Alameda 3 – Późne Królestwo

a3421618689_2

cd Instant Classic 2013

Płyta to niesłychanie eklektyczna i nastrojowa, o czem już z pewnością donosiły pismaki wszelakie, stąd relacja to niewczesna. Cóż począć na to jednak, że kapryśność inicjatywy bazgrolenia ściśle się u recenzenta wiąże z nierówną jakością percepcji, która to z kolei – ze stanem biochemicznym psychoaktywnie zrytego mózgu. Są jednak wtręty i offtopy nieprzyzwoite i te już zgoła smrodliwe. Nie zmienia to faktu, że nadal nie wiem co to jest kurwa „niezal” – ale brzmi koszernie. Zaorać lewaka, pompuj flaka w kabel świata!

Oto gdzieś między eterycznym ambientem, neofolkiem, a psychodelicznym (czy może ściślej – space-) rockiem, z mgieł wyłania się Późne Królestwo. Wgłębienie się weń może słuchaczowi cokolwiek pomóc prześwietlić mgły jaźni, jakkolwiek wypaczta tą zbyt mglistą metaforę. Trochę za dużo się tu w ogóle tej mgły zrobiło, ale tak się składa że na płaszczyźnie muzyki eksperymentalnej Alameda 3 to „polski towar eksportowy” tej rangi co zespół śpiewów różańcowych Mgła w przypadku blekmetalu.

Nieco nieziemskiej / mistycznej aury przydaje albumowi przede wszystkim kunsztowne ambientowe „tło”, w większym stopniu nawet niż space rockowe wzloty, czy dopełniające całości nielogiczną, bezosobową agresją fragmenty noise rockowe, obok których dynamiki przydają nawet (post?) black metalowe w charakterze riffy (vide końcówka tytułowego utworu, ale zwłaszcza Tzimtzum – chyba najbardziej pojechany dziką abstrakcją kawałek na tym krążku, w którego melodii przewodniej jednak można się dosłyszeć ducha Drudkh). A to bynajmniej nie wszystkie odniesienia gatunkowe, jakie można by tu poczynić (opis zespołu na bandcampie podaje w ogóle nieco inny kombajn). Późne Królestwo to materiał spokojny i kontemplacyjny, ale jednocześnie w cholerę bogaty wewnętrznie. O zgrozo i wokale stają na wysokości zadania, wyznaczonego przez dobro instrumentalno-kompozycyjne.

folder

Cóż tu narzekać, że w Polsze nie mamy naprawdę stanowiącego neofolku, tego czy owego – skoro dostajemy tu od razu taką transcedentną miksturę. I tak np. twórczość cenionej na całym świecie, a poniekąd pokrewnej muzycznie Nadji tylko w swoich co lepszych momentach wznosi się na poziom debiutu Alameda 3. Najczyściej neofolkowy utwór – La Chair Du Monde – to majstersztyk kojarzący mi się z co lepszymi momentami :OtWatM:, czy może bardziej Solanaceae (balladowy neofolk z psychodeliczną aurą). W liryce pojawiają się takie figury jak najdalszy brzeg, najgłębszy grób, zimnej nocy sen – i niechże to wystarczy nt. rodzaju poetyki tekstów – odniesienia ezoteryczne i take-inne – zachęcam – przebadajcie sami.

Space rockową, syntezatorową psychodelię na modłę tej, która towarzyszy rozgalopowującej się melodii Skrytego, w podobny sposób stosuje fińskie Oranssi Pazuzu, jakkolwiek u nich łączona jest z bm – i być może z nieco większym transowym potencjałem w rezultacie, ale Późne Królestwo to po prostu zbyt bogate dzieło, aby mocniej pociągnęło słuchacza w stronę muzycznego transu.

Myślę, że równie świetnie może się tego słuchać zarówno w opiatowych chmurach, gandziowym upaleniu, czy z psychodelicznym tętnem, ale to smutna pułapka politoksykomana, że danej płyty nie potrafi w 100% docenić na trzeźwo. Z drugiej strony jednak zbieżność charakteru muzyki z odmiennymi stanami świadomości mówi wiele o jej wartości. Ta zaś w przypadku Późnego Królestwa jest bezapelacyjnie wysoka, bez potrzeby testowania jej mózgiem na podrasowanych obrotach.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s