VViersze Psychiatryczne Zvvei

Ikona

marionetkowy ruch w korytarzu
naprzód marsz
bezwzględnie naprzód
i ani się waż zatrzymywać
w wytyczonej drodze ku życiu
pulchna figurka pielęgniarki
przypomina widziany gdzieś dawno
obraz Matki Boskiej
ale to nie matka
nie bolesna i nie litościwa
siostrą też trudno nazwać
nie pochyloną w nieustającej pomocy nad męką
rozpiął jej się fartuch i pierś spokojnie faluje
lecz nie ma takiej matki
– zagryzam szczęki –
ani takiego mleka
którym nakarmiłaby wariata

Processed with VSCOcam with c1 preset

Rywalizacja /7.11.15/

długo leżałeś nieprzytomny
i kiedy tak współistniałeś
zależny od jej cierpienia i pracy paru maszyn
kiedy śniłeś to swoje życie cudownie nieruchome
milczące nie znaczące nic ponad jasny zapis
pulsu oddechu ciśnienia i innych funkcji co świadczy
że tak skorupa leżąca na szpitalnym łóżku
szerokim sterylnym i oznaczonym dokładnie
– na OIOMie starają się
starają bardziej niż my razem wzięci się staraliśmy;
jest jeszcze obecna
przytrzymywana w jej łzach i dłoniach
śni o palcach – zdrętwiałych – dotykających symbolu w architramie śmierci
a sen bolesny bo ona nie wyobraża sobie że nie boli
i długi jak letarg przed ciemnym poczęciem
ten ziemski sen
co ani przybliża ani oddala
więc jak długo leżałeś nieprzytomny
tak nieprzerwanie fanatycznie pielęgnowała
twoje rany w głowie
z postanowieniem że
nie obudzisz się
bardziej chory od niej

 

 

S

Nigdy nie bałaś się ciemności

przykryjcie mnie zielonym prześcieradłem
wykonujcie wolno i starannie swoje procedury
nie zrobię już kawy by wróżyć z fusów
nie pouskarżam się na pokłute pośladki
ani bóle głowy zawroty jak na karuzeli
nie poproszę o zmianę leków
o opatrzenie i zabandażowanie ręki
nie pójdę pod prysznic z szamponem z darowizny
nie pożyczę papierosa na wieczne nieoddanie
i wiem że tomik wierszy w moim wykonaniu byłby absurdem

przykryjcie mnie tylko zielonym prześcieradłem
choć zasługuję na traktowanie gorsze
od trupa

obnażona ofelio wśród zieleni
twoje powieki nie podnoszą się
naprzeciw światłu
schorowanych lamp

śmiertelne
zmęczenie

 

30
Zimowe widmo

Nie mam Cię
substytutem Twój sweter
chcę wrócić do fromborkowych czasów
dalej tam jestem
jesteś

 

Psychiatryczny IV

zawiązano uprząż
na ciele młodej kobiety

wianuszek majtek
zsunięty do łydek

grymas na twarzy
spocone łono
i jeszcze walczy
nie rozumiejąc że
dogorywa w niej
klacz

S
S

Wisząca

śliskie, sztywne jak ozimina pośladki
ręce pionowo wzdłuż ciała
choć walczyły chwilę jak ptaki w uwięzi
szron we włosach
co rozczulił
na dole rynsztok
przez to cofnęli się wszyscy
personel z obawą, że znowu za późno
a wisząca jak wykrzyknik
dla niej to dobry czas
siwe od szronu
włosy na nogach i pod pachami
oglądali dokładnie
zdjęli z delikatnością
równą zdejmowaniu mesjasza z krzyża
przyglądali się
ile śmierci w denatce
ile życia w chorobie
czy to właściwe o niej pisać

Lisia Czapa von Sroka

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s