Stworz – Wołosożary

cover
cd Werewolf Promotion 2017

Mamy tutaj sprzęt od rodzimych bardów, a nie szopkę skleconą przez kolędników. Dumne rodzimowierstwo czasami jawi mi się jak próbujące zaczarować słomiane kukły w spiżowe posągi, ale nie tutaj, tu zamilknę z szacunkiem.
Stworz najprościej opisać jako doskonałą rodzimą imitację/wariację nt. stylu Drudkh, nie pozbawioną własnego życia. Nawet maniera wokalna Saenki jest tu zachowana, aczkolwiek dopełniana drugim głosem, odróżnia często stężenie aspektu folkowego reprezentowanego przez flety. Niektóre riffy są pełne tchnienia wiosny, witalności przemawiającej poprzez rozkwitające, rozrastające się rośliny, czy świeże mioty leśnych drapieżników. Tylko niektórym gitarowym melodiom nie styka polotu, ogromna większość nut jest wprawnie skomponowanych.


Po wszystkim, co przeszedłem nie chwyta mnie ta muzyka jakoś nadmiernie za serce, ale wielu mniej obitych życiem, a tętniących wolą sprawczą może. Jest w tym coś, co sięga wgłąb żeber. Wymowa takiej pieśni jak “Jesteśmy Słońcem” działa jak lecznicza mandala wbrew dekadencji. “Moja Swarzyca” to czysty jak szmaragd i dla wielu mocno kolący w bok manifest oporu wobec wspakulturowych wirusów. Całą tą energetyczną stronę równoważy zawarty w zamykających pieśniach ludowy smutek. Generalnie ta muzyka jest kojąca, bo oducza poczucia dyskomfortu z tytułu bycia Polakiem. Całokształt budzi respekt. Aczkolwiek trzeba dostroić percepcję do odbioru takich szczerych treści, aby nie działały drażniąco.

Advertisements

Boyd Rice – Dziatwa Lucyfera: Rodowód Graala i potomkowie Kaina

Powszechnie przyjęta wiedza głosi, że rodowód Graala jest święty, ponieważ pochodzi od Chrystusa, człowieka wciąż uważanego przez znaczną część świata za prawdziwego syna Boga. A jednak wywodząca się z tego rodowodu dynastia królów była znana jako czarownicy-królowie, spośród których pewni sugerowali, lub nawet wprost twierdzili, że tak naprawdę są potomkami Lucyfera. Pewna ilość autorów utrzymuje, że ta teza jest prawdziwa, ale to przeważnie zatwardziali chrześcijańscy teoretycy spiskowi, powstrzymujący się przed wyjaśnieniem, czemu w to wierzą, lub przed okazaniem jakichkolwiek namacalnych szczegółów, które by dowiodły ich twierdzeń. Jeden z nich powiada: „Potomkowie Merowingów w typowy gnostycki sposób utrzymują, że mają w swoich żyłach zarówno krew Chrystusa, jak i Szatana.” Zważywszy na to, że ta osnowa (lub jej wariacja) powtarza się z pewną regularnością, i biorąc pod uwagę, że okazałaby się spójna z rodzajem dwoistego klimatu, przesiąkającego sagę tego rodowodu, zacząłem dumać, czy mogą istnieć jakieś tradycje, z których taki pogląd mógłby wziąć początek. Wdając się w szczegóły, kilka zostało odkrytych.

Po pierwsze, pamiętajmy że ten rodowód wywiódł się z postaci, która równa się biblijnemu Kainowi. W pewnej rabinicznej nauce spotykamy się z bardzo interesującym poglądem, że Kain nie był synem Adama, lecz Samaela. Uznano, że kiedy Samael ukazał się Ewie jako wąż, uwiódł ją. Owocem tej unii był Kain. Samael był zaś upadłym aniołem, zasadniczo judaistycznym Lucyferem. Jeśli Merowingowie znali tą wersję historii (jak bez wątpienia było) i wierzyli w to, mogło to stanowić podstawę ich przypuszczalnego twierdzenia, że posiedli krew zarówno Chrystusa, jak i Lucyfera.

Alternatywna wersja sagi Kaina, po równi lucyferyczna w swoich konotacjach, mówi że był synem pierwszej żony Adama, Lilith. Była ona towarzyszką Boga przed zstąpieniem na Ziemię jako upadły anioł. Pełne detale jej historii są prawdopodobnie zbyt dobrze znane, aby je tutaj przytaczać, ale ciekawe, że obydwie alternatywne tradycje odnoszące się do rodzicielstwa Kaina zawierają rodowód lucyferycznych Nephilim. Ciekawy jest także fakt, że lilia jak wiadomo wzięła swoje imię od „Lilith”, zaś heraldyczne emblematyczne godło tego rodowodu to fleur-de-lys (powszechnie uznawany za symbol lilii). Czy ten symbol, widziany w tym kontekście, nie może być tak naprawdę „Kwiatem Lilith”?

Koneksja Lilith/Samael jest także istotna w odniesieniu do sagi Graala, tak dalece jak ta dwójka ma własnego syna, który zdaje się odgrywać kluczową rolę w całym micie: Asmodeusza. Nie tylko jest on dominującym obrazem (ukazanym odzwierciedlając Chrystusa) w Rennes-le-Chateau, odgrywa on też centralną rolę w budynku Świątyni Salomona, gmachu od którego Templariusze wzięli swoją nazwę. Powtarzanie się tej dziwnej postaci w tradycji Graala długo wprawiało obserwatorów w zakłopotanie, a jednak okazuje się, że zarówno on, jak i potomkowie Kaina mogli tak naprawdę dzielić pokrewnych przodków. W pewnych tradycjach jest nawet powiedziane, że Mojżesz wzywał właśnie Asmodeusza, aby rozdzielić Morze Czerwone, nie zaś Boga. Choć obrazowany jako demon lub diabelska postać, jego imię ujawnia, że mógł nie zawsze być tak postrzegany, gdyż Asmodeusz oznacza zwyczajnie Pana Boga (Ashma = Pan, i Deus = Bóg).

lilith
Lilith

Inna prawdopodobna idea lucyferycznego rodowodu mogła wziąć swój początek od Elohim, którzy w Biblii powiadają: „Uczyńmy człowieka na nasze podobieństwo.” Elohim są generalnie uważani za liczbę mnogą od Boga, lub za „bogów”. Ale powszechnie wierzy się, że oznaczają Nephilim, upadłe anioły znane jako Obserwatorzy z Księgi Enocha. Wierzy się, że słowo „Elohim” pochodzi od znacznie bardziej starożytnego babilońskiego słowa „Ellu” oznaczającego „Świetlistych”. Ta fraza ma wyraziście lucyferyczną konotację, ponieważ imię „Lucyfer” dosłownie oznacza „niosącego światło”. A potomkowie Kaina, którzy byli ubóstwianymi królami Sumerii, nosili tytuł „Ari”, zwrot który oznaczał także „Świetlistych”. Sumeryjski piktogram dla „Ari” to odwrócony pentagram, symbol z dawien dawna utożsamiany z Lucyferem. Zaś fraza „Świetliści” byłaby bardzo trafnym opisem potomków upadłych aniołów Enocha, którzy jak głoszono mieli włosy białe jak śnieg, blade oczy i bladą skórę, która zdawała się dosłownie świecić i napełniać pomieszczenie światłem.

Sumeryjscy Ari są prawie zawsze obrazowani jako noszący korony z rogami, a niektórzy z ich potomków mieli faktycznie posiadać rogi. Dla przykładu najbardziej słynny posąg Mojżesza (ten Michała Anioła) przedstawia go z rogami na czole, co nie jest całkiem niestosowne dla kogoś, kto może być spokrewniony z Asmodeuszem. Teologowie protestują, że to nie rogi, a zaledwie promienie światła. Ale nawet te sugerują lucyferyczny podtekst. Aleksander Wielki ogłosił się synem Boga, a on również miał posiadać rogi. Po dziś dzień jeśli zagadniesz ludzi na ulicach Iranu (pamiętających inwazję tak jakby miała miejsce w ubiegłym tygodniu), faktycznie powiedzą ci z całą powagą, że historycznym faktem jest, że Aleksander miał rogi, które zakrywał długimi włosami.

Podsumowując, odnotowujemy fakt, że Kain jak wydaje się zrodził własną tradycję, czego dowodzi dziwna gnostyczna sekta Kainitów. Podobnie jak Karpokracjusze, Kainici wierzyli, że nikt nie dostąpi zbawienia inaczej niż „odbywając podróż poprzez wszystko”. Epifaniusz opisuje ich jako grupę „konsekrującą… lubieżne lub nielegalne akty wobec różnych niebiańskich bytów” jako rodzaj sakramentu. Co ciekawe, wielu uczonych porównuje ich do… satanistów.

Stopień, w jakim Merowingowie znali te alternatywne tradycje jest niepewny. Jeszcze bardziej niepewne jest, czy wierzyli w nie, czy też nie, lecz wydaje się prawdopodobne, że wiedzieli o nich i traktowali je całkiem poważnie. Do dzisiejszego dnia, tarcza herbowa merowińskiego imperium, Stenay, nosi obraz Diabła. Zaś pierwotną nazwą Stenay było „Satanicum”.

Boyd Rice20 X. 2004
tłum. ktstrf

 

Warząchew 23

Zasnuta szarzyzną, poprzetykana sieciówkami przestrzeń ulic prowincjonalnego miasteczka na brzegu nadmorskiego zalewu. Im bliżej torów tym więcej obskury, którą niektórzy nazwaliby postpeerelowską. Zima jednak zanadto nie przysmaliła dymem mord ludzkich, bo okazała się miękka, tak jak twarz pierwszego z rzędu obywatela, jak pośladki proboszcza i brzuch burmistrza, tak jak ich wiara i świadomość. Stąd też zalew nie był zamarznięty.

21316240_1947728792164706_4091586885234411156_o

To jak noworoczna szopka. Na czele idzie gruby, wysoki policjant i niesie pionową część hamaka, odciętą na rurze poziomej kątówką. Z tego zwisa proporczyk z Matką Boską. Za nim idą dzieci i kundel z kulawą nogą i brzuchem nieforemnym jakby nosił szczeniaki. Wszyscy mają na szyjach zawieszone dzwoneczki, a dzieci niosą balony z symbolem serca chrystusowego. Zmierzają do końca mola, na którym zatkwiono maszt z flagą. Symbol na niej to czerwona gwiazda Chaosu. Przechodząc przeganiają stado gołąbków dziobiących resztki rozsypanego chleba. Przy maszcie na poręczy siedzą 2 wrony i obserwują bacznie przybyszów. Po lekko wzburzonym morzu do mola podpływa małym jachtem marynarz, czy też rybak, lub nikto. – Co się tak gapicie? Wasz czas się skończył, zaczął się czas. Chaos to iskra przemiany, a Wasz Pan chowa do grobu za życia. Pochowani stagnacją i materią za życia. Wbrew testamentowym kłamstwom Jego wysłannik to wysłannik skądinąd i jest po naszej stronie.
Zimny wicher zaciągnął niebo ciemnymi chmurami, a morze zaczynało wrzeć. Marynarz przycumował jacht i zszedł na plażę. Jezumaryjni podróżnicy ze zwieszonymi głowami obserwowali /jeden balonik porwał wiatr, drugi zaplątał się na górze masztu/ jak przybysz się oddala pod ścianę lasu, a następnie – choć tego już nie widzieli – leśnym traktem do sobie znanej nory, jaskini, a może chaty.

20180128_165044

oto

K/VV

Aleksandr Dugin – Ludzkie społeczeństwo po kryzysie: Piekło na ziemi poprzez szkła socjologii głębi (cz. II – Jung)

Topologia Junga

Poprzedzające obserwacje były konieczne, abyśmy dotarli do głównego tematu, tj. naszej próby pojęcia tego, co czeka ludzkość, gdy postmoderna w końcu dotrze do swego, a logos społeczny ostatecznie przepadnie w nocy mitu. Innymi słowy, jesteśmy zainteresowani rekonstrukcją obrazu nieuchronnie zbliżającego się socjologicznego wymiaru, uwzględniającego te strukturalne, semantyczne znaczenia, które musimy (lub nie) przetrwać (lub nie). Na podstawie socjologicznej rekonstrukcji klasycznych i nie-klasycznych teorii, możemy skonstruować różne modele przyszłości, opierając się na psychoanalitycznej topologii Junga, którego pochłaniał los człowieka i który próbował tak bezstronnie, jak to możliwe opisać pełnię ludzkiego czynnika w jego różnych wymiarach, na różnych etapach. Zanim „namalujemy” „socjologię Apokalipsy” „pędzlem Junga”, przypomnijmy główne parametry jego topologii.

Według Junga, ludzkie istnienie jest złożonym systemem składającym się z kilku obszarów, z których główne to „ego”, „persona”, „anima/animus”, „cień” i Selbst („jaźń”). W imię kompletności dodajmy freudowskie „superego”.

8542133114898e15c486f16f620f4af0
C.G. Jung – Das Rote Buch

Moje „Ja” i moja maska

Człowiek jest uznawany za racjonalną jednostkę, nazywającą się „Ja”. W psychoanalizie ta funkcja jest oznaczana łacińskim terminem „ego”, którego właściwościami są intelekt, zdolność do operacji umysłowych, posiadanie struktur logicznych (lub „proktologicznych” jak w wielu tzw. plemionach i u „dzikusów”), zdolność do autorefleksji i wyraźnego oddzielenia siebie („ego”) od zewnętrznego świata, „innych” i „innego.”

Uogólniony logos społeczny to zbiorowa projekcja „ego”, którą Freud nazywał „superego” i „super-ja”. „Ego” zawsze koreluje z „superego”, które zaś daje początek systemowi norm społecznych i determinuje zatem znaczną część bycia „ja”.

W odniesieniu do innych społecznych „ja” i zebranego logosu społecznego (superego), ego działa jako persona, osobowość lub maska. Istnieje szczelina pomiędzy ego, a osobowością, która składa się z „ego”, mającego inny wymiar, odwrócony w siebie, odróżniający je od osobowości lub „persony” poprzez zupełnie wyczerpującą funkcję socjologiczną. Ego ma psychikę, podczas gdy persona jej nie posiada (takowa jest starannie ukryta i ignorowana). Psychika ego ujawnia się tylko wtedy, gdy persona zaczyna się zachowywać lub czuć niewłaściwie w społeczeństwie lub wobec superego, danego jako standard w moralności i w regułach myślenia (choroba umysłowa).

„Ja” zazwyczaj ukazuje się samotne w wyniku odbicia logosu na fizycznej oddzielności ludzkiego ciała. Ale Jung podkreśla, że to niekonieczne. Deformacja struktur logicznych, obniżenie poziomu umysłowego (abaissement du niveau mental) lub po prostu śnienie może łatwo rozmyć pojedynczość „ja”, jego tożsamość i rozproszyć w różne frakcje „alter-ego”. W pewnych przypadkach psychozy, objawia się to poprzez głosy, widzenie, a nawet poprzez wizje siebie samego. W niektórych przypadkach, różne „ego” mogą ukształtować całkiem stabilną formę tożsamości (jak w Dr. Jekyllu i Mr. Hyde Stevensona).

„Ja” Junga nie jest stałe raz na zawsze, lecz różnorakie. Czasem Jung mówi o ego jako jednej z części złożonej psychiki obok innych „kompleksów”.

Kraina zbiorowej nieświadomości i Jaźń

Wewnątrz „ego” zaczyna się przestrzeń psychiki, zawierająca różne warstwy, niektóre bardzo bliskie „ego” (takie jak pamięć, subiektywne oszacowanie działań i „inwazja” z poniżej) oraz te dalsze od niego, takie jak nieświadomość.

Freud nazywał nieświadomość „ed” albo „id.” Sam ograniczał nieświadomość do indywidualnych uczuć i instynktów ukształtowanych jako reguła w trakcie okresu niemowlęcego, a nawet prenatalnego. W słynnym śnie Junga z 1909 roku, w którym podróżował przez Atlantyk okrętem wraz ze swoim nauczycielem, ujrzał że w nieświadomości jest nawet głębszy poziom, który przestaje być indywidualny i staje się zbiorowy. Kraina zbiorowej nieświadomości jest centrum skonceptualizowanej topologii Junga.

Według Junga zbiorowa nieświadomość jest jest jedna dla wszystkich, a powściągana jest poprzez wieczne mity i archetypy. Tą zbiorową nieświadomość wyjaśnia się stałymi osnowami pewnych snów (wielkich snów), mitów, historii, opowieści ludowych, wizji religijnych i prac artystycznych. Ta należycie postrzegana, integrowana, obejmowana, przyjęta i święcie wywyższona zbiorowa nieświadomość skierowana powyżej, ku światłu na powierzchni tego, co języku Junga znaczy Selbst lub „jaźń.”

Animus/anima i mroczny bliźniak

Ponadto, pomiędzy ego, a zbiorową nieświadomością istnieją dwie z głównych pośredniczących instancji: animus/anima (dusza którą Jung dzieli pod kątem płci) oraz „cień” (umbra, Die Schatten).

Animus/anima (jak Serafit i Serafita Balzaca) jest obrazem zbiorowej nieświadomości ukazującym się w czystej postaci w męskim lub kobiecym ego. W trakcie swoich badań (do który zaliczają się studia klinicze), Jung zanotował, że mężczyźni stale wyobrażają „nieświadome” („es” i „id”) jako kobiece (stąd „anima”, kobieca dusza), podczas gdy kobiety wyobrażają sobie to jako męskie (skąd „animus”, dusza męska). Kuszące by było w języku rosyjskim zastosowanie pokrewnych słów dusha („dusza”) i dukh („duch”), maj a one jednak stale odmienne znaczenie (jakkolwiek ktoś mógłby zapytać: czy którekolwiek z nich ma dzisiaj jeszcze jakiekolwiek znaczenie?).

Jest również „cień” przedstawiający mrocznego bliźniaka ego, składającego się z negatywnych produktów dialogu pomiędzy ego, a zbiorową nieświadomością. Codzienny umysł spycha to wszystko, tłamsi, cenzuruje i nie poznaje impulsów powstających w nieświadomych głębinach, podrabiając „cień”, ukształtowując jego strukturę na swego rodzaju „anty-personę” (symetrycznie przeciwstawną personie). Diabeł jest uogólnioną formą cienia.

Indywiduacja jako realizacja Selbst

Ogromnie ważny w pracach Junga jest temat „indywiduacji”. „Indywiduacja jet harmonijnym, zbalansowanym, przyrastającym i wyważonym przeniesieniem struktur zbiorowej nieświadomości aż do poziomu logosu.” Właściwie zorientowane ludzkie życie jest realizacją jaźni, Selbst, tj. indywiduacją. Tylko w tym przypadku, ego służy zadaniu wypuszczenia tego, co spoczywa na poziomie mitu ku krainie logosu.

Jung wyjaśnił stosunek między danymi instancjami w swojej topologii, omówił niuanse, wytłumaczył szczegóły i rozwiązał puzzle ich dialektycznych relacji.  Wyznaczył dialektykę tej struktury na swoich pacjentach i na dziełach sztuki, doktrynach religijnych, teoriach filozoficznych, słynnych biografiach oraz na przesądach przeciętnych obywateli. Praktycznie całość jego kreatywnej pracy była temu poświęcona.

65008ea9e0720898664d0dea9b3dd092
C.G. Jung – Das Rote Buch

Socjologia wyobraźni

Zastosowanie jungowskiej topologii do społeczeństwa (z pewnymi dodatkami) podporządkowane jest socjologii głębi lub socjologii wyobraźni, rozwiniętej głównie przez R.Bastide’a i G.Duranda. Logos społeczny („publiczna świadomość” Durkheima) jest zgeneralizowanym ego (superego). Na drugim skraju jest zbiorowa nieświadomość (lub społeczna nieświadomość). Pomiędzy nimi zaś jest ludzkie ego, stawiające czoła społeczeństwu swoją osobowością (persona) oraz zbiorowej nieświadomości (nocna kraina mitu) poprzez swoją psychikę i jej postaci (anima, animus i cień).

Pomiędzy świadomością zbiorową, a nieświadomością zbiorową istnieje dynamika, tak dalece jak rezonują pewne zagadnienia i są homologiczne, podczas gdy w pewnych przypadkach popadają w niezgodę i konflikt.

Wynika to z kinetyki społecznej (włączając mobilność) i głębokiej treści procesów społecznych. Jednostka lub człowiek jest punktem w tej złożonej dwustopniowej dialektyce nocy i dnia, codziennego i nokturnalnego.

Trójpodzielny model topologii społecznej Pitirima Sorokina, który rozróżnia pomiędzy trzema typami społeczeństw i struktur społecznych (ideową, idealistyczną i zmysłową) na bazie czysto heurestycznego podejścia, uzyskuje pewien grunt w trzech archetypowych strukturach Duranda – „heroicznej”, „cyklicznej” i „mistycznej”, które są dokłanym mitologicznym homologiem socjologicznych konstruktów Sorokina. Szkoła Duranda, the Center for Reaserch on the Imaginary (Centrum Badań Teoretycznych – dop. tłum.), przez 50 lat swojego istnienia wyprodukowało ogromną ilość hermeneutycznej pracy nad „mito-analizowaniem” systemów socjologicznych i „mito-krytycyzmem” prac literackich lub zapisów historycznych.

d5a3fe695a44baaf129e5c5bc074c6c0
C.G. Jung – Das Rote Buch

Śniąc świat

Przejdźmy teraz do kryzysu ekonomicznego. Powyżej powiedzieliśmy, że bardzo prawdopobnym jest to, że obecny kryzys finansowy jest wyrazem znacznie głębszego procesu, tj. upadku logosu społecznego, rozmytego lub przesyconego momentami zmysłowymi (a la Sorokin), czy też dionizyjskiego mitu, który został przejęty przez  wahadełkowe masy (a la Durand). W systemie Junga proces ten może być ujrzany jako „obniżenie poziomu umysłowego (abaissement du niveau mental). Przypuśćmy, że logiczne struktury ego i superego miały się skruszyć na progu krytycznym – co jest bardzo możliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę obserwacje społeczeństwa rosyjskiego, które gwałtownie zdegradowao się w sensie intelektualnym i moralnym, jak również procesy zachodzące w zachodniej kulturze i polityce. W takim razie, powinniśmy się spodziewać, że ludzkość runie głową naprzód w reżim nocy.

W jungowskiej topologii, oznacza to, że nie zstąpiliśmy ku zbiorowej nieświadomości. To nie jest po prostu nihilizm. Sam koncept niczego, lub nihil, przynależy do struktur logicznych zdolnych do abstrakcyjnej reprezentacji czystej negatywności w kontaście do czystej obecności. Ale tak dalece jak logika jest osłabiona, krystalicznie czysta nicość logicznego nihilizmu ukazuje się nam nie jako pusta, lecz przepełniona nieuchwytnymi znaczeniami, obrazkami bez związku i zaaranżowanymi nieharmonijnie kakofonicznymi dźwiękami. Nihilizm nocy jest pełen dźwięków, kolorów i kształtów, ale tylko ze stanowiska dnia. To jest nicość.

Zaczniemy dostrzegać odliczone poniżej punkty krytyczne w ciemności. Koniec końców, zawsze są obiekty ciemniejsze od innych. To tu dotarliśmy do jungowskiej wersji post-kryzysowej futurologii.

Logos społeczny upadł. Pomimo tego, że z sukcesem pokonał wszystkich swoich logicznych i ideologicznych współzawodników (teokrację, monarchię, faszyzm i komunizm), liberalizm jeszcze nie zmierzył się z ciężarem logosu społecznego, tj. zdany sam na siebie jest niezdolny do obrony ładu dnia wobec nocy zaciągającej z każdej strony, jak z wnętrza. Ostatnią taką próbą była imperialna przygoda amerykańskich neokonserwatystów. W międzyczasie, poprzednie logoi są zostawione beznadziejnie odrzucone i załamane.

Dzienny charakter liberalizmu jest relatywny. Być może wygrał dokładnie dlatego, że proponował najłagodniejszy rodzaj ładu, najmniej natrętny logos, najbardziej kompromisowy i tolerancyjny instrument dziennej represji nokturnalnej nieświadomości. Ale teraz został siłą rzeczy pozostawiony jeden na jeden w twarz z chaosem – dokładnie tym samym chaosem, na którym polegał wcześniej.

Jeśli obecny kryzys ekonomiczny (dla cywilizacji liberalnej ekonomika jest substytutem ładu i logosu) okaże się być ostatnim, wtedy nastąpi fundamentalne „obniżenie poziomu umysłowego ludzkości”. Świat pogrąży się we śnie.

Tylko jaki będzie to sen?

bc8cdd896f8dc9b9b4a2c8d3b79da4ad
C.G. Jung – Das Rote Buch

Nowi aktorzy post-antropologii

Złomowanie „ego” i „superego”, ich przewrót w ciemną mgłę psychozy prowadzi do pojawienia się na przedzie nowych aktorów. Ci aktorzy nie będą ani klasami (jak w komunizmie), ani rasami (jak w Narodowym Socjalizmie), ani nawet jednostkami (jak w liberalizmie) – wszystkie te ideologie społeczne zostały założone na specyficznych systemach logicznych i pararelnie do tych, na mitach, których struktura jest raczej zauważalnie nokturnalna. Ci aktorzy będą kształtami nieświadomości pozostałej z epoki świetlistej dominacji logosu.

Główne figury w relacji pomiędzy ego, a nieświadomością, uzyskają autonomię i staną się substytutem ego. Ludzkość będzie słyszała „głosy”.

Fakt, że ego człowieka współczesnego stanie się dynamiczne, różnorakie, gro-podobne i przypadkowe, może być już dostrzeżony wszędzie – w ciągłych zmianach zawodów, przeprowadzkach (nowy nomadyzm), zmianie płci, nick-name’ów, pokazywaniu się sobowtórów i klonów (wpierw w literaturze, filmach i grach komputerowych, ale jutro w praktyce). Stanie się to oklepane, jako że życie uzyska bardziej ironiczną, gro-podobną naturę. Cykl zaniknie gdy rodziny, partnerzy, przyjaciele, kraje i zawody będą zmieniane z prędkością kalejdoskopową. Ludzie coraz częściej będą zmieniać płeć, a operacje do tego prowadzące staną się czymś niejednorazowym – ktoś jest kobietą, ma dość, staje się mężczyzną, wtedy ponownie kobietą itd. Ale w pewnym momencie – z trudem to dostrzeżemy – sam czynnik indywidualnej tożsamości zaniknie, a zasada wolności przeżre rdzą „totaliarne kajdanki” indywidualności. W człowieku zostaną odkryte oddzielne komponenty atomu – elektrony, protony, kwarki, a wszystkie zarządają dla siebie „nowych wolności” (jak belgijski pisarz Jean Ray przewidywal w swojej The Hand of Götz von Berlichingen.

W tym momencie ujrzymy serie bardzo interesujących zjawisk i nadejść, które zdefiniują panoramę krajobrazu post-antropologicznego.

Nadejście cienia

„Cień” będzie jednym z głównych aktorów „jungowskiej Apokalipsy”. Fantazje o żyjących cieniach (w baśniach Andersena i bajkach ludowych) to słynna opowieść, powtarzalnie przejawiająca się w literaturze, teatrze i operze. „Cień” jest synonimem diabła, a my możemy dodać, że to ten obraz koincyduje z rozległymi i różnorakimi opisami Antychrysta czy „nadejścia Szatana”. Perspektywa Junga różni się od religijnych, czy teologicznych zapatrywań na ten temat, w którym bada on figurę diabła – w duchu „Apocatastasis” Orygena Adamantiusza – jako relatywnie negatywną.

Według Junga w „diable-cieniu” akumuluje się wszystko, co było zaniechane przez ego na kursie nie sukcesywnej indywiduacji, tj. w trakcie translacji zbiorowej nieświadomości i jej archetypów w sferze logosu. Zatem, diabeł nie jest niezależny ani pierwotny, ale jedynie symbolizuje totalność ludzkich porażek i następstw tarcia z „superego”, które z kolei związane nie tak bardzo z indywidualnymi błędami, co z dysonansem i konfliktem społecznego logosu (włączając w to aspekty religijne i moralne) z mitologicznym kompleksem spoczywającym pod fundamentami społeczeństwa. Cień to przegrana Selbst. Koniec końców, diabeł był onegdaj aniołem światła, który upadł…

Cień, który ujawni się w bliskiej przyszłości niekoniecznie musi być postrzegany jedynie jako „diabeł” religii chrześcijańskiej. W pojęciach społecznych i psychoanalitycznych, będzie to po prostu „rezydent”, jakiś rodzaj surogatu lub znikającego „ja”, a w obliczu niezróżnicowanej zbiorowej nieświadomości, ta postać będzie raczej niczym „posiłek zbawienny”, który, co odnosi się do jego identyfikacji, będzie wyżej niż mitologiczny chaos pływający daleko w dole. Zatem „cień”, jako obraz zachowany ze straconego „ego”, będzie stanowił dla post-ludzkości rodzaj pokusy. Cień nie będzie działał jako wróg ludzkości (zwłaszcza skoro ludzie w tym czasie ustąpią post-ludziom). Raczej będzie działał jako wróg niezróżnicowanej otchłani nierozróżnialnych snów.

Czy będzie ten „cień” w swoim nadejściu? Jest to ciężkie do wyobrażenia, skoro społeczny krajobraz znacząco się zmieni. Upadek logosu nie zatrzyma nauki, czy precyzyjniej – technologii, stąd rozwiązanie indywiduum może być połączone z kontynuacją procesu technologicznego siłą inercji. Tak więc cień nadejdzie w świcie maszyn i urządzeń. Ale nie będzie to pojedyncza ludzka istota, ani ich grupa. Będzie to coś przypominającego chmurę, mgłę, myślącą nebulę, mogącą przyjmować różne tożsamości, imiona i typy. Te obrazy będą cokolwiek niewyraźne, jakby pokryte mgłą. Cień raczej niż w formie potworów pokaże się w postaci wspomnień i ociężałych, gęstych snów.

To jest jeden biegun.

źródło oryginału: geopolitica.ru /// tłum. katastrof

Shataan – Foot Print

R-11297198-1513665905-8061.jpeg

cd indifferent nighmare 2017

Shataan grają i śpiewają już nawet nie żaden neo ani ciemny folk, lecz medytacyjne ballady posiadające ducha katarskich trubadurów. Mają przy tym instynkt, który kieruje ku rozpoznaniu rdzenia wewnętrznego doświadczenia ludzkiego, bo jeśli chybia to niewiele. Tak jak w tej recenzji na tej płycie obecne są jednak momenty minimalnie jałowe, np. “Children of the Night”. Okładka w kontekście muzyki jest w opór bataille’owska. Wstręt w kontakcie z rażącą obelgą wobec tego, co jest uznawane za dobre i właściwe, to jeden ze sposobów, w jakie ugruntowuje się to, co święte. Ta muzyka to ekspresja silnej, wewnętrznej indiańskiej suwerenności, trzymania stanicy w psychodelicznych lub przeciwstawnie dziwacznych, zakrzywiających prądach rzeki\ życia.txhx1eaNGN8

-cały album do odsłuchu na vk – tutaj

“To jest jak King Dude tylko na serio go popierdoliło.” Float Away to najbardziej – jakkolwiek nie trawię tego słowa – wyczilowany kawałek na tym albumie. Przypomnę, że to pierwotnie blek metalowy zespół z południowo-amerykańskiej rasowo konfraterni Black Twilight Circle, złożony z muzyków Arizmenda i Volahn. Mimo rozziewu gatunkowego można wyczuć pararelę. Lub podobieństwo teoretycznych sigilów, udźwiękowieniem których byłaby muzyka Shataan. Moment pośredni w metamorfozie Shataan do obecnej stylistyki znakuje pieśń “Night Comes Along” z albumu “Weigh of the Wolf”. Tam zaś utwór “Release” to indiański odpowiednik pierwotnego, surowego Circle of Ouroborus (“Shores”, “Knives Beneath”), w pewnym stopniu nawet Joy Division oraz Lik. Zresztą ta muzyka to najlepszy dowód obalający metafizyczne kłamstwa lub roszczenia rasizmu – dowodzi bowiem – jakby komukolwiek było trzeba? – że duch aryjski nie jest jedynym, któremu przydana jest Jaźń. Gatunkowo ta muzyka to taki – przesycony tym, co folkowe może być w country – noir punk. Skd23~!

K/VV

 

 

 

 

Aleksandr Dugin – Ludzkie społeczeństwo po kryzysie: Piekło na ziemi poprzez szkła socjologii głębi (cz. I)

Socjologia głębi

Konkretne (fenomenologicznie rzecz biorąc) społeczeństwo zawsze składa się z dwóch części – nadziemnej i podziemnej. Nadziemna część jest tym, co normalnie nazywamy terminem „społeczeństwa”, co oznacza sferę racjonalnej aktywności, gdzie przeważa logos (λόγος). To domena rzeczy „codziennych”. Część podziemna jest ciemną, podwodną wyspą nieświadomości zbiorowej, regionem nocy społecznej (nokturnu), gdzie włada mit (μύθος).
Przez pewien czas, progresywistyczna nauka wierzyła, że te dwie części są położone w porządku diachronicznym. W czasach starożytnych (wśród ludów „prymitywnych”, nieszczęsnych „rezydentów” czasów starożytnych) mit miał pierwszyznę dominacji. Ale progres cywilizacji stopniowo wyparł mitologiczny ład i zastąpił go porządkiem opartym na logosie. Społeczność, lub Gemeinschaft, zostaje zastąpione przez społeczeństwo lub Gesellschaft (F. Tönnies). Lecz to optymistyczne wyniesienie nie przetrwało długo. Podczas gdy ślepa wiara w rzekomy postęp władała niemal niekwestionowalnie w Zachodniej Europie 18-19 wieku, podświadomość, gdzie dominują wieczne i niezmienne prawa mit, została odkryta na początku 20 wieku.
Opracowania Junga rozwinęły teorię Freuda i ustanowiły nową topologię ludzkiej psychologii. Freud już pokazał, że w dodatku do „Ja” („ego”) aktywnie działa w człowieku niewidzialne i represjonowane „To” (niemieckie „es”, łacińskie „id”). Jung udowodnił, że podwalina tego „To” jest zakorzeniona w specjalnej rzeczywistości wspólnej wszystkim ludziom. Zbiorowa nieświadomość jest jedna dla wszystkich.
Zwolennik Junga, francuski socjolog G. Durand, opierając się na jungowskiej teorii zbiorowej nieświadomości i jej archetypów, dopełnił psychoanalityczną topologię tą socjologiczną, kładąc fundamenty pod „socjologię głębin”, „głęboką socjologię” lub „socjologię wyobraźni”. Zatem druga, podziemna cześć społeczeństwa, w sercu której spoczywa mit, została odkryta, przestudiowana i opatrzona opisem.
Zwykli socjolodzy tacy jak Weber, Sombart, Durkheim, Moss, Sorokin itd., częściej opisywali nadziemne, dienne społeczeństwo i jego właściwości, tj. socjalny logos. Z drugiej strony socjolodzy głębin, tacy jak G. Durand czy M. Maffessoli, zaanagażowali się w eksplorację społecznych mitów, rozwijając rodzaj socjologii mitu.
Studium międzypołączeniowości (interconnectedness) pomiędzy dwoma głównymi poziomami topologii, tj. między logosem, a mitem, już na pierwszym etapie pogrzebało koncept racjonalności i pojęcie „postępu”. Według G. Duranda, okazuje się, że ostatnie nie są niczym innym niż racjonalizacją mitu Prometeusza. Następnym krokiem było odkrycie samego Logosu, jako że osiowe przeznaczenie kultury zachodnio-europejskiej (od Platona poprzez Kartezjusza po pozytywizm) było szczególną edycją mitu („wzrastającego mitu” w teorii G. Bachelarda lub „reżimu codzienności”, „le diurne” w teorii Duranda). Jest to odkrycie głębokiej socjologii (socjologii wyobraźni) oparte na strukturalizmie C. Leviego-Straussa, historii religii (H. Corben, M. Eliade), psychoanalizie (C.G. Jung), refleksologii (M. Bekhterev), współczesnej fizyce i matematyce (R. Tohm, V. Pauli etc.). Ujawniło to kompletnie nowy widok esencji, zawartości, znaczenia, natury i jakości procesów społecznych. Klasyczna socjologia, która wykryła, że niezliczone porażki logosu w społeczeństwie (dla przykładu, zasada „heterotelii”– socjologicznego prawa, które twierdzi, że procesy społeczne prawie zawsze osiągają cele inne, niż te, w które są wycelowane na początku, wywracając w ten sposób logikę przyczynowo-skutkową, w którą ojcowie założycielscy socjologii – pozytywista Kant i Durkheim – tak zawzięcie wierzyli) w świetle głębokiej socjologii formują zwarty i semantycznie kompletny system.
Ogromny materiał metodologiczny i dokumentacyjny zebrany przez socjologów klasycznych zaczął być interpretowany w całkowicie odmienny sposób.
Zatem wraz z końcem XX wieku, ustanowiona została „dwu-poziomowa socjologia”, w której badania nad logosem społecznym zostało spararelowane badaniami „społecznego podziemia” („społecznego lochu”) i „mitu społecznego”. Innymi słowy, odkryto „społeczną nieświadomość”.

Społeczny logos

Poprzez swój zawód socjolog jest wzywany do patrzenia poza „opinią publiczną”, „wspólnymi ideami” i „wspólnym sensem”, tj. tymi ideami, które krążą wśród mas w ich „większości” i tworzą zrąb „konwencjonalnej mądrości”. „Opinia publiczna” nigdy nie odbija całego obrazu. Jej naturalne miejsce jest położone w przestrzeni pomiędzy prawdą naukową, a tym co jest czystą chimerą, lub niczym. Nawet Platon w Republice zdefiniował „opinię” (δόξα) jako pokazywanie nam czegoś, ukrywając w tym samym czasie przed nami coś innego, we wszystkich przypadkach ujawniając nam nie to, co leży na powierzchni przekazu, lecz gdzieś indziej, zatem zawsze nas oszukując. Bardziej bezpośredni amerykańscy eksperci spekulacji finansowych i giełd sformułowali to samo prawo w surowszy sposób: „większość zawsze się myli”.
W analizowaniu „opinii”, socjologowie wyprowadzają z takowych na wpół zamanifestowane i na poły ukryte prawdy, a w ten sposób wyjaśniają mechanizm i – z kolei – semantyczną strukturę kłamstw (ciszę, eufemizmy, projekcje, przestawienia i inne tropy retoryczne. Zatem to suma wyodrębnionych naukowych prawd, wykładni i etiologii błędnych przekonań i kłamstw – zawartości logosu społecznego – stanowi obiekt klasycznej socjologii.

Pesymizm klasycznych socjologów: Logos na progu katastrofy

Większość głównych rekonstrukcji („wielkich teorii”) klasycznych socjologów zostało naznaczonych przez niepokojącą naturę procesów społecznych XX w. Sama idea „postępu”, która stała się czymś przyjętym w „opinii publicznej”, została w pewnym momencie rozpoznana jako eufemizm zaprojektowany aby odpędzić przeczucia nieuchronnie zbliżającej się katastrofy.
Większość socjologów, a zwłaszcza Pitirim Sorokin, jednomyślnie kładli nacisk na hedonistyczną, materialistyczną i zmysłową naturę współczesnej cywilizacji Zachodu, zaś ta jakość coraz głębiej wpływała na „społeczny logos” na przestrzeni XX w. Materialne wartości, wiążące ze sobą „obsesję ekonomii”, poszukiwanie egoistycznej, materialnej wolności i przyjemności, wyszły na przód i podkopały, przeżarły strukturę racjonalnej organizacji społecznej. Niemal wszyscy socjologowie przeczuwali, że społecznemu logosowi Zachodu i wszystkich cywilizacji świata pod decydującym wpływem Zachodu, w ten czy inny sposób zagraża klęska.
To uczucie zintensyfikowało się szczególnie w erze postmodernistycznej, gdy wielu zaczęło mówić o „społeczeństwie spektaklu” (G. Debord), „władzy symulakrów” (J. Baudrillard), lub o „końcu historii” (F. Fukuyama). Zaiste, Fukuyama mówił o „społeczeństwie szczelin”, wzmagającym „fragmentację więzi społecznych”, itp. Logos społeczny zdezintegrował się przed naszymi własnymi oczami, przemieniając się w coś innego, ustalonego tylko z wielką trudnością i wymagającego nowych metod socjologicznych dla zrozumienia i wyjaśnienia.
Niektórzy, tacy jak Castells, bojaźliwie sugerowali, że logos nie umiera, lecz przemieszcza się w stronę nowej formy istnienia jako sieć. Ale to nie zabrzmiało i nie brzmi zbyt przekonująco. W każdym razie, począwszy od końca XX w., klasyczne społeczeństwo stało na progu – jak to mówią optymiści – fundamentalnej, jakościowej przemiany, lub – jak podejrzewali pesymiści (tacy jak Spengler) – upadku.

Moment społeczny poprzez oczy socjologów głębi: Osuwanie się w noc

Bardziej jeszcze zaalarmowani przemęczeniem współczesności są socjologowie głębi, którzy z zasady wierzyli, że ponowne oszacowanie logosu z perspektywy mitu równa się katastrofie, która z definicji i od samego początku jest pełna napięcia od upadku i kolosalnej inflacji logosu. Nie będąc oponentami logosu, wskazują oni tylko, że gigantyczny wysiłek ponownego oszacowania połowy społeczeństwa (codziennej połowy) jest pełne napięcia możliwością nagłego regresu i upadku w przeciwstawną skrajność, regiony nieświadomości, z żadnymi ułatwiającymi ani pośrednimi stanami. Słusznie rozpoznali, że europejskie totalitaryzmy XX wieku były tak nagłym zrzutem ku mitowi, tj. reżim nazistowski (ze swoim „Mitem XX wieku, który wprawdzie jest raczej bladą i żałosną parodią mitu samego w sobie) oraz ZSRR ze swoją chiliastyczną próbą zbudowania „raju na ziemi” (diachroniczny-trynitarny mit Joachima de Flory przeskoczony przez Hegla, a zwłaszcza rosyjski, kultowy mesjanizm).
Jednak inflacja logosu nie zaprzestała rosnąć wraz ze zwycięstwem nad faszyzmem, ani po końcu komunizmu. W latach 90-tych powstała tymczasowa iluzja, że logos społeczny w końcu znalazł swoją ostateczną inkarnację w liberalno-demokratycznym paradygmacie amerykańskim (stąd globalizm i „koniec historii”), który miałby trwać wiecznie (jak to amerykańskie neokonserwy próbowały zapoczątkować z „Projektem Nowego Amerykańskiego Wieku” i teoriach o „dobrotliwej hegemonii” i „dobrotliwym imperium”. W pierwszej dekadzie XXI wieku wszystko to stawało się coraz bardziej wątpliwe. Kiedy uderzył kryzys finansowy roku 2009, a czarny demokrata Barack Obama doszedł do władzy w USA, stało się wyraźne, że poprzedzająca runda nie była założeniem „nowego porządku światowego”, ale ostateczną agonią Zachodnio-centrycznego logosu.
Z punktu widzenia socjologów głębi, w zasięgu ręki była kolizja dwu mitów, które przez trzy wieki działały w „podziemiu” społeczeństw Europy Zachodniej (jak i tych, które znalazły się pod ich wpływem).
Era nowożytna i Oświecenie odzwierciedliło powstanie mitu Prometeusza, który zainspirował zarówno racjonalistów, jak romantyków, ludzi dnia i poetów nocy. Olbrzym, trickster, oszust bogów (noc), Prometeusz, działający jako Faust i Lucyfer, przynosi ludziom ogień i wiedzę (dzień). Schelling, Hugo, Hegel, Marx oraz zarówno liberałowie, jak i socjaliści, zostali zainspirowani przez mit Prometeusza. Nawet w faszyzmie, poprzez nietzscheańskie szkła „Nadczłowieka” i Wagneryzm, Prometeusz odnalazł osobliwą ekspresję.
Ale z końcem XIX w., Prometeusz zaczął ustępować mitowi Dionizjusza. Emanując z dekadenckich salonów, spenetrował kulturę, a następnie stał się głównym mitem ludzi zaangażowanych w media (i z reguły odszczepieńców, pijaków, ludzi perwersyjnych i narkomanów, jak trafnie zanotował Durand), kino, a później telewizję, intelektualistów i artystów – typowych ludzi nocy w praktycznie wszystkich społeczeństwach. Stopniowo przepełnione indywidualistyczno-hedonistycznym stylem „dziennikarzy”, zadawnionych sceptyków i przeciwników wszelkiej racjonalnej organizacji (wrogów logosu społecznego), społeczeństwo stało się społeczeństwem rozrywki i zadowolenia, „społeczeństwem spektaklu”.
Dionizjusz zastąpił Prometeusza, koniec mitu którego jest opisany w zdumiewającej, ironicznej książce Andre Gide’a, Prometeusz źle spętany. Ale i sam Dionizjusz stopniowo stracił urok, rozmach i energię, tak jak dekadenckie perwersje elity, niosąc coś stylistycznie atrakcyjnego, zamieniły się w odrażający smród gnijących mas, osuwających się w noc. Plebejskie parady gejowskie odwróciły wyrafinowaną atmosferę salonów Oscara Wilde’go, solarne obłąkanie Arthura Rambo i poetyczną gestykulację kuzminowskiego Apolla w plebejski kicz (jeszcze kolejny przykład znaczenia sformułowanie „nie rzucaj pereł przed wieprze”). Mit Dionizjusza z kolei osiągnął punkt nasycenia i stał się jednym ze źródeł świeżości stojącego, stymfalijskiego bagna.
Cykl kultury zachodniej dotarł do kresu. Postmodernizm ze swoimi epifenomenami jest przekonującym zobrazowaniem tego.
W każdym razie socjologowie głębi oczekują nowego mitu (być może żywiąc nadzieję, że będzie to zrównoważony i integracyjny mit Hermesa – tak jak grupa Eranos, w którą włączali się Jung, Eliade, Bachelard, Corben, Dumezil, Scholem i Durand), ale przejrzyście dostrzegają, że europejski logos wkrótce ma się ostatecznie osunąć w noc. Mówiąc wprost, wydaje mi się raczej wątpliwe, aby ci wspaniali ludzie, neo-Hermetycy, mieli zdołać powstrzymać to, co upada, czy w mniejszym stopniu przesunąć ten upadek.

źródło oryginału: geopolitica.ru /// tłum. katastrof

Rope Sect – Personae Integrae // Proselytes

rs

Caligari Records, 18.XII.2017

“Jesteście nieśmiertelni od początku, jesteście dziećmi życia wiecznego i chcecie podzielić między siebie śmierć, aby ją wycieńczyć i zniszczyć, i żeby śmierć umarła w was i przez was. Bo jeśli rozłożycie na części kosmos, nie będziecie sami rozwiązani, zapanujecie nad stworzeniem i całym zepsuciem”. — Homilie Walentyna (cyt. przez Klemensa, Stromata, IV, 13, 89)

Deathspell Omega post-punku. Długograj i epka niemieckiego trio wydane przez black metalowe Iron Bonehead. Nie przypadkiem, bo instrumentalnie, acz nie kompozycyjnie, pasuje to pod kanon, a czyste wokale są na tyle unikalne i bezpretensjonalne, że każdy, kto ma uszy, przysłucha się z uwagą. To kawałek wyjątkowej muzyki, w której wibrują momentami być może riffy Virus / VBE, ale też pobrzmiewa Joy Division czy jakieś zamaskowane szwedzkie lub jeden europejski grzyb jakie oi!/punk rocki, post-punk w rodzaju Disappears, aż po A Pregnant Light.
Egzystencjalistycznego węszę w tym coś, czy raczej, że pozwolę sobie tak spaczyć to słowo, zjaźnionego. Bez dwóch zdań motorem twórczym tej płyty jest wysokie stężenie świadomości autorów. Zdarzają się fragmenty melodyjne i niemal heavy metalowe (vide “Tarantis” czy “Ochlesis” – w duchu Ghost – to skojarzenie może wynikać również z ponadprzeciętnej klarowności głosu dojmujących wokaliz), ale przeważa post-punkowy charakter, z transgresyjnymi momentami kojarzącymi się jak na wstępie. Na black metal jest to nieco zbyt melodyjne i gładkie, aczkolwiek to w gruncie rzeczy, w świetle wymowy całości, błaha różnica.
Najbardziej zapadają w pamięć dwa utwory: Pretty Life i Quietus. Ten pierwszy brzmi jak wskazówka ku ziębiącej smutkiem konstatacji życia jako procesu, któremu immanentny jest rozpad i utrata (mogę się mylić, bez słuchawek nie wychwytuję wszystkich słów ze słuchu). Zauważyłem, że w pewnych okolicznościach powieliłem sobie parokrotnie ten numer na playliście, ale z czasem przestałem go słuchać, żeby nie wprowadzać się w stan melacholii, kiedy nie jest on sam z siebie dany.
Quietus to utwór kołyszący świadomością siły swojej tożsamości. Bynajmniej taki stan może ewokować u słuchacza, albo też na odwrót – takiego można upatrywać za jego powstaniem. Rope Sect wydaje się muzyką wskazaną dla osób, które odbierają życie w całej jego cierpkości. Co stanowi warunek do odwrotności.
Niemcy prawdopodobnie można obecnie zgeneralizować jako naród mięczakowatych zzachodniałych burżujów, ale ci trzej sowicie polali do czarciego dzbana.

Prze-(w)stęp

Z okazji przełomu kalendarzowego deklamujemy odstąpienie od momentami obscenicznie prywatnego profilu pisma i zachęcamy ludzi o pokrewnych zapatrywaniach do publikowania na łamach tegoż. Od relacji z odsłuchu nagrań muzycznych, poprzez autorskie pisarstwo i felietony, gama możliwości jest szeroka. Wynika to też z fizycznej niezdolności do równie intensywnego tworzenia pisma, co onegdaj, będącej rezultatem pracy zawodowej i wychowywania syna. Możecie upchnąć tą prośbę razem z kurzem, popiołem i pomyjami, albo potraktować serio.

>> Mail <<

skra
fot. i fotomanipulacja – K/W

Informujemy również o poprawionej wersji najbardziej zjadliwego felietonu opublikowanego tutaj. Bez wyrzeczeń, ale stemperowane:

Felieton socjopatyczny, lub dlaczego twój kot by bździł na Polskę

Wynika to z przednoworocznego remanentu w świadomości i potrzeby skonfrontowania tożsamości autora z tym, co ją zbudowało, a następnie przekroczyło jej nazbyt wąskie granice.

93lut
fot. i fotomanipulacja – GvS

Tylko zapętleni przetrwają

LOONEY RUNES
Sen z 28/29.XI
______________

I

scena utraty danych z komputera prowadząca bohatera A do psychozy
[DOM RODZICÓW; BOHATEROWIE A I E Z DZIECKIEM MIESZKAJĄ NA GÓRZE, PODJAZD, DRZEWA, PIĘTROWY ]
– trans bohaterki E
– powtarzanie (mantra) – IMIĘ
– uderzenia (biczowanie)
– płacz dziecka

II

skok w przeszłość do tego samego domu, gł. boh. mają 15 lat
[REALIA LAT 80/90]
– A zapisuje E na dyskietce wskazówki dot. życia / filmu
– planuje samobójstwo, wcześniej umawia się z kolegą na marsz narodowy
– nie wie, że jest regularnie narkotyzowany i wykorzystywany przez własną rodzinę (gł. matkę i jej trzy przyjaciółki) do celów rytualnych, nagrywany zawsze i o każdej porze swego życia
[UJĘCIA JAK PRZEZ WIZJER ALBO OKO KAMERY, DOM. CZERWIEŃ I CZERŃ]

III

psychoza = zapętlenie, wymieszanie teraźniejszości z przeszłością [OGLĄDANIE Z KILKU PERSPEKTYW]

26176497_2001640070106911_1065454244_nIV

przeszłość:
– spotkanie z pierwszą i jedyną dziewczyną (E) z którą wcześniej A utrzymywał znajomość internetową, spotykają się pod „cygańską księgarnią”, potem idą schodami zabytkowej kamienicy na górę, gdzie tańczą i piją; scena na balkonie filharmonii, obok baru z orkiestrą grającą melodie z XX-lecia międzywojennego
– wspinanie się po schodach pijanej matki w futrze – E spogląda na nią ze współczuciem
– matka A mija parę, brak reakcji i spojrzenia ze strony A, spogląda przez cały czas na dziewczynę; matki wzrok zamglony ale czujny i zazdrosny, taksuje syna wzrokiem

V

przeszłość ale WCZEŚNIEJ (dzieciństwo)
– scena kupowania książek „u Cyganów”
– pierwsze sceny magiczne; czary podparte lekturą
– metamorfoza w Bestię [CHRZĘST KOŚCI → ODWŁ. DO BOH. WSPÓŁCZESNEJ POPKULTURY (Marvel?)]
– sceny seksu z przyjaciółkami matki – Inicjacja [W JAKOŚCI KASET PORNO/SUTCLIFFE JUGEND – ‘SHAME’]

VI

wczesna młodość parę lat później
– E, którą matka A decyduje zachować przy życiu, złożona w ofierze
[przedtem SCENY SAMOTNYCH TUŁACZEK PO PASTWISKACH I LESIE NOCĄ; PALENIE PAPIEROSÓW NA WZGÓRZU, TULENIE SIĘ DO OSWOJONEJ ŁANI; D O J M U J Ą C A S A M O T N O Ś Ć]
– wcześniejsze ofiary zwabiane i mordowane poza udziałem swej Woli (Bestii odruch ludzki: symboliczne grzebanie ich szczątek we wraku starego samochodu pod lasem)
OFIARA
kapłanka – tresuje Psa
okrągły konfesjonał obracający się jak podest koncertowy w budynku przypominającym Koloseum, w „okienkach” wyświetlają się Figury
Służebnica Pańska – Pies (aportuje)
gwałt na Górze w deszczu (Jodorovsky?)
to co sacrum nie daje się zbeszcześcić, E unosi głowę i zakrwawionymi rękami głaszcze Bestię

VII

[POKÓJ Z KSIĄŻKAMI (POKÓJ A Z MŁODOŚCI) WYPEŁNIONY ŚWIATŁEM, ŚCIANY ZIELONE, POWIETRZE JAKBY KWITŁO – PARADISE]
– A i E klęczą na podłodze; oglądając Księgę wiedzą, że to wszystko dzieje się, „nadpisuje” cały czas – ZYSKUJĄ ŚWIADOMOŚĆ I POJĘCIE ZŁA I DOBRA
– A pokazuje E palcem okładkę, na której obydwoje wymienieni są jako Autorzy
[POWSTAŁO ŻYCIE / FILM]
– ona z radością i przejęciem z powodu odkrycia największej z Tajemnic przytula i całuje go, on wpada w święty gniew – E źródłem grzechu -> ZAPĘTLENIE = PSYCHOZA
[PĘKNIĘCIE OBIEKTYWU, KAMERA ODSUWA SIĘ]

3jako ilustracje wykorzystano obrazy Villjo Gustaffsona

aut. GvS