Current 93 – My Name is Nearly All that’s Left

cover

cd, Spheres 2014

Pod względem lirycznym niczym nie różni się to to od “I Am The Last Of All The Field That Fell: A Channel”. Ta sama opowieść – czy na pewno? „My Name is Nearly All that’s Left” to słuchowisko, a zarówno melorecytacje Tibeta, jak i minimalistyczna ścieżka dźwiękowa w wykonaniu Andrew Lilesa, umożliwają pełne skupienie na odmalowywanej wizjonerskiej opowieści; opowieści którą mi przyszło docenić dopiero w tym wykonaniu.  “I Am The Last Of All The Field That Fell: A Channel” to co najmniej ładny album, nie mający jednak siły ekspresji, którą znamy z wcześniejszych dzieł Tibeta. Brakuje mu zdolności do zahipnotyzowania, nie tyle za sprawą piosenkowej formuły, co tego, że połączenie muzyki z wokalami nierzadko popada w przekoloryzowanie – dysonansy te zaś, choć nie tak znowu liczne, mogą jednak skutecznie wybijać z rytmu percepcji.

Teksty Tibeta mniej więcej równie często jawią się niejasne i pretensjonalne (bo bełkotliwe raczej jednak nie bywają, choć niektórych jego wokalnych ekwilibriów nie znoszę), co są w stanie poruszyć coś utkwionego głęboko, niejednokrotnie otwierając wręcz oku umysłu prześwit na wysublimowaną postać obłędu… zwłaszcza, jeśli słuchamy w dostrojonym stanie ducha, przy czym bardzo pomocne może (acz nie musi) okazać się słuchanie w trybie psychoaktywnym. Podstawowym warunkiem jest jednak skupienie. W tym przypadku zdecydowanie warto się skupić, bo liryki nierzadko sięgają wyżyn przedziwnej tibetowskiej poetyki. Tego nagrania nie ma sensu słuchać jako muzyki tła, to dzieło wymagające i potrafiące niezwykle wynagrodzić poświęconą mu uwagę.

Zdolność „My Name is Nearly All that’s Left” do pochłonięcia słuchacza niczym gęste jezioro w nocy jest zasługą tyleż recytacji Tibeta, co warstwy muzycznej, którą stanowi ciemny, gęsty, nieco dronujący ambient. Kompozytor – Andrew Liles – to ekscentryk nawet wśród ekscentrycznych twórców ambitnej elektroniki, a jego styl jest unikalny i eksperymentalny, gdzieś między dark ambientem, a post-industrialem. Tutaj Liles nie eksperymentuje zanadto, bo nie na tym polega jego rola, z której zresztą wywiązuje się znakomicie, pozostawiając wyraźny autorski odcisk.

c93_all_that

Koncept nagrania jest pokrewny temu z „I have a special plan for this world”, jakkolwiek ten tytuł lokuje się poza granicą jakichkolwiek porównań i recenzowanemu materiałowi siłą rzeczy do niej daleko, to opowieść Tibeta, w ciemnych barwach ambientu Lilesa, rezonuje apokaliptyczną, oniryczną aurą w sporej mierze pokrewną duchowi filozoficznej grozy Ligottiego.

Recytacja w drugiej połowie jest bardziej zaakcentowana i stanowcza. Jednostajny, wysoki ton Tibeta w części pierwszej paradoksalnie cechuje się większym wyczuciem, czy też może ma w sobie bardziej przemawiający do mnie, bo mniej żywy urok. Jakkolwiek druga ścieżka na tej płycie jest sporo ciekawsza pod kątem tła muzycznego (dopiero tu Liles się rozkręca), w recytacji jest trochę za dużo życia względem tła muzycznego. Nie zdziwię się jednak, jeśli do wielu słuchaczy przemówi mocniej wersja charakteryzująca się większym naciskiem.  Być może ocenę zaciemnia mi sam odsłuch jednego po drugim – zapewne warto podejść do obydwu utworów oddzielnie, pozwalając umysłowi odetchnąć. Tak i wspak, zachęcam do uważnego przysłuchania się „My Name is Nearly All that’s Left” – w moim odbiorze to zdecydowanie jedno z najlepszych nagrań C93 na przestrzeni ostatnich kilku lat.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s