Justyna Koronkiewicz – Słowa, które przeistoczą krew

Z zaszczytem prezentujemy subiektywny wybór wierszy prawdziwej poetki, mieszkającej w górskiej chatce, której tomik pt. “Szamanka” można zamówić ze strony: http://justynakoronkiewicz.pl/ ; twórczość to silna tożsamością i mądrością natury.

 

Słowo też rozpada się w pył

pamiętam twój głos
trzy razy głębszy od studni z której
czerpałaś wodę
zapadałam się w nim jak w wielkiej puchowej kołdrze
uszytej dla mnie na dobry sen

kiedy opowiadałaś bajki dziwiłam się
że szept to też ty
z niedowierzania zapominałam zamknąć oczy
żeby nie przegapić chwili gdy zamieniasz się w kota
bo tylko koty mruczą tak czule
aż do zmrużenia powiek

najpiękniejsza byłaś w modlitwie
z westchnieniem schowanym w dłoniach
jakbyś składała się tylko z oddechu
i białych anielskich włosów

w takie dni jak ten
wracasz do mnie ciszą
która niczym sól na otwartej ranie

boli

 

Portret

To tylko błysk. Światło
wchodzi w ciebie. Przenika tkanki.
Świeci na ostrzu rzęsy.
Po drugiej stronie nie ma
głupich min, dziubków
starannie studiowanych przed lustrem.

Prawda jest naga,
pozbawiona filtrów,
czarno – biała.
Prześwietlona skóra zwija się w papier.
Twoja twarz – sieć receptorów, które wchłonęły
czas. Flesz jak ultrafiolet
wydobywa z ukrycia niewidzialne.

 

Przesilenie / W zapachu werbeny/

niebo przyzywa jasną łunę
noc wzrasta w siłę nasyca się światłem
bóg ciemności tańczy on jest zwycięzcą

księżycową ścieżką biegną gwiazdy
jutro będzie krótsze o kilka promieni
naga wchodzę w słońce

jeden raz w roku ogień jest kochankiem wody
moje biodra rozkołysane płomieniami
przyjmują deszcz

zanurzona w bezmiarze wszechświata
przecieram powieki nasionami paproci
zakładam wilczą skórę

uwodzi mnie pełnia niebieskiego księżyca

 

/ Oddech Feniksa /

noc dojrzewa. osiada na powiekach
niczym sadza. nie pozwala otworzyć oczu,
spojrzeć w gwiazdy. mami
oddechem zapalonej świecy.

pamiętam słowa które przepłynęły przeze mnie
jak ognista rzeka.
rozpaliły każdą komórkę ciała.
jaskrawy płomień miał twoje imię. był wyzwoleniem.
kluczem do drzwi, za którymi błękit
przechodzi w czerwień, usta
odbierają ustom oddech,
a każde wyznanie wrasta
świetlistymi literami w skórę.

w porze odwiedzin księżyca pęcznieję
od pragnień.
rozcieram w palcach popiół,
przywołuję ognistego ptaka. czekam
na płonący deszcz, rozchylone
usta, na słowa,
które przeistoczą krew,
wypełnią ogniem
żyły.

 

/ Uzewnętrznienie /

Jesteś mi bliższa o otwartą ranę
Szczelinę w słowie do której codziennie wkładasz palec
Żeby sprawdzić czy jeszcze istniejesz
Boli Cię ślad stopy odciśnięty na piasku jego ulotne trwanie
Pustka która zostaje po ciepłym dotyku
Szukasz mostów przejścia na drugą stronę
Samotności
Zostawiasz znaki wiersze klucze do drzwi
Które nie zamykają i nie otwierają niczego

 

 

//// fanpage

// blog autora ilustracji

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s