Vomit Orchestra – Eptirconvellere

10697252_1568465800034750_8755257074629987366_o

„VO to auralna energia i alchemiczny wehikuł dla zwątpień, niepokojów i rozterek egzystencjalnych jego twórcy, skompresowany i  skupiony w melodiach i teksturach. Inpiracja projektu tkwi w zamiarze uchwycenia bazowych emocji i traum oraz zamiany ich w coś słuchalnego.”
Drodzy państfo, czytelnicy i bezczelnicy – oto muzyka mesmeryzująca co się zowie. Nowych nagrań VO miało już nie być. Po jakimś czasie pojawiła się wieść przecząca temu przedwczesnemu pochówkowi, ale poza wzmiankami o nowym projekcie (Iron Gavel) długo nie było nic słychać o nadchodzącym materiale. I oto po 8 latach przerwy mamy nową płytę. Mimo tak długiej przerwy, już pierwsza minuta Eptirconvellere znaczy markowa Vomit Orchestrze, minimalistyczna synteza zimnych, osamotniałych ton strun z dziwną, oniryczną elektroniką,
Z opisu wydawcy: Wznoszące się ze studni podświadomości, obrazy blaknące w pustych komnatach i opuszczonych korytarzach – kuszące, uwodzące i budzące lęk. Desolacja i niepokój, powoli zamieniające się w konwulsyjny dreszcz. – marna to w gruncie rzeczy introdukcja do albumu, bo nie mamy tu do czynienia z jakimś horror ambientem, lecz muzyką nastrojową i refleksyjną.
Jest to projekt dla mnie wyjątkowy. W zasadzie w dużej mierze poprzez VO (którego twórcą jest muzyk odpowiedzialny za Vrolok) z dziwnych blekmetali wkręciłem się w ciemną, eksperymentalną elektronikę. Oprócz tego Antecrux i Bridges Burnt towarzyszyły mi w najprzeróżniejszych, ale zawsze istotnych momentach życia, czy to przy skrajnie negatywnych stanach emocjonalnych,  czy odurzeniu, czy przy pierwszych lekturach książek WSB. Muzykę tego projektu zawsze cechowała dziwna, narkotyczna, oniryczna / filmowa (lynchowska) aura. Nie inaczej jest w przypadku nowego albumu – co więcej, słychać spory postęp twórczy.
Tylko intro mogłoby wprowadzić słuchacza w błąd, że dalej czeka na niego nowa postać starej formuły . Kompozycje są lepsze od strony technicznej, bardziej stonowane i zróżnicowane zarazem, nic też nie straciły na magii. Mimo tak długiej przerwy w twórczości VO projekt nie zgubił konsystencji tej unikalnej specyfiki, która sprawia, że porównania do innych wykonawców są kompletnie nie na miejscu, nawet jeśli w charakterze tej płyty słyszę pewną zbieżność z również wyjątkowym „Delusions of Hope” Ural Umbo. Trudno też pominąć pewne powinowactwo tworu [d] z wyczynami pana od Burial Hex.

Spójność ze starszą twórczością VO egzemplifikuje się chociażby pod postacią „nowej” wersji Dying, rozpoczynającej się od specyficznego nojzowo-glitchowego skrzeczenia. Wibrujący, dronujący amalgamat prostych, zimnych melodii, rytmu, dźwiękowych tekstur i tego wszystkiego, co to wszystko razem wzięte jest w stanie wydobyć z czaszki słuchacza – mnie bynajmniej pozostawia pod wrażeniem, któremu blisko do egzystencjalnego dreszczu. Moim faworytem z zawartych tu utworów jest ten ostatni i najdłuższy – jak dotąd odpłynąłem przy nim najdalej.
Ukute przez autora Gloomy ambience to nie najgorsze określenie „gatunkowe”; bez wątpienia dosłyszymy się tu elementów ciemnego ambientu i noise, ale to nade wszystko atmosferyczna muzyka eksperymentalna, stworzona przy użyciu gitary, basu, Hammonda M3 (elektroniczne pianino), efektu Space Echo, ale również skrzypiec (tutaj [d] wspiera skrzypek o pseud. sb). Co do wykorzystania tych ostatnich, co świadczy – było nie było – o połączeniu elektroniki z muzyką klasyczną, efekt moim skromnym zdaniem przeskakuje orkiestralne A Winged Victory for the Sullen. Nie bez powodu, fenomenologicznie jest skrajnie inne – Eptirconvellere to miejsce, gdzie to, co bliskie sacrum w muzyce zostaje zestawione z destrukcyjnym, transgresyjnym obliczem ciągłości (w pojęciu Georgesa Bataille’a), Co ważne, może się to dokonywać poprzez wiele form muzycznych (że przywołam chociażby Theologian, czy Paracletus DsO). W tym przypadku mamy doczynienia z cokolwiek źródłową implikacją tego zjawiska. Mimo, że żaden fragment partykularnie nie łapie za gardło czy serce, w moim odczuciu może być tu mowa o dziele kompletnym.

Poza lim. do 250 egz. digibooka via Nomos Dei album w najbliższym czasie ukaże się na kasecie poprzez Sigillvum Tenebrae i winylu w Die Song, zatem z mojej strony pełna rekomendacja.

Kanał YT [d] – blewcheer – tu zaś cały lp do streamowania na >bandcampie<

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s