Słowo Wilka

wiersze Krystyny Szlagi z tomiku “Słowo Wilka” z 1982 r.

 

Pytania Wilka

Kto nas na siebie szczuje

Kto zwabia nas w świątynie idei
aby w ich gruzach nas grzebać
Kto wzywa nas pod sztandary herosów
aby odwagę jako schizmę przekląć
Kto w imię ładu i porządku
bezkarnie rozlewa krew
Kto roznieca w nas miłość
aż do morderstwa
Kto z losem gra kartami znaczonymi
a zdradom złorzeczy
Kto nam ziemię rozpostarł
a na pętli
przed lustrem prowadzi
i
szczuje
szczuje
szczuje
aż rozpoznamy
we własnym odbiciu
nasłanego mordercę

Tak to ja

To ja
z zamkniętym w sobie
grobowcem samotności
Tak to ja
labirynt z bestią pytań
Tak to ja
powietrze ziemia ogień i woda
w jednym geście zniszczenia
Tak to ja
ukryty za kotarą
z fiolką luminalu
Tak to ja
obejmij mnie
ukryj

Genezis

Wyłem do gwiazd
w noce cieniste

Wyłem do gwiazd na niebiosach
jak pod murem twierdzy

Wyłem do gwieździstego potwora samotności
z legowiska ziemi

Potwór uderzył we mnie płonącą głownią
i uczynił wokół próżnię

Pozwolił mi uciekać
unosząc w sobie pędzącą kometę

Wyję
ja – gwiezdny więzień na ziemi

Schody wiodące w ocean

I
Któż pragnie swojej klęski
Choć wie
że przypływ odmienia się w odpływ

Któż nie drży przed nędzą
Choć wstręt w nim budzi pieniądz – suka
otoczona zgrają gryzących się psów

Któż sprawiedliwości nie wzywa
Choć natchnione apokalipsy
tają cynizm wodzów

Któż nie czeka na spełnienie się idei
niby na pokaz barwnych motyli
w gablocie

Któż nie chce porzucić swej nadaremności
i biec biec
przed siebie biec

Krawędzią ziemi być
W chrapliwej pianie dzikich koni
W pożodze larum trwogę nieść

II
Zamykam oczy
W marzeniach gaśnie
zgiełk rzeczywistości

W milczeniu
rozpoznaję swój głos
samotny i tłumny echem

Jak na bal karnawałowy
przybywają bańki mydlane
skrywanych pragnień

Obce samowolne
spełniają czyny bohaterów
i zbrodniarzy

Pycha zrzuca pątniczy strój
sztylet skrywany odsłania
wprowadza pochód starych palących ran

Jest jedynym świadkiem
i sędzią
i katem

Na stosie pogardy
giną puste posągi
i piękno fałszowane

W popiół zmieniają się teatrzyki
pstrokatych triumfatorów
Z kielicha wylewa się gorycz

Na balu marzeń
pośród świetliście tkanych horyzontów
miłość jest bez tragedii

W tragedii nie ma błazeństwa
Łaska nie unicestwia
W wolności nie ma pęt

Dobro i zło
jest sekretem
bańki mydlanej

III
Bal trwa lecz cichnie
nagle zanurzony
w pyle gwarze i pędzie miasta

Prawdę osaczają ze wszystkich stron
Jedność prawdy
to kłębowisko żmij

Moje słabości
to schody
wiodące w ocean

V (fragmenty)

Czy tak się umiera
w milczeniu
jak w łodzi bez wioseł

Czy tak się umiera

Kroki na drodze
Zgrzyt zgrzyt
Znajome kroki
Zgrzyt
Rozgniatanie robaka
zgrzyyyyt

Wołam

. . . . . .

Milczenie
jest lękiem
przed poznaną wiedzą

Zamykam oczy…
Konie opuszczając łby podchodzą do mnie
Węże podpełzają dobrotliwie jak bluszcz
Horyzont rozlewa kwitnący wrzos
Dym z ogniska rozsnuwa ciszę

(…)

Czas na gniew
Klątwy
Szyderstwo
Śmiech
Byle nie żebrać
Byle nie błagać
Byle nie płakać
Śmiać się
Oszaleć
Z diabłem się zbratać
Byle nie płakać
Drwić
Pić
Deptać
Lżyć
Byle nie skamleć
Byle nie płakać

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s