refleksy astralnego zatrucia

miniatura sprzed roku, przypadkowo odgrzebana

mccoy
il. Maddy Mccoy

Twój strach, obudzony z chwilą, gdy coś ci uświadamia, jak bardzo podłe może być życie… cóż, tymczasowość wszystkiego jest tylko krzywo uświadomioną, amorficzną projekcją, dopóki nie dotknie cię dogłębnie – w samym rdzeniu twojego pożal-się-boże „ja”. Życie tylko wydaje się podłe, dopóki coś wpuszczonego głęboko do środka, nie okazuje się równie ulotne, jak kontrola nad stanem umysłu, jak powszednie amorficzne projekcje, wymienne w nie większym tempie niż elementy cieczy tętniącej w krwioobiegu, nie naruszanym niczym poza alkoholowym pyłem.

Ale ten twój lęk nabiera szkaradnego blasku dopiero, gdy widzisz, jak bardzo zażyła jest moja więź z intoksykacją – której zły charakter odzwierciedla się w spojrzeniu, zapewne sprawiającym wrażenie obłąkanego; tętniąca w źrenicach ciemność i skupienie nagle tak obcego ci stworu, wcześniej tak gładko asymilowalnego z twoją podświadomością. W międzyczasie wczytującego sobie twoją aurę i nierealność z toksycznym natężeniem.

Staje się to metafizycznym inhibitorem wzrostu nasiona strachu. I oto twoja poranna, destruktywna histeria, w rozmagnetyzowanym, zainfekowanym wzroku mojego przepalonego umysłu, zapamiętana poprzez metadonowo-benzodiazepinową mgłę upłynnionych dni, a jednak wciąż, mimo cicho rezonującej awersji, w krachu z moją podłą reakcją, zawstydzająca mnie i bolesna. Nie wiesz tak naprawdę dlaczego i to dobrze dla ciebie, że nigdy się nie dowiesz. Nawet gdybyś mogła, nie dowiesz się bo już tego bólu nie odczuwam, chyba że trafił by mnie perfidny koszmar – wyleczyłem się niczym innym niż życiem podług Woli, a kobieca histeria zawsze będzie mi się kojarzyła mi się z czymś pomiędzy krzykiem Banshee, a mackami morskiego szlamu i szczękającymi zębami.

Niedojrzały płód uczucia, tak wyraźnie urojonego sobie przeze mnie, że aż ujrzałem jak zostaje wrzucony w cynową misę o kształcie wątroby, opróżnioną, gdy nie dostrzegłem. Szereg kartek w kalendarzu, duszna cyrkulacja dni, wydarzeń, rozmów, ludzi – oczyszcza korytarz, którego już nie przemierzę, choć mój cień pozostawia ślady, gwarancja przedawnienia jest nadrzędna wobec postulatów wybaczenia, a zapomnienie o tyleż lżej przychodzi tym, których wzroku umysłu nie opętała nieboska trucizna.

~kn

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s