prawą
musieliby amputować wszystko
obracam cię w ustach
najświętszy sakramencie
modlitwo
przeszczep odrzucony
w głosie co z ciała zwodzi i prowadzi
z ciała, z rozlanej wspólnej krwi
najbliższy mój
zawsze pielęgnuj tę ranę
w kształcie serca
którą zadali by zrobić z nas
ludzi
i polegli

Gertruda Sroka von Lisia Czapa

~~~~~~~/~~~~~~~/~~~~~~~

IMG0031A

Duchowy piroman

I skoro zdarza mi się

Słyszeć głosy podszywające się pod moje myśli

Słyszeć je głosem wewnętrznego umysłu

Jednak tętniące fioletową aurą psychozy

Skoro projektują mi taśmę przeklętego filmu

W którego scenariuszu usiłują mnie zamknąć

Wymykam się psotliwie i nieomal szyderczo

Bo rozgorzał we mnie Rudo-Czarny Płomień

oko

POTRÓJNA DIAGNOZA

wydeptuję ścieżki w kolczastych krzakach
czeszę neurony cierniami
iskrami spopielam możliwości
którym pisane niespełnienie
karmię Ogień sprzed wnętrza

przekraczam, przeczę i czmyham
przed parapsychiczną grawitacją
nie-życia i nieżywych
wiodę drogą, którą zdążają zdradliwi
i najbardziej Wierni

szyfr znaczący haki

wyryte pokrytym krwią i prochem ostrzem

Usłaną cierniami ścieżką wygnańca

Thurisaz
blizny ah blizny
na krętej wężowej drodze
Ku kolebce i do grobu

A raczej do smoczego jaja

~/~katastrof

 jajosmoka243

VViersze Psychiatryczne Zvvei

Ikona

marionetkowy ruch w korytarzu
naprzód marsz
bezwzględnie naprzód
i ani się waż zatrzymywać
w wytyczonej drodze ku życiu
pulchna figurka pielęgniarki
przypomina widziany gdzieś dawno
obraz Matki Boskiej
ale to nie matka
nie bolesna i nie litościwa
siostrą też trudno nazwać
nie pochyloną w nieustającej pomocy nad męką
rozpiął jej się fartuch i pierś spokojnie faluje
lecz nie ma takiej matki
– zagryzam szczęki –
ani takiego mleka
którym nakarmiłaby wariata

Processed with VSCOcam with c1 preset

Rywalizacja /7.11.15/

długo leżałeś nieprzytomny
i kiedy tak współistniałeś
zależny od jej cierpienia i pracy paru maszyn
kiedy śniłeś to swoje życie cudownie nieruchome
milczące nie znaczące nic ponad jasny zapis
pulsu oddechu ciśnienia i innych funkcji co świadczy
że tak skorupa leżąca na szpitalnym łóżku
szerokim sterylnym i oznaczonym dokładnie
– na OIOMie starają się
starają bardziej niż my razem wzięci się staraliśmy;
jest jeszcze obecna
przytrzymywana w jej łzach i dłoniach
śni o palcach – zdrętwiałych – dotykających symbolu w architramie śmierci
a sen bolesny bo ona nie wyobraża sobie że nie boli
i długi jak letarg przed ciemnym poczęciem
ten ziemski sen
co ani przybliża ani oddala
więc jak długo leżałeś nieprzytomny
tak nieprzerwanie fanatycznie pielęgnowała
twoje rany w głowie
z postanowieniem że
nie obudzisz się
bardziej chory od niej

 

 

S

Nigdy nie bałaś się ciemności

przykryjcie mnie zielonym prześcieradłem
wykonujcie wolno i starannie swoje procedury
nie zrobię już kawy by wróżyć z fusów
nie pouskarżam się na pokłute pośladki
ani bóle głowy zawroty jak na karuzeli
nie poproszę o zmianę leków
o opatrzenie i zabandażowanie ręki
nie pójdę pod prysznic z szamponem z darowizny
nie pożyczę papierosa na wieczne nieoddanie
i wiem że tomik wierszy w moim wykonaniu byłby absurdem

przykryjcie mnie tylko zielonym prześcieradłem
choć zasługuję na traktowanie gorsze
od trupa

obnażona ofelio wśród zieleni
twoje powieki nie podnoszą się
naprzeciw światłu
schorowanych lamp

śmiertelne
zmęczenie

 

30
Zimowe widmo

Nie mam Cię
substytutem Twój sweter
chcę wrócić do fromborkowych czasów
dalej tam jestem
jesteś

 

Psychiatryczny IV

zawiązano uprząż
na ciele młodej kobiety

wianuszek majtek
zsunięty do łydek

grymas na twarzy
spocone łono
i jeszcze walczy
nie rozumiejąc że
dogorywa w niej
klacz

S
S

Wisząca

śliskie, sztywne jak ozimina pośladki
ręce pionowo wzdłuż ciała
choć walczyły chwilę jak ptaki w uwięzi
szron we włosach
co rozczulił
na dole rynsztok
przez to cofnęli się wszyscy
personel z obawą, że znowu za późno
a wisząca jak wykrzyknik
dla niej to dobry czas
siwe od szronu
włosy na nogach i pod pachami
oglądali dokładnie
zdjęli z delikatnością
równą zdejmowaniu mesjasza z krzyża
przyglądali się
ile śmierci w denatce
ile życia w chorobie
czy to właściwe o niej pisać

Lisia Czapa von Sroka

Stos skradzionych sroce piór

Prezentujemy selekcję wierszy z różnych tomików i antologii wyłuskanych przez GvS.

Processed with VSCO with m5 preset

Urszula Ambroziewicz

ALTERNATYWY

czy można wybrać
między
większym i mniejszym
złem
więc jakie jest zło?

czy można wybrać
między
większym i mniejszym
cierpieniem
więc jakie jest cierpienie?

dla kogo większe
dla kogo mniejsze

na jakiej wadze
to się waży

kto komu
wyznacza udział

kto przed kim
stawia wybór

jakim prawem

 

* * *

kiedy milczą wokoło
a ich spłoszone oczy uciekają
kim jestem
uderzając sercem w ten mur
utkany z małych egzystencji
pokryty pleśnią strachu

 

Anna Małgorzata Piskurz

BŁOGOSŁAWIENI KTÓRZY CIERPIĄ

“błogosławieni którzy cierpią”
tocząc w samotności czysty kryształ soli
fundament wieczności warkocz przemijania
żadna bowiem waga nie przemierzy łez
dzień tak oddalony od dzisiejszej daty
ciągle się powtarza w oliwnym ogrodzie
cierpienie to drzazga zranionego drzewa
ryzyko miłości zespolone w krzyż

 

Uljana Wolf

BRACISZEK I SIOSTRZYCZKA

za czasów
przed łowcy nadejściem

twój grzbiet był
jedynym mym legowiskiem

każde pragnienie złe – przebaczały ci
moje usta

tak długo
jak zostawałeś

ach braciszku
zwierzaczku

czymże przeciw źródłu temu
mój szept

gdy głos trupiego rogu
przechodzi przez las

niesiesz
swoje nieme futro

przed łowcą

 

Alexander Gumz

* * *

kobiety biją mnie
jak swoich synów

linijka łamie
się i żadna
już nie zjada

tego co z biedy
odkroiłem

komu mam wierzyć
jeśli nie temu drganiu
na policzku

 

 

Grzegorz Wróblewski

* * *

Psychicznie chorzy. W zabrudzonych szlafrokach, senni
i małomówni, piją ciepły kompot z białych kubków. Pielęgniarki
grają z nimi w domino. Emerytowany chirurg, pan Z., czyta na głos
opowiadanie Franza Kafki: Es ist eine kleine Frau; von Natur aus
recht schlank… Potem odkłada książkę i siada pod plastikowym,
rozkładanym stolikiem. Naśladuje tam sroki, które budują gniazdo
po przeciwnej stronie siatki. (Dwóch zdumionych przechodniów
nagle przyspiesza kroku).

 

Adam Czerniawski

LEKCJA POEZJI

Poeta
który kiedyś napisał
“kocham cię do szaleństwa”
a potem
“nuż ci w bżuh”

Teraz pisze
“twoja twarz już nieczytelna
jak starta tablica nagrobna”

Krytycy tropią przemiany formalne
notują meandry stylu i wymowy

 

Iwona Tetyk

* * *

Mężczyźni
zamiast karetek pogotowia
Karetki pogotowia
zamiast mężczyzn

 

Karla Reimert

POŻEGNANE

Ja która leżałam w twoim oddechu
Ja lekka jak hel
Ja serce przez dziewięć nocy
Ja która wcierałam się w ciebie

miękkimi elipsami
Ja nie przyznaję się już
do niczego.
Ciężarny smutek nocy dzieli
za światła
każdemu to co
jego

Zostaliśmy pomyślani jako wrogowie
A przecież umieramy jak obcy

 

23mgnien
kolaże GvS

Bataille – 18 Poematów emitowanych przez Archanioły

                             .:.

moje obłąkanie i strach
mają szerokie martwe oczy
i nieruchome halo gorączki

co spogląda w te oczy
to nicość wszechświata
moje oczy są ślepymi niebiosami

w mojej niezgłębialnej nocy
niemożliwe łka w głos
wszystko się rozpada

Almanach atramentowego ługu
nieśmiertelność zarośniętego poety
cmentarzystko poezji otyłości

żegnajcie jurne praczki
żegnajcie słodkie zmarłe
przebrane ze nagie kobiety

żegnaj spoczynku żegnaj śnie

nieskończone drapie mrówkami
sortowane papierowe wąsy w pyle
kolejowe ładunki gorączki

kolumny szalonego deszczu
stukają o splamione zasłony
pogrzebowa skromność ludzkich kości

jest tłum układający w stos puszki ‘być może’
żadnarm w koszuli na szczycie dachu
macha kosą Demon

Tracę cię w wierze
Odliczam cię wśród zmarłych
rdzeń witalny
pomiędy sercem, a wiatrem

Nie mam nic do roboty na tym świecie
poza płonięciem
Kocham cię do śmierci

Twój niepokój
szalony wiatr świszczy w twojej głowie
Jesteś chora od śmiechu
Uwalniasz mnie od gorzkiej pustki
rozrywającej twoje serce

rozerwij mnie jeśli chcesz
moje rozpalone gorączką oczy
odnajdują cię wśród nocy

Jestem zmarznięty w sercu się trzęsę
z głębin mojego bólu wołam cię
z nieludzkim szlochem
jakbym rodził życie

dusisz moją śmierć
wiem to rozpaczliwie
Odnajduję cię tylko w gardłach śmierci
Jesteś piękna niczym ona

wszystkie słowa mnie duszą

gwiazdo przeszyj niebo
zakrzycz jak śmierć
zaduś

Nie chcę życia
Jest tak słodkie do uduszenia
Wschodząca gwiazda
Jest zimna niczym martwa kobieta

zaślep mi oczy
kocham noc
moje serce jest czarne

popchnij mnie w noc
wszystko jest fałszywe
cierpię

świat zapachnął śmiercią
ptaki ślepo latają
jesteś tak ciemna jak czarne niebo

Nastąpi uczta
w błocie i strachu
gwiazdy spadną
kiedy śmierć się przybliży

jesteś zgrozą nocy
moja miłość ku tobie jest jak płacz śmierci
jesteś słaba jak śmierć

moja miłość ku tobie jest jak delirium
wiesz, że moja głowa obumiera
jesteś bezmiar strachu

jesteś piękna jak morderstwo
moje serce ogromnieje kaszlę
twój brzuch jest nagi jak noc

prowadzisz mnie wprost do końca
zaczęły się gardła śmierci
nie mam ci nic więcej do powiedzenia
przemawiam do ciebie wskroś zmarłych
a martwi są cisi.

                                             – Georges Bataille, przetłuspaczył katastrof

chszonszcz
Kephra Kepher Kepheru! Chrząszcz Kephra będący przybyciem w istnienie na ręce nieistotne kogo, kto przybywa w istnienie każdej kwadrygi księżyca

Wyszczerzone kły i smoliste łzy

.:.

Stąpając po chodniku ułożonym
w wężowy wzór z pordzewiałych sztabek dusz
Boleję nad bólem i strachem wcieleń

Lecz szczerzę kły wobec
świadomości tęczowych spawów i natężenia prądu
i chaotycznego chybotu lewej dłoni.
Wobec pufnięć z fajki Pana, które zmywają
zasłonę Maji Płomieniem Umysłu

Lecz szczerzę kły wobec skazanych na zapomnienie klisz
unikalnych jak ośmiornic wyrzucanych przez sztormy
i wobec popsutych zabawek pokrzywdzonych dzieci
czy też ptaszków i zwierzątek, które grzebią                                                                               lub też młodych marsjańskich jaszczurek dziobanych przez mewy

Znam bowiem smak bólu, osmalonym od jego płomienia
I drwię Jarzmu Porządku w oczy i spluwam w jego świński
Ryj. Tak mi dopomóż Chrystus, który przeklął świątynie mu wybudowane
Który przeklął ich trzodę, co do ołtarza wystawia kark
jak wieprze do zaszlachtowania i do stóp Boga
pełznie pochrumkując, a ich szlak znaczony śluzem Hyle

Kristos pochodził bowiem z krwi Kaina, jak trzech
króli magów, co przybyli sprowadzić go w istnienie
Nie wężowym sznurem ale Czarnym Płomieniem
korzenia świadomości, w który wgryza się
Jormungandr i wsącza ziarna – kłęby Przemiany

0.5625

Tojfelszwance komcumir undmach sznel wasichwil
himel istloch szwachist got machfirmich difajnde tot

spaweinz2 copy
 

Spawać należy u źródeł Umysłu

 

.:.

Ból, który zadaję nieintencjonalnie osobie, którą kocham
jest czymś nad czym nie mam kontroli.
Charakter rasowy jasnookich tułaczy
to największe przekleństwo w Polsce XXI w.
w tym pospospołeczeństfie telewizyjno spożywczych czerwi
Tych kartoflanych bliźnich naszych, co wtykają nosy
I węszą zapach odstępstwa

Normalizacja społeczna postulowana jako warunek adaptacji
społecznej wyklucza jednostki zbyt płomieniste
aby się zaadoptować do współczesnych standardów

Przejrzyj pozory!
To materiał na kompletnie inną dobranockę
Są luki w systemie i przez nie wydobędziesz się
Na najwyższy dach każdego dnia, kimkolwiek jesteś
spróbuj zrobić to choć raz, czy trzynastokrotnie

.:.

ThBaal

Xepera Xeper Xeperu oznacza “przybywając w istnienie poszerzyłem świadomość i uczyniłem ten sposób Ścieżką”.

Życie jest sztuką miłości podług woli tyleż co śmierci podług woli.

Dziwki są to dwie, ale w oczach jednej i drugiej dostrzegłem nieskalaną czystość. Ta druga była pełna łaski, choć przyjąłem ją z nieskażonym uśmiechem, wskazała mi drogę ku Życiu które Poszerzyło się w Miłości podług Woli.

I wiem, że śmierć będzie dla mnie powrotem do Pełni, jeśli przeżyję jeszcze lata u boku swojej wiedźmy i wychowam ten Płomień, co z nas emanował. Każdego dnia należy poczynić wyłom i zakląć jarzmu smrodliwego demiurga. Będąc. Sobą. Tu.i.Teraz.

.:.

unnamed23
Popioły dla Nuit, Anielicy Vrilów
radosc131.jpg
kolaż na walentynki, których nie było

Nein, können wir nicht

die-ende

“Pociski odpalone celem ziemi wybawienia
od zarazy co toczy ten parszywy świat przez milenia”

NUKE POLAND!

nieobecny-copy

popioly-boga

kolaże i fotomanipulacja – GvS i ktstrf

rozmowa.jpg
img_20170122_220620
tulacz
kolaże GvS

 Pytanie błazna

Wieczne nieodpocznienie
racz nam dać Panie
Prawdziwy Stwórco Człowieka
Wężu – Szatanie

Gdy odpadła mi siódma klepka i wirusowe
zakłócenia fal odbioru w receptorze
percepcji zwykły brzmieć jak dźwięk dokręcanej
śluzy kochaliśmy się ścieżką Babalon
odważnie. Po
pytasz mnie czy wiem, jak mnie kochasz
wiem – odpowiadam – a Ty wiesz
jak ja Ciebie? – mam nadzieję

Czy czyniąc ze strachu przyjaciela
i wchłaniając swój Cień
czyni się nadzieję swoim przyjacielem?

Secie – Tyfonie – Tubalu – Kainie – Loki
Rozpłomień Ogień!

nawyk

bialyxeper

15400343_1852710834962800_2144286849668542172_n

tototo

img_20170114_0921223