OM – Advaitic Songs

om

Zabierając się za recenzję dzieła tak obfitego w zarówno duchową i artystyczną jakość wypadałoby na początku przybliżyć, choćby pokrótce, przyświecające mu idee. Tytuł Advaitic Songs odnosi się do hinduskiej adwaity, poglądu stojącego w opozycji do dwaity (dwójni), głoszącego że jedyną rzeczywistość stanowi Brahman, który jest tożsamy ze wszystkimi żywymi istotami. W adwaicie świat materialny reprezentuje maja pojmowana jako iluzja rozdzielności pomiędzy Atmanem-Jaźnią, a Brahmanem-Absolutem. Wyznawcy adwajtawedanty nie poszukują zbawienia poprzez miłosierdzie boże, mesjaszy czy posłuszeństwo; wręcz przeciwnie dążą do samozbawienia przez gnozę, wyrwania się z sideł fałszywego dualizmu i odnalezienia w sobie jedności z bezprzyczynową boskością. Cytując Swamiego Wiwekanandę, dziewiętnastowiecznego propagatora hinduizmu na Zachodzie:

Poza całą naturą jest coś wolnego. Kiedy znajdziemy to, co wymyka się wszelkiemu prawu, zdobędziemy wolność, a wolność jest zbawieniem. Dualizm jest stopniem, fazą, adwaityzm wiedzie aż do kresu. Najkrótszą drogą do wyzwolenia jest oczyszczenie się. Należy do nas tylko to, co sami zdobyliśmy. Nie zbawi nas żaden autorytet, ani żadne wierzenie.

om2

Tyle o duchowości stojącej za Advaitic Songs, pora na muzykę. Album rozpoczyna Addis, sześciominutowa mantra z damskim wokalem i pięknie brzmiącą wiolonczelą, okraszona wyrazistym dudnieniem bębnów i brzmiącymi co najmniej majestatycznie pomrukami pulsującego basu. Wszystkie te elementy, prócz kobiecego głosu, towarzyszą słuchaczowi aż do końca albumu, akompaniując ciężkim, acz nieco stonowanym i schodzącym często na drugi plan doom-metalowym riffom. Na Advaitic Songs Cisneros i Amos postawili w dużej mierze na różnorodność brzmienia, aczkolwiek nie brak tu monotonnych dronów rodem z hinduskich rag i wyciszonej kontemplacji. Dźwiękowe inspiracje muzyków są oczywiste – Advaitic Songs to pieśni ducha Bliskiego i Środkowego Wschodu, psalmy spalonej słońcem pustyni i monumentalny lament bizantyjskich chórów. Al Cisneros jednostajnym głosem, jak gdyby pogrążony w głębokiej modlitwie recytuje teksty utworów, sprawiając, że każdego z nich słucha się jak medytacyjnej mantry. Piąty, ostatni kawałek Haqq al-Yaqin odwołujący się do tradycji muzułmańskiej – to najdłuższa i moim zdaniem najciekawsza z kompozycji zawartych na krążku. Monotonny, transowy rytm wybijany na hinduskiej tabli, podniosły lament smyczków, ascetyczne aranże wokalne Cisnerosa wszystko to kreuje niesamowicie mistyczny klimat; całość zaś wieńczy przepiękna wariacja zagrana na nieprzesterowanej gitarze. Po paru chmurach ściągniętych przy tym numerze można niemal poczuć na własnej skórze prażące niemiłosiernie słońce pustyni, rozżarzony piach i intensywną woń płonącego kadzidła. Pieśni Adwaityczne to dla mnie ścisła czołówka albumów 2012 roku, koniec kropka.

~blaga

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s