Brazen Serpent – Perditions Call to Prayer

brazenSerpent_booklet

cd Bunkier Productions 2014

 „Hymny do omnipotęgi Świętej Śmierci, jak również Osobiste prace medytacyjne w intencji zgłębienia ukrytego serca ciemności. Ku sprowadzeniu błogosławieństw i iluminacji wewnętrznego Czarnego Światła, Lucyfera.”

Według opisu wydawcy (który notabene się postarał – estetyczna oprawa z wykorzystaniem rycin m.in. Gustava Dore i gruby, matowy papier) mamy tu doczynienia z antykosmicznym neofolkiem i rytualnym dark ambientem. Doprawdy wybuchowa mikstura. Zanim zapoznałem się z muzyką, byłem cholernie zaintrygowany, jednak trudno było mi zignorować obawę, czy taki ryzykancki przepis się sprawdzi. Zawartość płyty rozwiała wątpliwości.

Od początku wiadomo, że twórca Brazen Serpent nie potraktował konceptu błaho. Intro ze śpiewem akwolitowym (gardłowym) m.in. mantry IAO, nasunęło mi skojarzenia z mało znanym, niedocenionym Udumbal, czy Svasti-Ayanam Petera Anderssona. Z powodzeniem mogłoby zresztą otwierać jakąś płytę Ofermod.

Do rzeczy jednak – nie spotkałem się jeszcze z neofolkiem tak wybornie połączonym z dark ambientem. Pod względem struktury gatunkowej na płycie są warianty o różnych proporcjach – kawałki neofolkowe z elementami ambientu i/lub neoklasyki, rytualistyczny dark ambient (utwór 3-ci, tak być może brzmiałaby uwspółcześniona stara Endvra), jak i chimery o wyważonych proporcjach elektroniki i neofolku (pierwsza połowa Befallen); outro to czysta neoklasyka.

W neofolkowym aspekcie Brazen Serpent kompletnie nie znajdziemy irytującej jarmarczności. Prym wiedzie gitara o bogatym, przenikającym brzmieniu, uzupełniana wraz z basem przez jakby wewnętrznie udręczony, acz oszczędny i wyważony wokal, nierzadko z wyczuciem rozwijający się w śpiew oraz poprzeplatany łacińskimi mniszymi zaśpiewami. Niewielu neofolkowych muzyków potrafi dobrze śpiewać, ale T. King z pewnością tak, czego przykładem jest utwór Silencing Aeons. Jego sposób gry na gitarze  jest zbliżony – żeby daleko nie szukać – do D.Pearce’a (Death in June), ale ten pierwszy – zaryzykuję – okazuje się tu ambitniejszym gitarzystą. Kompozycje w swej chłodnej melancholii są nie pozbawione dramatyki i podniosłe, wciągające. Całość ma wyraźnie dewocyjny (czy w Polsce słowo te może w ogóle nie być odczytane pejoratywnie?) charakter, a jest to „nabożność”  lucyferyczno-gnostyczna. Liryki są wpasowane w ten kontekst i zdawkowe, przy czym nie są propagandatorskie, przewija się w nich motyw zatraty, uwolnienia od rozumowych kategorii sensu itd. Najdłuższy tekst – The Luciform, notabene chyba najlepszej pieśni na „Perditions…” to nieprzekombinowany (w przeciwieństwie do wielu liryk „ortodoksyjnych” black metalowych kapel) wyraz poświęcenia antykosmicznej ścieżce.

Wśród nagrań muzycznych, których przesłaniu przyświeca antykosmiczna gnoza, to chyba póki co najdumniejszy północno-amerykański wykwit (tak jak na polskim gruncie Magia Gwiezdnej Entropii). Kunsztowna kombinacja styli muzycznych, która powinna mocno trafić zwłaszcza do słuchaczy doceniających w muzyce jej element duchowy.

P.S. Numer katalogowy BXXIII ; ?

linki: bandcamp | bunkier

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s