Swans – The Glowing Man

swanstgm2

2x cd / 3x lp 2016

Śmiem twierdzić, że The Glowing Man to najbardziej „dojrzały” / spoisty / swoisty album Swans od czasu reaktywacji (2010), najdosadniejszy i najgłębiej częszący beret, czy też sięgający czarnego ognia żarzącego się w sercach. Bo, jak wiemy z Aleistera Crowleya „Każdy kobieta i mężczyzna są gwiazdą” i w tym kontekście należałoby odczytywać tytuł tego albumu.

Najbardziej mnie ekscytuje granie nowych rzeczy, szukanie w muzyce intensywności, która sprawia, że czuję się, jakbym miał za chwilę dostać zapaści. To uczucie, którego potrzebuję (…)” – są to słowa prawdziwego wirtuozera transgresyjnej sztuki, diabelskiego grajka wysoce ponad miarę XXI wieku, Michaela Giry, tworzącego alternatywny rock od 36 lat i wciąż potrafiącego swoją twórczością zadziwić świat, ba, doprowadzić do bliskiego zapaści oniemienia.

Jest to muzyka tak bardzo antywspółczesna w swojej naturze, że bardziej być już by nie mogła – wymagająca, owszem, ale wynagradzająca każdą jednostkę natężenia koncentracji poświęconej jej odbiorowi w trójnasób – antywspółczesna, bo nie nastawiona na niesienie płytkiej rozrywki, lecz wywołanie katartycznego doświadczenia wewnętrznego; muzyka rytualna co się zowie, choć równie dobrze można ją skategoryzować jako awangardowy rock. Przestrzenność wokaliz i wspaniały przeplot licznych instrumentów tworzą monolit – obawiam się – nie do przebicia, rzecz bezkonkurencyjną. Znajdziemy tu zarówno melancholię, kontemplację, jak i skowyt smaganej biczami traumatycznych doświadczeń psyche, zarówno zachwyt, ekstazę, jak i ból; wszystko to podane w postaci transowej, nieomal mantrycznej, a zarazem – paradoksalnie – częstokroć chwytliwej czyt. wpadającej w ucho. W The Glowing Man jest nieco mniej agresji niż w poprzednikach, wciąż jednak laik odebrałby muzykę Swans jako agresywną, tymczasem „To co robię na scenie jest szczerym aktem miłości i oddania. Oddaję wszystko co mam”.

I jak tu odczytać pojawiającą się, wprost po zarysowaniu świata jako wrogiego, obcego otoczenia, w trzecim utworze, The World Looks Red / The World Looks Black odezwę: „Pogrzeb mój umysł, pogrzeb mój umysł. Podążaj za Śpiącym Człowiekiem, podążaj za Tworzącym Człowiekiem, Podążaj za Stróżującym Człowiekiem, Podążaj za Opuszczającym Człowiekiem, Podążaj za Śpiącym Człowiekiem (x4)” – jeśli nie jako głęboką jungowską odezwę sięgającą ku podświadomości i prowadzącą w zamyśle do zrealizowania naszej prawdziwej tożsamości? Utwór kończy się chóralnym wznoszącym oczyszczeniem. Dalej załącza się najbardziej bodaj prosta i piosenkowa kompozycja na The Glowing Man, People Like Us, kończąca się słowy: „Ludzie jak my, potrzebujemy snu aby uciec; ludzie jak my, potrzebujemy śnić, aby się obudzić.

swanstgm3

Piąty kawałek, Frankie M. poprzedza długie instrumentalne intro, ilustrujące w moim odbiorze zbiór doświadczeń człowieka prowadzącego życie w zażyłości z substancjami psychoaktywnymi, jak padające w liryce, heroina, opium, metadryna (metamafetamina), MDMA (ecstasy); po rzeczonym intrze mamy już dosyć przebojową piosenkę o tytułowym narkomanie, człowieku kroczącym po krawędzi – „Oczyść wzrok, jest znak, jest jakiś czas, oczyść swój umysł”, dalej Gira śpiewa nazwy narkotyków niczym w znanym przeboju piosenki polskiej „Hera Koka Hasz LSD”, z tym że tu kontekst jest dokładnie przeciwstawny” – „Motyl, motyl, nie umieraj teraz, nie umieraj teraz, Frankie czemu?” – proroctwo śmierci z przedawkowania. When Will I Return? to utwór napisany przez Michaela do zaśpiewania przez jego żonę o doświadczeniu, gdy została zaatakowana seksualnie. Tytuł sam w sobie jest znaczący i myślę, że zaśpiewanie tego przez Jennifer ma przybliżyć ją do powrotu do całości, która uległa uszkodzeniu wskutek doznanej traumy.

Tytułowy utwór to obraz pewnego typu ludzkiego, którym zidentyfikowałbym z charakterystyką człowieka Seta. „Jest prawdziwie tym, który zdobywa, łamie serca i rozbija czaszki / Jest prawdziwie nikczemnym stróżem, jest prawdziwie głębokim nauczycielem” (swobodny przekład pierwszych pięciu wersów) i na koniec „Jestem Świecącym jestem rosnącym, Świecącym człowiekiem, jestem człowiekiem niczego; czym jest jest jest jest jest co?” zestawmy bowiem z przekładem z najpewniej pra-egipskiej Księgi Snów: „Bóg w nim to Seth… Jest rozwiązły sercem w dniu sądu… rozgoryczenie w jego sercu. Jeśli pije piwo, pije je aby wywołać konflikt i niepokój. Jest tym, który pije to, czego nie cierpi. Jest umiłowany przez kobiety poprzez ogrom swojej ku nim miłości” (z: Don Webb: Siedem obliczy ciemności) – czy nie dostrzegasz tu zbieżności? Dynamika i mantryczność tego utworu przywodzą mi na myśl dokonania Aluk Todolo, a nawet (momentami) Deathspell Omega.

Doświadczenie samo w sobie jest dla mnie najważniejsze. O nic innego mi nie chodzi, niczego innego nie szukam” i „(…) mnie bezpieczeństwo nie jest do niczego potrzebne. Wyzwanie i ryzyko są bardziej oczyszczające” – te słowa przedstawiają Girę jako Człowieka bataille’owskiego Doświadczenia Wewnętrznego, a zatem człowieka bliskiego pełni człowieczeństwa i suwerenności. Niczego innego nie dowodzi ten album, w mojej skromnej opinii godzien miana arcydzieła muzyki poszukującej i transgresyjnej.

Cytaty pochodzą z wywiadu w Noise Magazine nr 9, lipiec 2016

Katastrof

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s