Dekoder (1984) – rec. filmowa

Decoder_1984_poster

Zdecydowanie bardziej niż dla Bitników, obraz ten stanowi swoisty trybut dla sceny industrialnej. To undergroundowy, kontrkulturowy eksperyment filmowy, kontestujący chorobę duchowej nędzy Zachodu podług instynktu wspólnego obydwu wspomnianym wykwitom kultury niepokornej. Wizje Williama Burroughsa oraz Genesisa P. Orridge’a odciskają znacznie większe piętno na ogólnej aurze i wymowie filmu, niż ich przelotna w nim obecność. Zresztą odtwórcą głównej roli – antysystemowego rozrabiaki – jest F.M. Einheit, znany szerzej z Einstürzende Neubauten (nie zabrakło tu również innego muzyka tego zespołu – Alexandra Hackego).

Ruch, wśród którego ikon obok w/w należy postawić SPK, stajnię Broken Flag, ale przede wszystkim Throbbing Griste/Psychick TV/The Temple of Psychick Youth, był w dużej mierze inspirowany twórczością Beat Generation – głównie pisarstwem Williama S. Burroughsa, a nie reszty spółki. Już pierwsze sceny Dekodera ujawniają, czyja twórczość najmocniej wpłynęła na scenariusz i jego wizualizację.

WSB obsesyjnie nagrywał, odsłuchiwał, miksował, mieszał nagrania dźwiękowe i filmowe. Wokół podobnych operacji kluczy znaczna część tego obrazu, a najbardziej oczywistym przeniesienem motywu z książek WSB są w scenariuszu Dekodera zamieszki wywołane odtwarzaniem przez młodych wykolejeńców subwersywnego noise’u w fast-foodach, tych świątynkach konsumpcjonizmu.

Z drugiej strony lustra pojawia się „Dream Machine” Briona Gysina, ale trzeba ograniczyć spoilery..

Chłód perspektywy, sposób pracy kamery nie pozostawiają cienia wątpliwości, że Dekoder wpasowuje się w specyfikę alternatywnego niemieckiego kina z lat 80-tych. Filmowi blisko również do takich tytułów, jak Hardware, czy cronenbergerowskiego Wideodromu, ale Dekoder tylko ociera się o granice cyberpunku. Można się spierać w tej kwestii, ale nawet jeśli weźmiemy pod uwagę dominującą kolorystykę i lekko futurystyczny klimat, zbieżność z cyberpunkiem zachodzi tu nieomal wyłącznie na płaszczyźnie wizualnej.

Decoder (Muscha, 1984)

Zresztą barwy, którymi twórcy Dekodera traktują widzów po oczach – z przewagą błękitu, fioletu i czerwieni – intensyfikują stosowane środki wyrazu i przekazywane treści, stanowiąc jeden z głównych atutów filmu. Inną techniką poświadczająca o jego artyzmie, czy eksperymentalności, jest wizualny sampling obrazów z różnych źródeł – nagrań z kamer monitoringowych, archiwalnych nagrań z zamieszek, urywków animacji, pastiszów reklam, sekwencji z peepshow – a wszystko transmitowane przeważnie na falach industrialnej elektroniki.

Na początku filmu cokolwiek widmowa postać w szarym płaszczu przemierza aseptyczne korytarze, mija pojedynczych pracowników zagadkowego podziemnego kompleksu, w drodze do chronionego pomieszczenia, skąd monitorowane są nagrania z kamer rozmieszczonych w przestrzeni miejskiej. To swego rodzaju centrum operacyjne nie jest wcieleniem Studio Reality, ale jest mu bliskie, zwłaszcza gdy przyjrzymy się oferowanym przez niego możliwościom identyfikacji i kontrolowania obywateli. Te ostatnie nie wbijają na obszar znany z 9 żywotów Thomasa Katza, ale ten tytuł to nieco inny gatunek kota w butach, nawet jeśli stężenie absurdu i czarnego humoru w Dekoderze aktywuje stosowne receptory.

Mimo braku wysoce utytułowanej i wykwalifikowanej kadry, Dekoder jest udanym eksperymentem. Gra aktorska jest utrzymana na przyzwoitym poziomie, a przynajmniej w przypadku ważniejszych postaci. Rola przewodniej „lali” przypadła na przykład Christiane F., autorce Dzieci z Dworca Zoo. Nie zamierzam tknąć tej książki, ale Krystyna dodaje filmowi powabu. Oniryczna sekwencja z WSB nie jest jedyną sceną, w której się przewija i jego wpływ na całokształt tego dziełka znacznie przekracza rangę drugoplanowej roli.

Osobiście, lekko rozczarowałem się epizodem z Genesisem P-Orridgem, i jeśli jakaś niezdarność ukuła mnie w oczy, to właśnie w tej scenie. Nie zmienia to jednak tego, że Dekoder, na przekór swej niszowości, niskiego budżetu i pomniejszych technicznych niedopracowań, w moich oczach pozostaje jednym z ciekawszych i donośniejszych filmowych wyrazów zdecydowanej, niebanalnej krytki konsumpcyjnej zgnilizny zachodniej demokracji. A że krytyka ta wykorzystuje przenikliwą burroughsowską metodykę i piętnuje Kontrolę, dezinformację i inne tegesy – trudno się dziwić, że film został zmarginalizowany, zaś jego reżyser – Muscha – nie nakręcił już niczego więcej.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s